"Zapisane w ciszy - tam, gdzie milczenie tka pamięć" - Magdalena Parekh

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (10,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Słońce

Nie wszedł jak błysk, nie potrzebował fanfar. Był - jak oddech

w pokoju, który istniał, zanim go zauważono.

Zjawiał się nie w centrum, lecz tam, gdzie myśli zbiegały się

w zmierzch, gdzie światło trzeba było wnosić jak wodę

w dłoniach, między niepewność a przemilczenie.

Był słońcem - nie tym, co parzy, ale tym, co w cieple uczyło

kamień, jak stać się ziemią, a ziemię - jak przyjąć nasiono.

Nie mówił: "jestem z tobą" - po prostu był. Z herbatą, z ręką na

oparciu krzesła, z milczeniem, które rozplątywało dzień jak supeł

w starym sznurze, jak dłoń, co przykrywa koc, nim spytasz.

Nie świecił, by być dostrzeżonym. Był światłem bocznym, które

nigdy nie grało głównej roli, ale wskazywało drogę tym, którzy

nie pytali o drogę, i nie oczekiwali przewodnika.

Gdy coś gasło, nie rozjaśniał - po prostu trwał, jak źródło, które

sączy się nawet wtedy, gdy nikt nie pije, a ziemia nie daje znaków.

Twarz - jak otwarta książka, głos - jak drewno, które nie pęka,

serce - gotowe jak stół, który nie wybiera gości, ale zawsze

czeka, zawsze zostawia miejsce na jeden talerz więcej.

A gdy przyszedł dzień, który miał zostać zapamiętany - nie było

fanfar, nie było podpisów. Było spojrzenie, w którym mieścił się

cały alfabet zgody, tak cichy, że można go było tylko poczuć.

I wtedy wszystko, co było codzienne, pękło - i ukazało światło

od środka.

Cicha siła

Nie potrzebowała imienia.

Ani pomnika.

Była jak cień pod dachem -

nie rzucała się w oczy,

ale trzymała konstrukcję.

Nie stawiała oporu.

Nie wznosiła głosu.

Po prostu stała -

jak glina, która nie pyta,

dlaczego formują ją cudze dłonie.

Zmęczenie?

Nie przyszło z burzą,

ale z rytmem dnia

rozdrobnionego jak kreda

na tablicy cudzych planów.

Jej siła nie była walką.

Była zgodą.

Nie na to, co ją spotyka,

lecz na to, by nie zgubić

siebie w milczeniu.

Traciła siebie - powoli,

jak kurz, który znika

z mebli, a zostaje w powietrzu.

Gdy coś gasło,

nie próbowała zapalać.

Stawała obok,

jak obecność,

która nie potrzebuje potwierdzenia.

Cisza - była jej językiem.

Nie ucieczką,

lecz przestrzenią,

gdzie sens mówi szeptem,

a prawda - nie wymaga widowni.

Tam, gdzie świat oddycha wolniej

Wspina się myśl po cichych krawędziach,

jak cień, co tańczy w świetlnych korytarzach.

Kamienie słuchają - milczą głęboko,

a każdy krok wybrzmiewa wysoko.

Gałęzie świerków - smyczki powietrza,

wśród nich prześwituje światło - jak pierwsza

prawda, co przyszła nie po to, by mówić,

lecz by się w ciszy nauczyć nie gubić.

Potok - jak strofa, co płynie bez końca,

nie znając pytań, nie szukając słońca.

Po prostu biegnie. W zgodzie z nurtem.

I w tym - odwiecznym. I w tym - najczulszym.

Góra nie czeka. Nie woła, nie sądzi.

Jest tylko kształtem w śladzie podróży.

A człowiek - cząstką tej wielkiej pieśni,

którą się słyszy, gdy nic się nie śni.

Bo czasem trzeba zejść z własnych dróg,

by znaleźć ślady, co były tu już.

Nie w wielkich sprawach, lecz w małym trwaniu -

w jednym oddechu, w jednym słuchaniu.

Tam właśnie płynie Melodia ziemi -

w przestrzeni, co nie zna imion ni chemii.

W prostym spojrzeniu, w zgodzie z milczeniem,

odnajdziesz sens - nie przez zrozumienie.