Zbigniew Brzeziński. Strateg i mąż stanu - Charles Gati

Reflow text when sidebars are open.
Cambridge, 23 stycznia, 1964 r.
Drogi Zbigu: właśnie przeczytałem w najnowszym numerze magazynu "LOOK", że znalazłeś się w gronie Dziesięciu Wyróżniających się [Młodych] Ludzi Roku. Wiedziałem, że się wyróżniasz, ale jakoś nigdy nie myślałem o Tobie jako o młodym człowieku. Nic dziwnego, że Muska woli Ciebie.
Przy okazji przyjmijcie gratulacje z okazji narodzin nowego potomka.
Z ciepłymi pozdrowieniami
Henry Kissinger
PS. Twój artykuł w "The New Leader" był znakomity. Jedna uwaga: czy uważasz, że Niemcy są wystarczająco rozgarnięci, by przyjąć sugerowaną przez Ciebie politykę? Jest chyba zbyt subtelna. Musimy o tym kiedyś porozmawiać.
Nowy Jork, 30 stycznia 1964 r.
-------------------
Drogi Wyróżniający się z rocznika 1958: Muska wybrała mnie, ponieważ jestem z rocznika 1963. Mówią, że zbiory były wówczas świetne.
Szukałem Cię wczoraj w Cambridge, ale bezskutecznie. Szkoda, chciałem z Tobą porozmawiać o sytuacji na świecie, znanej też pod nazwą przyśpieszającego procesu rozpadu amerykańskiej polityki zagranicznej.
Pozdrawiam ciepło
Zbigniew Brzeziński[1]
Czy tak wygląda korespondencja między dwoma wrogami? Pod każdym względem jest to serdeczna wymiana listów, przesycona wzajemnym szacunkiem, uznaniem intelektu i osobistą bliskością. Zewnętrzni obserwatorzy mylą się, pisząc o "długotrwałej wzajemnej niechęci" między Zbigniewem Brzezińskim i Henrym Kissingerem. Mylą się jeszcze bardziej, gdy przedstawiają ich jako wrogów na śmierć i życie, skrywających wzajemny "zapiekły resentyment", zaprzysięgłych rywali sprzęgniętych w epickiej walce o sławę i władzę w powojennej Ameryce. Typowym przykładem tych błędnych wyobrażeń jest portret Brzezińskiego jako "starego wroga Kissingera na Harvardzie", jaki nakreślił Walter Isaacson w znakomitej biografii Henry'ego Kissingera[2].
Lata koleżeństwa na Harvardzie - na który urodzony w Niemczech Kissinger wstąpił w 1947 r., urodzony zaś w 1950 r. w Polsce Brzeziński - nie były pozbawione tarć. Obydwaj byli ambitni i lubili rywalizować. Wprawdzie nie poruszali się w tych samych kręgach (Kissinger zajmował się stosunkami międzynarodowymi, Brzeziński jako sowietolog pracował w Centrum Rosyjskim), jednak obydwaj mieli ten sam cel: szybka kariera na Harvardzie, wyrobienie sobie nazwiska i podjęcie pozaakademickiej działalności politycznej. W latach 50. koledzy opisywali Kissingera jako osobę błyskotliwą, ale też niezgrabną i czasami arogancką. Pewnego dnia, a było to w połowie lat 50., Brzeziński czekał w przedpokoju na swojego promotora, Carla Friedricha, w towarzystwie innego utalentowanego imigranta z Europy Środkowej, urodzonego w Wiedniu Stanley'a Hoffmanna. Przychodzi Kissinger, prześlizguje się przez przedpokój, puka do drzwi i nie czekając na odpowiedź, wparowuje do środka. Tuż przed przekroczeniem progu łowi oburzone spojrzenie Brzezińskiego i złośliwie stwierdza, z ciężkim niemieckim akcentem: "Zbig, tak właśnie traktuje się młodszych kolegów"[3].
Ale takie starcia nie stwarzają wrogów; poza tym zdarzało im się też współpracować. W 1956 i 1957 r. Brzeziński pisze do "Henry'ego", rekomendując polskich kandydatów na harwardzkie Seminarium Międzynarodowe (International Seminar), szkołę letnią dla studentów z Europy i Azji założoną przez Kissingera i jego mentora profesora Williama Yandella Elliotta (uznanego rywala Carla Friedricha na Wydziale Zarządzania) - i otrzymuje życzliwe zapewnienie poparcia[4]. Obydwaj, i Brzeziński, i Kissinger, twierdzą, że nie uważali się za wrogów w czasie, gdy pracowali na Harvardzie. Jeśli w Brzezińskim tkwiła jakaś żyłka rywalizacji, uważa Kissinger, to tylko dlatego, że rywalizacja była "wbudowana w system, to znaczy ja skończyłem studia dwa czy trzy lata wcześniej i pierwszy startowałem do każdej posady. Dostawałem pracę, której on pragnął i na którą zasługiwał - nie działo się to jego kosztem, ale niemniej nieuniknienie zmuszało go do rywalizacji ze mną i szukania sposobów na to, by się ode mnie odróżnić"[5].
Powszechne przekonanie o rzekomej "ostrej rywalizacji" między Brzezińskim a Kissingerem opiera się również na uderzającym podobieństwie biografii. Kissinger, urodzony w Furth w 1923 r., jest o pięć lat starszy od Brzezińskiego, który urodził się w Warszawie w 1928 r. Obydwaj przypłynęli do Nowego Jorku jesienią 1938 r. - Kissinger jako żydowski uchodźca uciekający przed prześladowaniem Trzeciej Rzeszy, Brzeziński jako syn polskiego konsula generalnego w Montrealu. Obydwaj poszli na Harvard i wkrótce, dzięki intelektowi i talentowi politycznemu, wyrobili sobie nazwisko. Akcent nie przeszkodził żadnemu z nich w drodze na szczyty amerykańskiej hierarchii społecznej; drodze, którą ułatwiło ogromne zapotrzebowanie na znawców strategii, jakie pojawiło się wraz z globalnymi ambicjami Ameryki.
Obydwaj wcześnie zdobyli akademickie posady: Kissinger został profesorem na Harvardzie w 1959 r., Brzeziński - w 1960 r. na Columbia, ponieważ na harwardzkim Wydziale Zarządzania (Department of Government) było mnóstwo utalentowanych młodych mężczyzn i nie mógł zaoferować mu stałej posady. W tamtym okresie był rozpoznawany wyłącznie jako błyskotliwy sowietolog z dobrego uniwersytetu, "ten profesor z Harvardu o niesamowitym imieniu Zbigniev [sic!] Brzezinski, który czytuje "Prawdę" przy śniadaniu i lubuje się w śledzeniu zawiłości kremlowskiej polityki", by zacytować artykuł z "Wall Street Journal" z 1960 r.[6]. Obydwaj też wcześnie dołączyli do zespołu Rady Stosunków Międzynarodowych (Council on Foreign Relations), powszechnie znanej po prostu jako Rada. Kissinger opublikował swój pierwszy artykuł w afiliowanym przy Radzie czasopiśmie "Foreign Affairs" w wieku 32 lat, Brzeziński - w wieku 33 lat; później obydwaj regularnie publikowali w tym czasopiśmie, stając się jednymi z najbardziej płodnych autorów wszech czasów[7]. Dobrze zapowiadające się kariery nie umknęły uwadze Amerykańskiej Niższej Izby Handlowej, która w 1958 r. zaliczyła 35-letniego Kissingera do grona Dziesięciu Wyróżniających się Młodych Mężczyzn; w 1963 r. zaszczyt ten spotkał również wówczas liczącego 35 lat Brzezińskiego. Kissinger zdobył pierwsze szlify w roli konsultanta Narodowej Rady Bezpieczeństwa za prezydentury Kennedy'ego, a w 1968 r., w wieku 38 lat, został mianowany na stanowisko doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego u boku Richarda Nixona. Brzeziński najpierw pracował w Departamencie Stanu (w Wydziale Planowania Politycznego) za prezydentury Lyndona Johnsona (i też miał wówczas 38 lat), a następnie w 1976 r. został mianowany doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego przez Jimmy'ego Cartera. Obydwaj regularnie publikowali popularne i szeroko komentowane książki; obydwaj też wciąż wywierają znaczący wpływ intelektualny i polityczny, nawet po przejściu na emeryturę. Rywalizacja między tymi dwoma tytanami amerykańskiej polityki zagranicznej była trudna do uniknięcia.
Być może jednak kwestia ich relacji ma drugorzędne znaczenie. Zbieżność ich losów świadczy o czymś więcej niż o sukcesie odniesionym przez imigrantów. Kissinger i Brzeziński wyszli poza znajomy wzór sukcesu społecznego. Wyznaczyli nowe ścieżki w radykalnie zmienionym krajobrazie uprawiania polityki zagranicznej, stając się pionierami nowego modelu tworzenia elity amerykańskiej polityki zagranicznej. Kissinger, jak sam zauważył - z powodu starszeństwa, przecierał szlaki. Jednak to Brzeziński ugruntował dobrze dziś znany wzór kariery akademika wchodzącego w rolę waszyngtońskiego stratega i dyplomaty.
Aby dobrze zrozumieć tę zmianę, rzućmy okiem na wcześniejszą epokę. Pewnego śnieżnego grudniowego dnia w 1960 r. prezydent-elekt John F. Kennedy gościł na obiedzie w swym domu w Georgetown bankiera Roberta Lovetta. Urodzony w 1895 r. Lovett był synem prezesa Związku Kolei Pacyficznych (Union Pacific Railroad). Podążał kursem przystającym członkowi elity WASP (White Anglo-Saxon Protestant) - skończył the Hill School, Yale, należał do stowarzyszenia Skull and Bones [tajne stowarzyszenie studenckie na uniwersytecie Yale - przyp. tłum.], a następnie poszedł na Harvard - i dobrze się ożenił. Jako partner w potężnym nowojorskim banku inwestycyjnym Brown Bros, Harriman & Co., Robert Lovett był ucieleśnieniem establishmentu sterującego polityką zagraniczną oraz jego wartości: umiarkowania, awersji do rozgłosu i promowania własnej osoby, poświęcenia dla służby publicznej. Znajomość polityki międzynarodowej zyskał dzięki swej działalności biznesowej, dowodzeniu pierwszym szwadronem lotnictwa morskiego w czasie I wojny światowej oraz pełnieniu stanowisk specjalnego asystenta sekretarza do spraw wojennych Henry'ego Stimsona w czasie II wojny światowej, podsekretarza stanu George'a Marshalla i wreszcie czwartego podsekretarza obrony. Mimo iż był Republikaninem, Kennedy zaproponował mu trzy stanowiska do wyboru: sekretarza obrony, stanu lub skarbu. Lovett wymówił się złym stanem zdrowia, rekomendując Roberta McNamarę na sekretarza obrony, Deana Ruska na sekretarza stanu i Douglasa Dillona na sekretarza skarbu. Wszyscy trzej dostali nominacje[8].
Oto jak wielką władzę i prestiż dzierżył Establishment, "mędrcy", którzy wykreowali amerykański świat w połowie XX w. - Henry Stimson, Dean Acheson, Averell Harriman, John McCloy i Chip Bohlen[9]. Ale pod koniec niespokojnej dekady lat 60. świat polityki zagranicznej uległ dramatycznej zmianie. Ucieleśnieniem tej socjologicznej przemiany była nominacja imigranta, doktora Henry'ego Kissingera, na stanowisko doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego, osiem lat później zaś - nominacji na to samo stanowisko innego imigranta, doktora Zbigniewa Brzezińskiego. Warto zauważyć, że obydwaj skutecznie rywalizowali o wpływy z sekretarzami stanu będącymi uosobieniem starego Establishmentu, dwoma nowojorskimi prawnikami ze środowiska WASP, którzy grali według starych reguł: Williamem Rogersem w przypadku Kissingera i Cyrusem Vance'em w przypadku Brzezińskiego.
Stara elita zawdzięczała władzę koneksjom i społecznej hegemonii; Kissinger i Brzeziński musieli o nią walczyć, grając według nowych reguł. Obydwaj byli ambitni, pracowici, dbali o promocję własnej osoby i opierali się na trzech kluczowych zmianach, które nastąpiły po II wojnie światowej: powstaniu Uniwersytetu Zimnej Wojny; powstaniu szarej strefy między uniwersytetem a polityką, w której kluczowe role odgrywały media, organizacje polityczne i think tanki; oraz rosnącemu upolitycznieniu procesu nominacji na stanowiska związane z polityką zagraniczną. Nie oni przyczynili się do tych zmian, ale jako pierwsi z nich skorzystali, a tym samym pomogli stworzyć dzisiejszy Waszyngton.
Harvard, na który Kissinger wstąpił w 1947 r., a Brzeziński w 1950, stracił wówczas charakter sennej instytucji z Ligii Bluszczowej i stał się tętniącym życiem ucieleśnieniem Uniwersytetu Zimnej Wojny[10]. Stany Zjednoczone, które po 1941 r. zaangażowały się w walkę na śmierć i życie w dwóch stronach świata, a następnie wzięły na siebie globalne zobowiązania dyktowane przez warunki zimnej wojny, nagle zaczęły potrzebować rozległej wiedzy w wielu dziedzinach, począwszy od fizyki jądrowej po ekonomię i języki obce, potrzebnej do budowy bomby atomowej, wspierania rozwoju gospodarczego państw Trzeciego Świata i administrowania dalekimi krajami. Dlatego zwróciły się ku uniwersytetom, zalewając federalnymi funduszami uczelnie, takie jak Harvard, Columbia i Stanford. Dzięki tym pieniądzom czołowe uczelnie przekształciły się w potężne instytuty badawcze (niekiedy ze szkodą dla dydaktyki), co z kolei zapewniło Ameryce imponującą przewagę w wielu dyscyplinach naukowych. W rezultacie zmienił się też charakter pracy naukowej: "Autonomia uniwersytetu, historyczne źródło wolnomyślicielstwa i odkryć naukowych, przechodzi rewolucję" - ostrzegał prezydent Eisenhower w swoim słynnym orędziu pożegnalnym z 1961 r., w którym rozprawił się również z kompleksem militarno-przemysłowym. "Stoimy przed perspektywą podporządkowania naukowców poprzez zatrudnianie w administracji, rozdawnictwo projektów i potęgę pieniądza - nie wolno zlekceważyć tego zagrożenia"[11].
Przeciwko takim "ograniczonym uniwersytetom", czerpiącym federalne pieniądze i niezachowującym autonomii wobec rządu, zwróci się studencka rewolta w latach 60.[12]. Ale dla Kissingera i Brzezińskiego, Uniwersytet Zimnej Wojny, bezpośrednio powiązany z Waszyngtonem i oferujący możliwość uprawiania nauki zorientowanej politycznie, był błogosławieństwem, środowiskiem pozwalającym na rozwinięcie skrzydeł. Ameryka zaangażowała się w prowadzenie wojen i krzewienie pokoju w dalekich i nieznanych krajach, co stworzyło zapotrzebowanie na obszerną wiedzę na temat konkretnego regionu połączoną ze znajomością języka - tak powstały studia problemowe. W 1946 r. dzięki finansowaniu przez Fundację Rockefellera na Columbii powstał Instytut Rosyjski z byłym urzędnikiem Biura Służby Strategicznej (Office of Strategic Services) Geroidem Robinsonem na czele; w 1948 r. na Harvardzie, przy wsparciu Carnegie Corporation i rządu federalnego (m.in. sił powietrznych, Departamentu Stanu i CIA) utworzono natomiast Centrum Badań nad Rosją (Russian Research Center)[13]. Latem 1950 r., gdy okazało się, że absolwenta Uniwersytetu McGill Zbigniewa Brzezińskiego nie stać na studia na Harvardzie, Merle Fainsod załatwił mu pracę asystenta naukowego u boku Aleksa Inkelesa, znanego socjologa pracującego w Centrum, dzięki czemu Brzeziński mógł podjąć studia na Cambridge[14]. Zbigniew Brzeziński spędził tam całą dekadę, przechodząc drogę od absolwenta przed zrobieniem doktoratu w 1953 r., następnie asystenta badawczego aż do współpracownika, w pełni uczestnicząc w zbiorowych projektach badawczych[15]. Tam napisał nie tylko swoją rozprawę, opublikowaną w 1956 r. (Permanent Purge, Permanentna czystka), lecz również - wspólnie z Carlem Friedrichem - książkę o totalitaryzmie, dzięki której zaczął być rozpoznawalny jako sowietolog, jak też pierwszą wersję swojej najważniejszej książki The Soviet Bloc: Unity and Conflict (1960; Jedność czy konflikty)[16].
Kissingerowi w sukurs przyszedł natomiast rozwój nauki o stosunkach międzynarodowych jako autonomicznej dyscypliny, zdominowanej wówczas przez realizm, oraz uwaga, jaką poświęcono amerykańskiemu wizerunkowi za granicą. Wspomniane powyżej Seminarium Międzynarodowe zostało utworzone w latach 1950-1951 przez Elliotta i Kissingera. Jego celem było przeciwdziałanie rozszerzaniu się wpływów komunizmu. Dlatego do uczestnictwa w seminariach na Harvardzie zapraszano czterdziestu młodych studentów i liderów z Europy i Azji; przy okazji zwiedzali oni region i Waszyngton[17]. Dzięki seminarium Kissinger zbudował sieć kontaktów, którą później z pożytkiem wykorzysta; dzięki wydawanemu przy tej okazji czasopismu "Confluence" zawarł znajomość ze znamienitymi intelektualistami, którzy publikowali w nim artykuły, m.in. Reinholdem Niebuhrem, Raymondem Aronem, Jamesem Burnhamem i Hannah Arendt[18]. Obydwie te inicjatywy finansowały prywatne fundacje oraz CIA (w ramach zimnowojennej walki o serca i umysły), co wyszło na jaw dopiero w latach 60.
Uniwersytet Zimnej Wojny stał się inkubatorem dla licznych centrów badawczych zajmujących się stosunkami międzynarodowymi, które łączyły uprawianie nauki z podejściem praktycznym. Zarówno Kissinger, jak i Brzeziński zaangażowali się w tworzenie Centrum Stosunków Międzynarodowych na Harvardzie (CFIA, później WCFIA) w 1958 r.[19]. Cały proces, sfinansowany przez Fundację Forda, nadzorował McGeorge Bundy, dziekan Wydziału Sztuk i Nauk. Objęcie posady pierwszego dyrektora zaproponował Robertowi Bowie, dyrektorowi planowania politycznego w Departamencie Stanu, a Kissingera, wschodzącą gwiazdę, obsadził w roli jego zastępcy. Współpraca między tymi dwoma nie ułożyła się dobrze; scysje między nimi przeszły do legendy[20]. Bowie czuł jednak prawdziwą sympatię do młodszego Brzezińskiego, który w 1958 r. dzielił swój czas między Centrum Badań nad Rosją i CFIA, pisał książkę o bloku wschodnim pod ich auspicjami i nawiązywał znajomości z zagranicznymi wykładowcami zapraszanymi co roku przez Bowiego i Kissingera. Pod tym względem Centrum Stosunków Międzynarodowych było miejscem niezwykłym. Na przełomie lat 50. i 60. można było tam spotkać takich ludzi, jak Thomas Schelling, Samuel Huntington, Stanley Hoffmann, Joseph Nye, Morton Halperin, Walt Rostow i Kenneth Waltz. Robert Bowie i Merle Fainsod starali się zatrzymać Brzezińskiego na Harvardzie, ale w 1959 r. dziekan Bundy nie był w stanie utworzyć dla niego nowego etatu, więc Brzeziński, śladem swojego przyjaciela Samuela Huntingtona, przeniósł się w 1960 r. na Columbię. Huntington wrócił na Harvard parę lat później, ale Brzeziński odrzucił dwie propozycje powrotu, podobnie zresztą jak Kissinger w 1977 r.[21].
Począwszy od lat 50. Uniwersytet Zimnej Wojny "wyprodukował" generację młodych ludzi, którzy byli profesjonalistami, prawdziwymi znawcami stosunków międzynarodowych, nastawionymi na politykę, a nie oświeconymi amatorami, jak przedstawiciele Establishmentu. Tym najbardziej ambitnym, jak Kissinger i Brzeziński, uniwersytet nie wystarczał - marzyli o władzy i działaniu. Dla Brzezińskiego momentem przełomowym było przeniesienie się w 1960 r. na Columbię. "Gdybym dostał etat na Harvardzie - tłumaczył później - pewnie byłbym zachwycony i zdecydowałbym się tam zostać. Ale potem pomyślałem sobie: kim naprawdę chcę być? Stwierdziłem, że nie chcę latami przemierzać dziedzińca kampusu w tweedowej marynarce, z teczuszką, wykład numer siedem, "dowcip z zeszłego roku", "reakcja słuchaczy". Chciałem mieć wpływ na świat, na kształt amerykańskiej polityki. A do tego lepiej nadawał się Nowy Jork"[22]. Do tego samego wniosku doszedł cztery lata wcześniej Kissinger: "Oderwany od rzeczywistości światek uniwersytetu nie był tak pociągający jak tętniący władzą Manhattan. W karierze Kissingera przełom pojawił się wraz ze świadomością, że życie profesora nie zaspokoi jego ambicji" - pisze Walter Isaacson[23]. Dzięki rekomendacjom Arthura Schlesingera Jr. w 1955 r. Kissinger otrzymał stanowisko dyrektora grupy badawczej do spraw strategii nuklearnej w rezydującej w Nowym Jorku Radzie Stosunków Międzynarodowych (Council of Foreign Relations). Dwa lata później opublikował książkę pt. Nuclear Weapons and Foreign Policy (Broń nuklearna a polityka zagraniczna), rekapitulującą dyskusje prowadzone w ramach tej grupy. Niespodziewanie książka okazała się bestsellerem i zbudowała renomę Kissingera, co z kolei ułatwiło mu objęcie stanowiska wicedyrektora w CFIA w 1958 r.[24].
W tym momencie pojawia się kolejny fenomen charakterystyczny dla lat powojennych: powstanie obszernej szarej strefy między uniwersytetem a procesem tworzenia polityki zagranicznej, pogranicze, w ramach którego funkcjonowały think tanki, mass media i organizacje polityczne, i po którym Kissinger i Brzeziński, jako jedni z pierwszych, nauczyli się wykorzystywać je do własnych celów.
Think tanki lokowały się nieco bliżej rzeczywistej polityki niż uniwersyteckie centra badawcze. Swą obecność zaczęły zaznaczać w latach 60. i 70.: stare, takie jak Instytut Brookingsa, zintensyfikowały prace w obszarze stosunków międzynarodowych; młodsze, takie jak RAND, zdobyły nowe wpływy; pojawiły się też nowe, takie jak Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). Ale w latach 50. i na początku lat 60. na scenie królowała niepodzielnie nowojorska Rada ds. Stosunków Międzynarodowych, nazywana po prostu Radą. Utworzona tuż po odrzuceniu przez Stany Zjednoczone traktatu wersalskiego, Rada była ucieleśnieniem establishmentu polityki zagranicznej: jego preferencji (internacjonalizmu, orientacji na stosunki transatlantyckie, rozsądnego, lecz stanowczego przywództwa Ameryki), jego wartości społecznych (ugodowości, dyskrecji, odpowiedzialności) i koneksji z otwartą na świat nowojorską wspólnotą biznesową największych banków inwestycyjnych i firm prawniczych. Rada miała charakter zamkniętego klubu, ale otwierała podwoje dla nowych talentów, pod warunkiem, że miały potrzebne rekomendacje, czego dowodzi przykład Kissingera, któremu powiązania z Radą przyniosły ogromne korzyści. Brzeziński zyskał członkostwo Rady w 1961 r. Gdy przybył do Nowego Jorku, trafił pod skrzydła Hamiltona Fisha Armstronga, legendarnego wydawcy "Foreign Affairs". Armstrong skłonił go do napisania kilku artykułów, które wzmocniły jego reputację specjalisty od Europy Wschodniej i bloku radzieckiego[25].
W 1964 r. Rada zwróciła się do Brzezińskiego i Kissingera z prośbą o wygłoszenie serii wykładów na temat relacji transatlantyckich, które następnie miały zostać opublikowane. Rok później drukiem ukazały się dwie ważne książki[26]. W Troubled Partnership (Niełatwe partnerstwo) omawiającej kwestie polityczno-strategiczne w NATO, Kissinger zaapelował o lepsze zrozumienie stanowisk dyplomatycznych Europejczyków, zwłaszcza Francuzów i Niemców, i przestrzegł przed charakterystyczną dla Amerykanów skłonnością do ich upraszczania lub ignorowania. Rozprawił się również ostro z koncepcją sił multilateralnych forsowaną przez jego osobistego wroga Roberta Bowie. Z kolei Brzeziński w książce Alternative to Partition (Europa bez podziału) wyłożył koncepcję pokojowego zaangażowania w Europie Wschodniej, którą przedstawił cztery lata wcześniej w artykule dla "Foreign Affairs"[27]. Ponieważ "odepchnięcie" ZSRR i "wyzwolenie" okazały się niemożliwe, a zaakceptowanie podziału Europy nie do przyjęcia, Stany Zjednoczone powinny starać się przyciągać do siebie kraje Europy Wschodniej za pośrednictwem wymiany kulturalnej i gospodarczej, w celu obniżenia zimnowojennego napięcia, a zarazem - choć Brzeziński nie napisał o tym wprost - spotęgowania wewnętrznych sprzeczności i tendencji odśrodkowych w bloku wschodnim.
Członkostwo w Radzie zapewniało widoczność, dostęp do informacji wysokiej jakości oraz użytecznych kontaktów. Zarówno Kissinger, jak i Brzeziński korzystali z tych możliwości i uzupełniali je, pracując dla innych think tanków. Kissinger pracował dla RAND, Brzeziński był konsultantem tej organizacji w połowie lat 60. Brzeziński uczestniczył także w kilku przedsięwzięciach organizowanych w ramach programu polityki zagranicznej przez Brookings Institution, na którego czele stał Henry Owen. Warto wspomnieć zwłaszcza o grupie badawczej działającej w latach 1974-1975, która zajmowała się kwestią konfliktu izraelsko- -palestyńskiego, rekomendując ostatecznie samostanowienie Palestyńczyków, pod warunkiem uznania przez nich suwerenności i integralności terytorialnej Izraela. W rezultacie miałoby powstać niezależne państwo palestyńskie lub autonomiczny samorząd palestyński w Jordanii[28].
Obok think tanków istotną rolę w tworzeniu tego ekspandującego świata na pograniczu odgrywały fundacje. Fundacja Forda przyczyniła się do powstania Uniwersytetu Zimnej Wojny, w tym Seminarium Międzynarodowego Kissingera oraz Instytutu Badań nad Komunizmem na Columbii (Research Institute on Communist Affairs) zarządzanego przez Brzezińskiego; sfinansowała również ważne seminarium w dziedzinie polityki zagranicznej zorganizowane w Bellagio we Włoszech, w którym obydwaj wzięli udział; przydzieliła również grant Brzezińskiemu na wyjazd do Japonii w 1971 r., efektem którego było powstanie Komisji Trójstronnej.
Przywołanie w tym miejscu Komisji Trójstronnej wymaga wyjaśnienia kolejnego aspektu rodzącego się świata pogranicza polityki zagranicznej, po którym żeglowali Kissinger i Brzeziński, to znaczy ugrupowań i sieci politycznych w Stanach Zjednoczonych i poza jego granicami. Jak pamiętamy, Kissinger zdobył szeroką sieć kontaktów zagranicznych za pośrednictwem Seminarium Międzynarodowego, którym kierował od 1951 do 1965 r. (i ponownie w 1967 r.). Dostał również znaczące wsparcie polityczne ze strony Funduszu Braci Rockefeller, który przydzielił mu funkcję dyrektora Projektu Badań Specjalnych; zawarł też znajomość z gubernatorem Nowego Jorku i potencjalnym kandydatem na prezydenta Nelsonem Rockefellerem. Brzeziński skorzystał na znajomości z innym Rockefellerem, bratem Nelsona - Davidem, prezesem Chase Manhattan Bank i Rady ds. Stosunków Międzynarodowych (od 1970 r.). W 1972 r. David Rockefeller i Brzeziński przy współpracy (między innymi) Roberta Bowie, Henry'ego Owena, McGeorge'a Bundy'ego powołali do życia Komisję Trójstronną, prywatne ugrupowanie elit z Europy, Ameryki Północnej i Japonii. Komisja miała się zajmować globalnymi wyzwaniami wynikającymi z rosnącej współzależności, za pośrednictwem publicznych raportów i sieci kontaktów. Co ciekawe, powstała między innymi dlatego, że inna organizacja utworzona w szczytowym okresie zimnej wojny - Grupa Bilderberg - odmówiło włączenia Japonii w dialog transatlantycki[29]. Naturalnie, Kissinger i Brzeziński wzięli udział w kilku spotkaniach Grupy Bilderberg z bogatymi i sławnymi Europejczykami i Amerykaniami. Weszli też do transatlantyckiej sieci powstałej w latach powojennych, która obejmowała Radę Atlantycką, Instytut Aspen, seminaria salzburskie i monachijską konferencję Wehrkunde.
W tych kręgach wartości wyznawane przez stary Establishment - dyskrecja i skromność - nadal były wysoko cenione, ale sytuacja ulegała szybkiej zmianie. Na przestrzeni lat 60. i 70. pojawił się kolejny czynnik, który ukształtował świat pogranicza, w którym prosperowali Kissinger i Brzeziński: media. Dziennikarstwo wysokiej klasy istniało zawsze, podobnie jak komentatorzy spraw zagranicznych, tacy jak Walter Lippmann i Joseph Alsop. Jednak w tamtym czasie nastąpiła ekspansja radia i telewizji. Również prasa zaczęła działać bardziej aktywnie i asertywnie - momentami przełomowymi były wojna wietnamska i afera Watergate - a ponadto stała się bardziej otwarta na poglądy z zewnątrz. To wówczas zaczęto publikować artykuły wstępne. Kissinger i Brzeziński byli aktywnymi i poszukiwanymi komentatorami w kwestiach międzynarodowych. Pisali nie tylko dla "Foreign Affairs", lecz również dla gazet takich, jak "New Republic", "Newsweek" i oczywiście "The Washington Post" oraz "The New York Times". Obydwaj potrafili napisać cięty artykuł wstępny, zwięzłą i aktualną analizę wydarzeń międzynarodowych, okraszoną chwytliwymi sloganami; obydwaj też lubili rozgłos, który budował ich popularność.
Obydwaj zaczęli szybko pojawiać się w telewizji. Na przykład w czerwcu 1965 r. Zbigniew Brzeziński występował w programie CBS razem z innym badaczem RAND i byłym dziekanem Harvardu McGeorgem Bundym, wówczas pełniącym funkcję doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego Lyndona Johnsona; miał wesprzeć Bundy'ego w kwestii wojny wietnamskiej. Po przeciwnej stronie zasiadł Hans Morgenthau, słynny profesor z University of Chicago, ojciec-założyciel szkoły realistycznej w nauce o stosunkach międzynarodowych, w obstawie dwóch innych ekspertów[30]. Dwa lata wcześniej między Kissingerem i Brzezińskim doszło do żartobliwej wymiany korespondencji: "Pewna nowojorska stacja edukacyjna twierdzi, że zarekomendowałeś mnie do programu, w którym miałem grać rolę "twardogłowego" w kwestii stosunków z ZSRR. Oczywiście czuję się mile połechtany, ale nie cierpię etykiet, a poza tym nie wiedziałem, że Ty cieszysz się opinią bardziej umiarkowanego. Co więcej, jak mam pracować na opinię poważnego eksperta (wize), jeśli nie pozwalasz mi markować umiarkowania?" Kilka dni później Brzeziński zareplikował ironicznie: "Jakiś facet w typie Erica [Ericha] Fromma miał robić za "mięczaka", więc Ty naturalnie przyszedłeś mi na myśl jako przedstawiciel "twardego", realistycznego podejścia, biorącego pod uwagę rację stanu. Ja miałem grać umiarkowanego tylko we wprowadzeniu, które miało wystawić "mięczaka" na ścięcie. Więc Twoja reputacja "poważnego eksperta" wyszłaby z tego bez szwanku (nota bene, na Columbia "wize" piszemy przez "s", jak Sowieci lub Stalin)"[31].
Robert Lovett czy John McCloy za żadne skarby nie daliby się zaprosić do telewizji; tymczasem członkowie nowej elity walczyli o oglądalność, gdyż media odgrywały coraz większą rolę w dyskusjach dotyczących stosunków międzynarodowych. W ramach tego nowego systemu społecznego sieci społeczne i ekspozycja w mediach wzmacniały się wzajemnie. Pierwszym krokiem była publikacja książki, następnie zorientowanego politycznie artykułu w "Foreign Affairs", co z kolei sprawiało, że autor stawał się potencjalnie interesujący dla "The New York Times". Artykuł wstępny w "Timesie" lub felieton w "Newsweeku" mógł wpaść w oko administracji, która mogła się zwrócić z prośbą o konsultacje. Następnym krokiem było zaproszenie ze strony think tanku i propozycja członkostwa ze strony Grupy Bilderberg, co z kolei dawało nowe koneksje społeczne, poprawiające pozycję profesora uniwersyteckiego i ostatecznie decydujące o pozycji wpływowego eksperta publicznego. Dzięki pracy w Radzie ds. Stosunków Międzynarodowych, książkom i artykułom, Kissinger w 1958 r. został wybrany przez McGeorge'a Bundy'ego na dyrektora CFIA, a następnie zyskał pracę zewnętrznego konsultanta w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego (w 1961 r., co jednak nie wyszło mu najlepiej, ponieważ został zmarginalizowany przez Bundy'ego). Podobne atuty Brzezińskiego skłoniły Henry'ego Owena, ówczesnego dyrektora Biura Planowania Politycznego, oraz Walta Rostowa, który zastąpił Bundy'go na stanowisku doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego, do zaoferowania mu pracy we wspomnianym Biurze w latach 1966-1968.
Jeśli jednak ktoś marzył o czołowych pozycjach w aparacie polityki zagranicznej, a nie o podrzędnym stanowisku w służbie Establishmentowi, potrzebował jeszcze sukcesu na innym polu - w kampanii wyborczej. W 1960 r. Kennedy proponował miejsca w rządzie Robertowi Lovettowi i starej elicie, kierując się tylko ich prestiżem i koneksjami, a nie przynależnością partyjną. Taki układ powoli przechodził jednak do historii. Sam Kennedy zaczął zatrudniać przedstawicieli nowej profesjonalnej elity, takich jak Walt Rostow: akademików i ekspertów, którzy doradzali mu w sprawach międzynarodowych podczas kampanii.
Kissinger i Brzeziński szybko weszli w rolę doradcy w kwestiach polityki zagranicznej, i to na tyle zręcznie, że zaczęli doradzać wielu kandydatom. Kissinger pracował dla Nelsona Rockefellera, który bez powodzenia próbował zdobyć nominację Republikanów w 1960, 1964 i 1968 r. Po ostatniej przegranej kampanii zespół ówczesnego wiceprezydenta i kandydata Demokratów Huberta Humphreya zwrócił się do Kissingera za pośrednictwem głównego doradcy do spraw zagranicznych Brzezińskiego, z prośbą o przekazanie "archiwum Nixona", zawierającego zbierane od lat negatywne materiały na temat głównego oponenta Rockefellera. Kissinger wykazał się dobrą wolą w stosunku do obozu Humphreya i zgodził się na propozycję. Ale w momencie, gdy Brzeziński zaczął aranżować odebranie dokumentów w Centrum Rockefellera, cała operacja została odwołana: Kissinger został oficjalnie mianowany na stanowisko doradcy do spraw zagranicznych Nixona[32]. Dziewięć lat później, podczas ceremonii w Senacie na cześć Huberta Humphreya, Brzeziński tajemniczo i ironicznie napomknął o tym wydarzeniu: "Praca w Pańskiej kampanii w 1968 r. była największą szansą w moim życiu" - powiedział Humphrey'owi. Potem wskazał siedzącego na widowni Kissingera i dodał "Chcę też publicznie podziękować doktorowi Kissingerowi za pomoc, jaką nam wówczas zaoferował"[33]. To nie wszystko: przed objęciem stanowiska doradcy Nixona Kissinger pełnił funkcję konsultanta, a nawet emisariusza administracji Johnsona w kwestii Wietnamu, zatem dysponował dobrymi kontaktami z amerykańską delegacją w Paryżu prowadzoną przez Averella Harrimana. Mógł więc zaoferować ludziom Nixona niejawne informacje dotyczące trwających negocjacji z Wietnamem[34].
Innymi słowy, Kissinger zdołał ulokować się w trzech kampaniach wyborczych, w poprzek podziałów politycznych. Strategia ta okazała się opłacalna: kilka tygodni później Nixon zaoferował mu stanowisko doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego. Ta kluczowa decyzja, podjęta pod koniec 1968 r., symbolizowała prawdziwą zmianę warty: nowa elita polityki zagranicznej weszła na miejsce Establishmentu. Dla wielu było to niemałą niespodzianką - nawet Brzeziński dał się zaskoczyć.
W 1968 r. pracowałem dla Huberta Humphreya, byłem jego głównym doradcą ds. zagranicznych... Aby dać Wam pojęcie... o moich skromnych ambicjach... myślałem, że być może mogę liczyć na stanowisko zastępcy sekretarza stanu do spraw Europy. Może się to wydać dziwne, ale nie byłem na to gotowy; nagle moje oczekiwania gwałtownie wzrosły za sprawą Henry'ego. Nixon wygrał, mianował Henry'ego. Nigdy nie postało mi w głowie, że mógłbym zdobyć się na to samo. Gdy byłem doradcą Humphreya, nigdy nie myślałem, że mógłbym zostać doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego. Wówczas myślałem, że nie jest to możliwe[35].
Zbigniew Brzeziński poznał wiceprezydenta podczas pracy w Biurze Planowania Politycznego. Przyjął wówczas zaproszenie do poprowadzenia spraw zagranicznych w ramach jego kampanii. Jeszcze po porażce Humphreya Brzeziński nadal doradzał mu w kwestiach zagranicznych, a gdy Humphrey ponownie wystartował o nominację Demokratów, wysyłał mu analizy, punkty do dyskusji i sugestie, za pośrednictwem Davida Fromkina i Maxa Kampelmana, którzy zarządzali tym obszarem w ramach kampanii[36]. Nie stał tak blisko Humphreya jak w 1968 r., jednak powetował to sobie ulokowaniem się w innych kampaniach prowadzonych w 1972 r. Niektóre z notatek i punktów do dyskusji, które wysyłał Humphreyowi, w nieco zmienionej formie przesyłał też Edmundowi Muskiemu i Tedowi Kennedy'emu; wysyłał też materiały Scoopowi Jacksonowi[37]. Podobnie jak Kissinger przed czterema laty, Brzeziński starał się asekurować, choć w ramach tej samej partii. Jednak prawdą jest, że żaden z kandydatów, poza Humphreyem, nie przypadł mu zbytnio do gustu. Był też nastawiony bardzo krytycznie wobec George'a McGoverna, który ostatecznie zdobył nominację, a którego poglądy w odniesieniu do polityki zagranicznej uważał za nazbyt lewicowe. W sierpniu 1972 r. niektórzy z doradców senatora próbowali go pozyskać, jednak Brzeziński zachował dystans. Napisał nawet list otwarty do redaktora "The Washington Post", dementujący pogłoski jakoby był zwolennikiem McGoverna[38]. Kilka tygodni później McGovern poniósł miażdżącą porażkę w starciu z Nixonem, co Brzeziński przewidział dużo wcześniej. Oznaczało to, że Kissinger utrzyma władzę; wkrótce potem został mianowany sekretarzem stanu.
Brzeziński wrócił do życia wykładowcy na Columbii, wpływowego autora publikacji z dziedziny polityki zagranicznej oraz dyrektora niedawno powstałej Komisji Trójstronnej, ucieleśniającej nową elitę polityki zagranicznej. W latach 70. Brzeziński znacząco poszerzył wszakże swoje horyzonty naukowe: od bloku wschodniego i Europy do Azji (dzięki pobytowi w Japonii w 1971 r. i książce Fragile Blossom; Kruchy kwiat: kryzys i przemiany w Japonii)[39]; od nacisku na politykę i dyplomację do szerszego socjologicznego oglądu stosunków międzynarodowych, uwzględniającego wpływ technologii na społeczeństwa rozwinięte i społeczeństwa Trzeciego Świata (odniósł się do tego w książce z 1970 r. The Technetronic Era; Era technotroniczna[40]); i od uniwersytetu do świata pogranicza elity spraw zagranicznych, co skutkowało powstaniem Komisji Trójstronnej.
Właśnie w Komisji Trójstronnej Brzeziński spotkał gubernatora Georgii Jimmy'ego Cartera. W 1973 r. wraz ze współpracownikami dobierał amerykańskich członków Komisji: wybrali Cartera, bo potrzebowali jakiegoś Demokratycznego gubernatora z uprzemysławiającego się Południa, a przy tym w czasie spotkań Komisji Carter starał się uzupełnić swój brak doświadczenia w kwestiach polityki zagranicznej. Brzeziński zaproponował mu swe usługi - te same, które oferował innym politykom - na przestrzeni 1975 r. edukował szybko uczącego się gubernatora za pomocą swoich artykułów i notatek, a z czasem sam dał się przekonać rzutkości i sile Cartera, i w efekcie zadeklarował mu swe poparcie[41]. Tym razem jednak zdecydował się na relację monogamiczną. Na początku 1976 r. Brzeziński z pomocą Richarda Gardnera, kolegi z Komisji i z Columbii, mianował się głównym doradcą w dziedzinie polityki zagranicznej i przeprowadził solidną kampanię, która przyczyniła się do zwycięstwa Cartera nad Geraldem Fordem w listopadzie i utorowała jemu samemu drogę do Białego Domu.
W latach 50. Kissinger i Brzeziński znaleźli się w Uniwersytecie Zimnej Wojny; w latach 60. i 70. przemierzali nieznane wody rodzącego się świata pogranicza w polityce zagranicznej, a następnie umiejętnie ulokowali się w kampaniach wyborczych i weszli do Białego Domu. Tym samym zapoczątkowali nową epokę amerykańskiej elity w obszarze polityki zagranicznej, odsyłając stary Establishment - tak czy owak zdyskredytowany wojną wietnamską - do lamusa. W drugim rozdziale książki z 1984 r. pt. Our Own Worst Enemy (Nasz największy wróg) I.M. Destler, Leslie Gelb i Anthony Lake opisali tę zmianę warty i pojawienie się grupy, którą celnie określili mianem "elity profesjonalistów"[42]. Ich niezrównana analiza zawiera też - w tej konkretnej kwestii - elementy autobiograficzne: Gelb i Lake sami byli przedstawicielami tej nowej elity. Jednak Kissinger i Brzeziński nie byli typowymi przedstawicielami tej nowej klasy. Byli raczej pionierami, trudnymi do naśladowania wzorami, którzy wyznaczali wysokie standardy kolejnym pokoleniom, zwłaszcza pod względem intelektualnym. Kissingera i Brzezińskiego od reszty nowej elity różnił jeden istotny rys biograficzny - ich stosunek do polityki.
Obydwaj zdobyli czołowe stanowiska dzięki uczestnictwu w kampaniach wyborczych. Ale żaden z nich nie przejawiał silnych sympatii politycznych. Kissinger z pewnością wykazywał skłonności konserwatywne, ale nie przeszkadzało mu to pracować dla administracji Kennedy'ego i Johnsona (wprawdzie w niewielkim zakresie); był też blisko Nelsona Rockefellera, od którego imienia nazwano umiarkowany czy nawet liberalny odłam Partii Republikańskiej (Republikanie Rockefellera). Wprawdzie odrzucał światopogląd neokonserwatywny, a nowa prawica odsądzała go od czci i wiary, to jednak zdobył się na wysłanie przyjacielskich sygnałów pod adresem Reaganowskiej prawicy, a nawet wygłosił radykalną przemowę przeciw Związkowi Radzieckiemu w Heritage Foundation. Nie wystarczyło to do zdobycia pracy w administracji Reagana, a George H.W. Bush, który osobiście go nie lubił, trzymał go na dystans. Dzięki temu jednak zachował pewien dostęp do wszystkich administracji Republikańskich, zwłaszcza do administracji George'a W. Busha. Brzeziński natomiast jest zaprzysięgłym Demokratą i liberałem o inklinacjach tradycyjnych, jeśli chodzi o jego poglądy na politykę wewnętrzną. Jednak prawdziwe znaczenie mają jego opinie w kwestii polityki zagranicznej. Jak pamiętamy, w 1972 r. odmówił poparcia McGoverna. Utrzymywał przyjacielskie relacje z bojowniczym Reaganem i publicznie poparł George'a H.W. Busha podczas kampanii w 1988 r., ponieważ - ku konsternacji swej byłej studentki z Columbii i współpracownicy z Rady Bezpieczeństwa Narodowego Madeleine Albright, która wówczas była doradcą Dukakisa w kwestiach polityki zagranicznej uznał, że Michael Dukakis jest zbyt lewicowy i stanowi reinkarnację McGoverna. Ogólnie rzecz biorąc, w taki czy inny sposób angażował się na rzecz wszystkich amerykańskich prezydentów od Kennedy'ego po Obamę, z wyjątkiem George'a W. Busha, któremu był zdecydowanie przeciwny.
Kissingerowi i Brzezińskiemu brakowało jednej cechy nowej "elity profesjonalnej": skrajnego upolitycznienia. I wydaje się, że była to kwestia pokoleniowa. Obydwaj urodzili się w latach 20., podczas gdy większość członków "elity" przyszła na świat w latach 40.i później. Obydwu ukształtowało doświadczenie II wojny światowej: Kissinger był wówczas młodym żołnierzem, a Brzeziński nastolatkiem, który z wypiekami na twarzy śledził w radiu rozwój sytuacji i pisał pamiętnik. Dla nowej elity wydarzeniem formatywnym była wojna w Wietnamie i pełne konfliktów lata 60. zapowiadające nadejście epoki ideologii. Czy Stany Zjednoczone są krajem imperialistycznym, zbyt chętnie wymachującym szabelką? Czy też szlachetnym narodem zdradzonym przez liberalną elitę? W świetle Wietnamu na pierwszy plan wysunęły się polityczne spory dotyczące interpretacji amerykańskiego doświadczenia, które podzieliły nową profesjonalną elitę polityki zagranicznej na tych bardziej lewicowych przedstawicieli (takich jak Tony Lake, Leslie Gelb, Richard Holbrooke czy Morton Halperin) i tych, którzy ulokowali się po prawicy, choć często rekrutowali się z szeregów Partii Demokratycznej (Jeane Kirkpatrick, Richard Perle, Paul Wolfowitz czy Elliott Abrams). Świat pogranicza spolaryzował się: potężne think tanki i czasopisma na prawicy ("Heritage Foundation", "American Enterprise Institute", "Commentary") zaczęły zwalczać te na lewicy (Carnegie; do pewnego stopnia Instytut Brookingsa; "Foreign Policy", który reprezentował wszakże rozmaite punkty widzenia; "World Policy Journal", itd.), podczas gdy Rada ds. Stosunków Międzynarodowych - mimo iż starała się przerzucać mosty ponad podziałami ideologicznymi, a w latach 70. szerzej otworzyła swoje podwoje - wraz ze znikaniem starego Establishmentu zaczęła tracić wpływy.
Kissinger i Brzeziński zapoczątkowali ów historyczny rozłam z tradycyjnym Establishmentem, ale nigdy całkowicie nie wpasowali się w upolityczniony krajobraz nowej elity profesjonalnej. Można wręcz powiedzieć, że tworzyli odrębną kategorię socjologiczną, kluczową grupę przejściową. Być może tłumaczy to stałą jakość ich osobistych, długoletnich relacji: należeli do jednego świata. Mieli wszelkie powody ku temu, by być wrogami, jednak niewiele było między nimi animozji, personalnych ataków lub wyzwisk.
Co więcej, status outsidera od czasu do czasu zbliżał ich do siebie. "Mimo sławy i potęgi Kissinger pozostawał na zewnątrz amerykańskiego społeczeństwa" - pisze Jeremy Suri. "Niemiecko-żydowskie pochodzenie odegrało kluczową rolę w jego karierze, ale osłabiało też publiczną legitymizację"[43]. Brzeziński znosił z kolei ciągłe oskarżenia, że jego poglądy na stosunki amerykańsko-radzieckie są determinowane przez jego polskie i katolickie korzenie. Ataki ze strony starego Establishmentu bywały niesłychanie zjadliwe: "Kto to słyszał, by doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego został ktoś, kto nie jest prawdziwym Amerykaninem" - szydził Robert Lovett, gdy Brzeziński objął stanowisko w Białym Domu. "Jak będzie prowadził negocjacje z Rosjanami, jeśli ma do nich tak pogardliwy i podejrzliwy stosunek"[44]. Kilka lat wcześniej, zgodnie ze strategią, jaką zawsze przyjmował w takich sytuacjach, Brzeziński napisał ostry list do innego przedstawiciela starzejącego się Establishmentu - Averella Harrimana, skądinąd bliskiego przyjaciela Lovetta[45]:
21 czerwca 1974 r.
Drogi Panie,
Przyjaciele donieśli mi, ze wyraża Pan pogląd, jakoby moje polskie pochodzenie uniemożliwia mi przyjęcie obiektywnego oglądu stosunków amerykańsko-radzieckich... Jest Pan człowiekiem bezpośrednim, więc pozwolę sobie równie bezpośrednio stwierdzić, że nie uważam, by pochodzenie Henry'ego Kissingera uniemożliwiało mu prowadzenie skutecznych działań w odniesieniu do problemu bliskowschodniego, podobnie jak Pańskie pochodzenie z rodziny kapitalistów-milionerów nie przeszkadza Panu w inteligentnym prowadzeniu relacji z radzieckimi komunistami.
Z uszanowaniem
Zbigniew Brzeziński
W późniejszym czasie Brzeziński i Harriman zakopali topór wojenny: w 1977 r. nowo mianowany doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego został zaproszony - obok Marshalla Shulmana, Richarda Holbrooke'a i innych urzędników Cartera - do skorzystania z apartamentu Harrimana w Waszyngtonie na czas przeprowadzki. Podejrzenia co do jego pochodzenia nie znikły jednak do dziś. 6 grudnia 1973 r. sekretarz stanu Kissinger zaprosił na dyskusję do Foggy Bottom dziewięciu naukowców; w gronie tym znaleźli się Marshall Shulman, Stanley Hoffmann i Brzeziński. Kissinger nakreślił ponurą wizję osamotnionej Ameryki na lata 1976-1980, stawiającej czoła wrogiemu światu żartując, że tak czy owak wówczas na jego miejscu znajdzie się Brzeziński, który będzie kontynuował ustanowiony przez niego precedens osoby na tym prestiżowym stanowisku urodzonej za granicą. Brzeziński dodał tylko: "Mam nadzieję, że stanie się to tradycją"[46].
Faktem jest, że Kissinger i Brzeziński pozostawali w dobrych relacjach, mimo coraz większych różnic poglądów i rywalizacji wpisanej w ich sytuację, która od czasu do czasu prowadziła do wzrostu napięcia np. w latach 1969-1980. Zewnętrznemu obserwatorowi mogło się wydawać, że ci dwaj są rywalami i zaprzysięgłymi wrogami. Całkiem inaczej wygląda to z perspektywy historyka, który ma dostęp do ich korespondencji i uwzględnia szersze uwarunkowania socjologiczne, które zbliżały ich do siebie.
Kissinger często przyjmował Brzezińskiego w Białym Domu i w Departamencie Stanu, nierzadko na indywidualnych spotkaniach. W czasie jednej z takich kolacji w lipcu 1969 r. rozmawiali na przykład o wszystkich aktualnych palących kwestiach: planowanym odnowieniu stosunków z Chinami, relacjach z Moskwą oraz o Wietnamie. Następnego dnia, na prośbę Kissingera, Brzeziński wysłał mu pomysły do przemówienia na temat "znaczenia pokoju", które Nixon miał wygłosić pod koniec miesiąca w New Delhi[47]. W maju 1979 r. odbyli długa dyskusję na temat wewnętrznych reperkusji inwazji na Kambodżę. Kissinger mówił o swoich obawach co do podziałów wewnętrznych, przy czym mniej obawiał się wzburzenia na lewicy, bardziej - reakcyjnego przechylenia się Nixona na prawicę. Wyznał też, że myśli o rezygnacji ze stanowiska jeszcze przed końcem kadencji, ale nie zamierza wrócić na Harvard. Był gorzko rozczarowany byłymi kolegami, których podejrzewał o wspieranie studenckich zamieszek. Rozmowa dotyczyła też Bliskiego Wschodu, Niemiec (żaden z nich nie widział szans dla Ostpolitik) oraz o sytuacji Radia Wolna Europa, którego aktywność rząd zachodnioniemiecki chciał ograniczyć, aby przypodobać się Moskwie[48].
Takie spotkania odbywały się mimo publicznej krytyki wyrażanej przez Brzezińskiego pod adresem administracji. Na przykład nazajutrz po rozmowie o kryzysie w Kambodży Brzeziński wysłał Kissingerowi poufną notatkę z radami dotyczącymi niwelowania jego skutków, a jednocześnie opublikował artykuł wstępny w "The Washington Post" zatytułowany Kambodża podminowała naszą wiarygodność, w której skrytykował światek intelektualistów, ale przede wszystkim - decyzję Nixona i "niektórych z jego asystentów". "Obecnie - grzmiał Brzeziński - sytuacja jest nieskończenie bardziej złożona i wymaga bardziej wyrafinowanej oceny rzeczywistości międzynarodowej"[49]. Mimo to Kissinger podziękował mu za notatkę, a w odręcznym postscriptum zaręczył, że będzie "miał oko na sprawy Radia Wolna Europa"[50].
Oczywiście, ich wzajemne stosunki zawierały szczyptę wyrachowania. Regularne spotkania z Brzezińskim były dla Kissingera gwarancją, że jego kolega zachowa umiar w publicznie wygłaszanych krytykach, bojąc się utracić dostęp do administracji, a poza tym, że będzie informował go o rozwoju wypadków i pomysłach. Z kolei Brzeziński, śląc notatki, pomysły i rady, miał dostęp do informacji z pierwszej ręki, a poza tym mógł forsować kwestie, na których szczególnie mu zależało, takie jak los i finansowanie Radia Wolna Europa (sprawa, której konsekwentnie pilnował przez cały okres zimnej wojny)[51]. Ich korespondencja świadczy jednak o tym, że było to coś więcej niż tylko wzajemnie korzystny układ.
Regularne spotkania ustały w roku 1976, roku wyborów. W kwietniu 1973 r. Kissinger i Brzeziński spotkali się w Sans-Souci pod Berlinem. Kissingerowi zależało na tym, aby dowiedzieć się czegoś o niedawno powstałej Komisji Trójstronnej. Od czasu do czasu dochodziło między nimi do scysji. W słynnej cenzurce wystawionej polityce zagranicznej administracji na łamach "Foreign Policy", latem 1971 r. Brzeziński wystawił Nixonowi i Kissingerowi czwórkę[52]. Ale w marcu 1974 r. był już znacznie bardziej krytyczny. Kissingera rozwścieczyła nie tyle ocena dostateczna z plusem, ile atak na politykę odprężenia i jego osobisty styl uprawiania dyplomacji. W zjadliwym artykule Brzeziński napiętnował trojaką skłonność wykazywaną przez administrację (to znaczy Kissingera): przedkładanie "prywaty nad politykę", "zamiłowania do tajemnicy nad koncepcję' oraz "akrobatyki nad architekturę". Według niego dyplomacja uprawiana przez administrację nie potrafiła odpowiednio reagować na nowe globalne, a nie tylko międzynarodowe, wyzwania, zwłaszcza w odniesieniu do relacji Północ-Południe. Stwierdził również, że polityka odprężenia to droga bez wyjścia, ponieważ degraduje demokratycznych sojuszników i bezzasadnie wynosi ZSRR - odkrył u Kissingera "fascynację wrogiem i znudzenie przyjaciółmi" - gdy Stany Zjednoczone nie dostają w zamian wiele w zakresie negocjacji SALT, Bliskiego Wschodu czy kwestii handlowych[53].
Tym razem poirytowany Kissinger wysmażył trzystronicowy list opatrzony klauzulami "tajne" i "nie do publikacji"[54], który rozpoczynał się następująco: "Napiszę zwięźle i szybko, bo wieczorem wylatuję do Moskwy, by realizować politykę odprężenia, którą albo popierasz, albo potępiasz - w zależności od tego, którą z Twoich publikacji się czyta. Trudno mi uwierzyć, że autor Peaceful Engagement in Europe's Future (Pokojowe zaangażowanie w przyszłość Europy)[55], może teraz twierdzić, że jak dotąd działaliśmy zbyt miękko w kwestii porozumień SALT".
Kissinger był szczególnie skonsternowany tym, co z jego perspektywy było uprawianą przez Brzezińskiego krytyką jego własnej strategii przyciągania krajów komunistycznych, którą rekomendował na początku lat 60., którą odzwierciedlała polityka odprężenia Kissingera. W dalszej części listu Kissinger odrzucił wszystkie ataki i wyraził zdziwienie, że w artykule Brzeziński zdaje się przyjmować "tę samą linię ataku na politykę odprężenia, która wydawała się być wyłącznym przywilejem skrajnej prawicy". List kończył się jednak w pojednawczym tonie: "Może po moim powrocie z Moskwy, gdy obydwaj ochłoniemy, usiądziemy i przegadamy szczegółowo kwestie sporne. Z ciepłymi pozdrowieniami, Henry Kissinger"[56].
Podobieństwa między "pokojowym zaangażowaniem" a polityką odprężenia były powierzchowne: celem pierwszej z tych strategii było osłabienie wpływów Moskwy w Europie Wschodniej, celem tej drugiej - stabilizacja stosunków amerykańsko-radzieckich. Brzeziński miał trochę racji, gdy mówił o braku wzajemności ze strony Związku Radzieckiego i jego rosnącej pewności siebie: będzie to stały motyw krytycyzmu aż do roku 1977, chociaż Kissinger stwierdził później, że być może krytycyzm Brzezińskiego wynikał z potrzeby "zaznaczenia swojej odrębności"[57]. Nie ma żadnych zapisów dotyczących spotkań czy wymiany listów między nimi w czasie kolejnych siedmiu miesięcy - wyjątkowo długi okres. Jednak w grudniu delegacja Europejczyków, Amerykanów i Japończyków z Komisji Trójstronnej z Brzezińskim na czele odwiedziła Kissingera w Departamencie Stanu, co doprowadziło do reaktywacji spotkań. W ciepłym liście z podziękowaniami Brzeziński poprosił Kissingera o przysługę: "Ubawisz się, że to ja Cię o to proszę, ale moi synowie marzą o Twoim autografie... Mają na imię Ian i Mark. W czasie naszych lat na Harvardzie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że kiedyś Cię o to poproszę"[58].
Spotkania były wyjątkowo częste w 1975 r. ("Czasami szewc bez butów chodzi... Twoje uwagi są zawsze mile widziane" - zachęcał go Kissinger[59]), ale ostro zwolniły na jesieni i całkiem ustały w 1976 r. Powód łatwo zgadnąć: rozpoczęła się kampania wyborcza, a Kissinger był asem w kampanii Forda. "W pewnym momencie trzeba będzie wziąć za rogi politykę zagraniczną Kissingera" - pisał Brzeziński w tajnej notatce strategicznej dla Jimmy'ego Cartera pod koniec października 1975 r. "Zrzucanie odpowiedzialności na Nixona czy Forda nie wystarczy, bo przypuszczalnie Kissinger będzie głównym filarem Republikańskiej strategii wyborczej. A zatem, w przemowie trzeba bezpośrednio zaatakować politykę zagraniczną Kissingera, a także jego osobistą rolę w jej kształtowaniu oraz nadaniu jej tego nieco wątpliwego wymiaru polityczno-moralnego[60]. Nic dziwnego, że na przestrzeni 1976 r. irytacja Kissingera stale rosła, aż wygłosił - prywatnie - jedyną uwłaczającą uwagę pod adresem Brzezińskiego, jaką udało mi się znaleźć. Podczas dyskusji na temat kampanii wyborczej w czasie spotkania z doradcą do spraw bezpieczeństwa strategicznego Brentem Scowcroftem i dwoma innymi współpracownikami, wykrzyknął: "Brzeziński to zupełna dziwka. Zmienia poglądy jak chorągiewka. Napisał książkę na temat Pokojowego zaangażowania, a teraz, kiedy robimy to, co rekomendował, oskarża nas o słabość"[61]. Ale naciski na Forda i Kissingera nie ustawały. W 1976 r. Carter wygłosił dwa przemówienia na temat polityki zagranicznej. Pierwsze w marcu na posiedzeniu Rady ds. Stosunków Międzynarodowych w Chicago, było rzeczywiście krytyczne pod adresem tajnej dyplomacji Kissingera. W obronie Kissingera stanął James Reston, legendarny felietonista "The New York Times" i poplecznik Kissingera, pisząc, że "Carter mówił, ale to Zbigniewowi Brzezińskiemu trzeba przypisać główne autorstwo"[62]. Zdaniem wydawcy "Timesa" - tak przynajmniej relacjonował Carterowi Brzeziński - za tym sformułowaniem mógł stać Kissinger[63]. Jeszcze silniejszy atak przyszedł w przemówieniu wygłoszonym w czerwcu w Nowym Jorku. "Za administracji Nixona-Forda ukształtował się pewien typ sekretnej polityki zagranicznej w stylu "samotnego szeryfa" - awanturniczej polityki uprawianej w pojedynkę". Sformułowanie "samotny szeryf" - które faktycznie zaproponował George Ball, a nie Brzeziński - podchwyciły media, chociaż Brzeziński był temu przeciwny[64]. Jak na ironię, gdy w listopadzie Carter wygrał wybory, nagonka na Kissingera utrudniła wybór Brzezińskiego na doradcę do spraw bezpieczeństwa narodowego, ponieważ obawiano się, że będzie próbował naśladować uprawianą przez Kissingera biurokratyczną wszechwładzę nad polityką zagraniczną. I tak się w ostatecznym rozrachunku stało, choć w pierwszym roku w administracji Cartera przeważała równowaga wewnętrzna i duch współpracy zespołowej. W czasie prezydentury Cartera kontakty między Brzezińskim i Kissingerem następowały w niezmienionym tempie. Ostatecznie, Brzeziński i administracja Cartera doprowadzili do końca działania dyplomatyczne przedsięwzięte jeszcze za czasów Kissingera: traktaty o Kanale Panamskim, normalizacja stosunków dyplomatycznych z Chinami, porozumienia z Camp David, czy nawet SALT II. Oczywiście, nadal dochodziło do sporadycznych starć. W 1979 r. David Rockefeller, John McCloy i Kissinger lobbowali na rzecz wydania zezwolenia na leczenie szacha Iranu w Stanach Zjednoczonych już po tym, jak został zrzucony z tronu przez rewolucję irańską. Była to wysoce drażliwa kwestia, ponieważ nowy reżim w Teheranie traktował ją jak ciężką prowokację. Ale w tej kwestii Brzeziński zgodził się z Kissingerem. Kwestią sporną były również stosunki z NATO i traktat SALT II.
Ale ogólnie rzecz biorąc, stosunki między Kissingerem a Brzezińskim przebiegały według tego samego wzoru co przez osiem poprzednich lat: zamienili się tylko miejscami, ale utrzymali kontakty. Od czasu do czasu Kissinger dawał Brzezińskiemu jakieś rady, jak wtedy, gdy w kwietniu 1980 r. zrezygnował ze stanowiska Cyrus Vance: "Jesteś teraz w tej samej sytuacji, w jakiej ja znalazłem się, gdy Jim Schlesinger został wygryziony z Departamentu Stanu" - ostrzegał. "Prasa i wszyscy wokół uważali, że była to moja sprawka, i zaczęto mnie z furią atakować. Ty nigdy nie miałeś takiego poparcia prasy jak ja, więc jesteś jeszcze mniej odporny na ataki, które skoncentrują się teraz na Tobie". "Miał sto procent racji" - zanotował Brzeziński w swych wspomnieniach[65].
Nie jest zatem niespodzianką, że przez kolejne trzy dekady Brzeziński i Kissinger utrzymywali dobre relacje: spierali się w telewizji, ale chodzili do siebie na ważne jubileusze. Byli do siebie bardzo podobni i być może dlatego nie mogli stać się bliskimi przyjaciółmi. Jednak przypuszczalnie w głębi duszy wiedzieli, że mimo pewnych rozbieżności, mają wiele wspólnych cech i osiągnięć. We dwóch wynaleźli nowy model, który później stanie się wzorem do naśladowania. Wywarli też głęboki wpływ na amerykańską politykę zagraniczną, który utrzymuje się po dziś dzień.
Obydwaj są wziętymi komentatorami amerykańskiej polityki zagranicznej - w eterze, w prasie i w kuluarach władzy. Brzeziński nadal regularnie czytuje rosyjskie strony internetowe i publikacje i jest wnikliwym analitykiem rosyjskiej polityki i społeczeństwa, wiernym swoim początkom w roli sowietologa pracującego na dwóch prestiżowych uniwersytetach, w środowisku, które wyniosło go na szczyty władzy w amerykańskiej polityce zagranicznej.
[1] Henry Kissinger do Zbigniewa Brzezińskiego, 23 stycznia 1964; Zbigniew Brzeziński do Henry'ego Kissingera, 30 stycznia 1964, folder "Kissinger, Henry 1956-1969", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego, Manuscript Division, Library of Congress, Washington, D.C. (odtąd archiwum Brzezińskiego). Artykuł, o którym wspomina Kissinger to The Danger of a German Veto, "New Leader", January 20, 1964, s. 13-15.
[2] Walter Isaacson, Kissinger: A Biography, Simon and Schuster, New York 1992, s. 715. ("obustronny chłód"), 699 ("nemezis"), 80 ("wśród największych rywalizacji"), 706 ("zapiekły resentyment").
[3] Stanley Hoffmann, wywiad z autorem, 4 grudnia 2009.
[4] Brzeziński do Kissingera, 28 lutego 1956 oraz 16 lutego 1957; Kissinger do Brzezińskiego, 15 marca 1957, folder "Kissinger, Henry 1956-1969", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[5] Zbigniew Brzeziński, wywiad z autorem, 22 czerwca 2010; Henry Kissinger, wywiad z autorem, 27 stycznia 2012.
[6] Robert Novak, Kennedys Braintrust: More Professors Enlist but They Play Limited Policy-Making Role, "Wall Street Journal", August 4, 1960, s. 1.
[7] Henry Kissinger, Military Policy and Defense of the "Grey Areas", "Foreign Affairs", April 1955; Zbigniew Brzezinski, The Challenge of Change in the Soviet Bloc, "Foreign Affairs", April 1961.
[8] Zobacz analizę przedstawioną w książkach: David Halberstam, The Best and the Brightest, Random House, New York, 1974, s. 3-10; Walter Isaacson, Evan Thomas, The Wise Men: Six Friends and the World They Made, Simon and Schuster, New York, 1986, s. 594; I.M. Destler, Leslie Gelb, Anthony Lake, Our Own Worst Enemy: The Unmaking of American Foreign Policy, Simon and Schuster, NewYork 1984, s. 92.
[9] Najlepszy opis establishmentu polityki zagranicznej zawiera książka Isaacsona i Thomasa, op. cit.
[10] Jako pierwszy tę obserwację odnoszącą się do związków Kissingera i Uniwersytetu Zimnej Wojny uczynił Jeremy Suri w książce Henry Kissinger and the American Century, Harvard University Press, Cambridge 2007, s. 102. Oprócz Suriego o Uniwersytecie Zimnej Wojny traktują również książki wspomniane w artykule Davida Engermana, Rethinking Cold War Universities, Some Recent Histories, "Journal of Cold War Studies 5", No. 3, Summer 2003, s. 80-95.
[11] Dwight D. Eisenhower, Mowa pożegnalna, 17 stycznia 1961, dostępna na stronie: http://nas.ucdavis.edu/Forbes/Efarewell.html.
[12] Zob. Sigmund Diamond, Compromised Campus: The Collaboration of Universities with the Intelligence Community 1945-1955, Oxford University Press, New York 1992.
[13] Zob. David Engerman, Know Your Enemy: The Rise and Fall of America's Soviet Experts, Oxford University Press, New York 2009.
[14] Reginald Phelps do Brzezińskiego, 17 sierpnia 1950, folder "Harvard University" 1950-1953, 1959-1960, pudło I.12, archiwum Brzezińskiego.
[15] Brzeziński do prof. Williama Langera, 25 lutego 1958 (faktycznie 1959), folder "Harvard University 1950-1953, 1959-1960", pudło I.12, archiwum Brzezińskiego.
[16] Zbigniew Brzezinski, The Permanent Purge: Politics in Soviet Totalitarianism, Harvard University Press, Russian Research Center Studies 20, Cambridge 1956; Zbigniew Brzezinski, Carl Friedrich, Totalitarian Dictatorship and Autocracy, Harvard University Press, Cambridge1956; Zbigniew Brzezinski, The Soviet Bloc: Unity and Conflict, Harvard University Press, Cambridge 1960; wyd. pol. Jedność czy konflikty, tłum. anon., Odnova, Londyn 1964.
[17] Na temat Seminarium Międzynarodowego zob. Walter Isaacson, op. cit, s. 70; oraz Jeremi Suri, Kissinger and the American Century, Belknap Press, s. 117.
[18] Na temat magazynu "Confluence" zob. Confluence Magazine: General Records, 1951-1969 (łącznie), pudła 1-8, UAV 813.141.75, Harvard University Archives.
[19] Na temat CFIA, zob. David Atkinson, In Theory and in Practice: Harvard's Center for International Affairs, 1958-1983, Harvard University Press, Cambridge 2007.
[20] W 2009 r. Robert Bowie poprosił mnie, abym przestał nagrywać nasz wywiad, gdy dyskusja zboczyła na kwestie jego relacji z Kissingerem; R. Bowie, wywiad z autorem, 7 lipca 2009.
[21] Zob. Brzeziński do Alberta Mavrinaca, 28 lutego 1959, folder "Mavrinac, Albert A., 1959-1965", pudło I.20, archiwum Brzezińskiego.
[22] Zbigniew Brzeziński, wywiad z autorem, 2 czerwca 2011.
[23] Walter Isaacson, op. cit., s. 83.
[24] Henry Kissinger, Nuclear Weapons and Foreign Policy, Harper, for the Council on Foreign Relations, New York 1957.
[25] Nabil Mikhail, Zbigniew Brzezinski: The Scholar and the Statesman. A Study of the Thoughts and Policies of the National Security Adviser and His Staff in the Carter Administration, rozprawa doktorska, University of Virginia 1996, s. 92-93.
[26] Henry Kissinger, The Troubled Partnership: A Re-appraisal of the Atlantic Alliance, McGraw-Hill, for the Council on Foreign Relations, Atlantic Policy Studies Series, New York 1965; Zbigniew Brzezinski, Alternative to Partition: For a Broader Conception of America's Rolein Europe, McGraw-Hill, for the Council on Foreign Relations, Atlantic Policy Studies Series, New York 1965; wyd. pol. Europa bez podziału: właściwe zadanie polityki amerykańskiej w Europie, tłum. anon., (Zbigniew Napier), Polonia Book Fund, Londyn 1966.
[27] Zbigniew Brzezinski, William Griffith, Peaceful Engagement in Eastern Europe, "Foreign Affairs", July 1961.
[28] Toward Peace in the Middle East - Report of a Study Group, Brookings 1975. Wnioski z tego raportu zostały przytoczone przez Brzezińskiego w jego pamiętnikach, Power and Principle: Memoirs of the National Security Adviser 1977-1981, Farrar, Straus, Giroux, New York 1983, s. 85-86; wyd. pol. Cztery lata w Białym Domu: wspomnienia Doradcy do Spraw Bezpieczeństwa Państwa 1977-1981, tłum. Zbigniew Dziekoński, Polonia Book Fund, Londyn 1986.
[29] Zbigniew Brzeziński, wywiad z autorem, 2 czerwca 2011; zob. również Minutes of the May 9th meeting on the proposed Commission for Peace and Prosperity, w: George Franklin do Brzezińskiego i współpracowników, 11 maja 1972, folder "Correspondence File: 5/11/72-2/28/73", pudło 33.1, Donated Historical Material, Zbigniew Brzezinski Collection (33), Trilateral Commission File, Jimmy Carter Library, Atlanta, GA. Zob. również David Rockefeller, Memoirs, Random House, New York 2002, s. 416.
[30] The Debate, "Time", editorial (autor nie wskazany), 2 lipca 1965.
[31] Kissinger do Brzezińskiego, 24 października 1963 r.; Brzeziński do Kissingera, 30 października 1963, folder "Kissinger, Henry 1956-1969", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[32] Ted Van Dyk, Heroes, Hacks and Fools: Memoirs from the Political Inside, University of Washington Press, Seattle 2007, s. 101. W biografii Kissingera (s. 133), Walter Isaacson wspomina, że Samuel Huntington, i inny ekspert pracujący na rzecz kampanii Humphreya, również dostał od Kissingera ofertę skorzystania z "archiwum Nixona" (latem, w Martha's Vineyard).
[33] Walter Isaacson, op. cit., s. 133.
[34] David Halberstam, The New Establishment: The Decline and Fall of the Eastern Empire, "Vanity Fair", October 1994. Informacja ta została potwierdzona przez Nixona w jego wspomnieniach, RN: The Memoirs of Richard Nixon, Grosset and Dunlap, New York 1978, s. 323. Henry Kissinger podobno nie zgadza się z taką interpretacją roli, jaką odegrał w kampanii z 1968 r.
[35] Zbigniew Brzeziński, wywiad z autorem, 15 lutego 2011.
[36] Zob. np. Brzeziński do Maksa Kampelmana, 6 marca 1972 i 6 maja 1972, łącznie ze szkicem przemówienia zatytułowanego Community of Industrial Nation, folder "Presidential Election Campaigns 1972, Humphrey, Hubert H. 1971-1972, b.d.", pudło I.94, archiwum Brzezińskiego.
[37] Zob. np., Brzeziński do Humphreya, 25 maja 1970, folder "Humphrey, Hubert H. 1970-1977", pudło I.13; Brzeziński do Muskiego, 26 maja 1970, folder "Muskie, Edmund S., 1969-1975", pudło I.21; Brzeziński do Edwarda Kennedy'ego, 3 czerwca 1970, folder "Kennedy, Edward Moore, 1964-1976", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego. W 1972 r. wykorzystanie tego samego materiału dla wielu kandydatów Brzeziński ograniczył do Muskiego i Humphreya; zob. Brzeziński do Maksa Kampelmana, 6 marca 1972 r., "Presidential Election Campaigns 1972, Humphrey, Hubert H. 1971-1972, b.d.", pudło I.94; oraz Brzeziński to Tony'ego Lake'a, 6 marca 1972 r., folder "Presidential Election Campaigns 1972, Muskie, Edmund M. 1972, b.d", pudło I.94, archiwumBrzezińskiego.
[38] Rowland Evans, Robert Novak, McGovern's Odd Braintrust, "The Washington Post", September 3, 1972, C7; oraz Zbigniew Brzezinski, Not In Agreement (Letter to the Editor), ibidem.
[39] Zbigniew Brzezinski, The Fragile Blossom: Crisis and Change in Japan, Harperand Row, New York 1972; wyd. pol. Kruch kwiat: kryzys i przemiany w Japonii, tłum. Mirosław Kowalski, Ośrodek Badania Stosunków Wschód-Zachód, Warszawa 1973.
[40] Zbigniew Brzezinski, Between Two Ages: America's Role in the Technetronic Era, Viking Press, New York 1970, s. 334.
[41] Zob. np. Brzeziński do Cartera, 17 grudnia 1974, folder "Zbigniew Brzezinski Correspondence: 12/1/74-12/31/74", pudło 33.7; Brzezinski to Carter, June 17, 1975, folder "Zbigniew Brzezinski chronological file: 6/1/75-6/30/75", pudło 33.6, Donated Historical Material, Zbigniew Brzezinski Collection (33), Trilateral Commission File, Jimmy Carter Library, Atlanta, GA.
[42] I.M. Destler, Leslie Gelb, Anthony Lake, op. cit., rozdz. 2.
[43] Jeremy Suri, Kissinger and the American Century..., op. cit., s. 11.
[44] Walter Isaacson, Evan Thomas, op. cit., s. 736.
[45] Brzeziński do Averella Harrimana, 21 czerwca 1974, folder "Harriman, W. Averell 1964, 1974-1976", pudło I.12, archiwum Brzezińskiego.
[46] W spotkaniu uczestniczyli: Stanley Hoffmann, Marshall Shulman, David Landes, Nick Wahl, Richard Ullmann, Stephen Graubard, Robert Pfaltzgraff, Walter Laqueur, oraz Brzeziński. Notatka z tej dyskusji, "Meeting with Secretary of State, luncheon given by Henry Kissinger, Dec. 6, 1973, 13.00-15.15", folder "Kissinger, Henry 1970-1973", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[47] Talk + dinner with Henry Kissinger, 14 lipca 1969; Brzeziński do Kissingera, 15 lipca 1969; Kissinger do Brzezińskiego, 22 lipca 1969, folder "Kissinger, Henry 1956-1969", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[48] Notatka z rozmowy z Henrym Kissingerem, 23 maja 1970, folder "Kissinger, Henry 1970-1973", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[49] Notatka The Cambodian Crisis, 25 maja 1970, folder "Kissinger, Henry 1970-1973", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego; Zbigniew Brzezinski, Cambodia Has Undermined Our Vital Credibility, "The Washington Post", May 24, 1970, s. 35.
[50] Kissinger do Brzezińskiego, 22 czerwca 1970, folder "Kissinger, Henry 1970-1973", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[51] Zob. np.: Kissinger do Brzezińskiego, 14 listopada 1970, folder "Kissinger, Henry 1970-1973", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[52] Zbigniew Brzezinski, Half Past Nixon, "Foreign Policy", No. 3 (Summer 1971), s. 3-21. Zob. również The Balance of Power Delusion, "Foreign Policy", No. 7 (Summer 1972), s. 54-59.
[53] Zbigniew Brzezinski, The Deceptive Structure of Peace, "Foreign Policy", No. 14 (Spring 1974), s. 35-55.
[54] Zaznaczenie w oryginale.
[55] Zaznaczenie w oryginale. Poprawny tytuł artykułu Brzezińskiego, napisanego wspólnie z W. Griffithe w 1961 r. to Peaceful Engagement in Eastern Europe.
[56] Kissinger do Brzezińskiego, 23 marca 1974 r. folder "Kissinger, Henry 1974-1975, b.d.",pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[57] Brzeziński do Kissingera, 16 kwietnia 1974 r., folder "Kissinger, Henry 1974-1975, n.d.", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[58] Brzeziński do Kissingera, 12 grudnia 1974, folder "Zbigniew Brzezinski Correspondence: 12/1/74-12/31/74", pudło 33.7, Donated Historical Material, Zbigniew Brzezinski Collection (33), Trilateral Commission File, Jimmy Carter Library, Atlanta, GA.
[59] Kissinger do Brzezińskiego, 21 kwietnia 1975, folder "Kissinger, Henry 1974-1975, n.d.", pudło I.16, archiwum Brzezińskiego.
[60] Brzeziński do Cartera, 28 października 1975, folder "Internal memoranda 1975", pudło I.38, archiwum Brzezińskiego.
[61] Memorandum of Conversation, Washington, March 13, 1976, 10 a.m., Office of the Historian, Department of State, "Foreign Relations of the United States, 1969-1976", vol. 37, Energy Crisis, 1974-1980 (2012), s. 336. Dostępne na stronie: http://static.history.state.gov/frus/frus1969- 76v37/pdf/frus1969-76v37.pdf.
[62] James Reston, When Jimmy Pretends, "The New York Times", March 19, 1976, s. 32.
[63] Brzeziński do Cartera, 23 marca 1976 r, folder "Zbigniew Brzezinski chronological file: 1/1/76-4/30/76", pudło 33.6, Donated Historical Material, Zbigniew Brzezinski Collection (33), Trilateral Commission File, Jimmy Carter Library, Atlanta, GA.
[64] Zbigniew Brzezinski, Power and Principle, s. 8; wyd. pol. Cztery lata w Białym Domu..., op. cit. Informacja ta została potwierdzona przez Richarda Gardnera w książce, Mission Italy: On the Front Lines of the Cold War, Rowman and Littlefield, Lanham 2005, s. 19.
[65] Cyt. za: Zbigniew Brzezinski, ibidem, s. 502.