Tola siedziała na schodach, spoglądając na piętrzące się w przedpokoju stosy pudeł. Gdzieś w nich kryła się jej sypialnia, a przynajmniej te wszystkie specjalne rzeczy, dzięki którym pokój na piętrze miał stać się jej sypialnią. Na razie był jednak pusty, a ściany pokrywała farba w kolorze okropnego bladego różu. Rodzice obiecali, że wkrótce go przemalują, gdy tylko wszystko zostanie rozpakowane i "poukładane", jak nazwała to mama. Tola patrzyła na ocean pudeł i myślała, że to porządkowanie może zabrać mnóstwo czasu.
- Wszystko gra, kochanie? - zawołał do niej tata i się uśmiechnął. - Dziwnie to wygląda, prawda? Wiem, że jeszcze nie czujesz się jak w domu, ale obiecuję, że to się zmieni. Już niedługo.
- Mogę wam pomóc? - zapytała z nadzieją Tola. - Mama powiedziała, żebym tu trochę posiedziała, gdy panowie od przeprowadzki będą wnosić pudła do salonu. Ale już chyba skończyli?
- Tak, myślę, że zaraz pojadą - odparł tata. - Ja noszę doniczki z roślinami do ogrodu. Jeszcze ich sporo zostało.
Tola wstała z zapałem.
W związku z przeprowadzką nie dawało jej spokoju wiele rzeczy, dużo ważniejszych niż dziwaczny różowy kolor farby na ścianach. Będą teraz mieszkać dalej od babci i dziadka, w pobliżu nie ma żadnego parku, a co najgorsze, za kilka dni zacznie chodzić do nowej szkoły, w której nikogo nie zna. Ale było jednak też coś dobrego.
Ogród.
Wcześniej nie mieli domu, tylko mieszkanie, na najwyższym piętrze budynku. Był tam niewielki balkon, na którym mama hodowała rośliny doniczkowe, natomiast ogród był własnością mieszkańców lokalu znajdującego się na parterze. Teraz będą mieć swój ogród.
Parę miesięcy temu rodzice wyjaśnili Toli, że mama dostała nową ofertę pracy w straży pożarnej - świetne stanowisko dowódcy sekcji, ale w innej jednostce znajdującej się sporo dalej. Czekała ich przeprowadzka, mama miała jednak odtąd zarabiać więcej, więc mogli zamieszkać w domu z własnym ogrodem.
- Znaleźliśmy cudowny dom - oznajmiła wtedy mama, pokazując Toli zdjęcie w telefonie.
"Wygląda całkiem zwyczajnie" - pomyślała dziewczynka, odpowiadając obojętnym spojrzeniem.
- Dom stoi w bardzo cichym miejscu. Więc... - ciągnęła mama, uśmiechając się. Tola nie wiedziała, co to może oznaczać. - Zawsze mówiliśmy, że nie możemy mieć kota, nie w mieszkaniu znajdującym się przy ruchliwej ulicy. Ale ten nowy dom będzie idealnym miejscem dla kota, gdy tylko na dobre tam się rozgościmy...
Tola odniosła wrażenie, że rodzice chcieli jej sprawić więcej radości. A ona przecież się cieszyła, naprawdę. Trudno jednak cieszyć się z kota, który może kiedyś się pojawi, gdy na pewno wkrótce trzeba będzie pójść do nowej szkoły i spotkać w niej nowe osoby. Z dala od dotychczasowych przyjaciół.
"Mimo wszystko fajnie jest mieć ogród" - pomyślała, niosąc doniczkę z miętą. Przeszła z nią przez kuchnię i postawiła ostrożnie na tarasie. Na grządce rósł duży krzew lawendy, kwiatuszki opadały na nagrzane słońcem cegły. Pachniały mocno i słodko, a w pobliżu latały kosmate trzmiele. Ogród wyglądał przepięknie.
- Już sobie wyobrażam, jak ćwiczę tutaj w pogodne dni - stwierdził tata, usiadł na ławce i westchnął z zadowoleniem.
- Prawda? - zgodziła się z nim mama, wychodząc z domu. - Właśnie znalazłam czajnik! - I wręczyła tacie filiżankę z herbatą, biorąc spory łyk ze swojego kubka. - Znalazłam też torbę, do której zapakowaliśmy wszystko, czego będziesz potrzebować w poniedziałek, córeczko.
Tola kiwnęła głową. To był dobry pomysł. Wolała nie pojawiać się pierwszego dnia w szkole ubrana w dżinsy. Dobrze, że zdążyła na początek roku szkolnego, nawet jeśli to miała być już piąta klasa. Mieli szczęście, że udało im się przeprowadzić na czas. Mama obawiała się, że być może będą musieli przez jakiś czas mieszkać w hotelu.
Mama weszła do domu i po chwili pojawiła się ponownie, niosąc szklankę soku jabłkowego. Tola przycupnęła na poręczy ławki i oparła się o mamę, powoli popijając sok. Była bardzo dumna z mamy i jej nowej pracy. To było coś ważnego. Pomyślała, że poradzi sobie w szkole.
Ze wszystkim sobie poradzi.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki