Zasłyszane pośród traw - Jolanta Gardziej

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Zabrałeś do nieba

z ptakami

całą Ziemię

i westchnień potoki

zabrałeś co miałeś

całą przyszłość

perspektywę obłoki

i czas

a na Ziemi porzuconej

tylko sama ja

mierzę siły na zamiary

codziennego dnia

a na Ziemi porzuconej

tylko nasze sny

przechadzają się parami

tak jak kiedyś my

zbieram wspomnień okruchy

pogubione jak pióra Aniołów

po lecie

dekoruję nimi ściany

ustawiam w bukiety

jak zaklęcie

na przyszłość

perspektywę obłoki

i czas

a na Ziemi porzuconej

tylko sama ja...

cicho wszędzie

nikt nie dzwoni

cisza w kości gra

a na Ziemi porzuconej

tylko nasze sny

zobacz piją kawę

tak jak kiedyś my

i po co nam było

nie patrzeć sobie w oczy

i po co tak blisko

nie siedzieć przy sobie

i po co nam było

wymyślać to wszystko

jak zaklęcie

na przyszłość

perspektywę obłoki

i czas

nie ma tego

co by było

i jest to co jest

ja na Ziemi

sobie żyję

ty też

Gdzieś

Myśli mnie wiodą

Na bezdroża

Gdzie wertepów odległych krainy

i tylko Licho śpi

W dzikich pól przestrzeń senną

Dal pachnie trawą

Myśl brzęczy muchą

Niebo nie mówi nic

Patrzy wyrozumiale

Z rezerwą

Powiedz

Że to już

Powiedz

Że jeszcze nie

Nie używaj słowa

"Może"

Ono nic nie znaczy

Powiedz

Że to już

Powiedz

Że tak

Czas realizacji słów i myśli

A "może"

Nic nie znaczy

Nie tłumacz się brakiem odwagi

I bzdur tysiącem

Też nie

Zawsze zaświeci słońce

Wahasz się...

Więc jeszcze raz koło zatoczysz

I jeszcze raz przez wertepy

Iść będziesz

Nogi krzywić

Buty zniszczysz

A serce bić będzie od rzeczy

Nie próbuj myśleć zbyt dużo

Myśli to sieć pająka

Nie na logikę i rozum po prostu

za sercem swoim podążaj

Powiedz

Że to już

Powiedz

Że jeszcze nie

Nie używaj słowa

"Może"

Ono nic nie znaczy

Powiedz

Że to już

Powiedz

Że tak

Czas realizacji słów i myśli

A "może"

Nic nie znaczy

Cisza zabiera mnie na pola

Każe głaskać kwiaty

I suche trawy kołysać

Wiatr

Sadza mnie na kamieniu

Czekam

Wszystko zamiera

Nie ma szelestu

Liści

Osika nie drży

Dąb nie wzdycha

Szumem gałęzi

Ptak udręczony upałem

Nie śpiewa

Cisza zastyga na chwilę

Nie ma nic

Tylko napięcie

Oczekiwanie

Tęsknota do czegoś

Co przed burzą

Chmurno

Widzisz

Powietrze

Ono wie lepiej

Wiecznie

Nie będzie tak

Cicho

Głucho

Strasznie

Więc ucisz jęki

Traw i liści

Motyle schowaj

W połach sukienki

Kapelusz połóż na mrowisko

Co jeszcze mogę zrobić

wszystko

Wiatr utulony

szczerą rozmową

zasnął pomiędzy

Być a Nie

Burza już idzie

Bokiem bokiem

A trawy sucho

Wzdychają chórem

Że pić się chce

Oj pić się chce

Świat to dylemat

Na dylemacie

Tego chcesz

Tamtego nie

I czego nie chcesz

Pragniesz skrycie

Świat to dylemat

samo życie

Kiedy biorę powietrze pod skrzydła

Wzbijam nieba tumany

Do lotu

I co z tego że przyziemność

Mi zbrzydła

I że tylko chcę lecieć

W obłoki

Przecież trzeba zarobić

Na skrzydła

Siódme poty wylać

Siódme poty

Wtedy

Poczuć można wyraźnie

Co to radość

I smutek niewoli

Fruwam

Pełen zachwytów dla świata

Sfrunąć na dół

To boli

Oj jak boli...

Sfrunąć na dół

Mieć skrzydła

nie latać

Stać...

To najbardziej

Skrzydła boli

Oj tak boli

Jakby to był

Koniec świata

Jakby był

Koniec świata

Tak bardzo tęsknię

Za nocą i Tobą

Jesteś daleko

A mieszkasz tuż obok

I gdzie cię szukam

Nigdzie cię nie ma

Nie ma Cię w słońcu

W cieniu cię nie ma

Nie ma wśród spojrzeń

Oblanych chłodem

Nie ma

Szukałem

Wybacz

Odchodzę

Wszędzie szukałem

I Nie ma Cię

- Jestem

Kochanie

Na serca dnie

Tam gdzie schowałeś

O mnie sny

I zapomniałeś

Że ja

to my

Tak bardzo tęsknię

Za nocą i Tobą

Jesteś daleko

A mieszkasz tuż obok

Na nieba błękicie

Mam Ciebie Anioła

Co czuwa

Gdy gaśnie

Ostatnia Modlitwa

Gdy żagiel ustawiam

Porzucam obawy

Steruję

W głąb siebie

W głąb jutra

Wiatr wieje

Nieważne czy w oczy

Nieważne jak mocno dmie

Mój Anioł skrzydłem otoczy

Ciebie i mnie

Ciebie i mnie

Wśród chmur białych

Wszystko dziś skryte

Osłania mnie od burz i łez

Azymut na niebo

Ustawiam i płynę

Nie patrzę czy świeci

Czy śnieży

Czy deszcz

Na nieba błękicie

Mam Ciebie Anioła

Co czuwa

Gdy gaśnie

Ostatnia Modlitwa

Gdy żagiel ustawiam

Porzucam obawy

Steruję

W głąb siebie

W głąb jutra

Wiatr wieje

Nieważne czy w oczy

Nieważne jak mocno dmie

Mój Anioł skrzydłem otoczy

Ciebie i mnie

Ciebie i mnie

Zwykłe miasto

Niby nic

Nie ma tu

Niby nuda

Niby pusto

Dla wielu takie nic

Jakich mnóstwo

Jakich pełno wokół

na świecie

A tam jest

Takie To

O którym

Nie wiecie

Takie Tam

Takie To

I Ty

Życia los

Kręci się

Wyciągnął ktoś

I my

I tak toczy się

Nasza bajka

Układanka

I splot zdarzeń

I miasta

Takie To

Świętuje tryumfy

Takie Nic

Trzeba żyć

Dwunasta!

Teatr Kukiełka zaprasza

Rola życiowa

Suflera nie ma

Skąd wezmę

Gesty

Skąd wezmę słowa

Gdzie ten scenariusz

Muzyka światła

Kurtyna w górę

A prób brak

Chociaż jestem

głównym aktorem

Pierwszoplanową

Rolę gram

Rolę mam

I tyle

Czym martwię się

Może wcale

Więc gram jak chcę

Zapraszam cię

Zagraj ze mną

wspaniale

Tytuł Poezja

Tytuł Proza

Pan On i Pani Ona

Panowie Owi

I Owe Panie

Teatr Kukiełka

Spektakl gra

Owacje słyszę

Na stojąco

Kto brawa bije

I krzyczy głośno

Brawo Aktorka

Brawo Ty

I kto ociera chustką oczy

Mokre od wzruszeń

To Serce drży

Bo najważniejsze

Przedstawienie

Kiedy pojawiasz się

na scenie

Co dalej

Zdecydujesz w trakcie

Kurtyna w górę

Nikt nie pyta

Czy już gotowa

Jestem do życia

Pozbierać wszystko to

Co życie rozsypało

Jak rozerwany

Korali sznur

Szukam zbieram

Lecz ciągle w nim

Za mało

Za Mało ciebie

I Mnie

Zupełnie

Też jest Mało

Więc ciebie szukam

Mnie zbieram

I nawet się zbytnio

Nie dziwię

Życiu o nazwie Teatr

Na jego scenie

Siedzę...

Jak dziecko na chodniku

Pochylam nisko się

I szukam

Gdzie jesteś

Koraliku

Z sznura korali urwany

Podnoszę Zbieram

Nawlekam

Efekt niespodziewany

Bo niby korale moje

Paciorki z mojej kolekcji

A sznur korali inny

Był żółty

A jest niebieski...

Krzyk nie boli

On płacze

Rzęsiście

Łzami

co ból czują

I nie wiesz

Ile krzyku i łez

Ma życie

Pogrzebanych

Do głębin ciała

Pogrzebanych

A żywych

Jak rana

Która sączy

Raz po raz

Płacz

Aż wyleje to

wszystko

Co boli

Łzy jak lekarz

Jak ratunek

Jak szczęście

A o szczęście

Przecież

Trzeba dbać

Wiadro łez

Leczy też

Lubię

gdy wypełnia mnie blask

słonecznych promieni

Myślę

Życie ma smak

Nieba na Ziemi

Tęsknię

Gdy Cię nie ma

I gdy jesteś

Tęsknię

Tak dużo

A tak mało

Wszystkiego

Chce więcej

Serce

I gdy ciszy dotykam

W ogonie wieczności

Wszyscy mówią

że śpię

Dlaczego połowę

Życia oddaję

na sen

Bez świadomości

Czujności

Bez

Uśmiechu

Miłości

I łez

A ja

Lubię

Gdy wypełnia mnie blask

słonecznych promieni

Myślę

Życie ma smak

Nieba na Ziemi

Tęsknię

Gdy Cię nie ma

I gdy jesteś

Tęsknię

Tak dużo

A tak mało

Wszystkiego

Chce więcej

Serce

A ja

Bez świadomości

Czujności

Bez

Uśmiechu

Miłości

I łez

Żyję też

Jutro

ma smak

Nadgryzionego słońcem

Liścia

Płonie...

Chęcią bycia

Lśni...

Oczekiwaniem

Aż niebo

Wypowie

I stała się Jasność

I Dzisiaj się stało...

I Jutro odeszło

Zrodzone Dzisiaj

W Przeszłość

Taki oto zauważ

Paradoks mijania

Odchodzenie w przeszłość

W trakcie

Trwania...

Chwilą milczenia

Uczcijmy Jutro

Co go nigdy

Uczcijmy Jutro

Co go nigdy

nie ma