Zbiór opowiadań. Część 2 - Kamil Wiliwis

Kup ebooka

5.05 zł
4.19 zł (5,05 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1. Podróżnik - przygody michała kompasa

Pewnego razu był na świecie podróżnik, który nazywał się Michał Kompas. Lubił podróżować, twierdził, że ma podróżnicze nazwisko bo gdy nie wiemy gdzie iść to kompas wskazuje nam drogę do celu naszej podróży. Michał w roku 1998 miał 25 lat, ojciec Michała mieszkał wraz z nim i jego bratem na ranczu w Ameryce i zajmował się wypasem bydła. Ojciec miał 50 lat, na imię miał Eugeniusz. Brat Michała to Piotr-30 lat, Piotr był synem marnotrawnym bo kradł ojcu pieniądze i przepijał lub sprzedawał bydło ojca i pieniądze ze sprzedaży trwonił na alkohol. Pewnego dnia Eugeniusz postanowił poważnie porozmawiać z synem:

- Michał, jestem z Ciebie dumny bo Ty pożytkujesz czas, podróżujesz i czasem nagrasz jakiś film z wyprawy lub mógłbyś o tych swoich wojażach rozmawiać godzinami. Przyjemnością i zaszczytem jest mieć takiego syna bo Piotr to przysparza mi tylko wiele smutku, żadnej radości i pożytku z niego nie ma, on myśli tylko o alkoholu i upija się do nieprzytomności każdego dnia i później zapomina jak się nazywa.

- Tato, ciesze się, że jesteś ze mnie dumny. Teraz wyruszam w podróż do Afryki.

- Synku uważaj na siebie bo jeśli nie daj Boże coś Ci się stanie to nie będę miał dla kogo żyć.

"Afryka":

Michał dotarł do Afryki o godzinie dziewiętnastej i miał okazję obejrzeć typowe afrykańskie rytuały plemienia Wanduti jak i innych plemion. Polegało to na tym, że Wanduti tańczyli wokół kotła, pod którym palił się ogień. Wanduti "powiadomili" Michała co jutro ma się z nim stać:

- Jutro o tej porze będziesz naszą kolacją.

Wanduti przywiązali Michała grubymi linami do pala, który stał naprzeciw kotła i ogniska. Wanduti ze śmiechem powiedzieli:

- Zgłodniejesz i nie będziesz miał siły i ochoty na ucieczkę.

Michał miał swój plecak w którym przechowywał rzeczy potrzebne do podróży(ubrania,jedzenie,śpiwór).Całe szczęście, że takie rzeczy jak zapalniczka i nóż Michał chował do kieszeni(nie został obnażony z ubrań).Wszyscy Wanduti spali, więc Michał postanowił wziąć do ręki zapalniczkę i spalić grube liny, które go oplątywały(wiedział, że może się poparzyć).Michał spalił liny i poparzyły mu się ręce, nie szukał swojego plecaka bo uznał, że życie jest ważniejsze od głupiego plecaka. Michał wychodził z obozu z krzykiem:

- Żegnaj Afryko! żegnajcie Wanduti!

Michał miał szczęście, że Wanduti tego nie słyszeli bo w innym razie nie byłby taki wesoły i ten krzyk to mogłyby być ostatnie słowa w jego życiu. Postanowił wrócić do domu.

"W domu"

Michał gdy wrócił to opowiedział ojcu jakie go spotkały przygody. Eugeniusz od tej chwili był przeciwny podróżom Michała bo uzmysłowił sobie, że każda wyprawa grozi śmiercią Michała. Michał nic sobie nie robił ze słów ojca. Wyjechał bo gnało go w świat. W domu był tylko 2 tygodnie.

"Mount Everest"

Michał postanowił zdobyć najwyższy szczyt świata wraz z grupą ludzi, którzy mieli takie same pragnienie. Któregoś dnia wspinaczki wiał silny wiatr(wicher) i trzeba było w którymś miejscu rozłożyć namiot bo dalsza wspinaczka nie była możliwe, groziła lawina śnieżna. Michała nie obchodziło to i postanowił na własną rękę wspiąć się na Mount Everest(8848 m.n.p.m.). Zauważył, że zaczyna się lawina śnieżna, biegł by ostrzec przyjaciół przed tym nieszczęśliwym zdarzeniem, ale nie zdążył dobiec do namiotu bo przykryła go duża warstwa śniegu(Michał nie obawiał się śmierci, był uparty i odważny).Obawiał się jednak o swoich kompanów podróży. Lawina zasypała cały namiot. Mount Everestowcy mieli szczęście bo akurat GOPR(Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe) sprawdzało czy gdzieś są ludzie przysypani śniegiem, czy jest potrzebna komuś ich pomoc. Okazało się, że towarzysze Michała nie żyją(było ich dziesięciu),on cudem przeżył. Kilka miesięcy leżał w szpitalu, gdy z niego wyszedł to postanowił wyruszyć na Antarktydę by zobaczyć pingwiny.

"Antarktyda"

Ta przygoda była krótka i ostatnia w życiu Michała Kompasa bo ustał w miejscu gdzie po chwili stopił się lód(zobaczył pingwiny, ale tą przygodę przypłacił życiem),jego przygody trwały 3 lata, umarł młodo, mając tylko 28 lat.

4. Antoni suchowolski

Antoni Suchowolski urodził się w piękny, słoneczny i leniwie upływający dla jego rodziców dzień. Był to dzień 25 maja 1958 roku. Rodzina Suchowolskich miała duże gospodarstwo, ojciec Antoniego-Mieczysław długo i ciężko pracował na ich polu. Kiedyś, gdy jeszcze żył Jan czyli dziadek Antoniego to Mieczysław był zegarmistrzem. Teraz gdy zepsuje się w ich domu zegarek to Mieczysław naprawia go, ale już coraz bardziej wychodzi z wprawy. Traci swoją umiejętność naprawiania zegarków. Mieczysław i Antonina bardzo cieszą się z narodzin swego syna. Mieczysław ma nadzieje, że gdy jego syn będzie miał 15 lat to przejmie jego pracę na polu. Mieczysław jest już coraz bardziej zmęczony, ale nie narzeka, ma 48 lat, więc dość późno został ojcem. Wcześniej został ojcem trzech córek i czekał na syna, chciał go mieć. Wiedział, że dziewczyny oglądają się za chłopakami, opuszczają rodzinne gospodarstwo i nie ma kto pomóc ojcu, a syn potrzebuje jakiejś stabilizacji i odziedziczenia swojej ojcowizny, sprowadza więc sobie jakąś dziewczynę do swego gospodarstwa i on też czeka na syna i tak ciągną się ojcowsko-synowskie pokolenia przez długi czas. Wielkim pechem jest jak nie ma się syna bo komu wtedy oddać gospodarstwo i pole? Córce nie wypada bo ona je sprzeda i na jakieś głupoty wyda pieniądze. Najlepiej w takiej sytuacji na starość, pod koniec życia sprzedać swoje gospodarstwo i przeznaczyć kasę na dobry cel, np.na jakąś akcję charytatywną lub zabezpieczyć się na czas po śmierci czyli kupić ziemie na której chcemy być pochowani. Mieczysław miał radość i satysfakcje, że nie jest w tak kiepskiej sytuacji. Antoni dorastał, mineło 5 lat. Wtedy wyszło na jaw, że Antek ma wielkie zainteresowanie religią. Kiedyś ta fascynacja musiała zacząć się. W wieku 5 lat umiał z pamięci, bez żadnej pomyłki powiedzieć wiele modlitw, między innymi: Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, Aniele Boży stróżu Mój, Anioł Pański, Dekalog, Skład Apostolski.

- Zobaczysz Mieciu, nasz syn będzie księdzem - odparła Antonina.

- A wiesz? Ty masz rację. Ja tak chciałem, żeby on przejął moje pole.

- Nie martwmy się na zapas, może jeszcze chłopak zmienić zdanie.

- Masz rację, będę martwił się za kilka lat dopiero. Teraz szkoda czasu bo mam mnóstwo roboty na polu.

- Racja, jak się za bardzo zamyślisz to Ci robota źle pójdzie i krzywdę sobie zrobisz.

- Tak, troskliwa jesteś, to jeden z wielu obowiązków żony.

- Tak, jestem kurą domową, ale nie żałuje bo mam wspaniałą rodzinę. Jak rodziców bym słuchała to byłabym aktorką. Może miałabym rzesze fanów, ale mogłabym nie mieć rodziny, podjęłam słuszną decyzje.

- Oczywiście.

Antek mając 15 lat postanawia, że w przyszłości będzie księdzem.

- Synku, Ty chcesz być księdzem. A kto przejmie po mnie moje pole? Ja już nie daje rady na nim pracować od świtu do ciemnej nocy bo jestem już stary, mam 63 lata.

- Tato, Ja wiem, że jest Ci ciężko bo chciałbyś pracować, kochasz tą ziemie a nie pozwalają Ci na prace Twoje nadwątlone przez te wszystkie lata siły i zdrowie. Tato, sprzedaj pole bo Ja boje się żebyś kiedyś przez te przeklęte pole nie prosił się o jakąś chorobę lub o śmierć nawet.

- Antek ma rację, wykończysz się tą pracą. Sprzedaj pole.

- Macie rację, muszę sprzedać pole co nie ukrywam, że przyjdzie mi z wielkim trudem i z wielkim smutkiem. Kupić to na pewno ktoś kupi, cenę może też ten kupiec da niezłą, ale tu chodzi o przywiązanie człowieka do ziemi.

Od tego momenty Antoni przez następne lata umacnia swoje powołanie. Wie, że nie chce być nikim innym, tylko księdzem. Księdzem nie byle jakim, ale dobrym księdzem, księdzem głoszącym piękne kazania, księdzem z którego można czerpać wzór do naśladowania. Niektórym może wydawać się, że Antoni rozpychał się łokciami, ale to nieprawda bo był skromny i po prostu chciał być dobrym i lubianym kapłanem. Gdy Antoni wyjeżdżał do seminarium to żegnała go stojąca ze łzami w oczach matka i smutny, stęskniony za polem i zgarbiony przez czas ojciec. W seminarium Antoni był szanowanym i lubianym klerykiem. Nikt nie miał do niego żadnych zastrzeżeń a przynajmniej nikt nie wypowiadał ich na głos. Powiedzenie: "Jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodził" odegrało w życiu Antoniego ważną i kluczową rolę. W pierwszej swojej parafii Antoni nie był zbyt dobrze traktowany, miał bardzo surowego proboszcza, który bardzo często podnosił na niego głos.

- Co Ty wyprawiasz? takie kazanie dla ludzi w mieście?

- Przy całym szacunku dla księdza proboszcza zapytam czym różni się człowiek z miasta od człowieka ze wsi?

- Różnica jest kolosalna, miejsce zamieszkania inne, klimat, otoczenie.

- To nieistotne.

- Milcz jak do Ciebie mówię! Albo podporządkuj się! W każdej chwili mogę napisać list do biskupa, to żaden problem.

- Trzeba podać powód, jaki by był?

- Nieumiejętność dogadania się ze strony księdza Antoniego Suchowolskiego.

- Przepraszam bardzo księdza, to nie powtórzy się nigdy więcej.

- Mam taką nadzieje.

Antoni przeprosił, ale w środku czuł dotkliwy i przeszywający jego wnętrze ból i myślał sobie jak proboszcz może tak robić i mówić. Ksiądz Antoni Suchowolski nie był fałszywym księdzem, był po prostu obiektywny. Nie chciał też jednak robić sobie wrogów.

6. Świat medycyny

Akcja opowiadania toczy się wokół lekarzy, a więc w świecie medycyny.

Bohaterowie:

Agnieszka- lat 32, pacjentka przebywająca w śpiączce.

Maciej - lat 32, pacjent chorujący na cukrzycę.

Aleksander- lat 76, pacjent po udarze mózgu.

Stanisława- lat 89, pacjentka cierpiąca na chorobę Parkinsona od 10 lat.

Artur- lat 50, pacjent po drugim zawale.

Roman- 62-letni ordynator szpitala.

Maja- 25-letnia praktykantka, piękna blondynka.

Początek akcji, 26 czerwiec 2006 r.

- Dzień dobry pani Maju. Serdecznie witam Panią w moim szpitalu i mam nadzieje, że wiele się pani tutaj u nas nauczy - odparł Roman.

- Panie Ordynatorze, ale Ja tu będę pracowała tylko niecały miesiąc - rzekła Maja.

- Niby tak, ale w razie czego jeśli będzie pani spisywać się na medal to może dostanie pani pracę. Nic nie jest jeszcze tak do końca przesądzone bo wszystko zależy od pani zaangażowania w sprawy szpitala i sprawy pacjentów.

- Obiecuje Panu, że wszystko co tutaj zrobię, będę robiła z myślą o dobru szpitala i pacjentów.

- Doskonale pani Maju, będę wdzięczny jeśli zajrzy pani do sali Nr 5 bo tam leży pacjent chorujący na cukrzycę, a więc musi Pani dać mu odpowiednią dawkę insuliny, później proszę też zajść do sali Nr 8 bo tam mamy 89-letnią pacjentkę z Parkinsonem i trzeba dać jej odpowiednie leki, natomiast w dziesiątce jest 32-letnia pacjentka przebywająca w śpiączce, mamy jeszcze w czwórce pacjenta po drugim zawale, a w dwójce mamy pacjenta po udarze mózgu.

- Dziękuje panu za wskazówki, ale to bardzo dziwne, bo szpital jest bardzo duży a leczy się tutaj tylko 5 pacjentów?

5. więzione za miłość do ojczyzny

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! - powiedział z refleksją w głosie ksiądz Arkadiusz Smętny.

- Na wieki wieków Amen - odparły "Wałęsanki".

- Drogie Panie, za co tkwicie tutaj, w tym ośrodku odosobnienia? Jakie zarzuty postawiła Wam władza? - zapytał Ksiądz Arek.

- Władze nie postawiły nam jeszcze żadnych konkretnych zarzutów - rzekła jedna z internowanych Pań.

- Proszę księdza, czy to tylko taka jednorazowa księdza wizyta? - zapytała inna z internowanych.

- Drogie Panie, nie bójcie się, jeśli czujecie, że jestem Wam potrzebny to będę Wam służył całym sercem, najlepiej jak potrafię. Mogę odprawiać dla Was Mszę Świętą w każdą niedzielę o 15.

- Proszę księdza, bardzo nam zależy na księdza duchowym wsparciu płynącym ze szczerego, kapłańskiego serca, ale niech ksiądz sam spojrzy. Nie mamy tutaj warunków do przeżywania Eucharystii.

- Szanowne Panie. Eucharystię różni kapłani sprawowali w przeszłości w różnych miejscach, więc to nie jest żaden problem. Nie zapominajcie, że kościół bez ludu byłby zwykłym budynkiem, a ludzie sprawiają, że kościół jest wspólnotą. I Wy, drogie Panie tworzycie tutaj wspólnotę, w tym ciężkim dla Was i waszych rodzin czasie. A ten stół bilardowy, gracie na nim?

- Nie, nie gramy.

- To pięknie, to możemy przeżywać pamiątkę Najświętszej ofiary na tym skromnym bilardowym stole.

- Proszę księdza, ale czy to nie byłaby jakaś profanacja Najświętszego Sakramentu?

- Nie, to błędne myślenie. Zobaczcie, jak było w Betlejem? Czy Jezus przyszedł na świat w jakimś ogromnym pałacu?

Nie, nasz Zbawiciel narodził się w małej, lichej stajence. A śmierć, czy była jakimś skandalicznym widowiskiem? Nie, śmierć Chrystusa była najlepszą lekcją pokory i umiejętności akceptowania człowieczego cierpienia.

- Przekonał nas ksiądz, w takim razie czekamy na księdza i na najbliższą niedzielę z radością i z nadzieją na lepsze jutro.

- Dobrze, spotkamy się za 3 dni. Wybaczcie, drogie Panie, ale muszę już iść, bo mam na 18 Mszę, a chcę jeszcze przed Mszę uleczyć kilka dusz w konfesjonale. Życzę Wam cierpliwości i wytrwałości w tych ciężkich chwilach, które tak niespodziewanie na Was spadły. Szczęść Boże!

- Szczęść Boże!

- Oto ofiara spełniona!

- Bogu niech będą dzięki.

- Proszę księdza, pięknie ksiądz dziś mówił o przebaczeniu.

- Moje drogie Panie, sztuka przebaczenia to bardzo trudna sztuka i tylko nieliczni ją opanowali, ale dzięki przebaczeniu ubogacamy się, bo pozbywamy się swojego egoizmu.

- Ma ksiądz rację.

- A co ksiądz tutaj robi? - zapytał ubek.

- Jak to co? Przecież jest niedziela. Prawda, jestem trochę wcześniej, bo mam lody dla Pań. Mogę wejść? Bo jeśli będzie mnie Pan tutaj jeszcze maglował to te lody rozpuszczą się i co wtedy?

- Dobrze, niech ksiądz wejdzie.

- Bóg zapłać!

- Drogie Panie, nadszedł wreszcie dziś ten upragniony przez Was dzień. Wreszcie jesteście wolne i nie potrzebna Wam już moja opieka duszpasterska bo powyjeżdżacie do swoich domów i tam znów spotkacie swoich duszpasterzy. Drogie Panie, życzę Wam, aby Bóg i Najświętsza Dziewica Maryja nieustannie nad Wami czuwali i pomagali Wam w rozsądnym rozwiązywaniu problemów. Szczęść Boże!

- Proszę księdza, my jeszcze najpierw pojedziemy do Częstochowy, aby podziękować Matce Bożej za to, że ciężki czas internowań skończył się i za to, że ksiądz stanął na naszej drodze ze swoim ciepłym kapłańskim sercem i pomógł nam przetrwać.

- To pięknie z Waszej strony, że pojedziecie podziękować Matce Bożej. Ja życzyłbym sobie, abyście wróciły jeszcze tu kiedyś przy okazji zjazdu. Zawsze będziecie tu mile widziane, pamiętajcie o tym.

- Dobrze, coś zorganizujemy.

I słowa dotrzymały, ponieważ odbyło się wiele zjazdów internowanych Pań i zawsze odbywały się one w Konkatedrze, którą z ruin odbudował Ks. Smętny. Okazje do tego były różne, np. 80 urodziny Ks. Arkadiusza czy Jego pogrzeb. Kobiety internowane zawsze był przez Ks. Arka lubiane, szanowane, akceptowane, rozumiane i wspomagane.