Milczenie bardziej bolesne niż... rana
Pamiętam kiedyś tak często rozmawialiśmy
Do rozmów tematów moc było
Tematy tak różne poruszaliśmy
Do rozmów długich nas to skłoniło
Mimo że nieraz robiliśmy to po kryjomu
Ranki bez ciebie mi się dłużyły
Przed osobami znajomości nieprzychylnymi
Słów od ciebie nie słyszałem - jak rzesz miłych
Wówczas jak najdłużej z tobą być pragnąłem
Każdą wolną chwile z tobą przebywałem
Niejednokrotnie w noc późna się zapędzałem
Wszak w tych chwilach szczęśliwy byłem
Radośnie i szczęśliwie do wszystkich się zwracałem
Plany wspólne na przyszłość omawiać nam się zdało
Bo radość ze wspólnego przebywania czerpałem
Przecież szczęście wśród nas stale przebywało
Nadeszła chwila tak nieoczekiwana
Koncert był w zasadzie koncerty dwa były
U ciebie tam wesoły z zabawą
Dla mnie ten tu jak rzesz miły
Pozwolił mi wspomnieć te wcześniejsze lata
W zasadzie nic szczególnego się nie zdarzyło
Gdy dla radości się żyło dla ulotnej chwili
Przeżytych chwil kilka miłych wśród ludzi było
Ach gdybym wiedział że pretekstem koncert się stanie
By nie stworzyć pretekstu do stanu obecnego
I zapowiedzią na tak sporadyczne nasze przebywanie
To wyrzekłbym się dla cienie wszystkiego
Zadałem sobie smutek i ból wielki
Z rozpaczy serce wyrwać by się zdało
Bo milczenie twoje bardziej boli niż ... rana
Tych ran tak wiele twe milczenie zadało
Więc do ran tych ranę swą dokładam
I milczeniem swym - o paradoksie ranę sobie zadam
02.07.2007r.