Zapiski na marginesie edukacji - Leszek Olpiński

Kup ebooka

24.23 zł
20.11 zł (20,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ocena

Całe wychowanie współczesne pragnie, by dziecko było wygodne, konsekwentnie krok za krokiem dąży, by uśpić, stłumić, zniszczyć wszystko, co jest wolą i wolnością dziecka, hartem jego ducha, siłą jego żądań i zamierzeń.

Janusz Korczak

Opis pewnego przypadku

Od pewnego czasu pracuję w edukacji poza systemem szkolnym. Dzieci formalnie znajdują się w edukacji domowej (realizują obowiązek szkolny poza szkołą), jednak realnie przychodzą na zajęcia do nas. Tu uczą się, tu przebywają pod opieką dorosłych edukatorów. A dzieje się tak na podstawie umowy z rodzicami. Jedyne, co łączy te dzieci ze szkołą systemową, to konieczność zdania egzaminu z prawie każdego przedmiotu szkolnego, tak by ocena z egzaminu znalazła się na świadectwie.

Oczywistą sprawą jest, że w tej sytuacji nie dysponujemy jako edukatorzy narzędziami nacisku, jakimi są oceny. Nie mamy możliwości zagrożenia słabą oceną, nie oceniamy zachowania, nie stawiamy uwag itp. Zamiast tego staramy się kształtować motywację wewnętrzną.

Przyjętym przeze mnie narzędziem pracy jest indywidualna rozmowa z dzieckiem, rozmowa mentoringowa. W tej rozmowie na pierwszym planie znajduje się dziecko. Moja rola zaś to w większości zadawanie pytań otwartych. Pytam o odczucia, o plany, o dążenia. Staram się pytaniami o aktualne zasoby zbadać samopoczucie dziecka, pokazać mu jego mocne strony, ale również słabości. Wskazuję możliwe drogi pokonywania trudności, ale najpierw zawsze pytam o pomysły. Szukamy razem przestrzeni zainteresowań zbieżnych z wymogami edukacji szkolnej.

Drugim istotnym narzędziem jest udzielanie informacji zwrotnej. Staramy się pokazywać dziecku, co już osiągnęło. Ustalamy cele bliskie i odleglejsze, starając się jednak pozostawać w dialogu z potrzebami i oczekiwaniami dziecka. Nazywamy niepowodzenia, ale tak, by były one szansą na rozwój, a nie budowaniem porażki. Dajemy wskazówki.

Ostatnim z przyjętych działań jest spotkanie trójstronne (dziecko, rodzice, edukatorzy). Na spotkaniu tym w centrum jest dziecko. Pozwalamy i prosimy je o wypowiadanie własnych oczekiwań, własnych spostrzeżeń, pytamy w sposób otwarty, nieoceniający. Wchodzimy w dialog z dzieckiem i jego rodzicami. Prosimy rodziców o współpracę na zasadach partnerskich. Tym bardziej, że nie oceniamy.

Nasza metoda dotyczy również spraw trudnych i nierozwiązanych konfliktów. Pytamy dzieci o ich uczucia, nie szukamy w nich winy, nie podcinamy skrzydeł.

Jednak nie zawsze odnosimy sukcesy, nie każdy konflikt udaje się rozwiązać, nie każde dziecko czuje się zmotywowane, nie każde chce osiągać podane cele edukacyjne. Dzieci młodsze z trudem budują własne plany i łatwo z nich rezygnują. Jesteśmy w procesie.

Ocena w szkole

Dlaczego w szkole tak trudno zrezygnować ze stopni? Ocena w pracy nauczyciela ma za dużo różnych funkcji. Bywa informacją o stopniu opanowania wiadomości i umiejętności z zakresu podstawy programowej. Jest pomocą do wystawienia obowiązkowej (wynikającej z przepisów) oceny klasyfikacyjnej. Jest karą za "niewłaściwe zachowanie". Jest nagrodą za "zachowanie właściwe". Jest walutą wymiany w relacji nauczyciel - rodzic - uczeń. Jest elementem systemu dyscypliny. Bywa sposobem wyrażania emocji. Bywa elementem systemu motywacji. I jest bardzo łatwa w użyciu. Choć jednocześnie bardzo trudna, gdy celem jest uczenie i gdy ma być sprawiedliwa. Wtedy wymaga uważności i dialogu. Wtedy lepiej jest z oceny zrezygnować.

Na marginesie rozmów o ocenach chciałbym napisać coś zupełnie innego. Stawiajmy na kompetencje. Uczmy myślenia, współpracy, rozumienia, szukania informacji, uważności, kreatywności. Wspierajmy w rozwoju umiejętności społecznych. Pracujemy nad rozumieniem siebie, innych osób, rozumieniem otaczającego nas świata. Oceny odsuńmy na drugi plan. Bo w końcu ocena powinna znaleźć się na właściwym miejscu, powinna być informacją i pomocą w rozwoju. Ocena jest obrazem aktualnego stanu.

Uznanie oceny, ustanowienie jej podstawowym wyznacznikiem sukcesu edukacyjnego jest błędem. Uczenie się dla oceny ogranicza zdobywanie prawdziwej wiedzy. Aktywności szkolne nastawione na jej zdobycie ograniczają szansę rozwoju, zabierają cenny czas i energię, uczą oszustwa i drogi "na skróty". Można uczyć bez ocen, choć czasem wtedy trudniej o mobilizację do wysiłku, trudniej czasem uzyskać szanowanie granic. Bo ocena dobrze pasuje do schematów, które znamy i rozumiemy. Brak oceny oznacza niepewność, oznacza zmianę, która jest wymagająca. Zwłaszcza dla rodziców.

Większość (zdecydowana) ocen w szkołach to oceny sumujące. Ze swojej istoty dające jedynie informację o aktualnym stanie wiedzy ucznia. Wynika to nawet nie tyle z konstrukcji oceny, co konstrukcji sposobu jej uzyskania. Ocenie podlega efekt w postaci sprawdzianu, testu, odpowiedzi, projektu. Jeśli ta ocena zostanie udzielona poprzez informację zwrotną, to poza prostym podsumowaniem zawiera informacje: co dokładnie uczeń wie, czego powinien się jeszcze nauczyć, na co powinien zwrócić uwagę w uczeniu się. To i tak znacznie więcej, niż daje stopień, ale zdecydowanie za mało.