Zaufanie - D&J Przybysz
40.38 zł
33.52 zł
(40,38 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Warszawa wieczorem była zupełnie innym miastem.
Ruch na ulicach powoli się uspokajał, ale światła samochodów wciąż przesuwały się po mokrym asfalcie jak długie, świetliste węże. W powietrzu czuć było wilgoć po całodziennym deszczu.
Michał wyszedł z biurowca przy rondzie Daszyńskiego i zatrzymał się na chwilę na schodach.
Kolejna rozmowa o pracę była już za nim.
I kolejna, która nie poszła najlepiej.
Rozmówca był uprzejmy, ale zdystansowany. Zadawał pytania, notował coś w laptopie, a na końcu powiedział zdanie, które Michał zaczynał już dobrze znać.
"Odezwemy się."
To zwykle oznaczało jedno: raczej nie.
Michał wsunął ręce do kieszeni płaszcza i ruszył chodnikiem w stronę przystanku.
Warszawa była ogromna. Pełna ludzi, którzy dokądś biegli. Pełna firm, biur, inwestycji. A jednak znalezienie pracy okazywało się trudniejsze, niż myślał.
Zatrzymał się przy przejściu dla pieszych.
Światło było czerwone.
Samochody przejeżdżały przed nim jeden po drugim.
Wtedy usłyszał za plecami znajomy głos.
- Michał?
Odwrócił się.
Kilka metrów dalej taksówka właśnie zatrzymała się przy krawężniku. Drzwi się otworzyły i wysiadła z niej Karolina.
Na jej ramionach spoczywał elegancki czarny płaszcz. Włosy miała związane w luźny kucyk, a w ręce trzymała skórzaną torebkę.
Wyglądała tak, jakby właśnie wyszła z ważnego spotkania.
- Co za zbieg okoliczności - powiedziała z uśmiechem.
Michał był wyraźnie zaskoczony.
- Karolina? Co ty tu robisz?
- Spotkanie biznesowe - odpowiedziała spokojnie. - A ty?
Michał wzruszył ramionami.
- Wracam z rozmowy o pracę.
Karolina przyglądała mu się przez chwilę uważnie.
- I jak poszło?
- Zobaczymy.
To była dyplomatyczna odpowiedź.
Karolina jakby to wyczuła, bo uśmiechnęła się lekko.
- Czyli średnio.
Michał parsknął cicho.
- Można tak powiedzieć.
Światło zmieniło się na zielone.
Ruszyli razem przez przejście.
- Anna mówiła, że wysyłasz CV gdzie się da - powiedziała Karolina.
- Staram się.
- Warszawa jest trudna na początku.
- Wiem.
Doszli do parkingu przy ulicy.
Karolina zatrzymała się nagle.
- Właściwie mam do ciebie małą prośbę.
Michał spojrzał na nią pytająco.
- Mój samochód jest w serwisie - powiedziała. - A ja muszę jeszcze podjechać kawałek dalej. Odwieziesz mnie?
- Jasne - odpowiedział bez wahania.
Po chwili siedzieli już w jego samochodzie.
Silnik mruknął cicho, kiedy Michał ruszył z miejsca.
Przez pierwsze minuty jechali w milczeniu.
Miasto przesuwało się za szybą w smugach światła i deszczu.
Warszawa nocą wyglądała inaczej. Bardziej tajemniczo. Bardziej obco.
- Anna bardzo ci ufa - powiedziała nagle Karolina.
Michał rzucił jej krótkie spojrzenie.
- Dlaczego miałaby nie ufać?
Karolina oparła głowę o zagłówek.
- Właśnie dlatego jesteście szczęśliwi.
Zatrzymali się na czerwonym świetle.
Przez chwilę oboje patrzyli przed siebie.
Potem Karolina odwróciła głowę i spojrzała na Michała uważnie.
Jakby próbowała coś w nim odczytać.
- Wiesz... - powiedziała cicho - Warszawa potrafi zmieniać ludzi.
Światło zmieniło się na zielone.
Michał ruszył dalej.
- Mam nadzieję, że nas nie zmieni - odpowiedział.
Karolina uśmiechnęła się lekko.
- Każde miasto zmienia ludzi.
Przez resztę drogi prawie nie rozmawiali.
Kilka minut później Michał zatrzymał samochód przy nowoczesnym apartamentowcu.
Karolina spojrzała na budynek.
- Tu mieszkam.
- Ładne miejsce.
- W Warszawie trzeba mieć dobre miejsce - powiedziała.
Otworzyła drzwi, ale zanim wysiadła, spojrzała jeszcze raz na Michała.
- Nie martw się tą pracą.
- Łatwo powiedzieć.
- Czasami najlepsze okazje pojawiają się przypadkiem.
Uśmiechnęła się.
- Dobranoc, Michał.
- Dobranoc.
Wysiadła i zamknęła drzwi.
Michał odjechał powoli.
Nie zauważył, że Karolina wciąż stała na chodniku i patrzyła za jego samochodem.
Jej uśmiech powoli zniknął.
Zamiast niego na twarzy pojawił się wyraz skupienia.
Jakby właśnie coś zdecydowała.
Wyjęła telefon z torebki.
Wybrała numer.
Po drugiej stronie ktoś odebrał prawie natychmiast.
- Tak? - odezwał się męski głos.
Karolina spojrzała jeszcze raz w kierunku ulicy, gdzie zniknął samochód Michała.
- Chyba znalazłam naszego człowieka - powiedziała spokojnie.
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
- Jesteś pewna?
Karolina uśmiechnęła się bardzo lekko.
- Prawie.
Rozłączyła się.
Potem weszła do budynku.
A w jej głowie powoli zaczynał układać się plan.
Michał siedział przed ekranem komputera w pustym biurze. Było już po dziewiętnastej, a większość pracowników dawno wyszła do domu.
Na piętrze panowała cisza.
Tylko światło z jego monitora odbijało się w szklanych ścianach sali konferencyjnej.
Przeglądał zestawienia finansowe jednej z nowych spółek, które prowadziła Karolina. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało normalnie - przelewy, faktury, standardowe operacje księgowe.
Ale coś się nie zgadzało.
Michał zmarszczył brwi i przybliżył jeden z dokumentów.
Przelew.
Duża kwota.
Trzy miliony euro.
Odbiorca: firma zarejestrowana na Cyprze.
To nie było nic niezwykłego w świecie inwestycji, ale jeden szczegół zwrócił jego uwagę.
Ta firma pojawiła się w dokumentach... tylko raz.
- Dziwne - mruknął pod nosem.
Kliknął w historię operacji.
I wtedy zobaczył coś jeszcze.
Ten sam numer konta pojawiał się w kilku innych spółkach powiązanych z firmą.
Tylko że każda z nich miała innego właściciela.
Michał odsunął się na krześle.
- Co jest...
W tym momencie usłyszał dźwięk windy.
Drzwi otworzyły się gdzieś na korytarzu.
Michał spojrzał na zegarek.
19:42.
Kto jeszcze był w biurze o tej porze?
Kroki.
Powolne.
Ktoś szedł w stronę działu finansowego.
Michał instynktownie zminimalizował okno z dokumentami.
Drzwi do biura otworzyły się.
W progu stanęła Karolina.
- Wiedziałam, że jeszcze tu będziesz - powiedziała z lekkim uśmiechem.
Michał odetchnął.
- Przestraszyłaś mnie.
Karolina weszła do środka i oparła się o biurko.
- Nad czym pracujesz?
Michał zawahał się przez sekundę.
- Sprawdzam dokumenty z ostatniej transakcji.
- Tej cypryjskiej?
Michał spojrzał na nią uważnie.
- Tak.
Przez chwilę w biurze zapadła cisza.
Karolina uśmiechnęła się lekko.
- W świecie inwestycji takie rzeczy są normalne.
- Może.
- Michał... - powiedziała spokojnie - czasem lepiej nie zadawać zbyt wielu pytań.
Jej głos był miękki, ale w tych słowach było coś dziwnego.
Jak ostrzeżenie.
Albo rada.
Michał zamknął laptop.
- Dzięki za wskazówkę.
Karolina spojrzała na niego przez chwilę.
- Po prostu nie chcę, żebyś wpadł w coś, czego jeszcze nie rozumiesz.
Michał uśmiechnął się lekko.
- Spokojnie. To tylko liczby.
Karolina skinęła głową.
Ale kiedy odwróciła się do wyjścia, jej uśmiech zniknął.
Jakby coś ją zaniepokoiło.
A Michał nie miał jeszcze pojęcia, że właśnie zobaczył pierwszy ślad operacji, która wkrótce wciągnie go w jedną z najbardziej niebezpiecznych gier finansowych.
Przez następne dwa dni wszystko wyglądało zaskakująco normalnie.
Michał przychodził do pracy jak zwykle. Odbierał telefony, przeglądał raporty z budów i podpisywał dokumenty, które trafiały na jego biurko.
Ale w środku czuł coś zupełnie innego.
Niepokój.
Nie chodziło już tylko o papiery.
Chodziło o świadomość, że teraz ktoś patrzy na każdy jego ruch.
W środę rano pojechał na kolejną budowę, tym razem na północnych obrzeżach miasta.
Duży teren ogrodzony blachą falistą. Na środku placu stały dwie koparki i kilka ciężarówek.
Michał zaparkował samochód i wysiadł.
Kiedy przechodził przez bramę, zauważył mężczyznę stojącego przy ogrodzeniu.
Elegancki płaszcz. Skórzana teczka. Okulary przeciwsłoneczne.
Nie wyglądał na kogoś z budowy.
Mężczyzna obserwował teren, jakby coś notował w pamięci.
Ich spojrzenia spotkały się na moment.
Nieznajomy skinął głową, jakby go rozpoznał.
Michał odwzajemnił gest i poszedł dalej.
Ale coś w tym spojrzeniu było dziwne.
Zbyt uważne.
Po południu, kiedy wrócił do biura, Marta z księgowości zatrzymała go na korytarzu.
- Michał, masz chwilę?
- Jasne.
Zamknęła drzwi swojego małego gabinetu.
- Był tu dziś ktoś z urzędu.
Michał poczuł lekki ucisk w klatce piersiowej.
- Z jakiego urzędu?
- Kontrola skarbowa.
Zapadła cisza.
- Czego chcieli?
- Pytali o projekty z ostatnich miesięcy. O faktury. O firmy podwykonawcze.
- O które?
Marta spojrzała na niego znacząco.
- Nord-Bud.
Michał poczuł zimny dreszcz.
- Co im powiedziałaś?
- To, co zawsze.
- Czyli?
- Że wszystko jest zgodne z dokumentacją.
Michał oparł się o biurko.
- I uwierzyli?
Marta wzruszyła ramionami.
- Nie wiem.
- Dlaczego mi to mówisz?
Kobieta przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu.
- Bo wydajesz się jedyną osobą tutaj, która jeszcze nie przywykła do tego wszystkiego.
- Do czego?
- Do tego, że w tej firmie pewne rzeczy po prostu się robi.
Michał nic nie odpowiedział.
Wieczorem Karolina zadzwoniła do niego sama.
- Słyszałam, że był dziś ktoś z urzędu - powiedziała spokojnie.
- Skąd wiesz?
- Mam dobre źródła.
- Powinniśmy się martwić?
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
- Nie.
- Jesteś pewna?
- Michał... takie kontrole zdarzają się cały czas.
- A jeśli zaczną kopać głębiej?
Karolina zaśmiała się cicho.