Zapiski sponsora - ps. Meszuge

-
Proszę czekać

[1] "Jak to widzi Bill", s.115.

[2] Nie chodzi mi tu o samą abstynencję, ale o prawdziwą trzeźwość umysłową, duchową i emocjonalną, którą niektórzy alkoholicy uzyskują dzięki duchowemu przebudzeniu (doświadczeniu, przeżyciu).

[3] Richard Rohr, "Spadać w górę", przekł. Beata Majczyna, wyd. WAM, 2013, s. 18.

[4] "Przebudzenie. Droga do świadomego życia" - Meszuge, wyd. Druga Strona, 2014, s. 71.

[5] Richard Rohr, "Spadać w górę", przekł. Beata Majczyna, wyd. WAM, 2013, s. 16.

[6] "Anonimowi Alkoholicy", wyd. IV, s. 43.

[7] Jorge Bucay "Listy do Klaudii", Wydawnictwo Replika, 2007, tłumaczyła Ilona Ziętek-Segura, s. 43.

[8] "Anonimowi Alkoholicy", wyd. IV, s. 62.

[9] "Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość", s. 302.

[10] "Poradnik dla służb AA" v.9 rok 2017, strona 52: "...najlepiej według schematu 60-20-10-10...", "Zaleca się, aby zebrane datki dzielić zgodnie ze schematem: 60-20-10-10".

[11] "Not-God" - Ernest Kurtz, str. 280-282.

[12] "Przekaż dalej", s. 398.

[13] "Jak to widzi Bill", s. 278.

[14] Meszuge, "Alkoholik, wyd. WAM, s. 258.

[15] Meszuge, "Alkoholizm zobowiązuje", wyd. WAM, s. 11.

[16] Wybaczyć, wybaczać: "darować komuś winę" https://sjp.pwn.pl/sjp/wybaczyc;2538507.html

Zapiski sponsora

03.09.2013

Służba na różnych szczeblach struktury Wspólnoty AA jest kontynuacją, rozwinięciem, dopełnieniem sponsorowania, a zwłaszcza jednego z najważniejszych jego elementów: pozbywania się egoistycznej samowoli i egocentrycznego sobiepaństwa (odgrywania roli Boga) na rzecz wypracowywanej mozolnie umiejętności, zdolności do podporządkowania się i działania w interesie wspólnego dobra, a nie wiecznie tylko i wyłącznie własnego. Tak więc naturalna wydaje mi się kolejność: najpierw sponsor jako pierwszy dokonywać powinien oceny, czy, a jeśli tak, to do jakiej służby ewentualnie już się jego podopieczny nadaje. Rzecz jasna opinia sponsora, to jedynie rekomendacja - to nie sponsor powierza służbę ale sumienie grupy. Niby proste, prawda? A jak się ma do rzeczywistości?

Trafiłem do Wspólnoty, w której scenariusze spotkań wszystkich grup AA w mieście zawierały pytanie: czy ktoś chciałby poprowadzić mityng, ma taką potrzebę? Tak więc wystarczyło wyrazić zachciankę, a grupa niewiele tu miała do powiedzenia. Nigdy w życiu, a trwało to latami, nie widziałem, żeby sumienie grupy wyraziło sprzeciw, zadecydowało, że nie, nie chcemy, żebyś to ty prowadził mityng, nie uważamy, żebyś się do tej służby dobrze nadawał. Coś takiego uznano by za akt wrogości, za napaść, zepsułoby to przecież dobre samopoczucie chętnego oraz milutki nastrój podczas mityngu, a te uważaliśmy wówczas za najważniejsze.

No, właśnie... Jak to wygląda obecnie? Czy rzeczywiście służbę powierza sumienie grupy, a z jej pełnienia zaufanego sługę później rozlicza? Czy są grupy AA, w których do służby kandydat zapisuje się bądź zgłasza sam, a uczestnicy mityngu cieszą się, że znalazł się jeleń do roboty, że to nie oni muszą podjąć się takiej czy innej pracy? I nie pozwolą sobie na żadną krytyczną ocenę, bo jeszcze się obrazi i służbę porzuci? Czy są jeszcze grupy, w których o służbie decyduje właściwie lokalny weteran/guru/sponsor i żadne sumienie nie odważy się głosować przeciwko zgłoszonej przez niego kandydaturze albo później nie najlepiej ocenić służbę jego podopiecznego, czy przyjaciela?

Bill W. stworzył fantastyczną, samonaprawiającą się maszynkę (Tradycje i Koncepcje) i bylejakość, połowiczność w służbach Wspólnocie w żaden sposób nie zagrozi, zresztą... rozwija się ona w Polsce (i nie tylko przecież) tak dynamicznie, że aż miło patrzeć i serce rośnie. Czy jednak nie wyrządzamy czasem niedźwiedziej przysługi swoim przyjaciołom, ale zwłaszcza podopiecznym, chroniąc ich dobre samopoczucie i zadowolenie z siebie?

Wiele ostatnio słyszałem krytyki pod adresem niektórych powierników i delegatów do służby krajowej. Część zarzutów była, być może, uzasadniona, ale nie o to w tej chwili mi chodzi. Zastanawiam się, czemu tak trudno jest zrozumieć, że nasi przewodnicy, będący ponoć zaufanymi sługami, nie zostali tu zrzuceni na spadochronach w ramach wrogiej akcji imperialistów amerykańskich, że to my ich wybraliśmy głosami naszych własnych mandatariuszy, to my nauczyliśmy ich takiego a nie innego pełnienia służb, zrozumienia i odpowiedzialności za wspólne dobro, pokory, rzetelności i innych. Zgoda na bylejakość, połowiczność w służbach i oczekiwanie satysfakcjonujących efektów takiej służby chyba jednak nie idą w parze.

04.09.2013

- Czy mój sponsor ma prawo wymagać ode mnie, żebym rzucił palenie? - pytanie to słyszę ostatnio wyjątkowo często (i zwykle z wyraźną urazą i złością w głosie), a to być może dlatego, że u nas, w Opolu, nikotynizm podopiecznych oraz okradanie rodziny niektórym sponsorom jakoś wcale nie są obojętne. Swoją drogą zauważam też, że słowo "prawo" na mityngach AA w Polsce pojawia się chyba znacznie częściej, niż we wszystkich sądach razem wziętych, ale... to potrafię już zrozumieć - jak prawie zawsze, gdy chodzi o strach. Zapewne wszystko byłoby prostsze i wydawało się bardziej bezpieczne, gdyby całe to sponsorowanie ujęte było w jakieś twardo obowiązujące normy, zasady i reguły. Łatwo byłoby wtedy sprawdzić, czy mój sponsor robi to w absolutnie właściwy sposób, a ja sponsorowany jestem zgodnie z prawidłami sztuki. Jednak odpowiednich przepisów ani jakiegoś specjalnego kodeksu nie ma i raczej nie będzie, więc... wytrzeźwieć trzeba jakoś bez nich.

Mówi się, że sponsor nie może podopiecznego do niczego zmusić, niczego mu narzucić - to prawda, podopieczni zawsze mają wybór, zawsze mogą odmówić, choć konsekwencje odmowy mogą być różne, aż do zakończenia współpracy włącznie. Zakładam, że o taką właśnie sytuację chodzi: sponsor domaga się rozstania z nikotyną, informując, że w przypadku odmowy, nie widzi możliwości dalszej wspólnej pracy "na Programie".

Gdyby chodziło o odmowę rozstania z piwem albo marihuaną czy kokainą, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej, nieprawdaż? Nikotyna jest wziewnym środkiem chemicznym zmieniającym świadomość, jest neurotoksyną, bezpośrednią przyczyną wielu groźnych chorób, wreszcie - uzależnia. Czy rzeczywiście jest coś niewłaściwego w sugerowaniu osobie, na której nam zależy, żeby przestała się zabijać? Żeby wreszcie przestała egoistycznie okradać rodzinę? Żeby przestała zmuszać dzieci do biernego palenia?

Anonimowi Alkoholicy obiecują w WK, że w efekcie realizacji IX Kroku, jeśli wykonamy go rzetelnie, przestaniemy wiecznie skupiać się tylko na sobie, zaczniemy interesować się bliźnimi, że zniknie egoizm...

Paliłem ponad ćwierć wieku. W ostatniej dekadzie po dwie paczki dziennie albo i więcej. Przestałem w czternastym miesiącu abstynencji. Nikt mi tego nie nakazał, bo był to czas, gdy nie miałem już pierwszego sponsora, a nie pracowałem jeszcze z drugim. Być może dlatego właśnie nie potrafię jednoznacznie i bez wahania odpowiedzieć na postawione na początku pytanie. W związku z tym od pewnego czasu, bo nie od zawsze, radzę sobie z tym problemem tak: Potencjalnym podopiecznym (alkoholikom, którzy proszą mnie o pomoc) przedstawiam warunki naszej współpracy. Mówię o służbie, którą trzeba będzie podjąć w grupie AA, o podopiecznym, którego w stosownym momencie zapewne trzeba będzie sobie znaleźć, co u nas nie jest takie proste, mówię też (palącym), że w pewnym momencie, najdalej podczas realizacji Kroków Sześć-Siedem, będą musieli rozstać się z nikotyną. W ten sposób, jeśli rzeczywiście czegoś od nich później wymagam, to tylko tego, na co już się zgodzili, co zaakceptowali, co wcześniej przyjęli. W końcu nie muszą "robić Program" właśnie ze mną.

Parę razy słyszałem cyniczną sugestię: jeśli nadal chcesz kraść, znajdź sobie sponsora złodzieja, jeżeli w dalszym ciągu chcesz zdradzać żonę, poszukaj sponsora cudzołożnika, jeśli nie chcesz prowadzić firmę uczciwie, szukaj sponsora kanciarza. Jeśli nadal chcesz palić tytoń, marihuanę albo coś jeszcze innego...

Jak widać, na wszystko znajdzie się sposób, ale pamiętam też, co Anonimowi Alkoholicy mają do powiedzenia na temat półśrodków oraz opolski skrót PZPR - Pieniądze, Zęby, Papierosy, Rodzina.

05.09.2013

Tak się jakoś złożyło, że w ciągu tygodnia miałem okazję rozmawiać z ludźmi w bardzo różnym wieku. Kilku było nieco ode mnie starszych, wielu mniej więcej w moim wieku, paru dużo młodszych od mojego syna. Wszystko to byli alkoholicy "na Programie", część z nich to moi podopieczni albo podopieczni podopiecznych.