Zaopiekuj się mną. Zaopiekuj się mną. Gracja, najsmutniejsza kotka - Holly Webb

Kup ebooka

16.99 zł
12.18 zł (11,78 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Iga od­su­nęła od sie­bie ta­lerz, oparła brodę na dłoni i wes­tchnęła.

- Ty to masz do­brze - zwró­ciła się do Hani, sta­ra­jąc się prze­krzy­czeć pa­nu­jący w sto­łówce ha­łas. - Szkoda, że my nie mo­żemy przy­gar­nąć kotka.

- Nie wi­dzę prze­szkód - od­parła Ha­nia. - Ko­chasz kotki. Kiedy mnie od­wie­dzasz, za­wsze się ba­wisz z moim Pu­klem, a on cię bar­dzo lubi.

Pu­kiel był ślicz­nym czar­nym ko­tem Hani. Iga go uwiel­biała. Cza­sami na­wet ma­lec sia­dał na jej ko­la­nach, gdy dziew­czynki oglą­dały te­le­wi­zję na so­fie. Iga sta­rała się wtedy w ogóle nie ru­szać, żeby go nie wy­stra­szyć.

Dziew­czynka smutno po­krę­ciła głową.

- Pro­si­łam o to ro­dzi­ców już setki razy, ale za­wsze od­ma­wiają. Mama mówi, że Maja i Sara są jesz­cze za małe. Mają cztery lata i we­dług niej cią­gle by ga­niały za tym kot­kiem.

Ha­nia wy­grze­bała resztki jo­gurtu i się za­my­śliła.

- Nie­wy­klu­czone. Ale Pu­kiel był u nas, za­nim się uro­dzi­łam. Nie przy­po­mi­nam so­bie, że­bym go ga­niała. Może Maks go mę­czył. Nie pa­mię­tam.

- Może. Cho­ciaż Maks to mą­dry chło­piec - za­uwa­żyła Iga. - Co in­nego Maja i Sara...

- Nie są ta­kie złe! - za­chi­cho­tała Ha­nia.

- Na przy­kład wczo­raj wspi­nały się na półki w ja­dalni i zrzu­ciły całą bu­telkę żół­tej farby pla­ka­to­wej, która roz­lała się na dy­wan. Mama twier­dzi, że ni­gdy się to nie spie­rze. Jak wi­dzisz, to nie naj­lep­szy mo­ment na prośbę o kotka. - Iga się skrzy­wiła. - Jak to w ogóle jest? Idzie się do schro­ni­ska i ogląda koty i psy? To musi być kosz­mar­nie trudne! Nie wiem, czy po­tra­fi­ła­bym się zde­cy­do­wać!

- Jest strona in­ter­ne­towa schro­ni­ska - wy­ja­śniła Ha­nia. - Wczo­raj wie­czo­rem prze­glą­da­li­śmy mnó­stwo zdjęć. Mnie się naj­bar­dziej po­do­bały ta­kie czarno-białe kotki, ale już wiem, że będą ad­op­to­wane pa­rami. Schro­ni­sko lubi ta­kie roz­wią­za­nie, po­nie­waż dzięki temu ko­cięta nie są sa­motne. Ale my chcemy tylko jed­nego, bo prze­cież mamy już Pu­kla.

- No tak. A tak w ogóle można?

- Pew­nie. Te­raz w schro­ni­sku są trzy rudo-białe kotki i mo­żemy so­bie wy­brać jed­nego z nich. Poza tym jest też prę­go­wana kotka z wy­jąt­kowo długą sier­ścią, która nie ma ro­dzeń­stwa. Po ci­chu li­czę na to, że ją przy­gar­niemy. Jest prze­śliczna.

- Ojej, uwiel­biam prę­go­wane kotki! - Iga lekko pod­sko­czyła na krze­śle. - A do kiedy mu­si­cie się zde­cy­do­wać?

- Mama mó­wiła, że ktoś ze schro­ni­ska ma do nas przy­je­chać już dzi­siaj. Mu­szą od­wie­dzić każdą chętną ro­dzinę, aby się upew­nić, że na­daje się do opieki nad kot­kiem. Poza tym spraw­dzą też, czy na­sza ulica nie jest zbyt ru­chliwa.

- Ale prze­cież ma­cie już Pu­kla - za­uwa­żyła Iga. - On jest taki uro­czy i to­wa­rzy­ski. To chyba wy­star­cza­jący do­wód, że je­ste­ście wła­ściwą ro­dziną.

Ha­nia po­ki­wała głową.

- Też tak po­wie­dzia­łam! Ale mama uważa, że to ich obo­wią­zek. - Skrzy­wiła się. - Mam na­dzieję, że wszystko pój­dzie do­brze. A na­sza ulica nie wy­daje mi się zbyt ru­chliwa. Jak my­ślisz?

Iga po­krę­ciła głową. Ha­nia miesz­kała dwa domy da­lej od niej. Ich uliczka była wą­ska, a sa­mo­chody jeź­dziły tam po­woli.

- Parę razy wi­dzia­łam, jak Pu­kiel siada na środku jezdni - od­parła Iga. - Rzuca wtedy kie­row­com wy­zy­wa­jące spoj­rze­nia, a ci za­trzy­mują się i cze­kają, aż Pu­kiel się prze­su­nie. Nie mógłby so­bie na to po­zwo­lić, gdyby auta pę­dziły.

Ha­nia uśmiech­nęła się sze­roko.

- Tak, wiem. Mama mówi, że po­win­ni­śmy na­zwać go Psot­nik. Nie­złe z niego ziółko!

- A my­ślisz, że do­brze znie­sie obec­ność dru­giego kota w domu? - spy­tała Iga.

- Pew­nie, że tak! - Ha­nia wle­piła w nią wzrok. - Ro­dzice mieli już in­nego kotka, kiedy przy­gar­nęli Pu­kla, i czuł się z nim do­brze. Poza tym sama po­wie­dzia­łaś, że jest uro­czy i to­wa­rzy­ski!

Iga zmru­żyła oczy. Nie po­do­bał jej się ton przy­ja­ciółki.

- To prawda, ale koty chyba lu­bią mieć tro­chę pry­wat­no­ści, prawda? Pu­kiel uważa wasz dom za swoje te­ry­to­rium. A co, je­śli nie bę­dzie miał ochoty dzie­lić go z in­nym ko­tem?

- Nie bę­dzie taki - od­parła sta­now­czo Ha­nia. - Bę­dzie za­chwy­cony no­wym to­wa­rzy­szem. We­dług mamy na­bie­rze no­wej ener­gii, bę­dzie się ba­wił z tym kot­kiem i prze­sta­nie prze­sy­piać całe dnie, jak to robi obec­nie.

- I to na środku jezdni - do­dała i za­chi­cho­tała Iga.

Tego po­po­łu­dnia Iga i Ha­nia wra­cały ze szkoły do domu ra­zem z mamą Hani i jej o rok młod­szym bra­tem Mak­sem. Po­nie­waż dziew­czynki miesz­kały tak bli­sko sie­bie, ich mamy od­pro­wa­dzały je do szkoły na zmianę.

Gdy tylko wy­szły ze szkoły, Ha­nia wy­bie­gła na bo­isko, a Iga tuż za nią.

- Mamo, czy przy­je­chał ktoś dzi­siaj ze schro­ni­ska? Co mó­wili?! - za­wo­łała Ha­nia, obej­mu­jąc ta­lię mamy.

- Wi­taj, skar­bie. Jak ci mi­nął dzień? Cześć, Iga! - Mama uśmiech­nęła się do niej.

- Mamo, py­tam o kotka! Co się wy­da­rzyło?

- Nic. Pani po­wie­działa, że ulica jest w po­rządku, i spodo­bało jej się, że mamy ogród. Tro­chę się zmar­twiła kwe­stią Pu­kla, ale... O, jest Maks!

Ha­nia i Iga wy­mie­niły prze­jęte spoj­rze­nia, a mama za­trzy­mała się i po­ma­chała do synka, a po­tem za­jęła się po­dzi­wia­niem na­klejki-gwiazdki w ze­szy­cie ćwi­czeń, którą po­chwa­lił się Maks.

- Mamo, co po­wie­działa na te­mat Pu­kla? - prze­rwała w końcu Ha­nia, gdy jej mama upew­niała się, że Maks za­brał do upra­nia cały strój do WF-u.

- Ojej, prze­pra­szam, Ha­niu. - Uśmiech­nęła się. - Po­wie­działa, że cza­sami star­szy kot nie po­trafi za­ak­cep­to­wać obec­no­ści no­wego zwie­rzę­cia, ale za­pew­ni­łam ją, że Pu­kiel jest wy­jąt­kowo spo­kojny. Tłu­ma­czy­łam jej, że ni­gdy nie wal­czy z ko­tami są­sia­dów i jest bar­dzo to­wa­rzy­ski.

- To samo po­wie­dzia­łam Idze - oznaj­miła Ha­nia i po­ki­wała głową.

- Nie prze­szka­dza mu na­wet, gdy ten rudy kot z końca ulicy prze­sia­duje w na­szym ogro­dzie - cią­gnęła mama Hani. - Wszystko to jej po­wie­dzia­łam i wtedy uznała, że w ta­kim ra­zie nie mu­simy się mar­twić. Ale za­su­ge­ro­wała, że po­win­ni­śmy dać im czas, żeby się po­znały, i za­pew­nić prze­strzeń. To wszystko ma sens.

- Czyli... zgo­dziła się? Mo­żemy wziąć kotka? - Ha­nia po­now­nie przy­tu­liła mamę, a po chwili do­łą­czył do niej Maks.

Iga przy­glą­dała się tej sce­nie z lekką za­zdro­ścią. Cie­szyła się szczę­ściem przy­ja­ciółki, ale prze­cież Ha­nia i Maks mieli już cu­dow­nego Pu­kla! A te­raz trafi im się jesz­cze ko­ciątko. Na­prawdę trudno w ta­kiej sy­tu­acji nie być choć odro­binę za­zdro­snym...

Mama Hani się ro­ze­śmiała.

- Tak! Dzwo­ni­łam do taty i umó­wi­li­śmy się, że ju­tro po­je­dziemy do schro­ni­ska go obej­rzeć.

Ha­nia ocho­czo po­ki­wała głową.

- Mam na­dzieję, że nikt jesz­cze nie za­brał tej prę­go­wa­nej kotki!

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki