JEDEN
----------
Piper
Rok temu
Lato przed studiami
- Dla mnie piwo, a dla niej czerwone wino - powiedział Jayden kelnerowi.
Uśmiechnęłam się do mężczyzny w ramach podziękowania, nim odwrócił się, by pójść po nasze napoje. Spotykałam się z Jaydenem od miesiąca i byłam podekscytowana, kiedy zaprosił mnie do restauracji, w której trudno zdobyć rezerwację. Ściany Nero zdobiły malowidła przedstawiające włoską wieś, a w powietrzu unosił się zapach czosnku.
Jayden nachylił się do mnie nad stolikiem.
- Tęskniłem za tobą przez te ostatnie dni.
Ciepły dreszcz przebiegł po moim kręgosłupie. Nie byłam do końca pewna, co czułam do tego chłopaka, ale cholernie dobrze jest być pożądanym. Przygryzłam dolną wargę, gdy poczułam rumieńce na policzkach.
Następnego dnia po tym, jak spędziliśmy razem noc, miał służbowy wyjazd, ale dzwonił do mnie codziennie. Teraz patrzył na mnie spod na wpół przymkniętych powiek, przez co aż zaschło mi w ustach.
- Proszę bardzo. - Kelner postawił przede mną kieliszek, dzięki czemu nie musiałam odpowiadać.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się, walcząc z chęcią chwycenia kieliszka i pociągnięcia długiego łyku, gdy Jayden składał nasze zamówienie. Wybrał mi makaron z sosem Alfredo, a ja na wszelki wypadek sięgnęłam do torebki po lactaid.
Gdy tylko kelner odszedł, Jayden pochylił się i przesunął palcami po moim nadgarstku, po czym splótł nasze palce.
- To jak, piękna, wpadasz dziś wieczorem?
Cofnęłam rękę, prawie przewracając kieliszek, i uśmiechnęłam się z przymusem, jednocześnie go podtrzymując. Nie to, że nie chciałam. Ostatnim razem wszystko było w porządku, ale czegoś nie rozumiałam. Jego wzrok zatrzymał się na moich ustach, a ja z trudem przełknęłam ślinę, czując się zmuszona, by odpowiedzieć:
- Tak, oczywiście.
- Ładnie wyglądasz taka zarumieniona. - Przeciągnął językiem po zębach i posłał mi krzywy uśmieszek.
Czułam, że czerwienię się jeszcze bardziej, i moje myśli powędrowały w stronę naszego ostatniego spotkania...
- Jayden! Co ty tu robisz?
Podniosłam wzrok znad talerza z chlebem, gdy do naszego stołu podeszła oszałamiająca brunetka wpatrująca się we mnie jasnozielonymi oczami. Wyglądali, jakby byli sobie przeznaczeni - jej ażurowa biała sukienka i proste buty idealnie pasowały do jego koszuli.
Jayden szybko przeniósł spojrzenie na mnie, a potem na nią i po jego szyi zaczął wspinać się rumieniec. Poczułam ucisk w żołądku, kiedy położyła rękę na jego ramieniu i przeczesała jego jasne włosy palcami z pomalowanymi na czerwono paznokciami.
- Myślałam, że wrócisz dopiero w niedzielę - syknęła do niego.
Przystojną twarz Jaydena wykrzywiła panika. Zimny dreszcz rozprzestrzenił się po moim ciele, wędrując od serca w dół ramion aż po koniuszki palców. Mocniej chwyciłam kieliszek z winem. To pomyłka, prawda? To musiała być pomyłka. Jayden był moim... Cóż, może nie byliśmy gotowi na oficjalny związek, ale z pewnością nie była to przypadkowa znajomość.
W końcu w zeszłym tygodniu uprawialiśmy seks.
No dobra, tak jakby. On zdecydowanie doszedł. Ja byłam zdenerwowana, miałam mętlik w głowie, czułam się rozproszona i... Cholera, jego ładna dziewczyna patrzyła prosto na mnie, jakbym znała odpowiedzi na wszystkie pytania.
Wybacz, laska, jestem tak samo zagubiona jak ty.
Spojrzałam na Jaydena, ciekawa, co powie. Na widok poczucia winy na jego twarzy moje zaskoczenie szybko zmieniło się w gniew, który błyskawicznie przekształcił się w rozczarowanie. I tak po prostu się zdystansowałam. Niczym prawdziwa Królowa Lodu. Kiedy zaczął otwierać swoje głupie usta, zdałam sobie sprawę, że w ogóle nie obchodziło mnie, co miał do powiedzenia. Cokolwiek to było, skończyło się. Teraz chciałam tylko stąd wyjść.
Podczas gdy Jayden coraz bardziej się stresował, mnie ogarnął zimny spokój. Oglądałam tę scenę, jakbym znajdowała się poza ciałem. Niemal nie mogłam się doczekać, by sprawdzić, jak - u licha - będzie próbował się z tego wykręcić. Racjonalnie rzecz biorąc, moją pierwszą reakcją powinna być złość, rozczarowanie, a może nawet lekkie załamanie na wieść, że facet, z którym się spotykałam, miał inną dziewczynę, ale Jayden jeszcze nic nie powiedział, a sam fakt, że był na tyle bezczelny, aby tam siedzieć, wydawał się niemal komiczny.
Dziewczyna numer dwa przeskakiwała między nami spojrzeniem, jakby oglądała mecz ping-ponga, aż w końcu zatrzymała je na nim. Jayden po prostu siedział, na zmianę otwierał i zamykał usta - niczym umierająca ryba.
Moje dłonie zaciskały się i rozluźniały, a zęby zgrzytały, gdy przewracałam oczami, widząc jego niezdolność do sformułowania spójnego zdania.
- A ja miałam cię za przyzwoitego faceta. - Z piskiem odsunęłam krzesło od stołu, przez co wszyscy goście skupili na nas uwagę. Zaczerwieniłam się pod wpływem ich spojrzeń i ogarnęła mnie chęć ucieczki.
Oczy dziewczyny numer dwa były czerwone i błyszczące. Na widok jej łez cała ta sytuacja przestała wydawać mi się choć odrobinę zabawna. Poczułam w piersi ukłucie wyrzutów sumienia.
- Nie wiedziałam - rzuciłam z nadzieją, że dostrzeże szczerość na mojej twarzy.
Po jej policzku spłynęła łza, gdy zapytała:
- Jak długo?
Wyjaśnienia nie były konieczne; nie było wątpliwości, że ten dupek ją zwodził.
- Miesiąc - powiedziałam stanowczo, po czym wstałam, opierając obie dłonie na stole, i pochyliłam się nad Jaydenem. Nie odwracając od niego wzroku, sięgnęłam po wino, zamieszałam ciemnoczerwony płyn w kieliszku, a następnie zapytałam:
- Spotykałeś się z nami obiema, Jayden?
Uśmiechnął się krzywo, przeskakując spojrzeniem między mną a swoją drugą dziewczyną.
- Cóż, obie nie potrafiłyście zaspokoić moich potrzeb.
- Zła odpowiedź.
Oburzona, wpadłam na świetny pomysł. Uniosłam kieliszek i wylałam jego zawartość na idealną fryzurę chłopaka.
Jayden się wyprostował, prychnął, ale zamiast patrzeć na mnie, spojrzał na dziewczynę po mojej prawej stronie.
- Hej, wiesz, że mi przykro, prawda?
To nie powinno mieć znaczenia. I tak mi na nim nie zależało, ale to, że na moich oczach wybrał ją, sprawiło, że moje opanowanie zaczęło się sypać pod wpływem wściekłości. Dziewczyna przysunęła się bliżej, a ja obróciłam się na pięcie, chwytając za torbę z krzesła, żeby nie patrzeć, jak łyka jego kłamstwa.
Oby szybko poszła po rozum do głowy, bo nie było mowy, żeby ten chłopak się zmienił. Wstrzymałam oddech, by zapanować nad sobą, gdy pospiesznie wychodziłam z restauracji. Pragnęłam stamtąd uciec tak bardzo, że moje ciało wibrowało, napędzane wszechogarniającym poczuciem wstydu. Szłam jednak pewnym krokiem z podniesioną głową.
Chciałam, by Jayden martwił się tym, jak dobrze to zniosłam. By wiedział, że mnie to nie obchodzi. Musiałam się tylko stąd wydostać.
Po kilku krokach wyszłam z restauracji na ciepłe, letnie powietrze. Nawet w nocy wilgoć sprawiała, że ubrania kleiły się do skóry, natomiast loki, które starannie zakręciłam, oklapły. Droga była oświetlona latarniami, a odgłosy przejeżdżających samochodów tworzyły szum w tle.
Zaczerpnęłam głęboko powietrza i wypuściłam je powoli, ignorując lekkie drżenie. Musiałam tylko wrócić do domu przed Marcusem i chłopakami. Powiedziałam wszystkim, że idę do Shany, ponieważ planowałam zatrzymać się u Jaydena. Gdyby mnie zauważyli, zaczęliby zadawać pytania.
Przeklinając pod nosem, że nie przyjechałam własnym autem, ruszyłam chodnikiem w stronę domu, oddalonego zaledwie o kilka kilometrów. Miałam jeszcze dwie przecznice do przejścia, gdy skręciłam w prawo na krętą, brukowaną ścieżkę.
Dzięki Bogu, że chłopaki nie wiedziały o Jaydenie, bo inaczej nigdy by mi tego nie darowały. Słyszałam już w myślach głos Marcusa, który mówił, że przecież mnie ostrzegał. Choć był ode mnie starszy tylko o jedenaście miesięcy, zachowywał się tak, jakby chronienie mnie było misją daną mu od Boga. Mamie udało się przekonać naszą szkołę, żeby przyjęli mnie wcześniej, więc chodziliśmy nawet do tej samej klasy. A przecież nie miał prawa traktować mnie jak małego dziecka. Nie powstrzymało go to jednak od ciągłego powtarzania, że wszyscy faceci to dupki i że muszę na nich uważać. Stłumiłam wściekły jęk. Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, jak bardzo by mnie z tego powodu męczył.
Oczywiście wiedziałam, że faceci mogli być dupkami. Po prostu zakładanie, że nie dam sobie z nimi rady, było cholernie seksistowskie. Wiecie co? Dziewczyny też mogły być złe.
Po mojej prawej stronie przesunął się jakiś cień, wyrywając mnie z rozmyślań. Po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz. Wytężyłam wzrok i zaczęłam wpatrywać się w ciemność pomiędzy dwiema restauracjami, ale latarnie rzucały światło tylko na kilka metrów chodnika.
Zamarłam na chwilę, wsłuchując się w dźwięk własnego oddechu odbijający się echem w uszach. Sekundę później szop wysunął głowę ze śmietnika, a moje ramiona lekko się rozluźniły.
Niby wiedziałam, że to ta sama ulica, którą biegam każdego ranka, a prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak, było znikome. Ale lata warunkowania, aby nigdy nie chodzić samemu nocą, zrobiły swoje. Zadzwoniłam do Shany z nadzieją, że porozmawia ze mną w drodze do domu, ale od razu włączyła się poczta głosowa. Zero zaskoczenia. Mogłam mieć tylko nadzieję, że tego wieczoru miała więcej szczęścia ode mnie.
Zacisnęłam palce na telefonie i zaczęłam rozważać pozostałe możliwości. Telefon do Marcusa nie wchodził w grę. Nie chciałam nawet myśleć, jak potoczyłaby się ta rozmowa. Ale nie potrafiłam się pozbyć tego przerażającego uczucia, które pełzało po mojej skórze, gdy szłam sama. Było dopiero nieco po dziewiątej, lecz kiedy minęłam dzielnicę restauracyjną, ruch zamarł, bo większość sklepów była zamknięta. Ogarnął mnie niepokój, więc westchnęłam, przesuwając palcem po ekranie.
Była jeszcze jedna opcja; trudno stwierdzić, czy lepsza, czy gorsza od telefonu do brata. Z jednej strony osoba, do której chciałam zadzwonić, chętnie by mnie pouczała, ale z drugiej - wiedziałam, że zachowa to wszystko dla siebie. Zasadniczo miałam więc do wyboru dalej się bać lub zadzwonić do najlepszego przyjaciela swojego brata i zaryzykować wykład.
Wzięłam głęboki oddech i wybrałam numer Lucasa.