Jak kochać
Serce gwałtownie załomotało mi w piersiach, jakby za sekundę miało wyskoczyć przez gardło. Przed oczami pojawiły się mroczki. Pośpiesznie wsparłem się o oparcie krzesła, gdyż inaczej bym upadł.
- Pogoda jest dziś fatalna - powiedziała mama do mojej żony. - Spójrz, Malwinko, na Janka. Wygląda, jakby przez te upały ledwo trzymał się na nogach.
- To skok ciśnienia - skłamałem. - Nic mi nie jest.
- A mnie się wydaje, że niepotrzebnie wziąłeś dokładkę drugiego dania - stwierdziła Malwina i zrobiła taką minę, jakby chciała dodać: "No, sam powiedz, czy cię nie przestrzegałam".
Obie wyszły do kuchni, a ja ciężko klapnąłem na krześle. Nie mogłem oderwać oczu od dużego lustra w złotej barokowej ramie. W jego odbiciu, w kopii salonu, na krześle obok mnie widziałem Krystynę, moją pierwszą żonę, która zmarła przed czteroma laty. Gdy ją chwilę wcześniej pierwszy raz zobaczyłem, poderwałem się wystraszony ze swojego siedzenia. Ale obok mnie tak naprawdę nikt nie siedział. Złudzenie? Ponownie zerknąłem w lustro, ale tam Krystyna nadal spokojnie czekała, aż oswoję się z jej obecnością. Odwróciłem twarz w drugą stronę.
"To na pewno przywidzenie" - zapewniłem w myślach sam siebie. "Ta dodatkowa porcja golonki... Niech to szlag".
Wstałem z krzesła, podszedłem do okna i wyjrzałem na zewnątrz. Muszę się uspokoić i szybko zacząć trawić, przekonywałem się w myślach.
Krystyna była moją pierwszą wielką miłością. Poznaliśmy się pod koniec studiów. Wzięliśmy ślub i przez jedenaście lat byliśmy szczęśliwym małżeństwem. W końcu postanowiliśmy postarać się o dziecko. Jednak kilka tygodni później okazało się, że Krysia ma raka piersi. Kilka miesięcy później, zamiast szukać wyprawki, musiałem zająć się pogrzebem.
Dwa lata byłem w żałobie. A potem poznałem Malwinę. Ja skończyłem trzydzieści pięć lat, a ona była ode mnie o sześć lat młodsza i, co tu kryć, bardziej dojrzała. Tak twierdziła mama, a ja po cichu przyznawałem jej rację.
O Krystynie dawno już nie myślałem i tu nagle... Bałem się odwrócić i po raz kolejny zerknąć w lustro.
- Przypomnij sobie. - Tuż przy uchu usłyszałem głos pierwszej żony. - Przecież niedawno mnie wezwałeś.
- Nie wzywałem. Znów zaczynasz zmyślać. Wcale się nie zmieniłaś - wypaliłem na głos, jakby Krystyna stała obok.
Zaśmiała się drwiąco. A jednak się zmieniła, przemknęło mi przez głowę. Niegdyś, gdy tylko trochę ponosiłem głos, szybko się peszyła, wycofywała i zmieniała swoje zdanie na moją wersję.
Odwróciłem się do lustra. Była tam nadal.
- Czy one mogą cię zobaczyć? - Spojrzałem w stronę drzwi, przez które wyszły mama z Malwiną.
Krysia pokręciła przecząco głową. W tej sekundzie przypomniałem sobie niedawny wieczór u przyjaciół. Ktoś rzucił, że fajnie byłoby wiedzieć, co się z nami stanie za dwadzieścia lat. Wtedy powiedziałem, że wcześniej dobrze byłoby mieć jakąś życzliwą nam duszę po drugiej stronie, która przestrzegłaby nas przed ewentualnymi kłopotami. Właśnie wtedy pomyślałem o zmarłej żonie.
- Sam widzisz, ż e miałam rację.
- Ale ja nie jestem ciekaw, co się stanie za dwadzieścia lat. - Wzruszyłem ramionami.
- A powinieneś - głos Krysi był tak smutny, że się przestraszyłem. - Pamiętasz, co ci powiedział Jerzyk?
Wiedziałem, do czego pije. Jeszcze za czasów pierwszej żony spotkałem się z przyjacielem, z zawodu psychologiem. Podczas rozmowy jakoś zeszliśmy na ojcostwo. Powiedział mi, że według niego nie jestem gotów na zostanie tatą. Chyba wtedy się lekko obruszyłem. A on dodał, że z jego obserwacji wynika, że nie jestem jeszcze gotów nawet na bycie dobrym mężem. Powinienem wreszcie dorosnąć, przestać być studentem i stać się mężczyzną.
- Od tamtej pory nic się nie zmieniłeś - powiedziała Krystyna, jakby usłyszała moje myśli. A może tak było.
- To nieprawda - zaprzeczyłem gwałtownie. - Bardzo się zmieniłem od twojej śmierci.
- Więc dlaczego Malwina płakała, gdy się na nią przedwczoraj rozdarłeś o jakąś głupotę? Dlaczego nigdy nie słuchasz, kiedy opowiada, jak minął jej dzień w pracy? Dlaczego lekceważysz jej zainteresowania i godzinę temu przełączyłeś jej ulubiony program w telewizji na sport? Dlaczego, kiedy była smutna i chciała, by ś ją przytulił, powiedziałeś, żeby przestała być sentymentalną panienką?
Słuchałem i chociaż chciałem, nie mogłem zaprzeczyć. A moja była żona ciągnęła:
- Dziś wieczorem dowiesz się, że Malwina jest w ciąży. Za czternaście lat od tego dnia, mimo ż e dziś się tak kochacie, ona zabierze dziecko i od ciebie odejdzie. Tak właśnie się stanie, jeśli się nie zmienisz. I będziesz wtedy cierpiał. Dlatego rozmawiaj z nią. Słuchaj. Staraj się zrozumieć. Uda ci się, zawsze wiedziałam, że jest w tobie potencjał na dobrego męża i ojca. Tylko musisz tego chcieć.
Wróciłem do stołu, usiadłem i spojrzałem w lustro. Na szczęście w odbiciu zobaczyłem tylko siebie.
- Ale to nie znaczy, że mnie nie widziałeś - usłyszałem tuż przy uchu głos nieżyjącej.
- Wiem i jestem ci za to bardzo wdzięczny - odparłem.
- Mówiłeś coś? - spytała moja druga żona, która właśnie weszła do pokoju.
- Że bardzo cię kocham. I postaram się być dla ciebie lepszym mężem.
Poderwałem się z krzesła i mocno ją przytuliłem. Malwinka się uśmiechnęła i szepnęła na ucho, że wieczorem zdradzi mi pewną radosną nowinę.