Leo
Cztery dni przed Bożym Narodzeniem pojawiłem się w galerii "Gold Gemma", spodziewając się, że spotkam tam moją narzeczoną. Gemmę. I faktycznie była już na miejscu. Tylko że niedługo potem ożeniłem się z zupełnie inną kobietą, która też tam wtedy przyszła.
Po tym wieczorze mój związek z Gemmą Kind zaczął znikać jak topniejący płatek śniegu.
Moja narzeczona nie musiała zarabiać na życie. Majątek rodziny, z której pochodziłem, był co prawda okazalszy, ale i ona nie narzekała na swój. Chciała mieć jakieś zajęcie, więc zajęła się fotografią, ale robienie dobrych zdjęć po prostu jej nie wychodziło.
Brak talentu przestał mieć znaczenie, kiedy rodzice kupili Gemmie galerię, bo wtedy zaczęła wystawiać prace innych. Weszła do kręgów artystycznych i osiągnęła niemal szczyt swoich marzeń. "Everestem" miał być oczywiście nasz ślub. Póki co, bawiła się w mecenaskę artystów, a oni jej schlebiali. Nie był to przecież zły deal.
Sam grałem według podobnych zasad. Czasami to wszystko podchodziło mi aż do gardła, jakbym przebijał się przez morze waty cukrowej, oblepiony nią, oślepiony i z trudem łapiący oddech. Ale to też nie był zły deal.
Wszedłem spóźniony i od progu galerii musiałem przeciskać się przez tłum gości. Gemma uśmiechnęła się do mnie z daleka. Rozmawiała ze sławnym fotografem Nicholasem Brennem, który zrobił zdjęcia na tę wystawę. Wziął niewielkie honorarium tylko dlatego, że impreza miała charakter dobroczynny. Dlatego i ja się tu dzisiaj znalazłem, chociaż wolałbym iść do baru z przyjacielem, który był jednocześnie moją prawą ręką w firmie. David szalał na mieście jako ostatni singiel w naszej grupie.
Jeszcze raz rzuciłem okiem na Gemmę. Żenię się z nią za miesiąc - przypomniałem sobie ten oczywisty scenariusz. Znałem ją całe życie. Żenię się z nią, ale będzie musiała rzucić picie i zakupy. To drugie wydawało się nierealne.
Sięgnąłem po program wystawy, a kiedy zbliżył się do mnie kelner z kieliszkami, podziękowałem ruchem ręki. Gemma nigdy nie lubiła tanich rzeczy, więc podano najdroższego szampana i pasujące do niego przekąski; goście galerii mogli bawić się w dobroczyńców popijając coś, co naprawdę sporo kosztowało. Wieczór miał na celu zebranie pieniędzy na rzecz jakiejś szkoły, a tekst w eleganckiej broszurce opisywał "potrzebujące dzieci" w tak pretensjonalny sposób, że od razu sobie przypomniałem, jak zakłamana intencja towarzyszy tej imprezie.
Nauczycielka tych dzieciaków próbowała zainteresować nas swoim pomysłem od miesięcy. Ludzie od PR ją ignorowali, więc uderzyła do Davida, który także spuścił ją na drzewo, mówiąc, że ja osobiście zatwierdzam projekty związane ze społeczną odpowiedzialnością biznesu. Wtedy straciła już wszelką szansę, tylko o tym nie wiedziała. Moja asystentka wykonywała przesiew poczty i jej zadaniem była eliminacja takich próśb w pierwszej kolejności.
Wtedy odezwała się do Gemmy, która ze śmiechem opowiedziała mi o uporze tej dziewczyny. Świetnie trafiła, a właściwie - one obie, bo w tamtym czasie media nie pisały o nas najlepiej.
Zadeklarowaliśmy potężną pomoc finansową dla szkoły i zmusiłem PR, żeby tym razem stanął na wysokości zadania. Poza tym Gemma zainteresowała Brenna tematem wystawy i trzeba było przyznać, że jego udział dodał tej akcji dodatkowego szlifu.
Obszedłem całą galerię i obejrzałem zdjęcia.
Były... fajne. Naprawdę. Twarzą wystawy została ta nauczycielka, która oprócz prowadzenia zwyczajnych zajęć uczyła judo. Dzieci w kimonach są rozczulające i nawet ktoś taki jak ja to poczuł.
Sama pomysłodawczyni także pojawiła się na kilku zdjęciach, a na jednym została uchwycona w bardzo efektownej pozie. Podszedłem do zamówionego na ten wieczór profesjonalnego licytatora i powiedziałem, że przebijam każdą ofertę, dwukrotnie. Lubiłem wygrywać. Poza tym Nicholas Brenn był znany już teraz. I to zdjęcie było najlepsze, więc musiało trafić do mnie.
Zbliżyłem się do Gemmy, żeby się jej szeptem pochwalić, a ona pacnęła mnie w ramię ręką z kieliszkiem, na szczęście już pustym. Natychmiast wzięła następny i przycisnęła się biodrem do Nicholasa Brenna, po czym zaczęła odświeżać znajomość niemieckiego. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Rozglądałem się po galerii. Chciałem zobaczyć na żywo osobę, która do tego wszystkiego doprowadziła. Fotograf uchwycił raczej jej sylwetkę w obszernym kimonie, twarz na zdjęciach można było dostrzec tylko z profilu.
Tylko jedna osoba stała teraz sama. Właśnie skończyła rozmowę z dwiema sporo od siebie starszymi kobietami wyglądającymi właśnie tak, jak mogły wyglądać nauczycielki czy terapeutki pracujące z dziećmi. Nie wiem, skąd przyszło mi do głowy, że to właśnie ta dziewczyna, ale po chwili nabrałem przekonania, że tak musi być.
Nie była wysoka i nie założyła szpilek, tylko zielone baleriny, o ile dobrze identyfikowałem rodzaj tych pantofli. Żadna kobieta tego wieczoru nie była ubrana tak zwyczajnie. Jeszcze raz obejrzałem wąskie spodnie w kolorze czerwonego wina i bluzkę bez rękawów, która zakrywała nie tylko dekolt, ale też połowę szyi, odsłaniała natomiast kształtne, delikatnie umięśnione ramiona dziewczyny.
Jej włosy były chyba kręcone i wymykały się z warkocza zwiniętego za lewym uchem w węzeł.
Stała z lekko pochyloną głową i patrzyła... no tak, w telefon, co mnie nawet nie zdziwiło. Pisała kciukiem jednej ręki. W drugiej trzymała nietkniętą lampkę szampana. Być może wzięła go od kelnera tylko po to, żeby nie podchodzili do niej co chwilę z tacą. Ja bym tak zrobił.
Puściłem ramię Gemmy i zrobiłem kilkanaście kroków w kierunku tej samotnej postaci.
- Dobry wieczór - zacząłem bez zbędnych wstępów.
- Dobry wieczór - wymamrotała, nie patrząc na mnie, co zdarzyło mi się ostatni raz... nie pamiętałem kiedy. Ludzie zawsze reagowali, kiedy do nich cokolwiek mówiłem. Słuchali. Niekoniecznie patrzyli mi w oczy, czasami spuszczali wzrok, ale nigdy mnie nie ignorowali.
Z bliska zauważyłem, że nie nosi żadnej biżuterii. Na jej ręku zobaczyłem granatowego swatcha z jakimś zwierzakiem czy kwiatem na tarczy.
- Wie pani, kim jestem? - zapytałem zdziwiony faktem, że ta dziewczyna pracująca w szkole nie jest chociaż odrobinę zaciekawiona, kto do niej podszedł i czego chce.
Teraz podniosła głowę i spojrzała na mnie.
Miała prawie niewidoczny makijaż, ale zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Nie wiedziałem dlaczego. Czy to te naturalnie ekspresyjne brwi, które nadawały jej twarzy nieco bolesny wyraz, jakby dziwiło ją okrucieństwo świata. Czy ogromne oczy, tak wyraziste, że nawet nie zauważyłem koloru tęczówek. Może usta z bardzo wyraźnym konturem, raczej nieumalowane, a przynajmniej tak mi się zdawało.
- Leo Castle - powiedziała trochę zachrypniętym głosem i chrząknęła.
Potem dotknęła swojego mostka i złapała oddech.
- Przepraszam, nie pamiętam pani nazwiska, ale - odwróciłem się i pokazałem zdjęcia, rozwieszone na ścianach galerii - przypuszczam, że to pani jest odpowiedzialna za to całe zamieszanie.
- Ja - odparła na wydechu. - Jestem bardzo wdzięczna panu i pana narzeczonej. To jest, Gemmie.
Mógłbym powiedzieć, że przelew na rzecz jej szkoły i tak stanowił jakąś jedną szóstą tego, co Gemma zaplanowała jako wydatki na ślub, ale darowałem to sobie.
- Skąd ten pomysł? - zapytałem, a potem dodałem: - Proszę wybaczyć, ale nie kojarzę pani nazwiska...
Podniosła te swoje ciemne brwi.
- Zdążyłam się zaprezentować w licznych mailach, ale nie miałam szczęścia przedstawić się osobiście ani panu, ani żadnemu z pana pracowników - powiedziała głosem z lekką chrypką, która była bardzo przyjemna dla uszu.
Nie wiem dlaczego, może pod wpływem tego głosu, pomyślałem, że jej włosy mają kolor gorącej czekolady z posypką z chili, wypitej rano w łóżku po dobrym seksie.
- Nie zajmuję się takimi sprawami - rzuciłem szybko, wracając do rzeczywistości.
Nauczycielka ze zdjęć wzruszyła ramionami.
- Też tak sądziłam, ale ciągle kierowano mnie do pana - odparła.
Idiota z tego Davida.
Postanowiłem jej co nieco wyjaśnić i nie kończyć jeszcze tej rozmowy, chociaż ta dziewczyna znowu zaczęła zerkać na telefon. Było to dla mnie abstrakcyjnie nowe doznanie.
Lekko podniosłem głos i powiedziałem do niej:
- Słyszałem, że poradziła sobie pani, pisząc do mojej narzeczonej na Instagramie.
Dziewczyna ponownie skupiła na mnie swoją uwagę.
- Tak mi doradzono - przyznała. - Byłam zaskoczona, że dostałam odpowiedź. Ale Gemma jest szalenie miłą i bezpośrednią osobą jak na...
- Kogoś, kto ma dużo pieniędzy - podchwyciłem.
- Tak - potwierdziła.
Miała skórę przypominającą odcieniem śmietankowe lody. Te robione tradycyjną metodą i nabierające smaku przez długie godziny. Rozpływające się w ustach. Jedzone gdzieś we Włoszech. Zrobiło mi się dziwnie gorąco i poprawiłem kołnierzyk koszuli. Jej oczy podążyły za ruchem mojej ręki. Przyjrzała się, co robię i odwróciła wzrok.
Miałem ochotę dotknąć jej podbródka i skłonić, żeby znowu na mnie popatrzyła, więc chrząknąłem, żeby się trochę opanować.
Stwierdziłem, że będę musiał zabrać Gemmę do siebie i pozbyć się seksualnego napięcia, ale przypomniałem sobie, że ostatnio nie paliliśmy się za bardzo do dzielenia sypialni. Drugą opcją był Tinder. Trzecią - wybranie numeru do jakiejś dziewczyny z długiej listy w telefonie.
- Jane Will - powiedziała. - Tak się nazywam.
Byłem wytrącony z równowagi jej wyglądem i rozzłoszczony z powodu zachowania, więc zareagowałem najbardziej idiotycznie, jak tylko można.
- Pewnie dlatego nie zapamiętałem, jak się pani nazywa. Imię "Jane" kojarzy mi się tylko z "Jane Doe"1.
Dziewczyna zatrzepotała rzęsami. Były zawinięte do góry jak u sarenki w kreskówce.
- Och. To niezwykłe, jakie skojarzenia można mieć na temat drugiej osoby. Mnie moje imię kojarzy się z literaturą klasyczną - powiedziała dość grzecznie.
- Jane Austen - odparłem, chcąc się trochę zrehabilitować, bo patrzyła na mnie jak na prostaka i miała do tego prawo, niestety.
- I Jane Eyre - dorzuciła tonem wyjaśnienia.
Poczułem się pewniej, kiedy ujawniła swój gust.
- Jest pani romantyczką - pozwoliłem sobie więc na osobistą wycieczkę.
- Jestem introwertyczką, która lubi czytać - zgodziła się ze mną Jane Will.
Wsunęła telefon do kieszeni.
- Stereotypowo - dodałem.
- Tak. - Miałem wrażenie, że przytaknęła grzecznościowo, bo jej oczy mówiły całkiem co innego.
Rozejrzałem się za jakimś drinkiem, ale żaden kelner dookoła nas nie krążył, więc musiałem się obejść smakiem. Zerknąłem na kieliszek w ręku mojej rozmówczyni, a ona natychmiast się napiła. Potem oblizała dolną wargę, co mnie dodatkowo zdekoncentrowało.
- Skąd wziął się pomysł na to, żeby jakaś firma... moja firma dała pieniądze na pani szkołę? - zapytałem.
- To oczywiste. Ci, którzy mają, powinni się dzielić. Czesne jest bardzo wysokie, bo to świetna placówka - odpowiedziała.
- Czyli dobrze pani zarabia - skomentowałem.
Sam nie wiedziałem, czemu jej to mówię. Może dlatego, że nigdy nie rozmawiałem z żadną nauczycielką na takie tematy, jak kariera zawodowa albo pieniądze, więc nie miałem o tym bladego pojęcia. Ona wyglądała bardzo skromnie, ale pewnie dopiero zaczynała pracę w zawodzie.
- Czesne jest wysokie ze względu na to, ilu specjalistów potrzebujemy - odparła. - Dzieci chorują na szerokie spektrum chorób. Poza tym walczymy o nowy lokal. Obecny jest dość stary. Warunki są nieodpowiednie dla uczniów ze schorzeniami układu oddechowego. W zasadzie stanowi dla nich zagrożenie.
- Ma pani czułe serce - znowu usiłowałem ją zdefiniować i niechcący powiedziałem to sarkastycznie. Nie chciałem jej zaczepiać, a nawet spodobało mi się to, co powiedziała o tej szkole, chociaż nie było odkrywcze.
Ona tymczasem zignorowała mnie po raz kolejny. Wychyliła się za to, żeby dostrzec kogoś za moim plecami.
- Gemma - powiedziała i uśmiechnęła się do mojej narzeczonej, która zrobiła kolejne dwa kroki i dołączyła do nas.
- Jane - Gemma rozpromieniła się i okręciła dookoła. - Jak wyglądam?
Jane Will obejrzała jej sukienkę.
- Pięknie. Wspaniała suknia. Czarny bardzo ci pasuje - skomplementowała ją, bo raczej nie miała innego wyboru.
- Wiem, i nie pytaj, ile za nią zapłaciłam! - odparła rozpromieniona Gemma.
- Wolę nie pytać.
- Ale ty też ładnie wyglądasz, Jane. Świetne jest to wiązanie na szyi - powiedziała Gemma z uśmiechem podszytym wyrozumiałością. - Gdzie kupiłaś tę bluzkę?
- Pożyczyłam od znajomej. Nie znalazłam u siebie nic odpowiedniego na taką okazję - przyznała Jane.
- Bardzo stylowo wyglądasz - stwierdziła Gemma tonem pocieszenia i dodała: - Mam dziesiątki ciuchów, których nie noszę. Musisz do mnie wpaść i wybrać coś dla siebie.
- Dziękuję, ale nie potrzebuję takich ubrań.
- Zobaczysz, że będziesz sławna - naciskała moja narzeczona.
Jane Will podniosła brwi z rozbawieniem.
- Gemma - powiedziała takim tonem, jakim musiała się zwracać do swoich uczniów, ale przymrużyła oko, a moja narzeczona się roześmiała. Naprawdę złapały porozumienie.
- Nicholas Brenn to typowy artysta, który jutro zapomni o swoich obietnicach - stwierdziła Jane.
Gemma zwróciła się do mnie i wyjaśniła:
- Nick chce, żeby Jane pozowała mu do sesji wiosennej. Szuka niewymiarowych modelek, a ona jest przecież mała jak jej przedszkolaki.
- Uczę w szkole - przypomniała Jane.
- Och, tak. - Gemma machnęła ręką.
Spojrzałem na Nicholasa Brenna. Kto wie. Był ekscentryczny.
- Nie ma mowy o żadnej sesji - sprostowała dziewczyna. - Nicholas nie potraktował serio mojej odmowy, ale to nie jest dobry pomysł.
Gemma pojednawczo dotknęła nagiego ramienia Jane, a potem wzięła jej rękę i przyłożyła do diademu, który włożyła w swoje włosy. To była droga rzecz. Gemma wyglądała w niej dobrze.
- Chyba z tym przesadziłam, co, Jane? - zapytała.
- Skąd. Wyglądasz jak księżniczka z bajki. - Taką otrzymała odpowiedź.
- Czyli przesadziłam.
- Jesteś księżniczką - powiedziała Jane i dodała ze śmiechem: - A ja wyglądałabym w twoim stroju jak wariatka, której się wydaje, że może być księżniczką.
Spojrzałem na nią, moje zainteresowanie ciągle rosło. Gemma przytuliła się do mojego ramienia. Poczułem zapach perfum, które dostała ode mnie na urodziny.
- Koniec pogaduszek, idziemy - powiedziała. - Zaraz zacznie się licytacja.
- Gemma - Jane przytrzymała jej łokieć - nie gniewaj się, ale muszę iść do domu. Dziękuję za wszystko. Zachowałaś się wobec mnie wspaniale i zawsze będę ci wdzięczna. Dzieci i ich rodzice tym bardziej.
Gemma skrzywiła się jak dziewczynka:
- Zostań. Okaż wdzięczność w ten sposób, skoro już tak się upierasz, że masz mi dziękować, bo to ja powinnam podziękować tobie. Dałaś mi szansę dania czegoś biedniejszym.
Przez twarz Jane przebiegł cień niechęci.
- Nie mogę. Trochę gorzej się dziś czuję. Zawsze staram się położyć przed północą.
- Jaaane.... Zostań na licytacji - naciskała moja narzeczona.
- Przepraszam. - Jane pokręciła stanowczo głową. - I tak powiedziałaś dzisiaj, że mam udzielić wywiadu razem z panem Castle, więc będzie okazja jeszcze się spotkać.
Uśmiechnęła się ostatni raz, jakby przepraszająco, wymieniły z Gemmą pocałunki w policzki. Kiwnęła mi głową i poprawiając dużą, jak na wieczór, torbę, zaczęła przepychać się przez tłum.
- Ona ma udzielić wywiadu z moim ojcem? - zapytałem Gemmę.
- Z tobą, głuptasie. Szkoda, że poszła. Strasznie ją polubiłam, jest taka dzielna.
- Dlaczego: dzielna? - zapytałem.
Jane Will nie przypominała osób z naszego środowiska, ale najwyraźniej nie miała z tego powodu żadnych kompleksów. I nie udało mi się jej speszyć nawet przez sekundę.
- Jest całkiem sama i musi bardzo dbać o zdrowie, bo ma astmę. - Gemma wymieniła pocałunki w policzki z kolejną znajomą.
Nie pozwoliłem jej jednak na pogawędkę i pociągnąłem za sobą, a ona uszczęśliwiona tym wyrazem zaborczości pozwoliła na to.
- Astmę? - zdziwiłem się i jeszcze raz rzuciłem okiem na zdjęcia rozwieszone w galerii. - Jak to się ma do sztuk walki?
- Podobno nawet pomagają w świadomym oddychaniu. Astma nie jest przeciwwskazaniem - odpowiedziała Gemma i spojrzała na mnie z zainteresowaniem. - Skąd ta ciekawość? Chcesz przetestować na niej jakiś lek?
Zajmowałem się zarządzaniem, nie farmacją. Ale Gemma tego nie ogarniała.
- Skup się na gościach - odparłem żartobliwie.
Oparłem rękę na dolnej części jej pleców i pchnąłem lekko w kierunku licytatora.
Sam spojrzałem na ulicę przez ogromne okna galerii.
Padał śnieg. Coraz gęstszy. Zapowiadano spore opady na Boże Narodzenie i wszyscy się cieszyli. Ta dziewczyna chyba czekała na taksówkę przed galerią. Miała na sobie ciemny płaszcz do kolan, z szerokim paskiem. Nie owinęła się szalikiem, nie widziałem czapki ani rękawiczek, tylko jasne czoło i płatki śniegu na włosach. Nie można było też dostrzec reszty twarzy, bo stała pochylona i chyba skulona z zimna. Obejmowała się ramionami. Czubkiem jednego ze swoich cienkich bucików grzebała w śniegu.
Zwalczyłem absurdalny odruch, żeby wyjść, otulić ją swoim płaszczem i kazać wsiąść do mojego samochodu.
W ciągu minuty podjechał Uber i Jane Will otworzyła drzwi auta. Wtedy spojrzała w witrynę galerii prosto na mnie. Miałem niemiłe odczucie, że była świadoma, jak natrętnie jej się wcześniej przyglądałem. Patrzyła obojętnie, bez wrogości.
W jej spojrzeniu zobaczyłem siebie.
Prawdziwego siebie. Bez pieniędzy, kariery, znanego nazwiska, przywilejów i udogodnień, w które obfituje życie zamożnego, ustawionego mężczyzny w dużym mieście.
Ujrzałem swój rzeczywisty, niezbyt sympatyczny charakter. I natychmiast odwróciłem się w kierunku tłumu licytujących bogaczy.
Nie powiesiłem tego zdjęcia w domu, chociaż je kupiłem. Zostało w galerii Gold Gemma.
***
Nie czułem szczególnej ekscytacji z powodu świąt, ale nie byłem też nienawidzącym ich Ebenezerem Scrooge'em2. Cieszyłem się, że zobaczę matkę, która sporo czasu spędzała w naszym wiejskim domu, zupełnie dobrze dogadywałem się z przyszłymi teściami. Ale im byłem starszy, tym mniej lubiłem stryja Marcusa. Miałem czternaście lat, kiedy brat ojca zaprosił mnie do siebie, podał mi pierwszego skręta i zabrał do burdelu.
Może powinienem być mu wdzięczny, ale nie byłem. Zawsze czułem żal, że mój pierwszy raz wyglądał w ten sposób, chociaż nikomu bym się do tego nie przyznał. Matka też nie wiedziała, jak spędziłem wtedy wakacje u stryja. Nigdy więcej nie skorzystałem z usług prostytutki, ale nadal paliłem trawę.
Następnego ranka miałem jechać na święta do wiejskiej posiadłości rodzinnej, zabierając po drodze Gemmę. Ze względu na konserwatywne poglądy swoich rodziców nie mieszkała ze mną przed ślubem, a ja na to nie naciskałem, chociaż byliśmy sobie bliscy. Rozumieliśmy świat w podobny sposób i jej ciało mi się podobało, chociaż głównie dlatego, że byłem pierwszym mężczyzną w życiu Gemmy; raczej też - jedynym. Energia mojej przyszłej żony koncentrowała się na galerii, przyjaciółkach, zakupach i dbaniu o wygląd. Nie przypuszczałem, żeby zmieściła w tym grafiku jeszcze jakiegoś faceta.
Ale może się myliłem, tylko nie miało to dla mnie szczególnego znaczenia. W dawnych czasach małżeństwo było najczęściej układem dogodnym dla obu stron, połączeniem ludzi wychowanych w podobny sposób, mariażem korzyści i majątku. Ja i Gemma mieliśmy tę tradycję kontynuować. Sądziłem, że jeśli ludzie biorą ślub z miłości, zazwyczaj tego żałują.
Wypaliłem skręta i nalałem sobie drinka, a wtedy na telefonie mignęła mi twarz narzeczonej.
- Miałeś zadzwonić - powiedziała, a w tle słyszałem odgłosy baru, muzykę, śmiech. - O której jutro wyjeżdżamy, Leo?
Rozsiadłem się wygodniej na kanapie. Lubiłem swoje mieszkanie, a niedługo miałem je opuścić. Gemma kończyła urządzanie domu dla nas.
- Nie spieszmy się - powiedziałem. - Wyjedziemy po południu.
- Leeeo - powiedziała z pretensją. - Obiecałam twojej mamie, że będziemy na lunchu.
- Nie mogę - uciąłem jej pretensje. - Pracuję.
Odgłosy dobrej zabawy w tle narastały. Spojrzałem na zegarek.
- Gdzie jesteś? - zapytałem.
- W Louis' Stories. Wpadniesz? Siedzimy z Jane na świątecznym drinku.
Spiąłem się trochę. Głupio postąpiłem wobec tej dziewczyny. Forsowała szczytny cel, podjąłem go, a potem porównałem ją do Jane Doe, osoby bez tożsamości i bez własnego nazwiska, a co więcej, kilkakrotnie jej dokuczyłem.
Byłem niezadowolony z tego, że Gemma nadal się z nią zadaje. Podejrzewałem, że było jej szkoda Jane i z nudów zniżała się do społecznego poziomu swojej nowej znajomej.
- Wpadnę - powiedziałem, a Gemma pisnęła z radości i kiedy się rozłączała, usłyszałem jeszcze, jak komunikuje to Jane.
Ciągle siedziałem w ubraniu z biura, chociaż bez marynarki. Założyłem ją, narzuciłem płaszcz, przed wyjściem poprawiłem sobie nastrój drugim drinkiem i wyszedłem, żeby pieszo dojść do Louis' Stories. Miałem do pokonanie zaledwie kilka przecznic. Gemma musiała brać taksówkę, żeby się tutaj dostać, ja nie.
Pewnie wybrała to miejsce, bo od razu miała plan, żeby zadzwonić.
Stanąłem w progu zatłoczonego klubu jazzowego, znanego także jako bar z tradycyjnymi drinkami. Paliły się świece, nie tylko na stołach, po prostu wszędzie - zastanawiałem się, kiedy któraś z kobiet machnie włosami i wznieci pożar. Czułem aromat grzanego wina z goździkami i zapach iglastego lasu, zauważyłem wieńce z gałęzi choinki i ozdoby świąteczne. Ludzie wyglądali na szczęśliwych, jakby mieli już popakowane wymarzone prezenty dla bliskich.
Przyglądałem się z daleka Gemmie i Jane. Moja narzeczona coś opowiadała i była całkowicie na tym skupiona, do tego stopnia, że jej kieliszek coraz bardziej się przechylał. Jane siedziała tyłem do mnie. Rozpuściła dziś włosy, które sięgały ramion i wyglądały jak gąszcz naturalnie kręconego, nieułożonego chaosu. Miała na sobie ciemną bluzkę z dekoltem na plecach, tak dużym, że na skórze między łopatkami zauważyłem tatuaż.
Zbadanie wzrokiem zarysu talii i bioder Jane w jakiejś kolorowej spódnicy zmotywowało mnie, żeby natychmiast podejść, zanim dziewczyna zdecyduje się na powrót do domu.
Podszedłem i położyłem rękę na ramieniu Gemmy, a ona się natychmiast odwróciła.
- Gem, przyszłaś tu z zamiarem, żeby mnie wyciągnąć? Wcale nie jest ci tu po drodze - zagadnąłem.
- Nie - odparła Gemma, całując mnie w policzek. - Jane wybrała to miejsce.
Jeszcze raz spojrzałem, tym razem z przodu, na nową podopieczną mojej narzeczonej. Zlustrowałem niewielkie piersi, które były naprawdę w porządku, o ile można było to ocenić w półmroku i pod ciemnym ubraniem z delikatnej tkaniny.
Jane Will wytrzymała moje spojrzenie z całkowitym spokojem i również mi się przyjrzała, bez żadnego fałszywego zawstydzenia. Przeanalizowała moją twarz, ramiona pod marynarką i wbiła wzrok w klatkę piersiową.
Przywitaliśmy się bez słów i bez szczególnych uśmiechów, ale kiedy na nią popatrzyłem jeszcze raz, w jej oczach mignęło coś w rodzaju przekory. Wiedziała. Zdawała sobie sprawę, że nie czułem się dobrze z powodu swojego ostatniego zachowania, a mimo to przyszedłem tu dzisiaj zamiast jej unikać.
Gemma przesunęła ręką po moim rękawie, dotknęła dłoni i splotła nasze palce.
- Leo - powiedziała z naciskiem. - Może ty przekonasz Jane do wyjazdu z nami? Ona chce siedzieć w święta całkiem sama.
Skupiłem się i odruchowo oddałem narzeczonej jej uścisk. Znaliśmy się tyle lat, że odgrywaliśmy to jak pantomimę.
- Nie masz tu rodziny, Jane? - zapytałem.
Nie miałem zamiaru utrzymywać poprzedniej sztywnej formuły, a coś mi mówiło, że ona także tego nie chciała.
- Tak się złożyło. Wychowałam się w rodzinie zastępczej, ale nie mamy teraz kontaktu - wyjaśniła Jane.
Gemma wydała z siebie odgłos pełen współczucia i puściła moją rękę, żeby złapać jej dłoń.
- Gemma - odparła Jane - to nic takiego. Zdarza się, serio.
- Przepraszam na chwilę - powiedziałem.
Poszedłem do baru, żeby kupić szklankę bourbona dla siebie i powtórzyłem to samo zamówienie, którego one dokonały wcześniej.
Gdy wróciłem, zorientowałem się, że Jane trzyma jeszcze poprzedni kieliszek czerwonego wina w obu rękach. Miała drobne palce i jasnoczerwone paznokcie, obcięte krótko i prosto. Wyglądały jak płatki jakichś małych kwiatków.
- W tym roku wszyscy spędzamy święta u rodziców Leo. - Gemma wróciła ze swoją propozycją dla Jane. - Ich dom jest przepiękny. Będziesz zachwycona.
Biedna i dzielna Jane Will jako świąteczny gość była Gemmie potrzebna. Moja kobieta pragnęła się poczuć lepszym człowiekiem, znowu, poza tą charytatywną wystawą w swojej galerii.
- Szczerze mówiąc - powiedziałem - co roku kusi mnie opcja spędzenia końca roku tylko w swoim towarzystwie.
Puściłem oko do Jane, która na to zupełnie nie zareagowała, a Gemma z oburzeniem potrąciła mnie w ramię.
- Miałeś mi pomóc ją namówić, a nie odwrotnie. Chcę, żeby pojechała!
- Spędzam święta "tylko w swoim towarzystwie" od lat - odpowiedziała Jane, unikając mojego wzroku - i oprócz oczywistych plusów, bo nie trzeba się wysilać, ma to też pewne minusy.
Gdy się nachyliłem, usłyszałem jej skrócony oddech. Dziewczyna lekko się odsunęła na krześle, nie umknęło mi to.
- A więc pojedziesz - powiedziałem, zanim zdążyłem się zastanowić. - Okej? Ja też cię proszę, żebyś spędziła czas z nami, a nie sama.
- Widzisz, Jane? - podchwyciła moja narzeczona. - Nawet on tego chce. Ten stary maruda.
- Stary? - zapytała Jane, a w jej oczach zapaliło się światełko rozbawienia.
- Leo jest starszy ode mnie o całe sześć lat - powiedziała Gemma. - A to znaczy, że od ciebie o dziewięć.
- Nie wiedziałem, że tak szybko można zacząć uczyć w szkole - powiedziałem do Jane.
Chciałem ją tylko sprowokować. Bo obliczenia wieku nas wszystkich jasno pokazywały, że raczej zdążyła skończyć studia. Ale Jane konsekwentnie nie odzywała się do mnie, jeżeli mogła odezwać się do nas obojga albo tylko do Gemmy.
- Gemma, naprawdę kusisz, ale ja będę czuła się prawie tak samo dobrze, jeżeli ugotuję coś tylko dla siebie, włączę film, który ma sto lat, i odpocznę od pracy - upierała się.
- Niemożliwe, żebyś wolała to od rodzinnej atmosfery! - stwierdziła moja narzeczona. - Wiesz, jakie wspaniałe święta organizują nasze mamy? Prawda, Leo?
- Moi rodzice nie są potworami, będziesz się świetnie bawić - zadeklarowałem.
Jane rzuciła okiem na Gemmę, która złapała swój telefon. Na ekranie rozpoznałem charakterystyczny front Instagrama.
- Nie stać mnie na górę prezentów dla bogatych ludzi, których nie znam. - Jane chyba w końcu zdecydowała się wyciągnąć prawdziwe argumenty i podać je mnie.
- Nie przejmuj się tym. Nie robimy sobie prezentów - powiedziałem uspokajająco.
- Dlaczego? - zdziwiła się.
- Każdy z nas ma chyba już wszystko, co da się kupić za pieniądze, poza tym nie mamy w rodzinie żadnych dzieci. Moja mama zbiera na specjalne świąteczne konto tyle, ile byśmy przeznaczyli na prezenty i gdzieś to wysyła.
- Dobroczynność na każdym polu - powiedziała drwiąco Jane. - Doceniam to jako długoletnia beneficjentka opieki społecznej i dobrego serca bogatych.
Spojrzałem na nią, nie do końca rozumiejąc, dlaczego aż tak mocno zareagowała. Ale nie zdołała mnie tym obrazić, przeciwnie, coraz bardziej mi się podobała. Miałem to samo zdanie o działaniach mojej matki, chociaż bardzo ją kochałem.
- Ej, panno Will - powiedziałem. - Spamowała mnie pani tygodniami, żeby zmusić do akcji charytatywnej na rzecz szkoły.
- No i skutecznie, prawda? - zapytała lekkim tonem Jane. - Udało mi się to dostać, czego chciałam.
Parsknąłem śmiechem, bo przecież powiedziała prawdę. Miałem coraz lepszy humor, między innymi dlatego, że pierwszy raz zobaczyłem jej uśmiech wyraźnie skierowany do mnie.
Przestaliśmy rozmawiać. Jane rysowała wzorki na kieliszku, a ja się temu przyglądałem. Nie gapiłem się już na jej twarz ani biust, bo obejrzałem wcześniej wszystko, co miałem ochotę zobaczyć. Teraz interesowałem się tym, co robi. W tle zespół jazzowy zaczął grać przeróbkę Driving Home for Christmas. Nie zauważyłem nawet, że Gemma w międzyczasie zniknęła.
- Naprawdę nie mogę jechać. Zaraz po świętach mam wizytę lekarską. Nigdy ich nie opuszczam - odezwała się Jane. Muzycy grali teraz świąteczną piosenkę Sinatry.
- Przywiozę cię z powrotem do miasta - zaproponowałem.
- Absolutnie nie. Nie możesz tego robić tylko ze względu na mnie - zaoponowała.
- Panno Will, proszę sobie nie pochlebiać. I tak wracam do pracy.
Jane pokazała "uff", przykładając rękę na sekundę do czoła i uśmiechnęła się do kieliszka.
Świetnie mi się z nią siedziało w milczeniu, ale w końcu zdecydowałem się powiedzieć to, co powinno paść między nami już wcześniej.
- Jane - zacząłem. - Możesz... nie wiem... na mnie popatrzeć?
Podniosła wzrok bez pośpiechu.
- Chcę cię przeprosić.
- Za co? - spytała, podnosząc wino do ust, na co ja też od razu wypiłem łyk swojego alkoholu.
- Wiesz za co. Prawda? Za moje zachowanie w galerii Gemmy. Było niewłaściwe.
Jane podniosła kącik ust, ale jej oczy nie wyrażały ani cienia żartobliwego nastawienia.
- Cóż - rzuciła krótko.
Nachyliłem się. Na szczęście tym razem się nie odsunęła, żeby utrzymać dystans.
- Wiem, jak mnie odebrałaś. Słusznie. Więc przepraszam. Możesz pojechać z nami, skoro Gemma cię zaprosiła do moich rodziców?
Jane uniosła brwi.
- Sam nie wiem, dlaczego tak się do ciebie odniosłem, kiedy się poznaliśmy.
Nie miałem w planie tego dodawać.
- Ale ja wiem - powiedziała ona.
Zamilkłem i zacząłem walczyć z oczywistą pokusą, żeby zapytać, co ma na ten temat do powiedzenia. Nie musiałem jednak nic mówić, bo Jane zmarszczyła brwi i z wyraźnym namysłem uzupełniła swoją wypowiedź:
- Nie znasz takich kobiet jak ja. Nigdy się z kimś takim nie zetknąłeś.
- Bez przesady - zareagowałem od razu, bo lista moich żeńskich kontaktów w telefonie i wszystkich social mediach pękała w szwach. Były tam wszystkie ich typy.
- Dobrze - powiedziała Jane. - Przyjmuję przeprosiny. Nie poczułam się zresztą jakoś szczególnie dotknięta.
Jeszcze raz zmierzyliśmy się wzrokiem i domyśliłem się, co mogła wtedy poczuć. Rozbawiłem ją, a poza tym od razu straciłem u niej jakiekolwiek szanse. Uznała mnie za buca.
Kątem oka zobaczyłem, jak Gemma, z poprawionym makijażem i przeczesanymi włosami, wychodzi z toalety.
- Gem - zwróciłem się do niej, jak tylko usiadła, oświadczając, że zamówiła kolejne drinki, które muszę odebrać z baru. - Jane zgodziła się jechać pod warunkiem, że przywiozę ją na wizytę lekarską po Bożym Narodzeniu.
- Jeszcze się nie zgodziłam - powiedziała Jane, chociaż widać było, że mięknie.
Poczułem się naprawdę zadowolony z faktu, że udało mi się ją namówić na wyjazd i wysiliłem się, żeby zabawić rozmową Gemmę i Jane. Zacząłem rzucać anegdotami ze studiów. Opowiedziałem, jak podczas nocnej eskapady po mieście mój przyjaciel David wspiął się na pomnik, kompletnie pijany, i krzyczał, że nigdy stamtąd nie zejdzie, bo się zakochał. David był zresztą obiektem większości tych anegdot. Wspomniałem też, jak inny nasz przyjaciel, Matthew, przyczepił się na koncercie do jakiejś Azjatki, żądając, żeby wyjaśniła, dlaczego tak jej zależało na rozpadzie Beatlesów. Potem okazało się, że chodzimy do tej Azjatki na zajęcia z analizy biznesowej, a Matthew został jej mężem.
Gemma słyszała już te historie. Pieściła moje udo pod stolikiem. Nie musieliśmy tego ustalać, było jasne, że później pojedziemy do mnie. Bardziej zdziwiło mnie coś innego. Ilekroć jakiś facet w barze zerkał na Jane, natychmiast piorunowałem go wzrokiem i żaden nie ośmielił się podejść.
Gdy wstała, żeby pójść do łazienki, nie spuszczałem oczu z nagich pleców i tatuażu, który rozgościł się na jej łopatkach. Wyobrażenie, jakby wyglądała bez tej bluzki, pobudziło mnie o wiele bardziej niż pieszczoty Gemmy pod stołem.
Jane nie chciała, żebyśmy ją odwieźli do domu, ale to nie podlegało żadnym negocjacjom. Mieszkała w dość kiepskiej okolicy i pewnie dlatego krępowała się podać swój adres, ale zupełnie niepotrzebnie, bo ja i Gemma byliśmy już tak pijani, że pewnie byśmy tam nie trafili... chociaż zapisałem sobie ten adres w komórce.
W taksówce zdjąłem rękę narzeczonej z mojego rozporka. Jane wcisnęła się w kąt. Kierowca włączył świąteczne przeboje na cały regulator.
- Dzięki - powiedziała Jane, kiedy dotarliśmy na miejsce i wyskoczyła, jak tylko taksówkarz zatrzymał się przy krawężniku.
Szybko wbiegła po schodach do swojego mieszkania w podniszczonym, starym budynku, a Gemma chciała poczekać, aż zapali światło. Teraz już rozpinała mi spodnie, ale znowu zatrzymałem jej rękę.
Jane stanęła w oknie. Wydawało mi się, że z jej sylwetki przebijała nie tylko samotność. Także tęsknota za czymś niewypowiedzianym i strach, żeby po to sięgnąć. Ale nie wykluczałem, że to było odbicie uczuć, które ogarnęły mnie samego.
Z trudem się powstrzymałem, żeby nie wrócić tam jeszcze tej samej nocy i dowiedzieć się wszystkiego o życiu Jane Will. Pewnie przekonałbym Gemmę, że lepiej się wyśpi u siebie. Ale byłem pewny, że Jane absolutnie nie dopuściłaby mnie do swoich tajemnic.