Zaryzykuj ze mną. Tom 1 - Jay Crownover

-
Proszę czekać

AYDEN:

Tak to się wszystko zaczęło

Właśnie miałam postąpić całkowicie niezgodnie z moim nowym planem na życie - zamierzałam poprosić naprawdę fajnego chłopaka z zespołu, by odwiózł mnie do domu. Istniały pewne zasady. Standardy. Rzeczy, których teraz unikałam, by nigdy nie wrócić do tego, jaka byłam - czekanie na Jeta Kellera znajdowało się na szczycie listy nie-nie. Miał w sobie to coś; gdy patrzyłam, jak zawodzi i porywa za sobą tłum, stojąc na scenie, mój zazwyczaj rozsądny mózg zamieniał się w papkę.

Nie miałam po co pytać mojej najlepszej przyjaciółki, co jest ze mną nie tak.

Całkiem traciła głowę dla chłopców pokrytych atramentem od stóp do głów i zaśmieconych biżuterią w miejscach, których według boskiego planu chłopcy nigdy nie mieli sobie przebijać. Powiedziałaby mi zapewne, że to tylko pociąg wobec kogoś odmiennego, kogoś ewidentnie nie w moim typie, lecz ja wiedziałam, że myliłaby się w tym względzie.

Był urzekający. Każda osoba w tym wypełnionym po brzegi barze patrzyła na niego i nie potrafiła oderwać wzroku. Sprawiał, że tłum czuł - naprawdę czuł - to, o czym skrzeczał, i było to po prostu wspaniałe.

Nienawidziłam heavy metalu. Dla mnie wszystko to brzmiało jak wydzieranie się i przekrzykiwanie głośniejszych instrumentów. Ten koncert jednak, jego intensywność, niezaprzeczalna moc, którą Jet uwalniał samym swoim głosem, miał w sobie coś, co sprawiło, że zaciągnęłam Shaw pod samą scenę. Nie mogłam oderwać od niego wzroku.

Jasne, był przystojny. Wszyscy kumple chłopaka Shaw byli. Nie byłam odporna na jego śliczną buzię i ładne ciało, na pewnym etapie mojego życia te właśnie rzeczy okazały się słabością, która wpakowała mnie w większe kłopoty, niż można sobie wyobrazić. Teraz preferowałam facetów, którzy pociągali mnie na bardziej intelektualnym poziomie.

Mimo to po o jednym za dużo kieliszku Patróna i przez szalone feromony, które emanowały z tego faceta, całkiem zapomniałam o moich nowych, ulepszonych męskich standardach.

Jego włosy wyglądały tak, jakby właśnie zmierzwiła je jakaś dziewczyna. W pewnym momencie koncertu zerwał z siebie podkoszulek, odsłaniając szczupły, umięśniony tors pokryty od nasady gardła aż po pasek spodni tatuażem ogromnego czarno-szarego anioła śmierci. Miał na sobie najbardziej obcisłe czarne dżinsy, jakie kiedykolwiek widziałam na facecie, ozdobione różnorodnością łańcuchów zwisających od jego paska do tylnej kieszeni; niewiele pozostawiały wyobraźni.

Mógł to być jeden z powodów, dla których razem z Shaw tonęłyśmy w powodzi kobiecych fanek pod sceną.

Widywałam już Jeta, rzecz jasna. Przychodził regularnie do baru, gdzie pracowałam. Wiedziałam, że jego oczy, które teraz zaciskał, wydobywając z siebie ryk, od którego dziewczyna po mojej lewej doświadczyła spontanicznego orgazmu, miały odcień ciemnego, głębokiego brązu i często skrzyły się swobodnym humorem. Znałam jego skłonność do notorycznego flirtowania. Jet był w tej grupie czarusiem i nie miał oporów przed wykorzystywaniem tego, co w połączeniu z jego oszałamiającym uśmiechem sprawiało, że dostawał wszystko, czego chciał.

Poczułam ciepłą dłoń na moim ramieniu i odwróciłam się, by spojrzeć na chłopaka Shaw, Rule'a. Górował nad resztą tłumu, grymas jego ust powiedział mi, że jest gotowy do wyjścia. Shaw nawet nie czekała, by o to poprosił, od razu zwróciła na mnie prostolinijne zielone oczy.

- Idę z nim. Jesteś gotowa?

Stosowałyśmy z Shaw politykę niezostawiania towarzysza broni, lecz nie byłam jeszcze gotowa, by zakończyć ten wieczór. Musiałyśmy przekrzykiwać ryczące gitary i ogłuszające wokale bombardujące nas ze sceny, pochyliłam się więc, by wrzasnąć do jej ucha:

- Zostanę jeszcze trochę. Chyba poproszę kumpla Rule'a, by mnie odwiózł.

Zobaczyłam pytanie w jej oczach, lecz Shaw miała własnego chłopaka do ogarnięcia, wiedziałam, że nie zacznie mnie namawiać do zmiany zdania. Ujęła Rule'a pod ramię i uśmiechnęła się do mnie smutno.

- Zadzwoń, gdybyś mnie potrzebowała.

- Jasna sprawa.

Nie byłam typem dziewczyny, która potrzebuje pomocy. Od tak dawna troszczyłam się o siebie sama, że stało się to moją drugą naturą. Wiedziałam, że Shaw wróci po mnie, jeśli nie uda mi się załatwić podwiezienia do domu, a czekanie na taksówkę potrwa za długo. Sama świadomość, że Shaw gdzieś tam jest mi wystarczała.

Obejrzałam resztę koncertu z nabożną fascynacją, zauważyłam, że gdy Jet rzucił mikrofon na scenę po ostatniej piosence, mrugnął do mnie, zanim wypił kieliszek Jamesona. W głowie wciąż kołatały mi wątpliwości, lecz to mrugnięcie przypieczętowało sprawę.

Od dawna nie zrobiłam nic dzikiego, a Jet wydawał się idealnym przewodnikiem po tej stronie życia.

Zniknął ze sceny z resztą chłopaków z zespołu, a ja wróciłam do baru, gdzie stali wszyscy, zanim rozpoczął się koncert. Współlokator Rule'a Nash został najwyraźniej zaciągnięty do domu przez zakochanych. Nie zdołałby wyjść z baru o własnych siłach. Rowdy, najlepszy przyjaciel Jeta, przyssał się właśnie do przypadkowej dziewczyny, która przez cały wieczór mierzyła mnie i Shaw morderczym spojrzeniem. Spojrzałam na niego znacząco, dając mu do zrozumienia, że mógł upolować coś lepszego, gdy oderwał się od niej, by zaczerpnąć tchu, po czym znalazłam przy barze wolny stołek.

Problem z barami dla heavymetalowców polega na tym, że w każdym kącie czają się heavymetalowcy.

Kolejną godzinę spędziłam na odpieraniu zaczepek i propozycji darmowych drinków od facetów, którzy wyglądali tak, jakby od lat nie widzieli prysznica ani golarki. Zaczynałam się już irytować i w związku z tym stawać naprawdę nieprzyjemna, gdy znajoma dłoń ozdobiona nadmiarem ciężkich srebrnych pierścionków wylądowała na moim kolanie. Odwróciłam się i spojrzałam w roześmiane ciemne oczy Jeta, który dla mnie zamówił kolejnego patróna, a dla siebie wodę.

- Porzucili cię, co? Biorąc pod uwagę, jak na siebie patrzyli, jestem zdumiony, że wytrwali do połowy koncertu.

Uderzyłam małym kieliszkiem o brzeg jego szklanki i uśmiechnęłam się do niego w sposób, którego używałam w przeszłości za każdym razem, by dostać to, czego chciałam.

- Wydaje mi się, że Nash stoczył walkę z tequilą i tequila wygrała.

Roześmiał się i odwrócił, by porozmawiać z paroma facetami, którzy chcieli mu pogratulować koncertu. Gdy znów odwrócił się do mnie, miał nieco zażenowaną minę.

- Zawsze wydaje mi się to takie dziwne.

Uniosłam ciemną brew i pochyliłam się nieco ku niemu, gdy zauważyłam krążącego wokół nas rudzielca w zbyt obcisłym ubraniu.

- Dlaczego? Jesteście świetni i ludziom się to najwyraźniej podoba.

Odchylił głowę do tyłu i wybuchnął śmiechem, a ja po raz pierwszy zauważyłam, że ma sztangę na środku języka.

- Ludziom, lecz nie tobie?

Wykrzywiłam twarz i wzruszyłam ramionami.

- Jestem z Kentucky. - Doszłam do wniosku, że to wyjaśnia wszystko.

- Rule napisał mi, że potrzebujesz podwiezienia do domu. Muszę oderwać Rowdy'ego od tej laski i pomóc chłopakom załadować furgonetkę, lecz jeśli możesz poczekać pół godziny, na pewno cię podwiozę.

Nie chciałam wydać się zbyt chętna. Nie chciałam, by dowiedział się, jak bardzo pragnę, by zaproponował mi jazdę innego rodzaju, więc znów wzruszyłam ramionami.

- Jasne. Byłoby miło.

Uścisnął moje kolano, a ja z trudem zwalczyłam dreszcz, który przebiegł mnie od stóp do głów. Coś zdecydowanie było na rzeczy, jeśli wystarczył przelotny dotyk, bym zaczęła drżeć.

Odwróciłam się do baru, zamówiłam szklankę wody i postanowiłam zapłacić rachunek. Barman zaskoczył mnie, mówiąc, że ktoś się tym już zajął, a mnie ogarnęła irytacja, ponieważ nie wiedziałam, komu podziękować. Odwróciłam się na stołku i zaczęłam przyglądać się ludziom, którzy przedzierali się przez bar pełen nadmiernie podekscytowanych facetów i zbyt rzucających się w oczy dziewczyn. Nie byłam święta, rzecz jasna, lecz nie miałam żadnego szacunku dla dziewczyn gotowych całkowicie się upokorzyć, by dorwać na jedną noc faceta tylko dlatego, że wyglądał seksownie w obcisłych spodniach.

To, co działo się ze mną w wypadku Jeta, sięgało głębiej; nie potrafiłam tego nazwać. A tej nocy byłam na tyle pijana - i tak bardzo tęskniłam za dawną sobą - że postanowiłam to tymczasowo ignorować.

Zanim Jet wrócił, pogrążyłam się z udawanym zainteresowaniem w rozmowie z facetem, który wyglądał tak, jakby splądrował szafę Glenna Danziga i bardzo mi się narzucał. Opowiadał mi o różnych gatunkach metalu i o tym, dlaczego ludzie słuchający poszczególnych gatunków rządzą albo są do bani. Robiłam, co mogłam, by nie wepchnąć mu do ust gumy do żucia; cały czas dyszał na mnie ciężkimi oparami gorzały.

Jet szturchnął faceta pięścią i zahaczył kciuk o jego obojczyk.

- Zmywamy się, Długonoga.

Skrzywiłam się, słysząc pospolite przezwisko, ponieważ wariacje na jego temat towarzyszyły mi przez całe życie. Byłam wysoka, nie tak wysoka jak on ze swoim metrem osiemdziesiąt siedem, lecz górowałam nad metrem sześćdziesiąt Shaw i faktycznie miałam bardzo długie, bardzo ładne nogi. W tej chwili wydawały się nieco chwiejne i niepewne, lecz wzięłam się w garść i poszłam za Jetem na parking.

Reszta zespołu i Rowdy tłoczyli się w ogromnej furgonetce econoline i wykrzykiwali do nas różne bardzo ciekawe rzeczy przez okna, wyjeżdżając z parkingu. Jet tylko pokręcił głową i pilotem od kluczyków otworzył zamki w lśniącym czarnym dodge'u challengerze, który wyglądał na wredne, szybkie auto. Zdumiał mnie, gdy otworzył dla mnie drzwi, z uśmiechem usadowiłam się wygodnie w środku i zaczęłam planować atak. W końcu miałam do czynienia z facetem, który przywykł do fanek i zespołowych dziwek rzucających mu się na szyję dzień po dniu; nie zamierzałam być tylko jeszcze jedną z nich.

Ściszył muzykę buchającą z wyraźnie drogiego systemu nagłośnienia i wyjechał z parkingu, nie mówiąc do mnie ani słowa. Znalazł czas, by włożyć z powrotem koszulę, na której miał teraz ukochaną kurtkę skórzaną ponabijaną ćwiekami i ozdobioną naszywkami zespołu, o którym nigdy nie słyszałam. Kombinacja uroczego rockmana, zbyt dużej dawki tequili i ciężkiego zapachu skóry i potu zaczynała uderzać mi do głowy. Opuściłam szybę i odwróciłam się do niej, obserwując światła miasta.

- Dobrze się czujesz?

Przechyliłam głowę w jego stronę i dostrzegłam prawdziwą troskę w jego ciemnych oczach. W nikłym świetle deski rozdzielczej lśniące złote obwódki jego tęczówek wyglądały jak boskie aureole.

- Dobrze. Niepotrzebnie próbowałam dotrzymać Nashowi tempa przez pierwszą godzinę.

- Tak, to nie był dobry pomysł. Ci faceci potrafią pić.

Nie odpowiedziałam, ponieważ generalnie byłam znana ze swojej mocnej głowy, a nie chciałam teraz o tym rozmawiać. Zmieniłam temat, przesuwając palcem po ewidentnie nowym i nieskazitelnym wnętrzu samochodu.

- To bardzo ładny samochód. Nie miałam pojęcia, że wrzaski do mikrofonu są takie opłacalne.

Prychnął śmiechem i zerknął na mnie z ukosa.

- Musisz wyrwać się z zaklętego kręgu szablonowego country, Ayd. Jest mnóstwo zespołów grających indie country i kilka wspaniałych zespołów Americana, które na pewno by ci się spodobały.

Wzruszyłam ramionami.

- Lubię to, co lubię. A poważnie, czy twój zespół jest na tyle sławny, byś mógł sobie pozwolić na taki samochód? Rule mówił, że w mieście jesteście znani, co stało się dla mnie jasne po dzisiejszym koncercie, lecz nawet przy takim tłumie nie wydaje się prawdopodobne, byś zdołał wyżyć tylko z grania.

Byłam wścibska, lecz nagle przyszło mi do głowy, że tak naprawdę nic nie wiem o tym facecie poza tym, że powoduje u mnie szybsze bicie serca. Sprawiał też, że w mojej głowie kluły się różne interesujące scenariusze z nami dwojgiem w roli głównej, lecz w znacznie mniejszej ilości ubrań.

Zaczął wystukiwać rytm na kierownicy palcami z czarnymi czubkami, nie mogłam oderwać od nich wzroku.

- Mam w mieście własne studio nagraniowe. Jestem tu od dawna, więc znam całą kupę miejscowych zespołów i wokalistów. Piszę dużo muzyki dla innych ludzi, a Enmity jest na tyle znane, że nie muszę się martwić, iż umrę z głodu. Wiele osób żyje z grania. To trudne i trzeba się temu w pełni poświęcić, lecz wolałbym być spłukany, robiąc to, co kocham, niż bogaty, pracując codziennie od dziewiątej do piątej.

Dla mnie nie miało to najmniejszego sensu.

Pragnęłam bezpieczeństwa i opartej na nim przyszłości. Chciałam wiedzieć, że zdołam się sama utrzymać, że nigdy nie będę musiała polegać na kimś innym, kto zaspokajałby moje podstawowe potrzeby. Szczęście nie miało tu nic do rzeczy.

Zamierzałam zadać mu więcej pytań, lecz zobaczyłam w oddali budynek, w którym znajdowało się mieszkanie, jakie dzieliłam z Shaw, a nawet nie spróbowałam dać mu do zrozumienia, że interesuje mnie coś więcej niż tylko podwiezienie do domu.

Odwróciłam ku niemu na siedzeniu całe ciało i przykleiłam do twarzy mój najlepszy uśmiech w stylu "weź mnie". Spojrzał na mnie i uniósł brew, lecz nic nie powiedział, nawet gdy pochyliłam się ku niemu i położyłam dłoń na jego twardym udzie. Dostrzegłam na jego szyi wyraźne przyspieszenie pulsu i uśmiechnęłam się do siebie. Od dawna nikt nie wzbudził we mnie takiego zainteresowania i ucieszył mnie dowód, że on także nie jest na mnie odporny.

- Masz ochotę wpaść do mnie na drinka? Shaw została u Rule'a, więc jestem pewna, że przez kolejnych parę dni nie będzie normalnie funkcjonować.

Jego oczy pociemniały, pojawił się w nich wyraz, którego nie znałam, ponieważ tak naprawdę byliśmy sobie obcy. Położył dłoń na mojej i uścisnął ją lekko.

Zapragnęłam go w siebie wchłonąć, chciałam wejść w niego i nigdy nie wychodzić. Miał w sobie coś wyjątkowego, co pociągało za wszystkie sznurki, które, jak mi się dotąd wydawało, schludnie związałam, gdy zostawiłam za sobą moje stare życie.

- To nie najlepszy pomysł, Ayd. - Miał niski głos, nasycony podtekstami, których nie potrafiłam zidentyfikować.

Wyprostowałam plecy i drugą dłonią odwróciłam ku sobie jego twarz, by na mnie spojrzał.

- Dlaczego? Ja jestem sama, ty jesteś sam, oboje jesteśmy dorośli, nikt nas nie zmusza. Wydaje mi się, że to doskonały pomysł.

Westchnął, ujął obie moje dłonie i położył je na moich kolanach. Przyglądałam mu się uważnie; być może przeżyłam dramatyczną życiową zmianę w ostatnich paru latach, lecz wiedziałam, że nadal jestem o wiele lepsza od większości barowych szmat, które krążyły wokół niego przez całą noc. A poza tym żaden facet nigdy nie odrzucał oferty seksu bez zobowiązań.

- Nasi przyjaciele się umawiają. Wypiłaś dzisiaj pół butelki tequili i powiedzmy sobie szczerze... nie jesteś z tych, co zapraszają na noc do domu faceta, którego ledwie znają. Jesteś mądra i ambitna, nie masz też pieprzonego pojęcia, co wyprawia ze mną ten twój południowy akcent ani jak szybko skończylibyśmy przez niego nadzy i w splątanej pościeli. Jesteś po prostu grzeczną dziewczyną. Nie zrozum mnie źle. Jesteś piękna i gdy rankiem będę raz po raz odtwarzał sobie tę rozmowę w głowie, z pewnością zapragnę skopać sobie tyłek, lecz ty nie chcesz tego zrobić. Może gdybym miał pewność, że nigdy więcej się nie zobaczymy, że nie będziemy spędzać razem czasu, zrobiłbym to z czystym sumieniem, lecz naprawdę cię lubię, Ayden, i wolałbym tego nie spieprzyć.

Tak bardzo się mylił.

Zdecydowanie chciałam to zrobić, chciałam z nim być, lecz jego przekonanie o tym, jaka naprawdę jestem, zadziałało na moje libido jak wiadro zimnej wody. Odrzuciłam głowę do tyłu tak mocno, że uderzyłam nią w szybę, nagle poczułam się w tym samochodzie jak w trumnie. Otworzyłam zamek i wypadłam na zewnątrz. Jet zawołał mnie po imieniu, usłyszałam, jak pyta, czy wszystko w porządku, lecz pragnęłam tylko od niego uciec. Wbiłam kod alarmowy przy drzwiach i wbiegłam do mieszkania.

Dopiero gdy porządnie zamknęłam za sobą drzwi i stanęłam pod gorącym prysznicem, uświadomiłam sobie, jak bliska byłam porzucenia wszystkiego, na co dotychczas pracowałam. Niezależnie od tego, jakie uczucia wzbudził we mnie Jet tego wieczoru, okazały się one zbyt niebezpieczne, by cokolwiek z nimi robić. Nie tylko skończyło się to dla mnie upokorzeniem i paniką, zaryzykowałam też wszystko, co miało teraz dla mnie znaczenie, nie mogłam sobie na to więcej pozwolić.

Postanowiłam więc zamknąć Jeta Kellera w pudełku, w którym trzymałam Ayden z czasów przed Kolorado. Zamierzałam dopilnować, by wieko było solidnie zatrzaśnięte i by to wszystko w środku nie miało szansy się wydostać. Nie było warte ryzyka.

Koniec wersji demonstracyjnej.