Zatarte ślady - Henryk Konkol

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Kuba spał wtulony w pluszowego misia z którym nigdy się nie rozstawał. Misio był w kilku miejscach pozszywany grubą nicią, dwukrotnie przechodził poważną trepanację czaszki, kilka nie mniej poważnych operacji wewnętrznych organów pozbawiających go kilka zbędnych garści pachnących trocin wypełniających jego brzuszek. Misiek nie posiadał imienia, był poprostu miśkiem-przytulanką na wszelkie okazje, miał maleńkie, jasnoniebieskie koralikowe oczy, czarny uszkodzony nosek i śmieszne okrągłe uszy bez sierści. Misio liczył tyle lat, co Kuba, lecz zdrowotnie był w marnej kondycji. Kuba był jego ( i odwrotnie) najlepszym przyjacielem.

Ze wschodu wyraźnie, szczególnie nocą, słychać przyiszone odległością armatnie strzały.

W bardzo mroźną styczniową noc 1945 roku miasto zbudziły bliskie wybuchy pocisków. Na miasto padł strach. Ludzie zadawali sobie pytanie, co przyniosą z sobą ruskie i jaki będzie wyzwoliciel?. Pocieszali się tym, że to przecież brat Słowianin od którego nic złego nie może ich spotkać, lecz żyli w niepewności i strachu. Kilka dni przed mroźną nocą, która przyniosła wyzwolenie przez miasto przeleciały ostatnie wozy uciekinierów. Ludzie okutani w szmaty. Nie widać dzieci zakopanych w słomę. Na wozach żadnego dobytku. Uciekali w pośpiechu gnając zmęczone konie. W oczach strach. Bez buty, bez swastyk i chorągwi. Przelecieli przez miasto jak zjawy. Najwięcej uciekających było na rowerach ci byli bez szans. Rozwalą ich jutro, pojutrze lub za kilka dni na zasypanych kopnym śniegiem polnych drogach. Daleko nie uciekną. Tych było nam naprawdę żal. Na dworcu dantejskie sceny. Walczono nie tylko na pięści i kije. Słychać strzały. Żandarmeria wyszukiwała dezerterów ukrytych wśród tłumu cywilów.

Do domów wracali ludzie porozrzucani wojną po świecie. Wracali z wojennej tułaczki byli żołnierze polskiej armii na wschodzie, wycieńczeni jeńcy obozów zagłady, którzy przeżyli gehennę i niewolnicy sowieckich łagrów. Z Bawarii powrócił wuj Marian. Do domów na Placu powrócili prawie wszyscy, którzy wyjechali na roboty. Powrócił Dziura i Władek. Dwa lata po wojnie Janek Kolczyński, rodzice już dawno go opłakali, przysłał z Westfalii list z fotkami żony i dwójki bliźniaków informując, że nie wróci do domu. W wielu domach zapanowała radość w innych żałoba i smutek. Chłopcy z Placu poszli w marcu do polskiej szkoły gdzie poznali nowych kolegów i nauczycieli. Wchodzili w nowy rozdział życia.

Rozdział trzeciOjczym

Wzdłuż ulic miast, miasteczek i wsi rozwieszano setki, tysiące plakatów propagandowych nawołujących do udziału w pierwszym po wojnie powszechnym referendum mającym ukazać siłę PPRowskiej parti, odsunąć od wpływów lewicę, ludową partię PPSu oraz Stronnictwo Ludowe, co udało się osiągnąć dopiero sfałszowaniem referendum. Plakaty z napisem 3 x TAK naklejano na każdym skrawku wolnej przestrzeni, malowano wapnem na wiejskich opłotkach i deskach stodół, ścianach wiejskich chałup i miejskich domów. Na trzy stawiane pytania, naród odpowiedział pozytywnie tylko na trzecie - jesteśmy za utrzymaniem granicy na Odrze i Nysie - ignorując pozostałe, co doprowadziło do generalnej ofensywy komuchów na partyjną lewicę. Ażeby zadowolić polecenia Stalina, rządząca w kraju komunistyczna elita z Bierutem i Gomułką na czele zorganizowała ekipę sowieckich funkcjonariuszy MGB oraz cieszące się złą sławą NKWD kierowane przez pułkownika Dawydowa do omówienia technicznych szczegółów sfałszowania referendum. Nad całością prac czuwał pułkownik Aaron Pałkin, po zakończeniu operacji 'referendum' w podziękowaniu za zasługi, otrzymał generalski awans oraz order 'Czerwonego sztandaru' od batiuszki Stalina, a kraj nad Wisłą solidny kantar na twarz.

W szkole bez zmian, nauka i cierpliwe powtarzanie lekcji, sterta zadawanych przez nauczycieli prac domowych, klasówki i sprawdziany. Dzieci nie wprowadzano w zawiłe arkana polityki, lecz byli na bieżąco słuchając ulicy, biorąc udział w dyskusjach rodziców.

W szkole, oprócz serwowanej politycznej propagandy, nie wprowadzano i nie uczono o wielkiej polityce, uważając, że zbyt młodzi, chociaż hasło - idziemy drogą komunizmu do lepszego świata - spotykali na każdym kroku, zarówno w szkole, jak i życiu codziennym gdy spoglądali na dziesiątki kolorowych plakatów na których uśmiechnięte twarze robotników, hutników prażących się w spiekocie martenowskich kadzi i kolejarzy, którym nie było do śmiechu. W mieście powstał pierwszy oficjalny - w odróżnieniu od tajnych Skautów, czy Szarych Szeregów - hufiec nowego ZHP agitującego do wstępowania w ich szeregi oferując wyjazdy na obozy, zabawy przy ognisku, spanie pod namiotami, życie z naturą i wiele przyjemności związanych ze zdobywaniem stopni harcerskich. Agitacja w szkołach spełniła zadanie, powstawały drużyny i hufce. Jeden z nich z numerem trzy zawiązano w ich szkole. Nie obyło się bez niespodzianki i komentarzy starszych kolegów, gdy komendantem został młodszy Drygas. Od zaraz ubierał harcerski mundur obwieszony harcerskimi odznakami zdobytych stopni, oraz przepasywał się zielonym plecionym sznurem zdobiącym jego dumną pierś. Głowę ozdabiała zgniłozielona rogatywka ozdobiona lilijką. Nareszcie udało się Drygasiątku chłopcom zaimponować. Pierwszy obóz zaplanowano w letnie wakacje.

- I, jak chłopaki? - spytał Bronek - Zapisujem sie?

- Słyszelim, że Edek Boiński...

- Kto taki?

- No, ten 'Błyskawica' ze starego harcerstwa - poinformował Bronek będący w temacie.

- Boiński? To panieńskie nazwisko mojej Mamy - wtrącił Kuba, ażeby cokolwiek powiedzieć - ale tego nie znam.

- Nieważne. Ten błyskawica nie każe dzieciakom wstępowć do hufca.

- Dlaczego? - pytania kolegów z klasy.

- Niewiem - szczerze odpowiedział Bronek, a ponoć miał rozeznanie w wielu sprawach.

Byli młodzi, bardzo młodzi, uczniowie gimnazjum, działacze Szarych Szeregów, wśród nich Edek Błyskawica, harcerze, studenci, intelektualiści i robotnicy, którzy naczytali się zbyt wiele mądrych książek, a nocami słuchali wyciszonych wiadomości Głosu Watykanu, Wolnej Europy i Głosu Ameryki. Panujący system nazwał ich wrogami i zdrajcami narodu, a oni byli ostatnimi przegranymi ofiarami minionej wojny, ofiarami systemu, niewinnymi romantykami dwudziestego wieku. Ktoś doniósł. Uszy i oczy systemu. W czasie wojny konfidenci gestapo w czasach socjalizmu donosiciele UB. Wielki pokazowy proces w sali miejskiego hotelu. Chcieli żyć, lecz wyrok był nieubłagany. Żaden nie doczekał dnia politycznej odwilży. Miasto było wstrząśnięte, lecz milczało zastraszone, jak większość narodu. Strach i obojętność. Styl życia w czasach, które trzeba było spokojnie przeżyć.