Zawód egzorcysta. Wywiady z polskim egzorcystami - Opracowanie zbiorowe
14.90 zł

Reflow text when sidebars are open.
Chrześcijaństwo mówiąc o walce duchowej w wymiarze kosmicznym, nie ujmuje tego faktu w kategoriach jakiegoś bytowego dualizmu, jak pojmował to manicheizm, ale raczej moralnej dwoistości. Oznacza to, że to, co złe - czyli grzech i szatan - jest owocem wolności i walki o wolność, która toczyć się będzie do końca świata. Ostateczne wyzwolenie to przyjęte w wolności zbawienie, które przyniesie całkowitą wolność. Historia toczyć się będzie dopóty, dopóki będzie możliwość wolności, gdyż powstała jakby dla wolności, by istota ludzka, stworzona przez Boga, mogła wybrać dobro, odrzucając zło. Nie należy więc pomniejszać znaczenia ludzkiej wolności i bagatelizować zła.
POWAGA I TAJEMNICA ZłA
W tym kontekście znany teolog francuski Claude Tresmontant mówi o "ontogenetycznym" charakterze wolności, albowiem od naszych wolnych wyborów zależy życie wieczne. Wolność jakby tworzy (czy raczej współtworzy - razem z Łaską Boga) wieczny i radosny byt człowieka lub obraca go w wieczną nicość potępienia. Tu Byt czy też szczęśliwe życie wieczne utożsamia się z Miłością, która jest nieodłączna od Wolności. Dlatego owo zło - jako owoc ontogenetycznej wolności - ma naprawdę charakter p o w a ż n y (stąd należy unikać "banalizacji zła").
Zło jest też swoistą tajemnicą nieprawości (mysteriuminiquitatis), o czym pisał św. Paweł. I tak właśnie spaczona wolność złych duchów (upadłe anioły) sprzymierza się ze złą wolą wielu ludzi zwiedzionych i oszukanych, ale też nierzadko perwersyjnie świadomych zła, które czynią. Nie jest to tylko zło ludzkie, ale także nadludzkie. W ten sposób tworzy się przymierze zła: antykościoły, tajne stowarzyszenia, sekty, które są miejscem przyjmowania wrogich Bogu kontrinicjacji, co jest wyrazem sprzymierzania się wymiaru historycznego z wymiarem duchowo-kosmicznym.
W istocie jednak toczy się kosmiczna walka nie między duchem a ciałem, ale między duchami o przeciwnym znaku (P. Evdokimov), gdzie zły duch oznacza przede wszystkim ducha zła, które polega na buncie przeciwko Bogu. Czy nie mamy wrażenia, że ów "bunt metafizyczny" - opisany przez Alberta Camusa czy Fiodora Dostojewskiego - ma dziś charakter powszechny, przybierając jakby postać publicznej i zbiorowej apostazji? Czy nieustannie obecna we wszystkich mediach "fascynacja złem" (jako druga strona jego "banalizacji") nie jest tego swoistym dowodem? Przybiera ona formy otwarte, bezpośrednio toksyczne, a nawet agresywne i odrażające, wulgarne i bluźniercze. Nawet w kreskówkach dla dzieci.
O podobnych zjawiskach w kulturze europejskiej pisał przed laty wybitny filozof katolicki Jacques Maritain, gdy stwierdził, że "znaczna część teraźniejszej literatury jest dosłownie opętana. Można by było sprawdzić w niej niektóre oznaki, za których pomocą kapłani odkrywają opętanie: wstręt do rzeczy świętych, fałszywe proroctwo, używanie języków nieznanych, nawet lewitację; widzi się nawet literaturę, jak krąży głową na dół wzdłuż sklepień myśli ludzkiej" (J. Maritain, Sztuka i mądrość, Warszawa 2001, s. 95).
W kontekście polskim pisał o tych zagrożeniach ks. abp Józef Michalik, ostrzegając i wzywając do radykalnej decyzji: "Przestrzegam także wszystkich przed lekkomyślnym posługiwaniem się wulgarnymi słowami, bluźnierstwami, przekleństwami czy złorzeczeniami, które niekiedy prowadzą nawet do praktyk satanistycznych, zaklęć, czarnych mszy czy zawierania paktów z szatanem, co może w efekcie spowodować zniewolenie szatańskie a nawet opętanie. Wtedy konieczne jest bezwzględne zerwanie z grzechem, intensywna modlitwa i umartwienie, bo bez umocnienia wiary, bez zaczerpnięcia mocy Bożej nie można przecież pokonać szatana" (List na Wielki Post, 10 lutego 2010 r.).
ZłO W POZYTYWNEJ FORMIE
Istnieje jednak inne oblicze zła. Dziś bowiem chodzi nie tylko o pojedyncze ekscesy odrażającego zła czy "krzyczące" zło pojedynczego człowieka lub nawet grupy ludzi, lecz o jakiś radykalnie błędny i zły, ale jednocześnie całościowy obraz świata. W tym także chodzi o fałszywą wizję człowieka, którą Jan Paweł II nazwał "błędem antropologicznym", do którego na pewno należy eliminacja czy pomniejszanie znaczenia ludzkiej wolności. Tego rodzaju zło nie jest odrażające, ale sympatyczne i mądre. Dąży do syntezy i pokoju. Unika konfliktów i skrajności, "fundamentalizmu" i "fanatyzmu", szerząc swoisty ideowy indyferentyzm, jako warunek "zdrowia psychicznego" czy "dojrzałej osobowości".
Szerzenie masowe i powszechne tych "subtelnych" błędów - nie tylko na poziomie mediów, ale też w przestrzeni niektórych sektorów edukacji - jest tajemniczo oparte na przedziwnej jednorodności decyzji woli, gdzie sprzymierzają się wolność wielu duchów z wolnością wielu ludzi w nieprawym celu. Ta ekspansja jest tym bardziej możliwa, że Zło przybiera dziś formy "pozytywne" (ideologia "pozytywnego myślenia" jest tego wyrazem), unika się zaś epatowania ciemną stroną. Wulgarny, odrażający czy "krzyczący" wymiar zła nie jest jednak wcale najgroźniejszy.
Ten Legion może oddziaływać bowiem poprzez tzw. "Nieznanych Przełożonych" (jest to jedna z cech struktury zorganizowanego wolnomularstwa oraz jedna z przyczyn jej odrzucenia przez naukę katolicką). Owe siły ciemności mogą też się prezentować jako "wszechwiedzący" Duchowi Przewodnicy czy dobroczynni Przyjaciele Ludzkości (teozofia, doświadczenia UFO, spirytyzm, "psychologia" odwołująca się do duchowych przewodników czy tzw. przewodników wewnętrznych). Ich oddziaływanie rozprzestrzenia się poprzez okultystyczne inicjacje. W tym przypadku człowiek poprzez działanie "duchów przewodników" wzięty jest w posiadanie i potem żyje jakby był sterowany czy automatycznie kierowany przez byt, który żyje w nim. Nawet psychiatria konstatuje dziś takie zjawisko jak "trans i opętanie", a świadomość popkulturowa ukuła pojęcie "zombi" (termin pochodzący z magii wudu).
MEDIUMIZM DROGĄ DO OPĘTANIA PRZEZ ZŁE DUCHY
Ludzie rozpaczliwie poszukują własnej tożsamości. Człowiek jednak nie jest dziś sobą. Nie chce wszakże tego dostrzec, nie przyjmuje też do wiadomości faktu własnej degradacji, której wyrazem jest zakazany przez Kościół mediumizm, właściwy kulturom pogańskim. Powrót do pogaństwa ludzi ochrzczonych (chrześcijańska inicjacja!) przybiera dziś znamiona nie do końca uświadomionej (ukrytej) apostazji. Mediumiczne fascynacje widoczne są w modzie na szamanizm czy wiccanizm, manifestujący się w kulcie czarów i czarownic. Mediumizm obecny jest także w ideologii muzyki "techno" oraz w muzyce rockowej. Źródłem siły mediumistycznej, określanej dziś równie lekkomyślnie, co bezpodstawnie (i przedwcześnie) jako "ludzki potencjał" czy "nieograniczone możliwości mózgu", nie musi być domniemana siła umysłu medium, ale owe bezcielesne istoty, które przebiegle ukrywają swoją naturę i swoje cele. Mediumizm jest obecny także w Metodzie Silvy, NLP, Transcendentalnej Medytacji, w praktykach Hellingera (we wszystkich tych metodach poszukuje się systematycznie doświadczeń "transowych") oraz w innych pseudonaukowych "terapiach" i "psychotechnikach".
Jest to często droga do opętania demonicznego,które przybiera dziś coraz większe rozmiary, choć częściej występują różne inne formy ingerencji złego ducha w życie człowieka. "Zdemonizowanie" to ma różne formy, ale jego istotą jest najgłębsza utrata wewnętrznej wolności, która nierzadko przybiera - na poziomie przeżyć - postać iluzji wolności (satanizm, choćby w wersji La Veya, prezentuje się dziś jako orędzie wolności).
ZŁO ZORGANIZOWANE
Utrata wolności łączy się z utratą zdolności do miłości i czynienia dobra, a to ma ścisły związek z niebezpieczeństwem utraty zbawienia. Człowiek bowiem powołany jest do relacji miłości z Bogiem, a nie do rywalizacji czy walki z Nim. Kosmiczna wojna pomiędzy Bogiem i szatanem toczy się od dawna i trwać będzie do końca świata (Gaudium et spes, 37). Apostazja Antychrysta to "zbiorowe siły zła", o czym pisał sam Karl Rahner. Polega ona na tym, że ludzkość podłącza swoje własne siły (wolę oraz siły witalne) do sił szatana, akceptując kłamstwo faustycznej bezgraniczności wyrażonej już w Raju jako pokusa "bycia bogiem, ale bez Boga" (św. Maksym Wyznawca).
Zło przybiera coraz bardziej formy zorganizowane (Jan Paweł II mówił o społecznych "strukturach zła") i do tego "spolaryzowane" w swym stosunku do chrześcijaństwa, a zwłaszcza katolicyzmu. Nowy ateizm jest bardziej antyteizmem i do tego walczącym z Kościołem. Pojawia się coraz więcej sekt o magicznym i antychrześcijańskim charakterze, w których człowiek kultywuje własne ego (M. Introvigne), gdzie prawdziwy Bóg musi stać się - prędzej czy później - "osobistym wrogiem" (określenie W.I. Lenina).
Rosną i potężnieją struktury "antyewangelizacji", przepowiedzianej wiele lat temu przez Jana Pawła II. Już w Apokalipsiejednak opisano, że Bestia (bynajmniej nie "neutralna", ale "zabijająca świętych") imituje Boga i zarazem Go zwalcza, żądając wyłącznego kultu dla siebie, organizując fałszywe struktury religijności. Wyrazem tego jest dziś satanizm i okultyzm, owe najbardziej niebezpieczne formy "duchowości", które nie zanikają, ale nawet przeżywają swój swoisty i potężny renesans, co wykazują niezliczone badania socjologiczne. Tego rodzaju parareligijne koncepcje oraz inicjacje "nowej duchowości" mają wyraźnie antyteistyczny, antychrystyczny i antykościelny charakter.
To nie jest żadna retoryka. Można to udowodnić naukowo. Należy je więc stanowczo odrzucić, tym bardziej że to one stanowią dwie poważne i powszechne przyczyny zniewoleń demonicznych, co zgodnie potwierdzają egzorcyści wszystkich wyznań chrześcijańskich. Jest to problem egzystencjalno-duchowej decyzji, na którą nie wszystkich jeszcze stać.
ZNACZENIE POLSKICH EGZORCYSTÓW
Tego duchowo-egzystencjalnego wyboru Boga, Dobra i Miłości oraz chrześcijańskiej wizji świata - zagrożonej dziś ideologią i manipulacją - uczą egzorcyści na podstawie własnego doświadczenia, co obecnie ma szczególne znaczenie. Cieszymy się, że nie tylko egzorcyści zagraniczni, jak do tej pory, ale też polscy egzorcyści mają dziś wielkie osiągnięcia i ogromne doświadczenie. Dotychczas ukazywały się w Wydawnictwie M tłumaczenia dzieł głównie włoskich egzorcystów (M. La Grua, R. Salvucci, P. Enretti), które stały się dla nas inspiracją, ale teraz możemy powołać się na własne osiągnięcia.
Ks. Andrzej Grefkowicz, ks. Marian Piątkowski i ks. Sławomir Sosnowski totrzej wybitni polscy egzorcyści, związani z Odnową w Duchu Świętym. Ich bogate doświadczenie zasługuje na uwagę i refleksję. Wywiady przeprowadzone z nimi odsłaniają w tej książce duchowe problemy we współczesnej Polsce. Jest to wielce pouczające. Ta wiedza ma ogromne znaczenie duszpasterskie. Polscy egzorcyści kontaktują się coraz częściej z egzorcystami pracującymi za granicą. Na wspólnych spotkaniach, modlitwach i wykładach nabywają wiedzy i doświadczenia.
Współpracujemy od wielu lat. Jestem animatorem tego ruchu, współpracownikiem i konsultantem egzorcystów, ich wykładowcą i nauczycielem. Łączy nas przyjaźń, ale także polemika z różnymi "specjalistami od duszy", którzy często są dogmatycznymi materialistami, a nie naukowcami. Wielu z nich to ci, co zawsze porywają się z tabletką na ducha, nawet nie zbadawszy sprawy, bo nie chodzi im często o prawdę czy dobro człowieka cierpiącego, ale o przychylność koncernów farmaceutycznych, możliwość zarobku i obronę własnej pozycji jako "władców dusz". Ale czemu kosztem ludzi, ich duchowego dobra, ich zbawienia? Dlaczego tak bardzo stawiają opór duchowym interpretacjom rzeczywistości?
Należy w tym kontekście baczniej zwrócić uwagę na redukcjonizm humanistyczny, a nie tylko ezoteryczny czy okultystyczny. Redukcjonizm "humanistyczny" u psychologów, psychiatrów i terapeutów polega na arbitralnej i przekraczającej kompetencje nauk empirycznych negacji istnienia świata duchów. Redukcjonizm "okultystyczny" polega natomiast na zmianie znaczenia świata duchowego, co często ma charakter profaniczny. Obydwa typy redukcjonizmu są zamachem na duchowość chrześcijańską. Z tymi, którzy nie redukują w taki sposób duchowego świata, egzorcyści chętnie współpracują i powinni z nimi współdziałać.
Cieszymy się, że niektórzy hierarchowie (w tym arcybiskupi) nie tylko zainteresowali się tym dziełem duszpasterskim, ale wykazują zrozumienie dla współczesnych zagrożeń duchowych. Wyrazem tego jest nie tylko mianowanie egzorcystów we wszystkich diecezjach w Polsce. Cytowany już ks. abp Józef Michalik pisał: "Pragnę też zwrócić uwagę rodziców na niebezpieczeństwo niektórych gier komputerowych, wprowadzających dziecko w atmosferę satanizmu" (tamże). Jest to wyraz konkretnej troski o dzieci i młodzież, o rodziny w kontekście "znaków czasu" i wyzwań współczesności.
Zjawiska, o których mówimy, mają tendencję wzrostową, a więc współpraca hierarchów, kapłanów, sióstr zakonnych i świeckich jest dziś konieczna. Stąd znaczenie wywiadów z polskimi egzorcystami, które są istotą tej książki, ale jej nie wyczerpują. Wartość omawianej pozycji zwiększa obecność aneksów zawierających modlitwy oraz cytaty z dokumentów Kościoła. Książka jest ze wszech miar godna polecenia.
ks. dr hab. Aleksander Posacki SJ
Ostatnie lata przyniosły znaczny wzrost zainteresowania problematyką egzorcyzmów w Kościele katolickim także w Polsce. Wpłynęło na to wiele czynników, ale jednym z podstawowych jest duże zapotrzebowanie na tego typu posługę. Literatura poświęcona egzorcyzmowaniu również stała się popularna. Obecnie nie tylko wydawnictwa katolickie chcą zaspokajać to zainteresowanie czytelników i osób potrzebujących, jednak zupełnie znikomy procent tych publikacji stanowią książki polskie, będące świadectwem wiedzy i pracy polskich egzorcystów, którzy najlepiej orientują się w sytuacji trudnych przypadków duchowych w naszym kraju. Ta książka chce właśnie pokazać obraz posługi egzorcysty w Polsce. Zawiera rozmowy z trzema egzorcystami w różnym wieku, o zróżnicowanym stażu kapłańskim i doświadczeniu w posłudze egzorcysty. Każdy z nich pochodzi z innej diecezji i inaczej realizuje swoje powołanie kapłańskie. Dzięki tym rozmowom można dostrzec, jak różne stanowiska potrafią zajmować w konkretnych kwestiach dotyczących swojej posługi, jak odmienne są ich temperamenty, a równocześnie jak bardzo chcą poprzez misję ofiarowaną im przez Kościół nieść pomoc innym ludziom w sytuacjach, w których nikt inny nie tylko że nie będzie umiał, ale nawet nie będzie chciał im pomóc.
Tomasz Rowiński
Tomasz Rowiński (ur. 1981), historyk idei, publicysta, redaktor kwartalnika "Christianitas". Publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Teologii Politycznej", "Res Publice Nowej", tygodniku "Idziemy", portalu fronda.pl. Zaangażowany w działalność katolickiej Wspólnoty Błogosławieństw.
Idź precz, szatanie!
Proszę Księdza, zadam pytanie podstawowe: Jak w Kościele zostaje się egzorcystą? Czy to jest indywidualna droga, czy biskup daje papier i już...
Biskup daje dekret, to znaczy na mocy autorytu Kościoła posyła kapłana do konkretnej misji i ksiądz zostaje egzorcystą. Tak było u nas w Polsce. Po wielu latach, gdy księża podejmowali posługę egzorcysty jedynie sporadycznie, pojawia się z jednej strony zwiększona potrzeba takiej posługi, a z drugiej - nowy rytuał mobilizujący księży biskupów do mianowania księży stale pełniących posługę uwalniania. Trzeba było jakoś odpowiedzieć na potrzebę chwili. Myślę, że cenne jest doświadczenie Kościoła włoskiego, gdzie stary egzorcysta wprowadza młodego do posługi.
Uczniowska droga to głęboka tradycja Kościoła...
Właśnie o to chodzi - relacja uczeń-mistrz. Było to bardzo dobre doświadczenie, niestety ono się urwało. Częściej stosowano posługę ad casum, czyli do konkretnego przypadku. Jeśli pojawiała się sytuacja opętania, to wtedy biskup delegował kapłana, żeby ten odprawił egzorcyzm.
Była kiedyś w Polsce w posłudze egzorcystatu formuła przekazywania doświadczenia z mistrza na ucznia?
Tego nie wiem - zachowała się taka praktyka w Kościele włoskim. Nie potrafię powiedzieć tylko na jak szeroką skalę.
Warto jednak przywołać w tym miejscu, co Prawo Kanoniczne mówi o powołaniu do posługi egzorcyzmu. Ordynariusz, czyli biskup, udziela pozwolenia na odprawienie egzorcyzmu. Udziela tego pozwolenia albo do konkretnego przypadku, albo też do stałej posługi. Sformułowanie "udziela pozwolenia" sugeruje, że jest ktoś, kto prosi. Tak bywa wtedy, kiedy chodzi o konkretną sytuację, na przykład kiedy któryś z prezbiterów przeczuwa, że osoba, wobec której podejmował posługę duchową, jest uzależniona od złego ducha. Wie on, że jest to opętanie, krótko charakteryzuje sytuację i zwraca się do biskupa z prośbą o wyrażenie zgody na podjęcie egzorcyzmów w stosunku do tej osoby. Trochę inaczej wygląda to wtedy, gdy chodzi o pełnienie stałej funkcji egzorcysty. Choć brzmienie dekretu jest takie samo i mówi, że biskup "udziela pozwolenia", jest to już misja do permanentnego pełnienia posługi.
W jaki sposób został Ksiądz egzorcystą? Biskup poprosił Księdza o podjęcie się takich zadań, czy były także inne okoliczności?
Od strony działań ludzkich wyglądało to następująco. Ksiądz Mirosław Cholewa był swego czasu w seminarium ojcem duchowym i miał okazję współpracować z psychologami chrześcijańskimi. Wtedy też zetknął się z przypadkami zniewoleń przez złego ducha. Ksiądz Mirosław sygnalizował przez jakiś czas w kurii warszawskiej potrzebę podjęcia decyzji o stałej posłudze egzorcysty na terenie diecezji. Z podobnymi problemami duchowymi spotykaliśmy się przez Odnowę w Duchu Świętym, na przykład w sytuacjach modlitwy wstawienniczej. Gdy się ujawniały sytuacje wskazujące na opętanie czy zniewolenie, odsyłaliśmy do kurii po to, żeby sprawę rozstrzygnąć w sposób oficjalny. Trzecim motywem było pojawienie się Nowego Rytuału sprawowania egzorcyzmów, która to publikacja wzbudziła szersze zainteresowanie tą problematyką także wśród księży z całej Polski. Miały wtedy miejsce pierwsze ogólnopolskie nieformalne spotkania księży egzorcystów oraz księży zainteresowanych taką posługą. Zaproszenia do poszczególnych diecezji na te spotkania rozsyłał ksiądz Marian Piątkowski, a z Warszawy na takie ogólnopolskie sympozjum zostaliśmy oddelegowani ja i ksiądz Jan Szymborski.
Mógłby Ksiądz szerzej opowiedzieć o tych początkach? Szczególnie że na swej drodze spotkał Ksiądz wiele osób, które potrzebowały właśnie tej nadzwyczajnej pomocy duchowej, jaką może dać egzorcysta.
Tak, to prawda, spotkałem takie osoby w trakcie swojej posługi kapłańskiej poprzez wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. W grupach Odnowy podejmowaliśmy modlitwę wstawienniczą i wtedy poznaliśmy problem działania złych duchów. Grupy, modląc się w intencji konkretnych ludzi, napotykały sytuacje znacznie poważniejsze. Ksiądz kardynał Suenens?[1] o tych sprawach pisał w jednym z dokumentów z Malines, ustawiał w nim zagadnienia dotyczące roli grup charyzmatycznych w posłudze uwalniania. Doświadczenie Odnowy było istotnym i ważnym impulsem, żeby kwestie egzorcyzmowania na nowo podjąć w Kościele.
Czy doświadczenie Księdza było szczególne?
Moje doświadczenie nie odbiegało od doświadczenia innych osób z Odnowy. W pewnym momencie, podejmując modlitwę wstawienniczą, spotkałem się z sytuacjami, kiedy potrzeba było czegoś więcej, czyli modlitwy o uwolnienie. Wiedzieliśmy od księdza kardynała Suenensa, że osoby niemające upoważnienia od swojego biskupa nie powinny zwracać się wprost do złego ducha. Tego się trzymaliśmy i trzymamy do tej pory. Bardzo nas na to uwrażliwiał. Tu jest ta granica między modlitwą, którą może podjąć każdy, a egzorcyzmem, do którego potrzebny jest mandat biskupa.
Czy egzorcyzmy nie są postrzegane jako spadek po dawnych czasach, jako pozostałość średniowiecza? Jakie jest wśród ludzi zrozumienie dla rzeczywistości duchowej?
My, egzorcyści - choć może lepiej będzie mówić tylko o sobie - ja się spotykam przede wszystkim z ludźmi, którzy potrzebują pomocy, a ci którzy potrzebują pomocy, wiedzą, z czym mają do czynienia. Oni już dotknęli tej rzeczywistości. W takich sytuacjach nie ma dyskusji, czym jest rzeczywistość duchowa. Spotykam się też - może nie tak często, ale jednak - z ludźmi chorymi psychicznie, którzy chcą mnie przekonać, że ich problem to jest problem złego ducha, i że trzeba z nich tego złego ducha wypędzić. Tutaj powiedziałbym, bazując na doświadczeniu, że po rzetelnym rozeznaniu zarówno problemy psychiczne, jak i psychiatryczne dość łatwo można rozróżnić. W wątpliwych sytuacjach po prostu słucham specjalistów - pracujemy przecież z psychologami, psychiatrami i dzięki temu to rozeznanie jest bezpieczniejsze. Czasem trzeba dłuższej refleksji i wzajemnej wymiany opinii, żeby określić sprawę kompetentnie.
Porozmawiajmy jeszcze o stereotypach na temat egzorcyzmów. Ostatnio słyszałem, że jesteście katolickimi szamanami...
Jeśli chodzi o stereotypy, z którymi spotykamy się choćby w mediach, to najbardziej obfituje w nie środowisko psychiatrów - mniej psychologów. Psychiatrzy traktują każdy problem jako przypadek medyczny. Nieliczni postrzegają człowieka jako istotę bardziej złożoną, której nie da się sprowadzić jedynie do biologii. Ksiądz Posacki mówi o niebezpiecznym redukcjonizmie. Są sytuacje, w których potrzeba opinii psychologa czy księdza. Zbyt dużym uproszczeniem stosowanym nawet przez poważne autorytety w psychiatrii jest podejście: "Jak pacjent mówi o problemie religijnym, czyli np. skarży się, że diabeł go kusi i słyszy jego głos, to wtedy jest wysyłany do księdza. A to akurat sytuacja, w której najprawdopodobniej potrzeba leczenia psychiatrycznego". Jest natomiast wiele przypadków depresji, lęków, koszmarów nocnych, które nie są problemem psychicznym, lecz właśnie duchowym.
A namacalne doświadczenia egzorcystów i egzorcyzmowanych? Na przykład przesuwające się przedmioty czy inne nadzwyczajne zjawiska, o których łatwo możemy przeczytać w świadectwach czy wywiadach. To także nie trafia do psychiatrów?
Problem polega na tym, że jak ktoś bardzo chce, to wszystko może sobie wytłumaczyć. Ja nie dyskutowałem na ten temat z psychiatrami, raczej znam opinie, jakie publicznie wypowiadają. Jeśli miałbym coś powiedzieć o współpracy psychiatrów i egzorcystów, to rzadko się zdarza, żeby egzorcysta nie korzystał z pomocy psychiatry. Natomiast w drugą stronę raczej bywa, że psychiatrzy bagatelizują problem i jego aspekty duchowe. To jest kwestia zawężania diagnozy tylko do swojego punktu widzenia, bez uwzględniania innych opcji. Jak już wspomniałem, ksiądz Aleksander Posacki nazywa to redukcjonizmem - redukuje się tutaj całość problemów człowieka tylko do choroby psychicznej. Żadna inna interpretacja nie jest uwzględniana. Praca z psychologami w tym względzie jest łatwiejsza.
Wykształcenie psychologiczne jest niezbędne w posłudze egzorcysty?
Nie jest niezbędne, ale bardzo się przydaje. Mnie się przydaje.
***
Jakie są formy władzy szatana nad człowiekiem, co mówi o tym Rytuał egzorcyzmów?
Jeśli ktoś paktuje ze złym duchem, oddaje mu się do dyspozycji, zawierza mu w jakiś sposób swoje życie, to szatan przejmuje władzę nad ciałem człowieka, nad jego zewnętrznymi zachowaniami. Człowiek czyni wtedy niejednokrotnie to, czego by robić nie chciał, często nie jest do końca świadom swoich zachowań, a przynajmniej ich nie pamięta. Doznaje wielu dręczeń fizycznych. Za nimi idą, już w naturalny sposób, udręki psychiczne. Nie ma natomiast szatan przystępu do władz duszy, choć zwykło się mówić, że człowiek diabłu duszę oddał. Przykładowo w czasie prowadzonego egzorcyzmu osoba nie była w stanie głośno, swoimi ustami, powiedzieć: "Jezu, Ty jesteś moim Panem, do Ciebie chcę należeć". Zachęcałem ją zaś do tego, by to wyrażała wewnętrznie - swoim sercem (mówiąc precyzyjniej - aktem swojej duszy). Widziałem, że wewnętrznie podąża za słowami wypowiadanej przeze mnie modlitwy. Nagle podrywa się z krzesła i odskakuje kilka metrów ode mnie. W takim momencie trzeba by powiedzieć, że szatan ją poderwał. Ja natomiast pomyślałem sobie: "Trafiony".
Zdecydowanie inaczej rzecz się ma z osobami, które nie paktowały ze złym duchem, ale korzystały z jego usług. Szatan nie ma bezpośredniej władzy nad ciałem człowieka, ale może go dręczyć niejako od zewnątrz. To właśnie wtedy można mówić o niezrozumiałych z ludzkiego punktu widzenia lękach, depresjach, koszmarach nocnych, poczuciu obecności kogoś obok siebie, czasem nawet widzeniu kogoś, także o dolegliwościach fizycznych czy zewnętrznych sensacjach w postaci np. przesuwających się mebli.
Jednak pomimo tych przykrych doznań sposób funkcjonowania człowieka jest wtedy niezależny od działania złego ducha. Osoba taka może przeżywać podczas dręczeń lęki, ale niekoniecznie musi działać pod wpływem tych lęków; może mieć poczucie obecności kogoś, ale wcale nie ma konieczności, by wchodziła z tym kimś w kontakt albo wykonywała to, do czego, jak się jej wydaje, skłania ją ta siła. Opresje rzeczywiście czasem bywają bardzo silne, ale zachowanie człowieka dalej pozostaje w jego gestii, to on ma nad nią władzę. Natomiast przy opętaniu mamy do czynienia z sytuacją, w której ciało człowieka jest pod bezpośrednim wpływem złego ducha. Zachowania czy czynności wykonuje, przynajmniej jeśli chodzi o ich zewnętrzną manifestację, zły duch, a nie człowiek. Dla mnie bardzo pouczające było doświadczenie modlitwy za pewną osobę. Na początku ani ja, ani ta osoba nie mieliśmy świadomości, że mamy do czynienia z sytuacją opętania. Zaczynam się modlić, a ona spycha moją rękę ze swojego ramienia, którą położyłem tam po prostu w geście stosowanym przy modlitwie wstawienniczej. I jednocześnie sama reaguje zdziwieniem: "Ojej, co się dzieje... Przecież ja tego nie chcę". To była pierwsza bardzo delikatna forma oddziaływania na ciało, potem pojawiły się dużo ostrzejsze. Dla mnie stało się to ważnym doświadczeniem, jak rozróżniać, gdzie jest jeszcze działający człowiek, a gdzie już nie człowiek.
Jakie mogą występować ostrzejsze formy oddziaływania?
Mogą to być bluźnierstwa, rzucanie się, wykonywanie różnych czynności w amoku. Dosyć często spotykałem się z taką sytuacją: osoba, która była w drodze na egzorcyzm, docierała w zupełnie inne miejsce. Dzwoniła z Warszawy albo daleko spoza Warszawy i jej pierwsze słowa brzmiały: "Nie wiem, gdzie jestem". Odbywa się to w ten sposób, że w pewnym momencie traci się kontrolę nad swoim funkcjonowaniem i idzie zupełnie gdzieś indziej, wsiada w przypadkowy pojazd i jedzie w nieznane. Po jakimś czasie następuje coś w rodzaju wybudzenia.
Osoba opętana, czyli taka, w której ciele zamieszkał demon, podczas egzorcyzmu może tarzać się po podłodze, krzyczeć, warczeć, zgrzytać zębami, przeklinać, bluźnić, walić głową w ścianę, wyrywać się, atakować krzyż, święte obrazy. Diabeł może też przemawiać przez osobę opętaną w nieznanych jej językach i wykazywać nadnaturalną siłę. Zdarzyło się, że ktoś, kto nie był w stanie samodzielnie chodzić, podczas egzorcyzmu biegał po całej sali. Po zakończeniu egzorcyzmu znów nie mógł zrobić kroku. Obecna przy tym lekarka była bardzo zaskoczona.
Co może wskazywać na opętanie? Czy Rytuał podaje kryteria rozeznawania?
Tak, Rytuał podaje takie kryteria. Pierwszym przejawem, na który Rytuał zwraca uwagę, jest awersja do rzeczy świętych. Człowiek stwierdza, że nie może się modlić, że nie może wejść do kościoła, bardzo źle się czuje, będąc już wewnątrz. Czasem jest tak, że nie może przystąpić do sakramentów, bardzo boi się wody święconej, gdy ma jej dotknąć - ucieka. Rozpoznaje wodę święconą, odróżnia ją od wody zwykłej. Można czasem posłużyć się takim testem i osobie podejrzanej o to, że jest opętana, podać na przykład herbatę, do zrobienia której użyto święconej wody. Trzeba tu zastrzec, że zainteresowana osoba nie może wiedzieć, że to święcona woda. Przy pewnym egzorcyzmie dałem osobie egzorcyzmowanej napić się wody święconej. Była to woda pobłogosławiona według naszego rytuału, a więc zawierała zarówno błogosławieństwo wody, jak i błogosławieństwo soli, z wymieszaniem obydwu. Pierwsza reakcja: "Jaka słona!". Oczywiście do butelki wody była wrzucona tylko szczypta soli, jednak osoba mówi: "O, jaka słona woda!". Za chwilę mówię: "Napij się jeszcze raz". Choć osoba ta była świadoma tego, co się dzieje, zawołała: "O, nie!". Sama była zdziwiona różnicą swych wrażeń smakowych. Innym bardzo charakterystycznym objawem opętania, który pojawia się w chwili podejmowania modlitwy egzorcyzmu, jest niezwykła siła fizyczna takiej osoby. Czasem kilku asystentów egzorcysty nie może sobie poradzić z osobą drobnej postury. Zdarza się, że przejawem opętania jest umiejętność posługiwania się językiem obcym, którego osoba nigdy się nie uczyła i którego nigdy nie używała. Ktoś nieznający łaciny po egzorcyzmie mówił mi, że kiedy odmawiałem modlitwy w tym języku, rozumiał ich tekst.
A zwykłe kuszenie - czy też jest formą władzy szatana nad człowiekiem?
Ta zależność wynika z grzechu pierworodnego i jest rzeczywistością innego rodzaju. Tu będziemy mówili o próbie wejścia złego ducha w dialog z człowiekiem i zachęcenia go do jakiegoś czynu. W tej sytuacji oczywiście wszystkie decyzje w dalszym ciągu należą do człowieka. Niemniej szatańskie propozycje bywają tak atrakcyjne, że człowiek ulega tym pokusom.
Podczas egzorcyzmu złe duchy mówią coś do Księdza?
Zdarza się i to. Reagują zwłaszcza na kierowane do nich w imię Jezusa egzorcyzmy rozkazujące. Grożą mi, przeklinają, rzucają obelgi. Krzyczą: "Jest moja!", "Nic mi nie zrobisz!", "Wy nic nie możecie!". Kilka razy zostałem opluty przez opętanego. Mam jednak duży dystans do tego, co mówią złe duchy. Nie wiem, czy to, co mówią, poza złorzeczeniami, jest zgodne z prawdą. Szatan to ojciec kłamstwa i nie wiadomo, kiedy zdarza mu się powiedzieć prawdę. Sam nie mówię do demonów i nie słucham ich. Wolę słuchać Boga.
Skąd bierze się ta różnorodność oddziaływania?
Z różnorodności i stopni przyzwolenia, jakie dajemy duchom. Opętania biorą się z paktów ze złym duchem, zaś dręczenia są konsekwencją korzystania z usług demonów, kiedy człowiek nie wchodzi w pakt, czyli nie wiąże się ze złym duchem trwale, natomiast korzysta z jego oferty.
Co to mogą być za usługi?
Na przykład różne formy wróżb, gdy chcemy się czegoś dowiedzieć o przyszłości. Faktycznie korzystamy wtedy z usług złego ducha, a nie wróżki czy innego medium. Człowiek sam z siebie nie ma takich umiejętności. Jest ograniczony przestrzenią i czasem. Nie może więc wiedzieć, co się dzieje równocześnie w innym miejscu niż to, w którym aktualnie się znajduje, nie może znać wcześniejszych wydarzeń, w których sam nie uczestniczył. Wróżka czy jasnowidz też tego sami z siebie wiedzieć nie mogą. Są takimi samymi ludźmi jak ja, natomiast mogą czerpać informacje od kogoś ze świata duchów, w tym wypadku duchów złych - niebędących w jedności z Bogiem. Trzeba to wyraźnie podkreślić. Kto korzysta z wyżej wspomnianych usług, jeszcze nie paktuje, tylko czerpie zyski z możliwości, jakie mają złe duchy. Inaczej już rzecz się ma ze wspomnianymi wróżbitami czy - jak się zwykło o nich mówić - jasnowidzami. Oni te swoje niby-umiejętności mogą czerpać z paktu ze złym duchem. Podobnie jest ze wszystkimi niekonwencjonalnymi formami leczenia. Są jeszcze inne przykłady. Gdy chcę się dowiedzieć, gdzie kopać studnię, to co robię? Idę do różdżkarza, ale korzystam z usług już nie żadnego różdżkarza, tylko złego ducha. Świat duchów dysponuje poznaniem innego rzędu niż my, więc te informacje mogą być prawdziwe. Pierwszym argumentem w obronie szatana, jaki często słyszę, jest zdanie: "Ale to się zgadzało, to działa, to pomaga!". Wtedy mówię: "Tak, to pomaga, ale w takim razie tym gorzej dla ciebie, bo jakby nie pomagało, to takie niemądre zachowania można by zamknąć w granicach osobistego grzechu, który ci się zdarzył. Wtedy nie pociąga to za sobą żadnych większych konsekwencji, natomiast jak już pomogło, to wtedy trzeba sobie zadać pytanie, ile ty za to zapłacisz". (śmiech) "Co konkretnego w twoim życiu cię to będzie kosztować..." Zły duch jest bardzo zręczny i potrafi się posługiwać uzdrowieniem jak wędkarz robakiem na kiju. Przecież on nie wrzuca takiego robaka do wody po to, by dokarmiać ryby, ale by je złowić i samemu zjeść. Dla szatana ważna jest przede wszystkim dusza człowieka - doczesne zdrowie jest dla niego łatwą zachętą i pokusą, by przejąć władzę nad samym człowiekiem.
Podobnie jest też z rzucaniem uroków i przekleństwami?
Uroki to poważniejsza sprawa, dlatego że człowiek jest w nich nastawiony na szkodzenie drugiemu człowiekowi; przy wróżbach czy różnych formach niby-leczenia ktoś może mieć dobrą intencję - chce pomagać; przy urokach zawsze chce szkodzić. Ci, którzy mają możliwość rzucania takich złych uroków, aby były one skuteczne, wchodzą w jakieś konkretne współdziałanie ze złym duchem. Jeżeli ktoś zaczyna wróżyć, jeżeli ktoś zaczyna niby-leczyć i odwołuje się do nieznanych sobie sił, i jeszcze podkreśla, że on tu jakieś siły, jakąś energię przekazuje, to można traktować taką sytuację jako stan niepełnej świadomości, a osoba będzie uzależniona od złego ducha na mocy tak zwanego domniemanego paktu.
Wyobraźnię najbardziej pobudzają chyba spirytyzm i wywoływanie duchów. To także jest paktowanie?
A nie, to jeszcze nie jest pakt, to pozostaje na poziomie pokusy, żeby się czegoś dowiedzieć. To raczej korzystanie z usług, ale i spirytyzm może wywołać bardzo poważne konsekwencje. Demona można przywołać w bardzo - wydawałoby się - niewinny sposób. Kiedyś rodzice przyprowadzili do mnie 12-letnią dziewczynkę, która podczas pobytu na koloniach bawiła się z koleżankami i kolegami w wywoływanie duchów. Po powrocie do domu, gdy kładła się spać, przy jej łóżku pojawiała się ciemna, stojąca postać. I tak dzień w dzień. Dziewczynka nie widziała twarzy, wiedziała tylko, że to mężczyzna. Nie pozwalała gasić światła, musieli przy niej czuwać rodzice, towarzysząc jej przy usypianiu. Postać zniknęła dopiero po modlitwie o uwolnienie.
Zwykle mówi się, że do wejścia złego ducha konieczne jest przyzwolenie człowieka. Chciałbym zapytać o pewien przypadek, który poznałem we Wspólnocie Błogosławieństw. Dotyczył on siostry zakonnej pochodzącej z Karaibów, która miała wśród przodków babkę szamankę. Ta siostra, mieszkająca od lat we Francji, doświadczała opresji duchowych. To były właśnie takie "nadzwyczajne zjawiska", jak choćby przesuwanie się przedmiotów w celi. Czy to miałoby oznaczać, że owa siostra była otwarta na działanie demoniczne? A może istnieje coś takiego jak pewne doświadczenie międzypokoleniowe - właśnie poprzez przekleństwo czy urok?
Mówi się nawet o tak zwanej więzi pokoleniowej czy o uzależnieniu pokoleniowym. Na ile jest ono związane z przekleństwem, na ile z dokonanym przez przodków ofiarowaniem całej rodziny złemu duchowi, czy może jeszcze jakaś inna forma zależności wchodzi tu w grę, trudno powiedzieć. W każdym razie coś jest z tego międzypokoleniowego przekazu, choć do końca nie potrafimy wytłumaczyć wszystkich mechanizmów, jakie tu działają. Patrząc na analogie, można jednak dostrzec pewne prawidłowości. Grzech pierworodny to też jest przecież odziedziczone po przodkach obciążenie...
Może wpisuje się w to również przykład obecnych w Piśmie Świętym przekleństw, które mają trwać przez pokolenia...
Tak, mamy tu pewne podobieństwo do tych przekleństw, natomiast, jak sądzę, mogą być sytuacje, kiedy niekoniecznie chodzi o przekleństwo, ale na przykład pakt jakiegoś przodka z szatanem. W konsekwencji dzieci, wnuki człowieka, który się oddał złemu duchowi, mogą później przejmować pewnego rodzaju skłonności. Co ciekawe, nie jest to schemat stuprocentowy. Znam pewną rodzinę, gdzie jedna z osób wyraźnie przeciwstawiała się wszelkim formom okultyzmu i pyta, jak można pomóc swoim bliskim borykającym się z takimi problemami, natomiast druga osoba wchodziła coraz głębiej w okultyzm. Przykład ten może wskazywać, że więzi rodzinne i międzypokoleniowe nie poddają się jednoznacznej interpretacji.
Czyli musimy przyznać, że pozostaje dla nas zagadką, jak powstają takie międzypokoleniowe związki.
Na pewno potrzeba tutaj poważnej refleksji teologicznej, ale oczywiście nie wiem, czy nie staniemy przed tajemnicą, wobec której będziemy mogli powiedzieć tylko tyle, że coś jest, że zebrane fakty nie stoją w sprzeczności z nauką Kościoła, a także z tym, co wiemy na temat świata duchowego, ale równocześnie nic więcej powiedzieć nie zdołamy. Jest możliwe, że ostatecznie wobec takiej właśnie niewiadomej będziemy musieli uznać naszą intelektualną słabość.
Czy w takim kontekście uwikłań pokoleniowych może mieć znaczenie kontakt z przedmiotami, które służyły na przykład do praktyk okultystycznych, a są pamiątkami rodzinnymi czy wspomnieniami z podróży?
Gdy modlimy się nad kimś o uwolnienie albo gdy podejmuję egzorcyzm - proszę o wyczyszczenie domu i uporządkowanie wszystkiego. Ktoś się dziwi: "A pamiątki rodzinne?". Ludzie mają w domach różne rzeczy, czasem po rodzinie, czasem są to po prostu przedmioty, które ktoś przywiózł z turystycznej wyprawy. Mówię wtedy: "Mnie to nie zaszkodzi, ale tobie zaszkodzi". Tam gdzie jest pewna otwartość na doświadczenie złego ducha, gdzie jest jakaś słabość, mogą pojawić się trudności w związku z różnymi przedmiotami. Jeśli ktoś ma figurkę Buddy w domu, oddawał jej religijną cześć i trzyma ją w domu właśnie z takim "pobożnościowym" nastawieniem, to trudno, żeby później obecność tej figurki nie miała znaczenia. Nie wystarczy powiedzieć, że "teraz to będę sobie trzymał ten przedmiot dalej, ale już inaczej". (śmiech) Natomiast jeśli ja jadę gdzieś w świat, przywożę figurkę Buddy i traktuję ją jako pamiątkę i nic więcej, to wtedy rzeczywiście będzie to tylko zwykła pamiątka. Mogą być jednak oczywiście takie przedmioty, z którymi związane są konkretne obciążenia.
Zna Ksiądz jakieś konkretne przykłady takich obciążeń?
Opowiem pewną historię. Jeden z polskich księży, posługujący na Ukrainie, będzie tu dobrym przykładem, że przedmiotów totemicznych nie można lekceważyć. Kiedy przyjechał na Ukrainę, miejscowi magowie i szamani pozastawiali wejście do kościoła różnymi fetyszami, żeby uniemożliwić ludziom dostęp do niego. Oczywiście parafianie się tego słusznie obawiali, ale odważny ksiądz przyszedł i usunął wszystkie te rzeczy, żartując przy tym: "Co się przejmujecie, bardzo proszę, wchodźcie". Wtedy ludzie też przełamali obawy i weszli. Ale on potem mówił, że doświadczył dwukrotnie tajemniczych ataków na swoje zdrowie. Jeden miał miejsce w Polsce, gdzie też przeprowadzono wszystkie badania. Nie znaleziono żadnych przyczyn tych dolegliwości, a pacjent cierpiał.
Co się stało?
Nagle zrobiła mu się na kolanie opuchlizna - zarządzono obserwację, zrobiono prześwietlenie, a po tym wszystkim lekarze stwierdzili, że nic tam nie ma, żadnych zmian wskazujących na chorobę. Wtedy też któraś z jego tamtejszych parafianek miała powiedzieć: "Jak ksiądz tydzień przetrzyma, to ksiądz będzie żył". (śmiech) Faktycznie przetrzymał tydzień i przeżył. A nawet żyje do tej pory. Tego rodzaju świadectwo kazało mi poważnie traktować różnego rodzaju fetysze - jak widać, mogą one mieć namacalne negatywne oddziaływania.
Częste są prośby o zbadanie miejsc, co do których jest podejrzenie, że zło występuje tam szczególnie mocno? Na przykład przypadki nawiedzonych domów?
Może niekoniecznie często, ale takie przypadki też się zdarzają. Najczęściej jest to złożony problem - dotyczy i spraw ludzkich, i określonych okoliczności związanych z miejscem, ale bywa też tak, że to faktycznie właśnie z miejscem wiąże się jakaś szczególna obecność zła. Zresztą Rytuał egzorcyzmów przewiduje sytuacje, kiedy zachodzi potrzeba pobłogosławienia miejsca, które sobie upodobał zły duch. Zwykle jest to efektem stosowania obrzędów okultystycznych. Nie ma w zasadzie innych możliwości, żeby zły duch związał ze sobą określone miejsce.
***
Jak długo Ksiądz posługuje jako egzorcysta?
Od 1999 roku.
To był początek odnawiania stałego egzorcystatu na poziomie diecezji w Polsce?
Tak. To były pierwsze dekrety, jakie w diecezji warszawskiej otrzymaliśmy ja i ksiądz Jan Szymborski.
Wcześniej mieliśmy tylko posługę do przypadku?
Tak. Tak zwaną ad casum.
Pojawienie się nowych ksiąg było główną przyczyną, dla której w Polsce egzorcyści pojawili się na stałe?
Myślę, że złożyły się na to trzy rzeczy. Po pierwsze, to faktycznie pojawienie się Nowego Rytuału, dalej to była inicjatywa oddolna księży w Polsce - zainteresowanych taką posługą - którzy rozesłali pisma do wszystkich diecezji z prośbą o wydelegowanie przedstawicieli na wspólne spotkania egzorcystów. Miały one na celu zaciekawienie kapłanów tym tematem. Trzecią przyczyną było rosnące zapotrzebowanie na tego rodzaju posługę w diecezji warszawskiej. Zwykle prośby tego rodzaju były zgłaszane ze strony ludzi, którzy zwracali się wprost do biskupa ordynariusza czy do kurii. To także był mocny argument na rzecz tego, że konieczne jest ustanowienie stałej posługi egzorcysty.
Istnieje pewien szerszy prąd odnowy egzorcyzmowania w Kościele czy też to, o czym tutaj mówimy, to polska specyfika?
Mogę powiedzieć, że faktycznie nastąpiło pewne przebudzenie zainteresowania egzorcyzmami. Jest ono efektem osobistego zaangażowania, już bezpośrednio w Watykanie, księdza Gabriele'a Amortha, a także księdza Rufusa Pereiry. Nie bez znaczenia jest również powstanie Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów oraz stowarzyszenia gromadzącego kapłanów i świeckich angażujących się w posługę uwalniania. My w Polsce także należymy do tego stowarzyszenia.
***
Mógłby Ksiądz powiedzieć, czym różnią się stare księgi Rytuału egzorcyzmowania od Nowego Rytuału?
Ważna różnica polega na zupełnie innym układzie modlitw, choć oba Rytuały oczywiście bazują na tych samych tekstach, czyli na psalmach, na fragmentach Pisma Świętego, na określonych modlitwach Kościoła, do których się odwołują. Jednakże tak jak cała reforma liturgiczna doprowadziła do pewnego uporządkowania i nadania liturgii logicznej linii - w modlitwie i różnych nabożeństwach, tak samo i tutaj nastąpiło swego rodzaju uporządkowanie. Równocześnie zalecenia, jakie dołączono do Nowego Rytuału, pozostawiają pewną swobodę w praktycznym jego używaniu. Egzorcysta może wracać do określonych modlitw, by je powtarzać. Chodzi o pokazanie, że przebieg liturgii egzorcyzmów nie jest i nie musi być tak sztywno ustawiony, jak to ma miejsce na przykład podczas Eucharystii czy Oficjum liturgii brewiarzowej. Gdy mamy do czynienia z jutrznią, to wiadomo, jak ona wygląda, jak się zaczyna i w jakiej kolejności występują poszczególne modlitwy. Tam już się nie wraca do tego, co było wcześniej podejmowane. W przypadku Nowego Rytuału egzorcyzmów jego elastyczna forma bierze pod uwagę, że to, co się dzieje podczas podejmowanego egzorcyzmu, jest na styku naszego działania i owoców duchowych, czyli zewnętrznych efektów. Manifestacje złego ducha mogą się nasilać albo słabnąć, mogą się pojawiać reakcje, które są nieprzewidywalne. To jest bardzo konkretna rzeczywistość, do której trzeba się odnieść i ustosunkować. To nie jest tak, że ja mogę sobie dalej odprawiać wszystkie modlitwy i nie zwracać uwagi na to, co się dzieje z egzorcyzmowanym. Ta elastyczność jest bardzo potrzebna i Rytuał na to pozwala, a nawet w pewien sposób zachęca do reagowania na sytuację. W modlitwie mogą być pewne sformułowania, wersety, które będą kilkakrotnie powtarzane, jeśli egzorcysta będzie widział, że one właśnie mają szczególne znaczenie dla wypędzenia złego ducha. Jedna z istotnych różnic pomiędzy starym i Nowym Rytuałem, która pewnie nie jest łatwa do przyjęcia dla egzorcystów starej daty, między innymi dla księdza Amortha, tkwi w tym, że Rytuał nie zezwala na zwracanie się do złego ducha z żadnymi pytaniami, nawet z pytaniami o imię. A to pytanie w starym Rytuale było dopuszczone czy wprost sugerowane. "W imieniu Jezusa Chrystusa nakazuję ci: podaj swoje imię!" Potem następowało formułowanie egzorcyzmu z użyciem tego imienia. Nowy Rytuał tego nie przewiduje i tu jest pewien dialog pomiędzy egzorcystami, którzy stoją za obecnym dokumentem, a tymi, którzy dopominają się o szersze dopuszczenie dawnych ksiąg.
To zresztą chyba jest głębszy problem. Istnieje opinia, że osłabiono wymowę chrztu, wycofując stary egzorcyzm z obrzędu, rezygnując z obrzędu soli, a zastępując go tylko tak zwaną modlitwą z egzorcyzmem. Konsekwencją tego ma być właśnie dzisiejszy wzrost zapotrzebowania na posługę egzorcystów.
Oczywiście różne są dziś trendy i tęsknoty do liturgii sprzed Soboru Watykańskiego II, a ponieważ takie sympatie się odzywają, więc one odzywają się także na naszym polu. Obiektywnie rzecz biorąc, trzeba powiedzieć, że formuła tego egzorcyzmu, tego niby-egzorcyzmu wypowiadanego przy sprawowaniu chrztu świętego, jest bardzo złagodzona. Nawet trzeba powiedzieć, że jeślibyśmy traktowali egzorcyzm jako zwracanie się w imieniu Jezusa Chrystusa czy autorytetu Kościoła wprost do złego ducha i nakazywanie mu odstąpienia, to takiej formuły w sakramencie chrztu dziś nie ma. Nawet nie ma go w sakramencie chrztu dorosłych. W to miejsce pojawia się formuła zwana deprekatywną, czyli formuła modlitwy-prośby, zwracania się do Pana Boga. W rytuale chrztu dzieci ona też jest w znacznym stopniu złagodzona. Niektórzy mogą powiedzieć, że trudno się tam w ogóle dopatrzyć, że chodzi o złego ducha. Taki kształt liturgii chrztu wynikł z pewnego myślenia w Kościele, żeby nie straszyć ludzi...
...piekłem, grzechem?
Może nawet nie tym, ale takim odbiorem, który by sugerował, że tu, w tym małym dziecku siedzi od razu sam diabeł. To oczywiście była przesada, ale też jest przesadą mówić, że sakrament stracił na mocy. Natomiast niewątpliwie nowe obrzędy chrztu nie rozbudzają wrażliwości na rzeczywistość złego ducha i jego obecność. Przez grzech pierworodny związek ze złym duchem dotyczy każdego i to jest sprawa bezdyskusyjna. Potrzeba jakiegoś uwolnienia u każdego człowieka też jest bezdyskusyjna. Wiadomo także, że w chrzcie chodzi jednak przede wszystkim o formułę sakramentalną i ta jest decydująca. Wszystkie inne modlitwy są formami przygotowującymi dla tych, którzy korzystają z sakramentu. Służą właściwemu przeżyciu tego sakramentu, właściwemu jego przyjęciu. Mają one bardziej znaczenie katechetyczne niż sprawcze. To tak jakbyśmy powiedzieli: "Ponieważ niektóre modlitwy z Mszy Świętej podczas reformy usunięto, więc konsekracja i przemiana chleba w Ciało Pana Jezusa nie miała miejsca", albo "Ponieważ ksiądz opuścił jakąś modlitwę przy sprawowaniu sakramentu pokuty i pojednania - na przykład przy udzielaniu rozgrzeszenia, ale bez naruszania zasadniczej formuły - więc moc sakramentu się zatraciła". Czy z tego powodu ona już nie jest skuteczna? To byłby absurd.
Zdaniem Księdza należy więc patrzeć na te sprawy jedynie katechetycznie?
Nie bagatelizowałbym do końca tego wymiaru katechetycznego, czy więcej - duchowego przygotowania do przyjęcia sakramentu. Trudno tu oczywiście powiedzieć o duchowym przygotowaniu dzieci, ale w liturgii biorą udział nie tylko przyjmujący chrzest, lecz także rodzice, rodzina, goście. Nasze doświadczenie egzorcystów każe nam dostrzegać i nie lekceważyć tak zwanej zależności pokoleniowej i nie szukałbym przyczyn jedynie w tym, że dzisiaj sakrament chrztu świętego jest źle sprawowany.
Co Ksiądz ma na myśli?
Jeśli we wcześniejszych pokoleniach nastąpiło związanie ze złym duchem i ta kwestia nie została rozwiązana, to ona wpływa na następne pokolenia. Mówiliśmy już o tym. I nawet pomimo że kolejne pokolenia otrzymują sakramenty, a więc także i sakrament chrztu świętego, to pod tym względem jakaś zależność może mieć miejsce. Gdzieś ten szczególny wpływ złego ducha na człowieka pozostaje. Oczywiście nie w takim wymiarze jak wtedy, gdy ktoś podejmuje pakt. Niemniej pozostaje tu jakaś podatność ze strony tego człowieka czy pewna przewaga, jaką ma zły duch. Z tym się musimy liczyć. Podobnie przecież możemy mówić o tym, że chrzest pewne skutki grzechu pierworodnego usuwa, a inne pozostają i stają się jakimś życiowym zadaniem człowieka.
Skąd bierze się dzisiejsze zapotrzebowanie na posługę egzorcystów?
Możemy mówić o różnych przyczynach. Na pewno nie możemy lekceważyć rewolucji obyczajowej, jaka się dokonuje w Polsce. Jeszcze dwadzieścia lat temu temat bioenergoterapeutów praktycznie nie istniał, a publiczne ogłoszenia wróżek w mediach byłyby po prostu wyśmiane. Takie praktyki, jak wywoływanie duchów, znane były głównie z książek i czasem niemądrze bawiła się w to młodzież pozbawiona opieki rodziców na jakichś wyjazdach wakacyjnych. Owszem, na wsi spotykało się kobiety, które zajmowały się tak zwanym "zamawianiem". Ludzie mieli zdrowy rozsądek i nie angażowali się w takie rzeczy. Dzisiaj korzystanie z usług bioenergoterapeutów stało się chlebem powszednim. W wielu tak zwanych "postępowych" środowiskach chodzenie do wróżki należy do dobrego tonu. Nie kryją się z tym nawet politycy, media lansują taką formę obyczajowości i pokusiłbym się o stwierdzenie, że chyba same w to wierzą. Wszystko to są świadectwa tego, jak mocno określone praktyki z pogranicza okultyzmu przeniknęły do życia szerszych rzesz ludzi. A przecież wiele z tych osób to nominalni katolicy - ochrzczeni, wychowani w kulturze katolickiej. Tam jednak, gdzie pojawia się kryzys wiary, tam nasilają się praktyki zabobonne. Ktoś nie wierzy w Pana Boga, ale wierzy w moc podkowy przymocowanej do progu własnego domu, liczy się z niepowodzeniami tylko dlatego, że czarny kot przebiegł mu drogę.
***
Co to jest modlitwa o uwolnienie? Czy może być podejmowana przez grupę bez egzorcysty, czy jest to wyłącznie modlitwa z egzorcystą?
Modlitwa o uwolnienie może być odmawiana bez egzorcysty i potrzeba dziś wielu takich zespołów, które by taką modlitwę podejmowały. Jednocześnie zaraz zapala mi się czerwone, ostrzegawcze światło.
Dlaczego?
Jeśli na taką modlitwę w nieroztropny sposób porwą się osoby nieprzygotowane albo będą to robiły z motywów ambicjonalnych, to konsekwencje mogą być dosyć bolesne. Zastanawialiśmy się tutaj, w ośrodku Odnowy w Duchu Świętym w Magdalence, jak wyjaśnić tę sprzeczność, że w zasadzie każdy może podjąć taką modlitwę, ale jednak nie każdy powinien. Myślę, że dosyć szczęśliwym rozwiązaniem okazało się to, że nikt nie powołuje sam siebie do takiej posługi. Nawet jeśli ma poczucie, że jest do tego przygotowany, to jednak potrzebuje pewnej weryfikacji Kościoła. Ja też potrzebowałem mandatu ze strony Kościoła, to znaczy posłania mnie przez mojego biskupa. Jeśli chodzi o świeckich, niekoniecznie ta weryfikacja musi być zaraz na szczeblu biskupa ordynariusza, ale choćby na szczeblu duszpasterzy i odpowiedzialnych za takie grupy. Podobnie jest z odpowiedzialnymi za dany ruch na terenie kraju. Zachęcałbym także, by podejmujący posługę uwalniania korzystali z kierownictwa duchowego. Tak jak nasza posługa kapłanów za podstawę ma namaszczenie biskupa, tak w sytuacji wszystkich innych osób istnieje potrzeba potwierdzenia przez odpowiednich przedstawicieli Kościoła. Najważniejsze, żeby do posługi modlitwy o uwolnienie nie brali się samozwańcy. Trochę inaczej trzeba byłoby patrzeć na posługę księży, chociaż ważne będzie i w tym wypadku pewne przygotowanie, najlepiej przy boku kogoś innego, bardziej doświadczonego, przy stale podejmowanej posłudze uwalniania, to jednak mogą się zdarzać sytuacje niespodziewane, kiedy będzie konieczność reakcji niezależnie od stopnia przygotowania. Na przykład bywa, że spowiednik spotyka się ze zniewoleniem duchowym penitenta. Może się to także przytrafić właściwie w każdej innej aktywności duszpasterskiej. Można oczywiście zawsze odesłać gdzie indziej taką osobę, ale można też samemu podjąć pierwszą modlitwę. Warunkiem jest to, czy w ogóle się wie, jak to zrobić. Jeśli jednak chodzi o bardziej systematyczną posługę, potrzeba weryfikacji i potwierdzenia, żeby to nie było z jakichś, jak już wspomniałem, ambicjonalnych względów, ponieważ po prostu - powtórzę to jeszcze raz jako ostrzeżenie - może mieć bardzo bolesne duchowe skutki.
Skoro taka modlitwa o uwolnienie nie jest egzorcyzmem, to od czego uwalniamy człowieka, podejmując ją?
Żeby to wyjaśnić, dobrze jest najpierw opowiedzieć o różnych formach oddziaływania złego ducha. Można mówić o takich formach, jak kuszenie, zniewolenie i opętanie. Kuszenie zna każdy z autopsji - jest to taka sytuacja, w której każdy chrześcijanin może sam stawić czoła złemu duchowi i pokusy odpędzać. A przecież i tu czasem potrzebujemy wsparcia innych i przede wszystkim Pana Boga - mówimy, a jeśli nie mówimy, to warto, żebyśmy to robili na przykład w rodzinie: "Pomódlcie się za mnie, bo już sobie nie radzę z takimi a takimi rzeczami". W zniewoleniach oddziaływania złego ducha mają charakter dręczenia, czyli poczynając od stanów lękowych, koszmarów nocnych i poczucia obecności kogoś obcego, aż do fizycznego doświadczania tej obecności i konsekwencji, takich jak depresje czy choroby fizyczne. Tu moglibyśmy pewnie wymienić jeszcze dłuższą serię różnych dręczeń, dokuczliwości, których ludzie doświadczają i nie są w stanie sobie sami z tymi doświadczeniami poradzić ani ich odegnać. Tego rodzaju uzależnienie, dręczenie, wynika z otwarcia się na usługi oferowane nam przez złego ducha. Na koniec zostaje opętanie. To jest ten stopień zniewolenia, w którym zły duch zaczyna oddziaływać na ciało człowieka. Podkreślam to mocno - tylko na ciało, ale w sposób niezależny od woli osoby.
Jak to wygląda?
Mogę swoją ręką coś robić, ale właściwie to nie ja robię, tylko zły duch posługuje się moim ciałem - w tym wypadku ręką. Mogę bić jakąś osobę, przewracać przedmioty, choć nie chcę tych przedmiotów przewracać, choć nie chcę krzywdzić innego. Tak wygląda oddziaływanie złego ducha na moje ciało. Przy dręczeniu to będzie bardziej przymuszanie mnie, usiłowanie oddziaływania na moją wolę, żebym ja coś wywrócił, na przykład lampę, która stoi koło mnie. Mogę doświadczać silnej agresji, ale to, czy coś zrobię, zależy wciąż ode mnie. Tu jest zasadnicza różnica. Jest też zasadnicza różnica w przyczynach, ponieważ przy opętaniu będziemy mówili o formie paktu, cyrografu czy o wejściu w jakiś stały układ, natomiast przy zniewoleniach wygląda to tak, jakbym do złego ducha przychodził jak do sklepu i o coś prosił dla siebie - nie wchodzę w stały układ, biorę i wychodzę z tym, czego chciałem. Gdy się zwracam do wróżki, idę do bioenergoterapeuty, który nie jest ani bio-, ani energo-, ani terapeutą, mogę doświadczać nawet poprawy zdrowia, ale to nie ten człowiek świadczy faktycznie usługę, tylko znowu zły duch. Jeżeli przyzywam duchy, ponieważ chcę się z nimi spotkać, to trzeba pamiętać o dwóch sprawach - raz, że nie można tak naprawdę wiedzieć, kto faktycznie do nas przychodzi, ponieważ niewiele wiemy o świecie duchów, a zły duch z pewnością może nas oszukiwać, a druga rzecz - zapraszam ducha, bo chcę się spotkać, ale nie wiążę się paktem. Pakt jest zupełnie czymś innym.
Co się dzieje, gdy wchodzimy w obcą duchowość, na przykład religie Wschodu?
Korzystanie z elementów religii Wschodu to nie jest pakt ze złym duchem, a bardziej pewna forma odwrócenia się od Jezusa Chrystusa. Szukanie pomysłów na życie poza Jezusem Chrystusem. Wchodzę w coś innego, rezygnując z Jego zbawczego działania i ochrony, jaką mi daje.
Wielu ludzi, korzystając z usług wróżki, energoterapeuty czy uprawiając jogę, wyraża na przykład taki pogląd: "Ja nie wierzę, że mi to szkodzi, ludzie w Indiach praktykują różne rzeczy, a im to nie szkodzi, ponieważ to jest tylko kwestia świadomości i kontekstu kultury".
To tak, jak gdyby ktoś twierdził: "Nie wierzę, że jadąc samochodem z prędkością stu osiemdziesięciu kilometrów na godzinę, wylecę z zakrętu". Czy jeśli nie wierzy, to naprawdę nie wyleci z zakrętu? Jeszcze inaczej: "Idę do tego lasu, ponieważ nie wierzę, że tam jest niedźwiedź, a ponieważ w to nie wierzę, to mi ten niedźwiedź nic nie zrobi". Jeśli jest niedźwiedź w lesie, to czy ja w niego wierzę, czy w niego nie wierzę, nie ma wpływu na to, czy się na niego mogę natknąć. A jak się już natknę, to chyba oczywiste, że będę miał bardzo nieprzyjemną z nim przygodę, a może w ogóle stracę życie, prawda? Moja wiara nie ma tutaj absolutnie żadnego znaczenia.
To by dotyczyło choćby praktykowania wróżb czy energoterapii. Pewnie trochę czym innym jest kwestia, gdy mamy do czynienia z religiami Wschodu czy ich elementami, takimi jak joga czy sztuki walki. Tu sprawa jest nieco bardziej skomplikowana - ci, którzy funkcjonują w ramach określonej religii niechrześcijańskiej, mają ograniczone możliwości poznania Boga, wobec tego, jak nam mówi Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium Soboru Watykańskiego II - oni są objęci zbawczym działaniem Jezusa Chrystusa.
Mówi się nawet o kręgach przynależności do Kościoła.
Dla tych ludzi funkcjonowanie w ramach pewnych praktyk religijnych będzie normalnym przejawem ich wiary, takiej, do jakiej oni są zdolni. Jednak jeśli ktoś był chrześcijaninem, jeśli wiedział coś więcej o Ewangelii, o Jezusie Chrystusie i zaczyna teraz odchodzić od tych rzeczywistości, to jest to sytuacja apostazji, buntu, porzucenia prawdziwej wiary. Taki człowiek odcina się od Jezusa Chrystusa i chce szukać gdzie indziej, pozbawia się Jego zbawczego działania. Tego parasola danego nam przez Jezusa Chrystusa. Jedynie Chrystus chroni nas przed niepożądanymi nagabywaniami i atakami ze strony złego ducha.
Ponadto sakrament chrztu jest dla nas pierwszym egzorcyzmem. Z tego wynika, że nawet ten, kto do tej pory nic nie wiedział o Jezusie Chrystusie i w swojej religii czy też wierze, tej w której wyrósł, nie wchodził w kulty demoniczne, w momencie, w którym zaczyna przyjmować Ewangelię i otwierać się na Jezusa Chrystusa, potrzebuje także uwolnienia od złego ducha. Podsumowując, trzeba by powiedzieć, że w większym stopniu otwiera się na działanie złego ducha chrześcijanin, który bardziej niż ku życiu chrześcijańskiemu zaczyna skłaniać się ku praktykom Wschodu, niż ten wyznawca pogańskich religii, który nic nie wie o Jezusie. Nawet trudno w związku z tym powiedzieć, że on się od Chrystusa odwraca. Nie odwraca się, bo Go zwyczajnie nie zna.
W pewnym sensie oznacza to, że ci wyznawcy religii naturalnych, nieobjawionych, mają spokój i zły duch się nimi nie interesuje?
Nie, tak oczywiście nie można powiedzieć. Zły duch interesuje się także nimi. Chodzi o coś innego. Po prostu trudno tu powiedzieć, że niechrześcijanie wyraźnie przeciwstawiają się prawdziwej wierze. Raczej trwają w niewiedzy. Poprzez swoją niewiedzę zaś są objęci pewną ochroną Jezusa Chrystusa, która jednak nie jest tym samym, co ochrona otrzymywana dzięki wejściu do Kościoła przez chrzest. Może być też tak, że w tej czy innej religii będzie wyraźniejsze otwarcie na złego ducha.
Na przykład przez charakter szamański czy okultystyczny?
To też, ale powiedziałbym, że bardziej przez przekraczanie podstawowych praw natury. Tego prawa naturalnego, które jest wpisane w naturę każdego człowieka. W drugiej kolejności oczywiście przez wchodzenie w praktyki wprost otwierające na złego ducha - na przykład praktyki szamańskie czy poddanie się kierownictwu czarowników. Jeśli dodatkowo mówimy o ludziach, którzy nie tylko oddychali taką religią i jej kulturą, ale sami wchodzili w role szamanów czy czarowników, to uzależnienie od złego ducha jest o wiele poważniejszą sprawą. Takie osoby zresztą mają świadomość, że korzystają ze złowrogiej siły, z mocy duchów, nieważne, jak oni to sobie nazywają w ramach swojego kultu. Takie rzeczy przecież nie odbywają się poza ich świadomością.
Ksiądz odradza wszelkie praktyki związane ze Wschodem, także te na poziomie sportowym? Na przykład sztuki walki, różne ćwiczenia medytacyjne?
Bardzo trudno jest przekonywać o zagrożeniach płynących z tych praktyk. Zwłaszcza te osoby, które mówią, że traktują to wyłącznie sportowo. Osobiście podchodziłbym do sprawy trochę od innej strony. Wszelkiego rodzaju pokusy przychodzą bardzo małymi krokami, które wydają się jeszcze ciągle niewinne. Tak działa kusiciel, stwarza iluzję, że każdy kolejny krok też może być niemal zupełnie niewinny. Takie są pierwsze propozycje ćwiczeń, później pojawiają się pojedyncze gesty, okrzyki, których także nikt nie kojarzy z jakimś kultem, aż dochodzi się do stanu, w którym ktoś zaczyna przewidywać atak przeciwnika w walce, zanim tamten zrobi jakiś ruch - skąd nagle ta umiejętność. Każdy kolejny krok wydaje się nie mieć większego znaczenia. A trzeba nam wiedzieć, że cała aktywność ludzi Wschodu jest zakorzeniona w filozofii i religii Wschodu. U nich nie ma, tak jak w kulturze zachodniej, przestrzeni, działań neutralnych. Dopiero po jakimś czasie konsekwencje mogą okazać się bardzo niepokojące. Obawiam się, że znakomita większość osób korzystających z różnych propozycji walk wschodnich będzie sama ponosić konsekwencje tych nieopatrznych decyzji. Rodzice i nauczyciele będą płakać, ponieważ będą mieć z dziećmi coraz większe kłopoty wychowawcze i nie będą mogli sobie z nimi poradzić. Już się tak przecież dzieje. Ale czy wtedy ktokolwiek będzie umiał pokojarzyć, że te problemy wychowawcze, ta niemożność dogadania się rodzica z własnym dzieckiem, biorą się z tego, że pięć czy sześć lat temu zgodzili się na takie, a nie inne zajęcia?
Takie zagrożenia będą wobec tego dotyczyły wszystkich pogańskich aspektów kultury? Przecież jedno z ważniejszych zawołań modlitewnych w chrześcijaństwie - Kyrie eleison - miało swoje źródło w ezoterycznych religiach starożytności. Jak to wszystko rozróżnić?
Jest dosyć duża różnica pomiędzy tym, kiedy ja zwiedzam świątynię, a tym kiedy zaczynam uczestniczyć w praktykach, jakie tam się odbywają. Czym innym jest poznawanie kultury, konkretnych społeczności, ludów, nawet po to, żeby się do nich zbliżyć, uczyć się ich obyczajów, tradycji, także ich wiary. Czym innym jest to poznawanie, a czym innym decyzja: "To ja też spróbuję tak jak oni"! Taka pokusa może się pojawić czy to w odniesieniu do sztuki walki, czy to podczas urządzania domu, na przykład: "To feng shui jest ciekawe, może i ja też tego spróbuję". Co innego, gdy ja wiem, że ludzie Wschodu sobie tak a nie inaczej mur ustawiają i z jakich powodów tak robią, a co innego, gdy ja sam zaczynam swój dom podporządkowywać obcej duchowości. To jest duża różnica.
Osobno trzeba powiedzieć o sytuacjach, kiedy chrześcijaństwo przejmowało pewne sformułowania czy ryty i nadawało im nowe znaczenie. Celem tych inicjatyw było pragnienie budowania pomostów dla ewangelizacji świata. To były oficjalne decyzje Kościoła. Dziś natomiast wydaje się, że to chrześcijanie są "nawracani" na religie Wschodu. To też jest duża różnica.
Ale na przykład medytację można by uznać za formę pożytecznej obyczajowości, którą przystosowaliśmy do naszej kultury.
To nie jest tylko kwestia obyczajowości. Kompetentnie te sprawy rozróżnia ojciec Joseph Verlinde[2]. Zwraca on uwagę na to, że medytacje Wschodu wiążą się silnie z odmienną w tamtych religiach koncepcją Boga i jedności człowieka z Bogiem. W religiach Wschodu zjednoczenie człowieka z Bogiem polega na tym, że człowiek zatraca się w swoim człowieczeństwie, w swojej tożsamości, ponieważ, jak to oni interpretują - człowiek wpada jak kropla do oceanu, którym jest Bóg. W chrześcijaństwie powiemy, że to jest relacja osoby z Osobą i im bardziej człowiek wzrasta w relacji z Bogiem, tym bardziej odczytuje swoją godność, odrębność swojej osoby. Tu nie ma nic z zatracania swojej tożsamości. To jest zmierzanie w zupełnie odmiennym kierunku. Jeśli będziemy mówili o modlitwie, która ma jednoczyć z Bogiem na zasadzie takiego zatopienia się w odmętach oceanu, to jest to dążenie sprzeczne z chrześcijaństwem...
***
Czy możemy wyjaśnić kilka pojęć?
Oczywiście.
Czym jest obsesja, a czym opresja?
Obsesja i opresja w kontekście, o który tu chodzi, to formy dręczenia przez złego ducha. Obie wynikają ze zniewolenia, czyli takiego przystępu złego ducha, kiedy może on dręczyć człowieka niejako od zewnątrz. Gdy gaśnie nagle światło, gdy słychać jakieś stukanie, czyjeś kroki, zegar porusza się w drugą stronę, przesuwają się przedmioty... To są te formy opresji, które stanowią po prostu sposób dręczenia człowieka. Proszę mi wierzyć, jak człowiek doświadcza takich rzeczy, to jest to potężna udręka. Natomiast obsesja to oddziaływanie na psychikę człowieka. Można ją porównać do dręczeń psychicznych, podobnych do tych, gdy ktoś komuś powtarza: "Ty musisz to zrobić!" albo "Ty jesteś durniem!", "Ty nic nie potrafisz!". A kiedy tego rodzaju oddziaływanie ma miejsce wewnątrz człowieka i kiedy on zaczyna myśleć o sobie negatywnie albo mieć poczucie, że musi coś ze sobą zrobić (najczęściej chodzi o samobójstwo), to jest to obsesja. Znów przywołajmy tutaj ojca Josepha Verlinde'a. Mówi on o przypadku kobiety, która stawała w oknie domu z zamiarem, a nawet przymusem, by skoczyć w dół z wysokiego piętra, a jednocześnie była świadoma tego, co to jest i jak się to skończy, jeśli ona to zrobi. Nie chciała tego oczywiście i bała się konsekwencji tego czynu. Równocześnie była ta druga siła duchowa oddziaływująca na jej psychikę, przymuszająca ją do skoku.
Co możemy powiedzieć o urokach?
Uroki, złorzeczenia, klątwy to próby szkodzenia jakiemuś człowiekowi, rodzinie, oparte na działaniu złego ducha. Najczęściej odwołując się do pewnych rytów, ktoś przyzywa złego ducha w celu zaszkodzenia komuś, kogo "przeżywa" jako swojego nieprzyjaciela. Bywa, że z powodu takich działań - nazywamy je także czarną magią - ludzie ponoszą poważne konsekwencje zdrowotne, losowe...
A posiadanie?
Nie jestem tutaj tak do końca pewny, to może zależeć od kontekstu, w którym się tego słowa używa. Dla mnie chodziłoby o opętanie - posiadanie, czyli zawładnięcie ciałem człowieka.
Otwieranie drzwi?
To dopuszczenie do sytuacji zagrożenia zniewoleniem.
Jeszcze raz chciałbym wrócić do tematu klątw i złorzeczeń - można odnieść wrażenie, że często posługujemy się nimi w życiu codziennym, wygrażając choćby w emocjach innym uczestnikom ruchu drogowego czy, niestety, najbliższym...
Ja bym tych przypadków wspomnianych przez pana nie lekceważył, natomiast nie należy popadać w przesadę. Ja sam swoimi słowami nie jestem w stanie spowodować złych skutków. Mówimy czasem na przykład: "A żeby cię tam coś potłukło...". Takie moje słowa nic nie znaczą, ale równocześnie te słowa, które opierałyby się na możliwościach złego ducha, mogłyby ściągnąć na drugiegoczłowieka rzeczywiście poważne perypetie. To, czy ten zły duch się pojawi, zależy już od moich głębszych intencji. Może też być tak, że ktoś w celu zaszkodzenia innej osobie odwołuje się do "specjalisty", czyli okultysty, który wykonuje stosowne ryty.
Chodzi zatem o sytuację, gdy w przekleństwie zwracamy się do złego ducha?
Gdy zwracamy się do złego ducha, to już jest na bank zachowanie niebezpieczne.
Nawet potoczne powiedzenie: "Idź do diabła"?
Trzeba pamiętać, że w takich potocznych powiedzeniach istnieje różnica pomiędzy tym, co się mówi, a intencją wypowiadanych słów. Potoczne powiedzenie "Idź do diabła!" właściwie nic nie znaczy. Ale gdy to jest rzeczywiście powiedziane z intencją odwołania się do złego ducha, ponieważ naprawdę chcemy, żeby kogoś spotkało jakieś nieszczęście, żeby miał jakieś kłopoty, to w tym momencie moje zachowanie jest szukaniem współpracy z diabłem.
Można komuś zaszkodzić, mówiąc coś głupiego, bez świadomości, że będzie to miało poważne konsekwencje, czy zawsze ważna jest tylko intencja?
Jeśli nie ma wyraźnej intencji, to nie spodziewałbym się, żeby nasze słowa mogły być groźne w wymiarze duchowym. Oczywiście na poziomie relacji międzyludzkich takie zachowania podlegają ocenie moralnej. Gdy człowiek człowiekowi źle życzy, nawet nie szukając wsparcia ze strony złego ducha, to i tak bym się spodziewał konsekwencji, może nie tak poważnych, ale jednak. Równocześnie ostrzegam tych, którzy chcieliby w takich sprawach wdawać się w konszachty z szatanem. Trzeba się liczyć z tym, że ten, wobec którego są podejmowane różnego rodzaju złorzeczenia czy klątwy, rzucane są uroki, okaże się odporny na zakusy złego ducha. Wszystko może się okazać nieskuteczne, jeśli więź tego człowieka z Jezusem Chrystusem będzie silna. Wtedy jego wrogowie będą bezskutecznie się pocić od rana do nocy. Trzeba się nawet liczyć z tym, że złość złego ducha obróci się przeciwko złorzeczącym. W sytuacjach szczególnego zagrożenia duchowego, ale także w każdej właściwie sytuacji, ogromnie ważne jest to, jak wygląda moja relacja z Jezusem Chrystusem. Naprawdę warto mocno to wyeksponować. W całym chrześcijaństwie niejednokrotnie bywa przeakcentowywana postawa lęku wobec złego ducha. A przecież chrześcijanin to człowiek, który jest powołany do tego, żeby odnosił zwycięstwo w Jezusie Chrystusie, a nie chował się w okopach i rozglądał wokoło, jaki to zły duch na niego napadnie. Chrześcijanin jest chrześcijaninem po to, żeby zdobywał dla Chrystusa świat! Całe narody! Nie chowajmy się zatem w okopach, tylko mocą Jezusa Chrystusa idźmy do przodu. Na pewno, powtórzę jeszcze raz, nie chowajmy się za podwójną gardą. Każde lękowe podejście, przepełnione obawą, że "złe duchy coś mi tu zaraz zrobią", to jest żadne chrześcijaństwo.
A jednak ludzie spotykają na swojej drodze złego ducha...
Kiedy moja relacja z Jezusem Chrystusem jest autentyczna i żywa, to nie muszę mieć żadnych obaw. Co nie znaczy, że mogę spać spokojnie. Powinienem nawet spać niespokojnie, pamiętając słowa świętego Pawła i żyjąc tymi słowami: "Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!". I to może być prawdziwy powód, dla którego będę miał niespokojne sny, ale nie dlatego, że mi zły duch coś może zrobić.
Trzeba jednak pamiętać, że nawet przy rozwijającej się więzi z Chrystusem może być ważne, żeby rozliczyć swoją przeszłość. Mogę "ciągnąć za sobą" różne trudności duchowe będące konsekwencją moich własnych grzechów czy grzechów moich przodków. W sytuacji zaangażowań w okultyzm, ale mniejszej wagi, może się pojawić na przykład zablokowanie rozwoju życia duchowego i zablokowanie rozwoju modlitwy. Ktoś mówi, że przeżywa Pana Boga jak za jakąś szybą czy nawet żelazną kurtyną: z jednej strony jest pewien Jego obecności, ale z drugiej - ciągle brakuje mu żywej relacji. Niejednokrotnie spotykałem się z czymś takim w przypadku osób zaawansowanych na drodze życia chrześcijańskiego. Zagmatwana przeszłość często się odzywa zupełnie niespodziewanie. Może się to zdarzyć choćby w czasie ćwiczeń ignacjańskich czy innych rekolekcji. Jedno, drugie pytanie kapłana i okazuje się, że w historii życia danej osoby czy jej rodziny były różne formy otwierające na działanie złego ducha.
Chcę równocześnie jeszcze raz wyraźnie powiedzieć, że to wszystko nie są powody do obawy, a raczej sposobność do jeszcze głębszego zakorzeniania się w Jezusie Chrystusie, w relacji z Nim. Może czasem dziwić sytuacja "dziedziczenia" uzależnienia od złego ducha, zwłaszcza gdy jesteśmy świadomi prawdy o osobistej odpowiedzialności jedynie za swoje grzechy. Pismo Święte mówi: "W tych dniach nie będą już więcej mówić: Ojcowie jedli cierpkie jagody, a synom zdrętwiały zęby, lecz: Każdy umrze za swoje własne grzechy; każdemu, kto będzie spożywał cierpkiejagody, zdrętwieją zęby"(Jr 31,29-30).Doświadczenie egzorcystów potwierdza fakt, że osoby wywodzące się z rodzin obciążonych praktykami okultystycznymi przejawiają jednak zdecydowanie większą skłonność, by wejść na tę samą drogę. Stawiamy sobie pytanie: dlaczego? Jako odpowiedź nasuwa się analogia do grzechu pierworodnego. Nawet sakrament chrztu świętego nie wyzwala nas z pewnych przejawów słabości, ale jest wezwaniem do wielu zmagań, w których kształtuje się nasza więź z Chrystusem i odbudowuje podobieństwo do Niego. Podobnie ma się rzecz z rodzinami patologicznymi, w których dzieci przejmują sposób myślenia, wartościowania na wzór środowiska, w którym wzrastają.
***
Jakie typy praktyk wywołują najwięcej problemów natury duchowej - opętań czy zniewoleń?
Zwróciłbym bardziej uwagę na zniewolenia niż opętania, ponieważ opętania są skutkiem działań, w których człowiek jest świadomy tego, co robi. Jedyne, co mogę powiedzieć jako przestrogę, to to, że ten, kto się wpakuje w takie problemy, potem bardzo płacze, ponosząc konsekwencje swoich decyzji. Wiem to z doświadczenia. Uwalnianie trwa nieraz całymi latami, zanim człowiek doświadczy na nowo wolności. To trzeba jasno powiedzieć - zły duch nigdy nie jest przyjacielem człowieka. Nigdy. Nawet wtedy, kiedy ludziom wydaje się, że będą temu duchowi służyć i w nagrodę zachowają jakieś dobre z nim układy. Nie ma takiego człowieka, którego kontakt ze złym duchem by nie zniszczył. W postawie i relacji diabła do stworzeń Bożych nie ma czegoś takiego, jak wdzięczność, przyjaźń, to są rzeczy zupełnie niewchodzące w grę. Nienawiść - to jest zasadnicza postawa charakteryzująca złego ducha, oprócz tego dominacja, relacja władzy, mocy, przewagi nad kimś. Zły duch funkcjonuje w taki właśnie sposób.
Z jakich powodów ludzie decydują się na tak ryzykowne zachowania, jak podpisywanie paktu ze złym duchem?
Mogą być tego bardzo różne przyczyny. Poza sytuacjami, nazwijmy je środowiskowymi, gdzie podejrzane praktyki bywają normą, a stosowanie rytuałów, zwracanie się do złego ducha jest na porządku dziennym, są i takie sytuacje, gdy ktoś dla określonych korzyści wchodzi w układ ze złym duchem. Na przykład po to, żeby zachować linię, to znaczy nie przytyć. Ktoś inny obraził się na Pana Boga, przeżywa życiowe trudności i doświadcza niezrozumienia swojej sytuacji, a w związku z tym nie dostrzega działania i prowadzenia Bożego. Do tego ma poczucie, że Pan Bóg go lekceważy, więc zwraca się do kogoś innego o pomoc. Może być też tak, że pakt staje się efektem stopniowego wchodzenia, krok po kroku, w kolejne stopnie relacji ze złem, aż w końcu okazuje się, że od zniewolenia do opętania jest już bardzo niedaleko.
Jak jest zatem ze zniewoleniami, skoro te sytuacje nie są już tak ewidentne?
Różnica polega na tym, że tutaj jest mniejsza świadomość, człowiek mniej sobie zdaje sprawę z tego, w co się wikła. W przypadku paktu, jeżeli ktoś wchodzi w taką relację i decyduje się na jakąś uległość, to ma pełną świadomość, z kim się wiąże. Natomiast tutaj możemy mieć do czynienia z robotą w "białych rękawiczkach". Na przykład ktoś, kto zajmował się wywoływaniem duchów, mówi mi: "Przecież ja chciałem tylko z babcią porozmawiać, a nie wiązać się ze złym duchem". Może i tak, ale doszło jednak do zlekceważenia tego, co mówi Pismo Święte: "Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, abynie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz"(Kpł 19,31)."Jeżeli jakiś mężczyzna albo jakaś kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, będą ukaraniśmiercią. Kamieniami zabijecie ich. Sami ściągnęli śmierć na siebie"(Kpł 20, 27). Nie musi ów człowiek zdawać sobie sprawy, że wiąże się ze złym duchem. On może mówić: "Ja chciałem z babcią porozmawiać". W tym momencie trzeba mieć poważne wątpliwości co do całej sytuacji. Czy to na pewno babcia przychodzi? Kto wtedy przychodzi naprawdę? Jednego można być pewnym, nie przychodzi nikt, kto trwa w jedności z Bogiem - nikt ze zbawionych, skoro Bóg mówi: "Nie będziesz wywoływaćduchów". Trzeba się wystrzegać wszelkich form spirytyzmu, wróżenia, niekonwencjonalnych form leczenia czy korzystania z propozycji religii Wschodu. We wszystkich tych sytuacjach trzeba po prostu myśleć, trzeba się odwoływać do poznania naukowego, do badań eksperymentalnych. Czy człowiek, który wróży, jest innym człowiekiem niż ja? Czy jest nadczłowiekiem? Czy on nie jest tak samo jak ja ograniczony przestrzenią i czasem? Skąd może wiedzieć o sprawach, w których nie uczestniczył? Czy plik kart lub wahadełko jest mądrzejsze od nas? Chciałoby się zawołać: "Ludzie, zacznijcie myśleć!". No tak, ale wtedy słyszę: "Treści, które przekazują, pokrywają się z rzeczywistością, jasnowidz potrafi wskazać, gdzie leżą ukryte zwłoki ofiary". A ja się pytam: "Skąd on o tym wie?". Trzeba postawić pytanie: Kto jest jego informatorem? Jeśli wykluczymy, że tego rodzaju informacje pochodzą od Boga lub osób z Bogiem związanych, także aniołów, to informator jawi nam się już jednoznacznie. Tak samo rzecz się ma z niekonwencjonalnymi metodami leczenia. O energiach czy jeszcze lepiej - o dobrych energiach zaświadczają jedynie sami bioenergoterapeuci. Ich praktyk nie potwierdziły żadne badania eksperymentalne, żadne autorytety naukowe. O tych ludziach trzeba by mówić, że oni nie są ani bio-, ani energo-, a i sama ich terapia budzi wiele wątpliwości. Jeszcze raz chciałbym powtórzyć - zacznijmy myśleć, krytycznie patrzeć na propozycje nam podsuwane. Jakie one mają uzasadnienie racjonalne? O homeopatii z kolei Naczelna Izba Lekarska wprost stwierdziła, że w oferowanych przez nią specyfikach nie ma nic, co mogłoby leczyć.
Musimy jeszcze wrócić do zagrożeń wynikających z otwierania się na praktyki Wschodu. Wschód nie oddziela żadnej swojej aktywności życiowej od filozofii i religii, którą wyznaje. Kiedy więc decydujemy się na ćwiczenia medytacyjne, trenujemy różne sztuki walki, korzystamy z ich sposobów urządzania domu, ogrodu, podejmujemy kult związany z inną religią, co w naszej sytuacji trzeba określać jako apostazję. Nam może wydawać się to dziwne, niezrozumiałe, bo mentalność ludzi Zachodu oddziela aktywności o charakterze kultu od tych, które są przejawami naszego codziennego życia. Gdyby więc ktoś nam kazał zapalić świeczkę na cześć Buddy, mielibyśmy opory, przeżywając to jako przejaw kultu, którego nie zamierzamy podejmować, ale gdy mamy w taki a nie inny sposób urządzać dom, ogród, wznosić okrzyki w czasie walki - nie kojarzymy tego z formą kultu. I jeszcze jedno. Apostazja to odejście od Jezusa jako naszego Boga i Zbawiciela, rezygnacja z Jego zbawczego działania. W razie porzucenia tej ochrony nie ma już komu nas bronić przed sytuacjami, o których św. Piotr mówi: "Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć" (1 P 5,8).
Kolejna dziedzina, co do której potrzeba dzisiaj bardzo dużo wrażliwości, to pseudopsychologia. Bywa ona praktykowana, tak jak przez lekarzy praktykowane są homeopatia czy nawet bioenergoterapia, w gabinetach lekarskich zdarzają się też wahadełka. Z kolei psychologowie odwołują się do różnych bardzo podejrzanych form parapsychicznych - zaczynając od hipnozy, a dalej wchodząc w takie pomysły, jak niektóre metody szybkiego uczenia się i ustawienia hellingerowskie?[3].
Czym są takie "ustawienia"?
Moim zdaniem to pewna forma spirytyzmu - wywoływania duchów. Ideą tej praktyki jest to, żeby zainteresowany człowiek poznał przyczyny swoich uwarunkowań czy ograniczeń, które biorą się z jego przeszłości, a także z różnych uzależnień pokoleniowych. W związku z tym pacjent uczestniczy w tak zwanym "ustawieniu", podczas którego kilka osób zgromadzonych w jednym pomieszczeniu, poddając się stanom transowym, odgrywa członków rodziny z przeszłości tej osoby. W seansach spirytystycznych duchy wchodzą w przedmioty materialne i dają logiczne odpowiedzi, tutaj zaś duchy wchodzą w konkretnych ludzi i kierują ich zachowaniem, mówieniem, sposobem ich wyrażania się. Odgrywają najprzeróżniejsze historie. Trzeba się liczyć z tym, że wielokrotnie będą one zgodne z tym, co o historii rodzinnej osoba badana już wiedziała. Takie "ustawienie" sprawdza się - to jest dla ludzi bardzo mocny argument, zupełnie jak ten, że energoterapia "działa".
Czy ta praktyka ma jakiekolwiek naukowe oparcie?
Nie widzę takiego uzasadnienia. Przez osoby biorące udział w "ustawieniu" mówi zły duch. Skąd ci obcy sobie ludzie mogą znać historię drugiego człowieka? Skąd taką wiedzę mają wróżki? W jaki sposób osoby z "ustawień" i te szarlatanki z kartami mogą zdobyć informacje o różnych wydarzeniach z mojego życia? I jeszcze nagle zaczynają o nich mówić. To nie są jacyś wyjątkowi geniusze, oni po prostu otwierają się na działanie duchów, a duchy są istotami, których nie ograniczają przestrzeń i czas, więc mają wiedzę o wszystkich wydarzeniach z przeszłości.
Jak to możliwe?
Świat duchów zna to wszystko. Nie zna tylko przyszłości. Przyszłość jest zakryta i znana tylko Bogu.
Rozmawiamy chyba o rozleglejszym problemie niż tylko "ustawienia" - dotyczy on ostrożności wobec różnych doświadczeń terapeutycznych...
Oczywiście, miałem takie przypadki, że osoby z terapii DDA [Dorosłe Dzieci Alkoholików - przyp. red.] trafiały do mnie, prosząc o modlitwę o uwolnienie, ponieważ pani psycholog stosowała wobec nich jakieś formy okultyzmu.
Czy możemy w ogóle oddzielić to, co psychiczne od tego, co duchowe? Są tendencje do separowania tych sfer nawet w Kościele, ale jeśli weźmiemy do ręki pisma Ojców Kościoła, zobaczymy, że dla nich to jest właściwie jedna sfera, albo jeśli nawet dwie - to bardzo sobie bliskie. Jak to wygląda w Waszej praktyce? W jaki sposób rozpoznajecie, że coś jest już poza Waszymi kompetencjami i należy oddać osobę w ręce psychiatry?
Część problemów można rozstrzygnąć, opierając się na praktyce i doświadczeniu. Czasem osoba mówi: "Jestem Panem Jezusem", "Jestem Matką Boską" - to dolegliwości psychiczne, gdzie następuje zatrata własnej tożsamości, własnego "ja". Ktoś inny mówi: "Diabeł jest we mnie, diabeł przeze mnie działa". Najprawdopodobniej także jest chory psychicznie. Kiedy ktoś jest naprawdę uzależniony od złego ducha, boi się wypowiadać opinię, że to diabeł. Powie raczej: "Mam problem, dokucza mi coś". Natomiast nie użyje określenia, że sprawcą tego jest diabeł. Innym razem może się ktoś uskarżać na niezrozumiałe dla siebie lęki, na depresję, na poczucie obecności kogoś obok siebie, na doświadczenie duszenia lub świadomość, że inna istota dąży do kierowania jego postępowaniem. Takie sygnały mogą być także traktowane przez lekarzy jako przejawy zaburzeń psychicznych, a nie zawsze takimi są. Jeżeli psycholog potrafi powiedzieć sobie, że jest tylko psychologiem i działa jedynie na podstawie właściwych dla jego dziedziny metod diagnostycznych, to umie też szanować kompetencje innych dyscyplin wiedzy. Pacjent mówi terapeucie o swoich lękach, uprzedzeniach, depresji - i ten powinien wyjaśnić mu sposób funkcjonowania psychiki czy konkretnych dróg myślenia, może też pomóc w odreagowywaniu emocji. Tam, gdzie psycholog czy psychiatra dotyka granicy swoich możliwości, gdzie pacjent przestaje reagować zgodnie z normami określonymi przez jego dziedzinę wiedzy, powinien pozostać otwarty na możliwość konsultacji z przedstawicielem innej specjalności. Człowiek jest istotą cielesno-psychiczno-duchową, a każdy z tych przedstawicieli, czy to psycholog, czy egzorcysta, czy inny lekarz, ogarnia tylko pewien aspekt tej rzeczywistości. Wyżej wymienione objawy w połączeniu z trudnościami w diagnozie psychologicznej i psychiatrycznej mogą być rozpoznane jako problem duchowy. Podsumowując, gdy w ramach swoich kompetencji nie umiem pomóc temu, kto się do mnie zwrócił, powinienem zgodzić się na konsultację ze specjalistą pokrewnej dziedziny. Zachęcam do czytania księdza Aleksandra Posackiego, on bardzo zwraca uwagę na problemy redukcjonizmu, czyli ograniczenia w teoriach medycznych, psychiatrycznych, ale i duchowych człowieka do jednej tylko przestrzeni, na przykład cielesnej czy psychicznej. Taka postawa jest nieporozumieniem już na dzień dobry. Ksiądz Aleksander pisze też o różnych formach manipulacji i tak zwanych "przedefiniowaniach", gdzie pojęciom wcześniej używanym nadaje się częściowo lub całkowicie inne znaczenie. Takie manipulacje prowadzą do nieporozumień i wciągają ludzi na błędne drogi.
Chodzi tylko o sytuacje terapeutyczne czy dotyczy to szerszego kontekstu współczesnej kultury?
Tu przede wszystkim będzie chodziło o teorię i przekaz informacji. Potem oczywiście dezinformacja przenika do praktyki.
Ale Ksiądz nie odradzałby terapii jako takiej?
Nie, to już by był redukcjonizm na poziomie duchowym, natomiast coraz bardziej trzeba patrzeć, z kim mam do czynienia, kiedy zamierzam korzystać z terapii.
Jeśli mam do wyboru terapeutę, który jest katolikiem, to powinienem się tym kierować?
Nie byłbym w tej sprawie aż tak nieelastyczny. Powiedziałbym inaczej - dobrze by było, żeby terapeuta wyznawał wartości chrześcijańskie i nie ingerował w sumienie pacjenta. Równocześnie wydaje mi się, że będzie coraz większa potrzeba powoływania różnych form stowarzyszeń, poradni, które gwarantują rzetelność na poziomie wartości. Szczególnie dla tych osób, które mają mniejsze rozeznanie czy trudniej jest im rozpoznać, z kim mają do czynienia. Ważne, żeby każdy, komu zależy, kierując się do konkretnych poradni, miał gwarancję co do prezentowanych przez jej psychologów wartości.
W nieunikniony jednak sposób psycholog, nawet najbardziej rzetelny, ma swoje głębsze uzasadnienia: religijne, filozoficzne, teoretyczne. Teorie psychologiczne, które przekładają się na praktykę, powstały z inspiracji i fascynacji różnymi religiami.
Człowiek jest istotą i materialną, i psychiczną, i duchową. Jeżeli ktoś na osobę ludzką patrzy inaczej, to pozostaje pytanie, do jakiego stopnia jest jej w stanie pomóc. Jeśli psychiatra ograniczy się do patrzenia na człowieka tylko z punktu widzenia medycznego i nie uwzględnia niczego więcej, to pewnego rodzaju pomocy nie udzieli. Co, jeśli przyjdzie do niego ktoś, kto objawami będzie wskazywał na schizofrenię, a okaże się to oddziaływaniem duchowym zła? Co wtedy? W sytuacji, gdy dla psychiatry aspekt duchowy w ogóle nie istnieje, ponieważ on w niego nie wierzy lub go nie uznaje, będzie szpikował pacjenta coraz to nowymi medykamentami i niszczył jego zdrowie.
Czyli przy trudnościach duchowych mogą wystąpić objawy, które z medycznego punktu widzenia da się zdiagnozować?
Tak jest.
Jak wobec tego rozróżnić, czy dany przypadek nie jest sprawą pomiędzy daną osobą, złymi duchami i Panem Bogiem. Są jakieś "testery"?
Dużo pomaga wywiad - jeśli mamy do czynienia z uzależnieniem duchowym, to musi być tego konkretna przyczyna, na przykład jakieś formy okultyzmu. Poza wywiadem także modlitwa jest właściwym momentem rozpoznania, zwłaszcza przy opętaniach. Nawet Rytuał egzorcyzmów mówi, że mogą być sytuacje, w których ostatecznym rozstrzygnięciem, czy mamy do czynienia z opętaniem, będzie podjęcie egzorcyzmu. Czasami dobrze podjąć egzorcyzm w taki sposób, żeby człowiek potencjalnie opętany nie wiedział, że to się dzieje. Można, i mówię to zupełnie poważnie, poczęstować taką osobę herbatką na wodzie święconej czy ziemniaczki przyprawić pobłogosławioną solą.
Ksiądz podaje przykłady z życia wzięte?
Owszem, akurat nie przeze mnie zastosowane, ale jak najbardziej. Jeśli ktoś przychodzi do mnie i stawia sobie pytania o obecność złego ducha w swojej rodzinie, to proponuję takie proste metody wplecione w codzienne czynności. Oczywiście dobrze jest raz i drugi powtórzyć taki test, żeby potwierdzić reakcje.
I w takiej sytuacji mogą się pojawić wstręt czy odmowa spożycia?
Tak. Może być tak, że osoba testowana zrezygnuje z picia albo walnie szklanką w ścianę czy w kogoś znajdującego się w pobliżu i powie przy tym: "Co ty mi tutaj dajesz?! Wiem, kim jesteś!". (śmiech)
Ciągle trzeba pamiętać, że diabeł nie jest zupełnie bezkarny, w każdym momencie on może tyle, ile mu Pan Bóg pozwoli.
***
Jak jest z kwestią opętania i zniewolenia a zbawieniem? Czy opętanie i zniewolenie sprawia, że człowiek w większym stopniu jest zagrożony potępieniem?
Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że wszelkie sytuacje uzależnień są konsekwencjami grzechu, i to grzechu, który wydaje się być dziś coraz częściej bagatelizowany. Chodzi o grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu Bożemu. Obecnie, przynajmniej w pewnych sytuacjach, ludzkość jest wrażliwa na krzywdę wobec człowieka, ale wobec Pana Boga to co tam... Kwalifikacja takich czynów jest wyraźnie mała. Natomiast grzechy, których konsekwencją jest opętanie, są bez wątpienia grzechami przeciwko pierwszemu przykazaniu Bożemu, czyli "Nie będzieszmiał Bogów cudzych przede mną". Każdy grzech powoduje dwa skutki. Pierwszy narusza lub niszczy relację pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Drugi skutek to zniszczenie, jakie dokonuje się w samym człowieku. I teraz człowiek poprzez sakrament pokuty i pojednania odbudowuje relację z Panem Bogiem, a właściwie to Pan Bóg odbudowuje tę relację poprzez przebaczenie. Mówimy wtedy, że człowiek jest w stanie łaski uświęcającej i żyje w jedności z Bogiem, ale to, co w nim samym zostało popsute, dalej jest popsute. Tak jest w wielu dziedzinach. Jeżeli ktoś w sferze seksualnej będzie sobie pozwalał na różnego rodzaju grzechy, a potem się nawróci i wyspowiada - będzie żył w łasce, ale trudności w sferze seksualnej pozostaną. Nieraz całymi latami ludzie męczą się ze zniszczeniami, jakie się w nich dokonały przez ten grzech. Problem z seksualnością to może być na przykład zniewolenie pornografią. Gdy tylko taki nieszczęśnik dotknie klawiszy komputera, to zaraz musi wchodzić nie tam, gdzie trzeba - to jest efekt zniszczenia, tak wygląda zniewolenie, które trwa dalej mimo spowiedzi. Jeśli w momencie śmierci dusza jest w stanie łaski uświęcającej - zostaje zbawiona, ale zniszczenie uczynione przez grzech, jeśli nie jest odbudowane w okresie życia doczesnego, prowadzi do konieczności czyśćca. Podobnie jest w przypadku konsekwencji w przekraczaniu pierwszego przykazania. Ktoś, kto jest opętany, przez sakrament pokuty i pojednania odbudowuje więź z Panem Bogiem. Ciągle jednak pozostaje potrzeba wewnętrznej przemiany; dopóki jej brak, człowiek nadal jest podatny na ataki ze strony złego ducha. One dalej mogą mieć miejsce mimo łaski uświęcającej. Opętania doświadczać można nawet do momentu śmierci, ale łaska uświęcająca pozwala przejść do wieczności z Bogiem. Oczywiście nie obejdzie się bez czyśćca, oczyszczenie duszy będzie konieczne.
We wszelkich uzależnieniach od złego ducha, a tym bardziej w opętaniu, modlitwa Kościoła, taka jak modlitwa egzorcysty czy innego rodzaju modlitwa o uwolnienie, jest tylko towarzyszeniem człowiekowi na drodze jego nawrócenia. Jest to niezbędna interwencja, ale to tylko część pomocy. Cała przemiana na poziomie relacji do Pana Boga, postrzegania Pana Boga, poziomu przeżywania wiary, wyboru wartości - to wszystko przestrzeń, która wymaga długiego czasu przemiany. Pamiętam taką rozmowę - po modlitwie za jedną opętaną osobę i po doświadczeniu przez nią uwolnienia, choć jeszcze niezupełnego, ona mówi: "Ten diabeł jest taki konkretny..." - i urwała, a ja dokończyłem: "A Pan Bóg taki nieuchwytny..." - "No tak, no właśnie". Za tą rozmową poszło moje myślenie - no rzeczywiście, jak ona zwracała się do diabła to wystarczył jeden pstryk palcami i już była odpowiedź. Dziś pytanie, dziś odpowiedź. Cóż, Pan Bóg też czasami przychodzi z takimi wyjątkowymi łaskami, ale generalnie rzecz biorąc, On nas wprowadza na drogę wiary, czyli nie na drogę, na której co chwila są potwierdzenia i na której Pan Bóg miałby funkcjonować jak pajacyk - pociągam za sznureczek i wszystko działa. On wprowadza na drogę moich osobistych wyborów, w podejmowaniu trudu życia, odpowiedzialności za swoje postępowanie. To jest zupełnie co innego. U tej osoby potrzeba było przeorientowania tych dziedzin, wkroczenia na Bożą drogę. Wcześniej trzeba było jeszcze innej przemiany, uświadomienia sobie, kim jest Pan Bóg i kim jest diabeł, a także tego, że Pan Bóg ma pełną władzę nad diabłem. I wreszcie, że diabła nie trzeba się bać.
Co to w praktyce oznaczało?
To oznaczało, że ta osoba bardziej liczyła się w życiu z diabłem niż z Panem Bogiem. Dlaczego? Ponieważ Pan Bóg jej nie szkodził, a diabeł jej szkodził. Diabła się więc bała - Pana Boga się nie bała. W takiej sytuacji posługa egzorcysty to nie jest tylko posługa polegająca na modlitwie i wypędzeniu diabła. Owszem, modlę się, odprawiamy egzorcyzm, diabeł odstępuje, a czasem i nie odstępuje, jeśli brakuje woli ze strony człowieka. A jak odstępuje, to co dalej? Nie obejdzie się bez kilkupłaszczyznowej formacji człowieka, często także potrzeba pomocy psychologicznej, towarzyszenia duchowego, formacji i ewangelizacji. A właściwie to często od ewangelizacji trzeba zaczynać. Od strony psychologicznej chodzi o to, by człowiek mógł odzyskać swoją tożsamość, żeby mógł rozpoznać, co w nim samym jest jego, a co nie, by mógł złapać dystans wobec różnych myśli, przeżyć, uczuć, które się w nim natrętnie pojawiają. Człowiek musi umieć sobie odpowiedzieć, czym to wszystko jest i co z tym robić. Czasem sam po licznych perturbacjach już nie wie, kim jest. Strzeżmy się myślenia, że to takie "hop siup" - odmówimy modlitwę, egzorcyzm, i człowiek wolny idzie do domu. To jest długa droga nawrócenia. Przychodzą do mnie ludzie, którzy mówią, że doświadczyli poprawy po modlitwie grupy, ale na krótko. Często okazuje się, że była ona owocna, ale zabrakło determinacji ze strony człowieka, by podjąć decyzję o wkroczeniu na nową drogę życia.
***
Kim są złe duchy?
Są istotami, które kiedyś były aniołami. Musiał być jakiś dla nas nieznany okres ich próby, a potem buntu. Próby, podczas której odrzuciły Boga. Złe duchy to są zbuntowane anioły. Tak najkrócej.
Możemy doświadczać wpływów złych duchów na wydarzenia, jakie nas spotykają? Weźmy jakiś obrazowy przykład. Mamy pełnić dzieło Boże i wszystko nam się sprzeciwia...
Może tak być, może...
...samochód nam się zepsuł, rower nam się połamał, a mieliśmy gdzieś dojechać...
Może być i tak. Jest też i taka forma działania złego ducha, w której on uzależnionych od siebie naprowadza jednych na drugich. Nie znając się, na drodze dziwnych okoliczności się spotkają, skumają się ze sobą.
Była taka osoba, za którą się dwa lata modliłem i ona mi mówiła w tamtym czasie: "Proszę Księdza, ja to już byłam wysoko postawiona wśród satanistów". Kiedyś wyjechała do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nagle dzwoni do mnie przerażona i opowiada: "Proszę Księdza, ja tam byłam, no, Ksiądz wie gdzie... Ja w ogóle nie wiedziałam, że takie coś jest". Domyśliłem się, że trafiła do świątyni szatana. I to była ewidentna sytuacja - ona w ogóle tego nie szukała, a nawet nie wiedziała, że coś takiego jest, a trafiła.
To było już wcześniejsze zniewolenie...
No tak, ona była satanistką i ponieważ ciągle nie doświadczała wyzwolenia, a musiała wyjechać, więc w takim stanie pojechała za ocean, a szatańskie prowadzenie "pojechało za nią".
Czy istnieje zależność między głębokością relacji z Panem Bogiem, pełniejszym życiem duchowym a zakusami złego ducha, by zewnętrznymi sposobami się do człowieka dostać lub chociaż utrudniać mu działanie?
Takiego działania się trzeba spodziewać. Walka duchowa ma miejsce, jest realna. A są przecież takie przejawy, których doświadczali Jan Maria Vianney czy Ojciec Pio. W ich przypadku był też pewien stopień zgody na znoszenie tego rodzaju cierpień czy dręczeń, jako ofiary za uwolnienie innych. Podobną drogę wybierali Ojcowie pustyni - oni świadomie wybierali pewien styl życia, nie tylko przez posty, ale także zamieszkiwanie na pustkowiu czy nawet w grobach. I nie robili tego dla oryginalności, tylko by wchodzić w miejsca, które są przestrzenią złych duchów, aby je niejako wypierać ze świata i przynosić uwolnienie dla ludzi.
Jest też opisywane w literaturze doświadczenie nocy duchowej... Mogą być jakieś podobieństwa i niebezpieczeństwo pomylenia objawów tego stanu z obecnością złego ducha?
Tu chodzi o rozróżnienie pomiędzy oschłością a oziębłością - w pierwszym wypadku człowiek pozostaje wierny swoim powinnościom, obowiązkom, powołaniu, misji, którą podejmuje. W drugim wypadku, mówiąc kolokwialnie, wszystko leży, obowiązki porzucone. A duchowo doświadczenie będzie porównywalne. Święty Ignacy podaje jeszcze inną zasadę, którą możemy określić jako wstępną i od której się zaczyna rozeznanie. Chodzi o uświadomienie sobie tego, na co jesteś ukierunkowany całym swoim życiem. Czy na pełnienie woli Bożej i Jezusa Chrystusa? A może twoja podstawowa orientacja życiowa jest jakaś inna i tak naprawdę interesuje cię coś innego, wcale nie Bóg, nie pełnienie Jego woli. To rozstrzyga w podstawowy sposób, czym są różne poruszenia wewnętrzne i jak je interpretować. Jeśli tego się nie uwzględni, mogą powstawać nieporozumienia.
Czy życie duchowe nie jest dziś zbytnio psychologizowane?
Myślę, że jeśli ktoś chce zasięgnąć porady psychologa, to nie ma w tym nic złego, ponieważ psycholog może powiedzieć, że jest wszystko w porządku od strony ludzkiej. Wtedy i kierownik duchowy jest spokojniejszy i nie musi się obawiać, że penitentowi psychika siadła.
Czy wykazanie problemów psychicznych zmienia jakoś diagnozę duchową?
To, że ksiądz, opiekun duchowy odsyła kogoś do psychologa, to nie znaczy, że kończy swoją rolę. Odsyła po to, żeby mieć dodatkową informację i móc rozstrzygnąć kwestię stanu psychicznego, ale towarzyszenie duchowe musi trwać dalej. To nie jest tak, że jak ktoś się kwalifikuje do leczenia, to nie podlega już opiece duchowej - kłopoty ze zdrowiem wpisują się w kłopoty duchowe.
***
Mówi się o modlitwie o uzdrowienie i o uwolnienie. To są dwie różne rzeczy czy jedna?
Rozumiem, że chodzi o uzdrowienie wewnętrzne, a nie fizyczne, gdzie dotykamy problemów związanych ze sposobem naszego funkcjonowania. Modlitwa o uwolnienie odnosi się do oddziaływania złego ducha, natomiast modlitwa o uzdrowienie dotyczy skutków powodowanych przez różne trudne doświadczenia życiowe - oddziaływania innych ludzi, którzy pozostawili na osobie poszkodowanej swego rodzaju piętno. Powiedzmy, że mam w dzieciństwie traumatyczne doświadczenie z brodatym mężczyzną i za każdym razem, kiedy w dorosłym już życiu spotykam brodatego mężczyznę, to doświadczam lęku albo dystansu i nie wchodzę w żadne relacje z brodatymi mężczyznami. Możemy w takiej sytuacji prosić Pana Boga o uzdrowienie.
Czy to jest prośba o szczególną łaskę?
Tak jak mogę prosić: "Przywróć mu, Panie Boże, władzę w rękach", tak samo mogę prosić o przywrócenie normalnego funkcjonowania w przestrzeni psychicznej. Inny przykład. Mogą występować objawy niechęci do mężczyzn, ponieważ ojciec był kimś nie w porządku. Dziewczyna nie wejdzie w żadną relację z mężczyzną, gdyż na każdego patrzy przez doświadczenie ojca. Może to obciążać także jej relacje z Panem Bogiem, bo przecież Bóg jest Ojcem. Tą drogą nieraz następuje zamknięcie na spotkanie z Bogiem.
***
Czy jest jakaś szczególna rola Maryi w posłudze egzorcystów?
Nie tak dawno jedna osoba, nad którą się modliłem, doświadczała bardzo poważnych dręczeń, to znaczy zły duch rzucał nią o ziemię, jeszcze zanim zaczęliśmy egzorcyzm, potem w trakcie egzorcyzmu wydawała z siebie warczenia przypominające bardziej odgłosy zwierzęce niż człowieka. W pewnym momencie Rytuału ma miejsce nasze wołanie do Maryi. Wtedy zły duch uaktywnił się w inny sposób i zaczął warczeć: "Ona tu jest, Ona tu jest, będę musiał wyjść, będę musiał wyjść, Ona tu jest". Egzorcyzm dalej przebiegał normalnie i w pewnym momencie przyszło pełne uwolnienie, już bez nawrotów. W nas pozostało głębokie przekonanie o szczególnej interwencji Matki Bożej w tym przypadku. Dwa dni temu też modliliśmy się za osobę doświadczającą objawów wskazujących na opętanie i w trakcie wstępnej rozmowy na pytanie, czego doświadczała, odpowiedziała, że szczególnej nienawiści do Maryi. Oczywiście ta nienawiść to reakcja złego ducha na jakąś interwencję Najświętszej Maryi Panny. Trzeba pamiętać, że nawet jeśli modlimy się do Maryi, to oczywiście wszystko dzieje się mocą Jezusa Chrystusa, a Ona po prostu jest Tą, która pozostaje najbardziej zjednoczona z Jezusem Chrystusem. Jeśli przez kogoś ma się Jezus jeszcze szczególniej objawiać, to właśnie przez Nią.
***
Co to jest egzorcyzm?
Jest to ryt, w którym człowiek, odwołując się do autorytetu Jezusa Chrystusa, zwraca się wprost do złego ducha i nakazuje mu odstąpienie, zaprzestanie działań lub czegoś innego i odsyła go do piekła. Ważne jest, że to się dzieje w jedności z Jezusem Chrystusem, z odwołaniem się do autorytetu Jezusa Chrystusa. Zasadniczo chodzi o odstąpienie od człowieka. Jest forma egzorcyzmu zarezerwowana dla kapłana-egzorcysty. Są też takie formuły egzorcyzmu, które prywatnie mogą wypowiadać kapłani niebędący egzorcystami. Jest też forma modlitwy błagalnej, w której zwracam się do Boga i proszę Go: "Panie Boże, odsuń ode mnie..." albo "Odsuń od tego człowieka..." jakieś nękanie złego ducha, uwolnij go od obecności złego ducha. Taka prośba jest możliwa do podjęcia przez wszystkich, przez każdego człowieka.
Taką modlitwę możemy także odmawiać w swojej intencji?
W swojej i nie tylko swojej. W swojej intencji można zwrócić się nawet bezpośrednio do złego ducha i może to zrobić każdy.
Co możemy powiedzieć?
Idź precz, szatanie!
Ks. Andrzej Grefkowicz, ur. w 1946 roku w Łowiczu, prezbiter archidiecezji warszawskiej, święcenia prezbiteratu w 1970 roku; były proboszcz parafii w Magdalence, koordynator grup Odnowy w Duchu Świętym archidiecezji warszawskiej, od 1999 roku diecezjalny egzorcysta.