1. Żółta zasypianka
Na kołderce Asi kurczaki biegały wśród kaczeńców, a słoneczka turlały się rozpromienione, jak tylko słoneczka potrafią. I jak tu usnąć wśród takiego zamieszania?
- Opowiem ci bajkę - powiedziała mamusia, przysiadając na skraju łóżeczka. - Jaka ma być? Wesoła czy smutna? Długa czy krótka?
- Żółta - ziewnęła Asia. - Ma być żółta.
- Za górami, za morzami, na małej wyspie, której nie ma na żadnej mapie, rosło pole żółtego łubinu... - zaczęła mamusia. - Był wysoki jak las. Wśród kwiatów fruwały kanarki i motyle cytrynki. Na piasku, którym pokryta była cała wyspa, leżały wyrzucone przez morze bursztyny i złociste muszle, a w przezroczystej wodzie, przy brzegu, uwijały się ławice płaskich żółciutkich rybek ze spiczastymi ryjkami.
Pewnego dnia na wyspie wylądował żółty balon, z którego kosza wysiadł niezwykle elegancki mężczyzna w żółtym garniturze. Na ramieniu siedziała mu gadająca papuga. Oczywiście żółta. Przyłożył do oczu złotą lornetkę i rozejrzał się dookoła, wspinając się na same czubki żółtych lakierków, a potem wyciągnął z kieszeni kilka garści nasion. Rozsypał je to tu, to ówdzie, a resztę dał papudze. Przerobił balon na namiot i położył się spać.
- Wiesz, kiedy mnie obudzić... - powiedział do ptaka i zachrapał, aż z pobliskiego łubinu posypały się kwiatki.
Papuga fruwała po wyspie, zagadując po drodze kogo się dało - bardzo lubiła rozmawiać, a z mężczyzną opowiedzieli już sobie wszystkie zajmujące historie, jakie znali, i czasami im się nudziło.
- Po co tu przylecieliście? - spytała ją pewnego dnia piaskowa żmija.
Mężczyzna spał już głębokim snem ponad miesiąc.
- To tajemnica! - skrzeknęła papuga tak głośno, aż chrapanie ucichło, a mężczyzna wysunął z namiotu rozczochraną głowę.
Tam, gdzie rozrzucił nasionka, rosły czerwone kwiatki.
- Udało się - powiedział, poprawiając trochę pomięty czerwony garnitur, a potem dał papudze z kieszeni resztkę nasion, przerobił namiot na balon i odlecieli.
2. Zasypianka z jajem
W jaskini leżał śnieg, a w samym rogu dwanaście kamiennych grubych ogórków, ułożonych w krąg.
- Co to jest? - szepnąłem.
- Myślę, że jaja - odszeptał Mały. - Stare jak świat.
- Można je podrzucić do kurnika - wymyśliłem szybko, a Mały popatrzył na mnie z uznaniem.
Wzięliśmy po jednym jaju pod kurtkę. Były ciężkie jak kamienie.
- To chyba nie żadne jaja - powątpiewałem, ocierając pot z czoła.
- W moim coś łomocze - pisnął Mały i położył jajo na trawie.
Było już zarysowane.
Schowaliśmy się za drzewo. Dziurka w jaju powiększała się szybko. Nie minęło pięć minut, jak coś wylazło ze środka.
- Ma róg na nosie... - Mały szczękał zębami ze strachu.
Coś pokryte było pancerzem, miało cztery grube łapy z pazurami, potężne zęby i maleńkie oczki. I się trzęsło.
- Ono też się boi - zdziwiłem się.
- Wcale się nie boi! - ryknęło Coś. - Tylko jest mu zimno.
- A kim ty jesteś? - odważyłem się spytać, przykrywając To swetrem.
- Monoclonius - przedstawił się. - Jestem głodny - przyznał, ruszając w naszą stronę.
- Chyba nie zamierzasz nas zjeść? - przeraziłem się, odskakując na bezpieczną odległość.
- Gałęzie... - zazgrzytał zębami w odpowiedzi. - Gałęzie, mniam, mniam - mlasnął, pożerając pobliski krzaczek. - Jestem jaroszem - przyznał. - Ale inne dinozaury...
- Dinozaury?! - wykrzyknęliśmy w przerażeniu i już nas nie było.
Zawiadomiliśmy ogród zoologiczny i podobno wciąż go szukają. Gdybyście go spotkali, pamiętajcie, że jest nieszkodliwy. Ma na imię Monoclonius, lubi roślinki i dużo ciepła.
KONIEC BEZPŁATNEGO FRAGMENTU
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI