Zbiór wierszy. Lata 2012 -- 2016 - Janusz Budnik

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozmowa przy kompie

(dla K.N.)

Jakiś nastoletni grubas za oknem

Z dziewczyną chudą łazi

Mnie zimno jest żadne marzenie nie przyłazi

Wspomnienie znów jakieś jest

I tylko Ty gdzieś tam przy kompie

Piszesz ze mną i wiem że istnieje że jestem

Oczy pieką puste bez łez

Powiedz człowieku powiedz czego chcesz

Miałem Cię nie czarować tak sobie przyrzekałem

Ale naszło mnie i o wszystkim zapomniałem

Świat taki jakiś ciężki i nie do zniesienia

Tak jak by nie chciał mnie i mówił do widzenia

Miałem być konkret gaduła słodki przemiły i uroczy lecz

Lecz coś mnie dręczy jak bym w inny wymiar skoczył

I tylko Ty mnie mocno trzymaj

Bym nie wpadł w suchy dół

I mimo wszystko się nie zamoczył

Tylko wspomnień ciężkie westchnienie

Na nie już wpływu nie mam

A dalej w życiu czy coś zmienię czy warto czy trzeba?

Smutek ogarnia gdzie ta muzyka

Lampka wina gdzie kawiarnia?

Ściany wokół tylko i okno za oknem widno

Mnie przed oczami ciemno piszesz mi że jestem kochany

Tak jak by rozwalić chciał te moje ściany

Mówi pisze i słów mu brak i tylko uśmiech jego słyszę

Choć tak daleko kamery brak

Oj Ty mam przestać? Ale jak? Ale jak...

Normalnie mówisz? Normalnie tak mam przestać

A mnie sił na to brak sam nie wiem czemu

I sam nie wiem jak

Oj ale wariat Ci się trafił, oj tak tak

27.06.2012r.

Rybim obiektywem

Rybim obiektywem patrzę, okiem pełnym łez

Na pusty ekran ciebie wypatrując.

Każda minuta jak pocisk rozrywa me serce

By przez następną chwilę powracać do życia

Nie ma śladu twej obecności

Najmniejszego śladu pozostawionego tak od niechcenia.

I telefon głuchy, żadnego sygnału.

Czy za mało wysyłałem do Ciebie,

To wszystko mało? Mój Boże.

Mój Boże właśnie w tej chwili uświadomiłem sobie.

Przecież ty żyjesz swoim życiem

I chcesz mieć spokój po całym dniu, nim zaśniesz

Tylko łzy nie chcą przestać, nie chcą. One nie rozumieją.

A myśl uporczywa ta myśl - niech skonam

Niech zniknę i ślad wszelki ze mną

Bym wymazał się z pamięci każdego

Miłej nocy mi życzysz, miła przydałaby się.

Ale pewnie będzie pełna myśli,

Myśli, które nie pozostaną obojętne dla serca

Czas tylko dłużył będzie się i potęgował ból

Z każdą minutą każdym tyknięciem zegara

Praca fizyczna nie pomoże,

Nie odgoni tego krwiożerczego

Pragnącego mięsa, szarpiącego szakala.

Miłej nocy? Dziękuję, przydałaby się noc miła.

Lecz jak wyłączyć myśli,

One spokoju nie dają kołacząc się w ciąż

Markotny tak jakoś jestem, jakoś tak.

Mam małego doła i chciałbym by on skonał,

Ten dół nie ja. A może ja? Sam już nie wiem.

Przestraszyłem się tego

I że Ty będziesz w smutku.

Proszę daj mi przeżywać radość

I smutek, rozpacz i szczęście.

Niech słony deszcz pada i spływa po policzkach obficie,

Jesteś radością moją, moim życiem.

Przerażam Cię? Tak piszesz, a ja proszę.

Proszę nie przestrasz się tego i nie zniknij mi.

Jestem wariat, ale nie szkodliwy

Jeśli się kocha kogoś tak naprawdę, tak bardzo...

To nie chce się robić tej osobie krzywdy

I smucić ją, dlatego nie posunę się do żadnych rzeczy

Które by sprawiły tobie przykrość

Tylko na kolację bym zaprosił, na kolację romantyczną.

I tak na chwile, maleńką chwilę palcami się po dotykać,

Potrzymać za rękę i patrzeć sobie w oczy

Pieścić twarz i lekko rozchylone usta wzrokiem

I trwać tak chwilę a może i kilka.

Tak zasłuchani w sobie

Muzyka ta ciągle niech gra, niech gra.

Siedzę rozmyślając o przeżytych chwilach

O tym co uleciało bezpowrotnie pozostawiając pustkę

Tęsknotę i nadzieję że jednak jeszcze może uda się

Uda się to wszystko naprawić

Już nie w takiej formie jak było

Ale za to bogatszej, o doświadczenie pełniejszej

Może trzeba myśleć pozytywnie radzą inni.

Jak myśleć gdy niebieska mgła przed oczyma

W szarą się zmienia niczym chmury jesienne

Chmury przysłaniające błękit nieba swoją szarością

Nabrzmiewają by stać się czarnymi i spaść ulewą

Tworząc jednostajną czarą poświatę uwypuklając

Gołe konary drzew miotane wichrem

I broczyć szarość swą jak rana krwią zbroczona

Gdzie jest jej kres? Zmierzch kontury rozmywa

Tylko pamięć, pamięć jest wciąż taka żywa

09.07.2012r.

Masz rację

Gwiazd zbyt wiele i nie tylko na niebie

Nocną, bezchmurną porą.

Nigdy do gwiazd nie miałem zaufania.

Zwyczajni ludzie są szczerzy i dają bardzo dużo od siebie.

Życzę normalnego kogoś do wszystkiego,

A przede wszystkim do bycia i długich pogaduch i...

Ciszy razem przebywanej,

Do myśli w lot łapanej,

Nie koniecznie tej o miłości,

Ale tej zwykłej tej najprościej przekazanej

Ciężko tu o kogoś w miarę normalnego,

Wrażliwego a zarazem zwyczajnego zwariowanego...

Ech, pozostaje być samemu

Oj ciężko tu o kogoś... Zwyczajnie zwariowanego,

Ale bywają diamenty i na tym padole,

Które chcą być dla samego bycia razem

I siąść chcą przy stole,

By ten dzień zwyczajny garściami jeść

Dobrze, że poukładane wszystkie tamte sprawy,

Tak by to, co najmilsze pozostało,

W pamięć w zamyśleniu,

W jakiejś chwili w przypomnieniu,

Jakiś zapach, czy pogoda, wspomnienie napłynie

I wypełni po najodleglejsze zakamarki

By rozweselić i jednocześnie zasmucić.

Może nie... A może tak, czasem nie wyczuwam sytuacji,

Zbyt dużo myśli

Tak to jest, że ma się czasami mętlik

I tysiące myśli, którym nie ogarniamy...

Staramy się myśleć do przodu

Ale jednak ciężko nie porównywać

Nie da się przejść do codzienności,

Przecież ta codzienność razem była wypełniana,

Że jej nie odczuwało się.

Była inna, zwyczajna wspaniała

Mimo lat wszystko tak świeże,

Tak dzisiejsze dałoby się powiedzieć,

Jeszcze słyszy się głos,

Słowa, które ciągle same przychodzą

I zapach w nozdrzach czuć

Szczery i nic więcej nie trzeba...

Szczerość nie w cenie,

Każdy jak ćma do ułudy czegoś lgnie

A szczerość go przeraża, a raczej przerasta.