Zaślepiony namiętnością - Janice Maynard

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pierce Avery miał wyjątkowo zły dzień. Nie pamiętał, kiedy ostatnio czuł się tak zestresowany. Ściskało go coś w żołądku, głowę rozsadzał potworny ból. Wiedział, że w takim stanie nie powinien siadać za kierownicą.

Zazwyczaj w stanie podobnego napięcia brał kajak i płynął przed siebie z biegiem rzeki. Nie znał lepszego sposobu, by uciec od codziennych problemów w gorące sierpniowe popołudnie. Od najmłodszych lat wiedział, że nie został stworzony do pracy za biurkiem.

Ponieważ nie mógł znaleźć odpowiadającego mu zajęcia na łonie natury, założył firmę. Organizował wycieczki po okolicy dla studentów, biznesmenów i aktywnych emerytów. Wędrówki piesze, rowerowe, zwiedzanie jaskiń i jego ulubione spływy kajakowe. Robił to, co lubił, jednocześnie zarabiając na życie. Jednak tego dnia stracił poczucie tożsamości, a cały jego świat legł w gruzach.

Zaparkował na jednej z mniej uczęszczanych ulic w samym centrum Charlottesville. Studenci z Uniwersytetu Wirginia nie rozpoczęli jeszcze roku akademickiego, więc okoliczne kawiarenki były praktycznie opustoszałe. Sam Pierce, mimo buntowniczej natury, ukończył wydział zarządzania z wyróżnieniem. Wszystko to dzięki ojcu, który nalegał, by w pełni wykorzystał swój potencjał.

Właściwie wszystko, co w życiu osiągnął, zawdzięczał ojcu. Teraz, po latach, kiedy ojciec go potrzebował, Pierce nie był w stanie mu pomóc.

Wysiadł z samochodu i spojrzał na skromne wejście, przed którym stała donica pełna pelargonii. Jedynym zgrzytem była niewielka kartka z napisem "Do wynajęcia" umieszczona za szybą. Drzwi wejściowe niczym się nie wyróżniały. Mogły równie dobrze prowadzić do przychodni lekarskiej, biura księgowego, gabinetu masażu czy akupunktury.

W centrum Charlottesville można było spotkać wiele butików oferujących wyroby artystyczne i rzemieślnicze, ale rezydowali tu też przedstawiciele bardziej konwencjonalnych profesji. Dawna partnerka Pierce'a prowadziła warsztat i sklep z ceramiką na sąsiedniej ulicy. Ale tego dnia wszystko było mu obojętne. Zignorował nawet zapach świeżego chleba z pobliskiej piekarni.

Był umówiony na spotkanie z Nicolą Parish. Nacisnął dzwonek i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. W przeciwieństwie do upału panującego na zewnątrz, w pomieszczeniu recepcji panował przyjemny chłód, a w powietrzu unosił się zapach kwiatów. Starsza pani z uśmiechem uniosła wzrok znad komputera.

- Pan Avery?

Pierce skinął głową. Przybył tu dwadzieścia minut wcześniej, ale nie mógł usiedzieć w domu ani sekundy dłużej.

- Proszę spocząć - odezwała się recepcjonistka. - Pani Parish za chwilę pana poprosi.

Dosłownie dwie minuty przed wyznaczoną godziną spotkania recepcjonistka wskazała gestem drzwi.

Pierce nie miał pojęcia, czego się spodziewać. To jego matka zaaranżowała spotkanie. Sam Pierce wcale tego nie chciał. Prawdę mówiąc, najchętniej opuściłby ten lokal i nigdy więcej tu nie wrócił. Jednak wspomnienie błagalnego wzroku matki sprawiło, że pozostał na miejscu.

- Dzień dobry. Nazywam się Nicola Parish. Miło mi pana poznać - zwróciła się do niego kobieta, wstając zza biurka i wyciągając rękę na powitanie.

Zwrócił uwagę na mocny uścisk jej dłoni i szczupłe delikatne palce.

- Dziękuję, że zgodziła się pani przyjąć mnie z tak krótkim wyprzedzeniem.

- Pana matka wspomniała, że sprawa jest bardzo pilna.

- I tak, i nie. Właściwie nie wiem, po co przyszedłem i w jaki sposób może mi pani pomóc.

- Proszę usiąść.

Miała blond włosy o odcieniu wpadającym w popiel, sięgające podbródka. Lekko falowały, kiedy poruszała się, ale fryzura pozostawała cały czas nienaganna. Była szczupła, ale nie chuda. Dość wysoka, ale kilka centymetrów niższa od niego.

Rozejrzał się dokoła. Na ścianie wisiał dyplom ukończenia wydziału prawa na Harvardzie. Kolejny informował o uzyskaniu drugiego stopnia w dziedzinie medycyny sądowej. Obok widniały różnego rodzaju nagrody i wyróżnienia. Wszystko to w połączeniu z czarnym eleganckim kostiumem, jaki miała na sobie, nie pozostawiało wątpliwości, że miał do czynienia z profesjonalistką. Pozostało mu sprawdzić, czy ma talent znajdowania odpowiedzi na trudne pytania.

Nagle wstała z miejsca.

- Tam nam będzie wygodniej - powiedziała, kierując się w stronę stolika, przy którym stały dwa fotele.

Nie umknęło jego uwagi, że miała wspaniałe nogi.

Zajął miejsce w fotelu, który okazał się znacznie wygodniejszy, niżby się wydawało.

- Kawy? - zapytała, sięgając po srebrny dzbanek.

- Poproszę. Czarna, bez cukru.

Kiedy podawała mu filiżankę, ich palce przelotnie się spotkały. Zauważył, że nie nosiła obrączki ani pierścionka. Jednym haustem opróżnił filiżankę, nie zważając, że gorący płyn parzył język. W tym momencie potrzebował raczej szklanki whisky.

Prawniczka była uprzejma, choć bacznie go obserwowała. Wyraźnie czekała, by zabrał głos.

- Zegar tyka, a dziś mogę poświęcić panu tylko czterdzieści pięć minut - odezwała się, nie mogąc się doczekać, kiedy Pierce wyjawi cel wizyty.

- Nie wiem, od czego zacząć - powiedział, obejmując głowę dłońmi.

Czuł się sfrustrowany i bezsilny, a jednocześnie zły na siebie.

- Pana matka wspomniała, że interesuje pana, czy ponad trzydzieści lat temu w szpitalu nie dokonano oszustwa. Domyślam się, że ta sprawa ma coś wspólnego z pana narodzinami.

Matka skontaktowała go z Nicolą Parish, ponieważ jedna z jej koleżanek korzystała z usług prawniczki i pochlebnie wyrażała się o jej profesjonalizmie i etyce zawodowej.

- Tak - potwierdził.

- Czy mówimy o możliwości zamienienia nowo narodzonych dzieci?

- To nie takie proste.

Może powinienem raczej spotkać się z psychiatrą, przemknęło mu przez głowę. Nie potrafił uporządkować ani nazwać swoich emocji, a w tym z pewnością prawnik nie jest w stanie mu pomóc.

- Panie Avery...

Ocknął się z zamyślenia.

- Mój ojciec umiera na skutek niewydolności nerek.

- Przykro mi.

W jej spojrzeniu dostrzegł współczucie.

- Konieczny jest przeszczep, ale może nie doczekać się organu do transplantacji. Postanowiłem więc zostać dawcą. Zrobiłem wszystkie niezbędne badania i. . .

- I co?

Pierce zerwał się z miejsca i zaczął nerwowo przechadzać po drogim orientalnym dywanie utrzymanym w pastelowych barwach różu i zieleni.

- Okazało się, że nie jestem jego synem.

Wiele razy powtarzał w myślach to zdanie, ale nawet teraz, kiedy pierwszy raz wypowiedział je głośno, wydawało się nie do zaakceptowania.

- Został pan adoptowany i dopiero teraz to wyszło na jaw?

- Matka twierdzi, że nie.

- Więc związek pozamałżeński?

Pierce uśmiechnął się w duchu.

- Nie sądzę. Matka nie byłaby do tego zdolna. Zawsze go bardzo kochała. Początkowo podejrzewałem, że zostałem adoptowany, ale matka była w takim samym szoku jak ja, kiedy lekarz nas o tym poinformował.

- Czyli pozostaje jedyna ewentualność. Został pan jako niemowlę podmieniony w szpitalu na oddziale noworodków.

- Ciotka mojej matki, a moja babka cioteczna, jest lekarką i tej nocy miała dyżur. Nie sądzę, żeby dopuściła do czegoś takiego.

- Czego więc pan ode mnie oczekuje?

Siedział bezradnie w fotelu, tępo patrząc na obraz przedstawiający Thomasa Jeffersona. Były prezydent miał dużo nieślubnych dzieci. Do tej pory istniało wiele kontrowersji dotyczących jego ojcostwa.

Pierce nigdy nie zastanawiał się nad swoimi relacjami rodzinnymi. Był silnie związany z rodzicami, jak prawdziwy syn, chociaż w wieku dojrzewania bywał trudny, jak większość nastolatków. Wiadomość, że nie został wychowany przez biologicznego ojca, stanowiła dla niego głęboki wstrząs. Jeśli nie był Pierce'em Avery, to kim właściwie był? To pytanie go dręczyło.

- Matka spędza całe dni w szpitalu przy łóżku ojca. Ma nadzieję, że jego stan poprawi się na tyle, że będzie można go zabrać do domu.

- A pan?

- Poinformowałem swojego zastępcę, że biorę wolne. Doskonale sobie poradzi, więc w tej kwestii nie mam żadnych obaw. Będę całkowicie dyspozycyjny. Chcielibyśmy zakończyć dochodzenie w możliwie najkrótszym czasie. Powiedzieliśmy ojcu, że ja nie kwalifikuję się jako dawca nerki, ale nie wyjawiliśmy mu całej prawdy. To jest dla nas sprawa wielkiej wagi i liczymy na pani pomoc.

Według opinii Nikki, Pierce Avery nie sprawiał wrażenia mężczyzny, który potrzebuje pomocy, a już na pewno nie ze strony kobiety. Był dobrze zbudowany, miał na oko jakieś metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Wydawało się, że jest w stanie przenosić góry.

No i wyglądał na mężczyznę stworzonego, żeby opiekować się kobietą. Wyczuwała to instynktownie. Była wykształcona, nowoczesna i niezależna finansowo. Nie miała pojęcia, dlaczego ugięły się pod nią kolana na samą myśl, że ten potężny mężczyzna otacza ją opiekuńczym ramieniem. Wszystko przez te hormony, pomyślała.

- Na początek zażądamy wglądu w szpitalne akta - odezwała się opanowanym głosem.

Pierce Avery oczekiwał natychmiastowych działań, więc postanowiła działać zgodnie z jego życzeniem.

Przyszły klient nie wykazał wielkiego entuzjazmu.

- Ten szpital funkcjonował kiedyś jako jednostka prywatna. W połowie lat dziewięćdziesiątych został wchłonięty przez potężną korporację i przestał istnieć.

- Jednak kartoteka musiała zostać gdzieś przekazana.

- Mamy taką nadzieję. Ile czasu zajmie dotarcie do nich?

Nikki zmarszczyła brwi.

- Wydaje się panu, że mogę cały swój czas zawodowy poświęcić na rozwikłanie pana sprawy?

W głębi serca rozumiała jego determinację, chociaż nie akceptowała takiego podejścia.

- Dobrze zapłacimy.

Ta uwaga wyprowadziła ją z równowagi.

- Nie podoba mi się, kiedy bogacze szastają pieniędzmi i oczekują, że wszyscy będą tylko czekać na ich skinienie.

Spojrzał na oprawione w kosztowne ramki dyplomy.

- Studia na Harvardzie słono kosztują. Nie sądzę, żeby pani musiała liczyć się z pieniędzmi.

- Byłby pan zaskoczony - odparła, opanowując rozdrażnienie.

- Nigdy nie miałem zbyt wysokiej opinii na temat prawników.

- Czy zawsze jest pan taki nieuprzejmy? - Wstała, wygładzając spódnicę.

- Czy pani zawsze jest taka trudna? - odpowiedział pytaniem na pytanie i wstał.

Zauważyła, że wpatrywał się w nią ciemnymi oczami, zbyt pięknymi jak na mężczyznę.

- Rzadko zdarzają mi się konfliktowe sytuacje z klientami. Nie bardzo rozumiem, o co panu chodzi.

- Ostatnio nie jestem sobą - zauważył nieco zmieszany.

- Czy mam to potraktować jako przeprosiny?

- Nadal podtrzymuję, że zbytnio nie cenię prawników.

- W tej chwili nie ma pan wielkiego wyboru.

- Nie przyszedłem tu z własnej woli - rzucił z gniewnym błyskiem w oczach.

- Nie - powiedziała przeciągle. - Mamusia panu kazała. - Celowo usiłowała wyprowadzić go z równowagi.

Nic takiego się nie stało. Ku jej zaskoczeniu wybuchł głośnym śmiechem.

- Chyba pierwszy raz w życiu płacę za to, żeby ktoś mnie obrażał.

Pokiwała głową. Zauważyła, że coś między nimi zaiskrzyło.

- Wyzwala pan we mnie najgorsze uczucia. Nie flirtuję z klientami - ucięła stanowczo.

- Dlaczego to biuro zostało wystawione do wynajęcia? - Zmienił temat.

W sali sądowej występowała z wypracowaną pewnością siebie, ale niespodziewane pytanie zupełnie zbiło ją z tropu. Długo nie odpowiadała.

- Tajemnica państwowa? - Pierce przechylił głowę.

- Wcale nie. Wycofuję się z prywatnej praktyki. Otrzymałam propozycję pracy w kancelarii prawnej w Waszyngtonie.

- Wyczułem w pani głosie pewne wahanie.

- Poprosiłam o czas na zastanowienie. Skończyłam studia sześć lat temu. W ciągu tego okresu nie miałam urlopu, jedynie długie weekendy. Czuję się wypalona.

- Chyba zamknięcie prywatnej praktyki równa się podjęciu decyzji.

- Niezupełnie. Nawet jeśli odrzucę ofertę pracy, chciałabym spróbować czegoś innego, na przykład działalności prawniczej non profit.

- Nie wzbogaci się pani w ten sposób.

- A słyszał pan o czymś takim jak realizowanie własnych pasji? Nie chcę czekać, aż okaże się, że jestem na to za stara.

- Rozumiem.

Szczerze w to wątpiła, bo sprawiał wrażenie zarozumiałego i pewnego siły swoich pieniędzy.

- Musimy się pożegnać. Za chwilę mam następne spotkanie.

- Nie szkodzi. Dowiedziałem się wszystkiego, na czym mi zależało. Podczas kolejnego spotkania będę miał panią wyłącznie dla siebie.

Nie wiedziała, czy to jej wyobraźnia tak działała, czy też jego komentarz był wyjątkowo dwuznaczny.

- Idę na urlop - powiedziała z naciskiem.

- Wiem. I na poszukiwanie swojej drogi życiowej. W tym ostatnim mogę pomóc. A tymczasem rozwikłamy wspólnie mroczną tajemnicę mojego pochodzenia. Zapłacę honorarium, jakiekolwiek by ono było, a przy tym się pani odpręży.

- Nie zgodziłam się jeszcze przyjąć tej sprawy. No i skąd pan wie, że uda mi się wyluzować?

- Przekona się pani - odparł, przysiadając na kosztownym blacie biurka.

ROZDZIAŁ DRUGI

Pierce musiał cierpliwie czekać sześć dni, aż Nicola oficjalnie zakończy działalność i będzie gotowa zamknąć biuro. A później był zmuszony pomóc jej w przeprowadzce w zamian za czas, który obiecała poświęcić na rozwikłanie nurtującej go kwestii.

Na prośbę Nicoli przyprowadził ciężarówkę, której wraz z ojcem używał do transportowania kajaków. Poddał się sile jej argumentów, chociaż dźwiganie kartonów było ostatnią rzeczą, na jaką w gorące letnie popołudnie miał ochotę.

Ale nastrój znacznie mu się poprawił, kiedy Nicola stanęła w progu. Tego dnia wydawała się znacznie bardziej przystępna. Prosta opaska podtrzymywała jej jasne włosy tak, by nie opadały na zarumienione policzki. Krótkie szorty khaki eksponowały wspaniałe nogi, a piersi apetycznie rysowały się pod opiętym białym podkoszulkiem. W czarnych płóciennych balerinkach wyglądała bardziej jak uczennica niż wzięta prawniczka.

- Zaparkowałem przed wejściem - rzucił oschle.

Usiłował ukryć wrażenie, jakie wywarł na nim jej wygląd.

- Spóźnił się pan. - Zmarszczyła brwi z dezaprobatą.

- Na trasie zdarzyła się kolizja i musiałem jechać objazdem. - Nie dał się wyprowadzić z równowagi.

Przekroczył próg. Cały obszar recepcji wypełniały tekturowe kartony.

- Mieszka pani nad biurem? - zapytał.

- Nie. To byłby zgubny pomysł dla takiej pracoholiczki jak ja.

- Większość osób uzależnionych od pracy nie przyznaje się do tego.

Pochyliła się i podniosła jeden z kartonów.

- Oszukiwanie samej siebie nie prowadzi do niczego dobrego. A teraz weźmy się do pracy. Już spakowałam pięćdziesiąt trzy pudła.

Wyjął jej karton z rąk.

- Proszę zająć się pakowaniem, pani Parish, a ja załaduję samochód. Mam znacznie więcej siły.

- Możesz zwracać się do mnie Nikki. Już zatraciliśmy relację prawnik-klient.

- Zabrzmiało to, jakby ci było przykro. A dla mnie to postęp. Wolę, kiedy nie dzieli nas biurko.

Chyba że leżałabyś na tym biurku, a ja pieściłbym wszystkie twoje czułe miejsca, dodał w duchu.

- Mów do mnie Pierce - odparł.

Nikki czuła się trochę winna. Początkowo zamierzała zatrudnić do przeprowadzki firmę transportową, a przynajmniej studentów potrzebujących gotówki. Ale kiedy Pierce nękał ją telefonami przez kilka dni, powiedziała, że zgodzi się na spotkanie pod warunkiem, że pomoże jej w przeprowadzce.

Nie oczekiwała nawet, że przystanie na jej propozycję. Tymczasem ten silny mężczyzna, o mięśniach kulturysty, bez najmniejszego wysiłku targał pudła, a młoda zdolna prawniczka napawała się jego widokiem.

Zakleiła taśmą ostatni karton i rozejrzała się dokoła, by sprawdzić, czy nie zostawiła czegoś ważnego. Upewniła się, że Pierce jest przy samochodzie, i ruszyła wąskimi schodami na dół. Nie zamierzała przeciskać się obok niego. Nigdy do tej pory żaden mężczyzna nie wywarł na niej takiego wrażenia.

Podczas studiów spotykała się z zamożnymi facetami, ale szybko sama kończyła wszystkie związki. Dzieliła ich zbyt wielka przepaść, by mogła zaangażować się w bardziej trwałą relację. Zdała sobie nagle sprawę, że tu, w Charlottesville, ostatni raz była na randce blisko dwa lata temu. Nie pamiętała dokładnie, kiedy ostatni raz była blisko z mężczyzną.

Miała wielu przyjaciół i prowadziła bogate życie towarzyskie, a w pozostałych wolnych chwilach starała się nadrabiać zaległości zawodowe, które zdawały się piętrzyć bez końca.

Kochała swoją pracę. Oprawione w ramki dyplomy stanowiły coś znacznie więcej niż dekorację. Stale przypominały jej, jak daleko zaszła. Teraz leżały na biurku, starannie owinięte w papier.

Pierce stał w drzwiach, obserwując kobietę, która miała mu pomóc w uporządkowaniu życia. Była dobrze zorganizowana i działała metodycznie. Były to cechy, których jemu brakowało.

Zauważył, że otworzyła centralną szufladę biurka i wyjęła jakiś mały przedmiot, który kształtem przypominał metalową maskotkę.

- Prezent od dawnego narzeczonego?

- Nie jestem sentymentalna - odparła, przyciskając przedmiot do piersi.

- Więc dlaczego trzymasz to coś w biurku?

Była to zupełnie neutralna uwaga, ale Nikki zdawała się dziwnie poruszona.

- To ołowiany piesek. Dostałam go w dzieciństwie.

- I nie pozbyłaś się go do tej pory?

- Przypomina mi bardzo złe chwile.

- Więc tym bardziej powinnaś to wyrzucić.

- Czasem nie wolno zapominać o przeszłości, nawet jeśli jest bolesna. - Zadumała się. - Pamięć o błędach pozwala ich unikać.

Zaniepokoił go ton jej głosu. Czegóż mogła doświadczyć w tak młodym wieku? Chciał nawet zapytać o szczegóły, ale się rozmyślił. Nie chciał jej rozdrażnić, szczególnie w sytuacji, kiedy liczył na jej pomoc.

Mimo że był przyzwyczajony do wysiłku fizycznego, czuł ból w mięśniach po dwóch godzinach biegania po schodach z ciężkimi kartonami.

- Dzięki za pomoc.

- Oczekuję czegoś w zamian. - Wzruszył ramionami. - Zapraszam cię dziś na kolację. Opowiesz mi, czego ci się udało do tej pory dowiedzieć.

Obracała w palcach maskotkę. Po chwili wsunęła ją do kieszeni szortów.

- To nie jest konieczne. No i nie jestem odpowiednio

ubrana.

- To nie ma znaczenia. Pojadę do domu umyć się i przebrać. Ty zrób to samo. Na placu East Market właśnie otworzyli nową restaurację. Od dawna miałem ochotę ją wypróbować. - Przerwał na chwilę. - Teraz w dwóch turach zawiozę kartony. Tylko gdzie? Do ciebie do domu?

- Moje mieszkanko jest bardzo małe. - Pokręciła głową. - Wynajęłam magazyn przecznicę stąd.

Podała mu klucze i kod cyfrowy. W tym momencie ich palce się spotkały. Przez moment oczami duszy ujrzał ich oboje pod prysznicem. To nie jest odpowiedni moment, zganił się w duchu.

- Udało ci się czegoś dowiedzieć? - Zmienił temat.

- Nie bądź taki niecierpliwy. Trafiłam na coś. Przyniosę wszystkie materiały. Do zobaczenia.

Szybko uporał się z rozładowaniem ciężarówki. Miał wrażenie, że Nikki odsuwała od siebie znaczną część swojej przeszłości, by w międzyczasie podjąć ważną życiową decyzję dotyczącą przyszłości.

To było coś, co ich łączyło. Pierce do tej pory sądził, że jego życie było poukładane, aż tu nagle się okazało, że człowiek, którego uważał za ojca, wcale nim nie był. Ciężko mu było pogodzić się z tym faktem. Rozważał wszelkie możliwe scenariusze dotyczące swoich narodzin, ale żaden nie wydawał mu się logiczny.

Gdy nadjechał, Nikki w stylowych ciemnych okularach, z twarzą skierowaną do słońca, czekała na niego na ganku biura. Podała mu butelkę wody mineralnej.

- Dziwnie się czuję - zauważyła.

- Dlaczego?

- Mam nadzieję, że podjęłam właściwą decyzję. Dobrze mi było tu, w Charlottesville, ale cały czas nękało mnie uczucie, że coś mi bezpowrotnie ucieka, że moje życie nie jest pełne.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji