To my
To my, wychowani przez Amigę i Atari.
To my, co po snopkach latem latali.
To my pokolenie smerfów, Muminków, i misa coragola.
Tego pokolenia nic nie pokona.
To my specjaliści od zabaw na podwórku.
Smak chleba ze smalcem i kiszonych ogórków.
Do dziś pamiętamy, na mleku tą śmietany pierzynkę.
A o 19 obowiązkowo, oglądało się wieczorynkę.
Jacek i Agatka, krecik, Tabaluga.
Wilka który w mordce miał zawsze tego szluga.
Myszka Miki, albo motomyszy z Marsa.
Zniknęło dzieciństwo, ależ to farsa.
Nie było tylu kanałów, w telewizorze.
Dlatego lepiej było zostać na dworze.
I tam się bawić, w co tylko chcemy.
Byliśmy odważni, nikt nie miał tremy.
Sztachetki brane, bo z tego był zrobiony płot.
One były dla nas, jak dla Thora młot.
Największe zarośla w parku, były naszym wrogiem.
Ile tych zabaw było wtedy pod blokiem.
Klasy, dwa ognie, cygan i skakanka.
Mogliśmy się bawić tak codziennie do ranka.
Nie było, że nie, każdy chciał na dwór wyjść.
Potem z żalem trzeba było z powrotem przyjść.
Bo o każdej porze, była zabawa na całego.
Palant, ringo albo w chowanego.
Podchody, mecze, zabaw co niemiara.
Zostanie w domu wtedy największa kara.
Inspiracją do zabaw bym nawet drewniany kołek.
Szukaliśmy przygód, jak pacanowa matołek.
Nasze pomysły były czasem jak chemiczna domieszka.
My wiedzieliśmy wtedy kto w Afryce mieszka.
To my ci, którzy mają teraz co wspominać.
Bo choć lata minęły, to tak jak jakby minęła chwila.
Jeszcze wczoraj mama z okna na obiad wolała.
I nie ma się co oszukiwać, trochę się na czekała.
My raczej nie będziemy tak wołać swoich dzieci.
Jak ten czas niestety szybko leci.
To my możemy powspominać z łezką te czasy.
Ale przyznaj, że jesteś czasem nadal jak szatan z siódmej klasy.