Zasady gry - Jessa Wilder

Kup ebooka

38.90 zł
31.12 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

 

 

 

Playlista

 

I Think I'm In Love - Kat Dahlia

That Part - Lauren Spencer Smith

Always Been You - Jessie Murph

Say You Won't Let Go - James Arthur

Just The Way You Are - Bruno Mars

Rewrite The Stars - Maddi Jane

Night Drive - Henry

Lose You To Love Me - Selena Gomez

Happier - Marshmello, Bastille

Drivers License - Olivia Rodrigo

When We Were Young - Adele

Hate U Love U - Olivia O'Brien

If The World Was Ending - JP Saxe, Julia

All Too Well (10 min) - Taylor Swift

Say Something - A Great Big World, Christina Aguilera

You Broke Me First - Tate McRae

Demons - Boyce Avenue, Jennel Garcia

Figure You Out - Voila

Boyfriend - Dove Cameron

Too Good At Goodbyes - Sam Smith

Mercy - Shawn Mendes

Perfect - Ed Sheeran

Can I Be Him - James Arthur

Thinking Out Loud - Ed Sheeran

 

 

 

 

 

PROLOG

----------

Piper

 

Siedem lat

 

 

 

 

Przeprowadziliśmy się dopiero wczoraj, a Marcus już zdążył znaleźć przyjaciela. On i Jax, nasz nowy sąsiad, grali w hokeja na asfalcie, podczas gdy ja tkwiłam w domu. Lubiłam sport - najbardziej piłkę nożną - ale nie przepadałam za hokejem. Wcale.

Krążyłam po domu, chodziłam dookoła wyspy i po salonie, w którym mama rozpakowywała pudła. Wszyscy twierdzili, że ze swoimi blond włosami i niebieskimi oczami wyglądałam jak ona, ale teraz, kiedy trzeba było ściąć większość moich włosów, wydawało mi się, że bardziej przypominałam brata.

Przy czwartym okrążeniu mama westchnęła i podniosła na mnie wzrok.

- Może pójdziesz do taty do garażu? Założę się, że wyciągnął już twój rower.

- Serio? - spytałam, nie kryjąc ekscytacji.

Mama nie spuszczała mnie z oczu od czasu pożaru, ale najwyraźniej wystarczyło okrążyć ją milion razy, by miała mnie dość.

Tata był w garażu, otwierał pudła i uśmiechnął się do mnie, kiedy weszłam.

- Hej, kochanie. Co tam?

- Mama powiedziała, że mogę pojeździć na rowerze.

Uniósł krzaczaste, ciemne brwi i zmarszczył czoło, wstając z kucek.

- Nie wolisz, żebym zawołał twojego brata?

Na myśl, że tata miałby kazać Marcusowi wracać do domu tylko po to, by spędzał ze mną czas, zrobiło mi się niedobrze.

- Nie.

- No dobrze. - Pomógł mi założyć kask i przytrzymał rower, gdy na niego wsiadałam. Choć nauczyłam się jeździć kilka lat temu, nadal czułam się trochę niepewnie. Tata poklepał mój kask. - Nie odjeżdżaj za daleko, okej?

- Okej, tato. - Posłałam mu szeroki uśmiech i nacisnęłam na prawy pedał, ruszając do przodu. Rower się zachwiał, więc mocniej ścisnęłam kierownicę, a gdy zaczęłam pedałować, złapałam równowagę.

Wyjechałam na ulicę, a potem skręciłam za róg. Przed każdym domem był jasnozielony trawnik i kwiaty we wszystkich moich ulubionych kolorach. Krzew, który musiał być tej samej wysokości co ja, zaczął się trząść, a z jego gałęzi spadły liście. Poczułam ucisk w żołądku, gdy podjechałam bliżej.

Spomiędzy liści wypadł chłopiec w moim wieku. Uśmiechał się szeroko, ciemne włosy miał przystrzyżone po bokach i nawet z tej odległości dostrzegałam, że jego brązowa skóra była usiana piegami. Nigdy wcześniej żaden chłopak nie wydawał mi się ładny, ale nie mogłam wymyślić lepszego sposobu, żeby go opisać.

Rozkojarzona, nie zwróciłam uwagi na nierówność w chodniku. Krzyknęłam, gdy rower nagle się zatrzymał i przeleciałam nad kierownicą. Próbowałam wyciągnąć ręce przed siebie, ale wszystko działo się zbyt szybko. W następnej chwili twarz paliła mnie w miejscu, w którym przejechałam nią po chodniku, a łzy zalewały policzki, gdy ciałem wstrząsał gwałtowny szloch.

- Nic ci nie jest? - Drobne dłonie wylądowały na moich ramionach i uniosły mnie, aż usiadłam przy ciepłym ciele. Chłopak, który wyskoczył z krzaków, dotknął mojego policzka, uważając na zadrapanie, i wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami, zapewniając, że wszystko jest w porządku. Czknęłam, a on się roześmiał, ciągle na mnie patrząc. - Wszystko dobrze, nic ci nie grozi.

Nie mogłam oderwać spojrzenia od jego jasnobrązowych tęczówek otoczonych złotą obwódką.

- Boli.

- Założę się, że tak. Ale, hej, nie wiedziałem, że mamy w okolicy taką kaskaderkę! Żałuj, że nie widziałaś tego przewrotu. To było zarąbiste. - Posłał mi głupkowaty uśmiech, a ja powoli odetchnęłam. - Mam na imię Lucas. Mieszkasz gdzieś niedaleko?

- Dopiero co się przeprowadziłam. - Odwróciłam głowę i wskazałam na dom za moimi plecami. - O tam.

Zaśmiał się.

- To mój dom.

Policzki mi poczerwieniały i odwróciłam wzrok.

- W sensie ten po przeciwnej stronie.

Spojrzał na swój dom, a potem na mnie i uśmiechnął się szeroko.

- Chcesz się przyjaźnić, Kaskaderko?

- Tak...

- Co ci się stało, Knypku? - Marcus rzucił swój rower i podbiegł do nas. Tuż za nim truchtał jego przyjaciel Jax. - Nic ci nie jest?

Pokiwałam głową i wstałam, ignorując ból promieniujący z zadrapań na kolanach i rękach.

- Tak, upadłam, ale nic mi się nie stało.

- Mama cię szuka. Chce, żebyś wróciła do domu. - Marcus spojrzał na mnie z przechyloną głową. - Lepiej się pospiesz. Zaczyna się denerwować.

Lucas przytrzymał mi rower. Kiedy go od niego odebrałam, poczułam motyle w brzuchu. Zdobyłam nowego przyjaciela.

- Chcesz wpaść?

- Mama będzie chciała, żebyś została w domu, Knypku, a on nie ma na to ochoty.

Spojrzałam na Lucasa z nadzieją, że pójdzie ze mną. Właśnie postanowiliśmy zostać przyjaciółmi, ale trzepotanie w żołądku ustało, gdy spojrzał na mojego brata, który dał mu znak, aby poszedł za nim.

- Jestem Marcus. Chcesz zagrać z nami w hokeja?

Lucas już na mnie nie patrzył.

- Nie umiem.

- Nauczymy cię - wtrącił Jax.

Lucas wzruszył ramionami i posłał mi delikatny uśmiech.

- Pobawimy się potem.

W czasie drogi do domu pociągałam nosem. Już zdążyłam stracić mojego pierwszego przyjaciela.

 

 

 

 

 

JEDEN

----------

Piper

 

Rok temu

Lato przed studiami

 

 

 

 

- Dla mnie piwo, a dla niej czerwone wino - powiedział Jayden kelnerowi.

Uśmiechnęłam się do mężczyzny w ramach podziękowania, nim odwrócił się, by pójść po nasze napoje. Spotykałam się z Jaydenem od miesiąca i byłam podekscytowana, kiedy zaprosił mnie do restauracji, w której trudno zdobyć rezerwację. Ściany Nero zdobiły malowidła przedstawiające włoską wieś, a w powietrzu unosił się zapach czosnku.

Jayden nachylił się do mnie nad stolikiem.

- Tęskniłem za tobą przez te ostatnie dni.

Ciepły dreszcz przebiegł po moim kręgosłupie. Nie byłam do końca pewna, co czułam do tego chłopaka, ale cholernie dobrze jest być pożądanym. Przygryzłam dolną wargę, gdy poczułam rumieńce na policzkach.

Następnego dnia po tym, jak spędziliśmy razem noc, miał służbowy wyjazd, ale dzwonił do mnie codziennie. Teraz patrzył na mnie spod na wpół przymkniętych powiek, przez co aż zaschło mi w ustach.

- Proszę bardzo. - Kelner postawił przede mną kieliszek, dzięki czemu nie musiałam odpowiadać.

- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się, walcząc z chęcią chwycenia kieliszka i pociągnięcia długiego łyku, gdy Jayden składał nasze zamówienie. Wybrał mi makaron z sosem Alfredo, a ja na wszelki wypadek sięgnęłam do torebki po lactaid.

Gdy tylko kelner odszedł, Jayden pochylił się i przesunął palcami po moim nadgarstku, po czym splótł nasze palce.

- To jak, piękna, wpadasz dziś wieczorem?

Cofnęłam rękę, prawie przewracając kieliszek, i uśmiechnęłam się z przymusem, jednocześnie go podtrzymując. Nie to, że nie chciałam. Ostatnim razem wszystko było w porządku, ale czegoś nie rozumiałam. Jego wzrok zatrzymał się na moich ustach, a ja z trudem przełknęłam ślinę, czując się zmuszona, by odpowiedzieć:

- Tak, oczywiście.

- Ładnie wyglądasz taka zarumieniona. - Przeciągnął językiem po zębach i posłał mi krzywy uśmieszek.

Czułam, że czerwienię się jeszcze bardziej, i moje myśli powędrowały w stronę naszego ostatniego spotkania...

- Jayden! Co ty tu robisz?

Podniosłam wzrok znad talerza z chlebem, gdy do naszego stołu podeszła oszałamiająca brunetka wpatrująca się we mnie jasnozielonymi oczami. Wyglądali, jakby byli sobie przeznaczeni - jej ażurowa biała sukienka i proste buty idealnie pasowały do jego koszuli.

Jayden szybko przeniósł spojrzenie na mnie, a potem na nią i po jego szyi zaczął wspinać się rumieniec. Poczułam ucisk w żołądku, kiedy położyła rękę na jego ramieniu i przeczesała jego jasne włosy palcami z pomalowanymi na czerwono paznokciami.

- Myślałam, że wrócisz dopiero w niedzielę - syknęła do niego.

Przystojną twarz Jaydena wykrzywiła panika. Zimny dreszcz rozprzestrzenił się po moim ciele, wędrując od serca w dół ramion aż po koniuszki palców. Mocniej chwyciłam kieliszek z winem. To pomyłka, prawda? To musiała być pomyłka. Jayden był moim... Cóż, może nie byliśmy gotowi na oficjalny związek, ale z pewnością nie była to przypadkowa znajomość.

W końcu w zeszłym tygodniu uprawialiśmy seks.

No dobra, tak jakby. On zdecydowanie doszedł. Ja byłam zdenerwowana, miałam mętlik w głowie, czułam się rozproszona i... Cholera, jego ładna dziewczyna patrzyła prosto na mnie, jakbym znała odpowiedzi na wszystkie pytania.

Wybacz, laska, jestem tak samo zagubiona jak ty.

Spojrzałam na Jaydena, ciekawa, co powie. Na widok poczucia winy na jego twarzy moje zaskoczenie szybko zmieniło się w gniew, który błyskawicznie przekształcił się w rozczarowanie. I tak po prostu się zdystansowałam. Niczym prawdziwa Królowa Lodu. Kiedy zaczął otwierać swoje głupie usta, zdałam sobie sprawę, że w ogóle nie obchodziło mnie, co miał do powiedzenia. Cokolwiek to było, skończyło się. Teraz chciałam tylko stąd wyjść.

Podczas gdy Jayden coraz bardziej się stresował, mnie ogarnął zimny spokój. Oglądałam tę scenę, jakbym znajdowała się poza ciałem. Niemal nie mogłam się doczekać, by sprawdzić, jak - u licha - będzie próbował się z tego wykręcić. Racjonalnie rzecz biorąc, moją pierwszą reakcją powinna być złość, rozczarowanie, a może nawet lekkie załamanie na wieść, że facet, z którym się spotykałam, miał inną dziewczynę, ale Jayden jeszcze nic nie powiedział, a sam fakt, że był na tyle bezczelny, aby tam siedzieć, wydawał się niemal komiczny.

Dziewczyna numer dwa przeskakiwała między nami spojrzeniem, jakby oglądała mecz ping-ponga, aż w końcu zatrzymała je na nim. Jayden po prostu siedział, na zmianę otwierał i zamykał usta - niczym umierająca ryba.

Moje dłonie zaciskały się i rozluźniały, a zęby zgrzytały, gdy przewracałam oczami, widząc jego niezdolność do sformułowania spójnego zdania.

- A ja miałam cię za przyzwoitego faceta. - Z piskiem odsunęłam krzesło od stołu, przez co wszyscy goście skupili na nas uwagę. Zaczerwieniłam się pod wpływem ich spojrzeń i ogarnęła mnie chęć ucieczki.

Oczy dziewczyny numer dwa były czerwone i błyszczące. Na widok jej łez cała ta sytuacja przestała wydawać mi się choć odrobinę zabawna. Poczułam w piersi ukłucie wyrzutów sumienia.

- Nie wiedziałam - rzuciłam z nadzieją, że dostrzeże szczerość na mojej twarzy.

Po jej policzku spłynęła łza, gdy zapytała:

- Jak długo?

Wyjaśnienia nie były konieczne; nie było wątpliwości, że ten dupek ją zwodził.

- Miesiąc - powiedziałam stanowczo, po czym wstałam, opierając obie dłonie na stole, i pochyliłam się nad Jaydenem. Nie odwracając od niego wzroku, sięgnęłam po wino, zamieszałam ciemnoczerwony płyn w kieliszku, a następnie zapytałam:

- Spotykałeś się z nami obiema, Jayden?

Uśmiechnął się krzywo, przeskakując spojrzeniem między mną a swoją drugą dziewczyną.

- Cóż, obie nie potrafiłyście zaspokoić moich potrzeb.

- Zła odpowiedź.

Oburzona, wpadłam na świetny pomysł. Uniosłam kieliszek i wylałam jego zawartość na idealną fryzurę chłopaka.

Jayden się wyprostował, prychnął, ale zamiast patrzeć na mnie, spojrzał na dziewczynę po mojej prawej stronie.

- Hej, wiesz, że mi przykro, prawda?

To nie powinno mieć znaczenia. I tak mi na nim nie zależało, ale to, że na moich oczach wybrał ją, sprawiło, że moje opanowanie zaczęło się sypać pod wpływem wściekłości. Dziewczyna przysunęła się bliżej, a ja obróciłam się na pięcie, chwytając za torbę z krzesła, żeby nie patrzeć, jak łyka jego kłamstwa.

Oby szybko poszła po rozum do głowy, bo nie było mowy, żeby ten chłopak się zmienił. Wstrzymałam oddech, by zapanować nad sobą, gdy pospiesznie wychodziłam z restauracji. Pragnęłam stamtąd uciec tak bardzo, że moje ciało wibrowało, napędzane wszechogarniającym poczuciem wstydu. Szłam jednak pewnym krokiem z podniesioną głową.

Chciałam, by Jayden martwił się tym, jak dobrze to zniosłam. By wiedział, że mnie to nie obchodzi. Musiałam się tylko stąd wydostać.

Po kilku krokach wyszłam z restauracji na ciepłe, letnie powietrze. Nawet w nocy wilgoć sprawiała, że ubrania kleiły się do skóry, natomiast loki, które starannie zakręciłam, oklapły. Droga była oświetlona latarniami, a odgłosy przejeżdżających samochodów tworzyły szum w tle.

Zaczerpnęłam głęboko powietrza i wypuściłam je powoli, ignorując lekkie drżenie. Musiałam tylko wrócić do domu przed Marcusem i chłopakami. Powiedziałam wszystkim, że idę do Shany, ponieważ planowałam zatrzymać się u Jaydena. Gdyby mnie zauważyli, zaczęliby zadawać pytania.

Przeklinając pod nosem, że nie przyjechałam własnym autem, ruszyłam chodnikiem w stronę domu, oddalonego zaledwie o kilka kilometrów. Miałam jeszcze dwie przecznice do przejścia, gdy skręciłam w prawo na krętą, brukowaną ścieżkę.

Dzięki Bogu, że chłopaki nie wiedziały o Jaydenie, bo inaczej nigdy by mi tego nie darowały. Słyszałam już w myślach głos Marcusa, który mówił, że przecież mnie ostrzegał. Choć był ode mnie starszy tylko o jedenaście miesięcy, zachowywał się tak, jakby chronienie mnie było misją daną mu od Boga. Mamie udało się przekonać naszą szkołę, żeby przyjęli mnie wcześniej, więc chodziliśmy nawet do tej samej klasy. A przecież nie miał prawa traktować mnie jak małego dziecka. Nie powstrzymało go to jednak od ciągłego powtarzania, że wszyscy faceci to dupki i że muszę na nich uważać. Stłumiłam wściekły jęk. Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, jak bardzo by mnie z tego powodu męczył.

Oczywiście wiedziałam, że faceci mogli być dupkami. Po prostu zakładanie, że nie dam sobie z nimi rady, było cholernie seksistowskie. Wiecie co? Dziewczyny też mogły być złe.

Po mojej prawej stronie przesunął się jakiś cień, wyrywając mnie z rozmyślań. Po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz. Wytężyłam wzrok i zaczęłam wpatrywać się w ciemność pomiędzy dwiema restauracjami, ale latarnie rzucały światło tylko na kilka metrów chodnika.

Zamarłam na chwilę, wsłuchując się w dźwięk własnego oddechu odbijający się echem w uszach. Sekundę później szop wysunął głowę ze śmietnika, a moje ramiona lekko się rozluźniły.

Niby wiedziałam, że to ta sama ulica, którą biegam każdego ranka, a prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak, było znikome. Ale lata warunkowania, aby nigdy nie chodzić samemu nocą, zrobiły swoje. Zadzwoniłam do Shany z nadzieją, że porozmawia ze mną w drodze do domu, ale od razu włączyła się poczta głosowa. Zero zaskoczenia. Mogłam mieć tylko nadzieję, że tego wieczoru miała więcej szczęścia ode mnie.

Zacisnęłam palce na telefonie i zaczęłam rozważać pozostałe możliwości. Telefon do Marcusa nie wchodził w grę. Nie chciałam nawet myśleć, jak potoczyłaby się ta rozmowa. Ale nie potrafiłam się pozbyć tego przerażającego uczucia, które pełzało po mojej skórze, gdy szłam sama. Było dopiero nieco po dziewiątej, lecz kiedy minęłam dzielnicę restauracyjną, ruch zamarł, bo większość sklepów była zamknięta. Ogarnął mnie niepokój, więc westchnęłam, przesuwając palcem po ekranie.

Była jeszcze jedna opcja; trudno stwierdzić, czy lepsza, czy gorsza od telefonu do brata. Z jednej strony osoba, do której chciałam zadzwonić, chętnie by mnie pouczała, ale z drugiej - wiedziałam, że zachowa to wszystko dla siebie. Zasadniczo miałam więc do wyboru dalej się bać lub zadzwonić do najlepszego przyjaciela swojego brata i zaryzykować wykład.

Wzięłam głęboki oddech i wybrałam numer Lucasa.

 

 

 

 

 

DWA

----------

Lucas

 

 

 

 

Gdy wróciłem z siłowni do domu, drzwi do mojego garażu były szeroko otwarte, a z głośników leciało Teenage Dirtbag Wheatusa. Jax musiał się bawić w DJ-a - zawsze grał muzykę z lat dziewięćdziesiątych. Kiedy wszedłem do garażu, zobaczyłem go wylegującego się na kanapie z rozłożonymi nogami, jakby był właścicielem tego miejsca, i przeglądającego coś w telefonie.

Marcus mnie zauważył. Blond włosy opadały mu na oczy, gdy ustawiał krążek i bez wysiłku trafiał w prawy górny cel przymocowany do siatki.

- Hej, gdzie byłeś? Przez ostatnią godzinę dawałem wycisk Jaxowi w ramach ćwiczenia celności. - Obrócił się i ukłonił.

Marcus to siła woli i odrobina szaleństwa w ciele jednego człowieka. Nie miałem wątpliwości, że właśnie dlatego odnosił takie sukcesy na lodzie.

- Wal się - rzucił Jax, nie odrywając wzroku od komórki. Uśmiechnąłem się, bo kłócili się jak stare małżeństwo.

Wiele lat temu mój tata urządził w garażu salę do ćwiczeń. Podłogę pokryto specjalnym białym plastikiem imitującym lód, a ściany zabezpieczono grubymi panelami ze sklejki, dzięki czemu mogliśmy strzelać krążkiem bez obawy, że coś uszkodzimy. Pośrodku znajdowała się regulaminowa siatka, w której Marcus aktualnie zaliczał jeden strzał za drugim.

- Jakieś wieści od Samanty? - zapytał Marcus bez odrywania wzroku od siatki.

Samanta to nasza fanka, która uganiała się za mną przez ostatnie dwa miesiące. Niestety nie byłem zainteresowany. W ogóle. Nie zrozumcie mnie źle, była seksowna, ale pieprzyła się niemal ze wszystkimi w zespole, łącznie z Jaxem i Marcusem. Nie miałem zamiaru zbierać resztek po tych gościach, a oni doskonale o tym wiedzieli i dogryzali mi, kiedy tylko mogli.

Jax usiadł prosto, zmiana tematu przykuła jego uwagę. Rozciągnął usta w szelmowskim uśmiechu.

- Kurwa, stary, nie wiesz, co tracisz. Laska zajebiście obciąga.

Marcus roześmiał się i swobodnie oparł kij na ziemi.

- Zapomniałem o tym. Świetnie pracuje językiem.

Jax z jękiem odchylił głowę do tyłu.

Zdusiłem śmiech.

- Gońcie się, chłopaki.

Jax puścił mi oko.

- No weź. Nie można sobie trochę poplotkować? Poza tym, od kiedy stałeś się taki wybredny?

Wolałem nie odpowiadać na to pytanie, bo wiedziałem, jak by zareagowali. Chcieliby wiedzieć, jak udało mi się wytrzymać ponad rok bez seksu. To nie tak, że ich okłamałem, ale pozwoliłem im wierzyć w to, co chcieli. Prawda była taka, że nikt nie wzbudził mojego zainteresowania, odkąd Piper wyszła na swoje podwórko w różowym bikini ze stringami. Ledwo zakrywały jej tyłek. Musiałem schować obolałego kutasa pod paskiem spodenek kąpielowych, zanim Marcus zabiłby mnie za to, że patrzyłem na jego siostrę w taki sposób.

Fantazjowałem o niej przez kolejne dwa tygodnie, waląc sobie do wyobrażeń o tym, jak góra bikini przesunęła się i odsłoniła krawędź różowego sutka. To wspomnienie wypaliło się w moim umyśle na zawsze.

Marcus klasnął w dłonie i uśmiechnął się chytrze.

- Powinniśmy rozpocząć Polowanie.

- Dajcie spokój - zaprotestowałem, padając na kanapę. Próbowałem udawać odprężonego, choć wcale się tak nie czułem. Jeśli zaczniemy z tym gównem, nie będę w stanie dłużej się ukrywać.

Jax zdusił śmiech i objął mnie ramieniem.

- Żartujesz sobie? Ostatnio wygrałeś dwa razy z rzędu. Nie możesz teraz stchórzyć.

Nie mogłem się z nim zgodzić, jeśli nie chciałem, żeby wszystko się wydało. Graliśmy w różne wariacje tej gry od dziesiątej klasy, po tym, jak Marcus po raz pierwszy zaliczył ręczną robótkę. Teraz była to swego rodzaju wakacyjna tradycja, eskalująca z roku na rok, aż zdecydowanie wymknęła się spod kontroli. Ale nie mogłem im tego powiedzieć. Puszczali się z radością.

- Jak sobie chcecie - wymamrotałem.

Marcus przyjrzał mi się i przekrzywił nieco głowę. Znał mnie zbyt dobrze.

- No dobra, potrzebujemy nowych zasad. To staje się zbyt proste. - Przeszedł przez pokój do ogromnej tablicy i zapisał nasze nazwiska w kolumnach. - Za każdą zaliczoną laskę dostajemy punkt. Kto zdobędzie ich najwięcej do końca lipca, ten wygrywa.

Jax pociągnął długi łyk napoju izotonicznego ze swojej białej butelki. T-shirt przykleił mu się do skóry, a końcówki potarganych włosów były mokre od potu po niezliczonych próbnych strzałach.

- Nowa zasada. Liczą się tylko jednorazowe numerki. Drugi raz z tą samą osobą nie będzie zaliczany. Jedna dziewczyna oznacza jeden punkt, dupki.

Westchnąłem i przeciągnąłem dłońmi po twarzy.

- Dobra. Coś jeszcze? Przygotujcie się, że skopię wam tyłki. - Starałem się brzmieć na pewnego siebie, choć z góry wiedziałem, że przegrałem tę grę.

- Tak, żadnego nocowania - dodał Jax, na co Marcus wybuchnął śmiechem.

Zero zaskoczenia. Marcus był znany z tego, że nocował swojej zdobycze, ale Jax miał do tego jakąś awersję i nigdy tego nie robił.

- A co, jeśli lubię się przytulać? - odpowiedział Marcus. Wiedziałem jednak, że nie przeszkadzała mu ta zasada. Przytulanie oznaczało, że dziewczyna za bardzo się przywiązywała, a na to nikt się nie pisał. Marcus spoważniał. - Ostatnia zasada. Trzymać się z daleka od mojej młodszej siostry.

- Choć chciałbym zobaczyć twoją minę, gdyby było inaczej, to żaden z nas nie postrzega w ten sposób twojej siostry, tak że wyluzuj, stary - rzucił Jax.

Kiwnąłem głową, gdy Marcus przeniósł na mnie wzrok.

- Nagroda pozostaje ta sama. Zwycięzca może zawsze siedzieć z przodu. Przegrani kupują napoje przez resztę roku.

Przez następną godzinę na zmianę ćwiczyliśmy triki, aż oblałem się potem. Zdjąłem koszulkę, ale panował taki upał, że to nie wystarczyło, aby się ochłodzić. Szczególnie dobrze wychodził mi strzał Michigan, polegający na podniesieniu krążka na płaską krawędź kija i wrzuceniu go do siatki ponad ramieniem bramkarza. Jako że robi się tak po wyjściu od tyłu zza siatki, bramkarz nie ma szans, aby go zablokować.

Odchyliłem głowę i napiłem się, patrząc, jak chłopaki strzelały. Obaj grali w ataku i wymiatali. Jako obrońca bardziej się skupiałem na odpowiednim ustawieniu i odczytywaniu gry. Nie powstrzymywało mnie to jednak od przychodzenia tutaj i ćwiczenia razem z nimi.

Mój telefon zawibrował i pojawiło się na nim imię Piper. Cholera, czemu do mnie dzwoniła? Zerknąłem na Marcusa, a potem ruszyłem do drzwi wejściowych prowadzących do mojego domu.

- Zaraz wracam. Mama chce, żebym poszedł po mleko.

Żaden nie odpowiedział, bo skupiali się na rywalizacji.

Zamknąłem za sobą drzwi i odebrałem od siostry Marcusa.

- Kaskaderko?