Prolog
No w końcu, księżniczko.
- Cześć, mamo - powiedziała zaspana.
Powinna wstać dwadzieścia minut wcześniej, ale przecierając oczy ze zmęczenia, postanowiła, że dzisiaj makijaż zrobi w szkole. I tak pierwsze w planie było nic nieznaczące dla niej wychowanie fizyczne.
- A mówiłam wczoraj, żebyś nie grała do późna? - zaczęła uszczypliwie, choć z uśmiechem mama.
- Sen jest dla staruszków - odgryzła się Nikola, odwzajemniając uśmiech.
Owszem, grała wczoraj w Fortnite i dzisiaj też będzie. Była coraz bliżej upragnionej kariery streamerki, a mama, pomimo że nie przyznawała się do tego głośno, wspierała ją w tym całym sercem. I portfelem. W końcu Nikoli nie byłoby stać na te wszystkie wymagane przez jej przyszły zawód nowoczesne kamery, oświetlenia ani mikrofony.
- Tak jak mówisz, młoda - odpowiedziała matka, zerkając teatralnie na zegarek. - Twoja staruszka nie śpi już od piątej.
Nikola nie zareagowała. Ugryzła kanapkę, która nie była dla niej, pocałowała matkę w policzek i poleciała do łazienki.
- Ja już wychodzę, kochana - rzuciła mama. - Zamknij za sobą drzwi i pamiętaj, że dzisiaj tata ma urodziny. Nie spóźnij się!
Pamiętała. Od dwóch lat intensywnie korzystała z życia nastolatki. Miała wielu znajomych, dwie przyjaciółki, jedną sympatię i wymarzony cel w życiu. Niestety szybko okazało się, że zwyczajnie brakuje jej na to wszystko czasu, dlatego uszczknęła go nieco z kupki pod nazwą "rodzina". Ale kochała swoich rodziców i była im wdzięczna. Przede wszystkim za to, że zagwarantowali jej spokojne dzieciństwo. Rówieśnicy często opowiadali jej o kłótniach między ojcem a matką, które prawie zawsze odbijały się na nich negatywnie. Ona nie miała takiego problemu. Do dzisiaj nie miała żadnego problemu.
***
- Nie musisz tam iść.
Przytuliła córkę i zatopiła się w delikatnym zapachu jej włosów.
- Mamoooo... - Marta się odsunęła. - Muszę wrócić do normalnego życia. Nie mogę przecież cały czas siedzieć w domu.
- Ale to za szybko - powiedziała ze smutkiem. - Przecież to było trzy dni temu, a te dziewuchy nawet nie zostały zawieszone. Co, jeśli...
- Poradzę sobie - przerwała matce i ujęła jej dłoń w swoje. - Dużo mi pomogłaś. Dopóki mam ciebie, dam radę ze wszystkim. Z tymi dziewuchami też. - Uśmiechnęła się.
Przytuliła matkę jeszcze raz i wyszła z samochodu. Nie odwracała się. Nie mogła. Pragnęła znaleźć się z powrotem w aucie, rozpłakać się i błagać, by już nigdy nie musiała chodzić do szkoły.
To ostatnie akurat dzisiaj było bardzo prawdopodobne.
***
Znów to samo. Znane do bólu dzieciaki, ich zakłamani rodzice i ten cały vibe, content, chill, yolo, srolo. Nie rozumiała tych słów i wcale nie chciała poznać ich znaczenia. Tym gówniarzom brakowało dyscypliny, a ona postanowiła, że w końcu się za nich weźmie. I na pewno nie ugnie się przed zatroskanymi matkami, bojaźliwym dyrektorem ani - a raczej: zwłaszcza - rozpieszczonymi bachorami. Tak. Przechodziła wypalenie zawodowe. W końcu przez ile lat można uczyć tego samego? Przez ile lat można być poniewieraną lub ignorowaną? Profesor języka polskiego powinna mieć szacunek! Powinni się jej kłaniać na każdym kroku i prosić o nauczanie. Dziś wszystko się zmieni. A zacznie od tej lafiryndy Nikoli, której wydaje się, że jest główną bohaterką amerykańskiego filmu.
- Gdzie się wybierasz z tymi kosmetykami? - zapytała szorstko.
- Dzień dobry, pani Marleno. - Dziewczyna się uśmiechnęła.
Wolnym krokiem podeszła do nauczycielki. Jej włosy były roztrzepane, a na czole lśniły krople potu.
- Nie zdążyłam nałożyć makijażu w domu, a nie chciałam spóźnić się na zajęcia.
- Makijażu? - zapytała szorstko. - Ile ty masz lat?
Pominęła już fakt, że gówniara powinna się do niej zwracać per "pani profesor".
Dziewczyna się zmieszała. Do tej pory nie miała lekcji z profesor Korczyk, ale słyszała, że jest kosą. Wolała jej nie podpaść.
- Pani profesor... - zaczęła.
- Marek?
Nauczycielka zbladła, co kontrastowało z jej dzisiejszym ubiorem. Na tle zielonego eleganckiego kombinezonu jej twarz wyglądała teraz niczym kropka nad "i" postawiona kredą na tablicy, tylko że wiele lat temu, dlatego jej realny kontur już się trochę zatarł.
Nikola zamarła. Nie spojrzała na twarz chłopaka, ale na to, co trzymał w dłoni. Jej spojrzenie automatycznie skupiło się na czarnym przedmiocie o ostrym kształcie. Zakręciło jej się w głowie, bo do tej pory pistolet widziała jedynie w swojej ulubionej grze.
Huk wystrzału rozniósł się po korytarzu, zwiastując chaos. Wypełnił każdy zakamarek szkoły, w sposób niekontrolowany odbijał się od ścian i wracał do źródła, co dawało efekt kilku odrębnych wystrzałów.
Nikola poczuła silne szarpnięcie w okolicach brzucha i upadła na ziemię.
Jeden strzał wystarczył chłopakowi. Szybko podsumował, że drobna dziewczyna nie wymaga poprawki. Teraz wycelował w nauczycielkę i tym razem postanowił strzelić dwa razy. Stara, ubrana w zgniłą zieleń, jakby już leżała w grobie, stała bez ruchu, spoglądając to na niego, to na leżącą Nikolę. Nie krzyczała. Pozostali wrzeszczeli bez opamiętania, co sprawiało mu fizyczny ból. Oddał dwa strzały, po czym odwrócił się w kierunku uciekającego tłumu, złożył się, celując niczym profesjonalista, i...
- ...dziesięć, jedenaście, dwanaście - odliczał.
Z tłumu ludzi, którzy jeszcze kilka sekund temu bezmyślnie tratowali się nawzajem, została garstka. Niektórzy wybiegli z budynku, inni schowali się do klas, ale większość leżała na ziemi. Jedni już nie żyli, pozostali panicznie tamowali rany, nie rozumiejąc, co się właściwie działo. Twarz chłopaka wykrzywiła się w grymasie złowieszczego uśmiechu. Przypominał rekina wypływającego z głębin na spotkanie bezbronnej, niczego nieświadomej rybie. Efekt ten wzmacniały blada wychudzona twarz i martwe, pozbawione emocji oczy. Chłopak wycelował w ruszających się na ziemi uczniów i oddał jeszcze trzy strzały. Trafił dwóch i pokręcił głową jakby z dezaprobatą dla własnych umiejętności. Ukląkł na oba kolana, spojrzał w górę i powiedział:
- Zbawca pragnie sprawiedliwości.
Po korytarzu rozniósł się kolejny odgłos wystrzału - ostatni. Sekundę po tym ciało chłopaka bezwładnie upadło na posadzkę z odgłosem, który już nikogo nie mógł przerazić.