Wstęp
A bo my wiemy, czyja dziś kolej,
gdy wciąż na kogoś spoziera śmierć?
Kiedy wśród ludzi, jak wśród drzew w sadzie,
owoc wybrany w kosz zbiera śmierć?[3]
Zaraza jest w życiu zarówno jednostek, jak i zbiorowości sytuacją szczególną; jak powiedziałby Jaspers - graniczną. Jako stały element mitologicznego scenariusza towarzyszy wszelkim kryzysom, katastrofom i przełomom dziejowym. Jest znakiem końca świata. Leszek Kołakowski napisał kiedyś: "Jakkolwiek przekonywające byłyby badania socjologów, które ujawniają korelacje między zachowaniem religijnym i mnóstwem zmiennych społecznych takich jak wiek, płeć, zawód, grupa społeczna i tak dalej, nie istnieją niezawodne sposoby docierania do utajonych warstw, podziemi kultury, które w warunkach zwyczajnych są na ogół nieuchwytne, a których siła objawia się w chwilach kryzysów i katastrof dziejowych"[4]. Mało to zachęcająca perspektywa przy założeniu, że zjawisko zarazy należałoby - intuicyjnie na razie - do owych "podziemi kultury" zaliczyć. A jednak nie bez powodu posłużyłam się tym stwierdzeniem. Wprowadza nas ono bowiem (razem zresztą z innym, mówiącym lakonicznie, iż "nie ma metod wyjaśniających w dziejach kultury")[5] w złożoną problematykę badania zjawisk religijnych, sygnalizując zarazem trudności z takimi badaniami związane.
Przyjęcie tych słów za swego rodzaju drogowskaz odsłania od razu na wstępie założenia, zgodnie z którymi będę próbowała zjawisko zarazy opisać. Otóż sposób jej doświadczania zdradza według mnie istotne podobieństwa do przeżyć par excellence religijnych; należy do kręgu rzeczywistości sakralnej jako swoiste numinosum[6] czy też, mówiąc słowami Gerardusa van der Leeuwa, moc[7]. Szeroko pojęte doświadczenie sacrum w kulturze - oto naturalne środowisko fenomenu zarazy; i to właśnie sakralne odniesienie powracać będzie na stronach tej książki.
W kolejnych rozdziałach czytelnik znajdzie ponadto rozważania dotyczące podobieństw pomiędzy wyobrażeniem zarazy a symboliczną strukturą obrazu zaświatów; omawiające zarazę jako formę specyficznego święta, stanowiącego odpowiedź na przejawiające się sacrum; opisujące i analizujące sposoby opuszczania morowej krainy. Osobne rozdziały poświęciłam motywowi zarazy w filmie oraz "dżumie XX wieku", czyli AIDS.
Obok kategorii zarazy i epidemii, albo wymiennie z nimi, posługiwać się będę pojęciem plagi z całą świadomością jego polisemantyczności; prócz tego, że powszechnie używa się go do określenia rozmaitych, szczególnie epidemicznych chorób, ma plaga przecież także swój sens pierwotny, religijny, metaforyczny. Oznacza uderzenie, cios, klęskę, krzywdę, karę, czyli - najogólniej mówiąc - dotykające społeczność, zsyłane, nadchodzące z zewnątrz nieszczęście i zło. Kategorię plagi wprowadzam celowo, w pewnym sensie jako kategorię interpretacyjną, pragnąc - przez zrównanie plagi i zarazy - wydobyć głębszy sens tej drugiej, wskazać na fakt, że w gruncie rzeczy najbanalniejsza nawet epidemia funkcjonować może w potocznej świadomości na prawach autentycznej plagi. Zwłaszcza że przecież w języku polskim słowo "zarazić", którego rdzeniem jest "raz", także oznaczało początkowo "uderzyć", "porazić", o czym szerzej piszę w rozdziale poświęconym filmowi.
Potrzeba tu jednak paru uściśleń związanych generalnie z antropologicznym ujęciem zjawisk kultury. Pojawia się na przykład pytanie o granice pojęcia plagi czy zarazy albo, innymi słowy, o wspólny mianownik, do którego sprowadzić możemy rozmaite, uczestniczące w tym fenomenie zdarzenia. W obrębie opisywanego zjawiska znajdą się bowiem zarówno plagi mitologiczne, biblijne i legendarne, jak i autentyczne, dawne i współczesne epidemie o znanej i nieznanej etiologii. Otóż o ich przynależności do fenomenu zarazy decydować będzie nie tyle byt empiryczny, poświadczony w historii z medycznego punktu widzenia, ile - przede wszystkim - symboliczny ślad w zbiorowej wyobraźni. Z takiej perspektywy nie to jest zarazą, co rzeczywiście zaraźliwe, lecz to, co jako zaraza lub plaga jest postrzegane i artykułowane; najjaśniej widać to na przykładzie AIDS. Zupełnie świadomie pominęłam natomiast choroby takie jak syfilis, gruźlica czy nawet trąd, wychodząc z założenia, że - po pierwsze - są to choroby właśnie, zabijające powoli i toczące ludzkość w ciągu wieków, a nie zarazy, których nagły i totalny charakter całkowicie zmienia kształt zbiorowej egzystencji; po wtóre - ze względu na to, że w wypadku tych chorób o wiele mocniej akcentowano zazwyczaj ich wymiar jednostkowy, osobisty aniżeli społeczny. Zwłaszcza syfilis i gruźlica wykreowały wokół siebie bogatą mitologię, która wymagałaby odrębnego badania[8].
Antropologiczny sens zjawiska plagi odczytać możemy na drodze interpretacji jej przedstawień ikonicznych i wyobrażeń filmowych, na drodze analizy podejmowanych w jej obliczu mniej lub bardziej zrytualizowanych działań oraz za pośrednictwem badań opisującego ją języka - zarówno kolokwialnego, jak pochodzącego z naukowych traktatów. Wiele zdradza także etymologia pojęcia plagi, zarazy czy epidemii w różnych językach. Istoty badanego fenomenu, jego głębokiego, pozaempirycznego sensu poszukiwać będziemy zatem w kręgu symboliki; przestrzeń antropologicznych analiz odkrywa przed nami sferę mitu, sferę rzeczywistości empirycznej "usensownionej" przez człowieka w odpowiedzi na wyzwanie rzucone przez niepojęte wyroki Nadprzyrodzonego. Warto zacytować przy okazji słowa Czesława Robotyckiego i Stanisława Węglarza: "Etnologa czy też antropologa, według naszych propozycji, powinien zajmować człowiek, nadający sens empiryczności [...]"[9].
Akcenty rozłożone są tutaj jasno i wyraźnie, padają nie na empiryczną rzeczywistość, lecz na człowieka - nieświadomego twórcę jej sensu. To człowiek pozwala zarazie zaistnieć w formach odpornych na historyczne przemiany, takich jak metafora, symbol, ikoniczna czy literacka wizja; to jego lęki i nadzieje wyraża symboliczny język plagi. Dlatego niezmiernie ważna wydaje mi się próba przekładu tego języka na język doświadczeń egzystencjalnych i podstawowych pytań filozoficznych; próba zrozumienia poprzez symbol, na drodze interpretacji symbolu, przy czym symbol rozumiem tutaj, za Gilbertem Durandem, jako "wyobrażenie powodujące pojawienie się tajemnego znaczenia", jako "epifanię tajemnicy", skupiającą w sobie rozbieżne, antynomiczne znaczenia[10], czy też, za Paulem Ricoeurem, jako "mowę przynależną sacrum, słowo (le verbe) przynależne "hierofaniom", by się posłużyć językiem Eliadego"[11]. Rekonstruując plagową symbolikę, szukając jej kontekstów i ukrytych, często uderzająco antynomicznych sensów, odczytać możemy uniwersalny mit, który doskonale przechowuje archaiczny, a jednocześnie żywy przecież po dziś dzień sakralny rdzeń przeżycia plagi.
To prawda, że nie ma metod wyjaśniających w badaniach zjawisk należących do sfery kultury i religii. Zamiast złudnego wyjaśniania możemy jednak spróbować "hermeneutyki słuchania", możemy pozwolić przemówić do nas rzeczom i słowom. Posłuchajmy fenomenologów: "[...] opisywać raczej niż wyjaśniać, to przywoływać sens zamiast sprowadzać go do przyczyn lub funkcji psychologicznych, socjologicznych czy innych. Tutaj opis jako słuchanie to chęć ujawnienia najbardziej odległych wskazań symbolu. Na przykład kiedy badamy mit, obrzęd, wierzenie, chodzi o to, by wyodrębnić to coś, co jest wyznaczone bądź to przez gest, bądź to przez opowieść mityczną lub przez wzruszenie, uczucie, tak iż w wyniku tego opisu wyłuskanie przedmiotu ujawni sacrum jako coś właśnie wskazanego, wszystko jedno, czy jako tremendum numinosum Otta, "moc" van der Leeuwa, czy jako czas podstawowy Eliadego"[12].
Przy dokumentacji i interpretacji rzeczywistości zarazy mamy do dyspozycji najrozmaitsze typy źródeł: od relacji historyków po przekazy baśniowe i legendarne, od dawnych kronik po interpretacje dzisiejszych badaczy, od ludowych obrzędów po naukowe orzeczenia świata lekarskiego. Mamy do dyspozycji tekst greckiego mitu, piętnastowieczny traktat teologiczny i osiągnięcia dwudziestowiecznej epidemiologii; pełen lęku gest starożytnego Hebrajczyka, współczesnego Amerykanina i mieszkańca Józefowa; proroctwa królowej Sybilli i arcydzieła literatury pięknej. W tej rozmaitości źródeł kryją się ich bogactwo i potencjał poznawczy, ale też określona opcja badawcza, która pomniejszać każe wagę kulturowych zróżnicowań w czasie i przestrzeni, wagę chronologii i geografii na rzecz zrozumienia eidos przejawiającego się tu przeżycia plagi. Parafrazując to, co odnośnie do "sakralności monastycznej" napisał Zbigniew Benedyktowicz[13], możemy powiedzieć wręcz, że różnorodność źródeł pod względem pochodzenia czy tego, że jedne są relacjami historycznymi, inne zaś poezją, mitem, wierzeniami, przesądami, symbolami, nie jest tu dla nas żadną przeszkodą, przeciwnie - pomaga nam w wyznaczeniu możliwie najpełniejszego systemu odmian sakralnej rzeczywistości zarazy.
Problem zarazy nie ma, o dziwo, żadnej tradycji w polskiej literaturze etnologicznej. Nie doczekał się opracowań teoretycznych czy choćby monograficznych opisów. Jego obecność zaznacza się jedynie w materiałach źródłowych, przede wszystkim w rozmaitych kronikach i podaniach upamiętniających pomory. Dużo rozproszonych wzmianek znaleźć można w Dziełach wszystkich Oskara Kolberga, w zamieszczanych w "Ludzie", "Wiśle" i innych pismach etnograficznych artykułach i w publikacjach książkowych Henryka Biegeleisena, Juliana Talki-Hryncewicza, Mariana Udzieli, Seweryna Udzieli, Michała Federowskiego czy Kazimierza Wójcickiego. Przyjęło się, iż materiały dotyczące epidemii i pomorów umieszcza się zazwyczaj w dziale "lecznictwo", obok danych o innych chorobach. Na przekór temu obyczajowi, wyraźnie negującemu istnienie specyfiki fenomenu plagi, chciałabym ową specyfikę wyodrębnić i nazwać, poszukując zarazem jej szerszych symbolicznych odniesień.
O tym, że "niedocenianie" zarazy nie jest jednak ułomnością właściwą tylko etnologii, przekonujemy się, przeglądając rozmaite słowniki symboli etycznych i religijnych, w których odszukanie tego hasła jest sprawą równie trudną. Znamienne, że problematyka zarazy prawie nie pojawia się także w literaturze tanatologicznej, choć sądzę, że właśnie tanatologom temat ten powinien być szczególnie bliski. Wszak nie przypadkiem średniowieczna dżuma nosiła w języku włoskim majestatyczną i groźną nazwę la mortelega grande - "wielkie umieranie". Zupełnie otwarcie mówi zaraza o ukrywanych przez wieki przez europejską kulturę aspektach śmierci; unaocznia zarówno gnicie oraz rozkład ciała, jak i fakt, iż śmierć dotyka wszystkich i w żadnym wypadku nie uczyni wyjątku dla nas. Możemy zatem przypuszczać, że co najmniej od czasów czarnej śmierci plagi musiały wycisnąć niebagatelne piętno na kulturowej wizji końca, odsłaniając jego starannie na co dzień ukrywane "podziemne" strony. O problemie tym wspominają Philippe Ari?s[14] - lecz tylko na marginesie swoich niezwykle szerokich refleksji w kontekście sztuki macabre - a także Maciej Włodarski, omawiający średniowieczną ars moriendi[15]. W innych natomiast dostępnych w Polsce publikacjach poświęconych śmierci nie znajdujemy na temat plagi absolutnie żadnych wzmianek[16].
We współczesnej literaturze światowej problematyce zarazy i jej dziejowej roli poświęcone są liczne opracowania przede wszystkim historyczne, ujmujące ją (głównie dżumę) jako fenomen radykalnie zmieniający kolej wydarzeń i struktury demograficzne. Tego ostatniego zagadnienia dotyczą na przykład prace i artykuły Jeana-Noëla Birabena i Jacques'a le Goffa[17], traktujące dżumę jako typową sytuację kryzysową - sytuację wymarzoną dla badań historycznych. Ustalając bowiem nowe struktury demograficzne, wywierała dżuma duży wpływ na klimat i obyczaje epoki (fenomenowi demograficznemu czarnej śmierci poświęcony został zresztą cały specjalny numer "Annales ESC"[18], skupiający się na związku historii biologicznej z historią społeczną). Z wielką intuicją wnikają francuscy historycy nie tylko w teksty, ale również w milczenie kultury, podkreślając znaczenie interpretacji ex silentio. Znamienna jest bowiem cisza źródeł na temat plag pomiędzy VII a XIII wiekiem. Być może nie wydawały się ludziom godne uwiecznienia, a może po prostu lepiej, bezpieczniej było zamilknąć...
"Epidemie tworzą historię" - twierdzi amerykański historyk William H. McNeill w książce Plagues and Peoples[19]. Podobnie jak badacze francuscy sytuuje on chorobę na szerokim tle historii globalnej, zwracając baczną uwagę na fakt, iż przemiany w rozprzestrzenianiu się epidemicznych chorób wpływają na życie całych społeczeństw. Przytacza przykład ospy, którą przywieźli ze sobą do Meksyku i Ameryki Południowej hiszpańscy konkwistadorzy, a która całkowicie zniszczyła kulturę Indian, i podkreśla, że największe spustoszenia podczas wojny trzydziestoletniej poczyniły dżuma i tyfus plamisty, a nie, jak się zazwyczaj uważa, ogień i miecz.
Z polskich publikacji możemy przeczytać książkę historyka Jana Kracika Pokonać czarną śmierć. Staropolskie postawy wobec zarazy[20], która z jednej strony imponuje obszernym, szczegółowym materiałem faktograficznym, z drugiej jednakże razi mieliznami interpretacyjnymi, do których parokrotnie jeszcze powrócę.
To wszystko są jednak refleksje historyków. Dla antropologicznych badań nad zarazą o wiele bardziej inspirujące jest dzieło etnologizującego historyka kultury Jeana Delumeau Strach w kulturze Zachodu. XIV-XVIII w. W eseju pod tytułem Typologia zachowań zbiorowych w czasach dżumy[21] na podstawie bogatych źródeł pisanych analizuje on wyobrażenia czarnej śmierci zrodzone przez zjawisko niebagatelnej wagi, choć niechętnie zazwyczaj dostrzegane - strach, wstydliwą odwrotność heroizmu. Wartość pracy Delumeau trudno przecenić także ze względu na dokładne i obszerne przypisy bibliograficzne. Zupełnie pozbawiona tego ostatniego atutu jest natomiast inna niezwykle cenna dla etnologa książka: The Black Death. A Chronicle of the Plague. Compiled from Contemporary Sources Johannesa Nohla[22], w niemalże fabularny sposób opisująca różnorodne aspekty i oblicza plagi. Niestety, w dostępnym w Polsce drugim wydaniu tej pracy nie zostały umieszczone żadne odsyłacze bibliograficzne, pozwalające zidentyfikować źródła.
Naprawdę zaskakujące, jak niewiele miejsca poświęcono do tej pory zarazie, pladze, epidemii. Czy w takiej sytuacji może dziwić fakt, że - o ile wiem - nikt nie pokusił się jeszcze w Polsce o antropologiczną interpretację AIDS? Warto zastanowić się, czy dlatego, że temat zbyt świeży, czy też może dlatego, że już - albo jeszcze - stabuizowany. W "Gazecie Wyborczej", w artykule pod znamiennym tytułem HIV-owcy w podziemiu[23], czytamy o tajnych mieszkaniach i tajnych stołówkach dla nosicieli wirusa... Słowa układają się tu w nieświadomą, ale wiele mówiącą metaforę; metaforę odwołującą się do wyobrażenia plagi jako realizacji symbolicznych "podziemi kultury". Oto naszym czasom przełomu, schyłku, końca wieku, tysiąclecia i świata towarzyszy, jak zawsze, kolejna zaraza.