Zbiegli naziści. Jak hitlerowscy zbrodniarze uciekli przed sprawiedliwością - Gerald Steinacher

Kup ebooka

61.90 zł
37.14 zł (47,66 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Strona redakcyjna Przedmowa i podziękowania Epigraf Wykaz skrótów Wprowadzenie Rozdział 1. Nazistowska trasa przerzutowa przez Włochy 1. Włochy jako miejsce schronienia 2. Uchodźcy, jeńcy i zbrodniarze wojenni 3. Nielegalni imigranci Przypisy końcowe Kolofon

Lista stron

3 4 5 6 7 8 9 10 11 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 109 477 478 479 480 481 542

Punkty orientacyjne

Okładka Strona tytułowa Prawa autorskie Spis treści Epigraf Przypisy końcowe Kolofon

Przedmowa i podziękowania

Niniejsza publikacja powstała jako praca habilitacyjna przygotowana na Uniwersytecie Leopolda Franzensa w Innsbrucku w 2007 roku. Na potrzeby wydania książkowego została skrócona i poprawiona. Zgłębienie tego tematu wymagało długich okresów poszukiwań archiwalnych w Europie i w Stanach Zjednoczonych w ciągu minionych pięciu lat.

Praca ta nie mogłaby powstać bez wsparcia różnych instytucji i osób prywatnych. Przede wszystkim chciałbym podziękować Muzeum Holokaustu w Stanach Zjednoczonych, gdzie pozwolono mi pracować nad rozprawą w ramach stypendium badawczego. Mogłem prowadzić poszukiwania w archiwum muzeum, a wielu jego pracowników udzielało mi bezcennych wskazówek, w tym Peter Black, Jürgen Matthäus, Lisa Yavnai, Bruce Tapper, Suzanne Brown-Fleming, Jan Lambertz i Richard Breitman.

Otrzymałem również ważne sugestie i wsparcie od pracowników archiwów, z którymi konsultowałem się w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Na szczególne podziękowania zasłużyli: Marija Fueg z Archiwum Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie, John E. Taylor z College Park w stanie Maryland, Harald Toniatti z Archiwum Państwowego w Bolzano i Elisabeth Klamper z Centrum Dokumentacji Austriackiego Ruchu Oporu w Wiedniu. Matteo Sanfilippo okazał mi wielką pomoc w rozwiązywaniu problemów dotyczących archiwów rzymskich. Chciałbym też podziękować Johannowi Höristowi, proboszczowi Santa Maria dell'Anima, niemieckiego i austriackiego kościoła w Rzymie, za jego pomoc i wsparcie podczas poszukiwań w tamtejszym archiwum.

W ciągu kilku lat rozmowy z kolegami i przyjaciółmi motywowały mnie i inspirowały na różne sposoby. Wiele pomysłów, sugestii, pytań i kontaktów wynikło z tych spotkań. W tym momencie chciałbym wyrazić szczególne podziękowania Hansowi Heissowi, Leopoldowi Steurerowi, Stas Nikolovej, Andrei Di Michele, Horstowi Schreiberowi, Renate Telser i Christofowi Mauchowi. Zachęcali mnie do pracy nawet w trudnych chwilach, a bez pomocy i wsparcia Hansa Heissa i Leopolda Steurera niniejsza książka nie mogłaby powstać. Poprawili również kilka rozdziałów, jeśli chodzi o język, formę i treść, poświęcając na to mnóstwo cennego czasu. Chciałbym szczególnie podziękować mojemu mentorowi Rolfowi Steiningerowi z Innsbrucku, który uważnie śledził moje postępy zawodowe i akademickie. Jako szef instytutu na Uniwersytecie w Innsbrucku Rolf Steininger zawsze ściśle łączył historię regionalną ze współczesną historią powszechną: ta perspektywa wpływa na moją pracę do dziś. Podczas moich studiów w Stanach Zjednoczonych Günther Bischof z Nowego Orleanu zapoczątkował nową (i szeroką) dziedzinę współczesnych badań historycznych, które nadały mojej pracy naukowej nowy kierunek. Chciałbym podziękować Lindzie i Ericowi Christensonom za ich nieustającą gościnność w ciągu minionych kilku lat w Stanach Zjednoczonych. Carlo Gentile i Kurt Schrimm zapewnili mi wgląd w procesy hitlerowskich zbrodniarzy wojennych we Włoszech i w Niemczech w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Shraga Elam dostarczył mi wielu dodatkowych informacji na temat operacji "Bernhard". Uki Go?i i Luis Moraes z Buenos Aires wnieśli istotny wkład w moje zrozumienie współczesnej argentyńskiej polityki i historii. Historycy Wolfgang Benz, Klaus Larres, Reiner Pommerin i Anton Pelinka zgłosili cenne spostrzeżenia, które pozwoliły poprawić moją pracę habilitacyjną.

Eva Trafojer, Norbert Sparer, Christian Url, Tanja Schluchter i Thomas Pardatscher poświęcili wiele godzin na korektę poszczególnych rozdziałów niniejszej pracy, co znacznie ułatwiło mi wprowadzenie końcowych poprawek. Lou Bessette z Montrealu w Quebecu pomógł mi przetłumaczyć wstęp do wydania angielskiego; Harald Dunajtschik sporządził indeks i przedstawił wiele dodatkowych sugestii. Dziękuję Shaunowi Whiteside'owi za doskonałe tłumaczenie angielskie i Jennifer Shimek za ostateczną redakcję książki.

Mam dług wdzięczności wobec rodziny de Rachewiltzów za gościnność w zamku Brunnenburg niedaleko Merano - prawdziwym ustroniu dla myślicieli. To właśnie tam i w Ośrodku Studiów Europejskich na Uniwersytecie Harvarda powstała ostateczna wersja wydania angielskiego. Chciałbym również wyrazić podziękowania przyjaciołom i kolegom o podobnych zapatrywaniach: Georgowi Mischiemu, Pietrowi Fogalemu i Philippowi Trafoierowi, którzy cierpliwie znosili długie rozmowy na temat tej książki i poszczególnych problemów badawczych.

Rodzina i przyjaciele okazali wiele zrozumienia dla mojej pracy i nie pozwolili mi stracić styczności z życiem poza uczelnią. To im, a zwłaszcza mojemu bratu Wernerowi, dedykowana jest niniejsza książka.

G.S.

Waszyngton, Harvard / Boston i Brunnenburg pod Merano 2010

Rozdział 1 Nazistowska trasa przerzutowa przez Włochy

W styczniu 1949 roku amerykański konsulat w Bremie zameldował Departamentowi Stanu:

Mam zaszczyt zameldować, że przeprowadziłem rozmowy z kilkoma dobrze poinformowanymi osobami, które miały okazję zbadać podziemną trasę wykorzystywaną przez Niemców, zwłaszcza byłych członków Schutzstaffel (SS) i ich krewnych oraz innych politycznie podejrzanych osób, prowadzącą przez Tyrol i Włochy do Argentyny. Na podstawie tego, czego zdołałem się dowiedzieć, nie ma już żadnych wątpliwości, że istnieje dobrze zorganizowana i dobrze oznakowana trasa1.

W tej kwestii amerykańscy dyplomaci mieli całkowitą rację. Ich podstawowym źródłem informacji na temat nazistowskich tras przerzutowych do Ameryki Południowej była ważna osobistość - doktor Paul Schmidt, dawny szef wydziału prasowego w niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Schmidt opisał trasy przerzutowe z najdrobniejszymi szczegółami, ponieważ sam próbował uciec przez Bawarię, Salzburg i Tyrol do Genui we Włoszech, aby dotrzeć statkiem do Argentyny. Ale ostatecznie nie wyjechał, tylko poinformował o wszystkim władze amerykańskie. Inni, głównie naziści i esesmani zamieszani w Holokaust i zbrodnie wojenne, zdołali ujść przed sprawiedliwością, uciekając na terytoria zamorskie.

Większość uciekających za ocean byłych esesmanów i nazistów wybierała trasę przez Włochy. Istniały inne trasy przerzutowe, takie jak "szwajcarska furtka"2 czy Hiszpania, dokąd pomiędzy 1943 a 1946 rokiem zdołały uciec tysiące nazistowskich zbrodniarzy3, ale od 1946 roku niezwykle popularny stał się szlak przez Włochy. Dla wszystkich tych, którzy chcieli opuścić spustoszoną Europę i wyemigrować za ocean, najkrótsze trasy z Europy Środkowej i Wschodniej prowadziły do miast portowych, głównie do Genui i Triestu. Ponieważ Niemcy i Austria znajdowały się pod okupacją czterech mocarstw, a w Jugosławii rządzili komuniści Tity, trasa przez Włochy była krótsza i nastręczała mniej biurokratycznych przeszkód. Z tego powodu Italia szybko stała się przystanią dla strumieni uchodźców; zbrodniarzom wojennym również udawało się względnie łatwo uciec przez Włochy. A pod koniec wojny na obszarze całego kontynentu przemieszczały się setki tysięcy uciekinierów i przesiedleńców z Europy Środkowej i Wschodniej. Do dziś dnia ich los był powszechnie ignorowany; pamięć o nich najwyraźniej zatarła się w ich krajach ojczystych i tych, przez które przechodzili. Przez samą Austrię, która odzyskała niepodległość, przeszło wiosną 1945 roku półtora miliona cudzoziemców4. Ta wędrówka ludów sprawiała, że kontrola dokumentów i staranna inspekcja stawały się niemożliwe; władze włoskie też nie były szczególnie zainteresowane zatrzymaniem nieproszonych gości w swoim kraju i często ignorowały nieprawidłowości w ich papierach. W rezultacie esesmani i zbrodniarze wojenni wtapiali się w tłum uchodźców. Niebezpieczeństwo wykrycia malało z miesiąca na miesiąc. Aliancki zarząd wojskowy we Włoszech został rozwiązany dosyć wcześnie, 31 grudnia 1945 roku. Później kontrole dokumentów stały się jeszcze bardziej niedbałe. Kiedy w 1947 roku alianci podpisali z Włochami traktat pokojowy, alianckie kontrole ustały całkowicie. Władze włoskie były przeciążone i panował nieopisany bałagan, toteż zbrodniarze wojenni nie musieli się obawiać, że zostaną wykryci.

Aby zrozumieć, co się działo w tym czasie na drogach pomiędzy przełęczą Brenner, Rzymem a Genuą, trzeba zrozumieć chaos lat powojennych: miliony uchodźców były w ruchu, starając się odnaleźć swoje domy i rodziny albo rozpocząć nowe życie. Uciekającymi byli nie tylko poszukiwani naziści i zbrodniarze wojenni, lecz również ludzie wypędzeni ze wschodnich obszarów Niemiec, nazistowscy kolaboranci i antykomuniści z krajów europejskich zajętych przez Armię Czerwoną, dezerterzy, jeńcy wojenni, robotnicy przymusowi, przesiedleńcy, żołnierze i - na koniec - więźniowie ocalali z obozów zagłady i obozów koncentracyjnych. Różne organizacje żydowskiego podziemia też wykorzystywały ten chaos, aby nielegalnie przeszmuglować ocalałych z Holokaustu przez brytyjską blokadę morską do Palestyny. W tym wypadku również najdogodniejsza trasa prowadziła przez Włochy, skąd emigranci mogli kontynuować swoją ryzykowną podróż drogą morską.

Zwłaszcza Genua i Rzym były punktami kontaktowymi dla wielu uchodźców, którzy wyruszali, aby rozpocząć nowe i podobno lepsze życie za oceanem. Ogromna liczba Niemców i Austriaków, którzy wyemigrowali do Ameryki Południowej, świadczy, że Włochy stawiały przed nimi niewiele biurokratycznych przeszkód. Możliwość ucieczki przez Włochy bez większych trudności stała się niebawem powszechnie znana.

Największe przeszkody dla emigracji istniały w Europie Środkowej: wewnętrzne niemieckie granice z posterunkami kontrolnymi i Alpy, stanowiące naturalną barierę, którą należało pokonać. Ale od stuleci przecinała tę zieloną granicę trasa przemytnicza. Po dotarciu do Włoch przyszli emigranci byli zdani na własną pomysłowość: wkroczyli do tego kraju nielegalnie, z niewielką ilością pieniędzy, zwykle z byle jakimi dokumentami, bez pozwoleń na pobyt i bez znajomości języka. Zdawali sobie sprawę z ryzyka aresztowania przez karabinierów i - aby uniknąć takiego losu - zwracali się o pomoc do instytucji, którym, jak wierzyli, mogli zaufać: do Czerwonego Krzyża, Kościoła katolickiego i międzynarodowych organizacji zajmujących się uchodźcami. Te organizacje im pomagały - bez sprawdzania, kto w rzeczywistości korzysta z ich pomocy. Szybko przekształciło się to w rutynę. W taki sposób dotarły do Włoch tysiące byłych esesmanów.

1. Włochy jako miejsce schronienia

Zrozumienie procesu ucieczki nazistowskich zbrodniarzy wojennych wymaga uważniejszego przyjrzenia się ówczesnej sytuacji we Włoszech. Esesmani i nazistowscy zbrodniarze wojenni zwykle wtapiali się w tłum uchodźców. Mieszkali w tych samych obozach i kwaterach, a później odbywali taką samą podróż za ocean. Początkowo władze alianckie dzieliły uchodźców na kilka kategorii. Już na samym początku Naczelne Dowództwo Alianckich Sił Ekspedycyjnych (SHAEF) wprowadziło rozróżnienie pomiędzy terminem "uchodźcy", obejmującym na przykład cywili, którzy znaleźli się tymczasowo bez dachu nad głową w granicach własnych państw, a pojęciem "przesiedleńcy" (dipisi). Przesiedleńców definiowano jako grupy cywilów, którzy z powodu wojny znaleźli się poza granicami własnych krajów. Alianci dzielili przesiedleńców na dwie zasadnicze grupy:

przesiedleńcy Narodów Zjednoczonych, obywatele państw alianckich, jak również ci, którym można przyznać równorzędny status, tacy jak obywatele państw neutralnych;

przesiedleńcy nieprzyjacielscy lub do niedawna nieprzyjacielscy, czyli obywatele państw nieprzyjacielskich, takich jak Niemcy i Austria, jak również byłych państw nieprzyjacielskich, takich jak Włochy5.

Według szacunkowych obliczeń amerykańskich władz okupacyjnych pod koniec wojny w 1945 roku w samych Niemczech znajdowało się około sześciu i pół miliona przesiedleńców. Większość z nich stanowili dawni robotnicy przymusowi, lecz byli też wśród nich niezliczeni Niemcy, którzy znaleźli się z dala od swoich domów. W czerwcu 1945 roku w Bolzano (Bozen) alianckie Naczelne Dowództwo zorganizowało pierwszą dużą konferencję dotyczącą jeńców wojennych i przesiedleńców. Uczestnicy byli nastawieni bardzo optymistycznie, wierząc, iż zdołają znaleźć rozwiązanie tej kwestii. Ogólnie jednak musieli przyznać, że tysiące uchodźców nie mogą wrócić do swoich krajów ojczystych, a setki tysięcy są faktycznie bezpaństwowcami. W skład tej ostatniej grupy w czerwcu 1945 roku wchodzili zwłaszcza nacjonaliści serbscy, mieszkańcy polskich Kresów Wschodnich i Ukraińcy. Mieli oni zostać umieszczeni w obozach we Włoszech z własnymi świątyniami i szkołami. W przewidywalnej przyszłości ci ludzie nie mieli innego wyboru niż pozostać we włoskich obozach dla uchodźców, ponieważ "było oczywiste, że nie mają dokąd pójść"6.

Odpowiedzialność za obozy dla przesiedleńców ponosiły początkowo alianckie władze wojskowe; od 1943 roku wspierała je w tym Administracja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy (UNRRA). UNRRA, a przede wszystkim jej następczyni, Międzynarodowa Organizacja do spraw Uchodźców (IRO), były odpowiedzialne za masy przesiedleńców. Obywatele byłych państw nieprzyjacielskich (przesiedleńcy nieprzyjacielscy) nie podlegali kompetencjom UNRRA ani IRO. Do tej grupy zaliczali się wszyscy obywatele niemieccy, lecz również "etniczni Niemcy" (Volksdeutsche), przez co rozumiano ludzi mówiących po niemiecku lub członków niemieckich mniejszości narodowych, którzy nie byli obywatelami niemieckimi, austriackimi czy szwajcarskimi. Etniczni Niemcy zamieszkiwali głównie w Europie Wschodniej i Południowej (w Rumunii, Jugosławii, Polsce i Związku Radzieckim). We Włoszech za etnicznych Niemców uważano również mieszkańców Górnej Adygi. W 1945 i 1946 roku nastąpiła masowa migracja tych ludzi na zachód7. Poza etnicznymi Niemcami wypędzono również obywateli niemieckich ze Śląska i Prus Wschodnich. Wreszcie zaczęło się wysiedlanie Niemców sudeckich z Czechosłowacji; większość z nich znalazła nowy dom w Austrii8.

Za to nieniemieccy uchodźcy ze Związku Radzieckiego, Polski, Czechosłowacji, Węgier i Jugosławii mieli zostać "odesłani do domu". W drugiej połowie 1945 roku UNRRA rozpoczęła wielką operację repatriowania milionów przesiedleńców. Do początku 1946 roku trzy czwarte osób przesiedlonych w czasie wojny w Europie wróciło do swoich krajów. Ale w Europie Zachodniej wciąż przebywały setki tysięcy uchodźców, którzy nie zamierzali wracać do swoich - wówczas komunistycznych - ojczyzn. Pierwotne porozumienia zawarte przez UNRRA ze Związkiem Radzieckim przewidywały, że wszyscy byli obywatele radzieccy zostaną przekazani Moskwie - niezależnie od woli samych zainteresowanych. Ale w 1946 roku w Austrii, we Włoszech i w Niemczech nadal przebywał milion uchodźców z Europy Środkowej i Wschodniej. W czerwcu 1947 roku sześćset pięćdziesiąt tysięcy uchodźców wciąż mieszkało w obozach w trzech krajach wspieranych przez UNRRA.

Przez lata większość uchodźców wiodła nędzne życie w obozach. We wczesnych latach powojennych Półwysep Apeniński był upstrzony trzema rodzajami obozów: znajdowały się tam obozy dla jeńców wojennych, w których internowano żołnierzy państw Osi (przede wszystkim z Niemiec, Austrii i Chorwacji), dalej właściwe obozy dla uchodźców, a wreszcie obozy karne. Więźniami tych ostatnich byli niemieccy uchodźcy i dawni żołnierze państw Osi, którzy dopuścili się pospolitych przestępstw, takich jak kradzież, handel na czarnym rynku, prostytucja, lub których władze uznały za podejrzanych. Warunki w tych obozach bardzo się różniły. Niektóre z nich były dawnymi hitlerowskimi obozami przejściowymi lub faszystowskimi obozami odosobnienia, tak jak w Fossoli, Bolzano i Alatri; inne zostały zbudowane po 1945 roku specjalnie dla uchodźców, jeszcze inne zaś zakładano tymczasowo w willach, koszarach lub nawet w kinach. W 1947 roku włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oceniało, że alianci mają w swojej pieczy osiemdziesiąt tysięcy ludzi w obozach i około pięciuset tysięcy poza nimi. Wydaje się, że te liczby zostały nieco zawyżone, tak aby można się było bardziej natarczywie domagać alianckiej pomocy dla wielkiej masy uchodźców. W tym czasie władze angloamerykańskie we Włoszech naprawdę musiały się troszczyć o sześćdziesiąt tysięcy ludzi w obozach i około dwustu tysięcy ludzi potrzebujących pomocy, których umieszczono poza obozami9.

Po wojnie władze alianckie we Włoszech stopniowo wycofywały się z opieki nad uchodźcami. 31 grudnia 1945 roku rozwiązano Aliancki Zarząd Wojskowy (AMG). Na mocy traktatu pokojowego z 1947 roku Włochy przejęły odpowiedzialność za uchodźców, których postrzegały jako "wojennych rozbitków". Rząd włoski chciał mieć z nimi możliwie jak najmniej do czynienia i nie zamierzał płacić za ich utrzymanie. Alianci nie chcieli zostać ponownie obarczeni setkami tysięcy uchodźców i byli aż nadto gotowi przekazać to zadanie jakiejś organizacji międzynarodowej.

Po rozwiązaniu UNRRA w czerwcu 1947 roku rozpaczliwa sytuacja miliona uchodźców jeszcze się pogorszyła, ponieważ ich repatriacja nie była już możliwa. Ustanowienie specjalnej organizacji do spraw uchodźców uzyskało szczególne poparcie ze strony Stanów Zjednoczonych; 1 lipca 1947 roku IRO wreszcie rozpoczęła działalność10. IRO definiowała uchodźców jako osoby, które znalazły się poza krajem swojego obywatelstwa lub stałego miejsca pobytu, a przesiedleńcy byli osobami, które zostały deportowane ze swojego kraju przez państwa Osi lub państwo sprzymierzone z nimi podczas drugiej wojny światowej albo które musiały opuścić swój dom i zostały wywiezione na przymusowe roboty. Wykluczone spod opieki IRO zostały znowu osoby pochodzenia niemieckiego w sensie etnicznym (obywatele niemieccy lub przedstawiciele mniejszości niemieckich w innych krajach)11.

Nawet w momencie powoływania IRO napięcia pomiędzy Wschodem a Zachodem były wyraźnie widoczne. Ponieważ strona radziecka uważała ludzi, którzy pozostali w obozach, za "zdrajców i zbrodniarzy wojennych, nic więcej", z jej punktu widzenia problem uchodźców już nie istniał. Rosjanie oskarżali Zachód o zachęcanie do tworzenia w obozach ruchów i grup antykomunistycznych. Przedstawiciele zachodni uspokajali dyplomatów radzieckich, obiecując poprzeć repatriację uchodźców do Europy Wschodniej pod auspicjami IRO12. W pierwszych dwóch powojennych latach dziewięćdziesiąt trzy procent obywateli radzieckich zostało repatriowanych - wielu wbrew własnej woli. Wśród Polaków ten odsetek wynosił tylko sześćdziesiąt sześć procent, a do Jugosławii wróciło zaledwie czterdzieści dwa procent zbiegłych z tego kraju Słoweńców, Chorwatów i Serbów13.

W 1948 roku nowo założona IRO przejęła kontrolę nad niemal wszystkimi miejscami zakwaterowania i obozami dla uchodźców we Włoszech, zaś w gestii włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych pozostało zaledwie kilka obozów, w których przebywali głównie cudzoziemcy uznani za podejrzanych ze względów politycznych bądź kryminalnych; należały do nich obozy w: Fossoli, Fraschette, Farfa Sabina (dla kobiet), Alberobello, Lipari i Usticy14. Zgodnie z warunkami traktatu zawartego pomiędzy IRO a rządem włoskim uchodźcy mieli być odesłani do swoich krajów ojczystych albo zmuszeni do emigracji za ocean. Ale wielu uchodźców przebywało już we Włoszech od kilku lat, zadomowili się tam, znaleźli pracę i założyli rodziny. Ci uchodźcy nie mieli zamiaru po raz kolejny zmieniać miejsca pobytu, ponieważ widzieli już dla siebie i swoich rodzin lepszą przyszłość we Włoszech niż gdzie indziej. Mimo to rząd włoski starał się pozbyć uchodźców całkowicie - na ile to tylko możliwe. W niektórych wypadkach nie było to trudne, bo po kilku ciężkich latach w obozach dla uchodźców tysiące osób były gotowe opuścić Włochy. W tym samym czasie jednak przybywały do Włoch nowe transporty uchodźców. Nawet po otwarciu portów niemieckich i holenderskich Włochy pozostały najważniejszym krajem tranzytowym. IRO ewakuowała uchodźców z Niemiec i Austrii do Włoch, aby ułatwić im dalszą podróż. W teorii uchodźcy mieli przejeżdżać pociągiem przez przełęcz Brenner i niezwłocznie wsiadać na statek w Genui. Ale w rzeczywistości byli często przenoszeni z miejsca na miejsce kilka razy i tak mijały miesiące i lata. Dlatego pomiędzy 1946 a 1956 rokiem ogromna liczba ludzi we Włoszech nadal szukała pracy i zakwaterowania lub szansy na wyjazd za granicę i "włóczyła się" po kraju.

IRO, w odróżnieniu od UNRRA, działała niezależnie od wojska i dysponowała nawet własną flotyllą statków dla uchodźców. Zawierała traktaty z różnymi Kościołami i międzynarodowymi organizacjami pomocy, takimi jak Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Amerykańsko-Żydowski Połączony Komitet Rozdzielczy na przykład opłacał koszty podróży Żydom. Amerykański Kościół katolicki finansował wyjazd katolików z Europy Środkowej i Wschodniej, natomiast Kościoły ewangelickie zapewniały wsparcie finansowe swoim współwyznawcom. Logistyką jednak zajmowała się przede wszystkim IRO, która prowadziła biura emigracyjne na całym świecie, zwłaszcza w Ameryce Południowej, Kanadzie, Afryce Północnej i Europie15. Centrala IRO w Genewie była odpowiedzialna za około półtora miliona uchodźców. Największe grupy to: trzysta tysięcy Polaków[1], sto pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców państw bałtyckich, sto siedem tysięcy Ukraińców i trzydzieści tysięcy Jugosłowian. Oprócz tego ponad trzysta tysięcy uchodźców mieszkało poza obozami. Stały napływ nowych uchodźców ze Wschodu, w tym przede wszystkim Żydów i ludzi uciekających przed reżimami komunistycznymi w krajach wschodnioeuropejskich, bardzo utrudniał pracę IRO. Początkowo polityka administracyjna i procedury dotyczące tych wschodnioeuropejskich uchodźców nie były jasno sprecyzowane i dobrze zorganizowane, ale z czasem IRO znacznie rozszerzyła swoją jurysdykcję i swój mandat. Dwuznaczności i niekonsekwencje były jednak nadal na porządku dziennym. Jednocześnie uchodźcy polityczni i "dysydenci" również podlegali kompetencjom IRO, która uważała, że najlepszym rozwiązaniem jest nadal repatriacja tych ludzi do ich krajów ojczystych. Niebawem zaprzestano uciekania się do użycia siły przy repatriacji, ale planiści IRO w dalszym ciągu wywierali presję psychologiczną i doradzali uchodźcom, aby wrócili do swoich ojczyzn16.

Wkrótce jednak stało się jasne, że IRO nie ma żadnej realnej szansy na odesłanie wszystkich uchodźców z powrotem do Europy Wschodniej; tylko niewielki odsetek wrócił do swoich domów w znajdującej się pod radziecką kontrolą części Europy. Uchodźcy zatem albo pozostali w Europie Zachodniej, albo wyemigrowali do Ameryki Południowej lub Północnej, Australii bądź Nowej Zelandii. Nie wyglądało jednak na to, aby problem, co zrobić z uchodźcami, znalazł jasne rozwiązanie w przewidywalnej przyszłości; od 1949 roku poczynając, IRO przestała zwracać uwagę na nowych uchodźców stale napływających z Europy Wschodniej. Działalność IRO skoncentrowała się na osiedlaniu i integracji w nowym otoczeniu ludzi, których druga wojna światowa pozbawiła domu. W rezultacie w 1950 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych postanowiła powołać urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (UNHCR); jako stała instytucja międzynarodowa miał się on odtąd zajmować opieką nad uchodźcami na całym świecie17.

IRO była zdecydowana spełnić wszystkie oczekiwania rządu włoskiego i dlatego zachęcała uchodźców do wyjazdu za ocean. Organizacja zawarła porozumienia z kilkoma krajami, zwłaszcza w Ameryce Południowej, które były zainteresowane napływem siły roboczej z Europy. Pierwsze próby nie zakończyły się większym powodzeniem, między innymi dlatego, że południowoamerykańscy pracodawcy nie chcieli zatrudniać uchodźców z Europy Wschodniej. Istotną rolę odegrały w tym religijne i rasowe uprzedzenia wobec rzekomo "gorszych" Słowian18. Państwa południowoamerykańskie odmawiały też pozwolenia na wjazd uchodźcom żydowskim ze względu na szeroko rozpowszechniony antysemityzm. W 1947 roku na przykład brazylijski minister spraw zagranicznych poinformował IRO, że stanowczo sprzeciwi się wydawaniu wiz uchodźcom żydowskim, ponieważ Żydzi sprawiali w Brazylii problemy, osiedlali się tylko w miastach, trzymali na uboczu i zdominowali rynek nieruchomości. Co więcej, działali również aktywnie na czarnym rynku. Brazylia będzie nadal przyjmowała uchodźców, ale nie Żydów, z powodów wyżej wymienionych, oświadczył na zakończenie minister19. Tego rodzaju postawy jeszcze bardziej utrudniały pracę IRO. Od początku IRO była postrzegana jako organizacja tymczasowa i zasadniczo zakończyła swoją działalność 30 czerwca 1950 roku20. Od tej pory odpowiedzialność za uchodźców ponosiły zainteresowane państwa i nowo powołany urząd UNHCR.

2. Uchodźcy, jeńcy i zbrodniarze wojenni

Poza uchodźcami we Włoszech znalazła się również ogromna liczba niemieckich jeńców wojennych. Po zakończeniu wojny tysiące żołnierzy SS i Wehrmachtu zostało internowanych w miejscach takich jak wielki obóz jeniecki w Rimini-Bellaria. W kwietniu i na początku maja 1945 roku w północnych Włoszech złożyło broń około stu pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy i oficerów. Niemiecka kapitulacja i negocjacje dowództwa SS z amerykańskimi przedstawicielami we Włoszech stworzyły korzystny klimat dla jeńców wojennych. Już na początku lata 1945 roku niemieccy żołnierze cieszyli się pewnymi swobodami, uczestnicząc w wielu imprezach sportowych i kulturalnych, takich jak mecze piłkarskie, kursy językowe, pokazy filmów, koncerty, i mieli nawet własną szkołę wyższą. "Niemiecka Kwatera Główna Rimini-Bellaria" była w dużym stopniu niezależna, a alianci przyznali jej znaczną autonomię21. Po masowych zwolnieniach żołnierzy Wehrmachtu jesienią 1945 roku liczba jeńców spadła do dwudziestu pięciu tysięcy22. Służbę wartowniczą pełniono coraz bardziej niedbale, toteż możliwe były nawet regularne spacery po okolicy bez żadnego nadzoru. Dlatego ucieczka z obozu jenieckiego stała się bardzo łatwa.

Brytyjczycy próbowali wyłuskać zbrodniarzy wojennych z masy niemieckich jeńców i w tym celu założyli własny "ośrodek dokumentacyjny". Ale przed pójściem do niewoli wielu esesmanów uzyskało fałszywe dokumenty - głównie książeczki wojskowe Wehrmachtu - i mogło się podawać za zwykłych żołnierzy; niemieccy pomocnicy w ośrodku dokumentacyjnym również torpedowali próby zidentyfikowania zbrodniarzy wojennych23. Wśród wysokiej rangi więźniów w Rimini znalazł się na przykład Otto Baum, dowodzący 16 Dywizją Grenadierów Pancernych SS "Reichsführer SS", która dopuściła się kilku masakr ludności cywilnej we Włoszech. Inną "znakomitością" wiodącą przyjemne życie w Rimini był SS-Brigadeführer i generał major SS Desiderius Hampel, który dowodził między innymi osławioną 13 Dywizją Górską SS "Handschar". Dywizja "Handschar" została sformowana w 1943 roku z bośniackich muzułmańskich ochotników gotowych walczyć z partyzantami Tity. W obozie Rimini przebywali również generałowie Heinrich von Vietinghoff, Traugott Herr i Joachim Lemelsen.

Środki bezpieczeństwa coraz bardziej się rozluźniały i nieustannie zdarzały się ucieczki z obozów jenieckich. W maju 1947 roku rzymskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało listownie wszystkie prowincje, że włoska policja prowadzi obecnie obławy na licznych zbiegłych niemieckich jeńców wojennych, "którzy włóczą się po całych Włoszech". Zatrzymanych byłych żołnierzy Wehrmachtu dostarczono do obozu w Farfie24. Również w maju 1947 roku władze bezpieczeństwa w prowincji Bolzano zameldowały o aresztowaniu czterdziestu niemieckich jeńców wojennych, którzy uciekli z obozów w północnych Włoszech do Tyrolu Południowego. W marcu 1947 roku rzymski komendant policji przydzielił Brytyjczykom grupę sześćdziesięciu urzędników miejskich do pomocy w wielkiej obławie na niemieckich zbiegów i chorwackich faszystów. Policja przesłuchała stu pięćdziesięciu imigrantów i aresztowała dwudziestu spośród nich, ale nie uzyskała wstępu do watykańskiego Instytutu Chorwackiego w Kolegium Świętego Hieronima w Rzymie (Collegio di San Girolamo degli Illirici), gdzie podobno znalazło schronienie wielu zbrodniarzy wojennych i kolaborantów25.

Od lata 1947 roku amerykańskie Dowództwo Śródziemnomorskiego Teatru Działań Wojennych okazywało coraz mniejsze zainteresowanie jeńcami wojennymi we Włoszech. Wielki obóz w Rimini-Miramare został zlikwidowany. Niemcy, którzy uciekli z alianckich obozów jenieckich i zostali zatrzymani przez władze włoskie, mieli być internowani w obozie Compalto w pobliżu Mestre, ale Brytyjczycy "nie przejawiali już najmniejszego zainteresowania" nieniemieckimi jeńcami wojennymi26. W 1947 roku amerykański ambasador w Rzymie też dał jasno do zrozumienia, że od tej pory rząd włoski jest odpowiedzialny nie tylko za jeńców wojennych, lecz także za zbrodniarzy wojennych przebywających w tym kraju. Od tej pory Włosi mieli aresztować następujące grupy ludzi: byłych żołnierzy niemieckich sił zbrojnych, z wyłączeniem tych, którzy potrafili dowieść, że zostali wcieleni do wojska pod przymusem; tych, którzy popełnili zbrodnie wojenne lub zbrodnie przeciwko aliantom; i tych, którzy dobrowolnie współpracowali z wrogiem (kolaborantów). Na zakończenie amerykański ambasador oznajmił Włochom bez szczególnego przekonania: "Polecono mi stwierdzić, że mój rząd ma nadzieję, iż wasz rząd będzie się kierował tą samą polityką, którą prowadził w tej kwestii rząd Stanów Zjednoczonych, i że mój rząd za moim pośrednictwem poprze wasz rząd w tym względzie"27. Wreszcie, w październiku 1947 roku, amerykańskie Dowództwo Śródziemnomorskiego Teatru Działań Wojennych wydało swoją ostateczną decyzję w sprawie dalszego losu hitlerowskich zbrodniarzy wojennych i jeńców wojennych. W krótkim, beznamiętnym komunikacie orzekło, iż od tej pory Włochy powinny się zajmować tylko zbiegłymi jeńcami wojennymi, niezależnie od tego, czy są narodowości niemieckiej, czy innej. Amerykańskie dowództwo straciło wszelkie zainteresowanie tymi ludźmi28. Od 1947 roku włoska policja też nie była nadmiernie gorliwa i poszukiwanie zbrodniarzy wojennych natychmiast zeszło na dalszy plan.

Od samego początku często trudny proces rozróżniania pomiędzy jeńcami wojennymi, uchodźcami a zbrodniarzami wojennymi nastręczał władzom w różnych krajach poważnych problemów. Definicje były sporne, a poszczególne rządy i organizacje do spraw uchodźców całkowicie zdezorientowane. Ponadto narastający konflikt pomiędzy Związkiem Radzieckim a aliantami zachodnimi jeszcze bardziej utrudniał ściganie zbrodniarzy wojennych. Poza tym Rosjanie mieli całkowicie odmienne definicje i poglądy na temat uchodźców wschodnioeuropejskich niż inne państwa alianckie. Moskwa często uważała uchodźców i jeńców z Europy Wschodniej za zbrodniarzy wojennych. Za żelazną kurtyną czekały ich surowe kary. IRO też miała poważne trudności z uchodźcami wschodnioeuropejskimi.

Początkowo jednak alianci zgadzali się co do tego, jak należy traktować zbrodniarzy i kolaborantów. Jak wspomniano wcześniej, zbrodniarze wojenni i zwykli żołnierze niemieccy, podobnie jak uchodźcy, byli wyłączeni spod opieki IRO; również ci, którzy pogwałcili prawo swojego kraju, dopuszczając się zdrady lub kolaboracji, nie byli objęci opieką IRO. Ci ludzie mieli stanąć przed sądem międzynarodowym lub zostać osądzeni we własnych krajach29. "Deklaracja o odpowiedzialności hitlerowców za popełnione zbrodnie i okrucieństwa", podpisana na konferencji moskiewskiej 1 listopada 1943 roku, przewidywała ekstradycję zbrodniarzy wojennych do państw, na których terytorium dopuścili się zbrodniczych czynów. Najbardziej godną odnotowania cechą deklaracji moskiewskiej było rozróżnienie pomiędzy zbrodniarzami na mniejszą skalę, którymi miały się zająć sądy poszczególnych krajów, a "głównymi zbrodniarzami wojennymi". Najwięksi zbrodniarze mieli zostać osądzeni wspólnie przez wszystkich aliantów i po zakończeniu wojny stanęli przed trybunałem międzynarodowym w Norymberdze30. Włochy też zgodziły się na ekstradycję zbrodniarzy wojennych w swoim traktacie pokojowym z aliantami. Wszystkie osoby podejrzane były wyłączone spod jurysdykcji IRO i trafiały do obozów alianckich, a później do obozów włoskich na przesłuchanie. Wiosną 1945 roku kolaboranci zostali ekstradowani do swoich krajów - na przykład Kozacy do Związku Radzieckiego, a chorwaccy faszystowscy ustasze do Jugosławii Tity. Oznaczało to dla nich uwięzienie albo egzekucję. Dopiero od 1947 roku alianci zachodni zaczęli wstrzymywać ekstradycję osób należących do tych grup.

Związek Radziecki ustawicznie oskarżał aliantów zachodnich o zachęcanie radzieckich przesiedleńców, aby nie wracali. Co więcej, utrzymywał, że Brytyjczycy, Amerykanie i Francuzi wykorzystują dipisów militarnie i politycznie lub w charakterze siły roboczej. Strona radziecka upierała się, że uchodźcy powinni wrócić do Europy Wschodniej. Zdaniem amerykańskiej ambasady w Moskwie takie nastawienie władz radzieckich wynikało z ich polityki wewnętrznej, to jest z chęci dostania w swoje ręce wszystkich antykomunistów wywodzących się z obszarów ZSRR. Sowieci doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jak Zachód mógłby wykorzystać obecność tysięcy ludzi z Europy Wschodniej do własnych celów propagandowych. Wśród uchodźców znajdowali się tacy, którzy mogli dać naoczne świadectwo o warunkach życia i zbrodniach w stalinowskim Związku Radzieckim. Inni przesiedleńcy stanowili doskonałe źródło, z którego Zachód mógł werbować łotewskich, litewskich i ukraińskich nacjonalistów i antykomunistów. Wspierając takie ugrupowania, Amerykanie mogli starać się doprowadzić do rozpadu Związku Radzieckiego. Jednocześnie te grupy mogły odegrać znaczącą rolę we wspieraniu ruchów oporu przeciwko Związkowi Radzieckiemu. W razie wybuchu nowej wojny, jak uważali analitycy, tacy uchodźcy mogliby zapewne sformować zalążek nowego rządu. Dalej raport wewnętrzny stwierdzał, że takie grupy mogłyby współpracować z zagranicznymi służbami wywiadowczymi. Końcowa ocena amerykańskich dyplomatów brzmiała, iż przeciwko ciągłym radzieckim atakom i oskarżeniom nie poskutkują żadne argumenty. Dlatego niedwuznacznie sprzeciwiali się oni przymusowej repatriacji uchodźców z Europy Wschodniej. Wyraźnie sformułowane stanowisko amerykańskie zawierało stwierdzenie, że Stany Zjednoczone podejmują konkretne działania, "aby wspomóc i ponownie osiedlić tych nieszczęśników, tak żeby mogli żyć jako ludzie wolni"31.

Radzieckie oskarżenia, że kolaboranci są traktowani w sposób uprzywilejowany, nie były całkowicie pozbawione podstaw32; organizacje pomocy często działały jako życzliwy pośrednik w imieniu uchodźców z republik radzieckich. Nawet Kozacy, postrzegani tradycyjnie jako fanatyczni antykomuniści, mogli liczyć na pomoc ze strony Zachodu. I tak na przykład Kozacki Ruch Narodowy w Niemczech podczas Konferencji Kozackiej w Monachium w sierpniu 1948 roku podziękował IRO za pomoc w zorganizowaniu obchodów "tysięcznej rocznicy narodu kozackiego i trzydziestej rocznicy deklaracji niepodległości". W uroczystościach wzięli udział delegaci z całego świata, "z wyjątkiem Związku Radzieckiego i jego państw satelickich". Przy tej okazji Kozacy poprosili IRO, aby wypowiedziała się jasno w sprawie ich narodowości i nie klasyfikowała ich jako "Rosjan" albo "bezpaństwowców". Niegdyś Kozacy walczyli przeciwko Armii Czerwonej w mundurach Wehrmachtu; teraz prosili o podręczniki szkolne i niczego nie obawiali się bardziej niż możliwości wydania ich w ręce Stalina33.

Nie tylko IRO występowała z takimi inicjatywami, katoliccy dygnitarze w Rzymie ustawicznie interweniowali na rzecz katolickich kolaborantów i jeńców wojennych przebywających w obozach we Włoszech. Chorwaccy duchowni zwracali się do Watykanu nie tylko o pomoc w zapewnieniu lepszych warunków w obozach, lecz także o paszporty i umożliwienie internowanym możliwości emigracji do Ameryki Południowej34. Ksiądz Krunoslav Draganović, sekretarz Instytutu Chorwackiego w Akademii San Girolamo degli Illirici w Rzymie, opowiedział włoskiemu premierowi Alcidemu De Gasperiemu o sytuacji Chorwatów w obozach dla uchodźców. Draganović poskarżył się na warunki życia Chorwatów i przedstawicieli innych narodów Jugosławii w obozie Fossoli i był szczególnie rozgniewany wizytą delegacji jugosłowiańskich władz komunistycznych w Fossoli: obawiał się, że Chorwaci i inne osoby pochodzące z Jugosławii zostaną pod przymusem odesłani do swojej ojczyzny, która znalazła się pod rządami Tity. Zdaniem Draganovicia byłoby to nierozważne, ponieważ wśród stu internowanych tam Chorwatów byli tylko dwaj zbrodniarze wojenni. Resztę stanowili niewinni ludzie, którzy powinni zostać natychmiast uwolnieni35. Również Watykan zajął podobne stanowisko. We wrześniu 1947 roku papież Pius XII i podsekretarz stanu do spraw zwyczajnych Giovanni Montini naciskali na IRO, domagając się prawa pobytu dla uchodźców jugosłowiańskich, w tym chorwackich faszystów36.

Z punktu widzenia gospodarza, czyli Włoch, uchodźcy nie powinni stanowić ciężaru, nie powinni przysparzać żadnych problemów i powinni jak najszybciej wyjechać. Aby wyemigrować, uchodźcy potrzebowali uznawanych na arenie międzynarodowej dokumentów podróżnych z wizami imigracyjnymi krajów, w których zamierzali się osiedlić. W tym celu w październiku 1946 roku w Londynie dwadzieścia jeden państw podpisało "porozumienie londyńskie" dotyczące zezwoleń na podróż - tak zwanych londyńskich dokumentów podróżnych IRO. Zgodnie z porozumieniem uchodźca musiał spełnić pewne warunki, aby uzyskać dokumenty podróżne od IRO, której powierzono ich wydawanie (co oznaczało, że Niemcy byli z góry wykluczeni); kandydat musiał być bezpaństwowcem de facto albo de iure i powinien mieć legalne prawo pobytu w kraju członkowskim IRO. Formalności zajmowały mnóstwo czasu. Wiele państw południowoamerykańskich odmawiało uznania dokumentów albo stwarzało inne trudności. Nawet władze szwajcarskie (chociaż siedziba IRO mieściła się w Genewie) często kwestionowały ważność dokumentów37.

IRO założyła kilka biur, aby się uporać z wydawaniem dokumentów podróżnych. Ponieważ urzędnicy IRO zdawali sobie sprawę, że wśród uchodźców ukrywają się zbrodniarze wojenni, nazistowscy przestępcy i kolaboranci, nasilili kontrole: dokumenty w językach obcych były tłumaczone, prowadzono dochodzenia, aby ustalić tożsamość kandydatów, i pytano ich o wszelkie luki w życiorysie. Władze państwowe i lokalne również sprawdzały personalia. IRO nie zajmowała się przesłuchiwaniem ani rejestrowaniem zbrodniarzy wojennych, ale we Włoszech często współpracowała z alianckimi władzami wojskowymi i z rządem włoskim, które to robiły. Podania o dokumenty IRO musiały zostać zatwierdzone przez władze w obozie dla uchodźców albo w biurze IRO w Rzymie. Od 1950 roku zmodyfikowane dokumenty podróżne IRO były wydawane w komendach policji38. W 1946 roku władze alianckie we Włoszech przesłuchały dwadzieścia tysięcy Ukraińców i Jugosłowian, aby zidentyfikować potencjalnych zbrodniarzy wojennych i ich aresztować. Jednocześnie alianci i IRO wywierali presję na uchodźców, "aby możliwie jak najwięcej dysydentów wróciło do swoich ojczystych krajów"39. W styczniu 1947 roku utworzono specjalny brytyjski zespół, który miał się zajmować weryfikacją Ukraińców i Jugosłowian. Ta komisja, pod przewodnictwem Fitzroya Macleana, byłego szefa brytyjskiej misji wojskowej we Włoszech, prowadziła skrupulatne dochodzenia. Kolaboranci nie mogli więc czuć się bezpiecznie pod skrzydłami IRO. Organizacja ta nie była też szczególnie atrakcyjna dla byłych esesmanów i zbrodniarzy wojennych, jako że posługiwali się oni fałszywymi dokumentami, a ponadto zamierzali wyjechać za granicę40.

Zważywszy na ogromną liczbę uchodźców i przesiedleńców, władze miały trudności ze skrupulatną weryfikacją internowanych. Ucieczki z obozów, czarny rynek, prostytucja i szpiegostwo kwitły w tym półświatku. Znaczna liczba internowanych miała też ciemną przeszłość; pobieżne kontrole w obozach nie budziły większego niepokoju i właśnie dlatego władze nie przywiązywały do nich dużej wagi. Z powodu takiego nastawienia i pomimo kontroli zbrodniarze wojenni i nazistowscy kolaboranci mogli uciekać z pomocą IRO - nie było to żadną tajemnicą. W czerwcu 1947 roku na przykład wenezuelska gazeta codzienna "Ultimas Noticias" pod nagłówkiem Entran fascistas [Faszyści nadchodzą] odpowiedziała na oskarżenia w prasie francuskiej, że francuscy faszyści znajdują schronienie w Wenezueli. W Europie, stwierdzał autor artykułu, panuje powszechne przekonanie, że w Wenezueli znikają tysiącami narodowi socjaliści, falangiści z Hiszpanii i faszyści z Włoch41. W memorandum z czerwca 1947 roku przedstawiciele IRO odpowiedzieli na zarzut szmuglowania nazistów do Wenezueli. Delegat IRO w Caracas ustosunkował się bardzo szczegółowo do zarzutów w raporcie dla ambasady amerykańskiej i biura IRO w Londynie, potwierdzając, że zbrodniarze wojenni rzeczywiście uciekają do Ameryki Południowej. IRO, napisał, jest pośrednio zamieszana w ucieczkę nazistów. Jeśli to możliwe, nie należy tego rozgłaszać na cały świat. Jeśli w ogóle trzeba na to zareagować, powinno się to zrobić dyskretnie i na najwyższym możliwym szczeblu, co oznaczało rząd Stanów Zjednoczonych i rząd Wenezueli42. Ale IRO z pewnością nie była jedyną organizacją międzynarodową, od której uchodźcy mogli uzyskać dokumenty podróżne. Mieli inne możliwości: urzędy i władze, które nie prowadziły prawie żadnej weryfikacji i od których można było otrzymać dokumenty absurdalnie łatwo, a ryzyko wykrycia właściwie nie istniało. Zaliczał się do nich Międzynarodowy Czerwony Krzyż, który przejawiał większą elastyczność w swoim podejściu do uchodźców. Początkowo IRO miała się zajmować przesiedleńcami, natomiast Czerwony Krzyż jeńcami wojennymi. Ponieważ IRO zasadniczo nie zajmowała się uchodźcami niemieckimi, zaczął to robić Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. W konsekwencji od samego początku kompetencje były niejasne - w praktyce stale się na siebie nakładały. Poczynając od 1944 roku, Czerwony Krzyż zaczął wydawać dokumenty podróżne, aby zapewnić możliwość emigracji nawet uchodźcom nieuznawanym przez IRO. Jak wspomniano wyżej, IRO odmawiała uznania "etnicznych Niemców" i dysydentów politycznych za uchodźców. Tym samym miliony etnicznych Niemców wiodły nędzny żywot w obozach wraz z innymi osobami, których nie obejmowała stosowana przez IRO definicja uchodźców.

3. Nielegalni imigranci

Ogromna liczba przebywających we Włoszech uchodźców dostała się do tego kraju nielegalnie, przekraczając najpierw granice między strefami okupacyjnymi w Niemczech z ich kontrolami i restrykcjami, a później Alpy. Aby tego dokonać, mogli się uciec do procederu ustanowionego przed wiekami: przemytu. Granica pomiędzy Austrią a Włochami była ściśle strzeżona od 1918 roku, ale wciąż "przepuszczalna". Był to wypróbowany i sprawdzony system: doświadczeni górscy przewodnicy znali właściwe ścieżki i ludzi, a często mieli znajomości wśród celników i strażników granicznych. Tym razem kontrabandę stanowili ludzie.

Urzędnik amerykańskiego Departamentu Stanu w Rzymie Vincent La Vista zameldował o problemach związanych z przemytem na przełęczy Brenner:

Małe grupy [...] nadal przedostają się do Włoch nielegalnie, chociaż wygląda na to, że tą działalnością nie kieruje żadna większa organizacja. Mimo to osoby, które legalnie docierają do Austrii z bardzo różnych powodów, z powziętym z góry zamiarem przedostania się do Włoch, przekraczają granicę włosko-austriacką ze znacznym bagażem i względnie łatwo. Wydaje się, że na wspomnianej granicy działają zorganizowane bandy, które pomagają wszystkim nielegalnym emigrantom po otrzymaniu odpowiedniej sumy. Jedna z takich grup działa w rejonie Brennersee, a druga w innym punkcie za przełęczą Brenner. Druga grupa ma standardową stawkę pięciuset szylingów za osobę. Nie wszyscy jednak przechodzą przez granicę w taki sposób, ponieważ niektórym udaje się przekroczyć ją na własną rękę43.

W ekonomicznie trudnych latach powojennych wielu miejscowych czerpało spore dochody z przemytu. Szmuglowano wszystko, co można było sprzedać albo wymienić z zyskiem: sacharynę, insulinę, kokainę, kawę, tytoń, bydło, zagraniczną walutę i złoto. Przez zieloną granicę przemycano też ludzi. W powojennych Włoszech roiło się od uchodźców i uciekinierów próbujących przejść przez góry nielegalnie. Nielegalne trasy przerzutowe przez zieloną granicę były bardzo profesjonalnie zorganizowane, a przemyt ludzi przekształcił się w lukratywne przedsięwzięcie. We wrześniu 1945 roku karabinierzy nakryli taką właśnie siatkę przemytniczą we włoskim przygranicznym mieście Bolzano. Aresztowali Alfreda Paschego z Wiednia, który pracował jako kierowca dla Niemieckiego Czerwonego Krzyża i w tym charakterze często przewoził samochodem pocztę z Bolzano do Innsbrucku. To pozwalało przemytnikom uniknąć powszechnej w tym czasie cenzury korespondencji. Jego "urzędem pocztowym" była kawiarnia, a regularna, nielegalna linia komunikacyjna działała bez zakłóceń przez wiele miesięcy. Ale Pasche nie przewoził tylko poczty - przemycał również ludzi44.

Po wojnie przemytnicy na przełęczy Brenner mieli ustalone stawki. Kiedy chodziło o Żydów, zwykle czekali, aż zbierze się sześć osób, które przeprowadzali na drugą stronę za cztery tysiące szylingów łącznie. Znani naziści musieli płacić najwięcej: tysiąc szylingów od osoby. Ponieważ było bardzo niewiele telefonów, uchodźcom przekazywano umówione hasła przez kurierów i innych zaufanych ludzi45. Tajni agenci złożyli zwięzłą relację z sytuacji: "Mimo wszystkich prób kontroli ta metoda przedostania się do Włoch jest tak prosta, że sprowadza się do zwykłego przejścia przez granicę, a w razie zatrzymania i zawrócenia próbę ponawia się następnego dnia. Powtarza się to aż do skutku"46. Włoska straż graniczna była właściwie bezradna w obliczu zalewu uchodźców. Funkcjonariusze służb porządkowych wypytywali aresztowanych nielegalnych emigrantów o broń i przemycane towary. Później z reguły deportowali ich albo przenosili do obozów dla uchodźców47.

Tylko w sierpniu 1947 roku władze włoskie zatrzymały na granicy państwa 3139 nielegalnych uchodźców i odesłały ich z powrotem do Austrii48. Liczba osób, którym udało się przekroczyć nielegalnie granicę, była prawdopodobnie znacznie wyższa. Napływ nielegalnych uchodźców był też w dużym stopniu uzależniony od pory roku. Zimą i wczesną wiosną przejście przez wysokie góry wydawało się w zasadzie niemożliwe - mogło się to udać tylko w ciągu kilku miesięcy pomiędzy czerwcem a wrześniem. W 1947 roku władze włoskie zarejestrowały łącznie 8315 nielegalnych emigrantów zatrzymanych na przełęczy Brenner; stanowiło to punkt kulminacyjny fali uchodźców. W 1948 roku dokonano 6908 aresztowań, w 1949 - tylko 84049. W 1947 roku w samym tylko regionie pomiędzy Brenner, Innsbruckiem a granicą niemiecką władze austriackie aresztowały kilkuset nielegalnych imigrantów. Tego rodzaju przypadki zostały odnotowane w aktach austriackich jako "bezprawne przekroczenie granicy", "zatrzymanie" i "deportacja". Aresztowania były szczególnie częste na granicy północnej, po stronie niemieckiej. Uchodźcy musieli się najpierw nielegalnie przedostać z Niemiec do Austrii, a następnie przekroczyć granicę - znowu nielegalnie - wąskim, pięćdziesięciokilometrowym korytarzem do Włoch50. Na tym etapie ich podróży Austriacy zwykle przymykali oczy, zadowoleni, że wkrótce pozbędą się uchodźców - Austria była przepełniona uchodźcami, a sytuacja aprowizacyjna rozpaczliwa.

Niebawem Innsbruck stał się pierwszym nieformalnym punktem tranzytowym i zbornym. Z Innsbrucku prowadziło kilka tras do Włoch. Z tyrolskiego uzdrowiska alpejskiego Nauders podróżni mogli dotrzeć do Włoch przełęczą Ressia (Reschen) i dalej wzdłuż rzeki Adygi (Etsch) przez Merano (Meran) do Bolzano. Druga droga wiodła z Innsbrucku przez Brenner do Vipiteno (Sterzing) i wzdłuż Isarco (Eisack) do Bolzano. Poza szlakami przez Brenner i Reschen często używana była również trasa przez Zillertal i Ahrntal do Bolzano. Oczywiście przekroczenie granicy często odbywało się nocą i przy złej pogodzie, kiedy istniało mniejsze prawdopodobieństwo napotkania patroli straży granicznej.

Po przybyciu do Włoch uchodźcy nie mieli się czego obawiać, jeśli zachowywali się spokojnie i znaleźli odpowiednie zakwaterowanie. Nielegalne przekroczenie granicy ryzykowały zwykle tylko pojedyncze osoby albo małe grupy, które miały krewnych lub znajomych we Włoszech i mogły się spodziewać, że znajdą miejsce, gdzie będą się mogły zatrzymać. Dla rodzin z dziećmi zagrożenia były większe. Przejście przez góry wiązało się czasem ze straszliwym wysiłkiem fizycznym. Fakt, że podróż mogła nawet zagrażać życiu, potwierdzają liczne relacje prasowe o uchodźcach umierających na skutek wypadków lub z wyczerpania. Kiedy uchodźcy dotarli do Włoch, największym niebezpieczeństwem była możliwość aresztowania przez wojskowe władze amerykańskie lub włoskie, które zwykle deportowały nielegalnych imigrantów z powrotem przez granicę. Zazwyczaj następowało to bez zwracania się do sądu, chociaż zdarzały się wyjątki od tej reguły. Dlatego na przykład niektórzy uchodźcy otrzymywali wyroki do sześciu miesięcy więzienia, po czym następowała deportacja51. Amerykańskie poselstwo w Wiedniu opisało procedury i trasy ucieczkowe:

Taka osoba może uzyskać pomoc od kilku grup działających obecnie w Austrii, które pomagają jej przekroczyć granicę do Włoch nielegalnie, to znaczy od polskiej siatki przemytniczej działającej w Innsbrucku, węgierskiej siatki działającej w okolicy Klagenfurtu w Steiermark [sic!], żydowskich grup działających w rejonie Innsbrucku w Austrii. Te grupy mogą albo zaopatrzyć rzeczoną osobę w fałszywe dokumenty, albo przeprowadzić ją pieszo przez przełęcz Brenner w rejonie Geis [Gries] w Tyrolu w Austrii. We Włoszech nie ma trudności z poruszaniem się, i taka osoba może dotrzeć do Rzymu w ciągu jednego albo dwóch dni samochodem lub koleją52.

Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.

[1] Wśród Polaków, którzy wyemigrowali w tym okresie z Europy, większość stanowili byli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, w tym II Korpusu Polskiego, stacjonującego do 1947 roku we Włoszech (przyp. red.).

Wykaz skrótów

ACC Allied Control Commission - Aliancka Komisja Kontroli

ACS Archivio Centrale dello Stato - Centralne Archiwum Państwowe (Włochy)

AGIUS Assistenza Giuridica agli Stranieri - Pomoc Prawna dla Cudzoziemców (Włochy)

AMG Allied Military Government - Aliancki Zarząd Wojskowy

CAPRI Compa?ía Argentina para Proyectos y Realizaciones Industriales - Fuldner y Cía - Kompania Argentyńska dla Realizacji Projektów Przemysłowych, Fuldner i sp.

CEANA Comisión para el Esclarecimiento de las Actividades del Nazismo en la República Argentina - Komisja do spraw Zbadania Działalności Nazistowskiej w Argentynie

CIA Central Intelligence Agency - Centralna Agencja Wywiadowcza (USA)

CIC Counter Intelligence Corps - Korpus Kontrwywiadu (USA)

DAIE Delegación Argentina de Inmigración en Europa - Delegatura Imigracyjna Argentyny w Europie

DAV Deutsche Antinazistische Vereinigung - Niemiecki Związek Antynazistowski

FBI Federal Bureau of Investigation - Federalne Biuro Śledcze (USA)

Gestapo Geheime Staatspolizei - Tajna Policja Państwowa (III Rzesza)

IRO International Refugee Organization - Międzynarodowa Organizacja do spraw Uchodźców

MKCK Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża

NARA National Archives and Record Administration - Administracja Archiwów i Rejestrów Państwowych (USA)

NCWC National Catholic Welfare Conference - Krajowa Konferencja Katolickich Instytucji Dobroczynnych (USA)

NSDAP Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei - Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników (III Rzesza)

ODESSA Organisation der ehemaligen SS-Angehörigen - Organizacja Byłych Członków SS

OSS Office of Strategic Services - Biuro Służb Strategicznych (USA)

PCA Pontificia Commissione di Assistenza ai Profughi - Papieska Komisja Pomocy dla Uchodźców (Watykan)

SD Sicherheitsdienst - Służba Bezpieczeństwa (III Rzesza)

SS Die Schutzstaffel der NSDAP - Sztafety OchronneNSDAP (III Rzesza)

UNRRA United Nations Relief and Rehabilitation Administration - Administracja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy

USHMM United States Holocaust Memorial Museum - Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie

Przypisy końcowe

Wprowadzenie

1?Simon Wiesenthal, The Murderers among Us. The Simon Wiesenthal Memoirs, New York: McGraw-Hill, 1967, s. 78.

2?Jonathan Littell, Łaskawe, przeł. Magdalena Kamińska-Maurugeon, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2008.

3?Zob. przegląd najnowszej literatury na ten temat w: Matteo Sanfilippo, Ratlines and Unholy Trinities. A Review Essay on (Recent) Literature Concerning Nazi and Collaborators Smuggling Operations out of Italy, online: Unitas DSpace, 2003, http://hdl.handle.net/2067/24, dostęp: 14.03.2010.

4?Zob. Heinz Schneppen, Odessa und das Vierte Reich. Mythen der Zeitgeschichte, Berlin: Metropol, 2007. Zob. Carlos Widmann, Der Mythos Odessa. Die vermeintliche "Rattenlinie" der Nazis nach Argentinien, "Süddeutsche Zeitung", 7 maja 2007, online: http://www.sueddeutsche.de/panorama/legendenbildung-der-mythos-odessa-1.852906, dostęp: 14.01.2011.

5?Holger Meding, Flucht vor Nürnberg? Deutsche und österreichische Einwanderung in Argentinien 1945-1955, Köln: Böhlau, 1992.

Rozdział 1

1?"Subject: Recrudescence of Secret Activities of German Rightist Groups; Underground Route established by them via Tirol and Italy to Argentine, Encouragement given them by Perón Government", Maurice Altaffer, konsulat amerykański, Brema, 13 stycznia 1949, do sekretarza stanu, Waszyngton, NARA, RG 59, teczka 6744, Central Decimal File 862.20235/1-1349.

2?Zob. Luc van Dongen, Un purgatoire tr?s discret. La transition " Helvétique " d'anciens nazis, fascistes et collaborateurs apr?s 1945, Paris: Société d'histoire de la Suisse romande, 2008.

3?Zob. Michael Phayer, Pius XII, the Holocaust, and the Cold War, Bloomington: Indiana University Press, 2008, s. 177 i nn. Zob. Uki Go?i, The Real Odessa. How Perón Brought the Nazi War Criminals to Argentina, London: Granta, 2003.

4?Gabriele Stieber, Die Lösung des Flüchtlingsproblems 1945-1960, w: Österreich in den Fünfzigern, red. Thomas Albrich et al., Innsbruck: Österreichischer Studien Verlag, 1995, s. 67-93, zwłaszcza s. 68 (Innsbrucker Forschungen zur Zeitgeschichte, t. 11).

5?Zob. Klaus Eisterer, Französische Besatzungpolitik. Tirol und Vorarlberg 1945/46, Innsbruck: Haymon, 1990, s. 77 i nn. (Innsbrucker Forschungen zur Zeitgeschichte, t. 9).

6?SHAEF, Conference on Repatriation/Disposal of Prisoners of War, Surrendered Personnel, Displaced Persons, etc., held in Bozen 1945, sesja 1, 14 czerwca 1945, k. 10, National Archives of England, Wales, and the United Kingdom, WO 219/3556, 234, 237.

7?Michael R. Marrus, The Unwanted. European Refugees in the Twentieth Century, Oxford: Oxford University Press, 1985, s. 317 i nn.

8?G. Stieber, Die Lösung des Flüchtlingsproblems..., op. cit., s. 68 i n.

9?Zob. Federica Bertagna, Matteo Sanfilippo, Per una prospettiva comparata dell'emigrazione nazifascista dopo la seconda guerra mondiale, "Studi Emigrazione" / "Migration Studies", t. 41: 2004, nr 155, s. 527-553.

10?Louise W. Holborn, The International Refugee Organization. A Spezialized Agency of the United Nations. Its History and Work, 1946-1952, London: Oxford University Press, 1956, s. 9.

11?G. Stieber, Die Lösung des Flüchtlingsproblems..., op. cit., s. 69. Było jednak wiele wyjątków: w 1947 roku dwieście tysięcy etnicznych Niemców przebywających w Austrii podało Austrię jako swój kraj ojczysty i zostało objętych programem emigracyjnym IRO. Zob. L.W. Holborn, The International Refugee Organization, op. cit., s. 211.

12?Arthur Rucker, The Work of the International Refugee Organization, "International Affairs", Royal Institute of International Affairs, t. 25: 1949, nr 1, s. 66-73.

13?Sytuacja przesiedleńców w Austrii, podsumowanie UNRRA, 31 lipca 1946, National Archives of England, Wales, and the United Kingdom, FO 1020/2491.

14?Zob. F. Bertagna, M. Sanfilippo, Per una prospettiva..., op. cit., s. 527-553.

15?"Profughi stranieri in Italia, Migrazione dall'Europa", oprac. IRO, Archivio Centrale dello Stato, Rzym, ACS, PCM, 1948-1950, zespół 4028.

16?"Extension of activities of the Intergovernmental Committee on Refugees", 30 lipca 1946, podpisał Herbert Emerson, USHMM, RG 43.048 M, IRO, karton 62, rolka 5.

17?M.R. Marrus, The Unwanted, op. cit., s. 340 i nn.

18?Ibidem.

19?List z biura IRO w Rio de Janeiro do siedziby IRO w Genewie, 17 czerwca 1947, USHMM, RG 43.048 M, IRO, karton 566, rolka 3.

20?Broszura "IRO Refugee Problem in Italy", ok. 1947, MKCK Genewa, Archives Générales, G. 68, Titres de voyage, zespół 954, Włochy 1944-1948, teczka "Mission de M. Gallopin en Italie".

21?Alessandro Agnoletti, Enklave Rimini-Bellaria. Storia e storie di 150.000 prigionieri nei campi di concentramento alleati sulla costa romagnola (1945-1947), Rimini: Guaraldi, 1999, s. 55 i nn. Die deutsche SEP-Enklave Rimini 1945/46. Ein Überblick, red. Deutsches Hauptquartier, Rimini-Miramare: Dt. Hauptquartier, 1946, s. 3.

22?Giovanna Padovani, Epilogo di guerra per la Wehrmacht in Italia. Dalla resa nella montagna veneta all "Enklave" di Rimini-Bellaria, w: Montagne e veneti nel secondo dopoguerra, red. Ferruccio Vendramini, Verona: Bertani, 1988, s. 217-237, zwłaszcza s. 233.

23?A. Agnoletti, Enklave Rimini-Bellaria, op. cit., s. 64 i nn.

24?Memoriał włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Direzione Generale P. S. dla prefektów i in. [1947], ACS, Int. P. S. Aff. Gen. A5G5, "Prigionieri di Guerra 1943-1949", katalog 1, teczka "Riconsegna Autorita Alleate".

25?ACS, Ministero Interno, Direzione Generale P. S., Div. AGR, A5G, 1944-1948, Wolne Włochy, zespół 7, teczka 21.

26?Raport prefekta Forl? dla Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, 14 lipca 1947, ACS, Int. P. S. Aff. Gen. A5G5, "Prigionieri di Guerra 1943-1949", katalog 1, teczka "Riconsegna Autorita Alleate".

27?Ambasador amerykański Dunn w Rzymie do włoskiego ministra spraw wewnętrznych Carla Sforzy, 25 lipca 1947, NARA, RG 319, poz. 134B, zespół 173, G-2 wywiad, akta personalne, teczka "Ante Pavelić".

28?Śródziemnomorski Teatr Działań Wojennych, Armia Stanów Zjednoczonych do włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, podpisał U. G. Fetterman, major, zastępca adiutanta generalnego, 10 października 1947, ACS, Int. P. S. Aff. Gen. A5G5, "Prigionieri di Guerra 1943-1949", katalog 1, teczka "Riconsegna Autorita Alleate".

29?L.W. Holborn, International Refugee Organization, op. cit., zob. "Constitution of the International Refugee Organisation", s. 575-589, zwłaszcza s. 586 i n., "osoby, które nie będą przedmiotem zainteresowania organizacji".

30?Zob. Arieh J. Kochavi, Prelude to Nuremberg. Allied War Crimes Policy and the Question of Punishment, Chapel Hill: University of North Carolina Press, 1998, s. 57. Zob. M. Phayer, Pius XII..., op. cit., s. 151, 267, 268. Zob. Claudia Kuretsidis-Haider, Die von der Moskauer Konferenz der Alliierten vom 1. November 1943 verabschiedete Erklärung über die Verantwortlichkeit der Hitleranhänger für begangene Gräueltaten, online: Alfred Klahr Gesselschaft. Verein zur Erforschung der Geschichte der Arbeiterbewegung, 25 października 2003, http://www.klahrgesselschaft.at/Referate/Kuretsidis_2003.html, dostęp: 28.01.2009.

31?Ambasada amerykańska w Moskwie do Departamentu Stanu, Waszyngton, i ambasad w Wiedniu, Berlinie i Rzymie, podpisał Durbrow, 12 czerwca 1947 (TAJNE), NARA, RG 84, ambasada w Rzymie, zespół 20, katalog 848, "Displaced Persons".

32?Memoriał naczelnego dowódcy alianckiego, Śródziemnomorski Teatr Działań Wojennych, podpisał A.L. Hamblen, pułkownik, zastępca szefa sztabu, G5, do włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Rzymie, 3 maja 1947, ACS, Int. P. S. Aff. Gen. A5G5, "Prigionieri di Guerra 1943-1949", katalog 1, teczka "Riconsegna Autorita Alleate".

33?Kosakische Völkische Bewegung in Deutschland do dyrektora IRO w strefie amerykańskiej w Niemczech, 27 sierpnia 1948, USHMM, RG 34.048 M, IRO, karton 824, rolka 5.

34?Franco Cantoni, Fattaccio a Fossoli provocato e voluto ma non accaduto, "L'Unita", 4 lutego 1947. Zob. też ACS, Istruzioni, podkatalog 77, teczka 69, podkatalog 41, dodatek 3, "Visite al campo e relazioni".

35?ACS, Istruzioni, zespół 78, teczka 69, nr 70, Stranieri Internati, podkatalog 41, M. Centro raccolta Fossoli di Carpi, dodatek 16, "Assistenza religiosa".

36?Centrala IRO, Komisja Przygotowawcza, w Genewie do ambasadora amerykańskiego w Rzymie Jamesa C. Dunna, 10 września 1947 (ŚCIŚLE POUFNE), NARA, RG 84, Włochy, ambasada amerykańska w Rzymie, tajne akta ogólne, 1947, zespół 20.

37?L.W. Holborn, International Refugee Organization, op. cit., s. 324.

38?ACS, Ministero dell'Interno, Direzione Generale Pubblica Sicurezza, Divisione Affari Generali e Riservati, Cat. A 16, Stranieri e Ebrei stranieri, Affari Generali, 1930-1956, katalog 39: "IRO: tessera di riconoscimento per profughi".

39?L.W. Holborn, International Refugee Organization, op. cit., s. 208.

40?Ibidem.

41?"Ultimas Noticias", 13 czerwca 1947, USHMM, RG 43.048 M, IRO, karton 566 IRO, rolka 3.

42?Specjalny komisarz Międzyrządowej Komisji ds. Uchodźców Vincent Meyer, gen. bryg. Armii Stanów Zjednoczonych, w st. spocz., 15 czerwca 1947, USHMM, RG 43.048 M, IRO, karton 566 IRO, rolka 3.

43?Vincent La Vista do Herberta J. Cummingsa, 15 maja 1947 (ŚCIŚLE TAJNE), NARA, RG 84, Austria, Doradca Polityczny, Akta Ogólne 1945-1955, poz. 2057, zespół 2, dodatek D, k. 2.

44?Italia-Austria senza passaporto. Traffico clandestino di corrispondenza e di valuta estera scoperto dall'arma di carabinieri, "Alto Adige", 23 września 1945, s. 2.

45?Ustalenia Clausa Larassa dla magazynu "Bunte" 1985, MS, notatki, kopia w posiadaniu autora.

46?Vincent La Vista do Herberta J. Cummingsa, 15 maja 1947 (ŚCIŚLE TAJNE), NARA, RG 84, Austria, Doradca Polityczny, Akta Ogólne 1945-1955, poz. 2057, zespół 2, dodatek D, k. 8.

47?Ufficio di P. S. di confine Brennero, Oggetto: Fermo Stranieri, Brennero, 3 lutego 1946, Staatsarchiv Bozen, Fondo Questura, katalog "Soggiorno stranieri", 1946.

48?Miesięczny raport departamentu Policji Państwowej w Bolzano za sierpień 1947 roku, 1 września 1947, Archiv des Regierungskommissariats für die Provinz Bozen, Monatsberichte der Quästur Bozen 1947.

49?Podsumowanie miesięcznych raportów departamentu Policji Państwowej w Bolzano za 1947, 1948 i 1949 rok, Archiv des Regierungskommissariats für die Provinz Bozen, Kabinett.

50?Zob. TLA, Repertorium Bezirkhauptmannschaft Innsbruck-Land, Abt. II. 1947, RZ 23.

51?Zob. Stefan Lechner, Rückoption und Rücksiedlung nach Südtirol, w: Die Option. Südtirol zwischen Faschismus und Nationalsozialismus, red. Klaus Eisterer, Rolf Steininger, Innsbruck: Haymon, 1989, s. 359 i nn. (Innsbrucker Forschungen zur Zeitgeschichte, t. 5).

52?"Subject: Indiscriminate Issuing and Use of Identity Documents of the International Red Cross", amerykański konsul generalny Laurence G. Frank w Wiedniu do amerykańskiego sekretarza stanu, 20 stycznia 1947 (ŚCIŚLE TAJNE), i załącznik "Summary of Information", 16 grudnia 1946, NARA, RG 84, Austria, Doradca Polityczny, Akta Ogólne 1945-1955, poz. 2057, zespół 2.

Wprowadzenie

W 1967 roku Szymon Wiesenthal, nazywany "łowcą nazistów", napisał w książce The Murderers among Us [Mordercy są wśród nas]:

Pod koniec 1947 roku zacząłem szukać tras ucieczek ważnych zaginionych nazistów, którzy figurują na listach poszukiwanych kilku krajów. Wiedziałem, że z końcem wojny wszyscy znaczniejsi dowódcy SS i funkcjonariusze Gestapo otrzymali z RSHA [Reichssicherheitshauptamt, Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy] fałszywe dokumenty na nowe nazwiska. Ale byłem mniej zainteresowany nazwiskami niż trasami. Trzeba było ustalić, dokąd wyjechali i w jaki sposób, kto im pomagał i kto za wszystko zapłacił1.

Wiesenthal nawiązywał wówczas do poważnej luki w badaniu okoliczności ucieczki funkcjonariuszy SS i zbrodniarzy wojennych za ocean - luki, której jemu nie udało się wypełnić i która nadal, kilkadziesiąt lat później, nie została jeszcze wypełniona. Niniejsza książka odtwarza ucieczki i trasy przerzutowe hitlerowskich zbrodniarzy po 1945 roku.

Nazizm i druga wojna światowa z jej masowymi zbrodniami i ludobójstwami wywarły ogromny wpływ na historię XX stulecia. W rezultacie studia nad nazizmem zyskały w ostatnich kilku dekadach wielką popularność. Liczba książek, artykułów, tekstów internetowych, filmów fabularnych i dokumentalnych na ten temat jest ogromna. Szczególnie istotne stały się obecnie badania nad zbrodniarzami hitlerowskimi, a centralne miejsce zajmują w nich sytuacja społeczna, motywy i działania planistów, wykonawców i uczestników ludobójstwa, jak na przykład w głośnej ostatnio powieści Jonathana Littella pod tytułem Łaskawe2.

Ale ucieczka zbrodniarzy wojennych i członków SS jest na ogół pomijana. Dopiero w ostatnich kilku latach temat ten przyciągał coraz większą uwagę, natomiast po zakończeniu drugiej wojny światowej liczni hitlerowscy zbrodniarze wojenni i naziści uniknęli kary, uciekając za ocean. Okoliczności, które im to umożliwiły, i trasy, którymi podążali, jak również kwestia, kto pomagał zbrodniarzom wojennym, nie były przedmiotem wnikliwego dochodzenia3.

Przez całe dziesięciolecia funkcjonowały przemawiające do wyobraźni i jednocześnie uderzająco nierealistyczne wizje rzekomo potężnych tajnych organizacji takich jak ODESSA (Organisation der ehemaligen SS-Angehörigen, Organizacja Byłych Członków SS). Mit ODESSY, oparty na twierdzeniach Szymona Wiesenthala, stał się ucieleśnieniem spiskowej teorii potajemnego przetrwania nazistowskiej elity. Najbardziej znanym wyrazem takich idei jest napisana w 1972 roku powieść Fredericka Forsytha Akta Odessy, historia ściśle powiązanej grupy byłych esesmanów, którzy utworzyli tajną "organizację Odessa". Zarówno powieść, jak i zrealizowany na jej podstawie film cieszyły się ogromną popularnością na całym świecie. Istnienie tej żywo nakreślonej konspiracyjnej grupy - która rzekomo miała do swojej dyspozycji znaczne środki finansowe i otaczała troskliwą opieką swoich członków, wynosząc ich na bardzo wysokie stanowiska w powojennym świecie - zostało z czasem uznane za fakt. ODESSA stała się znana jako największa tajna organizacja wszech czasów, potężne bractwo SS działające na skalę globalną za prawie nieprzeniknioną zasłoną tajemnicy. Surowa dyscyplina i autokratyczna struktura miały rzekomo sprawić, że jej członkowie byli gotowi odrodzić nazizm, uderzyć ponownie i narzucić światu brutalną antyutopię. Ale taki obraz nazistowskich zbiegów i tras ich ucieczki bardzo odbiegał od obiektywnej prawdy.

W 1946 i 1947 roku tajemnicza ODESSA naprawdę przyciągnęła znaczną uwagę służb takich jak amerykański Korpus Kontrwywiadu (CIC). Mimo wytrwałych poszukiwań agenci CIC nie zdołali jednak odkryć żadnych niezbitych faktów dotyczących okoliczności powstania, struktury czy konkretnych działań wyimaginowanej grupy. Zaczęli nawet podejrzewać, że niektóre drobne i mało znaczące kręgi esesmanów, czerpiąc zadowolenie z pogłosek, przyjęły nazwę ODESSA, aby stworzyć atmosferę tajemnicy wokół swojego bractwa. Większość informacji na temat ODESSY, które docierały do CIC, była bardzo mglista, a ich pochodzenie nie całkiem wiarygodne, ponieważ opierały się raczej na plotkach niż na faktach. Mimo to Amerykanie, przynajmniej początkowo, zdawali się wierzyć, że nazistowskie podziemie cieszyło się po wojnie długim życiem, i zawzięcie wypatrywali wszelkich najdrobniejszych zdarzeń i oznak, które potwierdzały tę obawę.

Ten zimnowojenny klimat nieufności dał początek uporczywemu mitowi, osadzonemu podobno w scenerii hotelu pod nazwą Maison Rouge, który do dzisiaj stoi w Strasburgu. Autorzy powieści sensacyjnych i dziennikarze prasy popularnej nadal przywołują fascynującą historię tajnej konferencji, która jakoby miała się tam odbyć 10 sierpnia 1944 roku. W jej trakcie osoby kierujące gospodarką Trzeciej Rzeszy wraz z wyższymi funkcjonariuszami SS miały opracować plan ocalenia nazizmu. Wielu ludzi, w tym takie autorytety jak Szymon Wiesenthal, wierzyło, że uczestnicy tamtego spotkania postanowili przelać potajemnie za granicę kilka miliardów marek "na pokrycie kosztów największej podziemnej organizacji w historii świata". Wiesenthal obwieścił z przekonaniem, że wśród uczestników konferencji znalazł się baron węglowy Emil Kirdorf oraz magnaci stalowi Fritz Thyssen i Gustav Krupp, wszyscy czerpiący korzyści z przymusowej siły roboczej z obozów koncentracyjnych. Do dziś nie znaleziono ani cienia dowodu na poparcie tej niewiarygodnej historii o spotkaniu na wysokim szczeblu w celu zaplanowania narodzin Czwartej Rzeszy. W rzeczywistości Kirdorf zmarł w 1938 roku, Krupp ustąpił ze stanowiska w 1943 roku, a Thyssen był wówczas więźniem obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen4.

Za życia Wiesenthal wielokrotnie powracał do tematu ODESSY, najwyraźniej zafascynowany wiarygodnym symbolem, który współgrał z trudnościami, jakie napotykano w procesie powojennych rozliczeń z nazizmem. Legendarne spotkanie w Strasburgu i jego rzekoma rola w położeniu podwalin pod ODESSĘ zostały opisane przez niego w książce The Murderers among Us. Wiesenthal utrzymywał, że dowiedział się o organizacji w 1950 roku od "Hansa", dobrze poinformowanego byłego funkcjonariusza niemieckiego wywiadu: kolejne przystanki-kryjówki na trasie ucieczki nazistów miały być urządzone mniej więcej co czterdzieści kilometrów w miejscach takich jak klasztory; ostatni etap miał obejmować wypłynięcie z portu w Genui do Argentyny generała Peróna.

Docelowo wiedeński łowca nazistów posłużył się wizerunkiem tej organizacji, aby wyjaśnić wszystkie rzeczywiste i domniemane ucieczki, zarówno głośnych zbrodniarzy, jak i "szeregowych żołnierzy" w nazistowskiej maszynerii ludobójstwa i zniszczenia. ODESSA pozwalała w prosty sposób wytłumaczyć złożone i niejasne zjawisko nazistowskiego exodusu. Niezmordowany w swojej pogoni za zbrodniarzami i sprawiedliwością, Wiesenthal znalazł użyteczny symbol, aby podtrzymywać niepokój i oburzenie opinii publicznej przebiegłością byłych esesmanów i bezkarnością ich działań.

Historie poszczególnych ucieczek, na przykład Adolfa Eichmanna, zostały już wielokrotnie opowiedziane, zarazem jednak kwestia zbiegłych nazistów nie była szczególnie wnikliwie badana, a przez dłuższy czas współcześni historycy okazywali bardzo niewielkie zainteresowanie tym tematem. Holger Meding, specjalista od Ameryki Łacińskiej na Uniwersytecie w Kolonii, podał trzy powody tak długiego braku zainteresowania badaczy: archiwa, które do niedawna były niedostępne, nonszalanckie traktowanie tematu ucieczek (a nawet ich wymyślanie) przez dziennikarzy oraz sensacyjne podejście do wymyślonych lub prawdziwych przypadków indywidualnych, na przykład Josefa Mengelego, Adolfa Eichmanna i Martina Bormanna, które odstraszało zawodowych historyków5.

Zmieniające się okoliczności zachęciły do podjęcia na nowo tematu pomocy dla uciekających nazistów, esesmanów i kolaborantów. Nowa sytuacja polityczna, znajdująca swoje odzwierciedlenie między innymi w otwarciu archiwów i swobodzie badania przeszłości, przyczyniła się znacząco do polepszenia stanu badań naukowych i wzrostu zainteresowania opinii publicznej. Wraz z końcem zimnej wojny wzrosła też wola polityczna do zajmowania się tym tematem; tarcza, która osłaniała żyjących jeszcze i ukrywających się funkcjonariuszy SS oraz zbrodniarzy wojennych, przestała istnieć. Po upadku muru berlińskiego w 1989 roku i zakończeniu zimnej wojny wiele międzynarodowych archiwów zostało otwartych, władze sądownicze wznowiły dochodzenia, a kilka rządów powołało komisje z udziałem historyków do zbadania ucieczek nazistów w latach powojennych.

W ostatnim czasie historycy wykazali, że wszechpotężna, mityczna organizacja o nazwie ODESSA nigdy nie istniała. Z ich badań wynika również niezwykle jasno, iż proste, jednoprzyczynowe modele niewystarczająco wyjaśniają skomplikowane układy, które ułatwiały nazistom ucieczkę. Byli naziści i esesmani niewątpliwie utrzymywali kontakty i tworzyli grupy wsparcia umożliwiające im ucieczkę z Niemiec. Te luźne powiązania stawały się stopniowo bardziej konkretne w 1946 roku i później i często tworzyły je niewielkie grupki ludzi, którzy razem walczyli na froncie. Na przykład siatka utrzymywana przez byłych członków Waffen-SS pokazuje, w jaki sposób więzi zadzierzgnięte na polu walki i w jednostkach frontowych pozwalały później rozpoczynać i wspierać powojenne kariery. Ci ludzie często pomagali sobie nawzajem nie tylko uciec z Europy, lecz także zapuścić korzenie w nowych krajach osiedlenia.

Większość przedstawionych tutaj ustaleń dotyczy Włoch, ponieważ ten kraj miał się stać najważniejszą autostradą dla zbrodniarzy wojennych (Reichsautobahn für Kriegsverbrecher) w drodze do bezpiecznego schronienia za oceanem. Oczywiście nastąpiło to z czasem, kiedy już zaistniały sprzyjające okoliczności. Aliancka wojskowa okupacja Włoch zakończyła się dopiero w grudniu 1945 roku, a wcześniej odstraszała uchodźców od korzystania z tej drogi. Ale przeprowadzona w niniejszej książce analiza wykazuje, że trasa przerzutowa przez Włochy zaczęła funkcjonować w 1946 roku i że większość uciekających z Europy nazistów przechodziła przez włoskie porty w swojej podróży za granicę. Znaczącej pomocy udzielała uciekinierom niemieckojęzyczna ludność Górnej Adygi (Tyrolu Południowego), regionu nadgranicznego poddawanego za rządów Benita Mussoliniego intensywnej italianizacji. Ludność, której często nie pozwalano się posługiwać językiem niemieckim ani nawiązywać do tyrolskiej kultury, utrzymywała silne więzi z niemieckim nacjonalizmem, chociaż Hitler nie chciał bronić jej sprawy przed Mussolinim. Pod koniec 1945 roku Tyrol Południowy stał się również pierwszym niemieckojęzycznym regionem na trasie ucieczkowej uwolnionym od kontroli alianckich władz wojskowych.

Książka wyjaśnia, jak ten splot okoliczności ułatwił powstanie "luku ratunkowego" (Nazi-Schlupfloch) w dogodnie położonym regionie Tyrolu Południowego. Byli naziści i funkcjonariusze SS uciekający z Niemiec lub Europy Wschodniej do Włoch przekraczali leżące pośrodku terytorium austriackie. Mogli być przeprowadzani przez przełęcz Brenner tradycyjnymi trasami przemytniczymi, co wiązało się ze znacznie mniejszym ryzykiem niż podróż przez silnie strzeżone szlaki północne, takie jak porty w Rotterdamie czy Hamburgu. Niektórzy przemytnicy nie wprowadzali żadnych rozróżnień: poza emigrantami niemieckimi, których celem była Ameryka Południowa, z ich usług korzystali często Żydzi, którzy wyjeżdżali nielegalnie z Europy, aby osiedlić się w Palestynie. W makabryczny sposób ścieżki uciekających hitlerowskich zbrodniarzy często krzyżowały się ze ścieżkami ich ofiar na trasach przerzutowych przez Alpy. Tyrol Południowy stał się naturalnym ośrodkiem dla esesmanów i przedstawicieli kręgów biznesowych, aby się ponownie zjednoczyć i nawiązać kontakty pomiędzy Niemcami, Włochami, Hiszpanią i Argentyną - kontakty, które umożliwiały im ucieczkę. Zbiegowie byli często tak gościnnie przyjmowani w tym rejonie nadgranicznym, że niektórzy pozostawali tam przez całe miesiące, a nawet lata, pracując w tamtejszych gospodarstwach rolnych lub żyjąc za pożyczone pieniądze, aby zebrać fundusze na wizy emigracyjne i opłaty za przejazd. Grupy pomocy w Tyrolu Południowym były najwyraźniej dobrze zorganizowane i mogły zaopatrywać uciekających zbrodniarzy wojennych i funkcjonariuszy SS w niezbędne rzeczy, w tym w nowe dokumenty wystawione na fałszywe nazwiska.

Oprócz tego książka podejmuje temat działań Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK). Ta organizacja czerpała wpływy i znaczenie przede wszystkim ze swojej postawy moralnej jako neutralnego humanitarnego mediatora. Pytanie, czy taka postawa była możliwa do utrzymania w świecie zdominowanym przez Realpolitik, pojawia się w tym opracowaniu często. Doskonale wiadomo, że MKCK nie zaprotestował przeciwko Holokaustowi, chociaż posiadał jasne informacje, co się dzieje z europejskimi Żydami. Organizacja najwyraźniej podjęła taktyczną decyzję, żeby nie protestować, w obawie, iż mogłoby to zagrozić jej zdolności do prowadzenia działalności humanitarnej w okupowanej Europie. Tym samym autorytet moralny ustąpił przed względami praktycznymi. Ale jak zareagował komitet, kiedy naziści i zbrodniarze wojenni zaczęli korzystać z usług Czerwonego Krzyża, aby uniknąć alianckiej sprawiedliwości? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należało się zapoznać z przebiegiem dyskusji, która toczyła się w związku z tym dylematem w siedzibie MKCK w Genewie. Historyk Jean-Claude Favez i inni badacze ujawnili już rolę organizacji podczas drugiej wojny światowej, zwłaszcza wykazywaną aż do 1945 roku niechęć MKCK do potępienia masowego mordowania Żydów. Ale historia MKCK we wczesnych latach powojennych nie została jeszcze napisana, a niniejsza książka jest pierwszą poważną próbą wypełnienia tej luki.

MKCK, chociaż nigdy nie był chętnym partnerem nazistowskich zbiegów, najwyraźniej podawał im pomocną dłoń. Wśród przesiedleńców (dipisów) ukrywali się tacy dobrze znani zbrodniarze jak Adolf Eichmann, Josef Mengele i Franz Stangl, którzy posłużyli się dokumentami podróżnymi wystawionymi przez MKCK, aby uciec za granicę. W ten sposób splamione życiorysy przekształcały się w nieskazitelne dowody tożsamości. Chociaż MKCK dysponował wiedzą, że są one wykorzystywane do takich celów, i publicznie okazał skruchę, jego działania wykraczały daleko poza udzielanie pomocy pojedynczym osobom. Niniejsza książka dostarcza dowodu, iż dokumenty podróżne wydawane przez komitet pozwoliły tysiącom nazistów, zbrodniarzy wojennych i kolaborantów z całej Europy wymknąć się z rąk sprawiedliwości i znaleźć schronienie w Ameryce Północnej i Południowej, w Hiszpanii i na Bliskim Wschodzie. Do połowy 1951 roku Czerwony Krzyż wystawił co najmniej sto dwadzieścia tysięcy dokumentów podróżnych w ramach czegoś, co należy uznać za niezwykle wątpliwą operację. Procedura weryfikacyjna stosowana przy wydawaniu dokumentów mogła być trochę niedbała, a nawet całkowicie nieodpowiednia, ale organizacja funkcjonowała zdumiewająco sprawnie, zważywszy na liczbę uchodźców, którzy zgłaszali się do jej przedstawicieli.

Książka relacjonuje udział MKCK w operacji ratunkowej zorganizowanej przez nazistów i ujawnia, co przywódcy Czerwonego Krzyża rzeczywiście wiedzieli na ten temat. Ustala ponad wszelką wątpliwość, że Paul Ruegger, ówczesny przewodniczący MKCK, był świadom, iż dokumenty podróżne Czerwonego Krzyża nie zawsze trafiają we właściwe ręce, lecz mimo to nie interweniował. Znów należy zadać pytanie o brak odpowiednich działań ze strony MKCK: dlaczego komitet nie zareagował szybko i skutecznie, kiedy wyszły na jaw ogromne rozmiary skandalu z dokumentami podróżnymi? Raz jeszcze zadziałały tutaj względy praktyczne. MKCK najwyraźniej traktował przypadki związane ze skandalem jak kilka "zepsutych jabłek" w ogromnej masie przesiedleńców i nie chciał, żeby ta afera zagroziła całemu programowi pomocy dla uchodźców. Ilekroć pojawiała się ta kwestia, przedstawiciele Czerwonego Krzyża pospiesznie zapewniali, że za wyłuskiwanie podejrzanych przypadków w ostatecznym rozrachunku odpowiedzialni byli alianci i Watykan. Niniejsza publikacja opisuje ten proces przerzucania odpowiedzialności.

Książka bada również, w jakim stopniu przeszłość i przekonania polityczne niektórych członków MKCK odegrały rolę w tym procesie uchylania się od odpowiedzialności i zaniechania odpowiedniej weryfikacji danych osób ubiegających się o wydanie nowych dokumentów tożsamości. Wiadomo, że przewodniczący Carl Jacob Burckhardt okazywał sympatie proniemieckie i był co najmniej ukrytym antysemitą. Czy miało to konkretny wpływ na udział Czerwonego Krzyża w udzielaniu pomocy uciekającym nazistom? Ta kwestia pozostanie otwarta, dopóki nie zbada się wnikliwiej życiorysów i decyzji podejmowanych przez członków MKCK. Z książki wynika jednak jasno, że na decydentów w obrębie MKCK wpływały silne przekonania antykomunistyczne i obawy przed komunizmem. Można powiedzieć, że organizacja nigdy nie zachowywała ścisłej neutralności i od czasu do czasu pozwalała się wykorzystywać jako broń we wczesnym okresie zimnej wojny. Potwierdza to szczegółowa analiza sylwetek przedstawicieli Czerwonego Krzyża we Włoszech zaraz po wojnie i decyzji podejmowanych w jego siedzibie w Genewie w związku z pomocą dla przesiedleńców.

Książka dokumentuje bliską współpracę pomiędzy MKCK a watykańskimi agencjami pomocy dla uchodźców we Włoszech. Postawa Watykanu i papieża Piusa XII w okresie nazistowskim była przedmiotem długotrwałej debaty historycznej, zwłaszcza milczenie Stolicy Apostolskiej na temat Holokaustu, kiedy dokonywała się zagłada Żydów. Podobnie jak w przypadku MKCK konflikt Watykanu pomiędzy standardami moralnymi a Realpolitik staje się z perspektywy oczywisty. Wielu przywódców Kościoła katolickiego - czasem świadomie, czasem mimowolnie - również angażowało się w ułatwianie ucieczki nazistom. Nadrzędnym motywem była dla kleru chęć walki z "bezbożnym komunizmem". Korespondencja pomiędzy biskupami w Stanach Zjednoczonych i w Watykanie ujawnia, że strach przed komunistycznym przewrotem we Włoszech był wówczas ogromny i wynikał po części z tego, iż Włochy miały najsilniejszą partię komunistyczną w powojennej Europie Zachodniej. Szczególnie interesująca w tym kontekście politycznym jest rola Papieskiej Komisji Pomocy dla Uchodźców, ważnej organizacji charytatywnej pod nadzorem sekretarza stanu Giovanniego Montiniego (późniejszego papieża Pawła VI). Komisja (wspierana przez amerykański Kościół katolicki) zajmowała istotne miejsce w ogólnej strategii zwalczania komunizmu na początku zimnej wojny, jak dowodzili w tym czasie urzędnicy amerykańskiego Departamentu Stanu. Dokumenty sugerują, że niektóre osobistości w Watykanie wykorzystywały organizację jako narzędzie w walce ze wspólnym wrogiem, wzrostem radzieckich wpływów w Europie. Najważniejszą postacią w tej grze był Alois Hudal, rektor seminarium Santa Maria dell'Anima w Rzymie (a przy tym zaciekły nacjonalista i zwolennik Adolfa Hitlera). Jako biskup od 1933 roku i asystent tronu papieskiego przez wiele lat utrzymywał bliskie osobiste związki z papieżem Piusem XII. Chociaż poczynając od 1943 roku, jego wpływy w Watykanie i w obrębie hierarchii kościelnej słabły, to zdołał uzyskać specjalne papieskie błogosławieństwo dla programu pomocy nazistowskim zbiegom. W późniejszych latach Hudal stał się dla Watykanu kozłem ofiarnym, ale w czasie kiedy pełnił swój urząd, jego poczynania w żadnym razie nie były wyjątkiem: watykańskie komisje do spraw uchodźców chorwackich, słoweńskich, ukraińskich i węgierskich działały w podobny sposób, udzielając pomocy byłym faszystom i nazistowskim kolaborantom w ucieczce z ich ojczystych krajów.

Kościół katolicki okazał się w wysokim stopniu zdolny do przystosowania i elastyczny w złożonej sytuacji politycznej, jaka się wówczas wytworzyła. Wystarczy spojrzeć na historię Kościoła za rządów faszystowskich: w 1929 roku Stolica Apostolska i Włochy podpisały traktaty laterańskie, kończące wieloletni konflikt pomiędzy Kościołem a państwem włoskim. W pierwszym z trzech wynegocjowanych traktatów Włochy uznały religię rzymskokatolicką za jedyną religię państwową. Znaczenia traktatów w rozwoju wydarzeń w całej Europie przed wojną, podczas wojny i po jej zakończeniu nie sposób przecenić. Dziennikarz John Cornwell sugeruje, że włoski konkordat (drugi traktat laterański) zapowiadał podpisany w 1933 roku Reichskonkordat, układ zawarty po przewlekłych negocjacjach pomiędzy Hitlerem a sekretarzem stanu kardynałem Eugeniem Pacellim (późniejszym Piusem XII).

Włoski konkordat funkcjonował jako swego rodzaju sojusz pomiędzy Kościołem a reżimem faszystowskim i pozwalał obu zgadzać się w większości kwestii, przynajmniej do 1938 roku, kiedy reżim Mussoliniego wprowadził ustawy rasowe skierowane przeciwko Żydom i Słowianom we Włoszech oraz czarnej ludności afrykańskiej w koloniach włoskich. W istocie relacje pomiędzy faszystami a duchowieństwem we Włoszech pozostawały na ogół bezkonfliktowe aż do 1943 roku. Nawet po tym, jak północne Włochy znalazły się we wrześniu 1943 roku pod okupacją niemiecką, nie było przejawów ogólnej polityki antykatolickiej. W niektórych przypadkach esesmani i przedstawiciele Kościoła w północnych Włoszech zadzierzgiwali więzy podyktowane wspólną obawą przed umocnieniem się komunizmu w tym regionie. Zupełnie inna sytuacja panowała w Austrii i w Niemczech, gdzie Kościół katolicki ustawicznie wchodził w konflikt z reżimem hitlerowskim, zwłaszcza na tle nazistowskiej ideologii rasowej. Czasami reżim nawet otwarcie atakował biskupów, prześladował księży, wysyłał ich do obozów koncentracyjnych i zamykał klasztory.

Zmiana okoliczności po wojnie, wraz z narastającym nieustannie strachem przed ekspansją komunizmu, silnie wpłynęła na sposób, w jaki Kościół rozumiał swoją rolę w świecie. Po wyzwoleniu Rzymu przez wojska alianckie w 1944 roku Kościół katolicki "odkrył" demokrację. Pius XII oświadczył, że Kościół będzie ją postrzegał - jeśli zostanie ulepszona pod wpływem chrześcijaństwa - jako formę rządów równorzędną z monarchią. Wcześniej Kościół tradycyjnie wchodził w sojusz z monarchią i reżimami autorytarnymi, uważając je za bardziej akceptowalne niż inne systemy rządzenia. Teraz uznał się za siłę stabilizującą w powojennych Włoszech, jeden z niewielu niekwestionowanych autorytetów w próżni pozostawionej przez faszyzm, nazizm i wojnę domową. Z pewnością Kościół nadal wywierał ogromny wpływ na społeczeństwo i nie zamierzał rezygnować ze swojej pozycji. Faszystowskie ideologie "ras panów" (Herrenrassen), kult wojny i skrajny nacjonalizm przywiodły Europę do katastrofy, a Kościoły chrześcijańskie chciały to zmienić, odzyskując swoją supremację w społeczeństwie i polityce. Religijny antyjudaizm (różniący się od antysemickiego rasizmu) mógł skłaniać niektórych do pomagania nazistom w ucieczce. Ale bardziej istotne wydają się inne czynniki, wśród nich pragnienie niesienia pomocy katolikom bez względu na ich przeszłość polityczną i - przede wszystkim - determinacja, aby przeciwstawić się komunizmowi w chaotycznej i nieprzewidywalnej sytuacji w powojennej Europie.

W tym czasie Kościół prowadził politykę zachęcania do powrotu katolickich "odstępców" i przyjmowania na swoje łono nawróconych protestantów. Niniejsza książka dostarcza niezbitych dowodów, iż niektórzy księża posuwali się czasem do tego, że oferowali "powtórny chrzest" niekatolickim (w większości protestanckim) Niemcom, którzy szukali pomocy duchowieństwa w swojej ucieczce przed spodziewanym odwetem. Powrót na łono Kościoła części zbłąkanych owieczek - ludzi, którzy tymczasowo "ulegli pokusom nazizmu" - też przywitano z entuzjazmem. Niektórzy członkowie Kościoła katolickiego postrzegali to jako sposobność do rechrystianizacji Europy po latach pogańskich rządów nazistowskich. Denazyfikacja przez chrzest najwyraźniej funkcjonowała na obrzeżach doktryny kościelnej, ale nadzwyczajne czasy rodzą nadzwyczajne środki; fakt, iż ją praktykowano, sugeruje, że ci w Kościele, którzy pomagali uciekinierom, mogli potrzebować silnych symboli, aby przezwyciężyć swoje wątpliwości w niezwykle złożonej sytuacji. Wiele kwestii pozostaje otwartych, lecz archiwa watykańskie nadal są dostępne tylko do 1939 roku. Dlatego książka jest oparta głównie na literaturze przedmiotu, relacjach świadków, archiwach niemieckiego kościoła Santa Maria dell'Anima w Rzymie, amerykańskiego Kościoła katolickiego i Kościołów regionalnych. Miałem też okazję przeprowadzić interesującą rozmowę z prałatem Josefem Praderem, bliskim powiernikiem biskupa Hudala, o tego rodzaju działalności.

Nie można zignorować roli zachodnich aliantów, zwłaszcza udziału amerykańskich służb wywiadowczych, w udzielaniu pomocy uchodźcom z nazistowską przeszłością i zatrudnianiu byłych agentów SS na początku zimnej wojny. Alianci zbierali również siły, aby powstrzymać "oczywiste i bezpośrednie zagrożenie" w postaci komunistycznej ekspansji. Zimnowojenne lęki wzięły górę nad powojennym rozliczeniem z hitlerowskimi zbrodniami. W tym samym czasie amerykańskie organizacje wywiadowcze podlegały daleko idącym przemianom wewnętrznym, z których jedną było rozwiązanie w 1945 roku Biura Służb Strategicznych (OSS), poprzednika Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Z tego powodu Korpus Kontrwywiadu (CIC) cierpiał na poważne braki kadrowe i był nieprzygotowany do nowych wyzwań, które się wówczas pojawiły; pilnie potrzebował nowych źródeł informacji, a jego operacje wydawały się często amatorskie i nieco rozpaczliwe.

W tym kontekście podziemne siatki zrodzone ze współpracy pomiędzy MKCK a Kościołem katolickim, aby pomagać nazistom w ucieczce, stały się użyteczne dla samych aliantów. Już w 1947 roku CIC wykorzystywał szczurzy korytarz, jak go nazywano w żargonie wywiadowczym. Przerzucano nim byłych esesmanów zwerbowanych jako doradcy przez amerykańskie służby wywiadowcze z objętych radziecką okupacją obszarów Austrii i Europy Wschodniej do Włoch, a stamtąd do Ameryki Południowej. Z punktu widzenia CIC esesmani i agenci niemieckiego kontrwywiadu dysponowali szczególną wiedzą na temat Związku Radzieckiego i Europy Wschodniej, która mogła służyć powojennym celom Amerykanów. W ostatnich latach uczeni, tacy jak Richard Breitman, Norman Goda, Timothy Naftali, Robert Wolfe i Kerstin von Lingen, udokumentowali te powiązania bardzo szczegółowo. W ostatecznym rozrachunku niebudzący sympatii nowi agenci zwerbowani przez CIC dostarczyli bardzo niewiele cennych informacji na temat Związku Radzieckiego oraz jego państw satelickich i sojuszników. Niniejsza książka rozwija ten wątek, wnikając głębiej w sytuację panującą ówcześnie we Włoszech i dokładnie analizując potajemne kontakty nawiązane już na początku 1945 roku pomiędzy SS we Włoszech a placówką OSS w Szwajcarii, kierowaną przez Allena Dullesa. Do tej pory badania historyczne skupiały się głównie na roli Dullesa i jego skomplikowanej sieci kontaktów. Miała ona zasadnicze znaczenie nie tylko dla określenia metod zbierania informacji przez aliantów, lecz także dla zidentyfikowania prawdopodobnych organizatorów włoskiego szczurzego korytarza. Na przykład jedna z siatek przerzutowych wyłoniła się z operacji "Bernhard", akcji fałszerskiej na wielką skalę, przypomnianej ostatnio widzom na całym świecie dzięki nagrodzonemu Oscarem austriacko-niemieckiemu filmowi Fałszerze (Die Fälscher). Po 1945 roku niektórzy byli esesmani powiązani z operacją "Bernhard" przystąpili do organizowania tras i ośrodków przerzutowych we Włoszech i stali się częścią szczurzego korytarza CIC. Ale do ustalenia dokładnych powiązań pomiędzy operacją "Bernhard" a szczurzym korytarzem potrzebne są dalsze badania. Opisując poszczególne ogniwa tej siatki, chciałbym szczególnie zwrócić uwagę na główną rolę Włoch w organizowaniu pomocy dla nazistowskich zbiegów.

Niniejsze opracowanie nie skupia się wyłącznie na Argentynie jako celu podróży uciekających nazistów. Wbrew powszechnemu przekonaniu ten południowoamerykański kraj był tylko jednym z kilku, które stanowiły bezpieczne schronienie dla uchodzących przed wymiarem sprawiedliwości zbrodniarzy wojennych, nazistów i faszystów. Niektórzy badacze przypisują argentyńską politykę otwartych drzwi głównie przychylnemu nastawieniu do nazistowskiej ideologii, ale niniejsza książka prezentuje bardziej wyważoną opinię. Gotowość Argentyny do udzielania gościny zbiegom wynikała z tych samych motywów, które kierowały również postępowaniem władz innych krajów (zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Związku Radzieckiego i Francji). Wszystkie one chętnie przyjmowały u siebie Niemców i Austriaków uznawanych za użytecznych, bez względu na ich przeszłość polityczną i działalność podczas wojny; świadczy to o pragnieniu realizowania interesów narodowych z pomocą ogromnej rzeszy bezrobotnych nazistowskich zbiegów, ludzi o specjalnych zdolnościach - którzy przypadkowo mieli coś do ukrycia. Prace Uki Go?iego, Holgera Medinga, Carloty Jackisch i innych uczonych wykazały, iż rząd argentyński również dokładał szczególnych starań, aby zwerbować niemieckich specjalistów z doświadczeniem wojskowym lub wiedzą techniczną. Niniejsze opracowanie czerpie z takiej literatury, jak również z niedawno udostępnionych włoskich i amerykańskich źródeł archiwalnych. Konkretne działania podejmowane przez urzędników argentyńskich w procesie przyjmowania nazistowskich zbiegów są szczególnie uderzające. Zarówno legalną, jak i nielegalną rekrutację prowadzili Argentyńczycy pochodzenia niemieckiego, a we Włoszech w procederze tym uczestniczyli nawet byli esesmani.

Po dotarciu do Argentyny zbiegli naziści rzeczywiście znajdowali bezpieczną przystań, ponieważ ekstradycja z tego kraju była mało prawdopodobna. Ilu zbrodniarzy wojennych i nazistów uciekło za ocean? Wciąż trudno podać dokładne liczby, ponieważ w dużym stopniu zależy to od sposobu określenia tego, kto był, a kto nie był nazistowskim zbrodniarzem, oraz od narodowości zbiegów (oczywiście nie tylko Niemcy i Austriacy uciekali za granicę). Uciekinierów, którzy skorzystali z pomocy opisywanej tutaj siatki, możemy podzielić na trzy grupy: 1) wysokiej rangi nazistów i oficerów SS, 2) zbrodniarzy wojennych i osoby odpowiedzialne za Holokaust oraz 3) faszystów i kolaborantów z całej Europy. Czasami trudno przeprowadzić wyraźne rozróżnienia. Według źródeł argentyńskich około stu osiemdziesięciu wysoko postawionych lub bardzo skompromitowanych nazistowskich urzędników i oficerów SS wjechało do tego kraju z Europy przez port w Buenos Aires. Historyk Holger Meding ocenia zaś liczbę przybyszów na trzystu do ośmiuset wysokiej rangi nazistów, w tym około pięćdziesięciu znanych zbrodniarzy wojennych i ludobójców. Dołączyły do nich tysiące kolaborantów i faszystów z Włoch, Węgier, Słowenii, Belgii, Chorwacji i innych krajów. Znajdowały się wśród nich takie ważne osobistości jak Ante Pavelić, były przywódca państwa chorwackiego.

Jak wspomniano wcześniej, Argentyna z pewnością nie była jedynym miejscem schronienia dla nazistowskich zbiegów. Hiszpania, kraje Bliskiego Wschodu oraz Ameryki Północnej i Południowej - w tym Stany Zjednoczone i Kanada - też przyjmowały uciekinierów. Na przykład w 1946 roku około dziewięciu tysięcy Ukraińców z Dywizji SS "Galizien" dotarło przez Włochy do Wielkiej Brytanii, a stamtąd do Kanady, podając się za osadników chętnych do pracy na rozległych obszarach ziem uprawnych tego kraju. Wśród nich byli również strażnicy z obozów koncentracyjnych. Jasny obraz statystyczny dotyczący osób, które uciekły za granicę, wyłoni się dopiero po wnikliwym zbadaniu dokumentów archiwalnych we wszystkich większych krajach, które przyjmowały nowych imigrantów, nie tylko w Argentynie.

W ciągu pięciu lat pracy nad książką odwiedziłem liczne archiwa w wielu krajach i zbadałem ich zawartość. Były to między innymi archiwa państwowe we Włoszech, w Austrii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii, a także archiwa regionalne, kościelne i korporacyjne. Konsultowałem się często z Archiwum Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genewie. Jako pierwszy zbadałem wewnętrzną korespondencję Czerwonego Krzyża z tamtych lat. Całkowicie nowy wgląd w problem udzielania pomocy nazistowskim zbiegom zapewniło też archiwum Krajowej Konferencji Katolickich Instytucji Dobroczynnych w Waszyngtonie. Ponadto uważnie przejrzałem bogate zbiory amerykańskich archiwów państwowych. Obok dokumentów Międzynarodowego Czerwonego Krzyża tworzą one kościec tej bogato udokumentowanej książki. Centralne Archiwum Państwowe i Istituto Santa Maria dell'Anima w Rzymie, archiwa państwowe we Włoszech oraz archiwa parafialne i miejskie dostarczyły ważnych brakujących fragmentów, potrzebnych do zrozumienia powojennej sytuacji we Włoszech.

Zbiegli naziści to również pierwsza książka, która łączy i analizuje wszystkie struktury wykorzystywane przez nazistów podczas ucieczki. Przedstawia bardziej złożony obraz zamieszanych w ten proceder instytucji i wzajemnych powiązań między nimi. Najpierw opisuje rolę Włoch, a zwłaszcza Tyrolu Południowego w przerzucie nazistów uciekających z Europy. W następnych rozdziałach omówione zostały struktury i trasy przerzutowe: rola Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, rola różnych osobistości w Watykanie i działania służb wywiadowczych w latach powojennych. Ostatni rozdział jest poświęcony Argentynie, dokąd uciekło wielu zbrodniarzy. Mam nadzieję, że to świeże, ponadnarodowe i interdyscyplinarne podejście do tematu pozwoli lepiej zrozumieć, w jaki sposób tak wielu nazistów zdołało ujść przed sprawiedliwością po 1945 roku.