Zaszłości - Adam Poprawa

Kup ebooka

44.00 zł
36.52 zł (36,08 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kiedy Maigret

Trzy powieści Simenona zaczynają się "Kiedy Maigret", jedna "Kiedy później Maigret". Nie za dużo jak na siedemdziesiąt pięć, niemniej dwie po kolei. A z opowiadań żadne.

X '13

Przy innej okazji

Figa o wieczorze Stasiuka, że nie było konstruktywnych pytań.

X '13

Miało być w 21

, ale chrzciny, więc na obiad do Bema Café. Wracamy, gość zdrapuje witrynę po swoim sklepie. Przywitać by, ale się w handlu spełniał mocno epicko. Widział nas? Cicho prawą stroną, uniknęliśmy narracji.

X '13

Dawna znajoma przypadkiem na Menniczej

- Z Jaśkiem ciężko, po operacji, ma zastawkę i przez to rzadką krew, cały weekend teraz... A jeszcze Frodo odszedł...

- Frodo?

- Kot bratanicy, chyba zawał... Kotu człowiek już nie pomoże, ale żeby z tym Jaśkiem jakoś...

- Kłaniaj mu się serdecznie, zdrowia, trzymajcie się.

- Ty tego nie zrozumiesz, ale Frodo to był domownik.

X '13

Justyna na wieczorze

o swojej książce dla dzieci

- Jak lew, jak dziki lew, jak lwica, jak tygrys walczyłam o ilustracje.

X '13

Oferentka w Tajnych

- Idea jest taka, że tu trzeba pokolorować.

X '13

Nieznany apokryf Kołakowskiego

Czy zastanawiali się państwo kiedyś, dlaczego w kapitalnym dziełku Leszka Kołakowskiego ogłoszonym w roku 1964, a mianowicie w Kluczu niebieskim albo Opowieściach budujących z historii świętej zebranych ku pouczeniu i przestrodze, prawie nie ma epizodów z Nowego Testamentu? Owszem, znalazł się apokryf o Herodzie i rzezi niewiniątek, a także relacja o mniej znanych okolicznościach tańca Salome i uwięzienia Jana Chrzciciela, w obu przecież nie pojawia się główny bohater wszystkich Ewangelii. Pochodzący mniej więcej z czasu publikacji Klucza niebieskiego esej Jezus Chrystus - prorok i reformator świadczy o co najmniej podziwie Kołakowskiego dla tytułowej postaci, na pewno zaś o jak najpełniejszym uznaniu kulturalnej roli, jaką pełniła i pełni. Być może więc nie chciał autor umieszczać Jezusa w sytuacjach komicznych? Nie żeby dało się sprowadzić Klucz niebieski do funkcji ludycznej, niemniej są to apokryfy przezabawne.

W latach wczesnych dziewięćdziesiątych odkryto opowieść usuniętą przez cenzurę, no ale Żona Lota też przecież pochodzi z jednej z ksiąg Starego Testamentu. Sprawa byłaby więc zamknięta, choć nie do końca wyjaśniona - przyczyna nieobecności postaci Jezusa w Kluczu niebieskim pozostać by musiała wyłącznie kwestią domysłów - gdyby nie pewne, już moje, znalezisko. W jednym otóż z wrocławskich antykwariatów kupiłem parę dni temu dwa numery nieznanego mi wcześniej periodyku z roku 1963. Pismo nazywa się "Ateusz Radomski", projektant winiety wyraźnie inspirował się ówczesnym liternictwem "Przekroju". Jak się okazało, stałem się posiadaczem całej historii tego czasopisma: na ostatniej stronie zeszytu drugiego redaktor naczelny Jan Walrusiński żegna się, w imieniu całego zespołu, z czytelnikami. Pisze jedynie o "niespodziewanych trudnościach natury organizacyjnej", które stanęły na przeszkodzie dalszego wydawania pisma. Najprawdopodobniej wybrał takie ogólniki, żeby w ogóle coś napisać. Poszperałem trochę, ale w dostępnych źródłach nic nie znalazłem. Może warto by przekopać się przez archiwa urzędów? Przeczytałem oba numery w całości. W deklaracji wstępnej, podpisanej przez redakcję i zatytułowanej Też wybieramy postawę błazeńską, twórcy pisma, jak zasadnie można wnosić z samego tytułu, przywołali znany esej Kołakowskiego. I doprawdy, błaznowali przepięknie. Na okładce pierwszego zeszytu jest rysunek Juliana Lucyńskiego: po bardzo wysokiej drabinie, której szczyt skrywa się w chmurach, wspina się czarnowłosy i brodaty mężczyzna w mniej więcej greckiej szacie i sandałach; odwrócił na chwilę twarz, by powiedzieć: "Jakub Jakubem, a ja tymczasem skoczę po ogień".

Ateizm nie był wprawdzie specjalnie w Polsce Ludowej prześladowany, niemniej autorzy "Ateusza Radomskiego" poczynali sobie z taką dezynwolturą, że drżeć musiały również autorytety pozakościelne i pozareligijne. W końcu czasy były nader ezopowe, więc i pismo długo nie pociągnęło. W drugim numerze znalazła się proza Kołakowskiego Marta i Maria czyli Kłopoty gościnności. I tytuł, i charakter tekstu jednoznacznie wskazują, że powinno to być jeszcze jedno opowiadanie z Klucza niebieskiego; jedyne zresztą, w którym występuje Jezus! Dlaczego zatem Kołakowski zrezygnował później z włączenia tego apokryfu do zbioru?

Jak się zorientowałem, nikt o tym tekście nie słyszał. Przepisuję więc w całości:

"Historia ta opowiada o rodzeństwie żyjącym w wiosce zwanej Betanią. Czworo ich mieli rodzice, ale dziecko zrodzone najwcześniej prędko pożegnało nasz padół łez. Żyli tedy nadzwyczaj zgodnie, tak przynajmniej świadczyli sąsiedzi: najstarsza Marta, jeszcze niezamężna, jej brat Łazarz i najmłodsza ich siostra Maria. Wprawdzie Łazarz zapadł kiedyś poważnie na zdrowiu i rychło oddał ducha, ale zaprzyjaźniony z domem wędrowny nauczyciel Jezus przybył i wskrzesił umarłego. Wieść rozniosła się szeroko, a i dziś ze świecą szukać by trzeba kogoś, kto o tym nie słyszał. Historia druga też jest przypominana, ale jakby tak trochę mimochodem.

Żeby nie skłamać: Łukasz Ewangelista zapisał ją nader niestarannie: gdyby nie powaga Słowa Pańskiego, powiedzielibyśmy, że po łebkach. Owszem, rozpytywał różnych o to i tamto, lecz do pisania się nie przyłożył. Jeden, dwa, pięć wersetów - i gotowe. Co tam się będzie mieszał w babskie spory. A pamiętać wam należy, że w owym czasie feministek nie było choćby i w zalążkach, ba! nikt nie uświadczał nawet geniuszu kobiecości.

A było - tam, wtedy w Betanii - tak. Przechodził nieopodal Jezus z uczniami, i Marta zaprosiła go do domu swego. Gościa trzeba uszanować, więc Marta zaczęła się krzątać: a to podłogę zmiotła, a to przeprosiła gościa, żeby dać mu lepszy stołek, z tkaniną przemyślnie wyszywaną, a to znów przeprosiła, by obrus rozłożyć, i jeszcze raz, bo wpierw wzięła jednak nie ten. Jezus tymczasem mówił różne ciekawe rzeczy, Maria i Łazarz pilnie słuchali. Marta zaś jęła dreptać w kuchni, rozległy się głuche dźwięki naczyń glinianych i szuranie stągwi kamiennej po podłodze.

- Mario! A przyjdź tu, abyś mi pomogła.

- Idę, siostro - Maria nawet lekko się ruszyła, ale jak tu wychodzić przed pointą! Słuchała zatem dalej, podobnie jak brat jej Łazarz. Jezus zaś spojrzał na nią, i oboje się lekko uśmiechnęli.

- Mario, na litość tego, któregom imienia wymówić niegodna, chodźże już!

- Już, już! - znowu chciała się podnieść, ale tak jej dobrze było prawie dotykać głową kolan Jezusa, a poza tym właśnie mówił to, co niedawno podczas Kazania na Górze. To było tak piękne, a chciała lepiej zrozumieć.

- Mario, do księcia ciemności, idziesz tu czy nie? Jak mam sama dać radę?

I zwątpienie ogarnęło jej duszę. Po co go zapraszała? Roboty huk, nikt nie pomoże, brat też się nie ruszy, a i tym darmozjadom, co się z nim szlajają, też trzeba będzie coś dać. Wieczne zmartwienie. Jak Łazarz umarł, też wszystko spadło na nią. Wykosztowała się prawie do cna, zaprosiła tylu gości, opłaciła żałobników. No pewnie, płakała z żalu, ale z tym wskrzeszeniem... I cały pogrzeb na nic.

Wiemy już zatem, że mylą się ci, którzy autorstwo tego powiedzenia przypisują Francowi Fiszerowi. Po raz pierwszy albowiem rzekła to Marta z Betanii na przełomie trzeciej i czwartej dekady I wieku naszej ery. Wróćmyż więc tam.

I w takie rozgniewanie wpadła Marta, że podeszła do nich, i wygarnęła Jezusowi na temat swojej siostry mniej więcej tak, jak to zapisał Ewangelista Łukasz. Jezus zaś, owszem, pochwalił Marię, ale i w te słowa się jeszcze do Marty odezwał:

- Marto, zaprawdę powiadam ci, doceniam i szlachetne wino, i takie podpłomyki, jakie zwykłaś robić. A i udziec barani z ziołami, przyrządzony w twojej kuchni, nie ma sobie równych. Gdybym jednak wiedział, niewiasto, że tak mi będziesz wyrzucać, pożywiłbym się po drodze ziarnami z kłosów i wodą ze studni ugasił pragnienie.

I wyszedł, a razem z nim opuścili dom uczniowie jego. Maria chciała iść z nimi, lecz srogi wzrok Marty zatrzymał ją w miejscu. Łazarz zaś przeszedł wprawdzie wrota śmierci i wrócił z powrotem, starszej siostrze wolał się przecież nie sprzeciwiać. A przez parę dni następnych Marta aż nadto dała obojgu odczuć zasadę starszeństwa.

Morał pierwszy: prawdziwy nauczyciel nie waha się mówić nawet prawd niepopularnych. Pewien znajomy ksiądz opowiadał nam kiedyś, że ilekroć czyta tę perykopę w zgromadzeniu żeńskim, dokąd chodzi z posługą kapłańską, zakonnice patrzą nań z pobłażliwymi uśmiechami.

Morał drugi: ilekroć idziemy w gości, warto najpierw pomyśleć, z kim tak naprawdę będziemy mogli porozmawiać.

Morał trzeci: lepiej zostać w domu".

X '13

Kum Back

Reklamuję pocztą dwa bootlegi Beatlesów z powodu wkładki i książeczki. Wkładkę ktoś okleił szeroką taśmą, i nie szkodzi, że przezroczystą, w broszurce brakuje czterech stron, może w całym nakładzie, ale czemu nie sprawdzić, dostanę nowe. Poczciarki zwykle stemplują z impetem. Sprawdza adresy na kopercie i kwitku. Nakleja znaczek. Bierze pieczątkę.

- Ostrożnie, tam są płyty.

- Tak, tak - rękę ze stemplem przybliża powoli, przykłada prawie że czule i przyciska z mocą.

XI '13

1

Miał być Świetlicki na zajęciach, nie wszyscy dotarli, są przygotowani na inny temat. Coś będzie musiało z zaplanowanych wypaść, co? Któraś

- No Jednego powinniśmy zrobić, choćby w stosunku do tych koleżanek, które przeczytały.

XI '13

Pokarało?

- Boleczek już poszedł do pana - Jolanta Ł. przy oddawaniu kluczy, nie wybroniłbym się więc, że bez ostrzeżenia. Był na pierwszym piętrze

- Bo mnie, proszę pana, Ossolineum prosiło, ażebym powiedział o interpretacji. Z literatury współczesnej: tak, powiedzmy, po 1989. Mam już Kota w pustym mieszkaniu; a ja, proszę pana, wiem, co się z tym kotem stało. Aliści potrzebowałbym jeszcze trzech wierszy.

Zamiast go zbyć, podałem trzy tytuły. Później, gdy kończył się most Uniwersytecki, poślizgnąłem się na mokrej kostce i potłukłem.

XI '13

Another Sessions... Plus

Jednak chyba w całym nakładzie, bo w drugiej też brakuje, ale wkładka już bez taśmy.

XI '13

Festiwal Schulza

Adama nie widziałem kilka lat, mam prowadzić panel senny z nim, Anną Wasilewską i profesorem de Barbaro. Tramwajem udało się wcześniej, na górze w Mediatece jest już Wasilewska, niedługo de Barbaro, zaraz Adam. Zwężenie oczu, w ogóle mimika, intonacja, a jak jeszcze po trzech stopniach w górę po rzeczy po spotkaniu, skojarzenie ze sceną z A Hard Day's Night.

- Wiesz, do kogo robisz się podobny?

- Tak, paru mi mówiło - ale patrzy, żebym powiedział.

- Do Lennona.

- O! A jestem już od niego starszy.

- A do kogo ci mówią, że jesteś podobny?

- Do Harveya Keitela.

XI '13

Na sesji różewiczowskiej w ramach

Inga Iwasiów prowadzi dyskusję w ostatniej części

- A ja w czasie referatu Doroty myślałam o czymś innym.

XI '13

I jeszcze na koncert Świetlików i Balatonu

Wsiadam do taksówki, ta-da-da-dammm!, sam początek Allegro con brio, jakaś reklama? Nie, leci z radia, taksówkarz odzywa się dopiero na Sienkiewicza przed skręceniem

- Pan znosi muzykę poważną?

- Oczywiście; szkoda że dojedziemy wcześniej, nim w drugiej części będzie ten kontrast dętych i smyczków.

- Tak, tak, tylko że to RMF Classic, puszczają tylko jedną część.

Rzeczywiście, przed Impartem już sygnał stacji. Płacąc pytam, czy zna anegdotę o służącej Beethovena, nie znał, opowiedziałem.

- A pan zna o cioci Szymanowskiego? Powiedziała kiedyś: może i to, co nasz Loluś pisze, jest piękne, ale tego nie da się słuchać.

Z widowni esemesuję do Asi i Pawła, czy zająć im miejsca. Odruchowo poszło do Izi, wysyłam jeszcze raz, a już są. Na koncercie siadł mikrofon, i nazbyt się poluzowało. Potem w szatni Paweł sprawdza pocztę, otwiera poślizgowo mój sms

- Mógłbym ci odpowiedzieć, żebyś nam nie zajmował.

XI '13

Na dekolcie kelnerki

w 21 po jej lewej gwiazdka jak rękopisowy asterysk i ukośnie do obojczyka "per aspera ad", reszta za bluzką, chyba jednak żadna parafraza.

XI '13

Piątek, sobota

W piątek w siódemce hałaśliwy telefon, facet odbiera, po chwili

- Możemy się ustawić, tylko ja tak nie piję... Leki biorę.

W sobotę Izia na dzień z sanatorium, do wczesnego popołudnia jutro, na dziś i niedzielę mam kupić w Smaczku gołąbki i naleśniki. Zapłaciłem, czekam, telefon barbabki delikatnym klawesynowym dźwiękiem, pojedyncze nutki i pauzy, ona

- Czego?

W samie potem pytam o kiszone ogórki.

- Są takie większawe.

XII '13

Też w samie

Jacek powiedział kilka lat temu na wieczorze, prowadził, że ciągle robię zakupy. Ale dziś po mineralną, a z drugiej strony sklepowa do ochroniarza

- Społeczeństwo robi się zaraz drażliwe.

Przeżywał coś, ona rozwiewała.

I '14

Po niwach

Wchodzi na konsultacje.

- Słucham panią?

- Jestem literatura i kultura po roku osiemdziesiątym dziewiątym, z grupy siódmej.

Przeciągnęło się, spóźniłem się z zyskiem na zebranie o nowym kierunku. Akurat o potrzebie filozofii, Ewa G.

- Literatury XIX wieku nie da się uczyć bez filozofii.

I '14

Motyw

Wyprzedzam na Niemcewicza jedną w czarnej kurtce, dłuższej, idzie z dzieckiem i do telefonu

- Do tego rozdziału o tych siedmiu szklankach.

II '14

W Biurze na premierze

książek, swojej i Filipa Zawady, Jacek Podsiadło, że nie ufa pisarzom krytykującym fiskalne ściganie za telewizor, którego i tak nie używają, ale krytykują tylko w wywiadach, dlaczego nikt z nich nie napisze o tym w wierszu? Konrad Góra w jasnych dżinsach z dresowym lampasem objaśnił Jacka o prawie państwa do ściągania podatków za środki audiowizualne potrzebne w wypadkach ogłaszania stanu wyjątkowego lub klęsk żywiołowych.

II '14

Przychylam kołdry

W maszynopisie Pamiętnika z powstania warszawskiego poprawka nie ręką Białosza: napisał "Odchylam kołdry", jest "kołdrę", skreślone y, nad nim ę jaśniejszym długopisem Krystyny Milewskiej. Niby poprawnie, odchyla się biernikiem, ale szkoda tej kołdry. Przesunęło się pewnie z uchyleniem. W rękopisie też "Odchylam kołdry, żeby wleźć" - nie da rady, żeby liczba mnoga, bo ciut przed dostał kołdrę. Kołdry zamiast pościel (jak piernaty) też raczej nie. W słownikach bierniki, choć przez chwilę w warszawskim jest! "Odchylić kołdry", ale to tylko pluralis (najprawdopodobniej, sprawdzę jeszcze w Lindem). Doroszewski też nie pomógł, choć ładnie definiuje: odchylić - "wyprostować coś odchylonego, zmienić położenie czego, odgiąć".

II '14

Widokówka od Tomka Troski drobnym pismem

"Nic dziwnego, że polski episkopat jest tak zdobywczy, to z motywacji biblijnej. Pamiętasz pozytywne porównanie z Księgi Izajasza: "jak się weselą przy podziale łupu"? Tak przynajmniej w Tysiąclatce".

III '14

Gdzie?

U czego znajdowała się Jeanne Moreau wiosną 1961 roku?

"U szczytu kobiecej urody i gwiazdorskiego powodzenia" (Tadeusz Lubelski, Nowa Fala. O pewnej przygodzie kina francuskiego).

III '14

A było już przecież po świcie ludzkości, dawno

Przed wejściem na 2001: Odyseję kosmiczną, chciałem zobaczyć też w kinie, młoda kobieta z długimi czerwonorudymi włosami, farba sporo zgaszona. Wchodzi potem od drugiej strony do rzędu, w którym siedzę. Patrzy na bilet, faceta dwa miejsca po prawej pyta o numer, po angielsku, on wskazuje pusty fotel przy moim. Później, później w tunelu świetlnym coś mignęło z boku: zajrzała do telefonu.

III '14

Sobota po równonocy

Siedzenie nad Pamiętnikiem dosyć się spowalnia, muszę drzemnąć. Przy Izi, ma słuchawki i przymknięte oczy.

- Czemu nie zdjęłaś okularów?

- Żeby całkiem nie zasnąć, raz mi się urwało.

III '14

Na krytyce

puściłem Dreyera, w czasie kaźni Joanny doszły dzwony z zewnątrz, akurat była okrągła godzina.

V '14

Rozsyłka od kierowniczki dziekanatu

W holu wydziału ma być wystawa ze sprzedawaniem obrazów absolwentów (uczelni artystycznych) z kilku miast, bezimiennych. "Tematyka prac jest różnorodna od pejzaży przez florystykę i malarstwo nowoczesne, po kopie znanych dzieł malarskich". Malują na tematy? Choć z drugiej strony nie przechodzą tu tylko entuzjaści formy.

Jak w mejlowych reprodukcjach, nic specjalnego. Nieduże bezramne płótna na paru zestawionych stołach, sprzedająca zachęca kogoś

- I można sobie wyobrazić, co jest za tym domem, jakby skręcić w prawo.

V '14

Po wykładzie

oddać 125, wziąć 222, przy dawnym sekretariacie studentka do drugiej

- Tak się schizuję, że ten - jeszcze bym słyszał, ale zawiesiła.

Opowiadam w domu Izi, a u niej była inna, chciała coś o teoretyce eseju. Izia daleko się cofając tłumaczy, co, dokąd, jak, lekko podkreśla teorię, tamta trzyma się teoretyki.

- Zielona, ale chętna, bo nieraz przychodzą zielone na gotowe.

Spojrzeliśmy po sobie, Izia

- Nie, to nie ta sama.

V '14

Z Kobyłką do Łodzi

Choć na dworzec taksówką, zaczęło się robić trochę stykowo. Kierowca odwracał się z narracjami, tylko na początku

- Niech pan zaczeka, muszę zawrócić.

VI '14