Mieszkanie Asha mieściło się w odległości dwóch przystanków metrem od posterunku, więc umówiliśmy się, że przyjdę po niego, jak skończy zmianę, by we dwóch jechać na miejsce. Missy miała czekać na nas z kolacją, a ja kupiłem nawet kwiaty dla naszej gospodyni. Uważałem, że tak wypada, ale nie miało to związku z moim dobrym wychowaniem. Nie spodziewałem się też, że na miejscu oprócz żony Asha będzie także druga kobieta.
– Sorry, to był jej pomysł – bąknął cicho Ash, a do mnie od razu dotarło, że to była swatka
Spojrzałem na zadowoloną z siebie Missy oraz na brunetkę z ustami wymalowanymi czerwoną szminką. Strasznie mnie to wkurwiło, bo od razu wiedziałem, że wyląduję z nią w łóżku. Jeślibym tego nie zrobił, to Ash nabijałby się ze mnie razem ze wszystkimi kumplami z pracy. Takie głupie męskie docinki były znośne, ale nie jeśli dotyczyły kobiet. Faceci przecież wiecznie w tym rywalizowali. To była po prostu przejebana sprawa.
– Oberwie ci się, jeśli okaże się słaba! – odpowiedziałem groźnie, ale on doskonale wiedział, że żartuję.
– To przyjaciółka Missy, bądź dla niej miły. – Ash puścił do mnie oko, a ja nie miałem wyjścia i musiałem się przedstawić.
Synthia była atrakcyjną, bardzo bezpośrednią kobietą. Szczerze, to nie spodziewałem się, że od razu przejdzie do rzeczy, ale nowojorskie dziewczyny były bardziej wyzwolone od tych małomiasteczkowych szarych myszek, które wstydziły się powiedzieć, czego pragną. Ona się nie wstydziła. Już po chwili kleiła się do mnie, a przy stole kilka razy złapała mnie za udo. Normalny facet byłby wdzięczny kumplowi, że zapewnił mu łatwe i szybkie ruchanie, ale to nie było w moim stylu. Nie miałem nastroju na takie zabawy, a jednocześnie nie chciałem wyjść na dziwadło. Miałem dość tej plakietki, której powoli zaczynałem się pozbywać.
– Mała się obudziła, Ash, pójdziesz do niej? – zasugerowała Missy, gdy kończyliśmy jeść pyszną kolację.
W tym towarzystwie czułem się całkiem swobodnie, gdyby nie dłoń mojej towarzyszki, która nagle zawędrowała zbyt wysoko po moim udzie.
– Jasne, kochanie, a ty zbierz talerze. – Ash mrugnął do mnie, dając do zrozumienia, że Synthia chciała jak najszybciej opuścić mieszkanie. Problem polegał na tym, że nie mogłem jej przecież zabrać do siebie. Znaczy mogłem, ale nie chciałem. Z różnych powodów.
– Mieszkam tu niedaleko. Może ewakuujemy się i spędzimy resztę wieczoru tylko we dwoje? – zaproponowała sekundę po tym, jak Ash odszedł od stołu.
Nie twierdzę, że mi się nie podobała, ale… No… Nie miałem nastroju. Faceci też nie miewają nastroju, co jest trudne do uwierzenia, ale naprawdę tak bywa.
– Mogę cię odprowadzić, ale nie obiecuję, że wejdę na górę. – Próbowałem jakoś delikatnie się wymigać. Zawsze przecież mogłem poczuć się źle w trakcie spaceru i odmówić spędzania dalszej części tej nocy tylko we dwoje.
Nie wszystko poszło po mojej myśli. Synthia była bardziej zdesperowana, niż mi się wydawało. Wciągnęła mnie do klatki schodowej swojej kamienicy i zaczęła dobierać mi się do rozporka. Jej usta desperacko całowały moje, a gdy jej palce mocno zacisnęły się na moim kutasie, wszystko już było jasne. Sekundę później wylądowaliśmy w jej mieszkaniu, potem na kanapie, a skończyliśmy na dywanie. Dobrze wstawiona Synthia siłowała się z paskiem moich spodni, a ja dostrzegłem za głową wielkiego kota, co totalnie wybiło mnie z rytmu. Usiadłem, a ona znowu próbowała mnie całować.
– Nie lubię mieć widowni – stwierdziłem oschle, by ostudzić jej zapędy.
Wolałem jej nie zaliczyć, niż rano żałować, że uległem pokusie. Po co miałem to robić? Męski orgazm nie trwa dłużej niż kilka chwil, a to nie było warte moralnego kaca, SMS-ów z prośbą o spotkanie i tłumaczeń, że nic więcej między nami nie będzie.
– Zamknę go w łazience. Poczekaj chwilę! – Dziewczyna zerwała się z dywanu, ale potknęła się o własne nogi i wylądowała na tyłku. Dopiero teraz poczuła siłę pięciu lampek wina, które wypiła do kolacji. Może i była urocza, ale nie miałem zamiaru jej wykorzystać. Nawet jeśli tego chciała.
– Nie, to nie będzie potrzebne. – Wstałem i pomogłem jej wstać. Poprawiłem swoje spodnie, jej włosy i zaprowadziłem ją przed lustro w korytarzu. – Spójrz. – Wskazałem na jej odbicie. – Uwierz mi, że nie chcesz spędzić tej nocy ze mną. Szukasz miłości, zapewne rzucił cię facet, albo okazało się, że cię zdradza i sama go zostawiłaś. Daj sobie czas, zmyj tę obrzydliwą czerwoną szminkę, wyśpij się, idź pobiegać i zajmij się stęsknionym kotem. A jeśli jutro nadal będziesz uważała, że jestem odpowiednim facetem do łóżka, to zadzwoń. Umówimy się do kina, pogadamy, a jak zaiskrzy, to będziemy się pieprzyć do rana.
– A dziś? Nie zaiskrzyło? – Dziewczyna zatoczyła się lekko.
Zaśmiałem się.
– Nie, to tylko bałagan w twojej głowie.
– Ash mówił, że jesteś inny, ale żeby aż tak… – Skrzywiła się i próbowała skupić wzrok.
– Tak, aż tak. – Rozejrzałem się po mieszkaniu. Zlokalizowałem sypialnię, zaprowadziłem tam moją pijaną nieudaną randkę i położyłem do łóżka. Rozebrałem ją, przebrałem w piżamę i żeby nie wyjść na totalnego dziwoląga, poczekałem chwilę, aż zaśnie. Nie chciałem, by zaczęła wymiotować, bo to mogło być niebezpieczne.
Koło dwunastej byłem już pod drzwiami swojego mieszkania. Niestety przez to wszystko musiałem zostawić klucze u Asha i czekałem jak idiota, aż któreś z moich współlokatorów się obudzi. Zapukałem raz, drugi… Nie chciałem dzwonić dzwonkiem, by nie obudzić połowy piętra. Na szczęście Sara nie spała i po chwili otworzyła mi drzwi.
– O… Miałeś randkę? – zapytała i zaśmiała się cicho.
Wszedłem do mieszkania i ukradkiem dostrzegłem w lustrze swoje odbicie. Połowę twarzy miałem w czerwonej szmince Synthii.
– Powiedzmy, ale nieudaną.
– Chcesz o tym porozmawiać? – Znowu ze mnie drwiła, a ja zmrużyłem oczy.
– Chcę pożyczyć jakiś kosmetyk, żeby zmyć ten okropny kolor z mojej twarzy. Masz te wszystkie babskie specyfiki do demakijażu? – zmieniłem temat i razem przeszliśmy do łazienki.
Sara oparła się o pralkę i podała mi buteleczkę z niebieskim płynem oraz wacik.
– Czemu to ma dwie warstwy? – Przyglądałem się specyfikowi do demakijażu, który wyglądał jak dobry drink. Jedna warstwa była gęstsza i unosiła się na drugiej.
– To dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust – wyjaśniła Sara.
– Powiedziałaś to jak w reklamie.
– Twoja cera będzie wyglądać po nim promiennie i świeżo. Wystarczy nanieść niewielką ilość płynu na wacik i zacząć delikatnie pocierać.
Zbliżyła się nagle do mnie i sięgnęła po kolejny wacik, a następnie wylała na niego nieco tego specyfiku i zaczęła pocierać okolicę moich ust. Zaśmiałem się, nie wiem czemu. To było nowe doświadczenie i nie chodziło jedynie o korzystanie z damskich kosmetyków. Nieświadomie położyłem dłonie na biodrach Sary, by mogła swobodnie zmywać ze mnie ślady szminki.
– Ugryzła cię! – Sara nagle zaczęła się śmiać, a ja oblizałem usta i faktycznie poczułem na wardze smak krwi.
– Krwawa pijawka!
– Zaliczyłeś chociaż każdą bazę, czy dziewczyna nagle otrzeźwiała i wygnała cię z domu? – zapytała, nadal bardzo rozbawiona.
– Jeśli powiem ci prawdę, to i tak nie uwierzysz.
– Okazała się facetem?
Uniosłem brew i wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem.
– Nie.
– Więc co?
– To nieistotne, ale dzięki za pomoc. – Chwyciłem jej dłoń, by przestała pocierać wacikiem mój policzek.
– Zawsze jesteś taki tajemniczy? – zapytała.
Patrzyła mi głęboko w oczy. To mnie sparaliżowało. Beztroska i zabawa prysły jak bańka mydlana. Nie rozumiałem tego, co się ze mną działo. Jakbym toczył wewnętrzną walkę o to, by być normalnym, a jednocześnie nadal tkwiłem w miejscu, które wypełniał jedynie strach przed normalnością.
– Tak, zawsze – odpowiedziałem i zrobiłem krok, by wyjść z łazienki. Sara jednak ani drgnęła, miałem wręcz wrażenie, że zagradza mi drogę.
– Dwoje takich dziwolągów pod jednym dachem to o jednego za dużo – powiedziała nagle.
Skrzywiłem się, bo w pierwszej chwili nie dotarło do mnie, o co jej chodziło.
– Ja nie wtrącam się w twoje sprawy, więc ty nie wtrącaj się w moje – ostrzegłem ją.
Nie chciałem, żeby się mnie bała, ale musiała mieć świadomość, że potrafiłem być niemiły. Odnosiłem wrażenie, że ona doskonale to wiedziała i chciała mnie sprowokować. Po co? Tego niestety nie byłem pewny. Sara westchnęła i odsunęła się. Spuściła wzrok, a ja nagle poczułem ten chłód… Doskonale znałem to uczucie. Chłód emocjonalnego muru, jakim się otaczaliśmy. I ona, i ja. Nie sądziłem, że spotkam kogoś, kto będzie miał ten sam problem. Każde z nas miało inny powód i choć dotąd nigdy nie interesowały mnie problemy innych osób, nagle zapragnąłem dowiedzieć się, co było powodem tego smutku, który nagle dostrzegłem w oczach Sary. Na pozór była przecież taką beztroską, zabawną, otwartą młodą kobietą, ale ja doskonale wiedziałem, że skrywała w sobie sekret, który zżerał ją od środka. Tak samo jak mnie.
– Przepraszam, późno już i gadam głupoty. – Próbowała obrócić wszystko w żart, ale uśmiech nie docierał do jej oczu. To jednak nie była odpowiednia chwila, by drążyć temat.
– Nie szkodzi. Połóż się, a jutro opowiem ci o mojej nieudanej randce. – Uśmiechnąłem się do niej.
– Okej! Dobranoc, Marshall. – Sara nagle nachyliła się i cmoknęła mnie w policzek.
Zastygłem. Ona również. Była tak blisko. Poczułem jej zapach, ciepło jej oddechu. Kurwa! Nie rozumiałem swojego zachowania. Objąłem ją mocno i przyciągnąłem do siebie. Sara zaparła się dłońmi o moją pierś, ale nie próbowała się oddalić. Wręcz odwrotnie, uległa mi. Patrzyłem na jej pełne usta, a po chwili na oczy, które były przerażone, a jednocześnie zaintrygowane.
– Pocałuj mnie – zażądała bez wahania, a ja nawet nie miałem sekundy, by się zastanowić, bo jak na złość, ze swojego pokoju wylazł Matt. Był totalnie zaspany i niczego nie zauważył, ale Sara odskoczyła ode mnie gwałtownie i szybko uciekła do swojego pokoju.
– A ty co? Dopiero wróciłeś z kolacji? – Matt przetarł oczy i gestem dał do zrozumienia, że musi się odlać.
– Taaa… – bąknąłem.
Nie mogłem się skupić. Co to miało być, do kurwy nędzy?
– A ja wracam do wyra… Narka! – Matt po chwili również zniknął za drzwiami swojego pokoju.
Ja jednak wiedziałem, że szybko nie zasnę. Poszedłem do siebie i usiadłem na łóżku. Przetarłem twarz dłonią i próbowałem uspokoić myśli. Serce mi waliło. Kurwa! Tego się nie spodziewałem, ale… Podobało mi się to. Postanowiłem, że jutro porozmawiam o tym z Sarą. Znałem ją raptem kilka godzin, ale mieliśmy przecież razem mieszkać, więc trzeba było ustalić pewne sprawy. W dodatku zaczęły przemawiać do mnie typowo męskie argumenty. Seks–współlokator? Czemu nie? Byłem przekonany, że Sarze nie będę w stanie odmówić.