Zasady Gry - Barbara Mądrowska

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 7

Ślub zbliżał się wielkimi krokami. Biała suknia zdobiona perłami i diamencikami wisiała już w szafie. Dziś przyszedł czas na zakup garnituru. Wszelkie wymagania panny młodej co do stroju przyszłego męża ograniczały się do wizyt w kilku luksusowych salonach. Paula szczególną uwagę przykładała do każdego detalu swojej wymarzonej, ślubnej układanki i nie mogła pozwolić sobie na żaden przypadkowy element. Niestety jej wizja nie zawsze zgadzała się z wyobrażeniami Wiktora, on stawiał na ponadczasową klasykę w postaci czarnego, gładkiego smokingu i muszki w stylu Jamesa Bonda, ona widziała go w kolorowym garniturze i wzorzystym krawacie. Zderzenie dwóch odmiennych gustów budziło między narzeczonymi spięcia i konflikty, często tłumaczone humorami ciężarnej.

- Czy ty zawsze musisz być taka uparta? - łagodnie próbował przekonać narzeczoną.

- Muszę! A tobie co za różnica, w czym pójdziesz?

- No wyobraź sobie, że jest jednak jakaś różnica, chcę się dobrze czuć na własnym ślubie i weselu. To takie dziwne?

- To idź w czarnym, ale beze mnie! - krzyczała na całe gardło.

- Jezu, babo, do grobu mnie wpędzisz. Dobrze, zgodzę się na ciemnoniebieski garnitur i muchę lub gładki krawat. I koniec! Otworzyła usta, żeby zaprotestować, nie zdążyła jednak niczego powiedzieć, bo Wiktor przycisnął jej usta do swoich. Próbowała się odsunąć, ale był silniejszy, brutalnie wdarł się w jej usta, językiem pieszcząc jej miękkie wargi i wsłuchując się w ciche westchnienia, wyrywające się co chwilę z jej ust.

- Mmm, ale musimy... - zaczęła mówić.

- Musimy... się rozluźnić, a ja znam taki jeden skuteczny sposób na relaks - patrzył na nią z góry płonącym namiętnością wzrokiem.

- Ale nie mamy czasu, bo jesteśmy umówieni na przymiarkę...

- Aaa... to musimy się bardzo spieszyć - jego szelmowski uśmiech wprowadzał Paulę w dobry nastrój.

- No to może nie warto zaczynać? - drażniła się z nim, wiedząc doskonale, że go to kręci.

Nie wytrzymał, podniósł Paulę za pośladki i oparł o swoje biodra. Wzrastające podniecenie Wiktora było bardzo mocno wyczuwane przez dziewczynę.

- No proszę, tygrys się obudził - śmiała się, całując i przygryzając rozgrzaną, tętniącą szyję Wiktora.

- Tygrysa to ty dopiero zobaczysz!

Położył ją na miękkim dywanie na środku sypialni. Jego język pieścił delikatną skórę na szyi Pauli, a ręka błądziła po ciele dziewczyny. Rozbierali się nawzajem, nie mogąc się doczekać dalszej części zabawy. Wiktor mocno przytulił nagie ciało narzeczonej, które uwodzicielsko pachniało cytrusami i seksem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o szczyt łóżka i posadził Paulę na sobie. Jego twardy penis powoli wsunął się w gotową od dawna dziewczynę, głośno stęknęła, odchylając się do tyłu i prowokując do pieszczot jej spragnionych dotyku piersi. Nie czekała długo, Wiktor mocno ścisnął dłońmi jej nieduży, kształtny biust i drażnił kciukami twardniejące z rozkoszy sutki. Wsłuchiwał się w ciche jęki coraz bardziej podnieconej dziewczyny i sycił się uczuciem wilgoci, jaka spływała z jej kobiecości. Przeniósł dłonie na łopatki kochanki i przycisnął usta do jej piersi, zassał mocno sterczący sutek i czuł, jak dziewczyna spina ciało z podniecenia, przygryzał i lizał na zmianę różowe brodawki i upajał się zapachem jej rozgrzanego ciała. Delikatne kołysanie bioder przybierało na sile, w końcu gwałtowne ruchy przyniosły jej bolesną rozkosz, czuła ucisk w podbrzuszu i przyjemne dreszcze na ciele, a jej skóra pokryła się gęsią skórką. Głośne pojękiwania drażniły uszy Wiktora, doprowadzając go na szczyt seksualnej przyjemności. Jego ciało było gotowe na eksplozję, czuł, jak podniecenie osiąga najwyższy możliwy poziom. Nagłe otwarcie drzwi od sypialni wytrąciło ich z miłosnych uniesień. Oboje gwałtownie spojrzeli w kierunku intruza. Matka Pauli stała bez ruchu w drzwiach sypialni. Sparaliżowana widokiem nie mogła się ruszyć. Kochankowie patrzyli na nią bez słowa i czekali cierpliwie, aż wyjdzie.

- Yyy mieliśmy jechać, ale ... no... nie przeszkadzajcie sobie - odwróciła się i wyszła, spotykając w korytarzu Karola.

- Gotowi?

- No... - zawiesiła głos - chyba nie bardzo. Trochę są zajęci.

- Czym?

- No pomyśl czym! Co się głupio pytasz? - otworzyła szeroko oczy i pokiwała głową - wlazłam jak głupia...

- Tak całkiem? - Karol zmarszczył lekko brwi.

- Nie. Do połowy! Młody nigdy nie byłeś?

- No byłem, byłem - złapał Izabellę za biodra i przysunął do siebie - a może, skoro i tak czekamy, to przypomnimy sobie co nieco z młodych lat co?

Subtelny uśmiech Izabelli wyglądał mocno zachęcająco. Karol podniósł żonę, przerzucił sobie przez ramię i zaniósł do sypialni.

- A wiesz, czym różnimy się od młodych? - zapytał, kładąc żonę na łóżku.

- No czym? - spytała zalotnie.

- Bo my... zamkniemy drzwi - zaśmiał się i przekręcił klucz w drzwiach, a już po chwili ich ubrania leżały na drewnianej podłodze.

W sypialni młodych emocje lekko opadły, Paula wtuliła twarz w nagi tors Wiktora i wsłuchiwała się z przyjemnością w bicie jego serca i szybkie oddechy, które od zawsze koiły jej nerwy. Zawsze wierzyła, że jego serce w końcu będzie bić tylko dla niej. Zdawała sobie sprawę, że nie jest jedyną kobietą w jego życiu i nie była to dla niej łatwa sytuacja, teraz miała nadzieję, że ciąża sprawi, że będzie tylko jej. Póki co wszystko na to wskazywało, więc cieszyła się każdą chwilą spędzoną w jego ramionach.

- To co? Zbieramy się? - zapytała, gładząc jego gładką klatkę piersiową i składając delikatne pocałunki wokół twardych, ciemnych sutków.

- O nie kochana. Trzeba słuchać rodziców - uśmiechnął się cwaniacko i przesunął dłonie z łopatek dziewczyny w dół jej ciała i zatrzymał dopiero na pośladkach.

- I co?

- I to, że mamusia mówiła, żebyśmy sobie nie przeszkadzali - złapał ją mocno i położył na podłodze.