Zbiór wierszy - Artur ulicy

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Głos pokolenia

Byliśmy młodzi, gniewni,i niewyspani.

Różne szalone myśli, rodziły się nam w bani.

Social mediów nie było, więc nie byliśmy zagubieni.

Pokolenie co jak upadało to szybko wstawało z ziemi.

Dziś żyjemy między kredytem a naszymi marzeniami.

Pokolenie lat osiemdziesiątych, charakter zbudowany ze stali.

Nie chcemy dziś pustych obietnic bez pokrycia.

Znany dobrze błędy, i cenę tego życia.

Nie wierzymy w stare zasady tych bez honoru.

Mamy dość tego systemu, nie dają nam wyboru.

Gdzie dla nich liczą się tylko najlepsze wyniki.

I kto tu jest głupi, znany wszystkie ich chore triki.

Jesteśmy głosem pokolenia, 88 rocznik przed sobą masz.

Mówimy prawdę prosto w twoją twarz.

Nie da się nas od tak uciszyć.

Naszego głosu nie uda się wam ściszyć.

Nadszedł nasz czas, także zejdzie z drogi.

Mamy teraz już tylko pewne kroki.

Trzydzieści parę lat na karku, i co niby nie wypada.

Nie którzy pracują na trzech etatach.

Mimo tego na życie mamy spory apetyt.

Mieszkania kupujemy tylko na kredyt.

A przyszłość w tym kraju ciągle niepewna.

Broni nas chyba boska ręka.

Chcemy zmian, chcemy prawdy, i godnie żyć.

Dość udawania, że jest dobrze, jak lecą łzy.

Mamy siłę, mamy wiedzę, polskiej nadziei kwiat.

By przewrócić, by naprawić cały ten świat.

Szacunek, równość, wolność.

Nie wszystko przecież człowiekowi wolno.

Walczymy o lepsze jutro, dla swoich rodzin.

Bo nikt za nas tego nie zrobi, wzbudzamy podziw.

To nasza era, nasz teraz jest moment.

Nasze życie, nasza prawda, nie słuchamy komend.

Jesteśmy głosem zmian, nowa polska idzie.

Póki żyjemy, nie przestaniemy krzyczeć.

Idę po swoje

W tych wersach, mam swoje korzenie.

Pisząc wiersz, nie pytam o pozwolenie.

Nie czekam człowiek na niczyją zgodę.

Mam cel wyryty w sercu, pieprzę twoją modę.

Idę po to, co jest moje, z tych rymów mam swoją zbroję.

Każdy krok jest już tylko przemyślany.

Każdy ruch zaplanowany, poukładane swoje plany.

Nie ma miejsca na przypadek, choć czasem przyparty do ściany.

Mimo bólu, i tak po swoje ruszamy.

Idę po swoje, za nic nie cofnę się.

Moje życie, więc gram w tą grę.

Przez ogień, przez wodę, przez głupotę mur.

Idę po swoje i dotykam chmur.

Omijam przeszkody, jak zając zwinnie.

Robię czasem rzeczy chyba nagminne.

Przeskakuję każdą barierę, a mój sukces wisi w tle.

Robią oczy, ci co mówili "nie da się".

Teraz patrzą jak to biorę, sobie od tak.

Z diabłem chyba podpisany pakt.

Nie ma wymówek, czasem nie ma też strachu.

Tylko determinacja i siła, pozwala być jak ptak na dachu.

Cel jest jasny jak słońce, ulicy poeta dziś działa.

Droga prosta i czasem ostra jak strzała.

Pot na czole, i ogień w źrenicach.

Adrenalina w żyłach, nie wszystkich to zachwyca.

Nie ma znaczenia co myślą, dopada ich zmęczenie.

Kiedy sukces jest w zasięgu, proszą sumienie o przebaczenie.

A kiedy mój cel jest coraz bliżej.

Czuję to każdym pewnym krokiem.

To co moje zdobędę, będę tylko wyżej.

Wygram z każdym swoim wrogiem.

Te rymy są jak ostre naboje.

Wierze w siebie, i idę tu po swoje.

Władca piekieł

Te rymy to jest to, co posiadam

Na tronie z czaszek hejterów zasiadam.

Otoczony jestem morzem ognia.

Twoja zazdrość to moja pochodnia.

Każdy krok w przód zostawia ślady.

Z płomieni i żaru piekła, istnieją moje wady.

Pod ziemią jest królestwo moje.

Chcą je zburzyć pieprzone gnoje.

Dla zawistnych tam cierpienie wieczne trwa.

Jestem panem wszystkich cieni, peleryną moją poranna mgła.

Władca piekieł, król ciemności.

Wkurzę wszystkich fałszywych gości.

W moich żyłach płynie piekieł żar.

Pod stopami płoną dusze, jedna z wielu kar.

A korona parzy skroń, te rymy to mój dar.

Demony tańczą na mój rozkaz, z igieł do spania masz swoje wyro.

Każde słowo człowiek, dla ciebie to jak wyrok.

W moim królestwie nie ma dla takich litości,

Nie miałeś szacunku, pokory, empatii, miłości.

Płomienie z ich dusz sięgają nieba.

Krzyki niosą się echem, nic więcej nie trzeba.

Tu sprawiedliwość akurat jest ślepa.

Nie ma ucieczki przede mną.

Nie ma drogi powrotnej, idziesz w noc ciemną.

Jestem strażnikiem tych wrót do zaświatów.

Panem krainy mrocznej, więc lepiej się ratuj.

Piekło to moje, nie diabła królestwo.

A wieczne potępienie to największe przekleństwo.

Tu rządzę niepodzielnie, nie słucham nikogo sugestii.

Jestem władcą wszystkich piekielnych bestii.

Nie będę już ci więcej morałów tu prawił.

Rób tak abyś tu nigdy nie trafił.

Krew, pot i łzy

Ludzie oceniają, i są zawsze tacy.

Nie widzą odcisków na dłoniach od ciężkiej pracy.

Głupie osądy, dla siebie je zostaw.

Pot na czole, od walki, jak wodospad.

Łzy są w oczach, gdy nikt nie widzi.

To jest cena, którą płacę, poeta się tego nie wstydzi.

Nie ma drogi na skróty, nie szukaj prostych powiązań.

Życie nie jest bajką, nie ma łatwych rozwiązań.

Każdy sukces kosztuje, a twój los ludzi pierdoli.

Mimo że jesteś sobą, twoje zwycięstwo ich boli.

Krew, pot i łzy, To moja pieprzona droga.

Krew, pot i łzy, śle swoje modlitwy do Boga.

Krew, pot i łzy, życie w którym na głowie cierń.

Krew, pot i łzy, Taki jestem, i nowy rodzę się.

Nie mam przyjaźni, dla dziwnych znajomości.

Szacunek wyryty aż do szpiku kości.

Myśli złe płoną, jak piekielny ogień.

Głowa ciężka od myśli, rozmawiam z Bogiem.

Obiecuję mu, że nigdy nie poddam się.

Każda kropla krwi znaczy walkę, ja o tym wiem.

Każda kropla potu, to poświecenia wysiłek.

Każda łza to świadectwo, nie tylko na chwilę.

Nie liczę w tym życiu na żadne cudy.

Codziennie walczę, nie narzekam na trudy.

Nie uciekam przed bólem, za raną goi się rana.

Bo wiem, że jutro będę silniejszy z samego rana

Czyni mnie silniejszym, wiara, że będzie lepiej.

Każdy swą dole, na tym padole klepie.

Z krwi powstanę silniejszy, nawet jak zawierucha.

Z potu wyrośnie hart, zwycięskiego ducha.

Z łez narodzi się mądrość, która głupotę wypchnie stąd w dal.

Tak kształtuje się charakter, twardy jak stal.

Możliwe, że ty jesteś też na ten świat zły.

Lecz nasza droga to krew, pot i łzy.