Omote 1 Zguba Nieśmiertelnych
Wiekowe ostrze płonące szkarłatem Milczący giganci z kamienia Kwiat mający rosnąć wiecznie Ścięty
Kiedy ma się sześć lat, cały świat wydaje się miejscem pełnym dobra, magii i niesamowitości. Dorośli są dla sześciolatka ludźmi, którzy żyją od wieków i posiadają pradawną mądrość, kompletnie jednak niezrozumiałą dla dziecka. Historia zaś jest po prostu inną nazwą dla mitu i legendy.
Akinobu był więc zwykłym sześciolatkiem. Świat był dlań wciąż miejscem dobrym i magicznym, jednak tego dnia wydawało mu się, że magiczność miejsca, w którym żył, przekroczyła jakąś krytyczną masę, a ludzie, którzy zjawili się w fortecy, musieli być kimś więcej niż śmiertelnikami. Gdy Akinobu spoglądał na powoli wjeżdżających przez bramę i gromadzących się na ośnieżonym dziedzińcu jeźdźców, był przekonany, że oto twierdzę Shu Nu, Bramę Snu, odwiedzają bogowie we własnej osobie.
Niemal wszyscy dorośli zebrali się na placu i teraz opuszczali głowy w niemym głębokim ukłonie, większość dzieci też, choć były i takie, które nie zdołały powstrzymać emocji - zamiast okazywać pokorę i szacunek, wielkimi oczami spoglądały na gości.
A było na co popatrzeć. Przez bramę najpierw przeszli piesi włócznicy, potem wjechali samurajowie na koniach. Wszyscy w czerwonych pancerzach, na potężnych rumakach, z mieczami katana i krótszymi wakizashi przy pasach. Rośli wojownicy, potężni, niepokonani.
Akinobu nie potrafił sobie wyobrazić kogokolwiek zdolnego stawić czoła takim mężom. Nawet jego ojciec, przecież twardy rolnik, nie miałby szans z samurajem w szkarłacie.
Jednak nie był to koniec orszaku, bo wreszcie wjechała ona, pani Shora. Czerwony Lotos, tak ją nazywano.
Ostatnia Nieśmiertelna.
Chłopiec spodziewał się, że tak wielka pani przybędzie w lektyce niesionej przez dwudziestu sługów, jednak okazało się inaczej. Shora jechała konno, w siodle, po męsku. Jej strój był dziwną mieszaniną kimona i męskiego odzienia, była też uzbrojona w krótki miecz.
Akinobu nie był jeszcze w wieku, w którym zwraca się uwagę na kobiece piękno. Piękna jest może matka, bo opiekuje się dzieckiem i daje jeść, piękna jest babka, bo rozpieszcza i opowiada wspaniałe bajki. Ale inne kobiety? Dziewczęta nie bawią się z chłopcami, siostry zaś są jedynie nieznośne, nie piękne. Mimo to chłopiec musiał przyznać, iż pani Shora jest najpiękniejszą istotą, jaką widział. Wpatrywał się w upięte na głowie długie ciemne włosy, delikatną cerę, oczy okolone lekką kreską ciemnego makijażu, policzki podkreślone delikatną czerwienią.
Tak, zdecydowanie Czerwony Lotos była najpiękniejszą kobietą świata.
Obok niej zaś jechał wojownik, ten, którego Akinobu chciał ujrzeć szczególnie, ten, o którym chłopcy szeptali od tygodni, odkąd tylko podsłuchali w rozmowach rodziców wieść, iż pani Shora przybędzie do twierdzy.
Duch.
Strażnik Czerwonego Lotosu, od dzieciństwa przeznaczony tylko do jednego zadania - obrony swojej pani, bezwzględnego posłuszeństwa. Jej życie było jego życiem, Duch nie był nawet człowiekiem, lecz... narzędziem? Bardziej bronią. Żywą, myślącą bronią, stojącą między swoją panią a jej wrogami.
I teraz po raz pierwszy Akinobu był po prostu zawiedziony.
Spodziewał się bowiem samuraja potężniejszego niż ci w awangardzie, rosłego giganta odzianego w złotą zbroję.
Tymczasem Duch wyglądał zupełnie inaczej.
Zbroi prawie w ogóle nie nosił, tylko brudnobrązowy płaszcz i szeroki szal zakrywający dolną część twarzy. Na jego rękach widać było delikatną plecionkę kolczugi, ten sam pancerz najpewniej znajdował się i pod płaszczem, ale ze swojej perspektywy Akinobu nie mógł dostrzec tego na pewno. Poza tym jeszcze pas, wcale nie bogaty. Szerokie, luźne spodnie, wysokie buty. Pojedynczy miecz.
Oczy mężczyzny cały czas lustrowały otoczenie, jego ciemne włosy były związane w kucyk wysoko na potylicy.
Akinobu był zawiedziony. Nie tak wyobrażał sobie Ducha. Ale Duch właśnie tak wyglądał.
Wreszcie cały orszak wjechał na dziedziniec i zamknięto bramę. Delegacja klanu Sekai zjawiła się na miejscu.
Twierdza Shu Nu najlepsze lata miała już dawno za sobą.
Niegdyś była to potężna forteca wzniesiona na górskiej przełęczy, między szczytami Senpu i Sendai. Broniła drogi na południe w czasach, kiedy swoją władzę umacniał Syn Bogów Undo, wielki cesarz. Undo zjednoczył niemal wszystkie klany na wyspach Nipponu, poza jego władzą pozostawały jedynie rodziny z południa. Krnąbrne, ambitne i wiecznie się buntujące, były solą w oku dobrego Syna Bogów, więc ten, zamiast ruszać na wojnę, wzniósł kilka twierdz, w tym Bramę Snu.
Ta strzegła drogi między górami, a gdy na południu wybuchła klęska nieurodzaju, forteca znacząco utrudniła przemyt żywności z północy. Syn Bogów dał klanom szansę na poddanie się bez utraty honoru. Mogli skłonić głowy i oddać swoje ziemie pod panowanie cesarza, a ich chłopom nie zagrażałby już głód, ale rodziny wolały biedę i izolację.
I to właśnie one doprowadziły je do upadku, bo gdy z kontynentu na zachodzie przybyły pierwsze okręty Manduków, osłabione południowe klany nie mogły podjąć żadnej walki - barbarzyńcy rozbili je w puch, chłopów zamienili w niewolników, głowy klanów zaś przystroiły pałace nowych, barbarzyńskich gubernatorów prowincji. Podobno czaszki członków tych rodzin do dziś spoglądały pustymi oczodołami na salę audiencyjną Kubiłaj-chana, gubernatora południa Nipponu.
Północ broniła się zajadlej i tam Mandukowie nie zdobyli tylu terytoriów, a Brama Snu po krwawym oblężeniu została zdobyta i złupiona, lecz Mandukowie nie przejęli twierdzy, tylko porzucili ją, kierując siły na zatrzymanie kontrofensywy Nobunagi Otomo.
Teraz, wiele lat po bitwie, Brama Snu nadal była w połowie zrujnowana, jednak wróciło do niej życie. W twierdzy ocalały tylko fragmenty murów i budowli, toteż wokół głównego bastionu szybko wyrosły chłopskie chaty, a rolnicy przejęli żyzne tarasy ryżowe, niegdyś zaopatrujące w jedzenie samurajów służących w Shu Nu.
Sami Mandukowie nie byli zainteresowani warownią. Bitwa, którą wydał im Nobunaga Otomo, choć przegrana, okazała się na tyle dotkliwa dla Manduków, iż ofensywy z północy i południa nie mogły ruszyć. Tym samym Nippon otrzymał dwadzieścia lat względnego spokoju.
Względnego, po wielkim Otomo bowiem nikt już nie zdołał zjednoczyć klanów. Syn Bogów przecież zmarł na samym początku wojny, Nobunaga zaś cudem tylko przekonał daimyo do wspólnej sprawy.
Możnowładcy byli ambitni i pełni pychy. Oraz skłóceni.
Każdy z nich uważał, że dowodziłby lepiej niż Nobunaga Otomo, każdy miał lepszy pomysł na wojnę. Wielu też uważało, że nie ma szans na zwycięstwo nad Mandukami. Ich szeregi są nieprzeliczone, więc należy się poddać i dogadać.
A potem miała miejsce bitwa i wszystko się skończyło.
Nippon ogarnął groźny spokój.
Później zaś wyspy obiegła niesamowita wieść. Wieść, która musiała dotrzeć i do Manduków, a jednak barbarzyńcy nie podjęli żadnych działań.
Wieść niebywała, wieść z samych niebios.
Oto bowiem w klanie Sekai senior rodu, Sekai Tonodoro, spłodził w końcu córkę. Dziecko, które urodziło się z błogosławieństwem samego Mędrca.
Dziecko, które było nieśmiertelne.
Sami bogowie ją zesłali, mówiono we wsiach i miastach. To znak, iż łaska bogów jest z nami, a Nieśmiertelna rozprawi się z Mandukami, obroni wyspy, zgładzi najeźdźców.
Dziewczynce nadano imię Shora - Czerwony Lotos.
Plotkowano. Stary Tonodoro nie mógł jej spłodzić, mówiono, stary Tonodoro to zgrzybiały dziad. Dziecko, szeptano we wsiach i przy herbacie, zostało spłodzone przez kogoś innego, najpewniej Siwego Psa Inu, Ducha zaprzysiężonego do obrony żony Tonodoro.
To była nieprawda, ale skąd chłopi i mieszczanie mieli o tym wiedzieć?
Stary Tonodoro wkrótce umarł, podobnie jak Siwy Pies Inu. Umarła też matka Nieśmiertelnej i teraz to Czerwony Lotos była panią rodu Sekai. Jej obrońcą zaś tajemniczy młody Duch. Uczeń samego Siwego Psa.
Nie zdarzało się, by Czerwony Lotos opuszczała rodową siedzibę na południu, tuż przy ziemiach Manduków, jednak istotnie przybyła do Bramy Snu. Przybyła z prostego powodu.
Oto na zamku miało się odbyć spotkanie klanu Sekai z klanem Nobunaga. Czego miało dotyczyć? Tego nie wiedział nikt, lecz plotkowano o małżeństwie. Młody Nobunaga Hiroshi podobno był kopią ojca. Męski, przystojny, silny. Byłby idealnym mężem dla Nieśmiertelnej. Klany połączą się. A potem wyruszą na wojnę przeciw Mandukom. Tak plotkowano.
Przy paleniskach i herbacie.
- Jak odnajdujesz swoje pokoje, pani?
Sługa nawet nie spoglądał na Czerwony Lotos, jego wzrok wbity był w drewnianą podłogę. Dziewczyna delikatnym gestem dała mu znać, by się wyprostował, spojrzał na nią. Mężczyzna wypełnił rozkaz.
Oczy dziewczyny były ciepłe i pełne sympatii.
- Nie mogłam sobie wymarzyć wspanialszej komnaty - odparła z uśmiechem. - Dziękuję ci za twoje starania.
Komnata była pozbawiona mebli. W kącie znajdowało się proste palenisko, za papierową ścianą zaś miejsce do spania. Była to komnata, w której równie dobrze spać mógł chłop.
Jednak Czerwony Lotos była zadowolona, wręcz dziękowała za takie warunki.
Kim była ta kobieta?! Sługa widział wiele dam. Zawsze były to istoty piękne zewnętrznie i jednocześnie odpychające brzydotą ducha. Pełne pychy i pogardy, traktujące ludzi słabszych od siebie niczym robactwo.
Ale Czerwony Lotos była zadowolona. Dziękowała słudze za komnatę.
Zaiste zesłali ją bogowie.
- Przygotowanie komnaty to był dla mnie zaszczyt, o Nieśmiertelna! - Mężczyzna znów zgiął się w ukłonie i Shora znów musiała gestem prostować plecy tego człowieka. Podeszła doń i wcisnęła mu do ręki dwie monety.
- Za twoje wysiłki, dobry człowieku.
Sługa skłonił się jeszcze raz, drugi i trzeci, po czym widząc, że to koniec spotkania, prędko opuścił komnatę.
Czerwony Lotos obróciła się powoli.
Mężczyzna stał tam cały czas, w cieniu. Trwał nieruchomo, milczący. Był tam, skryty i cichy. Jak duch.
- A jak ty widzisz ten pałac, Kentaro? - zapytała pani Shora.
Mężczyzna w brązowym płaszczu rozciągnął usta w delikatnym uśmiechu.
- Trzy tygodnie w podróży. Spanie w namiotach lub na gołej ziemi. Zaiste jest to pałac - odparł.
Czerwony Lotos pokiwała głową.
- I ja tak sądzę. Dałam mu dwa seny. Czy kwota ta zadowoli tego człowieka? - zapytała. - Nie chcę, żeby uznano mnie za skąpą. Jak by to wyglądało? Pani klanu Sekai skąpi zapłaty za dobrze wykonaną pracę!
- Dając mu dwa seny, uczyniłaś go jednym z najzamożniejszych ludzi we wsi, pani - odparł mężczyzna.
Znowu pokiwała głową.
- Za to właśnie cię lubię, Kentaro, mój Duchu. Nigdy nie utraciłeś kontaktu z rzeczami, o których ja zapominam. Dobrze, że ze mną jesteś.
- Zawsze, pani.
- Teraz jednak cię odeślę. Kąpiel, pojmujesz? Przyślij mi tu, proszę, Hasaki i Kirou. Chcę, żeby mnie przygotowały. A i same zasłużyły na trochę spokoju. To była ciężka podróż dla wszystkich.
- Tak, pani. - Duch skłonił się nisko i ruszył do wyjścia wykonać polecenie. Kroki stawiał praktycznie bezgłośnie. Wydawało się, że płynie w przestrzeni, zamiast stąpać.
Opuścił komnatę i delikatnie zasunął za sobą papierowe drzwi. Duch zawsze był przy swojej pani.
Chyba że pani nakazała mu inaczej.
Samurajowie zajęli komnaty w dolnych częściach twierdzy, a dwór Czerwonego Lotosu - w wyższych. Chłopi nie dziwili się temu, że orszak był tak duży, wszak Nieśmiertelna potrzebowała ochrony. Musiała też zrobić wrażenie na Nobunadze Hiroshim.
Kmiecie szybko zaprzyjaźnili się z włócznikami, wobec samurajów zaś zachowywali ostrożną i pełną pokory uprzejmość. Ci jednak nie byli uciążliwymi gośćmi. Samuraj mógł zabić chłopa, jeśli uznał, że ten go obraża choćby spojrzeniem czy wyrazem twarzy, jednak ludzie Czerwonego Lotosu byli ulepieni z innej gliny. Traktowali gospodarzy z szacunkiem, za usługi płacili i nie naprzykrzali się. Takich gości można mieć codziennie!
Akinobu biegał między domami i chatami, oglądał samurajów, włóczników, konie. Był podekscytowany na tyle, że zupełnie zapomniał o obowiązkach, jakie nałożył na niego ojciec. Zresztą była zima, jakież niby to obowiązki? Wizyta bogów była stokroć ważniejsza!
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.