1
Agata rozejrzała się po wnętrzu. Dział z damską bielizną znajdował się
po prawej stronie. Na wieszakach kusiły seksowne koronki. Gacie a la
Bridget Jones upchane zostały celowo na samym dole, by nie przypominać
nikomu o porażce poniesionej w walce z łakomstwem i grawitacją. Taką
bieliznę kupowało się i nosiło w sekrecie. Agata najchętniej ukryłaby to
sama przed sobą, ale nie miała wyjścia. Potrzebowała majtek
spłaszczających brzuch. Najlepiej takich, które wcisnęłyby niepotrzebne
fałdki w otchłań trzewi. Tymek rozepchał jej skórę w newralgicznym
miejscu i Agata czuła, jakby ciągle była w ciąży. A podobno, gdy karmi
się piersią, brzuch spłaszcza się niemalże samoistnie. Może... U niej
jednak to nie zadziałało.
Podeszła do stojaka z jedwabnymi koszulkami. Nie spoglądała na cenę i rozmiar. Miała tylko nacieszyć wzrok. W myślach powtarzała, że kiedy już
schudnie, w nagrodę kupi sobie najbardziej krwistoczerwoną koszulkę z koronkami i będzie w niej chełpliwie przechadzać się po mieszkaniu tam i z powrotem, nie szczędząc oczom Emila tego seksownego widoku,
sparafrazowała w myślach Trupięgi Leśmiana. Pasowały do jej
wyobrażenia. Na stopy włożyła jeszcze wirtualne szpilki i było idealnie.
Westchnęła, wracając do rzeczywistości, a potem schyliła się do półki z bielizną wyszczuplającą. Znalazła odpowiedni rozmiar i przeszła do kasy.
Akurat razem z nią pojawił się tu mężczyzna trzymający w dłoni
kąpielówki w jaskrawych kolorach. Ominął Agatę, trącając ją w ramię.
Nawet nie przeprosił, i kiedy ona szykowała się do tego, by zwrócić mu
uwagę, bezczelny facet nonszalanckim tonem odezwał się do ekspedientki:
- Chciałbym, by mi pani doradziła, czy dobrze wyglądam - powiedział. -
Chcę to przymierzyć. - Rozłożył przed dziewczyną kąpielówki, by nie
miała wątpliwości, co chce jej pokazać.
- Przymierzalnie są tam. - Młoda kobieta wskazała kierunek, a potem
grzecznie wyjaśniła, że nie udziela rad klientom, że każdy sam powinien
zdecydować.
Agata z ciekawością przysłuchiwała się rozmowie. Uwielbiała takie
sytuacje. Były źródłem natchnienia w jej dziennikarsko-blogerskiej
karierze. Zauważyła, że ekspedientka zaczerwieniła się. Nerwowo
przestąpiła z nogi na nogę, bo nie była pewna, czy faktycznie może
odmówić klientowi. Tego Agata nie mogła wiedzieć, ale dziewczyna
pracowała w tym sklepie dopiero od miesiąca. A to był pierwszy raz, gdy
ktoś prosił o taką przysługę. Gdyby chodziło o kobietę, pewnie by się
nie zawahała, ale oglądanie faceta w skąpych kąpielówkach trochę ją
krępowało.
Ty w piętkę golony typie, pomyślała Agata i poczekała na rozwój
wydarzeń.
Mężczyzna wyglądał na takiego, który nie miał zamiaru odpuścić.
Dziewczyna stojąca za ladą bardzo mu się spodobała. Miała oliwkową
skórę, ciemne włosy i ładną twarz. Wydała się mu niezwykle symetryczna.
Fachowo ocenił jej profil. Potem przeniósł spojrzenie na dekolt, który
był seksowną zachętą do snucia wyobrażeń co do reszty ciała. Uśmiechnął
się lubieżnie.
- Śmiem twierdzić, że pani obowiązkiem jest doradzenie klientowi -
dodał, nie spuszczając wzroku z kobiety. - Pani... Kasiu... - przeczytał jej
imię z plakietki.
- Przepraszam - odezwała się Agata. - Ta pani jest od przyjmowania
zapłaty za towar, ale ja bardzo chętnie panu doradzę. Znam się na tym,
proszę mi wierzyć.
Mężczyzna spojrzał krytycznym wzrokiem na Agatę. Od razu minęło mu
podniecenie. Ta kobieta była za stara jak na jego wymagania. Gustował w dwudziestoparolatkach, a nie starych czterdziestkach. Z niechęcią coś
mruknął pod nosem, co tylko rozjuszyło Agatę.
Noż, kurza morda, zaklęła w myślach po swojemu. Już ja temu piździelcowi
pokażę.
Mrugnęła porozumiewawczo w stronę zszokowanej ekspedientki, która nie
bardzo wiedziała, co się wyrabia w sklepie. Kilka innych osób,
przeglądających towar, też zerkało na Agatę i podstarzałego playboya.
- Może jednak to nie jest najlepszy po... - zająknął się.
- Nie ma sprawy - Agata weszła mu w słowo. - Doradzę panu. Proszę mi
wierzyć, że wyjdzie pan ze sklepu w pełni usatysfakcjonowany. -
Uśmiechnęła się do niego zachęcająco. Potem zalotnie poprawiła włosy.
Mężczyzna stwierdził w myślach, że z braku laku lepszy kit. Na upartego
kobieta nie wyglądała najgorzej, a ewidentnie była chętna, więc należało
skorzystać. A młoda siksa za ladą niech się uczy!
Ruszył w stronę przymierzalni, a Agata szła krok w krok za nim. Swoje
majty a la Bridget Jones wcisnęła na pierwszą lepszą półkę. Potem po nie
wróci. Teraz udawała pracownicę sklepu.
Mężczyzna zasunął kotarę i zniknął w przymierzalni.
- I jak panu idzie? - spytała Agata sympatycznym głosem. - Wybrał pan
naprawdę wspaniały model, widać od razu konesera mody - zachwalała, a w stronę stojącej z rozdziawionymi ustami ekspedientki wyciągnęła kciuk,
pokazując, że wszystko ma pod kontrolą. Pozostali klienci wciąż
spoglądali w kierunku przymierzalni. Sytuacja z pewnością była
nietypowa. Niektórzy nawet podejrzewali, że to taki chwyt marketingowy
producenta kąpielówek. - Mogę zajrzeć? Jest pan gotowy?
Agata usłyszała niewyraźną zgodę na odsłonięcie wnętrza przymierzalni.
Zrobiła więc to zamaszystym ruchem, jakby odsuwała kurtynę przed
występem teatralnym. Tylko aktor nie wyglądał na zachwyconego.
Natychmiast jednak przyjął pozycję pozwalającą w jak najlepszy sposób
zaprezentować swoje wdzięki. Agata miała wrażenie, że bierze udział w wyborach mistera roku. Facet miał całkiem niezłe ciało. Gorzej było z manierami.
- I jest super! - zawołała z entuzjazmem. Potem odwróciła się w stronę
ekspedientki. - Pani Kasiu, musi to pani zobaczyć. Prawie idealnie!
Dziewczyna spojrzała na nią w panice. Co, do cholery, działo się w tym
sklepie i kim byli ci wariaci? Uśmiechnęła się nieśmiało i już miała
wezwać ochronę, gdy nagle Agata machnęła do niej, by podeszła, lecz
dziewczyna postanowiła zostać na swoim miejscu.
- Naprawdę? - spytał zadowolony mężczyzna i jeszcze bardziej napiął
mięśnie.
- Naprawdę! No... prawie idealnie. - Agata schyliła się, by wszyscy mieli
pewność, że spogląda na kąpielówki. Facet uśmiechnął się mile połechtany
i pomyślał, że całkiem atrakcyjna ta czterdziestka. Przynajmniej wie, co
mówi, bo ma doświadczenie. - Dokupi pan sobie jeszcze wkładki push up
i będzie doskonale, bo teraz te dwa groszki mogą czuć się niepewnie przy
takim przeroście ego. Pani Kasiu, mamy wkładki powiększające penisa?! -
krzyknęła na cały sklep. Kobiety przy wieszaku z bielizną zachichotały.
- Tak, oczywiście - odezwała się ekspedientka, która wreszcie odzyskała
mowę. Uśmiechnęła się do Agaty i szybko podeszła do półki z wkładkami. -
Podam w takim razie największe, by efekt był widoczny - dodała.
- Wypraszam sobie! - fuknął facet i szybko zasunął kotarę. Agata
zachichotała i wróciła do lady.
- Dziękuję - szepnęła ekspedientka. A po chwili razem z Agatą
obserwowały, jak ośmieszony mężczyzna wybiega z przymierzalni. Dwie
klientki zaklaskały w dłonie.
- Cała przyjemność po mojej stronie - dodała Agata z uśmiechem. - Od
razu lepiej się czuję. Jestem świeżo upieczoną matką i jedyna moja
rozrywka to kolor kupki mojego synka. A tu taka okazja! Żal było
zmarnować.
2
- Jesteś w domu?
- Tak, pracuję - odparła Pola, nie odrywając wzroku od monitora. - A co
tam, siostra?
- Idę do ciebie.
- Z Tymkiem? - spytała ożywionym głosem. Pokochała swojego siostrzeńca
od pierwszego wejrzenia. Miała wrażenie, że wraz z jego przyjściem na
świat pojawiła się też jej potrzeba macierzyństwa. Nie mówiła tego
jednak głośno. Nieraz słyszała od swoich koleżanek poruszających się na
wózkach, jak takie marzenia się kończyły. Poronienie za poronieniem. A tego nie chciała przeżywać. Zresztą... Pewnie rodzina by ją wyśmiała.
Powinna cieszyć się z tego, że znalazła faceta, który w dodatku myśli o niej poważnie. Westchnęła chyba zbyt głośno w słuchawkę, bo Agata zaraz
się zainteresowała, co się dzieje. - Nic - powiedziała spokojnie. -
Jestem zapracowana.
- Tymek u babci i dziadka, a ja korzystam z wolności.
- To wpadaj.
Agata rozłączyła się i wcisnęła telefon do torebki. Szła szybkim
krokiem, aż dostała zadyszki, co od razu przypomniało jej, że czuje się
jak słoń. A wydawało się jej jeszcze rok temu, że plan schudnięcia
będzie zdecydowanie łatwiejszy do zrealizowania niż znalezienie
kandydata na męża i urodzenie dziecka. Zaczęła od końca. Dziecko już
miała. Potem okazało się, że jego ojciec jest całkiem dobrym partnerem i warto się z nim związać, choć wcześniej kręciła nosem i nie brała go pod
uwagę. Los jednak chciał inaczej. Przywołał ją do porządku. A dziś Emil
był wspaniałym ojcem, który w dodatku włożył na jej palec pierścionek
zaręczynowy.
- Co się stało? - spytała Pola na widok zdyszanej siostry. - Biegłaś?
- Nie, ale się zasapałam. Moja kondycja równa się kondycji leniwca, choć
pewnie ten i tak jest lepszy ode mnie, bo żeby wisieć na drzewie
godzinami, musi mieć silne mięśnie - dodała w swoim stylu. Młodsza
siostra uśmiechała się pod nosem. Cała Agata. Marudzi, stęka, a niewiele
robi.
- Czas ruszyć tyłek na siłownię.
- Nie cierpię siłowni ani żadnego fitnessu.
- No to polub siebie w takiej wersji i nie stękaj - odparła Pola nieco
już poirytowana marudzeniem Agaty.
- Niewykonalne. Przecież mam schudnąć, bo przegram zakład! Zapomniałaś?
Miałam być jak Bridget Jones, ale ta w trzeciej części - dodała, a Pola
parsknęła śmiechem.
- Dwa złote już zarobiłaś, więc nie jest źle. Z trzech punktów nie
zrealizowałaś tylko jednego - skomentowała młodsza siostra.
Agata dumnie wypięła pierś.
Jestem niesamowita, pomyślała. Mam dziecko i mam faceta. Może jeszcze
nie męża, ale wszystko było na dobrej drodze, w końcu przecież Emil się
oświadczył.
Pola otworzyła szufladę biurka i wyjęła niewielki portfel. Wyłuskała z niego dwie monety jednozłotowe i podała siostrze, która od razu z zadowoleniem chuchnęła na nie i schowała je do kieszeni. Nie pamiętała,
czy siostra nie wypłaciła przypadkiem już wcześniej tej nagrody, ale
pomyślała, że z powodu podwójnej wypłaty nie zbiednieje. Teraz musiała
jeszcze zrealizować ostatni punkt zakładu. Najtrudniejszy. Nie na darmo
się mówiło, że zanim gruby schudnie, chudy kilka razy kopnie w kalendarz. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Na szczęście - dodała. - Przyda mi się w gubieniu kilogramów, bo
czarno to widzę.
- Rany, Agata! Jak można tak stękać i nic nie robić? Ty myślisz, że od
takiego gadania to spalają się kalorie?
- A nie? - uśmiechnęła się przekornie.
- Nie. Weź się w garść. Kiedyś byłaś bardziej zdecydowana i zdeterminowana. Pamiętam, jak w liceum...
- No właśnie - odparła kobieta. - To były czasy dinozaurów.
Agata usiadła w fotelu i przyglądała się siostrze. Miała rację. Od
jakiegoś czasu stała się rozlazła jak wyżęta i zużyta ścierka. Wahała
się, analizowała, a potem bardzo często wycofywała. Podobnie było z Emilem. Najpierw wydał się jej fajny, zostali parą, potem ją znudził,
więc się rozstali, żeby spotkać się po latach. I niby powtarzała sobie,
że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale przypadkowo po dużej
dawce alkoholu pojawiła się ciąża. A potem okazało się, że Agata jest o Emila zazdrosna. Zakochała się. Jakby nie można było od początku trzymać
się chłopaka, rozwijać związek, rodzić dzieci i być po prostu
szczęśliwą. To byłoby pewnie zbyt proste. Trzeba było komplikacji dla
lepszego smaczku.
Pola popukała się w czoło i z politowaniem spojrzała na siostrę.
- Masz trzydzieści osiem lat z hakiem. Czas najwyższy dorosnąć.
- I kto to mówi? - parsknęła.
- Agata, zdecyduj się, czego chcesz od życia. Jak ja jeszcze raz usłyszę
twoje jęki, to nie ręczę za siebie - powiedziała zdecydowanym tonem. -
Ustaliliście datę ślubu?
- Nie, bo jeszcze się waham...
- Boże! - Pola wywróciła oczami. - O czym ja przed chwilą mówiłam?
- Nie krzycz na mnie. - Agata wyprostowała się w fotelu i popatrzyła na
Polę. - Trudno mi podejmować decyzje, wiem, ale odkąd miałaś wypadek,
zawsze pięćdziesiąt razy analizowałam wszystkie wybory, bo bałam się, że
coś się stanie i... rodzicom pękną serca. Bałam się, nie rozumiesz?
- Nie. Czyli to może moja wina?
- Nie... Nie chcę, abyś to tak odbierała. Bałam się po prostu o rodziców,
a może o siebie, ciebie... Nie mam pojęcia. Coś mnie zablokowało, a potem weszło mi w krew.
- To zrób coś z tym czymś.
- Masz rację - powiedziała spokojnie. - Czas najwyższy wziąć się za
siebie... Tylko że to nie jest takie łatwe.
Pola uśmiechnęła się i poklepała siostrę po kolanie.
- Kiedy kupujesz karnet na siłownię?
Agata westchnęła. Nieźle ją Pola podeszła. Teraz nie miała wyjścia.
Zapisze się na tę cholerną siłownię i wyciśnie na niej z siebie cały
tłuszcz. Koniec z niezdecydowaną Agatą! Teraz jest matką, będzie żoną,
więc jej życie ma być konkretne, ma płynąć do jasno określonego celu.
Jakiego, Agata jeszcze nie wiedziała, ale to było mało istotne. Ważne,
żeby płynąć z Emilem i Tymkiem. A żeby płynąć i nie zatopić ich
rodzinnej łajby, trzeba się odchudzić, bo inaczej jako balast pociągnie
ich na dno.
- Jutro - odparła pokornie.
- Jutro to będzie futro i znając życie, coś ci wypadnie, Tymka zaboli
brzuszek albo będziesz musiała ze Stefką pojechać do weta. Już ja cię
znam.
- Złośliwa jesteś. Co cię dzisiaj ugryzło?
- Nic. - Pola wzruszyła ramionami. - Mówię samą prawdę. Jeżeli nie
załatwisz tego od ręki, to zapomnij.
- Ty to potrafisz człowieka zmotywować - mruknęła niezadowolona Agata. -
A pójdziesz ze mną na siłownię?
Pola odwróciła się do niej i z entuzjazmem stwierdziła, że bardzo
chętnie. Miała teraz krótką przerwę w treningach koszykówki, więc z przyjemnością poćwiczy na siłowni, by nie stracić kondycji.
- O której odbierasz Tymka od rodziców? - spytała.
- Za dwie godziny.
- To poczekaj kilka minut, skończę ten projekt i jedziemy po karnety.
- Ale...
- Muszę go skończyć w ciszy - dodała Pola i dała znak Agacie, żeby się
nie odzywała. Przy takim postawieniu sprawy starsza siostra zamilkła.
Wygodnie rozpostarła się w fotelu i czekała na znak, kiedy może się znów
odezwać. W myślach analizowała swoją decyzję. Zgodziła się na siłownię,
ale nie zaplanowała, co zrobi z Tymkiem. Musiała przecież uzgodnić to z mamą albo... Może czas najwyższy wynająć jakąś opiekunkę na kilka godzin?
Mogłaby znów zacząć pisać.
3
Gdy Agata siedziała w ciszy przerywanej jedynie kliknięciami w klawiaturę i pomrukiwaniem Poli, nagle zadzwonił telefon. Zobaczyła na
wyświetlaczu, że to mama, i od razu serce jej przyspieszyło. Odebrała
natychmiast.
- Coś się stało? - spytała, prostując się w fotelu. Spięła wszystkie
mięśnie w gotowości, by pędzić na ratunek dziecku.
- Musisz przyjechać. Tymuś cały czas płacze, ja nie wiem, co mu jest -
powiedziała Wanda, która wydawała się bliska płaczu. - Noszę go,
przewijam, próbuję zabawiać, ale nic nie pomaga.
Agata poderwała się z miejsca. Położyła Poli rękę na ramieniu i kończąc
rozmowę z mamą, powiedziała do siostry:
- Muszę jednak jechać, bo Tymek płacze!
- Wiedziałam... - westchnęła Pola, ale zaraz dodała, że nie jest obrażona,
przecież nie miała o co. Kazała jej jechać jak najszybciej do dziecka.
Karnet na siłownię mogą kupić jutro.
Agata cmoknęła Polę w policzek i niemalże natychmiast wybiegła z mieszkania. Pędziła do samochodu, o mało nie łamiąc sobie nogi. Nie
zauważyła różnicy poziomów na chodniku i potknęła się. Na szczęście obok
przechodziła jakaś kobieta, chwyciła ją mocno pod ramię i pomogła
odzyskać równowagę.
Agata wsiadła do auta i ruszyła z piskiem opon. Przed domem rodziców
zaparkowała dwadzieścia minut później. Popchnęła furtkę, która znajomo
zazgrzytała. Rzuciła jeszcze okiem na wgłębienie w skrzynce. Zrobiła je
w dzieciństwie. Na samą myśl o swojej przygodzie z przeszłości poczuła
ciarki na plecach. Oby Tymkowi nic się nie stało!
- Mamo! - krzyknęła od progu, a Wanda pojawiła się w przedpokoju niemal
natychmiast.
- Cicho!
- Co?
- Cicho bądź - szepnęła matka. - Obudzisz Tymka.
- To on śpi? - zdziwiła się Agata, a w tej samej chwili u jej nóg
pojawiła się szczęśliwa Stefka. Merdała ogonem i dopominała się uwagi.
Właścicielka wzięła ją na ręce i pozwoliła polizać się po policzku. -
Mówiłaś przecież...
- Mówiłam - żachnęła się Wanda Żółtaszek. - Mówiłam, ale co zrobić, jak
po rozmowie z tobą nagle ucichł i zasnął. Nie dzwoniłam już, bo
wiedziałam, że jesteś w drodze.
Agata odstawiła psa i przeszła do pokoju, w którym spało jej dziecko.
Uchyliła lekko drzwi, a jej oczom ukazał się najsłodszy widok świata.
Jej synek przyłożył sobie piąstkę do twarzy. Wyglądał tak bezbronnie.
Miała ochotę podejść i go przytulić, ale mama położyła jej dłoń na
przedramieniu.
- Nie obudź go, błagam cię, bo łeb mi pęka - szepnęła, po czym obie
wycofały się do kuchni. - Zaparzę kawę, co?
- Usiądź, ja zrobię - powiedziała Agata. Poczuła ulgę, że nic złego się
nie stało. Po telefonie mamy przez jej wyobraźnię przelewały się obrazy
tragedii, których głównymi bohaterami były dzieci.
Na szczęście nic się nie stało, odetchnęła.
Przypomniała sobie, że nie kupiła karnetu na siłownię i Pola znów będzie
się z niej naśmiewała. Pomyśli, że Tymek był tylko wymówką. Postanowiła
więc, że kiedy synek się wyśpi, zapakuje swoją ferajnę do samochodu i podjedzie do siłowni po karnety dla siebie i siostry. Zrobi jej
niespodziankę i pokaże, jaka jest zdecydowana. Nikt nie będzie jej
mówić, że jest ogarnięta jak kupka gnoju. O, nie! Od dziś koniec z niezdecydowaniem. Wieczorem przyciśnie Emila, by wreszcie ustalili
konkretną datę ślubu! Taki był plan!
4
Pola wyłączyła komputer i się przeciągnęła. Zdrętwiał jej kark, ale
czuła satysfakcję, że udało się jej skończyć ważny projekt. Może jutro
zrobi kilka kosmetycznych poprawek i odeśle zleceniodawcy? Ziewnęła i znów wyprostowała ręce, a potem rozmasowała szyję.
Sławek nie wrócił jeszcze ze służby. Była sama i choć wydawało się jej,
że ma to oswojone, poczuła się samotnie. Spojrzała na swoje świeżo
odmalowane cztery ściany. Na krześle pod oknem leżała koszulka Sławka.
Pola podjechała bliżej i wzięła ją do ręki. Od razu przytuliła do niej
twarz i wciągnęła zapach. Przymknęła też oczy, bo znajoma woń
zaprowadziła ją w objęcia ukochanego. Potem spojrzała na zegarek.
Powinien zaraz wrócić, pomyślała. Postanowiła więc nie marnować czasu na
czekanie i wpatrywanie się w ściany. Pojechała do łazienki, by spokojnie
wziąć prysznic. Zablokuje przecież łazienkę na długo. Z wprawą
przesiadła się na siedzisko pod dyszą, zapięła się pasem, jakby miała
wystartować rakietą w kosmos, i dopiero wtedy odkręciła wodę. Oparła
głowę o ścianę i przymknęła oczy. Przez chwilę siedziała nieruchomo,
pozwalając, by krople ją opłukiwały. Lubiła ich dotyk. Cząsteczki wody
rozbijały się o ciało i rozpływały cienkimi strużkami, robiąc miejsce
następnym.
- Jesteś?! - usłyszała głośne pukanie do drzwi łazienki. Uśmiechnęła się
pod nosem. Już chciała zażartować, że nie ma jej, że to tylko sąsiad
wpadł na prysznic, ale nie zdążyła, bo mężczyzna w kilka sekund był już
przy niej.
- Wariacie! - krzyknęła, gdy wszedł w służbowej koszuli pod natrysk i klęknął przy Poli, by mieć jej usta na wysokości swoich. - Będziesz... Już
jesteś cały mokry - poprawiła się i z przyjemnością oddała się
pocałunkom. Woda próbowała wdzierać się pomiędzy nich dwoje niewielkimi
kroplami, ale to nie zakłóciło ich powitania.
- Stęskniłem się.
- Ja też. Ale chyba powinieneś zdjąć ubranie.
Sławek zrzucił z siebie mokre spodnie i koszulę. Nie miał jednak zamiaru
wychodzić spod prysznica. Nałożył na dłoń myjkę. Potem wycisnął na nią
mydło i zaczął nacierać ciało Poli. Poddała się tej czułości, choć
potrafiła umyć się samodzielnie. Jednak takie niewielkie i spontaniczne
gesty ze strony Sławka uwielbiała najbardziej. Przy nim nie czuła się
niepełnosprawna. Była po prostu kobietą.
- Kochasz mnie? - spytała.
- Oczywiście, jak stąd do Toronto. - Mężczyzna zaśmiał się i cmoknął
Polę w usta.
- To ja ciebie jeszcze dalej.
- A kiedy przekształcimy Żółtaszka w Wasilewską? - spytał. A Pola wysoko
podniosła kąciki ust. Przygadywała siostrze, że nie zna daty swojego
ślubu, a sama jeszcze tego nie ustaliła ze Sławkiem.
- Hm... - zamyśliła się. - Co pan sierżant powie na lipiec?
- Biorąc pod uwagę, że mamy koniec maja, jestem za.
Pola zastanowiła się, czy trochę zbyt pochopnie wybrała ten miesiąc, bo
przecież może nie być wolnych terminów. Spodziewała się jednak, że
urzędy stanu cywilnego nie są tak oblegane jak kościoły, więc może się
im uda. Nie chciała ślubu kościelnego z całym tym cyrkiem, na który
obecnie jest moda. Żadnych przedstawień. To ma być ich dzień.
- Jutro mam wolne, więc pojedziemy ustalić konkrety. Co ty na to?
- Tak jest, panie sierżancie! - Zasalutowała, dotykając dwoma palcami
czoła. - A teraz chodźmy stąd, bo zaraz rozmięknę i będziesz musiał się
ożenić z ciasteczkowym plastusiem.
- Podoba mi się. - Sławek znów się zaśmiał. - Ciasteczkowy plastusiu,
idealny do schrupania.
- Do dziamdziania - poprawiła. - Bo rozmiękły.
- Brzmi wyśmienicie.
5
W tym samym czasie Agata nosiła Tymka na rękach, czekając, aż mu się
odbije. Położyła sobie pieluchę na ramieniu i chodziła z dzieckiem po
mieszkaniu, delikatnie poklepując go po pleckach.
- Beknij sobie jak stary - szeptała do niego. A z kuchni dochodziły do
niej odgłosy stukających naczyń. Emil miotał się po pomieszczeniu i nieudolnie próbował zrobić kolację. Był zdenerwowany, bo miał kiepski
dzień w pracy i wszystko leciało mu z rąk.
- Przyjdziesz?! - krzyknął do Agaty. Ta od razu poszła za źródłem głosu.
Zatrzymała się w progu i przez chwilę patrzyła na armagedon, który
ogarnął jej kuchnię. Za to na stoliku na talerzach dumnie prezentowały
się kolorowe kanapki.
- Borze szumiący - jęknęła. - Naprawdę trzeba było robić taką demolkę
podczas przygotowania pięciu kanapek?
- Zaraz to ogarnę.
Tymkowi odbiło się głośno, więc na chwilę uwaga Agaty została
odciągnięta od bałaganu. Pocałowała synka i zaniosła go do łóżeczka.
Ułożyła go wygodnie. Pogłaskała po główce i przykryła lekkim kocykiem.
Chłopiec sennie mrużył oczka, więc po cichu wyszła, zostawiając go, by
zasnął.
- Śpi - westchnęła, siadając przy stole. - Ale ogarnij to, bardzo cię
proszę.
Stefka na dźwięk głosu swojej pani co chwilę podrywała się, podchodziła
do niej i trącała ją mordką. Agata zauważyła, że piesek ma pustą miskę,
więc znów się podniosła i uzupełniła naczynie suchą karmą.
- Miałem kiepski dzień, przepraszam - powiedział Emil i starł okruchy ze
stołu. Potem usiadł naprzeciwko Agaty. Spojrzał na nią z niepokojem, bo
miał wrażenie, że było w niej dzisiaj coś innego, coś, czego chyba
jeszcze do tej pory nie widział. - A tobie jak minął?
- Kiedy ślub? - spytała nagle, zaskakując tym i Emila, i siebie. Nie
chciała przecież, by to pytanie zabrzmiało ostro. Miała ochotę przywalić
sobie w łepetynę, ale było już za późno. Słowa poleciały. Zderzyły się
pewnie z Emilem i z hukiem opadły na podłogę.
- Nasz?
- No - odparła. - Myślę, że powinniśmy wreszcie ustalić konkrety. Wóz
albo przewóz.
- Racja. Moja mama suszy mi o to głowę, ale bałem się zapytać.
- Bałeś się?
- Tak - powiedział cicho. - Mam jednak nadzieję, że jesteś pewna i chcesz być ze mną.
- Chcę. Naprawdę chcę - dodała, sama lekko zdziwiona, jak łatwo jej
przyszło wypowiedzenie tych słów. Może wreszcie była pewna?! I zdecydowana!, dodała w myślach.
- Kościelny?
Agata się zamyśliła. Kiedyś wyobrażała sobie swój ślub. Chciała mieć
białą suknię i welon. Chciała, by dziewczynki sypały kwiatki, a tata
poprowadził ją do ołtarza jak na amerykańskich filmach. Ale wtedy
liczyła siedemnaście lat. Teraz zbliżała się do czterdziestki, miała
dziecko, a wianek straciła już wieki temu, więc biała suknia byłaby
nietaktem. Westchnęła, wracając do rzeczywistości.
- Tak - odparła. - Bo wiem, że ty pewnie tego chcesz. I nasi rodzice. I babcie... Tylko myślę, że suknia nie powinna być biała. - Uśmiechnęła
się. A Emil złapał ją za dłoń. Pogłaskał po palcach. Dotknął pierścionka
zaręczynowego.
- Dla mnie najważniejsze, abym mógł być z tobą i z Tymkiem. Jesteście
tym, co najlepsze w moim życiu. Spadliście mi z nieba. Boję się jednak,
że to wszystko to sen, że zaraz się obudzę i będzie po wszystkim. Mam
dziwne przeczucia, dlatego bałem się mówić o dacie. Myślałem, że
będziesz odwlekać to w czasie.
Agata nachyliła się nad stołem i pocałowała go w policzek. Miała
wrażenie, że Emilów było dwóch. Jeden to ten dawny, spokojny, bardzo
ułożony i nieśmiały, a drugi konkretny, świeżo upieczony biznesmen,
który wie, czego chce. Obie te wersje ścierały się ze sobą, raz
wygrywała jedna, innym razem druga, jakby Emil nie mógł się zdecydować,
kim tak naprawdę jest. A jedyne, czego była pewna Agata, to jego uczucia
wobec Tymka. Miała tylko nadzieję, że nie była do nich dodatkiem. Nie
wiedziała, że Emil myślał dokładnie to samo o swojej narzeczonej.
Obawiał się, że potrzebny był jej jedynie do roli ojca.
Nagle zadzwonił telefon. Agata szybko odebrała, bo zauważyła na
wyświetlaczu nazwisko naczelnej.
- Przepraszam, że dzwonię o tej porze - powiedziała szefowa. - Ale mam
dla ciebie nowe tematy. Wysłałam ci e-mailem. Wiem, że jesteś na urlopie
macierzyńskim, ale przy okazji może je nam zrobisz. Nie są na cito -
dodała.
Agata ucieszyła się, że wreszcie będzie miała odskocznię od zmieniania
pieluszek. Powiedziała Emilowi, kto dzwonił, i poszła po laptopa do
pokoju. Gdy wróciła do kuchni, jej narzeczony kończył właśnie swoje
kanapki.
- O rany - westchnęła. - Wiesz, co oni mi zaproponowali? - spytała
rozczarowana. - Mama w wielkim mieście. Kobieta niepełnosprawna w wielkim mieście - przeczytała. - Mam zrobić ranking miejsc przyjaznych.
Wyobrażasz sobie? Brakuje jeszcze psa w wielkim mieście.
Emil spojrzał na nią z ciekawością. Wiedział, że takie tematy były
poniżej ambicji Agaty, ale on nie dostrzegł w nich nic złego. Takie też
mogą wzbudzać zainteresowanie, a ponadto będą przydatne. Powiedział o tym Agacie, a jako dodatkowego argumentu użył ich synka.
- Będziesz musiała zabierać go na to testowanie miasta - zaśmiał się. -
Pospacerujecie i jeszcze na tym zarobisz.
- To jest jakiś plus - westchnęła. - Gorzej będzie z Polą, bo ona raczej
nie da się wyprowadzić na spacer. A chciałam napisać o szowinistach
przedmiotowo traktujących ekspedientki w sklepach - dodała, a potem
opowiedziała Emilowi o zdarzeniu w sklepie z bielizną. Parsknął
śmiechem.
- Teraz ten człowiek się załamie i popadnie w depresję - zażartował, ale
po chwili pochwalił swoją narzeczoną. Według niego postąpiła słusznie.
On też nie cierpiał szowinistycznych i seksistowskich zachowań.
Nieco później Agata weszła na stronę gazety. Przeczytała nagłówki
ostatnich artykułów. Niektóre wydały się jej ciekawe. Zatrzymywała na
nich wzrok, potem spoglądała na następne. I nagle zaklęła pod nosem.
- Noż kurczę jego w dupę cara Mikołaja, podżegacza, imperialisty mać!
6
Pola miała wrażenie, że serce za chwilę wyskoczy jej z piersi. Nie
myślała, że tak się zdenerwuje wizytą w urzędzie stanu cywilnego. A więc
miała wyjść za mąż! To naprawdę się działo! Spojrzała w dół, tam ciągle
były buty Sławka. Szedł za nią, nie zniknął, nie rozpłynął się w powietrzu niczym senna mara. Natychmiast jednak pomyślała o Pawle. Od
jakiegoś czasu nie czuła jego obecności. Jego zdjęcie nadal miała w szufladzie biurka. Nie schowała go do albumu i nie wcisnęła pomiędzy
inne woluminy na półkę. Sławek o nim wiedział, nigdy nie nalegał, by
pozbyła się pamięci o pierwszej miłości, która doprowadziła ją na wózek
inwalidzki. A jednak... Przestała go czuć. Koniecznie musi pojechać na
cmentarz!
- I co teraz? - spytał Sławek. - Idziemy uczcić naszą datę?
- Trzeba będzie też w jakiejś knajpie zarezerwować miejsce na obiad -
powiedziała. - Nie puścimy gości głodnych, chyba aż tacy źli nie
będziemy, co?
Sławek nachylił się nad Polą i cmoknął ją w głowę. Kochał tę dziewczynę
niemal od pierwszego wejrzenia. Uczucie wybuchło w nim nagle i w zupełnie niekontrolowany sposób. Myślał, że takie rzeczy się zdarzają
jedynie w filmach, a tu taka niespodzianka. Jakby Pola przyłożyła mu
obuchem w głowę, a ona tylko wbiła gwóźdź w oponę byłego faceta
koleżanki.
- Ale to nie dziś - odpowiedział. - Na spokojnie się zastanowimy. Teraz
idziemy uczcić to dobrym obiadem albo ciachem. Na co masz ochotę?
- Na obiad - odparła. W przeciwieństwie do Agaty, gdy miała wybór słone
czy słodkie, zawsze wybierała to pierwsze. Dopiero po zjedzeniu czegoś
konkretnego mogła zagryźć deserem.
Wsiedli do samochodu. Tym razem kierowcą był Sławek. Nie pytał
narzeczonej, dokąd jechać. Chciał jej zrobić niespodziankę. Długo szukał
romantycznego miejsca, które mogłoby się spodobać Poli.
- Masz tabliczkę? - spytał, a dziewczyna dopiero po chwili domyśliła
się, o co chodzi. Wyjęła ją z torby. Zawsze jedną miała w swoim
samochodzie, drugą przy sobie, bo zdarzało się, że woziła ją Agata.
Parkowanie na miejscach przeznaczonych dla inwalidów było w jej
przypadku konieczne. Potrzebowała więcej przestrzeni, by swobodnie
przesiąść się na wózek, ale też zawsze mogła podjechać bliżej celu.
Podała więc granatową kartę ze znakiem Sławkowi i przygotowała się do
wysiadania, bo mężczyzna właśnie ustawiał auto.
- Paderewskiego? - zdziwiła się.
- Zabiorę cię do tajemniczego ogrodu.
- W centrum miasta? - zaśmiała się.
Jednak gdy Sławek przejął kontrolę nad wózkiem i wprowadził ją do
niezwykle klimatycznej knajpki, prawie zaniemówiła. Nigdy tu nie była. A wnętrze było cudowne! Ukwiecone! Przypominało włoskie lub francuskie
domy znane jej ze zdjęć oglądanych w internecie. W powietrzu oprócz
zapachu jedzenia czuć było lawendę i zioła. Pola spojrzała na brązową
terakotę i artystycznie nierówne ściany. A gdy okazało się, że Sławek
zrobił wcześniej rezerwację, czuła, jak serce jej przyspiesza. Wybrał
stolik w najpiękniejszym miejscu. Kelnerka natychmiast przesunęła donicę
z juką, by zrobić więcej przestrzeni dla Poli. Odsunęła też krzesło.
- Cudnie tu - szepnęła Pola. - Tyle kwiatów! I słońce wpadające do
środka w jakiś magiczny sposób...
- Cieszę się, że ci się podoba.
Dotknęła dłonią drewna blatu. Wydało się jej bardzo stare. Szpary
pomiędzy deskami świadczyły o naprawdę upływającym czasie, nie udawały.
Kelnerka położyła przed nimi karty i zapaliła świecę.
- Czy podać na początek napoje?
- Jakiś sok wyciskany? - spytała Pola, a dziewczyna od razu
zaproponowała specjalność restauracji. Sok składający się z jabłka,
limonki, cytryny i mięty. Pola z entuzjazmem zdecydowała się właśnie na
taki napój, natomiast Sławek nie skusił się na żadne eksperymenty i poprosił o zwyczajną amerykańską colę. Za to z przyjemnością spoglądał
na uśmiechniętą narzeczoną. Złapał ją za dłoń i pogładził po skórze.
- Uwielbiam cię taką.
- Czyli jaką?
- Radosną.
Pola zaśmiała się.
Chyba tak właśnie wygląda szczęście, pomyślała.
Musiało być bardzo chudziutkie, delikatne niczym piórko, bo kobieta nie
czuła w sobie żadnego ciężaru. Jakby połknęła chmurę, a ona rozpłynęła
się w jej ciele, unosząc ją lekko nad ziemią. Nawet z wózkiem dawała
radę! Teraz więc mogłaby zatrzymać czas i wołać "chwilo, trwaj!".
- Dwudziesty pierwszy lipca to już niedługo - powiedziała.
- I całe szczęście, bo nie ma co czekać.
- Nie boisz się?
- Czego?
- No... - Wzruszyła ramionami. - Wszystkiego... Tego, co nas czeka.
- Nie - odparł zdecydowanym głosem, a Pola chwyciła się tej pewności. -
Choć wiem, że problemy pewnie będą.
- No właśnie - westchnęła. - A co...? - zawahała się. Jednak po chwili
spytała wprost: - Jakie problemy masz na myśli? Chcesz mieć dzieci?
- Jasne - odparł i zobaczył, jak Pola nagle posmutniała. - Ale nic na
siłę. Uda się, to będzie dziecko. Nie uda się, to będziemy my. Tylko my
i też będzie pięknie, bo nie będę musiał się tobą dzielić. Zresztą
możemy też adoptować jakiegoś malucha. I byłbym chyba bardziej za tą
drugą opcją, bo nie chcę cię w żadnym wypadku narażać na
niebezpieczeństwo.
Pola spojrzała na Sławka. Widziała w jego oczach dobro. To w nim utonęła
kilka miesięcy temu. Zdziwił ją jednak chęcią adoptowania dziecka. Niby
szlachetnie, ale... Zastanowiła się nad tym, co powiedział. Ogarnął ją
smutek, bo to przez nią pewnie nigdy nie będą naturalnymi rodzicami.
W tym momencie kelnerka wróciła do stolika z pytaniem, czy coś wybrali.
Sławek przeprosił i od razu z Polą zanurzyli nosy w menu. Po chwili
oboje zdecydowali. Pola wybrała makaron z krewetkami na palonym maśle.
Do tej pory myślała, że masła palić nie należy, więc z chęcią się
przekona, jak z tym masłem jest naprawdę. Za to Sławek jako
tradycjonalista zdecydował się na stek wołowy, który idealnie pasował mu
do coca-coli. Gdy złożyli zamówienie, spojrzeli na siebie i od razu
każde z nich podniosło kąciki ust.
- Chciałabym urodzić dziecko - powiedziała. - Ale nie wiem, czy to
będzie możliwe.
- Masz coś przeciwko adopcji? - spytał nagle.
- Nie - odparła. - Jasne, że nie.
- To możemy tak to zrobić. - Nachylił się nad stolikiem i ściszył głos.
- Nie chcę cię w żaden sposób narażać - powtórzył. - Rozumiesz? Nic na
siłę. Za bardzo cię kocham.
Pola z trudem przełknęła ślinę. Ogromna gula w gardle nie pozwoliła jej
na wyduszenie z siebie żadnego słowa. Na szczęście w tym momencie
zadzwonił telefon. Musiała odebrać, choćby to był jakiś telemarketer
próbujący jej wcisnąć najnowszy model butów do biegania.
- Słucham? - rzuciła do aparatu, odzyskując mowę.
- Pola! Nie uwierzysz! - usłyszała głos Agaty. - Borze szumiący! Świat
zszedł na psy!
- Co się stało? Nic nie rozumiem! Kupiłaś karnet na siłownię? -
zażartowała i puściła oko do Sławka.
- Ale śmieszne - prychnęła. - Gdzie ty w ogóle jesteś? Stoję pod twoimi
drzwiami i się dobijam... - Nagle Agata się rozpłakała, a Pola nadal nie
rozumiała, o co jej chodzi.
- Jestem na randce z narzeczonym - odparła, uśmiechając się do Sławka.
Napięcie wynikające z rozmowy o dzieciach opadło, za to pojawiło się
nowe. Jej siostra ryczała w słuchawkę. - Mów, o co chodzi, bo nie wiem,
czy ty się śmiejesz, czy płaczesz.
- To nie na telefon - rzuciła nagle Agata, pociągając nosem. - Przyjedź
potem do mnie! Potrzebuję twojego rękawa do wypłakania.
- Emil nie wystarczy? - zaśmiała się.
- Ma za krótkie rękawy! Przyjedziesz?
- Tak... - Pola westchnęła w słuchawkę. Wiedziała już, że na pewno nic się
nie stało Tymkowi, bo Agata powiedziałaby od razu. Podejrzewała więc
albo kolejne sercowe rozterki, albo sprzeczkę z Emilem.
Albo brak cukru w cukiernicy, dodała w myślach trochę złośliwie.
7
Agata ułożyła Tymka w łóżeczku. Nie mogła jednak wycofać się do drugiego
pokoju. Widok dziecka ją zahipnotyzował. Pojawił się w jej życiu tak
niespodziewanie i wszystko wywrócił do góry nogami. A może jednak
naprostował? Przecież gdyby nie ten mały człowieczek, Emil nie wróciłby
do jej życia. A gdyby nie wrócił...? Co by teraz robiła? Biegała na randki
czy siedziała z nosem przed komputerem i tylko marzyła o miłości?
Odgoniła od siebie wszystkie wątpliwości. Tymek był najlepszą
odpowiedzią. Nie żałowała ani jednej sekundy swojego życia z tym
maluszkiem.
Nachyliła się nad synkiem, aby pocałować go w czółko. Pięknie pachniał.
Ciepło jego skóry połaskotało ją w wargi. Wyprostowała się z trudem i wyszła z pokoju, zabierając ze sobą Stefkę, bo maltańczyk cały czas za
nią dreptał, domagając się uwagi. Potem spojrzała na zegarek. Emil był w pracy, a Pola ciągle jeszcze nie przyjechała. Denerwowała się.
Koniecznie musiała z nią pogadać. Znów zerknęła na wskazówki, ale miała
wrażenie, że stoją w miejscu. Nawet ta najdłuższa wydała się dzisiaj
uśpiona.
Gdy usłyszała pukanie do drzwi, poderwała się natychmiast. A po chwili
do jej mieszkania wjechała Pola z białym pudełkiem na kolanach. Stefka
momentalnie rzuciła się do powitania gościa. Podskakiwała i domagała się
pieszczot.
- Tort przywiozłaś? - zdziwiła się Agata.
- Nie, ale jesteś blisko. Słodkie.
- Coś świętujemy czy zajadamy kłopoty? Bo u mnie zapowiada się wyłącznie
to drugie.
Pola przełożyła pudełko na stół i wzięła na kolana Stefkę. Potarmosiła
ją po białym łebku i dała się polizać po twarzy, dopiero po tych
czułościach odsunęła krzesło i wcisnęła się z wózkiem pod blat.
Poprosiła o hektolitry kawy. Agata przyjrzała się jej uśmiechniętej
twarzy. Odniosła wrażenie, że siostra za chwilę eksploduje. Miała
zaróżowione policzki i widać było, że jest niezwykle podekscytowana.
Agata zdziwiła się, bo to, co zaraz przekaże siostrze, na pewno jej nie
ucieszy.
- Mów, bo widzę, że promieniejesz.
- Dwudziesty pierwszy lipca - powiedziała z radością w głosie.
Agata jeszcze raz spojrzała na siostrę.
- Co? - nie dowierzała. - Masz już datę?
- Tak - odparła z dumą. - I bierz ze mnie przykład. Oczywiście, jeżeli
jesteś pewna, że tego chcesz. Bo chcesz prawda?
- No tak.
- Zła odpowiedź.
- Chcę przecież.
- Agata, masz wątpliwości?
- Przecież to u mnie ponoć normalne - zażartowała. - Jeżeli przestanę je
mieć, to przestanę być sobą.
- Przestań świrować. Mów, co się stało.
- Po pierwsze, ciągle nie mam karnetu do siłowni. A po drugie, nie
uwierzysz. - Agata usiadła naprzeciwko Poli. Podsunęła siostrze kubek z kawą. W swoim zanurzyła usta, by stopniować napięcie. Wreszcie spojrzała
na Polę i dodała: - Hubert wrócił.
Dziewczyna parsknęła śmiechem. No, tego to się nie spodziewała po
Agacie. Wiadomo było, że szambo zawsze wypływało na wierzch, więc to, że
Hubert wróci, było pewne jak dwa razy dwa. Nie myślała tylko, że tak
szybko i że tak to wyprowadzi z równowagi jej siostrę.
- I w czym problem? - spytała.
- Wziął najlepsze tematy. Zatrudnili go na etat, bo podobno wypadł jeden
z dziennikarzy. Za chwilę mnie wykurzy. Ten facet idzie po trupach do
celu.
- Ty, jak się nie mylę, jesteś na macierzyńskim.
- Tak, ale przecież to nie przeszkadza w pisaniu. - Agata wyraźnie się
poirytowała. - Zresztą w lipcu kończy mi się urlop, a nie chcę iść na
rodzicielski. W tym czasie skurczybyk skosił najfajniejsze tematy, a wiesz, co mnie wcisnęli? Mama w wielkim mieście. Niepełnosprawna w wielkim mieście.
Pola znów się zaśmiała.
- Niepełnosprawna ty?
- Wiedzą, że mam ciebie, nie? Tak więc czeka cię kilka spacerów z siostrą.
- Spoko, dasz radę - powiedziała Pola wesołym głosem. - O! - nagle się
ożywiła. - Koniecznie napisz, że w urzędach i w niektórych bankach są
biurka zabudowane od zewnątrz i nie można podjechać wózkiem.
- Że co? - zdziwiła się Agata.
- Logiczne tak? Kiedy biurko jest zabudowane, muszę albo ustawić się
bokiem, albo jestem ponad metr od urzędnika i krzyczę o tym, co chcę
załatwić. Tak jakbym mówiła przez mikrofon.
- No, dobra - odparła. - Zapiszę to sobie. Ale i tak nie zmienia to
faktu, że to nuuuuda!
- A o czym ty byś chciała pisać?
- Śledztwo dziennikarskie mi się marzy - westchnęła. Jednak po chwili
dodała, że wie, że dopóki Tymek jest malutki, dopóty nie ma szans, by
latać po mieście albo jakichś wertepach z maluchem na plecach i śledzić
podejrzanych typów. - Dobra... - Machnęła wreszcie ręką. - Wiem, że
przesadzam, ale z Hubertem mogą być problemy.
- Damy mu radę - odpowiedziała Pola. - Nie panikuj.
- Ty! - zawołała nagle Agata innym tonem głosu. - My musimy ci przecież
zorganizować panieński! Byku z plastiku! Imprezka!
Pola po raz kolejny parsknęła śmiechem. Czuła, że w Agacie szaleją
hormony, bo dawno nie widziała jej takiej chaotycznej. Przeskakiwała z tematu na temat. Panikowała w sprawie Huberta, choć na pewno miała
podstawy podejrzewać, że facet coś wywinie. Hejtował ją, gdy starali się
oboje o stanowisko w redakcji. A tacy ludzie zdolni byli do wszystkiego.
Dzisiaj hejt, a jutro nie wiadomo co wymyśli, by dać upust swojej
frustracji. Pola pamiętała też, jak Hubert ją potraktował. Zaliczył,
odhaczył i spuścił na drzewo. Sama nie wiązała z nim żadnych nadziei na
randki i czułe słówka, też potraktowała go przedmiotowo, ale chyba
zrobiła to z większą klasą niż on.
- Żadnych wieczorów panieńskich! I żadnego cyrku - dodała. - Będzie
tylko ślub cywilny, a po nim obiad i koniec.
- Widzę, że przemyślałaś wszystko.
- Na szczęście jesteśmy ze Sławkiem zgodni w tej kwestii.
Agata próbowała się uśmiechnąć. Nerwowym ruchem poprawiła włosy. Nie
miała pewności, czy ona z Emilem też byli jednomyślni w tej sprawie. Nie
chciała jednak powiedzieć tego głośno. I tak Pola w ostatnim czasie
ciągle jej dogadywała na temat niezdecydowania. A przecież nie chciała
taka być. Zastanowiła się przez moment, bo jeszcze rok temu pragnęła być
jak Bridget Jones, a ona raczej goniła za własnym rozumem i też nie
należała do zdecydowanych ani konkretnych. Jednak szalały za nią kobiety
na całym świecie. Stała się ikoną popkultury. Infantylny rozczochraniec,
ze słabościami, z nadprogramowymi kilogramami, a jednak... wzbudzał
sympatię. Czego więc ta Pola się jej czepiała? Ona też była sympatycznym
czupiradłem z nadwagą.
- Będziesz moją świadkową? - spytała po chwili młodsza siostra.
- Jasne! - Agata od razu podeszła do niej i mocno ją uściskała. - To
będzie piękny dzień. A jako świadkowa jestem zobowiązana do
zorganizowania imprezki. A kto będzie świadkiem?
- Kuzyn Sławka.
- Do jasnej jarzeniówki! - Zatarła dłonie z radości. - Będzie bal!
- Dobra. - Pola poddała się. - Idźmy na kompromis. Niech będzie impreza,
ale bez żadnego cudowania. Po prostu posiedźmy, napijmy się i pogadajmy,
co? Bez wygłupów, striptizów itepe.
- Przyrzekam! - Agata podniosła dwa palce. - Striptiz nie w moim
klimacie. Zrobimy imprezę w gronie przyjaciół w klubokawiarni Emila, co
ty na to?
- Jestem za. Aha - dodała nagle. - I zróbmy to wcześniej, żebym podczas
ślubu nie wyglądała jak zombie.
Agata znów uściskała siostrę i zapewniła ją, że będzie tak, jak zechce.
W końcu to ma być jej dzień. Powoli narastała w niej radość z powodu
szczęścia siostry. Kiedyś wiele by dała, by móc zobaczyć Polę w ślubnej
sukni. Nikt w rodzinie głośno o tym nie mówił, ale też nikt za bardzo
nie wierzył w to, żeby znalazł się mężczyzna, któremu nie będzie
przeszkadzał wózek inwalidzki.
- A są kwestie, w których nie zgadzacie się ze Sławkiem? - spytała. Pola
zawahała się, natomiast Agata zauważyła w jej oczach panikę. Spięła się
i chyba wycofała za szklaną ścianę. Szturchnęła więc siostrę w ramię. -
Ej... co się dzieje?
- Nic. - Pola wzruszyła ramionami. - Wszystko okej. Tylko...
- Tylko co?
- Myślisz, że będę mogła mieć dzieci? - spytała tak cicho, że Agata w pierwszej chwili nie zrozumiała jej słów. Kiedy sobie je uświadomiła,
poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku.
- Jasne! - odpowiedziała, siląc się na zdecydowany ton głosu. - Na
pewno. - Pogłaskała siostrę po głowie. Odgarnęła jej grzywkę z czoła. -
I cały czas będę przy tobie. Rodzice też. No i Sławek... Chyba jakiś
pieprzony wózek nie stanie na drodze twojego macierzyństwa, nie?
Pola drgnęła. Poczuła wibracje swojego telefonu. Przeprosiła siostrę i odebrała, bo na wyświetlaczu zobaczyła imię Anety, swojej najlepszej
koleżanki z koszykówki.
- Cześć, Pola! Żyjesz? Dlaczego nie przychodzisz na treningi?
- Od przyszłego tygodnia pewnie wrócę - odpowiedziała z uśmiechem. Aneta
zadzwoniła w samą porę. Nie musiała kontynuować rozmowy o swoim strachu.
Werbalizowanie uczuć nie należało do najprzyjemniejszych. - A co tam
słychać?
- Nie uwierzysz! Jest akcja - dodała Aneta, a Pola rozpoznała to
podekscytowanie. Ostatnio jej koleżanka nakręciła się tak, kiedy
wymyśliła zemstę na swoim byłym chłopaku, a potem razem z Polą
przedziurawiały opony w samochodzie Michała. Dzięki temu poznała Sławka,
więc teraz uśmiechnęła się do telefonu. Lubiła, gdy się coś działo! To
właśnie wtedy czuła, że żyje.
- Mów!
- To nie na telefon. Musimy się spotkać, bo to gruba afera. Trzeba
zebrać siły. Ale powiem ci, że idziemy na wojnę!
8
Agata stanęła przed wagą i przez chwilę rozważała, czy powinna psuć
sobie dzień. Wiedziała, że liczba, którą zobaczy, spowoduje ból głowy. A karnetu na siłownię jak nie miała, tak nie ma.
- Będziesz miła? - spytała, jednak w myślach usłyszała złośliwy głos
urządzenia, które stwierdziło z satysfakcją, że na pewno gacie Agaty
wykonane są z ołowiu, więc nie ma co liczyć na łaskawość. - Raz się
żyje.
Agata zamknęła oczy i zrobiła niewielki krok naprzód. Pod stopami
poczuła zimną szklaną taflę. Stała tak przez chwilę, próbując uspokoić
oddech. Nie miała pojęcia, dlaczego tak się stresowała. Przecież
wiedziała, że jest gruba, i odczyt na wadze niczego nie zmieni. A jednak
bała się, że za chwilę dostanie zawału serca, gdy spojrzy na
wyświetlacz. Nieśmiało otworzyła jedno oko, potem drugie, by dokładniej
przyjrzeć się cyfrom.
- Do jasnej ciasnej! - zaklęła i natychmiast zeskoczyła z wagi. -
Cholera, cholera, cholera!
Wsunęła szybko urządzenie pod szafkę. Miała ochotę je tam wkopać.
Złośliwa zdradziecka małpa!, krzyknęła w myślach.
Potem jednak spojrzała w lustro i złapała się za fałdkę na brzuchu.
Koło ratunkowe, pomyślała.
Stanęła bokiem. Dobrze, że tylko koło, bez kamizelki. Potem potrząsnęła
skórą. Najlepiej byłoby wyciąć albo pozbyć się tego w jakiś magiczny
sposób. Wiedziała jednak, że magicznych sposobów nie ma. Musi zacząć
ćwiczyć. Zastanowiła się przez chwilę nad przyrządem, który nie pozwoli
jej wypluć płuc z wysiłku, a mimo wszystko będzie zbijał tkankę
tłuszczową. I nagle doznała olśnienia. Narzuciła na siebie szlafrok i poszła do pokoju. Szybko włączyła laptopa, jednak w tym momencie obudził
się Tymek. Musiała pójść najpierw do synka.
- Co, maluszku? Masz mokro czy jesteś głodny?
Tymuś nie przestał jednak płakać. Nie odpowiedział też matce, co mu
dolega. Zaciskał piąstki zdenerwowany, że kobieta nic nie rozumie i nie
przynosi natychmiastowej ulgi.
Agata położyła go na przewijaku i wyciągnęła mu spod pupy napęczniałą
pieluchę. Dokładnie wytarła skórę dziecka i pocałowała w goły brzuszek.
- No i cio, mój maluśku - zaszczebiotała. - Jak się ciujemy? Lepiej? -
zaśmiała się. - Wiem, idiotycznie się odzywam. Obiecuję, że więcej nie
będę.
Pocałowała synka w stópki. A potem założyła świeżą pieluszkę. Chłopiec
uspokoił się i z ciekawością wodził wzrokiem za mamą. Pewnie głowił się,
dlaczego jego matka sepleniła.
- To teraz jemy, nie? - Agata wygodnie usiadła w fotelu i przystawiła
synka do piersi. A kiedy chłopiec przestał kwilić i zaczął ciągnąć
pierś, ona jedną ręką próbowała sprawdzić w telefonie, ile kosztuje
porządne hula-hoop. Potem zamówiła największe, z wypustkami, i zadowolona pogłaskała synka po prawie łysej główce. - No, teraz to mama
będzie laska. Idzie do nas pogromca kół ratunkowych. - Uśmiechnęła się
do maluszka, który już zmrużył oczka. Próbowała zabrać mu sutek, ale
chłopiec od razu się obudził i po omacku szukał cycka. Musiała się
poddać i pozwolić mu na chwilę pieszczot. Potem już dobrze śpiącego
synka ponownie ułożyła w łóżeczku. Miała ochotę zadzwonić też do Emila.
Nocował u rodziców, bo jego mama źle się poczuła i nie chciał ojca
zostawiać samego. Po chwili Agata postanowiła napisać esemesa.
I jak sytuacja? Opanowana?
Odpowiedź przyszła piętnaście minut później.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki