Rozdział 1 William Loens
- Chyba nie powiesz mi, że wyjdziesz w czymś takim? - Moja przyjaciółka Erin zawsze lepiej ode mnie wiedziała, w czym dobrze wyglądam. - Hope! Przyjdź szybko do łazienki! - zawołała.
Erin i Hope były moimi najlepszymi przyjaciółkami, a także współlokatorkami. Problem był tylko w tym, że obydwie za sobą nie przepadały.
Hope uważała, że Erin ma na mnie destrukcyjny wpływ. Znałyśmy się już od podstawówki. Erin wychowywała tylko mama. Ojciec zmarł, gdy była małym dzieckiem. Zawsze wyluzowana, robiła na mnie ogromne wrażenie. Moi rodzice długo nie puszczali mnie na prywatki czy inne imprezy. Ona po prostu mówiła, że wychodzi, i nie czekała na pozwolenie. Sprawę ułatwiał fakt, że jest jedynaczką, więc jej mama robiła wszystko, aby Erin była szczęśliwa.
Z Hope poznałam się pewnego lata w Karolinie Północnej. Jej babcia mieszkała obok domku, który wynajęli moi rodzice. Całymi godzinami siedziałyśmy na plaży, rozmawiając o szkole, chłopakach i innych sprawach, które łączą nastolatki. Kiedy od słowa do słowa wyszło, że i ona jest z Nowego Jorku, wymieniłyśmy się numerami i adresami. Stałyśmy się nierozłączne. Niestety od samego początku nie polubiła Erin, która według niej była zbyt wulgarna i bezpośrednia.
- Co się stało? - Hope pojawiła się w drzwiach łazienki, którą dzieliłam z Erin.
Mieszkanie, które wynajmowałyśmy, należało do rodziców Hope. Pomimo iż czynsz płaciłam tylko ja i Erin, był on równo podzielony na trzy.
- Spójrz tylko, co ona na siebie włożyła.
- Lauren, kochanie, proszę, powiedz, że to są jakieś żarty.
- Zupełnie nie rozumiem, o co wam chodzi. Przecież idziemy do klubu, więc dżinsy i ta oto skromna bluzeczka są chyba jak najbardziej na miejscu.
Hope i Erin popatrzyły na siebie i wybuchnęły śmiechem. Pomimo że dziewczyny nie pałały do siebie miłością, wspólne zdanie miały co do mody i facetów. Choć przyznać muszę, że z nimi Erin nigdy nie miała łatwo.
- Owszem, zgadza się. Ale nie idziemy do jakiegoś tam klubu i wiesz dobrze, że nie jest to też wyjście bez okazji. Skończyłaś studia, masz dyplom, musimy to uczcić z klasą. - Hope zawsze zwracała uwagę na to, jaki strój do jakiego klubu pasował.
Dla mnie było to po prostu wyjście z przyjaciółkami. Już nawet zapomniałam z jakiej okazji.
- Poczekaj tu chwilę - nakazała, po czym pobiegła do swojej sypialni, za moment wracając z czymś w dłoni.
- I proszę. Włóż to. - Podała mi króciutką czerwoną sukienkę. - Będziesz w tym szałowo wyglądać.
- I może do tego te czarne szpilki, które ostatnio kupiłaś na wyprzedaży? - Erin od razu podchwyciła, o co Hope chodziło.
- Dziewczyny, dajcie spokój. Po pierwsze, Hope, ja się nie wcisnę w tę sukieneczkę z moim wielkim tyłkiem, poza tym kiedy ja ostatni raz miałam na sobie szpilki? Chcecie, żebym się w nich zabiła?
- Przymierz ją najpierw. Jeśli nie będzie pasowała, poszukamy czegoś innego. - Spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. - A butami się nie przejmuj, zostawimy w aucie coś na zmianę.
Zostawiły mnie samą w łazience i poszły dalej szykować się do wyjścia. Bałam się, że mogę uszkodzić sukienkę Hope. Nie żebym jakoś była gruba czy coś, ja po prostu mam duży tyłek. Brazylijskie pośladki przy moim wzroście sto pięćdziesiąt sześć centymetrów i wadze czterdzieści sześć kilo były dla mnie wielkim ciężarem. Choć dziewczyny wciąż powtarzały, jak bardzo mi ich zazdroszczą, to ja się ich wstydziłam. Ubrałam więc sukienkę i aż się zdziwiłam, z jaką łatwością udało mi się zapiąć suwak. Buty faktycznie były szałowe. Jak tylko zobaczyłam je na wystawie, stwierdziłam, że muszę je mieć. Czarne z czerwoną podeszwą, na dziesięciocentymetrowej szpilce, dodawały mi wysokości i odwagi. Hope i Erin miały rację. W odbiciu lustra zobaczyłam całkiem niezłą laskę. Sukienka podkreślała moje tylne atuty, a dzięki lekkiemu efektowi push-up dodawała do przednich. Wyszłam więc tanecznym krokiem z łazienki i widząc dziewczyny, oniemiałam.
Hope, śliczna brunetka, dziesięć centymetrów wyższa ode mnie. Miała mocne rysy twarzy, dlatego pomimo tego samego wieku to jej zawsze dawano więcej lat. Erin całą sobą była jednym wielkim żywiołem. Burza rudych loków, duże piersi, równie wysoka jak Hope, miała ogromny temperament. Na byle kogo nie zwracała uwagi, tylko często później ten nie byle kto okazywał się kompletnym dupkiem i znikał równie szybko, jak się pojawiał. Hope też nie była typem osoby, która chce się ustatkować, ale ze względu na to, iż jej rodzina nie należała do przeciętnych, obracała się w towarzystwie z wyższej półki. Nigdy nie przyprowadziła żadnego mężczyzny na noc do domu, co Erin robiła w każdy weekend, mimo że zawsze byli to różni faceci. Czasem się zastanawiam, jakim cudem wciąż żyjemy pod jednym dachem. Bardzo ciężko było mi przekonać Hope, żeby dała dach nad głową Erin. Hope traktuje mnie jak swoją siostrę, której nigdy nie miała, ja myślę o niej tak samo, z tym, że Erin jest dla mnie równie ważna, więc chyba dlatego udało mi się namówić przyjaciółkę na dodatkową osobę w mieszkaniu.
- No, no, no... Dziewczyno, wyglądasz jak milion dolarów - powiedziała Erin.
Jej sypialnia była obok mojej, dzieliła nas tylko łazienka. Sypialnia Hope była po drugiej stronie mieszkania, oddzielał nas od niej salon i kuchnia. Ceniła sobie swoją prywatność i nie mogę mieć jej tego za złe, w końcu to było jej mieszkanie.
- Jeszcze tylko cię umaluję i będziesz boska - dodała.
- Ty ją umaluj, a ja uczeszę - powiedziała Hope, dołączając do nas.
Miałam wspaniałe przyjaciółki i bardzo się cieszyłam, że będę mogła z nimi uczcić moje zakończenie edukacji. Gdy dziewczyny ukończyły swoje dzieło, byłam w szoku. Nie poznawałam tej dziewczyny po drugiej stronie lustra. Erin podkreśliła moje brązowe oczy, robiąc smokey eye, a Hope upięła włosy w elegancką fryzurę. Oczywiście dziewczyny też wyglądały zjawiskowo. Hope ubrała jednoczęściowy kombinezon bez rękawów, a Erin czarną sukienkę z cekinami. Nie muszę dodawać, że obie założyły również wysokie szpilki, przez co wyglądały bardzo seksownie.
Pod drzwiami czekał już na nas samochód z kierowcą, co - jak się domyśliłam - było zasługą ojca Hope. Nigdy jej niczego nie odmawiał. Usadowiłyśmy się wygodnie na tylnym siedzeniu i ruszyłyśmy w miasto. Już w aucie zaczęłyśmy wciągać się w imprezowy klimat. Ze schowka ukrytego przy siedzeniach Hope wyjęła alkohol i kieliszki. Muzyka w znajomych klimatach wprawiała nas w dobry nastrój. Na początek Hope wybrała dość dobrze znany klub na Manhattanie. Zaczęłyśmy się już dobrze rozkręcać, gdy nagle powiedziała, że zmieniamy miejsce. Na Upper East Side otworzyli nowy lokal i koniecznie musimy tam być. Nie przepadałam za takimi zmianami, ale to nie ja dowodziłam tamtej nocy.
Przed Sky była strasznie długa kolejka i miałam nadzieję, że to ją zniechęci do wszelkich zmian, kiedy równo pociągnęła nas w stronę bramkarza. Powiedziała, że mamy rezerwację i podała nazwisko, które nic mi nie mówiło, wtedy barczysty mężczyzna wpuścił nas do środka. Już od pierwszego momentu poczułam, że ten lokal cały ocieka seksem. Kobiety w krótkich, obcisłych sukienkach. Mężczyźni w obuwiu sportowym nie mieli prawa się tu znaleźć, więc aż się roiło od przystojniaków w garniturach. Wszyscy razem tworzyli klimat eleganckiej elity. Podeszła do nas hostessa, zamieniła z Hope dwa słowa i zaprowadziła nas do boksu. Po chwili na stole stał już szampan i trzy kieliszki. Wszędzie panował mrok. Gdzieniegdzie kolorowe światła rzucały blask na ludzi. W każdej łoży dla VIP-ów było nastrojowe światło, zmieniające kolor co jakiś czas. Skórzane kanapy świadczyły tylko o tym, że klub do tanich nie należał. Dodatkowo raz na jakiś czas spod siedzeń unosił się dym, który dodawał klimatu. Na parkiecie ludzie wyglądali, jakby byli w swoim żywiole. DJ grał same nowości, co jakiś czas dodając komentarz od siebie. Po jego lewej i prawej stronie tańczyły seksowne tancerki, ubrane w samą bieliznę. Całość wywarła na mnie uczucie ogromnego podniecenia.
- Jakim cudem tu jesteśmy i w dodatku mamy rezerwację? - zapytałam, nie ukrywając zaskoczenia.
- Miałam mieć dziś randkę z takim jednym facetem, jednak powiedziałam mu, że mamy babski wypad, żeby coś uczcić. Przysłał mi SMS, że jeśli chcemy skorzystać, to ma tu rezerwację, coś mu wypadło i nie chciałby, żeby się zmarnowała.
Zmierzyłam ją wzrokiem. Nie miałam pojęcia, z kim Hope się spotyka.
Nigdy nie widziałam u niej żadnego mężczyzny, częściej to ona nie wracała na noc. Wspominała mi tylko jakieś imię i ogólny zarys ich znajomości. Mówiła, że dopóki nie będzie to nic poważnego, nie będzie nic nikomu mówić. Erin w przeciwieństwie do Hope od razu opowiadała wszystko ze szczegółami. Czasem zdarzyło mi się zresztą natrafić na wpółnagiego mężczyznę w drodze do łazienki. Zawsze miałam nadzieję, że to już ten na dłużej.
- W takim razie pijemy za naszą wspaniałą Lauren. - Erin uniosła kieliszek szampana. Razem z Hope powtórzyłyśmy po niej.
- Dziękuję wam bardzo za wszystko. Jesteście kochane. A ten lokal jest niesamowity. - Brakowało mi słów, aby wyjść z podziwu.
Wypiłyśmy szampana i poszłyśmy na parkiet. Muzyka wylewała się z głośników, a wibracje basu czułam w piersi. Jak na zamówienie zaczęła się moja ulubiona piosenka. Rita Ora była wspaniała, a ja czułam się pobudzona aurą otaczających mnie ludzi.
Na początku trzymałyśmy się razem, ale później zauważyłam, że Erin idzie z nowo poznanym facetem do baru, a Hope tańczy obok z jakimś blondynem. Miałam już iść w stronę boksu, kiedy poczułam, jak ktoś kładzie mi ręce na biodrach. Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę z czarnymi włosami, pomimo półmroku zauważyłam głęboką zieleń jego oczu. Uśmiechnął się do mnie jakby na zachętę, bo chyba uznał, że nie mam ochoty dalej tańczyć. Był w czarnym garniturze, czarnej koszuli i krawacie, również czarnym. Wmurowało mnie w ziemię. Nie potrafiłam ruszyć się z miejsca. Przysunął się bliżej, kładąc moje ręce na swoich barkach. Poczułam jego zapach i rozpłynęłam się całkowicie. Pachniał drogimi perfumami i wyglądał na faceta, który wie, jak o siebie zadbać. Nie odzywał się do mnie, a i ja nie miałam odwagi pytać nawet o imię. Cały czas patrzył mi w oczy, uśmiechając się delikatnie. Gdy piosenka się skończyła, pocałował mnie w rękę, a ja jak zaczarowana poszłam w końcu do boksu. Była tam już Erin.
- Kto to był? - zapytała, nim zdążyłam usiąść.
- Nie wiem.
- Jak to nie wiesz? - dociekała.
- Normalnie. Nie rozmawialiśmy, tylko tańczyliśmy. Nawet nie wiem, jak ma na imię.
- Ja ci mogę powiedzieć, jak miał na imię: Bóg Seksu, a na drugie Orgazm.
Wybuchnęłam śmiechem i nie przyznałam się, jakie wrażenie zrobił na mnie nieznajomy. Pomimo garnituru, w którym był, czułam mocne mięśnie na barkach, a także silne dłonie. Jestem pewna, że tam na dole również miał dobre wyposażenie. Poczułam ciepło, które zaczęło się rozchodzić po moim ciele. Chwilę później dołączyła do nas Hope, a zaraz za nią przyszła hostessa z drinkami. Śmiałyśmy się i przyglądałyśmy mężczyznom. Uwielbiałyśmy ich obserwować i rozmyślać o długości ich penisów. Później poszłyśmy jeszcze tańczyć i niestety już więcej nie spotkałam tajemniczego nieznajomego. Poczułam dziwne ukłucie, myśląc o tym, że nawet nie wiem, jak miał na imię. Starałam nie pokazywać po sobie zawodu, jaki czułam w głębi serca. Przeprosiłam dziewczyny i poszłam do toalety, gdzie inne kobiety poprawiały piersi w stanikach oraz nienaganny makijaż. Kiedy spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, byłam zaskoczona. Mój makijaż również jeszcze był na twarzy, a fryzura ani drgnęła. Nie miałam pojęcia, jakich środków używają dziewczyny, ale pomyślałam, że będą musiały mi powiedzieć. W drodze powrotnej już z daleka zauważyłam, że Erin nie ma, a obok Hope siedzi blondyn, z którym wcześniej tańczyła. Moją uwagę jednak przykuł drugi mężczyzna, stojący plecami do sali, a tym samym i do mnie. Czarna postać z daleka emanowała testosteronem. Stał w lekkim rozkroku, ze skrzyżowanymi rękami na piersiach. Zrobiło mi się słabo. Chyba telepatycznie wyczuł, że się na niego gapię, bo szybko się odwrócił i uśmiechnął. Bóg Seksu, na drugie Orgazm, znowu mnie powalił. Podeszłam więc chwiejnym krokiem, żeby dalej nie wyglądać jak idiotka.
- A oto i nasza absolwentka - powiedziała radośnie Hope.
- Miło mi. Jestem Lucas Morrison - odparł blondyn i od razu przypomniało mi się nazwisko, które Hope podawała bramkarzowi, było to właśnie Morrison.
Uśmiechnęłam się i przedstawiłam.
- Moje gratulacje - powiedział mocnym głosem jego towarzysz. - Jestem Will.
- Lauren - wyjąkałam.
Siadłam obok Hope, rzucając jej piorunujące spojrzenie, ale miała już w sobie tyle procentów, że nie robiło to na niej żadnego wrażenia. Will i Lucas okazali się być partnerami w interesach. Razem prowadzili firmę reklamowo-informatyczną. Lucas zajmował się marketingiem, a Will był informatykiem. Nie mówili dużo o sobie, bardziej skupili swoją uwagę na nas. Jak się okazało, Hope i Lucas znają się już od jakiegoś czasu i czuli się bardzo swobodnie w swoim towarzystwie. Lucas przełożył rękę za jej głową, a ona opierała się o jego ramię. Zaczynałam mieć żal do przyjaciółki, że w zasadzie nie wiem nic o jej życiu. Znałyśmy się od dzieciństwa, a czasem miałam wrażenie, że nie znam jej w ogóle.
Zaczęli puszczać wolniejsze kawałki, więc Lucas zaproponował Hope taniec. Musiałam wstać, żeby ją przepuścić, a gdy siadłam z powrotem, znalazłam się obok Willa.
- To jaki kierunek ukończyłaś? - zapytał.
- Historię - odpowiedziałam.
- To dosyć obszerna dziedzina.
- Tak, masz rację. - Byłam sparaliżowana. Nie wiedziałam, jak się zachowywać i co mówić.
Onieśmielał mnie i to bardzo. Rozsiadł się wygodnie na kanapie, zdjął marynarkę, poluzował krawat i rozpiął górny guzik w koszuli. Wyglądał cholernie seksownie. Czułam jego wzrok na sobie. Mierzył mnie od czubka głowy aż po koniec szpilki. Założyłam nogę na nogę i sięgnęłam po drinka. Skoro on mógł doprowadzać mnie swoim wyglądem do szału, postanowiłam, że i ja trochę się zabawię. Kąciki ust uniosły mu się w uśmiechu. Miedzy naszym kontaktem wzrokowym ciskały pioruny. Czułam, że podniecam go tak samo, jak on mnie. Oczami wyobraźni widziałam, jak się do mnie zbliża i zaczyna całować.
Z tego erotycznego amoku wyrwała mnie Erin, pociągając za rękę na parkiet, gdzie już czekała na nas Hope. DJ puścił piosenkę, która była naszym hymnem imprez. Przy How Deep Is Your Love we trzy skakałyśmy i kręciłyśmy biodrami, oddając się przyjemnym dźwiękom. Zauważyłam, że Will patrzy na mnie, jakbym na parkiecie była tylko ja. W przypływie euforii posłałam mu całusa, a on puścił do mnie oko. Piosenka się skończyła i Erin oznajmiła, żebyśmy na nią nie czekały, bo ma już plany na resztę nocy. Wskazała na przystojniaka przy barze, z którym już na początku ją widziałam. Wróciłam więc z Hope do boksu, wypiłyśmy ostatniego drinka i chciałyśmy się już zbierać do wyjścia, kiedy panowie jednogłośnie stwierdzili, że noc jeszcze młoda i może udalibyśmy się gdzieś indziej.
- Ja podziękuję za propozycję, ale jestem zmęczona. Na mnie już pora - oznajmiłam. - Patrząc na minę Hope, poczułam jej przeszywający wzrok. - Hope, jeśli masz ochotę, mną się nie przejmuj, trafię do domu.
- W takim razie pozwól, że cię odwiozę. - Usłyszałam mocny i seksowny głos Willa. Byłam w stanie tylko skinąć głową.
Z klubu wyszliśmy w czwórkę. Lucas położył rękę na ramionach Hope, a Will objął mnie w talii. Rozstaliśmy się z nimi przed wejściem. Oni poszli w prawo, my w lewo. Podeszliśmy do czarnego mustanga i znowu wbiłam się w ziemię. Seksowny facet w seksownym aucie - to była mieszanka wybuchowa. Podałam adres i Will bardzo sprawnie ruszył. Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem, za to trzymał swoją mocną rękę na moim kolanie. Gdy dojechaliśmy na miejsce, wysiadł, żeby otworzyć mi drzwi, a gdy wysiadałam z auta, podał mi rękę i nie puszczając jej, odprowadził pod same drzwi. Dżentelmen w pełnej krasie - pomyślałam.
- Dziękuję za odwiezienie - powiedziałam.
- Nie ma za co - odparł. - Może dasz się zaprosić na kolację?
Aż zakręciło mi się w głowie.
- Jasne, czemu nie - wyjąkałam.
- W takim razie do zobaczenia. Śpij dobrze, kotku. - I wtedy pocałował mnie w usta.
Rozpłynęłam się. Aby się przytrzymać, musiałam go objąć. Jego mocne ciało mówiło, jak bardzo jest spięty. Każdy mięsień na jego plecach dawał znać o podnieceniu, które rosło między nogami. Ja również stawałam się coraz bardziej mokra. Ale nie mogłam przecież pójść do łóżka z facetem, o którym nic nie wiedziałam. Nawet jeśli ten facet to Bóg Seksu, na drugie Orgazm. Całował tak, jak w moich wyobrażeniach, kiedy fantazjowałam w klubie. Gdy skończył, wrócił do auta, a ja jak głupia czekałam, aż odjedzie, by móc iść na górę. Nie mam pojęcia, jak mi się to udało, ale kiedy weszłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko. Położyłam rękę na ustach i wspominałam cudowny smak jego ust. Był tak zniewalający w połączeniu z jego zapachem i uściskiem, znowu poczułam podniecenie. Wtedy uświadomiłam sobie, że nawet nie zapytał o mój numer telefonu.
***
Nie wiem, kiedy usnęłam. Po powrocie do domu zmyłam makijaż, ubrałam piżamę i zasnęłam. Pogrążona we śnie marzyłam o Willu. O jego dłoniach, mocnych i pewnych, które dotykały mnie i obiecywały spełnienie. Chłonęłam każdy szept, który mruczał do mojego ucha. Byłam pewna, że od samego dotyku i patrzenia na jego wysportowane męskie ciało jestem w stanie osiągnąć orgazm. Czułam, jak moja łechtaczka pulsuje, czułam falę ciepła, która rozchodzi się po moim ciele. Dyszałam, obezwładniona jego dotykiem. Wykrzyczałam jego imię, a on przyśpieszył swoje ruchy. Jego dłoń penetrowała moje ciało, doprowadzając do orgazmu. Gdy w spazmach spełnienia słychać było moje szczytowanie, wysunął dłoń, oblizał każdy z palców i powiedział:
- Jesteś taka pyszna, kotku.
Otworzyłam oczy i uświadomiłam sobie, że jest już rano, a Will był tylko bohaterem mojego erotycznego snu. Orgazm przeżywany we śnie był tak mocny, że aż realny, wciąż czułam nabrzmiałą łechtaczkę i to, jaka jestem mokra. Żeby się otrząsnąć, poszłam do łazienki, by wziąć prysznic. Zimna woda cudownie koiła spięte ciało.
Zastanawiałam się, jakim sposobem mamy pójść na kolację, jeśli w ogóle nie zapytał mnie o numer telefonu. Co prawda wiedział, gdzie mieszkam i mógł bez problemu mnie zlokalizować. Mógł też za sprawą Lucasa spróbować wyciągnąć numer od Hope. Albo po prostu pytanie o kolację rzucił od niechcenia, nie mając w ogóle ochoty na nią iść.
Wyszłam spod prysznica pełna obaw i nadziei. Gdy się wytarłam i ubrałam, wzięłam swojego laptopa i poszłam do salonu. Szybko zorientowałam się, że jestem sama w mieszkaniu. Widać było, że dziewczyny hucznie uczciły mój dyplom. Oczywiście nie miałam im tego za złe. Może gdybym była śmielsza, też bym tak zrobiła. Jeszcze parę lat temu każdą imprezę musiałam zakończyć upiciem się do nieprzytomności. Ale te czasy dawno minęły, teraz - gdy czuję, że alkohol bierze górę - odpuszczam. Widać musiałam dostać porządnego kopa, aby wytrzeźwieć i zobaczyć, co właściwie jest w życiu najważniejsze. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Na samą myśl, że może to być Will, przeszył mnie dreszcz. Poszłam do sypialni po telefon, który leżał wciąż na nocnym stoliku. Niestety była to tylko moja siostra
- Hej, Liza. Co słychać?
Nie widziałam się z siostrą już od dłuższego czasu. Cicho liczyłam, że przyjedzie na rozdanie dyplomów. W ostatniej chwili dostałam wiadomość, że nie może się pojawić. Jest w ostatnim tygodniu ciąży, a ponieważ ma już trzydzieści lat, bardzo uważa na siebie.
- U mnie wszystko dobrze. W piątek był fałszywy alarm, więc wróciłam do domu. Ale przysięgam, jeśli po niedzieli nie urodzę, to chyba sama wyciągnę sobie to dziecko. - Zaczęłam się śmiać. Luiza nazywała je "dziecko", ponieważ nie chciała poznać płci. Uważała, że jego bądź jej zdrowie jest najważniejsze, płeć nie miała znaczenia.
- Myślę, że twoje dziecko upór odziedziczyło po tobie.
- Ha, ha... Śmiej się. Mnie już wesoło nie jest. Mam problemy praktycznie ze wszystkim, od wiązania sznurówek po higienę osobistą. - Kiedy ostatni raz widziałam się z siostrą, była jak tocząca się piłka, więc potrafiłam ją sobie wyobrazić. - No ale opowiadaj, co u ciebie? Jak po rozdaniu? Bardzo mi przykro, że nie mogło mnie być z tobą.
Luiza w ciąży zaczęła być bardzo sentymentalna i przy każdej okazji wybuchała płaczem. Ostatnie dni strasznie ją rozstrajały. Tym razem również usłyszałam, jak zaczyna pociągać nosem.
- Tylko nie zaczynaj mi tu płakać - powiedziałam łagodnie. - Rozumiem sytuację i naprawdę nie mam ci tego za złe. Były ze mną Hope i Erin.
- Czyli twoje przyjaciółki lepsze niż siostra. - Posmutniała.
- Liza, daj spokój. Przecież wiesz, że jesteś niezastąpiona.
- A ty wciąż jesteś moją małą siostrzyczką.
Usłyszałam, że ktoś wsadza klucz do zamka i przekręca. Po chwili w drzwiach stanęła Hope. Miała na sobie świeże ubrania oraz nienaganny makijaż i fryzurę.
- Luiza, muszę kończyć. Daj znać, proszę, kiedy zostanę już ciocią. - Rozłączyłam się i poszłam za Hope do jej sypialni.
- Musisz mi wszystko wyjaśnić. I żądam całości ze szczegółami.
Popatrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami w kolorze oceanu, dodała zniewalający uśmiech białych zębów i jak gdyby nic powiedziała:
- Zakochałam się. Lauren, wpadłam po same uszy. - Wcale mnie to nie zdziwiło, już wczoraj w klubie, kiedy ją obserwowałam, widziałam, że świata nie widzi poza tym facetem. - Przepraszam, że o niczym ci nie mówiłam, ale chciałam mieć pewność, że i on coś do mnie czuje. W klubie była idealna okazja, abyś go poznała. Mam nadzieję, że zrobił dobre pierwsze wrażenie.
To prawda. Lucas Morrison naprawdę zrobił na mnie dobre pierwsze wrażenie. Jeszcze lepsze jego przyjaciel, ale tego wolałam na razie nie mówić.
- Długo się już z nim spotykasz? - Zamierzałam dowiedzieć się jak najwięcej.
- Sześć miesięcy.
Co? Moja najlepsza przyjaciółka od pół roku ma faceta, a ja dopiero teraz się o tym dowiaduję? Poczułam się tak, jakby ktoś uderzył pięścią w mój brzuch.
Odwróciłam się do wyjścia i miałam już opuścić pomieszczenie, kiedy mnie zatrzymała.
- Przepraszam. Naprawdę przepraszam, że ci o niczym nie powiedziałam.
- Teraz to już nie ma znaczenia. Cieszę się twoim szczęściem. Hope. - Byłam wściekła, co pewnie zauważyła.
Ciężko siadła na łóżku i zaczęła mówić.
- Dokładnie to poznaliśmy się siedem miesięcy temu. Kiedy mama poprosiła mnie, abym pojechała do mojego brata i sprawdziła, jak się trzyma.
Patrick, brat Hope, był w wieku mojej siostry i już miał rozwód za sobą. Kiedy byłyśmy młodsze, razem z Hope chciałyśmy ich ze sobą zeswatać. Ale jak to powiedziała Luiza: "nie pasowali do siebie intelektualnie". Moja siostra, która wolała siedzieć z nosem w książkach, uważała, że imprezowy Patrick nie jest jej godzien.
- Wbrew temu, co się wydawało mamie, Patrick świetnie sobie radził. Po prostu miał już dosyć jej nadskakiwania i przestał odbierać od niej telefony. Na nowo ruszył z firmą, która zaczęła podupadać w trakcie rozwodu. Wtedy był u niego Lucas i omawiali nową reklamę dla pozyskania większej ilości klientów. Uwierz, że nie pomyślałam o nim wtedy jak o kimś, z kim mogłabym być. Patrick zaprosił nas na lunch, gdzie bardzo lekko rozmawiało nam się o pracy i zainteresowaniach. Później każde z nas poszło w swoją stronę. - Mówiła ze spuszczoną głową, a w jej głosie słyszałam smutek i radość jednocześnie. - Jakiś czas później, kiedy Patrick świętował sukces firmy, zaprosił mnie do siebie na imprezę. Pamiętasz? Chciałam, żebyś poszła ze mną. - Oczywiście, że pamiętałam, ale tak bardzo zależało mi na dobrych wynikach z egzaminów, że uczyłam się w każdej wolnej chwili. Impreza była ostatnią rzeczą, na którą wtedy miałam ochotę. - Lucas też tam był. Na początku go nie poznałam. Był ubrany w czarne dżinsy i zwykły biały T-shirt. Zapamiętałam go w garniturze, więc kiedy do mnie podszedł, chciałam go spławić, ale wtedy zorientowałam się, kim jest. Wypiliśmy kilka drinków, tańczyliśmy, rozmawialiśmy. Czułam się z nim tak, jakby nikogo innego nie było dookoła. Chłonęłam każde jego słowo. Następnego dnia poszliśmy na kolację. - Poczułam znajome ukłucie w piersi. Wciąż liczyłam, że w jakiś sposób Will skontaktuje się ze mną i ja również będę mogła pochwalić się kolacją ze wspaniałym mężczyzną. - Tak zaczęliśmy się spotykać. Na początku niewinne kolacje, wyjścia na lunch, z czasem doszedł seks. Lauren, Boże, seks z nim jest tak wspaniały, zna mnie już na tyle, że wie, co lubię, a czego nie, i jak doprowadzić mnie do szczytu. - Teraz mówiła już z radością i tym błyskiem w oku, kiedy coś ją podniecało.
- Hope, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jesteś z kimś w poważnym związku. Lucas wydaje się być naprawdę porządnym facetem, który cię nie zrani i dla którego znaczysz równie dużo, co on dla ciebie. - Siadłam obok niej na łóżku i ją objęłam. Czułam, że moja przyjaciółka potrzebuje tego tak, jak ja. - Oczywiście jestem na ciebie wkurzona za te tajemnice, ale myślę, że za pięć minut mi już przejdzie. - Zaczęłyśmy się razem śmiać.
Wróciłam do salonu. Z laptopem na kolanach rozsiadłam się na kanapie. Zalogowałam się do swojej poczty, licząc na odpowiedź w sprawie pracy. Ale przede wszystkim miałam w planach wygooglować Willa. Ponieważ nie wiedziałam, jakie ma nazwisko, w wyszukiwarkę wpisałam Lucas Morrison. Pojawiło się zdjęcie blondyna w dopasowanym garniturze przed siedzibą firmy Loens & Morrison. A więc Loens musiało być nazwiskiem Willa. William Loens również miał swoją fotkę. Wyglądał tak wspaniale, jak wczorajszej nocy. Krótko przystrzyżone włosy w kolorze węgla oraz zieleń oczu tak głęboka, że sprawiła, że pomału w niej się zatracałam. Zaczynałam przypuszczać, że to wszystko mi się przyśniło. Jak taki facet mógł chcieć spotkać się z kimś takim jak ja? Na innym zdjęciu był w towarzystwie wysokiej blondynki z cyckami większymi dwa razy niż moje. Musiałam oczyścić umysł. Zamknęłam laptopa. Spakowałam torbę i wyszłam na siłownię.
Pięć kilometrów na bieżni i kolejne trzy na orbitreku sprawiły, że moje mięśnie zaczęły płonąć. Byłam w mojej ulubionej siłowni w pobliżu mieszkania, wszystkich już tu znałam. Basic-Fit mieściło się w dużym budynku i składało z dwóch pięter. Na dole mieściły się szatnie i prysznice, na pierwszym piętrze przyrządy fitness oraz ciężary, a na ostatnim sale do ćwiczeń indywidualnych bądź grupowych. Przez te półtorej godziny wylałam z siebie litry potu. Wysiłek był mi potrzebny do uporządkowania myśli. Kiedy wychodziłam z budynku, po drugiej stronie ulicy zobaczyłam zaparkowanego Forda Mustanga Sherroda.
Ciśnienie znowu mi podskoczyło. Przez przyciemniane szyby nie dostrzegłam, czy ktoś siedzi w środku, czy może właściciel jest w tym samym budynku, w którym byłam niedawno. A może po prostu to nie jego samochód? Postanowiłam nie myśleć już dziś o Willu. Spokojnym krokiem wróciłam do mieszkania. Erin też już tam była. Cała aż tryskała szczęściem, co świadczyło, że facet nie okazał się totalnym dupkiem.
- Hej, mała - zaświergotała, kiedy wchodziłam do salonu.
- No hej. Widzę, że noc była upojna i owocna.
- O tak! Dwadzieścia centymetrów rozkoszy sprawiło, że zwariowałam na jego punkcie. Dodatkowo bardzo sprawny język oraz mocne, silne dłonie. - Erin zaczynała odpływać we wspomnieniach.
- A na imię mu? - zapytałam z rozbawieniem.
Erin popatrzyła na mnie ze zdumieniem.
- A nie wystarczy Boski Adonis? - Parsknęła śmiechem.
- Nie mów, że nie wiesz, jak ma na imię twoje dwadzieścia centymetrów rozkoszy.
- No dobrze, Adonisem nie jest. Ma na imię Adam, ale to tak, jak ten z raju.
Pokręciłam głową i postanowiłam iść do siebie. Weszłam do sypialni i zaniemówiłam. Na mojej toaletce stał wielki bukiet kwiatów. Dołączony liścik jednoznacznie nie zdradzał adresata, jednak ja doskonale wiedziałam, od kogo jest. To dla ciebie, kotku. Tylko on tak mnie nazywał. Co prawda raz na jawie, raz we śnie, ale wiedziałam, że to on. Czyli myślał o mnie tak samo, jak ja o nim.
- Wow! - Głos za moimi plecami wyrwał mnie z zamyślenia. - Od kogo te piękne kwiaty? - Erin stała tuż za mną i wpatrywała się w bukiet swoimi błękitnymi oczami.
- Nie wiem, nie są podpisane - skłamałam. - Równie dobrze mogą być dla ciebie - zażartowałam.
- Są dla ciebie - powiedziała Hope, stając w przejściu. - Kurier powiedział, że są dla panny Lauren. - Oczywiście, Will nie znał mojego nazwiska, więc nie mógł podać więcej niż adres i imię.
Podeszłam do świeżego bukietu i wdychałam ich słodki zapach, kiedy telefon zakomunikował nową wiadomość w skrzynce. Szybko się zalogowałam i zobaczyłam, że jutro w porze lunchu mam spotkanie w sprawie pracy. Ten dzień nie mógł się lepiej zakończyć.
***
Obudziłam się godzinę przed budzikiem. Byłam strasznie podekscytowana dzisiejszą rozmową w New-York Historical Society. Poszłam więc do kuchni, aby zrobić sobie codzienną caff? latte. To był już mój codzienny rytuał. Ze szklanką kawy siadłam przy kuchennej wyspie i wpatrywałam się w widok za oknem. Mieszkałyśmy tuż przy zachodnim Central Parku. Widać było, jak miasto budzi się do życia. Ludzie zaczynali swój poranny jogging, inni wyprowadzali psy na spacer, a jeszcze inni po prostu zmierzali już do pracy. Z mieszkania, w którym kwaterowałam, do - jak miałam nadzieję - mojej przyszłej pracy było zaledwie siedemset metrów. Nie musiałabym więc brać taksówki, z przyjemnością pokonywałabym poranny spacer. Co prawda podanie o pracę złożyłam we wszystkich muzeach i instytutach dookoła Central Parku, ale jak na razie odezwali się tylko oni. Byłam pewna, że minie dużo czasu, aż zacznę pracować. Chciałam jednak jak najszybciej zarabiać na własny rachunek. Do tej pory to Luiza sprawowała pieczę nad moimi funduszami. Po śmierci rodziców okazało się, że zostawili spory dorobek swojego życia. W testamencie, sporządzonym na długo przed ich śmiercią, napisane było, że wszystko ma być podzielone między naszą trójkę. Niestety przy moim imieniu była klauzula, że dopóki nie ustatkuję swojego życia, nie mam prawa dostać do ręki ani centa. Oczywiście pieniądze mi się należały, na szkołę, na mieszkanie, nawet na różne przyjemności, jednak z umiarem. Rodzice zażyczyli sobie, aby to Luiza zajmowała się tym i opłacała mi wszystko, czego potrzebowałam. Tak więc mam dwadzieścia dwa lata i dostaję kieszonkowe od siostry. Cały majątek rodziców wywołał u nas wielkie zdziwienie. Odkąd pamiętam, rodzice nie obnosili się z pieniędzmi. Zawsze powtarzali, że mamy wszystko, czego potrzebujemy. Raz w roku jeździliśmy na wakacje do Karoliny Północnej, tata nie zmieniał co chwilę samochodu, jak jego koledzy z pracy, a mama nie szalała na zakupach, wydając fortunę. Wszystko odkładali na oddzielne konto bankowe, które miało za zadanie zabezpieczyć nas w razie śmierci któregoś z rodziców. Niestety nikt nie przypuszczał, że zginą obydwoje.
Usłyszałam, jak Hope wstała i z naburmuszoną miną weszła do kuchni.
- Czy mówiłam już, jak bardzo nie lubię poniedziałków? - zapytała.
- Co tydzień nas o tym uświadamiasz. - Zaśmiałam się pod nosem.
Zrobiła sobie swoją ulubioną mocną czarną bez cukru i usiadła obok mnie. Widziałam, że nie bardzo wie, jak zacząć rozmowę, więc zrobiłam to pierwsza.
- Hej, a może wyskoczymy dziś popołudniu na rolki? - Uwielbiałam jeździć na rolkach w Central Parku. Popołudniami słońce nie paliło już ludzi żywcem, więc to była idealna pora na przejażdżkę.
- Przepraszam, nie mogę. Dziś rusza budowa nowego biurowca i muszę wszystko nadzorować, dodatkowo po godzinach mam spotkanie z radą, aby wszystko ustalić na nadchodzący tydzień.
Hope, niepozorna brunetka, była jedyną mi znaną kobietą, która posiadała kwalifikacje budowlane. Moja przyjaciółka, która dla innych była panią inżynier, nadzorowała budowy największych biurowców i hoteli w Nowym Jorku. Rada nadzorcza, do której pomału dołączała, chciała rozszerzyć działalność firmy poza granice Nowego Jorku. Oznaczało to dla niej więcej pieniędzy, większe możliwości, ale przede wszystkim mniej czasu dla znajomych, w tym dla mnie.
- Nie ma sprawy. Zapytam Erin.
- Spotkamy się wieczorem, siądziemy na kanapie z winem i będziemy świętować twoją nową, a raczej pierwszą pracę. - Miała rację, to byłaby moja pierwsza praca, nie licząc stażu, który musiałam odbyć podczas studiów. Wtedy raczej byłam dziewczyną do parzenia kawy. Teraz miałam nadzieję, że będę mogła się wykazać w tym, co kocham najbardziej. - Zbieram się powoli. Powodzenia i koniecznie napisz do mnie SMS, kiedy będziesz już po spotkaniu.
- Tak zrobię.
Dopiłam swoją latte, która dla większości moich znajomych była raczej mlekiem z barwnikiem kawy. Nie mogłam, tak jak Hope, pić czarnej, gorzkiej, a czasem z fusami. Wolałam łagodniejsze smaki. Skorzystałam z okazji, że Erin jeszcze śpi, i wzięłam gorący prysznic. Delektowałam się strumieniem, który spływał po moich ramionach. Woda była kojąca, pomagała na wszystkie dokuczliwe bóle. Ostatnio był nim Will. Przypominał mi się jego pocałunek, kiedy odwiózł mnie do domu. Jego miękkie usta. To, że pachniał miętą, a nie alkoholem, i zapach perfum na jego koszuli. Zamknęłam oczy, a pod powiekami widziałam nas, stojących przed drzwiami budynku, w którym mieszkałam. Objęłam go wtedy, czując mocne ramiona, a on położył ręce na mojej talii. Kiedy tak o nim myślałam, biorąc prysznic, moje piersi nabrzmiały, sutki stwardniały, a łechtaczka zaczęła pulsować. Przełączyłam strumień wody z górnego natrysku na przenośną słuchawkę i zdjęłam ją z uchwytu. Przesuwałam nią po całym ciele, patrząc, jak krople wody uderzają w wrażliwe sutki. Drugą ręką dotknęłam pierś i zaczęłam masować. Ciepło, które zaczęło pojawiać się między nogami, pomału rozchodziło się po całym ciele. Oparłam się plecami o ścianę. Nie przestając masować piersi, słuchawką od prysznica dotknęłam łechtaczki. Z ust wyrwał mi się cichy jęk. Nie chciałam, aby dziewczyny wiedziały, że zabawiam się pod prysznicem. Odłożyłam słuchawkę na uchwyt i znowu zmieniłam strumień na górny. Wtedy jedną ręką zataczałam kółka na pulsującej łechtaczce, a drugą ugniatałam pierś. Poczułam wypływający śluz, który sygnalizował moje podniecenie. Wciąż dotykając piersi, wsadziłam jeden palec do pochwy, drugim zaś nie przestałam drażnić łechtaczki. Jak w moim śnie, wyobrażałam sobie, że to wszystko robi ręka Willa. I wtedy eksplodowałam. Orgazm przeszedł po całym ciele. Ciało zadrżało, a w głowie mi się zakręciło. Byłam rozluźniona i odprężona. Całe napięcie ze mnie zeszło.
Spotkanie zaplanowano na jedenastą trzydzieści. Miałam więc jeszcze ponad godzinę na przygotowanie się. Zdecydowałam się na luźną sukienkę z ramiączkami w kolorze nieba. Tegoroczne lato było strasznie upalne, dlatego nie miałam ochoty się pocić. Do tego lekkie sandałki. Z makijażem też postanawiałam nie szaleć. Jasny podkład, trochę różu, na oczach sam tusz, no i usta lekko muśnięte błyszczykiem. Mój dzisiejszy makijaż całkowicie różnił się od sobotniego. Byłam ciekawa, czy gdybym spotkała Willa na chodniku, zwróciłby na mnie uwagę. Boże! Ten facet zajmował dziewięćdziesiąt procent moich myśli. Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować bez pomyślenia o nim. Cały czas się zastanawiałam: co by powiedział, co by pomyślał albo co by zrobił. Ostatni raz rzuciłam okiem na odbicie w lustrze, a szyję skropiłam perfumami. Nie wiem dlaczego, ale miałam przeczucie, że ten dzień będzie wyjątkowy.
W drodze do New-York Historical Society czułam motyle w brzuchu. W powietrzu było czuć wilgoć, sukienka okazała się dobrym wyborem. W niecałe dziesięć minut doszłam na miejsce. W drzwiach czekała na mnie osoba, która poprowadziła mnie do administracji. Kiedy stanęłam w drzwiach, poczułam się, jakby uderzył we mnie piorun. Za biurkiem siedział Will. Co on tu, u licha, robił? Zauważyłam, że jego mina również świadczyła o tym, że nie spodziewał się mnie zobaczyć.
- Panna Lauren Stivens jak mniemam? - Kobieta stojąca, jak mi się wydawało, zbyt blisko niego zwróciła na mnie uwagę.
- Tak. Przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną. - William nie odrywał ode mnie wzroku, a ja starałam się nie wyjść na idiotkę.
- W takim razie zapraszam panią do restauracji obok. Tam będziemy mogły spokojnie porozmawiać. - Skinęłam głową. - Panie Williamie, gdyby coś się działo, proszę posłać po mnie stażystkę. Wciąż jestem do pańskiej dyspozycji. - Położyła mu rękę na ramieniu, a we mnie aż zawrzało. Kobieta mimo średniego wieku była bardzo elegancka i zadbana. Poszłam za nią do znajdującej się obok restauracji.
Weszłyśmy do środka. Restauracja była przestronna i jasna. Na ścianach, po sam sufit, wisiały półki, na których stały talerze i inne zastawy. W kuchni, znajdującej się bardzo blisko sali, było słychać głosy kucharzy, pewnie mieli dzień konserwacji. Kobieta, która chyba była tu kimś ważnym, siadła na żółtej, ciągnącej się wzdłuż sali kanapie, ja natomiast zajęłam miejsce naprzeciwko niej, usadawiając na krześle. Czułam się tutaj jak w restauracji z domowym jedzeniem. Było przyjemnie i klimatycznie.
- Jak pani widzi, dziś mamy zamknięte. Poniedziałki są dniami wewnętrznymi. Tylko czasami zdarzają nam się dni otwarte. Tak w ogóle proszę mi wybaczyć, ale chyba się nie przedstawiłam. Jestem Elizabeth Worens i nadzoruję sprawy kadrowe. Bardzo spodobała mi się pani aplikacja do naszego instytutu. Pozwoliłam sobie sprawdzić pani wyniki końcowe z egzaminów i również jestem pod wrażeniem. Muszę przyznać, że już mało kto z taką miłością i zaangażowaniem interesuje się historią.
Kobieta cały czas mówiła, jakby miała wyuczoną regułkę. Odpowiedziałam na kilka jej pytań dotyczących mojej szkoły. Pytała również o sytuację życiową, czy jestem w związku. "Nie". Czy planuję w najbliższym czasie związać się z kimś? "Nie". Czy planuję dzieci w ciągu najbliższych pięciu lat? "Nie". Nie miałam pojęcia, po co te pytania, wtedy - jakby czytała mi w myślach - powiedziała:
- Proszę mi wybaczyć te pytania. Dodałam je do standardowych pytań kwalifikacyjnych po tym, jak ostatnio jedna z nowo przyjętych pracownic zaledwie po dwóch miesiącach pracy oznajmiła, że wychodzi za mąż, ponieważ jest w ciąży. Oczywiście z pracy zrezygnowała, dlatego teraz odbywamy tę rozmowę. Proszę pozwolić, że oprowadzę panią po budynku. Na początku będzie pani zajmować się katalogowaniem poszczególnych działów. Kiedy przyjdzie pani jutro, biurko będzie na panią już czekało. - Stanęłam w połowie drogi jak wryta.
- Czyli dostałam tę pracę?
- Och, tak! Jesteś idealna na to stanowisko - powiedziała Elizabeth. Miałam ochotę skakać i krzyczeć, ale pewnie uznałaby to za przejaw szleństwa. - Zaczynasz jutro o dziesiątej. A teraz pozwól, że zaczniemy od samej góry.
Windą pojechałyśmy na drugie piętro. Oprowadziła mnie po kolei po każdej sali. Dla utrwalenia wszystkich wystaw i co gdzie jest, niepostrzeżenie wzięłam ulotkę z planem budynku. Gdy już skończyłyśmy na samym dole, powiedziała, żebym przeszła jeszcze do administracji w celach formalnych.
Kiedy weszłam do pomieszczenia, w którym dwie godziny temu spotkałam Willa, widziałam, jak dwóch mężczyzn przygotowuje moje stanowisko pracy. Niestety po Williamie nie było już śladu.
Podpisałam wszystkie potrzebne dokumenty i kierowałam się do wyjścia. Gdy zeszłam po schodach, wciąż nie docierała do mnie myśl, że dostałam pracę. Musiałam jak najszybciej zadzwonić do Luizy i jej o tym powiedzieć. Wybierałam już jej numer, kiedy nie zauważyłam kogoś i weszłam na mężczyznę stojącego plecami do mnie.
- Halo. - Usłyszałam w telefonie. - Lauren, jesteś tam?
Nie byłam w stanie odpowiedzieć.
Kiedy wpadłam na tego mężczyznę i radośnie wyśpiewałam: "przepraszam", on się tylko odwrócił i powiedział:
- Ależ nic nie szkodzi. - William. Ten facet drugi raz już dzisiejszego dnia sprawił, że zapomniałam języka w ustach. Wyjął mi telefon z ręki i wcisnął czerwoną słuchawkę, po czym z powrotem wsadził do ręki.
- Hej. - "Hej"? Matko jedyna, co się ze mną działo? Od kiedy nie potrafiłam gadać z facetem?
- Chyba kolejny raz należą ci się gratulacje. Brawo, Lauren. - Coś w sposobie, w jaki do mnie mówił, sprawiało, że miałam ciarki na plecach.
- Dziękuję.
- Czy zgodzisz się, żebym z tej okazji postawił ci drinka? - Szok, który pojawił się w pierwszej chwili, kiedy go spotkałam, przeszedł w złość.
- Dziękuję za propozycję, ale myślę, że to nie jest odpowiedni moment. - Poczułam uścisk w sercu. Miałam ogromną ochotę gdzieś z nim pójść, ale moja duma mi na to nie pozwalała. Zadrwił ze mnie, a teraz myślał, że jak gdyby nic wyjdziemy na drinka. Co to to nie. - Życzę ci miłego dnia, Williamie. - Odeszłam w stronę mieszkania. Wbrew moim oczekiwaniom nie pobiegł za mną.
Całą drogę do domu walczyłam ze sobą, aby się nie obejrzeć, gdyby przypadkiem mnie śledził. Matko, ja to mam pomysły. Przebrałam się z sukienki w krótkie szorty i T-shirt. Naprawdę miałam dziś ochotę na rolki. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Erin z pytaniem, czy nie zechciałaby mi towarzyszyć.
- Pewnie, daj mi tylko godzinkę i będę w mieszkaniu.
Idealnie. Kiedy zaburczało mi w brzuchu, uświadomiłam sobie, że od śniadania jeszcze nic nie jadłam. Żeby pójść na łatwiznę, przygotowałam sobie tosty. Wtedy zadzwonił mój telefon. Luiza dobijała się natarczywie.
- Hej, przepraszam, że się rozłączyłam, ale miałam małe nieporozumienie na ulicy.
Chciałam jej już powiedzieć, że dostałam pracę, kiedy wykrzyczała do słuchawki:
- Zamknij się, Josh. Lauren, ja rodzę. Proszę, przyjedź do... - Luizę chyba właśnie złapał skurcz, ponieważ usłyszałam serię przekleństw i głośne oddychanie. Oczami wyobraźni zobaczyłam, jak Josh, mąż mojej siostry, stoi przy łóżku Luizy i każe jej oddychać. - Jestem w Harlem Hospital Center. - Rozłączyłam się, chwyciłam torebkę oraz telefon z kluczami.
Zaczynały się godziny szczytu, więc obawiałam się, że standardowe piętnaście minut na dojazd może zamienić się w pół godziny, jak nie więcej. Taksówkę złapałam dość szybko. Kierowcy powiedziałam, że to bardzo pilna sprawa, a on jakby czytał mi w myślach, zapytał:
- Rodzi ktoś?
Mężczyzna, który znał miasto jak własną kieszeń, w ciągu dwudziestu minut dowiózł mnie na miejsce. Wpadłam na porodówkę. Pielęgniarka siedząca w recepcji popatrzyła ze współczuciem, kiedy podałam, że Luiza to moja siostra.
- Muszę przyznać, że pani siostra jest bardzo dzielna, ale głosu tak donośnego już dawno nie słyszałam. - Idąc długim korytarzem, już z daleka słyszałam krzyki Luizy. Podziękowałam pielęgniarce i weszłam do sali porodowej. Tak jak sobie wyobrażałam, Josh stał spanikowany obok głowy żony, trzymając ją za rękę. Gdy mnie zobaczył, na jego twarzy pojawiła się ulga.
- Pobądź z nią, a ja skoczę do bufetu. Woda się skończyła - szepnął mi na ucho.
- Jasne - odpowiedziałam bezgłośnie.
Zajęłam miejsce obok siostry, która była cała mokra od potu.
- No już. Oddychaj spokojnie. - Złapała mnie za rękę i ścisnęła tak mocno, jak nikt nigdy.
Miała skurcze co parę minut i rozwarcie na dziesięć centymetrów. Akcja szła bardzo szybko. Już w nocy odeszły jej wody, więc teraz pojawienie się dziecka na świecie było tylko kwestią czasu. Razem z siostrą parłam i oddychałam. Pot lał się nam po czołach, a głos robił się zachrypnięty. Do sali wszedł Josh, a zaraz za nim lekarz.
- Luizo, już czas. Kiedy ci powiem, zaczniesz przeć z całych sił, a kiedy powiem dosyć, przestaniesz. - Widziałam wyczerpanie na twarzy siostry. Była bardzo dzielna.
Wiedziałam, że ja nigdy nie będę mogła tego doświadczyć. Ale to nie był odpowiedni czas na takie rozmyślania. Lekarz kazał Luizie przeć z całych sił. Ścisnęła mnie za lewą rękę, a Josha za prawą. Dała z siebie wszystko i już po chwili usłyszeliśmy krzyk małej istoty.
- Moje gratulację, macie państwo śliczną córeczkę.
Dziewczynka. Piękna, zdrowa i silna dziewczynka. Trzy kilogramy i pięćdziesiąt dwa centymetry szczęścia. Tę małą kruszynkę położyli na brzuchu Luizy, a ja od razu straciłam dla niej głowę. Była zdrowo różowa, z ciemnymi włoskami i tak strasznie maleńkimi rączkami oraz stópkami. Josh przeciął pępowinę, ja oczywiście wszystko uwieczniałam na swoim iPhonie. Przyszła pielęgniarka, żeby zabrać moją siostrzenicę na dalsze badania, w tym czasie lekarz zajmował się Luizą.
- No dobrze, a teraz urodzisz łożysko. - Nie byłam pewna, czy już i tak wyczerpana Luiza da jeszcze radę cokolwiek z siebie wycisnąć, ale udało się.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, więc kompletnie zapomniałam dać znać Erin, że musiałam wyjść z mieszkania. Kiedy spojrzałam na telefon, było kilka nieodebranych wiadomości od niej oraz od Hope, o której przez wpadkę na Willa zapomniałam. Miałam dać jej znać, jak mi poszło na rozmowie. Zostawiłam Luizę i Josha z ich córeczką, obiecując, że odwiedzę ich jutro. Nie miałam już sił na jazdę na rolkach, marzyłam tylko o zanurzeniu się w wannie w towarzystwie świec i wina. Kiedy więc wróciłam do mieszkania, już w korytarzu liczyłam na relaks. Niestety, mając takie przyjaciółki, z jakimi przyszło mi mieszkać, szybko przekonałam się, że jest to niemożliwe. Kiedy otworzyłam drzwi, zaczęły mnie witać i gratulować. W drodze powrotnej, idąc na łatwiznę, wysłałam grupową wiadomość, że dostałam pracę oraz że zostałam ciocią. Postanowiłyśmy wyskoczyć na szybkiego drinka do pobliskiego baru. Oczywiście bez szaleństw, ponieważ imprezowanie w tygodniu nie było w guście ani Hope, ani moim. Co innego Erin. Nawet jeżeli miała zacząć pracę o świcie, zawsze dawała radę pogodzić ze sobą wszystkie przyjemności. Tak więc nie zdążyłam nawet się przebrać i już byłyśmy w pubie, z drinkami w rękach. Opowiedziałam dziewczynom o wszystkim po kolei, najpierw o pracy, później o porodzie.
- Podziwiam kobietę. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się na takie poświęcenie. - Erin miała swoje racje.
A ja wiedziałam, że w momencie, kiedy zobaczyłam tę malutką istotę, coś się we mnie obudziło. Matczyna miłość, którą nigdy nie będę mogła nikogo obdarzyć.
***
Jak co rano, przy wyspie w kuchni spotkałam się z dziewczynami.
Wspominałyśmy wczorajszy wypad do pubu. Był tak szybki, że do domu wróciłyśmy przed północą. Na szczęście żadna z nas nie cierpiała z powodu kaca mordercy. Byłam już po prysznicu, umalowana i ubrana. Gotowa na mój pierwszy dzień w pracy.
- To może dziś na te rolki? - zapytała Erin.
- Przepraszam, ale nie mogę. Zaraz po pracy jadę do Luizy. Dziś wychodzi ze szpitala.
- Ja odpadam. - Odpowiedź Hope wcale mnie nie zdziwiła. Jeśli usłyszała, że ja nie mogę, to na pewno ona sama z Erin nigdzie by nie wyszła.
- Rozumiem. Ucałuj ode mnie Luizę. - Zauważyłam, że Erin jest trochę przygaszona. Poszłam więc za nią do jej sypialni.
- Hej, czy wszystko w porządku?
- Tak, mną się nie martw. - Widziałam, jak oczy zachodzą jej łzami.
- Wiesz, że takie gadanie mnie nie spławi. - Podeszłam bliżej, żeby mogła się przytulić.
- Czy ze mną jest wszystko w porządku? Dlaczego każdy facet patrzy na mnie tylko jak na żywy obiekt do dymania? - Wiedziałam już, o co chodzi. Boski Adam z raju dał nogę.
- Widocznie nie trafiłaś jeszcze na tego odpowiedniego. - Erin rzuciła się w moje objęcia. Swoimi łzami zmoczyła mi bluzkę, więc przed wyjściem musiałam jeszcze raz się przebrać. Za co powinnam jej podziękować, bo jak się okazało, biała, jedwabna bluzka bez rękawów znacznie lepiej pasowała do mojej ołówkowej spódnicy. Do tego szpilki, a całość przyozdobiłam okularami, które zakładałam tylko do czytania i pracy przy komputerze.
Z mieszkania wyszłam aż dwadzieścia minut wcześniej. Chciałam być przed dziesiątą, żeby mieć choć trochę czasu na wdrożenie. W gabinecie czekała na mnie już Elizabeth i - jak wczoraj wspomniała - moje miejsce pracy. Biurko miałam pod oknem, a widok wychodził wprost na Central Park i ruchliwą ulicę. Naprzeciwko mojego biurka było dostawione drugie - dla stażystki, która miała mi pomagać.
- Witam, panno Lauren. - Elizabeth aż tryskała szczęściem i zadowoleniem na mój widok. - Jak zauważyłaś, będzie z tobą pracować Maggie, która tydzień temu rozpoczęła staż w naszym instytucie. Lada chwila powinna już tu być. Chciałabym, abyś zapoznała się z naszym katalogiem, ale niestety wczorajsza usterka serwera nie została naprawiona. - A więc to stąd wizyta Willa w instytucie.
- W takim razie co mam dziś robić?
- Na początek zorientuj się, ile będziemy mieć dziś wycieczek i w jakich godzinach. O wpół do jedenastej przyjdzie informatyk, który jeszcze raz spróbuje postawić serwer na nogi. A później pokaże ci katalog. - Ziemia pode mną zadrżała. Czy ona właśnie powiedziała, że będę dziś pracować z Willem? Mogłam się tylko modlić, aby przysłali kogoś innego.
Pół godziny zleciało jak dziesięć minut i kiedy wybiła dziesiąta trzydzieści, w drzwiach stanął nikt inny niż William Loens. Miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, ale ja doskonale wiedziałam, co się pod nimi kryje. Głęboka otchłań zieleni. Ubrany w dopasowane spodnie od garnituru, do tego zwykła biała koszula i prosta kamizelka, a czarny krawat dodawał tylko elegancji. Facet kipiał testosteronem. Od stóp po czubek głowy było widać, że należy do tego typu mężczyzn, którzy wiedzą, czego chcą, i to dostają. Zdjął okulary i podszedł do mojego biurka.
- Witaj, Lauren. - Jego głos, mocny, z lekką chrypką, sprawił, że przez moje ciało przeszedł dreszcz.
- Dzień dobry, Williamie. - Starałam się mówić tonem spokojnym i opanowanym.
- Williamie, wspaniale, że już jesteś. - Elizabeth wyrosła nagle obok niego jak spod ziemi. - Proszę, postaw w końcu na nogi nasze komputery. Nie mamy co prawda dziś dużo wycieczek, ale panna Lauren potrzebuje katalogu, by móc zacząć pracować. - Ta kobieta mówiła ciągiem. Nie dawała nikomu dojść do słowa, póki sama nie skończyła swojej kwestii. - Panno Lauren, jeśli nie będzie to dla pani problem, proszę zająć się teczkami. Proszę je przejrzeć, a gdy pan William skończy, przeniesie je pani do katalogu. Ja niestety mam spotkanie i muszę już wychodzić. Gdybyście czegoś potrzebowali, Maggie jest do waszej dyspozycji.
Gdy skończyła, nie dowierzałam. Zostawiła mnie samą w pomieszczeniu z facetem, na widok którego robiło mi się mokro w majtkach. William chyba wyczuł moje zdenerwowanie, ponieważ powiedział łagodnie:
- Mną się nie przejmuj. Zajmę się pracą przy komputerze stażystki. Ty możesz spokojnie pracować przy swoim biurku. - Nie spuszczając ze mnie wzroku, usiadł na krześle.
Pomimo jego obecności praca szła mi dosyć sprawnie. Po mniej więcej godzinie poczułam pragnienie. Wstałam więc, żeby iść do bufetu, gdy zadzwonił telefon służbowy na moim biurku.
- Administracja New-York Historical Society. Lauren Stivens przy telefonie. - Zaczęłam się śmiać. Po drugiej stronie Hope wyśmiewała moją regułkę. - Przestań robić sobie żarty i bierz się do pracy.
- Bardzo chętnie, ale lunch też jest człowiekowi potrzebny. - To już pora lunchu? Nie miałam pojęcia, że dochodzi południe.
- Może zjemy go razem? - Niestety Hope była w tym momencie po drugiej stronie Manhattanu i zanim byśmy się spotkały, musiałybyśmy się żegnać.
- Zobaczymy się wieczorem. Mam ci coś do powiedzenia. - Słowa Hope zabrzmiały poważnie.
- Dobrze, w takim razie do wieczora.
Rozłączyłam się. Skoro była to już pora lunchu, złożyłam dokumenty na biurku, aby wiedzieć, od czego zacząć, kiedy wrócę później. Wtedy Will się do mnie odezwał.
- Zjedz ze mną lunch, Lauren. - Nie zabrzmiało to jak pytanie. Spojrzałam na niego niepewnie. Coś w tym mężczyźnie sprawiało, że moje przeczucie głośno krzyczało do mnie: "wiej, gdzie pieprz rośnie". Ale był też tak podniecający, aż brakowało mi słów. - Proszę.
- Dobrze, wezmę tylko torebkę i możemy iść.
William zabrał z biurka swój telefon komórkowy i okulary. Zostawił za to teczkę, z którą przyszedł. Oznaczało to, że jeszcze tu wróci. Wychodząc z biura i budynku, położył dłoń na moich plecach. Gdy mnie dotknął, poczułam prąd, który przeszedł od góry aż do lędźwi, w pochwie się zatrzymując. Poszliśmy do restauracji, znajdującej się zaledwie dziesięć minut od instytutu. Podawali tam kuchnię śródziemnomorską, za którą nieszczególnie przepadam, ale to Will wybrał lokal i ponieważ to on mnie zaprosił, nie chciałam się sprzeciwiać.
- Dziękuję, że zgodziłaś się ze mną zjeść. - Wydawał się być czymś przygnębiony i zestresowany. Postanowiłam więc to wykorzystać.
- Zgodziłam się też zjeść z tobą kolację. - Spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem. Chyba trochę przesadziłam. - Ale nie ma sprawy.
- Tak, masz rację. Przepraszam. Nie powinienem wtedy wypalać z tą kolacją. - Że co, proszę? Czyli to była tylko gadka na podryw?
- Ale wypaliłeś i skoro żałujesz, nie było tematu. Tylko po co przysłałeś mi kwiaty? - Ten mężczyzna sprawiał, że mój umysł nie wiedział, co myśleć o tym wszystkim.
- Myślisz, że żałuję? - Kiwnęłam głową.
- Lauren, kotku, ja nie żałuję, że zaprosiłem cię na kolację. Po prostu nie powinienem był tego robić tak szybko. Nie znasz mnie. Masz prawo być na mnie zła o to, że zawróciłem ci głowę.
Czegoś tu nie rozumiałam. Czego ten facet w ogóle chciał? Wysyłał mi tylko sprzeczne sygnały, już sama się pogubiłam w tym wszystkim.
- Po prostu wiem, że jestem nieodpowiednim facetem dla ciebie. Dlatego najlepiej będzie, jeśli będziesz się trzymała ode mnie z daleka. - Serce zaczęło szybciej pompować krew, a neurony w mojej głowie nie nadążały przesyłać sobie danych.
- Skąd możesz wiedzieć, czy jesteś dla mnie odpowiedni, czy też nie? Może pozwól, abym to ja decydowała, co jest dla mnie najlepsze.
W tej chwili przyszedł kelner z naszymi zamówieniami, które złożyliśmy na samym początku. Ja jednak nie miałam ochoty jeść niczego. Byłam tak wściekła, że jedzenie musiałabym chyba zwrócić. Za to szklankę wody wypiłam do dna. Dziś był jeden z tych upalnych dni.
- Masz rację. Ale wiem na pewno, że nie zasługujesz na kogoś takiego jak ja. Jesteś piękna, mądra, powinnaś spotykać się z kimś, kto to doceni. - Nie wiem dlaczego, ale poczułam się, jakby ze mną zrywał, a przecież nawet nie byliśmy parą.
- W takim razie pozwól mi się poznać. Może to, co mówisz, to tylko twój sposób na pozbycie się natrętnych kobiet?
Nie dopuszczałam myśli, że facet tak idealny może okazać się totalnym dupkiem. Choć z drugiej strony - co, jeżeli faktycznie jest dupkiem? Noce wypłakane w poduszkę, sny na jawie i depresja gwarantowane. Przeżyłam to tylko raz. Raz byłam zakochana naprawdę. Miałam wtedy siedemnaście lat i można by to uznać za młodzieńcze zakochanie. Ale ja kochałam naprawdę. W końcu oddałam temu chłopakowi wszystko, co miałam. Strach przed kolejnym cierpieniem sprawił, że zaczęłam się wahać. Zaufanie, którym chciałam obdarzyć Willa, było w tej chwili najważniejsze. A w razie niepowodzenia? Przecież mnie ostrzegał. Wiedziałam, że ryzyko cierpienia istnieje. Sama proszę się o kłopoty. Cisza, która zapadła między nami, pozwoliła mi skupić uwagę na tym, co właściwie do mnie mówił. Kim właściwie jest William Loens? Dlaczego uważa się za nieodpowiednią osobę dla mnie? Dlaczego myśli, że ja jestem nieskalana złem?
Do końca posiłku nie zamieniliśmy ze sobą już ani słowa. Nie wiedziałam, co mogłabym powiedzieć, o co zapytać. Liczyłam, że to on otworzy się przede mną. Nie chciałam na niego naciskać, żeby jeszcze bardziej go do siebie nie zniechęcić. Kelner przyniósł rachunek i - jak na dżentelmena przystało - William pokrył całość, pomimo że upierałam się, iż to ja zapłacę za swój posiłek, którego w zasadzie nie tknęłam. Gdy wyszliśmy z restauracji, wziął mnie za rękę, nie pytając o zgodę, ani nie zwracając uwagi na to, czy mam na to ochotę. Jednak odwzajemniłam uścisk, a kąciki moich ust uniosły się w uśmiechu, gdy spostrzegłam, że mężczyzna idący obok mnie wygląda niczym model z plakatu Calvina Kleina. Kobiety i mężczyźni na chodniku odwracali w naszym kierunku swój wzrok, kiedy ich mijaliśmy. Poczułam się wyjątkowo i seksownie. Gdy doszliśmy już do instytutu i weszłam na pierwszy stopień, odwrócił mnie w swoją stronę, a potem pocałował. Położyłam mu ręce na ramionach, zatapiając dłonie w roztarganych włosach. Całował powoli, delikatnie, tak samo, jak tamtej nocy. Brakowało mi tchu. Byłam tak pochłonięta pocałunkiem, że zapomniałam o oddychaniu. Kiedy oderwał swoje usta od moich, przywarł czołem do mojego i patrząc mi prosto w oczy, powiedział:
- Proszę. Dla własnego bezpieczeństwa nie zakochuj się we mnie. - Pocałował raz jeszcze moje usta i dodał: - Bo ja się nie zakochuję. Możemy się pieprzyć i robić inne rzeczy, ale miłości między nami nie będzie. Zastanów się, czy chcesz iść na taki układ. Jesteś wspaniała. Dlatego robię wyjątek i cię ostrzegam.
Po tych słowach weszliśmy do środka. Znowu trzymał rękę na moich plecach. Byłam spięta i zdenerwowana. Zajęliśmy miejsca przy biurkach i jak gdyby nic Will wrócił do pracy. Ja natomiast nie mogłam. To, co się odbyło parę minut wcześniej, wywołało huragan w mojej głowie. Nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić. Wtedy wpadłam w wir pracy.
Do końca dnia zostały mi jeszcze dwie godziny. Will wciąż był w instytucie.
Choć zauważyłam, jak ukradkiem zerka na mnie zza monitora, starałam się nie zwracać na niego uwagi. Jego słowa wciąż dźwięczały mi w uszach. "Możemy się pieprzyć". Moja wyobraźnia zaczynała pracować na najwyższych obrotach. "Ale miłości między nami nie będzie". Nie wiem, czy dałabym radę pójść do łóżka z kimś, kogo nie darzę sympatią. Przecież jedno wyklucza drugie.
Choć z drugiej strony mężczyzna taki jak William od samego początku samą swoją osobą sprawiał, że chciałam mu się oddać. A co, jeśli się zakocham? To jest możliwe. Wtedy będę musiała odejść i to zakończyć, a to będzie bolało. I to kurewsko bolało. Musiałam to wszystko sobie poukładać. Była szesnasta. Poszłam więc do Elizabeth z małą prośbą.
- Przepraszam, że ci przeszkadzam, Elizabeth, ale mam pytanie.
- Słucham? - Podniosła głowę znad dokumentów i popatrzyła na mnie oczami ciemnymi jak węgle. - Czy coś się stało?
- Nie, nic, po prostu chciałam zapytać, czy mogłabym już wyjść? - Spojrzała na mnie ze zdziwieniem. - Wszystkie dokumenty w teczkach pogrupowałam i przygotowałam do katalogowania, ale niestety pan Loens nie skończył jeszcze pracy. Myślę, że nie ma sensu, abym siedziała bezczynnie i gapiła się na niego.
- Tak. Masz rację. Możesz iść. Mam nadzieję, że jutro już wszystko ruszy. Miłego dnia, Lauren.
Gdy wróciłam do siebie, Willa nie było przy komputerze. Wzięłam więc swoją torebkę i wyszłam, nie żegnając się z nim. Będzie miał niespodziankę, nie spotykając mnie już dzisiaj. Po powrocie do domu wzięłam tylko szybki prysznic i przebrałam się w lekką sukienkę. Z jeszcze wilgotnymi włosami wyszłam do Luizy. Dziewczyn nie było w mieszkaniu, więc uniknęłam zbędnych rozmów i pytań, dlaczego wróciłam wcześniej z pracy. Udało mi się złapać taksówkę i ruszyłam na Wschodni Harlem. Tam się wychowałam. Luiza zamieszkała w naszym rodzinnym domu. Kiedy rodzice zmarli, jednogłośnie zdecydowaliśmy, że nie będziemy sprzedawać domu. Dopóki chodziłam do liceum, mieszkałam z siostrą, ale kiedy poszłam na studia, a ona wyszła za Josha, postanowiłam zwolnić przestrzeń. Choć mówili, że nie ma takiej potrzeby i że spokojnie się pomieścimy, to mnie jednak nie przekonało. Chciałam stamtąd uciec. Za dużo wspomnień o rodzicach sprawiało mi ból. Doskonale pamiętałam, jaką byłam córką i do czego to doprowadziło. Koszmary męczyły mnie każdej nocy. Wiedziałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie moja wyprowadzka. Hope przyjęła mnie z otwartymi ramionami, a ja zaczynałam w końcu normalnie funkcjonować. Oczywiście odwiedzałam siostrę z okazji jej urodzin, rocznic, świąt, a ostatnio podczas szykowania pokoju dla dziecka.
- Halo! Ziemia do panienki. - Z zamyślenia wyrwał mnie taksówkarz, mówiąc, że dojechaliśmy.
Spojrzałam przez szybę, wspomnienia znowu wróciły. Minutę zajęło mi pozbieranie się do kupy. Zapłaciłam i wysiadłam. Zanim weszłam po schodach, Josh już czekał na mnie w drzwiach.
- Witaj, szwagrze. Jak się miewa płeć piękna w twoim domu?
- Cześć, Lu. - Tylko Josh tak mnie nazywał. Już na samym początku, kiedy go poznałam, powiedział, że nie lubi długich imion. Moją siostrę nazwał Li. - Wejdź i sama się przekonaj. - Ręką wykonał gest zaproszenia.
W domu panowała przyjazna atmosfera. Dopiero co wyszli rodzice Josha, więc Luiza z moją siostrzenicą były w sypialni. Weszłam po schodach na pierwsze piętro. Luiza nie przejęła sypialni rodziców. Swoją dawną urządziła razem z Joshem, aby mieć swój azyl. Mój pokój również był nienaruszony, wciąż można było w nim znaleźć skarby licealistki. Na pokój dziecięcy przeznaczyli lokum naszego brata Liama, który chyba już nigdy nie wróci do Nowego Jorku. Zapukałam po cichu i weszłam do środka, akurat trafiłam na porę karmienia.
- Hej - powiedziałam szeptem, nie chcąc wystraszyć dziecka.
- Hej - odpowiedziała normalnym głosem. - Nie musisz szeptać. Na razie hałasy jej nie przeszkadzają. Chociaż nie wiem, czy w ogóle jej coś przeszkadza. Budzi się tylko, żeby zjeść. - Spojrzałam na zawiniątko trzymane przez Luizę. Ta mała kruszynka sprawiła, że serce mi miękło.
- Jest taka cudowna. I jest podobna...
- Jest podobna do mamy - dokończyła za mnie. - I dlatego razem z Joshem chcielibyśmy z tobą o czymś porozmawiać. - Luiza odniosła córkę do jej łóżeczka, włączyła automatyczną nianię i zeszłyśmy do kuchni.
Widziałam jej osłabienie po porodzie. Była wspaniałą kobietą. Sprawdziła się w roli starszej siostry, więc nie miałam wątpliwości, że będzie jeszcze lepszą mamą. Josh przygotował dla nas mrożoną herbatę i usiadł obok Luizy. Ich miny sprawiały, że zaczynałam się denerwować tym, co mają mi do powiedzenia.
- Bardzo was proszę, nie trzymajcie mnie dłużej w niepewności.
- Lauren. Jesteś dla mnie najważniejsza - zaczęła - dlatego razem z Joshem chcielibyśmy cię prosić, abyś została matką chrzestną naszej córki.
Odpowiedź raczej była wiadoma dla wszystkich.
- Oczywiście! - krzyknęłam. - Ale chyba to nie jest to, co chcieliście mi powiedzieć?
- Jak zauważyłaś, ona jest bardzo podobna do mamy. Ma jej lekko zadarty nosek. Dlatego chcemy jej dać na imiona Irene Lauren. Po dwóch wspaniałych kobietach. - Łzy zalały moje oczy. Tak dawno nie słyszałam tego imienia.
Luiza poderwała się z miejsca i mnie objęła. Starałam się oddychać głęboko i nie wpadać w histerię. Było jednak za późno. Spazmy przychodziły jeden po drugim. Gdy już wypłakałam wszystkie łzy, które w sobie miałam, przeprosiłam ich i wyszłam do łazienki. Opłukałam twarz zimną wodą i zaczęłam oddychać miarowo. Poczułam, że mogę już stawić czoło światu. Wróciłam do kuchni, gdzie Luiza z Joshem na mnie czekali. Ich twarze również nie wyglądały zbyt dobrze. Usiadłam na swoim miejscu.
- Przepraszam za moje zachowanie. Jestem zaskoczona waszym wyborem. To znaczy nie imieniem mamy, ale moim. Nie uważam, żebym była wspaniałą osobą, jak to powiedziałaś, Liz. Niemniej jest mi bardzo miło. - Zamknęłam na chwilę oczy. - A więc Irene Lauren Hamilton. Brzmi pięknie.
Luiza z Joshem wstali i mnie objęli, a ja odwzajemniłam ten uścisk. Byliśmy rodziną. Miałam tylko ich. Zostałam jeszcze dwie godziny, opowiadając o mojej pracy. Ponieważ Luiza rodziła, ten temat zszedł na dalszy plan. Zdradziłam, jak minął mój pierwszy dzień i jak przebiegła rozmowa kwalifikacyjna. Bez większych szczegółów napomniałam o seksownym informatyku, z którym przyszło mi dziś pracować. Luiza aż zaklaskała w dłonie, wyobrażając sobie mój ślub z nim. Dlatego w tych sprawach wolałam zbyt dużo nie wyjawiać, moja siostra miała bujną wyobraźnię. Kiedy już wychodziłam, odprowadziła mnie do drzwi. Stanęłyśmy na schodach i popatrzyłyśmy sobie w oczy.
- Jestem z ciebie taka dumna. Zawsze wiedziałam, że jesteś mądrą i zdolną dziewczynką. - Spuściła wzrok. - Rodzice też byliby z ciebie dumni.
- Przepraszam. Przeze mnie nigdy nie zobaczą swojej wnuczki. A twoja córka nie pozna swoich dziadków. - Myślałam, że nie mam w sobie już ani kropli, ale łzy na nowo zaczęły wzbierać w moich oczach.
- Przepraszasz mnie za każdym razem. A ja wybaczyłam już dawno. I to nie tobie, tylko losowi. To był wypadek. Nie miałaś wpływu na to, że kierowca z naprzeciwka jechał pijany i to nie swoim pasem.
Przytuliłam się do niej tak mocno, jakby była moim kołem ratunkowym.
Nie wiem, ile tak stałyśmy, ale usłyszałam płacz Irene w głośniku elektrycznej niani. Oderwałam się od siostry i zeszłam na dół.
Postanowiłam, że spacer dobrze mi zrobi, więc szłam tylko przed siebie, układając sobie wszystko w głowie. Przede wszystkim strasznie tęskniłam za rodzicami. Gdybym tylko wiedziała, do czego doprowadzi mój nastoletni bunt, nie postąpiłabym tak, jak w tamtym czasie. Tęskniłam nawet za moim bratem, który odwrócił się ode mnie, a z Luizą ograniczył kontakty do życzeń świątecznych. Czułam się okropnie. Pierwszy raz od bardzo dawna miałam ochotę się upić. Zapewne nie spodobałoby się to mojemu terapeucie. Z doktorem Piercem nie widziałam się już od dłuższego czasu. Uważał, że moja terapia jest już na takim etapie, że po prostu będziemy się spotykać, kiedy będę tego potrzebowała. Ciekawe, jak zareagowałby na wieść o Willu. Co powinnam zrobić? Czy zgodzić się na jego układ, zapewne oznaczający nieziemski seks z gorącym facetem, jednak bez cienia szansy na normalny związek? Czy podziękować za zainteresowanie i zniknąć mu z pola widzenia? Wiatr delikatnie rozwiewał moje włosy, a sukienka falowała na nogach. Postanowiłam zrobić dłuższą trasę i weszłam do Central Parku. Wieczór robił się przyjemny. Przed moimi nogami przebiegła ruda wiewiórka, wdrapując się po drzewie. Wzrokiem poszłam za nią i wtedy kątem oka zauważyłam parę siedzącą na ławce. Młoda blondynka, ubrana w strój do biegania, oraz mężczyzna w jasnych bermudach i cienkiej lnianej koszulce. Patrzyli przed siebie bez dotykania się ani objęć. Wtedy ona dotknęła ręką jego policzek, a on odwrócił twarz. Doskonale znałam ten profil. Dziś miałam okazję wiele razy mu się przyjrzeć. Widziałam, jak szczęka mu drżała, a kobieta nie odrywała ręki od jego twarzy. Okulary te same, które miał dziś w pracy kryły jego wzrok. Ona zaczęła coś mówić, on chwycił ją za nadgarstek. Zdjął okulary i spojrzał jej w oczy. Kobieta wyglądała na zakochaną w przystojnym mężczyźnie, czego nie mogłam powiedzieć o nim. Był zimny jak góra lodowa. Sztywny i spięty, mówił do niej opanowanym tonem. Blondynka zaczęła płakać, uderzyła go w twarz i pobiegła. "Miłości między nami nie będzie" - czy to odnosiło się do wszystkich kobiet? Stałam oparta o drzewo, patrząc na tę sytuację. Czy tak wyglądałby moment, kiedy powiedziałabym Willowi, że go kocham, czy on po prostu by to zakończył? Will po odejściu blondynki jeszcze przez dłuższy czas siedział na ławce i obserwował ludzi. Całe szczęście, że nie odwrócił się do tylu. Zadzwoniła jego komórka, odebrał. Chwilę z kimś porozmawiał, a potem wstał i odszedł. Zastanawiałam się, jakie tajemnice skrywa ten mężczyzna. Intrygował mnie i to bardzo. Wolnym krokiem wróciłam do mieszkania. W salonie Hope siedziała na kanapie. W towarzystwie wina jej twarz nabierała rumieńców.
- Przyłączysz się? - zapytała.
- Z przyjemnością. To był długi dzień.
- Mój również. Te dupki z rady doprowadzają mnie do szału. Myślą, że jeśli jestem kobietą, to będę na każde ich skinienie. A jak twój pierwszy dzień?
- Zaskakująco dobrze. Mamy awarię systemu, więc praca na komputerze była dziś niemożliwa.
- A propos. Chciałabym z tobą o czymś porozmawiać. - Zaciekawiło mnie, dlaczego akurat w tym momencie przypomniała sobie o rozmowie ze mną.
- Zamieniam się w słuch - zażartowałam i upiłam łyk wina.
- Rozmawiałam z Lucasem. Mówił, że jego przyjaciel William zainteresował się tobą. - A to zaskoczenie. - Wypytywał o ciebie, pytał, czy Lucas już wcześniej cię widział, czy ja coś mówiłam o tobie, czy Lucas wie coś więcej o twoim życiu. - Byłam zdziwiona, skąd u Willa taka ciekawość odnośnie do mojej osoby, skoro sam od siebie nie dawał zbyt wiele.
- I co mu powiedział?
- A co mógł powiedzieć? Do soboty nie wiedział praktycznie nic oprócz tego, że ze sobą mieszkamy i przyjaźnimy się od najmłodszych lat. Wiesz, że cenię sobie przestrzeń osobistą, dlatego nie opowiadałam mu o życiu prywatnym mojej przyjaciółki więcej, niż powinien wiedzieć. - Widziałam zdenerwowanie na jej twarzy.
- Rozumiem. Dziękuję.
- Ale za to ja dowiedziałam się paru szczegółów na temat uroczego Williama. - Zaciekawiła mnie i to kompletnie.
- No to mów! - Musiałam ją ponaglić, bo zaniemówiła.
- W kwestiach biznesowych czy koleżeńskich Lucas uważa go za najlepszego przyjaciela. Ale jeśli chodzi o sprawy damsko-męskie, mówi, że Will to kawał drania. Choć sam jest facetem, to nie podoba mu się to, jak traktuje kobiety.
- Czyli jak?
- Bawi się nimi! Wykorzystuje je do seksu. Wszystkie jego partnerki były piękne jak modelki z wybiegu. - Co jest moim przeciwieństwem, pomyślałam i przypomniałam sobie śliczną blondynkę z parku. - Spotyka się z taką przez miesiąc, a później jak gdyby nic rzuca dla następnej. - I znowu przypomniała mi się sytuacja, której byłam świadkiem.
- Rozumiem twoje obawy i doceniam to. Wiesz, rozmawiałam z nim dzisiaj. - Mina Hope była bezcenna. Takiego zaskoczenia na jej twarzy chyba jeszcze nigdy nie widziałam.
- Kiedy się z nim widziałaś?
- Mówiłam ci, że mamy awarię serwera. Pracował dziś w instytucie i poszliśmy razem na lunch - zaczęłam opowiadać. - Hope, jest w nim coś takiego mrocznego, co sprawia, że jak ćma lecę do światła. Jest przystojny i bardzo seksowny, dlatego strasznie mnie pociąga.
- Rozumiem, co masz na myśli. Ja przez taki sam pryzmat widzę Lucasa.
- Tylko, że wy się kochacie. A między mną a Williamem nie może być mowy o miłości. - Popatrzyła na mnie wielkimi oczami i wtedy jej powiedziałam. - Wyraził się jasno. "Możemy się pieprzyć, ale miłości między nami nie będzie". - Ze zdziwienia opadła jej dolna szczęka.
- I co ty na to?
- Nic. Zatkało mnie tak samo, jak ciebie. Żeby uniknąć dalszych konfrontacji, wyszłam z pracy dwie godziny wcześniej. Hope, on powiedział, że się nie zakochuje. I z tego, co mi powiedziałaś, to może być prawda.
- On cię skrzywdzi. Znam cię dokładnie. Pokochasz go już po waszej pierwszej wspólnej nocy.
- Jeśli mu tego nie powiem, nie będzie o niczym wiedział.
- Jesteś niepoważna! - Oburzyła się. - Jak ty to sobie wyobrażasz? Będzie ci go zawsze mało, a oprócz bzykania on nie będzie w stanie zaoferować ci nic więcej.
W głębi serca wiedziałam, że Hope ma rację, że z czasem będę chciała mieć go wyłącznie dla siebie. A ja będę dla niego tylko laską do pieprzenia. Z drugiej strony chciałam nawet tego.
- Pewnie masz rację i pewnie będę tego gorzko żałować. Ale mam cholerną ochotę spróbować.
- Nie wierzę, no po prostu nie wierzę!
- Hope! To jest moje życie. Już od dawna robię to, co słuszne, zapominając o sobie. Może już czas, abym i ja się dobrze bawiła.
Kończąc ostatnie zdanie, byłam już w drodze do sypialni. Czułam się zmęczona absolutnie wszystkim. Rozebrałam się do samej bielizny i wślizgnęłam pod kołdrę. Nie miałam ochoty już na nic.
***
Kiedy obudziłam się rano, czułam ogromne wyrzuty sumienia. Po wieczornej kłótni z Hope miałam problem z rozpoczęciem dnia w dobrym nastroju. Gdyby chodziło o nią, pewnie zareagowałabym tak samo. Musiałam z nią porozmawiać jeszcze raz, tym razem bez alkoholu i nerwów. Wczoraj był jeden z tych dni, kiedy lepiej by było, gdybym nie rozmawiała z nikim. Wciągnęłam na siebie dres i poszłam do kuchni. Przy naszej wyspie siedziała już wyszykowana Erin.
- Hej. Gdzie się podziewałaś? - Nie widziałam się z Erin cały wczorajszy dzień. Nie byłam nawet pewna, czy wróciła na noc.
- Musiałam wyjaśnić sprawę z Adamem.
- Czyli między wami już wszystko dobrze?
- Źle się zrozumieliśmy. Spanikowałam, kiedy cały dzień nie odbierał ode mnie telefonów, ani nie odpisywał na wiadomości. Ale jak się okazało, Adam jest ratownikiem medycznym i jeździ w karetce.
- Nie wiedziałaś, czym się zajmuje?
- Wybacz, ale nie miałam kiedy go zapytać. Bo albo swoim językiem doprowadzał mnie do szaleństwa, albo posuwał z namiętnością. Nie rozmawialiśmy na takie tematy, gdzie kto pracuje lub czym się zajmuje. - Spojrzałam na przyjaciółkę i zastanawiałam się, dlaczego ja nie mogę podchodzić do tych spraw w taki sposób.
- W takim razie cieszę się, że wszystko macie już wyjaśnione i Adam nie jest jednym z tych, co ulatniają się wraz ze wschodem słońca.
- Myślę, że zostanie na dłużej. Abym nie miała więcej wątpliwości, dał mi zapasowy klucz do swojego mieszkania. No i grafik dyżurów, żebym wiedziała, kiedy będzie dostępny.
- To wspaniale! Mam nadzieję, że kiedyś mi go przedstawisz. Swoją drogą, Hope już wstała?
- Wyszła minutę przed tym, jak weszłaś do kuchni. Nie była zbyt rozmowna. Czy coś się stało?
- Wieczorem miałyśmy małą wymianę zdań na pewien temat. Myślę, że trochę przesadziłam i chciałam ją przeprosić.
- Nie wierzę! Pokłóciłaś się z Hope? - Erin to bawiło, mnie natomiast nie bardzo.
- Nie pokłóciłyśmy się, po prostu nie zgadzamy się w pewnej sprawie.
W tym momencie nie miałam ochoty na wtajemniczanie Erin w sprawy z Willem. Chociaż mogłabym się założyć, że w przeciwieństwie do Hope nie widziałaby nic złego w propozycji, którą mi złożył. Wypiłyśmy kawę, rozmawiając o pracy mojej oraz Erin. Moja przyjaciółka pracowała w salonie kosmetycznym, wykonując zabiegi upiększające.
- A może wpadniesz do salonu? Dawno nie byłaś, sądzę, że już czas na relaks. - Zaśmiałam się. Ale miała rację, w ostatnim czasie zaniedbałam się.
- Umów mnie na sobotę.
- Super! - Erin zaklaskała w dłonie. - Muszę już lecieć. W sobotę będziemy miały dużo czasu na gadanie. - Pocałowała mnie w policzek i wypadła z mieszkania niczym huragan.
Zostałam sama, cisza dźwięczała mi w uszach. Opłukałam i odstawiłam do zmywarki nasze kubki po kawie, potem poszłam się szykować do pracy.
Po szybkim prysznicu umalowałam się i ubrałam luźne spodnie z lekkiego materiału oraz jedwabną bluzkę z rękawami trzy czwarte.
Całe szczęście, że w instytucie klimatyzacja pracowała na najwyższych obrotach. Drogę do pracy jak dotychczas pokonywałam spokojnym spacerem. Przyjemnie było móc iść, nie pędząc w tłumie, nie tłukąc się taksówką. Kiedy zbliżałam się do instytutu, zastanawiałam się, czy dziś też spotkam Willa. Szczerze? Nawet miałam cichą nadzieję, że tak się stanie. Weszłam po schodach i skierowałam się prosto do biura. Przy swoim biurku Maggie była już gotowa do pracy. Zajęłam miejsce i zauważyłam, że mój komputer jest już gotowy. Po chwili w drzwiach stanęła Elizabeth. Po krótkim instruktarzu, jak obchodzić się katalogiem, zabrałam się do pracy. Byłam tak pochłonięta zadaniami, że przeoczyłam porę lunchu, kiedy więc poczułam ssący głód, postanowiłam wyskoczyć tylko po kanapkę do restauracji obok. Gdy wróciłam, na biurku stał piękny bukiet róż. Bilecik, jak poprzednim razem, był bez podpisu, ale ja doskonale wiedziałam, od kogo jest. Kotku, nie mogę przestać o tobie myśleć. Bilecik schowałam do torebki, a kwiaty zostawiłam na biurku. Ten mały gest sprawił, że reszta dnia upłynęła mi w przyjemnym nastroju. Po pracy postanowiłam zrobić coś dla siebie i dziewczyn. W tym wypadku chodziło mi głównie o Hope. Byłam jej winna przeprosiny. Tak więc półtorej godziny przed końcem wysłałam grupowego SMS-a z pytaniem, czy mają ochotę na domowe SPA. Erin odpowiedziała od razu, natomiast Hope kazała na siebie czekać aż trzy kwadranse, jednak ku mojemu zdziwieniu zgodziła się. Umówiłyśmy się przed dziewiętnastą w naszym salonie. Gdy wróciłam do mieszkania, zobaczyłam, że Erin już czekała z lampką wina. Wzięłam więc szybki prysznic i dołączyłam do niej. Pół godziny później Hope pojawiła się obok nas. Na początku trochę sztywno rozmawiałyśmy o pracy. Kiedy więc opróżniłyśmy pierwszą butelkę i Erin poszła po kolejną, miałam odwagę odezwać się do Hope.
- Słuchaj, chciałabym cię przeprosić za wczoraj - zaczęłam niepewnie.
- Nie ma sprawy. Ja też cię przepraszam, nie powinnam była tak reagować.
- Ale chyba masz rację, to nie byłby najlepszy pomysł, żeby pchać się w związek opierający się tylko na seksie. - Czułam, że tętno mi wzrosło. Kiedy tylko myślałam o Willu, denerwowałam się jak przyłapana na gorącym uczynku.
- Lauren. To twoje życie, nikt nie przeżyje go za ciebie. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Jesteś inteligentną kobietą, wierzę, że postąpisz słusznie. Swoją drogą, masz rację, czas się trochę zabawić. - Przytuliłyśmy się w pojednawczym uścisku i roześmiałyśmy na cały głos.
- Widzę, że topór wojenny zakopany - powiedziała Erin, wchodząc z nową butelką wina i pudełkiem lodów.
Otworzyłam alkohol i nalałam każdej z nas po porządnym kieliszku.
- Moje drogie, chciałabym, abyśmy wzniosły toast. - Dziewczyny wzięły swoje kieliszki i stanęły obok mnie. - Pijemy za zdrowie facetów, którzy nas zdobyli - powiedziałam.
- Frajerów, którzy nas stracili - dodała Erin.
- I farciarzy, którzy nas poznają - zakończyła Hope.
Ze śmiechem na ustach stuknęłyśmy się kieliszkami. Chwilę później z nałożonymi już maseczkami oczyszczającymi wyciągnęłyśmy się na kanapie i zaczęłyśmy oglądać nasz ulubiony serial You. Wieczór spędziłyśmy w cudownych nastrojach. Udało mi się namówić Hope i Erin, aby zaprosiły swoich mężczyzn na wspólną kolację, którą miałam ochotę przygotować z okazji mojego pierwszego tygodnia pracy. Umówiłyśmy się na piątek wieczór, bym zdążyła wszystko zorganizować.
***
Czwartek upłynął w spokoju. Wdrożyłam się już w zadania, które miałam wykonywać i robiłam to z należytą starannością. Poznałam większość personelu, przewodników i kobiety zajmujące się biblioteką. Dowiedziałam się również, że w przyszłym miesiącu ma się odbyć bal poświęcony jednej z wystaw i pracownicy instytutu również są zaproszeni. Nie podałam od razu odpowiedzi, wymawiając się kalendarzem. Nie wiedziałam, co będzie w przyszłym miesiącu. Bardziej martwiło mnie jednak to, z kim przyjdę na taką imprezę. Oczywiście przyjście samemu nie wchodziło w grę.
Wolałabym zapaść się pod ziemię, niż stać pod ścianą i liczyć, że ktoś zwróci na mnie uwagę. Byłam ciekawa, co przyniesie czas. Póki co bardzo cieszyłam się na nadchodzącą kolację z moimi przyjaciółkami i ich partnerami. Był to w pewnym sensie nowy etap w naszym życiu, ponieważ i Hope, i Erin pierwszy raz były w poważnych związkach. Co prawda Erin od niedawna, ale widać było, że Adam jest facetem, którego szukała. Aby zaoszczędzić czas, na zakupy postanowiłam wybrać się po pracy. W piątki instytut czynny jest aż do dwudziestej, jednak ja pracuje normalnie osiem godzin, czyli do osiemnastej. Plus był też taki, że weekendy mam wolne. Jeśli chodzi o poniedziałki, to tylko w razie konieczności mam przychodzić. Dlatego coraz bardziej lubiłam moją pracę.
***
W upragniony piątek już od samego rana czułam się wspaniale. Obudziłam się skoro świt, aby móc wszystko sobie przygotować. Później prysznic, wyszykowanie się i praca. Czas upłynął tak szybko, że nim się obejrzałam, dochodziła osiemnasta. Zadzwoniła Erin, że razem z Adamem będą na dziewiętnastą, natomiast od Hope nie miałam żadnej informacji. Trochę się niepokoiłam, ponieważ nie odbierała moich telefonów, ani nie odpisywała na wiadomości. Miałam nadzieję, że nie stchórzy i jednak przedstawi mi swojego ukochanego w normalnych warunkach i na trzeźwo. Już od dawna nie cieszyłam się tak na nadchodzący weekend. Po powrocie do domu z mojego formalnego stroju przebrałam się w zwiewną, króciutką sukienkę. Miałam czterdzieści minut na przygotowanie dania. W międzyczasie nakryłam do stołu. Zanim o dziewiętnastej zadzwonił dzwonek, wszystko było już gotowe.
- Witajcie - przywitałam się z pierwszymi gośćmi.
- Lauren, poznaj, proszę, Adama. Adam, to jest moja przyjaciółka Lauren. - Erin czyniła honory.
- Bardzo miło mi cię poznać. Erin dużo opowiadała o waszej znajomości. - Nie wiedziałam, czy Adam mówi to z grzeczności, czy faktycznie Erin w końcu opowiedziała mu o swoim życiu. Jeśli tak i facet z nią został, to musiała to być prawdziwa miłość.
Zaproponowałam, aby zajęli miejsce, a dopóki nie przybędzie Hope oraz Lucas napijemy się jedynie wina. Po kwadransie do mieszkania wpadła Hope, przepraszając za spóźnienie. Zdziwiłam się, ponieważ była sama i w dodatku zdenerwowana.
- Czy coś się stało? - zapytałam ukradkiem.
- Wszystko w porządku. Przeciągnęło mi się w pracy. Pozwól, że się przebiorę i do was dołączę. - Ani słowem nie wspomniała o Lucasie. Miałam nadzieję, że jeśli mają spięcie, to nie z mojej winy.
Włączyłam nastrojową muzykę, aby pasowała do atmosfery. Z głośników wylał się wspaniały głos Jessie Ware w piosence Selfish Love. Kiedy Hope dołączyła do nas, zauważyłam coś w jej spojrzeniu. Chciała mi o czymś powiedzieć, ale nie zdążyła, ponieważ rozległ się kolejny dzwonek do drzwi. Jak w skowronkach pobiegłam otworzyć ostatniemu gościowi i gdy zobaczyłam, że obok Lucasa stoi William z bukietem kwiatów, zamarłam. Przez ostatnie dni starałam się nie myśleć o tym mężczyźnie. Byłam w stanie zapomnieć o nim i o jego niemoralnej propozycji.
- Witaj, Lauren - odezwał się Will tym swoim seksownym głosem.
Szybko poczułam ciepło rozchodzące się po moim ciele. Hope, widząc moje zakłopotanie, znalazła się obok mnie.
- Lauren, pozwól, że w normalnych warunkach oraz oficjalnie przedstawię ci mojego chłopaka Lucasa. - Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę.
- Miło cię znowu widzieć. Dziękuję, że zgodziłeś się przyjść.
- Nie ma sprawy. Hope wspomniała, że będzie kuchnia włoska, której nigdy nie odmawiam. - Puścił do mnie oko i zajął miejsce obok swojej kobiety.
- Wiem, że ja nie byłem zaproszony, ale kiedy Lucas powiedział mi o tej kolacji, musiałem... Musiałem cię zobaczyć. Proszę, nie bądź zła ani na niego, ani na Hope. Jeśli masz takie życzenie, wyjdę i nie będę zakłócał twojego spokoju.
Odebrałam od niego przepiękny bukiet białych róż, spojrzałam mu w oczy i delikatnie się uśmiechając, powiedziałam:
- Zostań. Nakryję do stołu.
Pocałował mnie w policzek i usiadł obok Lucasa, tym samym zajmując miejsce obok mnie. Boże, stałam w kuchni i walczyłam ze sobą, by przypadkiem nie osiągnąć orgazmu, przebywając tak blisko niego. Kiedy już się pozbierałam w sobie, postawiłam nakrycie przed Williamem i oficjalnie rozpoczęliśmy kolację, a gdy każdy miał już wino w kieliszku, wstałam, by wznieść toast.
- Chciałabym wszystkim podziękować za przybycie. Jest mi bardzo miło, że mogę z wami uczcić swój pierwszy tydzień w nowej pracy. Chciałabym również pogratulować moim wspaniałym przyjaciółkom i ich partnerom. Życzę wam, aby miłość was nie opuszczała.
Wszyscy z uśmiechem kiwnęli w podziękowaniu. Mężczyźni znaleźli tematy dla siebie, a my się tylko przysłuchiwałyśmy. Na szczęście wszystkim smakowało tagliatelle z pomidorami i mozzarellą, które przygotowałam. Niestety na deser było już mniej szykownie, ponieważ nie miałam więcej czasu i w cukierni niedaleko instytutu kupiłam brownie. Cała atmosfera i sytuacja, w której się znaleźliśmy, przyprawiła mnie o miłe uczucia. Między mną a Willem parę razy doszło do dziwnych konfrontacji, na przykład, gdy siedzieliśmy przy stole, złapał mnie za rękę lub gdy mijałam go w kuchni, położył dłoń na moich plecach. Czułam się zauważona i nieodstająca od reszty. Wyobraziłam sobie, że tak mogłoby już zostać, że wszyscy będziemy mogli spotykać się we wspólnym gronie. Dochodziła już dwudziesta trzecia, kiedy Erin z Adamem zaczęli się zbierać.
- Dziękujemy za wspaniałą kolację. Niestety Adam zaczyna o szóstej zmianę. - Wszystko wskazywało, że Erin nie ma zamiaru zostawać na noc w mieszkaniu.
- To ja dziękuję, że byliście. Bardzo miło było mi cię poznać, Adamie.
- Koniecznie musisz mi opowiedzieć o swoim przyjacielu. Lauren, nie wiedziałam, że masz kogoś - szepnęła do mnie Erin.
- Ponieważ nie mam nikogo. To skomplikowane. Porozmawiamy kiedyś na ten temat. - Mówiąc "kiedyś", było wiadomo, że chodzi o najbliższą możliwą okazję. Erin nie odpuści. Będzie dociekać i dopytywać, aż w końcu wszystko wyciągnie, więc lepiej tego nie odwlekać.
Pozbierałam resztki ze stołu, a naczynia wstawiłam do zmywarki.
Miałam wrażenie, że zostałam sama w mieszkaniu, nie zauważyłam tylko, kiedy William z Lucasem wyszli. Kiedy szłam do swojej sypialni, już z końca korytarza zauważyłam uchylone drzwi. Otworzyłam i oczom moim ukazał się zgubny dla mnie widok. William leżał na moim łóżku, a obok świeciła się nocna lampka. Nie miał dziś na sobie swojego oficjalnego garnituru. Był w dżinsach i zwykłym T-shircie. W rękach trzymał książkę erotyczną mojej ulubionej autorki, a z głośników laptopa leciała cicha muzyka. Ansel Elgort śpiewał, jak ukradł serce dziewczynie i odszedł, nie mówiąc "przepraszam". Słuchając tej piosenki, czułam ukryte przesłanie. Wciąż jednak stałam w drzwiach i przyglądałam się, jak William czyta krótkie streszczenie na odwrocie książki, a później kartkuje strony.
- A więc takie powieści czytasz przed snem? - Uniósł brew i popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Jestem samotną kobietą. Muszę sobie jakoś radzić.
Uśmiechnął się i wyciągnął do mnie rękę. Zamknęłam drzwi i powoli zbliżałam się do niego. Gdy byłam już na wyciągnięcie dłoni, pociągnął mnie do siebie, rzucając na łóżko. Jego usta znajdowały się tuż przy moich, a jego czoło opierało się o moje. Swoimi dłońmi błądził po moim ciele. Odchyliłam głowę do tyłu, odsłaniając szyję i wtedy William wpił się w czułe miejsce, powodując, że moje podniecenie zaczęło rosnąć w bardzo szybkim tempie.
- Sprawiasz, że wariuję, Lauren. Jesteś piękna i tak cholernie seksowna. - Jego ochrypły głos sprawiał, że nie mogłam powstrzymać jęków.
Objęłam jego twarz i zaczęłam całować. Całowałam zachłannie jak nigdy dotąd. Jakby potrzebne mi to było do życia. Leżąc na nim, jedną ręką trzymałam jego twarz, a drugą zanurzyłam pod koszulkę, wyczuwając mocno wyrzeźbione mięśnie brzucha. Czytając mi w myślach, William podniósł się, sadzając mnie na sobie. Jednym sprawnym ruchem ściągnął T-shirt i oczom moim ukazała się klatka piersiowa, która była tak mocno umięśniona, iż miałam wrażenie, że dotykam kamieni. Obejmując mnie w pasie, Will delikatnie zaczął zsuwać ramiączka sukienki. Szybko odkrył, ze jestem bez stanika. Przez materiał drażnił się z jedną piersią, dla drugiej będąc łaskawym, i uwolnił ją spod sukienki. Wtopiłam palce w jego włosy, nie przestając całować. Wiedział, co robić i robił to bardzo dobrze. Czułam, że za chwilę stanie się coś wielkiego. Gdy próbowałam odpiąć mu spodnie i uwolnić już i tak nabrzmiałego penisa, Will złapał mnie za rękę i powstrzymał, pytając:
- Czy mam rozumieć, że zgadzasz się na moją propozycję?
Zatkało mnie. Zeszłam z niego i poprawiłam ramiączka od sukienki. Przez to, jak mnie dotykał, kompletnie zapomniałam o cholernym układzie, w który chce, abym weszła. William spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami, czekając na odpowiedź, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Czy to będzie oznaczało, że bez mojej zgody nie będziemy się kochać?
- Nie zdecydowałam się jeszcze - wydukałam.
- Och, kotku. Proszę, nie zastanawiaj się tak długo, bo doprowadzisz mnie tym do obłędu. - Znowu zaczął mnie całować. - Mam taką ochotę zanurzyć w tobie swojego kutasa.
Tymi słowami sprawił, że znowu mu się poddałam. Tak bardzo go pragnęłam i również miałam ochotę, aby znalazł się we mnie. Miałam już się zgodzić, gdy dodał:
- Zróbmy tak. Jutro robię imprezę, na którą chciałbym, abyś przyszła. Nic wielkiego, paru znajomych. Jeżeli się na niej pojawisz, będzie to oznaczało, że godzisz się na moją propozycję. Jeśli jednak nie przyjdziesz, odejdę w zapomnienie. - Dla przypieczętowania słów, które wypowiedział, znowu zaczął mnie całować. Mocno i namiętnie. - A żeby ułatwić ci decyzję, dzisiaj zajmę się tobą.
Tym razem to on położył się na mnie. Zaczynając całować po szyi, schodził coraz niżej. Podwinął moją już i tak krótką sukienkę i przełożył przez głowę. Leżąc w samych majtkach, cieszyłam się, że zdecydowałam się dziś na ogolenie nóg i okolic intymnych. Ugniatając moje piersi, wciąż całował mnie po brzuchu. Wygięłam ciało w łuk, obawiając się, że mogę zaraz dojść. Kolejny raz chciałam spróbować dobrać mu się do spodni, jednak znowu mnie powstrzymał.
- Kotku, mówiłem ci, że dzisiaj ty jesteś najważniejsza.
Wolnym ruchem pogładził moje ciało od góry aż do stopy. W drodze powrotnej zatrzymał się przy majtkach, mówiąc:
- Myślę, że już czas się ich pozbyć.
Zahaczając palce wskazujące o moją bieliznę, zaczął ją powoli zsuwać.
- Cała gładka. Mmmm... - zamruczał. - Rozkosznie.
Przesunął mnie do krawędzi łóżka, klękając przede mną na podłodze. Jedną nogę odchylił na bok, drugą położył sobie na ramieniu. Delikatnie zaczął całować moją wewnętrzną część uda, sprawiając, że ciało automatycznie domagało się czegoś w środku. Gdy swoimi ustami zbliżał się do łechtaczki, znowu zaczęłam wyginać ciało w łuk.
- Jesteś taka mokra. Taka gotowa... - Gdy ruszał ustami tuż przy moim guziczku, myślałam, że oszaleję. Delikatnie wsunął jeden palec, poruszając nim delikatnie. - A do tego tak ciasna. Jesteś wspaniała, Lauren.
Nie przestając ruszać palcem, zaczął lizać mój splot nerwowy, doprowadzając tym do serii jęków i krzyków. Ssał i drażnił łechtaczkę, na przemian ruszając to palcem, to językiem. W końcu jak w moim śnie wyjął go i oblizał. Złapał mnie za oba pośladki i przyssał się do mojej muszelki. Nie potrzebowałam dużo czasu, byłam tak podniecona i już nie mogłam dłużej tego w sobie trzymać. Kiedy orgazm rozlewał się po moim ciele, krzyczałam jego imię. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie przeżyłam. Aby dojść do siebie, musiałam chwilę poleżeć. W tym czasie William położył się obok mnie i powiedział:
- To był tylko przedsmak tego, co cię czeka ze mną. Uwierz, że będziesz zadowolona.
- Ale to będzie wszystko, co jesteś w stanie mi zaoferować? - zapytałam.
- Tyle i aż tyle. Nie jestem typem faceta, który zakochuje się od pierwszego wejrzenia lub kocha do grobowej deski. Ale możesz mieć pewność, że gdy będę cię posuwał, będziesz jedyna. I tego samego oczekiwałbym w zamian.
Aby zacząć racjonalnie myśleć, musiałam usiąść. Sięgnęłam po koc i okryłam swoje ciało. Nie wiem dlaczego, ale poczułam zawstydzenie. A przecież przed chwilą ten mężczyzna robił cuda swoim językiem między moimi nogami. William, widząc moje zakłopotanie, wstał z łóżka i sięgnął po swoją koszulkę.
- Masz dobę na podjęcie decyzji. - Jego ton był zdecydowany i ostry.
Nie byłam w stanie mu nic odpowiedzieć. Pozbierałam z podłogi swoje majtki i sukienkę, pocałowałam go najczulej, jak mogłam, i wyszłam do łazienki. Pod prysznicem, pomimo gorącej wody, czułam, jak moje ciało drży. Łapiąc krople wody, starałam się wyrównać oddech. Z mojej pochwy śluz wylewał się w takiej ilości jak nigdy dotąd. Gdy już się odświeżyłam i wróciłam do sypialni, Willa nie było. O jego obecności świadczyła tylko pomięta pościel na łóżku i wciąż grający laptop na nocnej szafce. W playliście, którą ustawił William, akurat w tym momencie nadszedł czas na Beyoncé i Naughty Girl. Wiedziałam, że tej nocy będę miała problemy z zaśnięciem.
***
Nowy dzień przynosił nowe wyzwania. Całą noc nie spałam, myśląc o tym, co miało miejsce zaledwie kilka godzin wcześniej. Gdy tylko zobaczyłam wschód słońca, wstałam do kuchni, by przygotować swoje codzienne latte. Ku mojemu zdziwieniu w korytarzu minęłam się z Lucasem, który właśnie wychodził, a po chwili do kuchni weszła Hope.
- Nie wiedziałam, że już nie śpisz - zaczęła.
- Nie mogłam spać. Dzisiejszą datę powinnam chyba odnotować w kalendarzu. - Zaśmiałam się.
Hope dołączyła do mnie, siadając ze swoim kubkiem mocnej czarnej kawy.
- Tak, to jest coś nowego. Ale miło jest się obudzić i nie musieć wracać do siebie.
- Swoją drogą, chyba już czas, abyście przestali się ukrywać, a przede wszystkim ty jego.
- Taki mam właśnie zamiar. No a co z Willem? Został na noc? - Czułam, że moja twarz nabrała rumieńców, co nie umknęło jej uwadze.
- Nie. Nie został na noc. Ale zanim wyszedł, trochę rozmawialiśmy.
- Yhym... - zamruczała, upijając łyk swojej kawy. - Rozumiem, że doszło do czegoś więcej?
- Nieszczególnie - skłamałam.
- Lauren, ty się rumienisz, musiało coś być!
- Nie uprawialiśmy seksu. Nie dałam mu odpowiedzi, więc nie było mowy o bzykaniu.
- Rozumiem. Czyli co? Po prostu siedzieliście i rozmawialiście?
- Ależ skąd! - Uśmiechnęłam się zawadiacko. - Jak to powiedział, dał mi "przedsmak tego, co może mnie z nim czekać". - Hope popatrzyła na mnie zdziwionymi oczami, a gdy opanowałam wspomnienia, dodałam: - Zrobił mi taką minetkę, jakiej nigdy w życiu nie miałam.
W tym momencie moja najlepsza przyjaciółka prawie udławiła się kawą, którą właśnie przełykała. Tak, tak, zrobiłam to specjalnie. Czekałam na ten moment i ona doskonale o tym wiedziała.
Gdy już przestała kasłać, pogroziła mi palcem.
- Jesteś nienormalna! Chcesz mnie zabić? - Nie mogłam opanować śmiechu. - A teraz poważnie. Co masz zamiar zrobić?
- Will urządza dziś imprezę, na którą mnie zaprosił. Powiedział, że jeśli na nią przyjdę, będzie to oznaczało na moją zgodę dla jego propozycji, jeśli nie, sama wiesz.
- No i? - dopytywała.
- No i mam zamiar na nią iść i się dobrze bawić.
- Rozumiem. Robisz, jak uważasz. Będę trzymać za ciebie kciuki. Jeśli potrzebujesz jakiejś sukienki, moja szafa jest otwarta.
- Dziękuję, jesteś kochana. - Objęłam przyjaciółkę. Cieszyłam się, że z takim spokojem przyjęła moją decyzję. - A wy? Nie wybieracie się? Przecież przyjaźnią się z Lucasem.
- Nie wiem. Co prawda Lucas wspominał mi o tym, ale najpierw czeka nas coś poważniejszego. - Z zaciekawieniem słuchałam dalej. - Mamy dziś kolację u moich rodziców. Już czas, aby poznali mojego mężczyznę.
- Wow! To faktycznie coś poważnego.
Między nami nastała cisza. Siedziałyśmy i po prostu wpatrywałyśmy się w budzące do życia miasto. Obie miałyśmy wiele myśli kłębiących się w głowie. Przed nami wieczór pełen wrażeń.
Nagle poczułam ogromne zmęczenie. Przeprosiłam przyjaciółkę i wróciłam do łóżka. Tym razem zasnęłam bez żadnych problemów, a kiedy obudziłam się przed południem, byłam całkowicie wypoczęta. Do salonu Erin miałam się stawić o czternastej. Doskonale wiedziała, że w weekendy nie należę do rannych ptaszków.
Wstałam więc drugi raz tego dnia i z radością zobaczyłam SMS z adresem dzisiejszej imprezy. Nie miałam tylko pojęcia, skąd William wziął mój numer. Być może miał go od początku, a może podkradł go wczoraj wieczorem, gdy zostawiłam swój telefon na nocnej szafce przy łóżku i książce, którą oglądał. Od siebie dopisał tylko, że liczy, iż się spotkamy. Impreza miała rozpocząć się o dziewiętnastej, więc aby go zaskoczyć i spóźnić się z klasą, planowałam tam być po dwudziestej. Najpierw jednak czekało mnie zrobienie się na bóstwo. Salon kosmetyczny Unique był jednym z najlepszych na Manhattanie, jeśli nie w całym Nowym Jorku. Prowadziły go dwie siostry. Obie bardzo sympatyczne, zawsze witały mnie, jakbym była dla nich kimś bliskim lub ważnym. Jednak z tego, co mówiła Erin, takie podejście miały do każdego klienta. Nie dziwiło mnie więc, dlaczego tak dużo kobiet i mężczyzn odwiedzało to miejsce.
- W końcu jesteś! - Erin aż podskoczyła na mój widok.
- Przecież się nie spóźniłam. - Spojrzałam na zegarek. Byłam nawet przed czasem.
- Nie. Nie spóźniłaś się, ale tak dawno tu nie byłaś.
- Ach... No to jestem. I proszę, zrób dziś ze mnie boginię, ponieważ wieczorem idę na imprezę.
- Masz to jak w banku. Zaczniemy od paznokci, później mały masaż, może depilacja? Och, jeszcze maseczka, makijaż i będziesz piękna jak milion dolarów!
- Ufam ci bezgranicznie. - Zajęłam miejsce przy stanowisku do manicure i oddalam się w ręce Erin.
Jak się mogłam spodziewać, moja przyjaciółka bez ogródek przeszła do bombardowania mnie pytaniami na temat Willa. Kompletnie zaskoczyła mnie tym, że w ogóle go nie poznała. Dopiero kiedy opowiedziałam sytuację z klubu, zrobiła wielkie oczy. W sumie mogłam się tego spodziewać, na kolacji Erin nie spuszczała z Adama oczu, więc było do przewidzenia, że zapomniała Williama. Pokrótce opowiedziałam jej wszystko, starając się nie omijać istotnych szczegółów. Tak jak wcześniej przypuszczałam, Erin dała swoją pełną aprobatę względem propozycji Willa. Uważała, że nie ma w tym nic złego, jeśli dwoje dorosłych ludzi ma zamiar zaspokajać się fizycznie. Nie zdziwiła się, kiedy powiedziałam jej, o co dokładnie pokłóciłam się z Hope parę dni temu.
- Czasami mam wrażenie, że ta dziewczyna nosi niewidzialny habit - powiedziała Erin.
Czego nie mogłam nie potwierdzić. Hope czasem zachowywała się gorzej niż moja siostra. I właśnie wtedy uzmysłowiłam sobie, że powinnam zadzwonić do Luizy, ze względu na Irene powinnam czynić to teraz częściej.
Po dwóch godzinach robienia paznokci Erin przeszła do depilacji i natłuszczania mojej skóry, robiąc przy tym cudowny relaksacyjny masaż.
Jak wspomniała wcześniej, na koniec maseczka i makijaż. Fryzurą zajął się Marco, specjalista od fryzur na szczególne okazje. Chociaż chciałam, aby moje włosy były luźno puszczone na ramiona, i prosiłam, by ich nie upinał, to stwierdził, że aby dodać mi seksapilu, zrobi delikatne loki na końcówkach. Efekt zaparł mi dech w piersiach. Nie sądziłam, że mogę tak wyglądać.
- Idź i baw się dobrze, a następnym razem, kiedy będziemy miały tylko czas dla siebie, opowiesz mi, jak było - powiedziała Erin, odprowadzając mnie do wyjścia. Pożegnałam się z przyjaciółką i zamarłam, kiedy zobaczyłam na zegarku dziewiętnastą. Teraz było już pewne, że się spóźnię. Powrót do domu zajął mi więcej czasu, niż przypuszczałam, dlatego byłam bardzo szczęśliwa, kiedy weszłam do sypialni i na łóżku zobaczyłam przygotowaną sukienkę oraz buty. Hope była tak wspaniała i pomyślała również o dodatkach. Sukienka w kolorze wiśni miała odkryte plecy, przez co stanik nie wchodził w grę, wycięcie, które sięgało prawie do rowka, zmuszało do założenia bardzo kusej bielizny. Ona zrobiła to po dokładnym przemyśleniu. Kiedy podeszłam do toaletki, aby użyć swoich ulubionych perfum, zauważyłam liścik i buteleczkę nienależącą do mnie.
Użyj tego zapachu. Będzie pasował do sukienki i okazji. Jeśli uda nam się, to wpadniemy na chwilę, żeby się przywitać, jeśli nie, to i tak wyobrażam sobie, jak pięknie wyglądasz. Idź, baw się i spraw, żeby facet stracił dla ciebie głowę. Kocham cię. Hope.
Byłam przeszczęśliwa. Ostatni raz stanęłam przed lustrem, by się w nim przejrzeć od stóp do głów. Kiedy zadzwonił dzwonek, pomalowałam usta błyszczykiem. Podałam adres taksówkarzowi i udaliśmy się na Greenpoin. Po półgodzinnej jeździe wysiadłam przed wielkim budynkiem, w którym znajdowały się apartamenty. Nie wiedziałam, czy Will ma tu mieszkanie, czy po prostu wynajął je na potrzebę imprezy. Nie myśląc wiele już na ten temat, zapłaciłam za kurs i skierowałam się do wejścia. Portier, który stał przy wejściu, skinął mi na przywitanie i otworzył przede mną drzwi. Wjechałam windą na piętro, które miałam podane w SMS-ie. Mieszkania nie musiałam długo szukać. Drzwi były otwarte. Ludzie dookoła stali i pili drinki. Poczułam się trochę jak w liceum, tylko poziom był dużo wyższy. W zasadzie nikt nie zwracał na mnie uwagi. Byłam dla nich kolejną osobą na imprezie. Obserwowałam kobiety i z radością stwierdziłam, że strój, który przygotowała dla mnie Hope, jest idealny do tego miejsca. Szłam korytarzem, kierując się do salonu. Kiedy stanęłam w przejściu, objęłam wzrokiem całą przestrzeń. W półkolu pod ścianami stały kanapy, na których mężczyźni i kobiety siedzieli, pijąc drinki, rozmawiając, a nawet całując się. Na środku zrobiono parkiet do tańczenia. Stałam i patrzyłam jak zahipnotyzowana. Ruchy kobiet i ich partnerów do tańca były wręcz wulgarne. Ocierali się o sobie, jakby uprawiali seks. Przechodząca obok kelnerka niosła tacę z drinkami. Chwyciłam pierwszy z brzegu i wypiłam do dna. Gin z tonikiem. Przyjemne ciepło otuliło moje gardło i przełyk. Odstawiłam kieliszek na pustą tacę stojącą na stoliku, a gdy podniosłam wzrok, wtedy go zobaczyłam. Siedział na kanapie w towarzystwie dwóch kobiet. Jego wzrok był odległy i nieobecny. Miałam wrażenie, że te dwie laski wijące się po bokach w ogóle nie robiły na nim wrażenia. Minęła chwila, gdy i on mnie zobaczył. Oczy mu rozbłysły, kąciki ust uniosły się w uśmiechu, a ciało naprężyło. Z głośników, pewnie poukrywanych w ścianach, leciała piosenka idealnie oddająca sytuację. William podszedł do mnie i wyciągnął rękę, gdy mu ją podałam, wyciągnął mnie na środek. Stanął za moimi plecami i kładąc ręce na biodrach, zaczął nimi kołysać. Głos Stephena Putha w Sexual Vibe sprawił, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Wyciągnęłam ręce do góry i objęłam głowę Willa. Nie przestając się kołysać, całował moją szyję. Poczułam, jak jego męskość rośnie w spodniach. Odwrócił mnie w swoją stronę i wsadzając swoją nogę między moje, zaczął kręcić naszymi biodrami. Jak w Dirty dancing nasz taniec był pełen seksu i zmysłowości. Przysunął się bliżej i kładąc dłoń na moich nagich plecach, powoli schodził w dół, a gdy był tuż przy rozcięciu sukienki, koniuszki palców wsunął pod materiał. Wtedy usłyszałam pomruk aprobaty i powiedział:
- Nie masz na sobie bielizny. - Nie było to pytanie, tylko stwierdzenie.
To prawda, w ostatniej chwili zrezygnowałam z majtek. Piosenka się skończyła, ale on dalej, przyklejony do mnie, już tylko stojąc, błądził rękami po moim ciele. Od przechodzącej znowu kobiety wziął dwa drinki, wręczając mi jeden. Nie czekając minuty dłużej, wziął mnie za rękę i poprowadził korytarzem do schodów, wprost na piętro. Tam muzyka była stłumiona. Im dalej szliśmy, tym bardziej cichła, w pewnym momencie przekroczyliśmy próg jednego z pokoi, gdzie po zamknięciu drzwi nie było słychać już nic. Jakby żadnej imprezy nie było. William wyciągnął telefon z kieszeni i po wpisaniu kilku komend światła dawały już tylko delikatny mrok, zewnętrzne rolety odsłoniły nocny widok na Manhattan, a z głośników zaczęły płynąć piosenki Two Feet. Zaczęłam rozglądać się dookoła. Łóżko, które stało na środku, spokojnie pomieściłoby cztery osoby. Stałam jak zaklęta. Nie byłam w stanie pojąć, ile ten apartament mógł kosztować i skąd William, zwykły informatyk, miałby na to pieniądze.
- Powiedz coś - odezwał się do mnie.
Przełknęłam ślinę, czując suchość w ustach. Przypomniałam sobie o drinku i upiłam duży łyk. Tym razem martini z lodem. Odstawiłam kieliszek na stolik i podeszłam do niego.
- Co mam ci powiedzieć? - Czułam, że alkohol zaczyna szumieć w mojej głowie.
- Myślałem, że nie przyjdziesz.
- Jestem kobietą, spóźnianie się mam w swojej naturze.
- Każesz na siebie czekać. - Złapał mnie za twarz i zaczął całować.
- Myślę, że warto - wydyszałam mu do ust, wciąż się drocząc.
- O tak! Też tak myślę - mówił, nie przestając całować.
Objęłam jego głowę, a palce wplotłam we włosy, on objął mnie w talii, a całował z taką namiętnością i żądzą jak nigdy wcześniej. Skierowałam go w stronę łóżka i zrobiłam krok do przodu. Rękoma zaczęłam błądzić po jego ciele. Czułam napięte mięśnie na plecach i wyrzeźbiony kaloryfer z przodu. Wtedy jednym płynnym ruchem odwrócił mnie tyłem i zaczął dotykać pleców.
- Jesteś taka delikatna. - Ręce wsunął pod materiał sukienki, obejmując moje piersi. - Twoje cycuszki idealnie pasują do moich dłoni. - Dotykał mojego ciała, stojąc za mną i wbijając we mnie swojego penisa. Kiedy zszedł niżej i dotknął moich miejsc intymnych, aż jęknął. - Jesteś jeszcze gładsza niż wczoraj. - Wysunął ręce spod sukienki, znowu odwrócił mnie w swoją stronę i złapał za guzik na karku. - Pora już się pozbyć tego kawałka materiału.
Sprawnie go odpiął, sprawiając, że sukienka opadła do mych stóp. Wyszłam z jej kręgu i stanęłam obok. Stałam naga, nagusieńka, w samych szpilkach przed mężczyzną, który zjadał mnie wzrokiem. Aby szanse były wyrównane, chwyciłam za końce jego koszulki i uniosłam, by mu ją zdjąć.
- Temu kawałkowi materiału również podziękujemy - powiedziałam, uśmiechając się zalotnie.
Obeszłam go dookoła, stając za jego plecami. Dłońmi wodziłam po jego klatce piersiowej. Mięśnie miał twarde jak kamień. Schodziłam coraz niżej, wyczuwając pod dłonią mocno zarysowaną linię mięśni układającą się w literę V. Odpięłam rozporek i pogładziłam włoski wystające spod bokserek. Znów wróciłam do przodu, pocałowałam go i odeszłam. Położyłam się na łóżku, a wskazującym palcem wykonałam gest zaproszenia. Podszedł, odwrócił mnie na brzuch, siadł za mną. Szyję, ramiona, plecy oraz pośladki obsypał pocałunkami. Byłam już tak podniecona, iż myślałam, że nie zdołam dłużej wytrzymać. Wtedy mój pośladek przyjął mocnego klapsa. Aby ciepło rozeszło się równomiernie, William zaczął go rozmasowywać. Gdy już o nim zapomniałam, dostałam drugiego, po przeciwnej stronie. I jak poprzednim razem, Will zaczął masować. Wstał z łóżka i zobaczyłam, że zdejmuje resztę ubrań. Mogłam się tego spodziewać. Jego wyposażenie było nadzwyczaj dorodne. Większość facetów, z którymi spotykałam się na studiach, mogłoby mu pozazdrościć. Podszedł do mnie, łapiąc mnie za obcasy. Zapomniałam, że wciąż miałam na sobie buty.
- Nawet nie próbuj ich ściągać - rozkazał.
Wciąż leżałam na brzuchu, kiedy więc dołączył, położył się na mnie. Przykrył moje ciało swoim, całując po szyi i ramionach. Prawą rękę wsunął miedzy moje nogi. I jednym sprawnym ruchem wszedł do środka.
- Czy to z mojego powodu jesteś taka mokra? - Byłam w stanie tylko kiwnąć głową. - Odpowiedz na moje pytanie.
- Tak - wyszeptałam.
- Tak, co? - Nie bardzo rozumiałam sens tych pytań.
- Z twojego powodu jestem mokra - powiedziałam.
- To miło. Nie wstydź się, Lauren. Musisz wiedzieć, że nie będziemy milczeć. Będziemy rozmawiać i mówić rzeczy, których pewnie nigdy nie wypowiedziałaś na głos. Czy czujesz, jak twardy jest mój kutas?
- Tak.
- A twoja cipeczka jest taka ciasna. Obawiam się, że dłużej już nie wytrzymam. - Nie przestając ruszać palcem w mojej "cipeczce", zacisnął zęby na płatku mojego ucha. Jęknęłam i to tak głośno, iż byłam przekonana, że słychać mnie było na dole. - Czy bierzesz tabletki? - zapytał.
Zatkało mnie. Nie przyszło mi do głowy, że takie pytanie może się pojawić. Nigdy nie mówiłam - no raz jeden przyznałam się - ale nigdy żaden chłopak nie pytał, czy się zabezpieczam, zawsze wyciągali prezerwatywę, a ja nie protestowałam. Will był pierwszym, który o to zapytał, a ja nie miałam odwagi teraz mówić mu o moich problemach, więc - w sumie mówiąc prawdę - odpowiedziałam:
- Nie.
Wtedy wstał i z szuflady nocnej szafki wyciągnął zabezpieczenie. Sprawnym ruchem rozerwał opakowanie i założył kondom. Kiedy wrócił na swoje poprzednie miejsce, dał mi jeszcze jednego klapsa i uniósł mój tyłek do góry. Jednym ruchem wszedł do środka.
- O tak! - jęknął.
Jego ruchy były mocne i szybkie. Brakowało mi tchu. Swoim dużym kutasem wbijał się głęboko we mnie. Czułam ból i przyjemność jednocześnie. Jęczałam i dyszałam w przypływie orgazmu. Kiedy szczytowałam, wbił się palcami w moje plecy, rysując linie od karku do lędźwi, co spotęgowało moje dojście. Opadłam bez sił.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem. - Usłyszałam za uchem jego ochrypnięty głos.
Odwrócił mnie przodem i zakładając sobie na ramiona moje nogi, zaczął wchodzić jak do siebie. Nie byłam przyzwyczajona do takiego maratonu, ale kiedy kciukiem dotknął i masował moją łechtaczkę, poczułam, że dojdę raz jeszcze. Wiedziałam, że długo to nie potrwa, jeszcze dwa głębsze ruchy, mocniejszy ucisk na łechtaczkę i znów krzyczałam z przyjemności. Chyba o to mu chodziło, bo gdy tylko moim ciałem wstrząsnął dreszcz orgazmu, powiedział:
- Krzycz! Jęcz! Pokaż, jak jest ci dobrze. - On sam cały czas dyszał i mówił moje imię, sprawiając, iż czułam, że to ja daję mu to spełnienie. Gdy dochodził, zdjął moje nogi z ramion, rozkładając je na boki, czym ułatwił sobie przyjemny koniec. Mocnymi i głębokimi ruchami sprawił, że intensywnie doszedł. Po tym wszystkim położył się na mnie i zaczął ssać nabrzmiałego sutka.
- Nie! Błagam, daj mi chwilę - wydyszałam.
- Na dziś skończyliśmy. - Nie rozumiałam tego tonu. To zabrzmiało, jakbyśmy przeprowadzali jakaś transakcję. William, widząc moje zakłopotanie, dodał: - Kotku, mam specyficzne upodobania. Jak widzisz, lubię szybko, a przede wszystkim mocno. Dziś chciałem cię posmakować. Gdybyśmy robili to dalej, przestałabyś odczuwać przyjemność. Teraz się ubierz, zejdziemy na dół. Mam ochotę z tobą tańczyć i upajać się twoim seksapilem. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak na mnie działasz, kiedy kręcisz tym swoim tyłeczkiem.
Czułam się oszołomiona tym, co się pomiędzy nami wydarzyło, i tym, co mi przed chwilą powiedział. Szczerze mówiąc, wyobrażałam sobie, że po prostu zostaniemy w łóżku, będziemy się pieścić i przytulać, aż uśniemy w swoich ramionach. Cóż, moje wyobrażenia jednak mijały się z rzeczywistością i to bardzo. Jak widać, William nie jest typowym facetem. Wstałam z łóżka, podnosząc z podłogi sukienkę, i poszłam do łazienki. Gdy z niej wyszłam po szybkim odświeżeniu się, William był już gotowy do dalszej zabawy. Pomógł mi zapiąć guzik na karku, odgarnął włosy i odsłaniając szyję, pocałował w miejscu łączenia z ramieniem. Ten czuły punkt, o którym do tej pory nie miałam pojęcia, zaczął domagać się jego ust. Wziął mnie za rękę i zeszliśmy na dół. Miałam wrażenie, że ludzi jest jeszcze więcej niż wtedy, gdy przyszłam.
- Mówiłeś, że będzie tylko paru znajomych.
- Najwidoczniej znajomi zaprosili swoich znajomych - powiedział, całując mnie w skroń.
Pomimo szpilek o wysokości jedenastu centymetrów wciąż był nade mną.
Szkoda, że natura zamiast obdarzyć mnie centymetrami we wzroście, podarowała mi duże pośladki. Myślałam o swoim tyłku i jak na zawołanie poczułam dłoń Willa. Kciukiem gładził miejsce, gdzie kończyły się moje odkryte plecy, resztę dłoni trzymając między pośladkami. Kiedy szliśmy przez apartament, wielu ludzi, w tym większość kobiet, obserwowało nas wręcz z nienawiścią. Podeszliśmy do baru, skąd właśnie odeszła blondynka. Ta sama, z którą widziałam Williama na zdjęciu, oraz - jak się okazało - ta sama, z którą był w Central Parku. Wtedy siedziała tyłem, więc nie mogłam jej skojarzyć, teraz, gdy stała do mnie przodem, doskonale wiedziałam, kim jest. Will też ją widział, nie było innej możliwości, ponieważ stanął, łapiąc mnie mocniej za rękę. Kiedy na niego spojrzałam, zmrużył oczy, a szczęka aż mu zazgrzytała. Kobieta, widząc zdenerwowanie na jego twarzy, zabrała torebkę i wyszła. Kompletnie nie wiedziałam, o co w tym chodzi. Chciałam już zapytać, kto to był, gdy poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Hope stała za mną w bardzo seksownej małej czerwonej.
- W tym byłaś na kolacji u swoich rodziców? - zapytałam, żartując.
- Nie! Musiałam się przebrać, dlatego trochę zajęło nam dotarcie tutaj.
- Dziewczyno, wyglądasz szałowo!
- Ty również. Wiedziałam, że będzie ci w tym idealnie. Spodobało się Willowi? - Wtedy uświadomiłam sobie, że go nie ma koło mnie.
- Dziwne, jeszcze przed chwilą tu był. - Hope rozejrzała się dookoła.
- Lucasa też wciągnęło, więc pewnie są razem. Nie martw się, nie zginą. Pijemy i idziemy się bawić.
Po kilku szotach wypitych przy barze nogi niosły nas w kierunku parkietu.
Pół nocy przetańczyłam w towarzystwie Hope. William pojawił się tylko parę razy. Tłumaczyłam to sobie tym, że jako gospodarz musi pobyć z innymi ludźmi. Kiedy poczułam, że chcę już wracać do siebie, postanowiłam go poszukać. Po chwili zauważyłam go stojącego na tarasie. Pomimo późnej godziny rozmawiał z kimś przez telefon. Byłam ciekawa z kim, dlatego zdjęłam buty, żeby nie stukać obcasami. Podeszłam bliżej i stojąc tuż za jego plecami, słyszałam, jak mówił:
- Nie obchodzi mnie to! Mówiłem ci, że masz się tym zająć! - Cisza. - Ta dziwka przyszła dziś do mnie. Załatw to, zanim zacznie się wpierdalać w nie swoje sprawy! - Rozłączył się, ale wciąż się nie odwrócił.
Byłam w szoku. Czy chodziło mu o tę blondynkę? Czułam, że jestem zbyt zmęczona, aby pytać o cokolwiek. Podeszłam, przytulając się do jego pleców. Kiedy mnie poczuł, odwrócił się i zaczął całować.
Upuściłam buty, łapiąc za jego głowę. Niestety, stojąc boso, ledwo do niego sięgałam. Wtedy on wziął mnie na ręce, sadzając na sobie.
Cudownym zrządzeniem losu na tarasie byliśmy sami. Ale mimo to, aby zakryć moje nagie pośladki, William odwrócił mnie, dociskając do szyby zabezpieczającej taras. Nabrałam ochotę na niego, więc nie czekając długo, uwolniłam jego członka i wprowadziłam w głąb siebie. Starając się być cicho, doszłam w szybkim tempie.
- Jesteś niesamowita. Myślałem, że nie będziesz już miała ochoty.
- Następnym razem zamiast myśleć, radzę się upewnić, panie Loens. A teraz proszę mi wybaczyć, ale jest już bardzo późno. - Zeszłam z niego, wkładając buty i poprawiając sukienkę.
- Możesz zostać, jeśli chcesz.
- Dziękuję, ale wolę wrócić do siebie. Myślę, że jeszcze będziemy mieli okazję do rozmowy. - Starałam się udawać niedostępną, co było trudne, zważywszy na to, co przed chwilą zrobiłam. - Wrócę z Hope.
Pocałowałam go czule i odeszłam. Odnalazłam przyjaciółkę i powiedziałam, że możemy się zbierać. Do mieszkania odwiózł nas Lucas. Gdy już leżałam w łóżku, zaczęłam mieć wątpliwości. Czy skoro mamy się tylko pieprzyć, to czy mogę do niego pisać i czy będziemy spotykać się na typowej randce? Czy po prostu to on będzie narzucał czas i miejsce na spotkanie? Miałam dosyć. Od wypitego alkoholu kręciło mi się w głowie. Na imprezie pozwoliłam sobie na więcej, niż powinnam.
Tej nocy przyśniła mi się mama. Były to jedne z wakacji w Karolinie Północnej.
W Carolina Beach mieliśmy ulubione miejsce. Luiza, Liam oraz tata siedzieli na tarasie, obserwując ocean. Ja z mamą szłam wzdłuż plaży. Trzymałyśmy się za ręce. Nie mówiłyśmy nic. Fale oceanu obmywały nam stopy, a nad głowami latały mewy. W końcu stanęłam i spojrzałam na nią. Po moich policzkach płynęły łzy, a jej buzia była roześmiana jak w każdą niedzielę, gdy wszyscy siadaliśmy do stołu.
- Tak bardzo za tobą tęsknię - powiedziałam.
- Jestem przy tobie. - Pogładziła mnie po policzku. - Jesteśmy z tatą przy każdym z was. - Odwróciła się w stronę domu i pomachała do nich.
Nie mogłam przestać płakać. Przytuliłam się do niej, czując zapach szarlotki. Oderwała mnie od siebie i poważnym tonem powiedziała:
- On mi się nie podoba, a to wszystko nie skończy się dobrze.
- Mówisz o Williamie?
- Dużo osiągnęłaś i nie jesteś już taka. Jesteśmy z tatą bardzo dumni z ciebie. Zasługujesz na dużo więcej. - Stałam i wpatrywałam się w mamę. Pocałowała mnie w czoło i zaczęła odchodzić. Chciałam biec za nią, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca. Wtedy się odwróciła i rzekła: - Tu jest twój dom i szczęście.
***
Obudziłam się zlana potem. Oczy miałam mokre od łez, a serce kłuło z bólu i tęsknoty. Ten sen był tak realny. Czułam dotyk mamy, a w pokoju unosił się jej zapach. Byłam skołowana. Dlaczego przyśniła mi się akurat dzisiejszej nocy? Co miała na myśli, mówiąc, że to z Williamem nie skończy się dobrze? I dlaczego Carolina Beach miałoby być moim domem? Ostatni raz byłam tam, kiedy miałam siedemnaście lat. Zabrała mnie tam wtedy Luiza i nigdy więcej nie miałam ochoty wracać w te okolice. Czułam, że nie zasługuję na to miejsce i to, co ma mi do zaoferowania. Spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że dochodzi już południe. Ubrałam się w domowy dres i poszłam do salonu. Na kanapie siedziała Erin, przeglądała magazyn z nowościami dla kosmetyczek. Była profesjonalistką. Zawsze chciała być na bieżąco w nowościach dotyczących kosmetologii. Na mój widok cicho zachichotała.
- Widzę, że impreza była udana.
- Impreza jak impreza. - Chciałam ją zbyć. - Wiesz może, czy Hope już wstała?
- Nie wiem, czy w ogóle była na noc. Ciebie słyszałam, jak się obijałaś po ścianach, ale jej nie. Wróciłyście razem?
To było dziwne, choć z drugiej strony zostawiłam ją w aucie z Lucasem, a do mieszkania wchodziłam sama. Ale myślałam, że ona też przyjdzie. Najwidoczniej pojechali do niego.
- Nieważne. Muszę się napić kawy. Mam kaca.
Nie mam pojęcia, jak przetrwałam ten dzień. Snując się z kąta w kąt, cały czas myślałam o moim śnie. William nie zadzwonił, ani nie napisał. Kiedy przed wieczorem zaczęłam odzyskiwać siły, postanowiłam, że odwiedzę Luizę. Musiałam z kimś pogadać. Na moje przyjaciółki nie mogłam liczyć. Nie żeby było z nimi coś nie tak, po prostu potrzebowałam osoby, która mnie zrozumie. Będzie wiedziała, co czuję, bo czuła to samo. Wzięłam szybki, zimny prysznic i gdy już byłam gotowa do wyjścia, zadzwonił mój telefon. Ponieważ na wyświetlaczu pojawiło się imię Williama, odebrałam niemal od razu.
- Chciałbym się z tobą spotkać. - Jego głos był formalny, jednak wciąż seksowny.
- Przepraszam, ale w tym momencie jest to niemożliwe. - Zgarnęłam klucze oraz torebkę i trzasnęłam drzwiami.
- Bardzo nalegam - powiedział.
I co ja miałam z nim począć? Ten mężczyzna działał na mnie jak narkotyk. A po dzisiejszej nocy byłam na głodzie. Chciałam upajać się jego widokiem, nie mówiąc o dotyku.
- Możemy zobaczyć się za godzinę. Wyślę ci adres, pod który możesz przyjechać. - Wychodząc na zewnątrz, uderzyło we mnie gorące czerwcowe powietrze. Lipiec zbliżał się wielkimi krokami, a prognozy zapowiadały jeszcze większe temperatury. Gdy wyciągnęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne i podniosłam głowę, myślałam, że mam omamy.
- Spotkamy się teraz, a za godzinę odwiozę cię pod wskazany adres - powiedział William, zbliżając się do mnie.
- Skąd wiedziałeś?
- Że wychodzisz? Nie wiedziałem. Ale liczyłem, że jesteś w mieszkaniu i pozwolisz mi wejść.
- Dobrze. Godzina i nie rób mi więcej takich niespodzianek. - Próbowałam pokazać złość, choć w głębi siebie cieszyłam się z jego widoku.
Poszliśmy do kawiarni znajdującej się w pobliżu. Szliśmy w milczeniu, obserwując wielkomiejski ruch. Zajęłam miejsce przy stoliku tuż przy oknie.
William usiadł naprzeciwko mnie.
Był czymś strapiony. Jego wyraz twarzy był taki sam jak wtedy, kiedy zobaczyłam go wczoraj, zanim on mnie spostrzegł. Swoją dłonią dotknął mojej i pogładził ją chyba najdelikatniej, jak mógł.
- Chciałem ci podziękować oraz cię przeprosić, nie wiem tylko, od czego zacząć.
- Nie ma za co. Dotyczy to jednego i drugiego.
- Sprawiasz, że kłębią się we mnie sprzeczne myśli. Z natury nie jestem cienkim fiutem. - Złapał mnie mocniej za rękę, a ja odwzajemniłam uścisk.
- A jaki jesteś? Zgodziłam się na twój układ, na to, że będzie nas łączył tylko seks, ale nawet nie wiem, jak mam się do tego odnieść. Czy mam być twoją laską do bzykania, kiedy tylko najdzie cię ochota?
- Tak być powinno. Nigdy nie umawiałem się na randki. Nie spędzałem czasu z kobietą poza łóżkiem, ale ty jesteś inna.
- A niby czym się różnię od innych kobiet, z którymi się spotykałeś?
- Masz w sobie coś, co sprawia, że jesteś w stanie mnie okiełznać. Gdybyś była jak inne, wczoraj rżnąłbym cię do nieprzytomności i błagałabyś, abym przestał. - Byłam w szoku. Nie wiedziałam, co mam na to odpowiedzieć. Kim był ten facet? Seksualnym sadystą? - Ale jesteś taka delikatna, nie mogłem ci tego zrobić.
- A więc taką masz naturę? Nie sądzisz, że powinnam o tym wiedzieć, zanim zdecydowałam się na przyjście do ciebie?
- Tak, masz rację. Ale jednak chcę cię poznać. Dowiedzieć się o tobie jak najwięcej. - Poczułam się niepewnie.
- Wyraźnie powiedziałeś, że nie może być miedzy nami miłości, że się nie zakochujesz. Z doświadczenia wiem, że jeśli się kogoś bardzo dobrze pozna, do zakochania już niedaleko.
Popatrzył na mnie swoimi oczami w kolorze pięknej zieleni. Ale to on pierwszy zaskoczył mnie, mówiąc:
- Nie patrz na mnie takim wzrokiem. Twoje oczy są niczym mleczna czekolada i sprawiają, że mogę stracić dla nich głowę.
- Williamie, sprawiasz, że mam mętlik w głowie, wysyłasz mi sprzeczne sygnały i oczekujesz, że będę w stanie się w nich połapać.
- Przepraszam. Masz rację. Nie powinienem się tak zachowywać. Nasz układ będzie wciąż aktualny, jednak raz na jakiś czas chciałbym gdzieś z tobą wyjść. Kolacja, kino, cokolwiek będziesz chciała.
- Nie wymagam tego od ciebie, aczkolwiek jest mi bardzo miło. - Uniosłam się nad stołem i go pocałowałam. Czułam cień nadziei, że jednak uda nam się stworzyć normalny związek.
Kiedy skończyliśmy już rozmawiać, William, tak jak obiecał, odwiózł mnie pod wskazany adres. Zanim wysiadłam z auta, złapał mnie za rękę, przyciągając do siebie, i zaczął namiętnie całować.
- Daj znać, kiedy już skończysz, przyjadę po ciebie.
- Sądzę, że nie jest to konieczne. - Uśmiechnęłam się.
- Lauren, czy mam nazywać rzeczy po imieniu? Napisz lub zadzwoń dziesięć minut przed planowanym wyjściem. - Pocałował mnie, a ja wyskoczyłam z auta, wtedy zobaczyłam, jak u szczytu schodów stoi moja siostra i nam się przygląda. Przesłuchanie murowane. William odjechał, a ja pomachałam za nim.
- Już wiem, dlaczego zmieniłaś godzinę spotkania. Myślę, że czeka nas ciekawa herbatka. - Zaśmiałam się i przywitałam z Luizą.
- Witaj, Liza. Też się cieszę, że cię widzę. - Odwzajemniła mój uścisk i zaprosiła do środka.
Jak się okazało, byłyśmy same. Josh i Irene udali się właśnie na spacer. Mój szwagier całkowicie stracił głowę dla córki, ale to dobrze. Luiza potrzebowała odpoczynku. Bardzo cieszyłam się, że moja siostra ma czułego i opiekuńczego męża. Liczyłam, że może kiedyś i ja takiego znajdę, jednak póki co żyłam tu i teraz.
- A więc kim był ten przystojniak? I dlaczego nie pochwaliłaś się, że się z kimś spotykasz?
No i się zaczęło - pomyślałam.
- To był William. Nie mówiłam nic, bo w sumie nie miałam co powiedzieć.
- William. Bardzo ładne imię, a gdzie się poznaliście?
- W pracy - skłamałam. - Will jest informatykiem, kiedy zaczynałam, była akurat awaria serwera. Wspominałam ci o tym.
- To nie znacie się zbyt długo.
- Nie. Ale czas wolny staramy się spędzać razem, by nawiązać jakąś relację.
- Bardzo się cieszę. Nie znam go, ale wygląda na porządnego faceta.
- Mam nadzieję, że taki właśnie jest - powiedziałam, analizując wszystko od początku. Aby zakończyć już temat Willa i przejść do tego, o czym myślałam od początku dnia, zaczęłam mówić spokojnym głosem: - Wiesz, dobrze, że jesteśmy same. Chciałabym z tobą o czymś porozmawiać. - Moja siostra spoważniała. Próbując zebrać myśli w głowie, w końcu zapytałam: - Czy masz czasem wrażenie, że rodzice wciąż tu są, tylko ty ich nie widzisz?
- Masz na myśli, czy czuję ich obecność? - Kiwnęłam głową. - Cały czas! Mało tego, Irene uspokaja się tylko w ich sypialni. Dlaczego w ogóle pytasz?
- Miałam dziś sen, tak realny. Kiedy się obudziłam, czułam zapach mamy, jakby siedziała tuż obok, na moim łóżku.
- Doskonale cię rozumiem. Myślę, że zawsze będą nad nami czuwać. - Jej głos zaczął się łamać.
Nie chciałam sprawić siostrze przykrości, ale widząc jej zachodzące łzami oczy, sama puściłam zaporę. Tak więc siedziałyśmy i razem płakałyśmy. Luiza przytuliła mnie z całej siły, a ja odwzajemniłam ten uścisk. Potrzebowałam tego, potrzebowałam pocieszenia i zrozumienia.
- Jakiś czas temu rozmawiałam z Liamem. - Na dźwięk imienia brata zesztywniałam. - Za jakiś czas przylatuje do Nowego Jorku. Myślę, że już czas, aby wszystko poukładać, zamknąć pewne rozdziały i żyć dalej.
- Nie sądzę, aby Liam był skłonny do spotkania ze mną.
- On... Daj mu jeszcze chwilę. Minęło dużo czasu. Myślę, że chciałby wyciągnąć rękę, ale po prostu nie wie, jak to zrobić.
Tęskniłam za bratem.
Pomimo iż nigdy nie mieliśmy dobrego kontaktu, był dla mnie bardzo ważny. Rodzice dużo o nim mówili. Byli dumni z jego służby w wojsku i z tego, że pnie się do góry. Gdy doszło do wypadku, Liam stacjonował w Polsce, przepustkę dostał tylko na pogrzeb, z którego zbyt wiele nie pamiętam. Nafaszerowana środkami uspokajającymi, byłam obecna tylko ciałem. Gdyby nie Luiza, nie wiem, czy byłabym w stanie przetrwać do dnia dzisiejszego. Jestem jej wdzięczna za tak wiele rzeczy.
Kiedy udało nam się wrócić już do normalności, do domu wszedł Josh z maleńką Irene. Przywitałam się z siostrzenicą, jednak z powodu pory karmienia nie była zbyt chętna do obcowania ze mną. Ucałowałam małą w czółko i obiecałam, że odwiedzę ich w przyszły weekend. Mijała już godzina, więc napisałam wiadomość do Williama o planowanym zakończeniu spotkania. Od razu odpisał. Będę za dziesięć minut. Zamieniłam jeszcze parę zdań z siostrą i szwagrem, a gdy przez okno zobaczyłam parkującego mustanga, wiedziałam, że to po mnie.
- Facet ma gust - powiedział Josh, odprowadzając mnie do wyjścia. Nie umknęło mojej uwadze, że próbował go prześwietlić wzrokiem. - Uważaj na siebie.
- Ty też dbaj o swoje dziewczyny. - Pocałowałam go w policzek i zbiegłam po schodach.
William przywitał się ze mną, jakbyśmy w ogóle nie widzieli się dzisiejszego dnia.
- To jakie masz plany dla nas? - Popatrzyłam zalotnie.
Spojrzał na mnie ukradkiem, przy czym na twarzy pojawił mu się uśmiech kota z Cheshire. Mogłam się tego spodziewać. Położył dłoń na moim kolanie, jak za pierwszym razem, gdy odwoził mnie do domu, tylko tym razem było inaczej. Nie byłam spięta. Czułam się lekko i spokojnie. Swoją dłonią nakryłam jego, a przez szybę obserwowałam drogę. Zauważyłam, że jedziemy w zupełnie innym kierunku niż ten, gdzie wczoraj odbywała się impreza.
- Nie jedziemy do ciebie?
- Owszem, jedziemy.
- Ale...
- Jestem z Jersey, kotku - wyśpiewał radośnie.
- A tamto mieszkanie?
- Apartament w The Greenpoint jest mojego brata. Jest właśnie w interesach w LA, więc skorzystałem z okazji.
- Masz brata? - Byłam skołowana.
- Tak, ja też nie wiedziałem, że masz siostrę.
- Och. Wybacz. Po prostu nie pomyślałam o takich szczegółach.
- Nieważne - powiedział, ściskając moją dłoń.
Podjechaliśmy pod dawne magazyny, które zostały przerobione na mieszkania. Starą windą przemysłową wjechaliśmy na pierwsze piętro, gdzie oczom moim ukazała się ogromna przestrzeń. Loft Williama było zaprojektowany w stylu industrialnym. Wysokie sufity z wiszącymi lampami oraz wielkie panoramiczne okna sprawiały, że pomieszczenie wydawało się jeszcze większe. W salonie na środku stała sofa wielkości trzech z mojego mieszkania. Will poprowadził mnie do kuchni, pytając, czy mam ochotę czegoś się napić. Wybrałam kieliszek wina. Zauważyłam, że na piętro, które jest otwarte z dołem, prowadzą zakręcane schody. Byłam zakochana w tym mieszkaniu. Ktoś, kto je urządzał, był genialny. Stawiając na jasne kolory, oszczędził ceglane ściany, które były w centrum mieszkania. Siedliśmy na kanapie w salonie, a z głośników tak samo, jak wczoraj zaczęła płynąć muzyka Two Feet.
- Chyba lubisz ten zespół?
- Tak - odpowiedział beznamiętnie.
Upiłam łyk wina i podeszłam do wielkiego okna. Słońce już zachodziło, więc miasto zaczynało swoje wieczorne życie. Trzymając skrzyżowane ręce na piersiach, poczułam, jak William swoimi dłońmi dotyka moich ramion. Odchyliłam szyję, aby ułatwić mu do niej dostęp, wtedy on złapał za moją krtań i delikatnie zacisnął dłoń. Zaczynałam podejrzewać, że kręcą go motywy przemocy. Mocne klapsy, seks bez litości i przyduszanie. Nie wiedziałam tylko, czy to jest to coś, w czym ja mogłabym się odnaleźć. Uwolnił moją szyję i odebrał ode mnie kieliszek, a następnie, ciągnąc za rękę, poprowadził mnie do schodów. Poszliśmy na piętro, gdzie na ogromnej przestrzeni stało wielkie łóżko, a w rogu przy oknie idealna wanna z hydromasażem. To właśnie do niej podeszliśmy. William odkręcił wodę i dolał kilka kropel olejku zapachowego. Wolnymi ruchami zaczął mnie rozbierać.
- Wejdź do środka i zaczekaj na mnie.
Zrobiłam, jak kazał. Woda była przyjemnie ciepła, a zapach czekolady unosił się dookoła. Po chwili wrócił Will, niosąc dwa nowe kieliszki wina i talerzyk z truskawkami. Jakby się tego nie wypierał, ten facet potrafił być romantyczny. Rozebrał się sprawnie i wszedł do wanny, siadając za mną. Podał mi kieliszek, z którego upiłam łyk, a on sam zaczął masować moje ramiona. Byłam rozluźniona, to było bardzo przyjemne. Robiąc masaż moim plecom wzdłuż rąk, zaczął schodzić w dół. Gdy swoją mocną dłonią dotknął mojej łechtaczki, poczułam dobrze znane ciepło. Oparłam się o jego klatkę piersiową i rozpływałam w jego dotyku. W swojej lewej dłoni schował moją pierś. Było mi przy nim dobrze i miałam nadzieję, że on czuł to samo.
- Jesteś taka śliczna - szeptał do mojego ucha.
Nie mogłam już dłużej wytrzymać, odwróciłam się i siadłam na niego, zatapiając w sobie jego nabrzmiałego penisa. Opadałam na niego wolno, rozkoszując się uczuciem, które mnie wypełniało. Delikatnymi ruchami poruszałam się w górę i w dół. On po prostu siedział, dotykał mojego ciała i obserwował moją twarz. Doszłam tak szybko, jak nigdy. Gdy po wszystkim opadłam na niego, złapał za moje pośladki i uniósł mnie do góry. Nie wycierając nas z wody, zaniósł do łóżka. Nie zauważyłam, kiedy założył prezerwatywę i zaczął się wbijać we mnie. Leżałam na plecach, ręce miałam nad głową, Will przytrzymywał je swoimi.
- Tak, kotku, oddaj mi się. Proszę, dojdź dla mnie jeszcze raz.
Nie musiał długo czekać. Kiedy skończył, moim ciałem wstrząsnął kolejny orgazm. Zaczynałam przyzwyczajać się do jego wielkości, byłam wypełniona nim i czułam samą przyjemność. Gdy orgazm minął, puścił moje ręce i przekręcił moje ciało, biorąc mnie od tyłu. Oczywiście nie obyło się bez siarczystego klapsa. Podobało mi się to. Był pełen żądzy, wciąż było mu mało. Złapał za moje włosy i ciągnąc je, zaczął dochodzić. Miałam wrażenie, że próbuje mnie sprawdzić. Na ile mu pozwolę. Co dopuszczę, a czego nie. Tylko co będzie, gdy na coś się nie zgodzę? Weźmie to siłą? Wyszedł ze mnie i zniknął w toalecie. Gdy wrócił, miał ze sobą wilgotny ręcznik, którym zaczął mnie wycierać.
- Przecież jest wanna - powiedziałam zaskoczona jego zachowaniem.
- Myślę, że woda już wystygła, ale jeśli chcesz, mogę napuścić nowej.
- Nie. Nie ma takiej potrzeby.
Gdy skończył, usiadł obok z talerzykiem truskawek. Podał mi wino, z którego upiłam połowę kieliszka. Nie byłam w stanie zrozumieć dlaczego, ale poczułam zawstydzenie. Gdy się kochaliśmy, nie miałam z tym problemu, ale po wszystkim potrzebowałam się schować, a jego koszula, która leżała przy łóżku, była do tego celu idealna. On natomiast jakby nigdy nic siedział przede mną, jak go Pan Bóg stworzył, a co najbardziej przykuwało moją uwagę, to wciąż trwająca erekcja. Jakby przed chwilą nie spuścił się w ogóle. Był taki nienasycony i niezaspokojony. Wiedziałam, że ta przerwa jest dla mnie i że szybko nie pójdę dziś spać.
- Pozwól, że cię nakarmię - powiedział, wsadzając truskawkę do mojej buzi. Była słodka i soczysta. Oblizałam wargi, a wtedy on dodał: - Tak samo smakujesz ty. Jesteś słodka i delikatna.
Kochaliśmy się całą noc. W łóżku, jeszcze raz w wannie przy oknie, na dole w kuchni.
Za każdym razem widziałam, że stara się być delikatny, jednak gdy nadchodził jego orgazm, tracił kontrolę. Na minutę lub dwie stawał się porywczy, szybko i mocno wbijał swojego kutasa aż po sam koniec.
***
Prawie cały następny dzień nie wychodziliśmy z łóżka. Dopiero wieczorem uznałam, że pora wracać. Tak jak poprzedniej nocy, robiliśmy to z przerwami, choć myślę, że Will w ogóle ich nie potrzebował. Nad ranem obudził mnie pocałunkami tylko po to, bym mogła zobaczyć wschód słońca. Skończyło się seksem na podłodze przy oknie. Muszę przyznać, że takiego wschodu słońca nie widziałam jeszcze nigdy w życiu. Jeśli wczoraj uważałam go za narkotyk, dziś stwierdzam, że heroina byłaby bezpieczniejsza. On jest wszystkim, czego mogłabym pragnąć. Nie, jeszcze się nie zakochałam - powtarzałam co chwilę. Byłam zauroczona, urzeczona jego męskością, siłą oraz tym, jak mnie traktował. Może stałam się jego seksualną niewolnicą, ale mój pan był dla mnie bardzo łaskawy. Dbał o mój komfort oraz o to, by mi niczego nie brakowało. Śniadanie dostałam do łóżka. Obudził mnie zapach kawy oraz świeżego pieczywa.
- Od teraz ta koszula będzie moją ulubioną. - Spałam w koszuli Willa, sprawiając, że stała się również moją ulubioną.
- Cieszę się, że mogłam się do tego przyczynić. - Uśmiechnęłam się z przekąsem.
W ciągu dnia William musiał wykonać szybkie zlecenie, przez co przez godzinę zostałam sama w mieszkaniu. Miałam czas, aby wziąć prysznic oraz doprowadzić się do porządku. Jedyne, co było dla mnie dziwne, to głuche telefony. Na jego numer stacjonarny trzy razy ktoś dzwonił, a kiedy podniosłam słuchawkę, witała mnie głucha cisza. Gdy powiedziałam o tym Williamowi, nie pokazał po sobie zdziwienia, ale żebym się uspokoiła, powiedział, że to sprawdzi. Zjedliśmy razem obiad, który udało mi się przygotować ze składników, które miał w lodówce. Jak na samotnego faceta była dobrze zaopatrzona. O deser zadbał już Will, dekorując mnie bitą śmietaną. Nie miałam ochoty, ale musiałam wracać do siebie.
- Jak chcesz, pojedziemy po potrzebne ci rzeczy i możemy wrócić - zaproponował.
- Dziękuję, ale nie mogę. Potrzebuję snu, a przy tobie jest to niemożliwe.
- Obiecuję, że nie zbliżę się do ciebie.
- W to akurat wątpię. - Zaśmiałam się.
- Nie wierzysz w moją silną wolę?
- Przykro mi, ale nie.
Wtedy rzucił się na mnie jak wygłodniałe zwierzę. Nie nadążałam łapać oddechu.
- W takim razie muszę zaspokoić się teraz, abym mógł przetrwać noc.
Szybkimi ruchami zdjął ze mnie ubranie. Rzucając mnie na łóżko, zaczął brać to, co mu się należało. Robiliśmy to raz powoli, raz szybciej. Po mojemu i według jego gustu. Uwielbiałam to, w jaki sposób mnie dotykał, jak na mnie patrzył, gdy osiągałam orgazm. Z satysfakcją, że to on mi go dał, że to wszystko dzięki niemu. Gdy przychodziła jego kolej, dostawałam klapsa i mój Doktor Jekyll zamieniał się w pana Hyde'a. Stawał się ostry i surowy. Poniekąd podobało mi się to, a gdy coś mi nie pasowało, wystarczyło, że dałam znak, a on ustępował. Po tym, jak nasycił się mną i zaczęłam się ubierać, znowu zadzwonił telefon. Spojrzałam na Willa, który udawał, że go nie słyszy.
- Nie odbierzesz? - zapytałam.
- Niech się nagra, jeśli ma ochotę - powiedział, całując mnie. - Mam ważniejsze sprawy na głowie.
Coś mi nie pasowało. Nie wiem dlaczego, ale czułam, że po prostu coś tu nie gra. Kiedy odwiózł mnie do domu, wzięłam długą, gorącą kąpiel. Dopiero wtedy zaczęłam odczuwać skutki seksualnego maratonu z Willem. Byłam wyczerpana i obolała, a jednocześnie zaspokojona i odprężona. Leżałam w wannie, dopóki woda całkowicie nie wystygła. Pomimo iż w mieszkaniu były obie moje przyjaciółki, nie dołączyłam do żadnej z nich, nie miałam ochoty na zdawanie relacji z pobytu u Willa. Dlatego poszłam prosto do siebie, zamykając się w pokoju. Gdy leżałam na łóżku, telefon zakomunikował nadejście wiadomości. Szczerze liczyłam, że napisze wcześniej. Ale jak zwykle kazał na siebie czekać.
Jutro po pracy. Będę na ciebie czekać.
Jak zwykle władczy.
Przyzwyczajaj się.
Dobrze, mój panie.
Nastała cisza. Pomyślałam, że może już usnął, dlatego napisałam:
Usnąć bez dobranoc? Nieładnie. Ale wybaczam. Śpij dobrze. Xxx.
Nie śpię. Jestem na mieście.
Spojrzałam na zegarek, dochodziła pierwsza w nocy. W zasadzie nie powinno mnie to interesować, ale odruchowo odpisałam:
Sam?
Znowu na odpowiedź musiałam czekać. Wiadomość przyszła po dłuższej chwili.
Nie.
Szlag! Cisnęłam telefonem w poduszkę, nie odpisując już nic. Wtedy nadeszła kolejna wiadomość.
Zazdrosna? Musiałem się z kimś spotkać. Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Śpij dobrze, kotku.
Odczytałam i poczułam się, jakbym była nikim. I w sumie byłam. Nie łączyło mnie z nim nic prócz jebanego seksu. Byłam wściekła na niego, na siebie oraz na ten cały jego układ. Nie odpisałam mu nic. Gdy zapyta dlaczego, powiem, że usnęłam. Co było bardzo trudne, bo cały czas myślałam, czy robię dobrze, czy to doprowadzi do czegoś, co ma sens, co będzie dobre dla każdego z nas.
- Nie, jeszcze się nie zakochałam - powiedziałam na głos, leżąc w całkowitej ciemności.
Gdybym zgodziła się i została u niego na noc, nie wyszedłby z żadną laską.
Bo to na pewno była kobieta. A może Lucas. Może musiał się spotkać z najlepszym przyjacielem. Wariowałam, przez co spałam niespokojnie. Budziłam się co godzinę i od nowa zaczynałam walkę sama ze sobą. Cała ta noc była jednym wielkim koszmarem. W snach na zmianę pojawiał się William i ja w jego ramionach, w następnym plaża w Carolina Beach. Chciałam wrócić do siebie, by móc się w spokoju wyspać, a tymczasem byłam strzępkiem nerwów.
***
Nowy dzień nie okazał się nawet w połowie lepszy. Wstałam skoro świt, wciąż analizując swoje sny, co nie miało najmniejszego sensu. Siadając z kawą przy wyspie, obserwowałam budzący się Nowy York. Wczorajszy wschód słońca był o wiele efektowniejszy.
Dopiłam kawę, a gdy usłyszałam, że ktoś zbliża się do kuchni, szybko się ulotniłam. Liczyłam, że zimny prysznic postawi mnie na nogi.
Kiedy wreszcie uspokoiłam swój umysł i byłam gotowa, by przygotować się do pracy, przyszedł SMS od Williama. Miłego dnia. Tylko tyle. No cóż, chciałam, aby to był miły dzień. Dziś postawiłam na elegancję. Ołówkowa spódnica przed kolano, jedwabna bluzka oraz szpilki dodające mi dziesięć centymetrów. Do tego zestawu dodałam diamentowe kolczyki po mamie. Każdy z nas coś dostał. Liza obrączki, które noszą z Joshem, Liam pierścionek zaręczynowy, a ja kolczyki. Można by rzec, że rodzice wszystko doskonale przemyśleli i zaplanowali. Z mieszkania wyszłam godzinę wcześniej, chcąc przejść się po Central Parku. Wciąż byłam zła, zraniona i zawiedziona. Tylko dlaczego? Boże! Co się ze mną działo, co ten mężczyzna wyprawiał z moim życiem? Później jednak stwierdziłam, że spacer i dotlenienie dobrze mi zrobiło. Pracowałam z otwartą głową, skupiając się na swoich zadaniach. Byłam tak pochłonięta tym, co mam wykonać, że o lunchu zapomniałam kompletnie. Dlatego zdziwiłam się, kiedy Maggie weszła, mówiąc, że ktoś się chce ze mną spotkać. Pierwsza moja myśl - William. Nie wytrzymał do popołudnia i przyjechał teraz. Później przyszły mi do głowy moje przyjaciółki, które mogły poczuć się lekko zaniedbane. Pomyślałam, że kto by to nie był, musi mieć jakiś powód, by wyciągać mnie na lunch. Chwyciłam torebkę i wychodząc w ciemno, zobaczyłam stojącą blondynkę, tę blondynkę od Willa. Chciałam już zawrócić, gdy mnie zauważyła.
- Witaj, Lauren - powiedziała pewnym siebie tonem.
- Nie przypominam sobie, abyśmy miały okazję się poznać.
- Wybacz, jestem Aleksandra. - Mówiła z dziwnym akcentem, co przywiodło mi na myśl, że nie jest stąd. Wyciągnęła prawą dłoń, której nie miałam odwagi uścisnąć.
- W czym mogę ci pomóc? - zapytałam.
- Chciałabym z tobą porozmawiać.
- Czyżbyśmy miały o czym? - Starałam się być uprzejma, aczkolwiek dłonie same zaciskały mi się w pięści.
- Nie jestem twoim wrogiem. Myślę, że William jest idealnym tematem dla nas obydwóch. - Po tych słowach poddałam się.
- Dobrze. Możemy usiąść w restauracji obok.
Z bliska i na trzeźwo była jeszcze ładniejsza niż na zdjęciu. Miała na sobie kombinezon z krótkim rękawem oraz z krótkimi nogawkami. Do tego wysokie sandałki, które sprawiały, że pomimo moich szpilek ona i tak była ode mnie wyższa. Mogła być modelką. Jej porcelanowa cera oraz jasne włosy sprawiły, iż nie miałam wątpliwości. Pasowała do Williama idealnie.
Usiadłyśmy w tym samym miejscu, gdzie przed tygodniem odbywałam swoją rozmowę o pracę. Tym razem to ja zajęłam miejsce na kanapie, wskazując jej krzesło naprzeciwko.
- A więc o czym dokładnie chcesz pomówić?
- Widziałam cię z Williamem na sobotniej imprezie.
- Tak? Była tam masa ludzi. - Udawałam zdziwioną.
- Widziałam, jak patrzysz na niego. Musisz wiedzieć, że on nie da ci tego, czego pragniesz. A przede wszystkim ty nie dasz mu tego, czego on potrzebuje. - Zaczynałam szybciej oddychać.
- Skąd możesz wiedzieć, czego pragnę?
- Jesteś słodka i naiwna. Przy Willu nie zaznasz miłości.
Taak. To już wiedziałam ze źródła - pomyślałam.
- A ty jesteś głupia, myśląc, że możesz przyjść do mojej pracy i mnie obrażać.
Chwytałam już za torebkę, kiedy powiedziała:
- On nie jest zdolny do uczuć. Potrafi tylko ostro rżnąć się z kobietami, które oddadzą mu się całe i dobrowolnie będą przez niego zniewolone. Ty nie wyglądasz na taką.
- A ty owszem? Nie mam czasu na takie rozmowy. Następnym razem umów się na spotkanie.
Byłam już w drzwiach wyjściowych, gdy wyraźnie usłyszałam:
- Zapytaj go, gdzie i z kim był dzisiaj w nocy.
Nie odwróciłam się. Wyszłam stamtąd, kierując się do swojego biura. Oczy zaszły mi łzami. Widząc moje zachowanie, Maggie, nie mówiąc nic, wyszła, zostawiając mnie samą. Moja tama puściła. Idealny makijaż spływał ze łzami. Co ona sobie wyobrażała? Jak mogła tu przyjść i zachować się jak typowa suka? Walczyła o niego. Widziałam w jej oczach, że nie odpuści. Nie zdziwiłoby mnie, jeśli to ona dzwoniła do niego, musiał się z nią spotkać, bo nie dawała mu spokoju. Nie byłam w stanie skoncentrować się na niczym.
- Dziecko kochane! Co się stało? - Usłyszałam głos Elizabeth. - Wyglądasz, jakby stała się tragedia. - Tak też się czułam.
- Wszystko w porządku. Zaraz doprowadzę się do normalności.
- Nie wydaje mi się. Idź do domu i odpocznij. W przyszły poniedziałek odrobisz zaległości. - Miałam ochotę rzucić jej się na szyję.
- Dziękuję. - Tylko tyle zdołałam powiedzieć.
Okulary przeciwsłoneczne, które zawsze noszę w torebce, okazały się być zbawieniem. Mieszkanie na szczęście było puste, więc rzuciłam się na łóżko, płacząc w poduszkę. Płakałam i szlochałam jak tego dnia, kiedy odwróciłam się od swojej pierwszej miłości. Różnica była taka, że tym razem to ja zostałam zraniona.
Wiedziałam, że będzie bolało, ale że aż tak? Sen przyszedł niespodziewanie. Chyba po prostu nie miałam już więcej łez do wypłakania. Znowu oczom moim ukazała się plaża w Karolinie Północnej. Gdy się obudziłam, pomyślałam, że to znak, aby wybrać się na wakacje. Spojrzałam na telefon, była prawie dziewiętnasta, miałam pięć nieodczytanych wiadomości. Kiedy telefon zaczął dzwonić w mojej ręce, podskoczyłam. Nie odebrałam. Jednak za chwilę był kolejny, a później jeszcze jeden. Trzeciego już nie zignorowałam. Gdy tylko odebrałam, usłyszałam jego gniew.
- Gdzie ty, kurwa, jesteś?
- A więc zaczynamy się sobie tłumaczyć?
- Nie rób ze mnie idioty, Lauren.
- I vice versa!
- Ostatni raz pytam, gdzie jesteś. - Był naprawdę wkurzony.
Upewniłam się, czy wciąż jestem sama i powiedziałam:
- W domu. - Wtedy się rozłączył. Zaczął bez przywitania i skończył bez pożegnania.
Po trzech minutach rozległo się walenie do drzwi. Tego się nie spodziewałam. Nagle krzyknął:
- Lauren, otwieraj!
Nie bałam się go.
Wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi. Chciał po prostu dowiedzieć się, o co chodzi. Wygładziłam spódnicę oraz bluzkę i poszłam otworzyć. Stał oparty dłońmi o futryny, oddychał szybko i głośno, ale kiedy zobaczył moją twarz, która miała na sobie ślady płaczu, złagodniał.
- Co się stało? - zapytał.
- Wejdź. Nie będziemy rozmawiać w drzwiach.
Skierowałam go do salonu. Moja sypialnia nie była dobrym pomysłem. Milczałam, czym zaczynałam znowu go denerwować. Złapał za moje nadgarstki, wykręcając je delikatnie, lecz na tyle, bym poczuła jego gniew.
- Powiesz mi w końcu, co się, kurwa, dzieje?
Wyrwałam ręce z uścisku. Odsunęłam się krok do tyłu i wyrzuciłam z siebie:
- A może ty mi łaskawie powiesz, z kim, do jasnej kurwy, wczoraj byłeś? - Nacisk na "jasną kurwę" sprawił, że zbladł jak ściana za swoimi plecami. - Nie oczekuję, że będziesz mi się spowiadał, ale umowa jest umową. I skoro ja mam się do niej stosować, to ty też powinieneś.
- O czym ty mówisz?
- O ruchaniu innych lasek, kiedy mamy ten twój "układ".
Podszedł bliżej, chcąc mnie dotknąć, na co nie pozwoliłam.
- Kotku, nie rucham żadnych innych lasek. W ogóle skąd wiesz o moim wczorajszym spotkaniu?
- Twoja przyjaciółka była tak wspaniałomyślna, iż postanowiła zjeść dziś ze mną lunch. - Zobaczyłam furię w jego oczach. Zamknął je na chwilę, zgrzytając zębami.
- Co ci powiedziała Aleksandra? - Wiedział, o kim mowa.
- Nic, czego już bym nie wiedziała. Niemniej jej wizyta wyprowadziła mnie z równowagi.
Usiadł na kanapie, patrząc na mnie. Zajęłam miejsce na fotelu po przeciwnej stronie. Musiałam mieć swoją przestrzeń. Nie wiedziałam, czy będzie się tłumaczył, czy zamierza coś innego. Póki co po prostu siedział i mi się przyglądał. Po chwili rzekł:
- Spotkałem się z nią, ponieważ źle zachowałem się wobec niej, przynajmniej według jej odczucia. Wciąż chciała wyjaśnień, dlaczego ją zostawiam. Kiedy moje słowa nie wystarczały, musiała na własne oczy zobaczyć, że jesteś ty. W sobotę była na imprezie, sprawiając sobie jeszcze większy ból. Ona ma chore wyobrażenia. Uważa, że będę jej już do końca.
- Cóż. Być może jestem w stanie ją zrozumieć. Długo byliście razem?
- Z przerwami, ale trzy lata. - Otworzyłam oczy ze zdziwienia.
- Żartujesz? Odchodzisz od kobiety po trzech latach i myślisz, że spłynie to po niej, nie sprawiając jej żadnych problemów?
- Wiedziała, jaki jestem. Kiedy z nią zaczynałem, wszedłem w ten sam układ. Seks i nic więcej. Przecież ona nawet mnie nie kocha.
- Powiedziała ci to? - Popatrzył na mnie zamyślonym wzrokiem.
- Nie. Nigdy nic mi nie powiedziała.
- Bo wiedziała, że jak tylko powie ci o swoich uczuciach, zostawisz ją. Uwierz mi, ona kocha cię całym sercem i jest gotowa o ciebie walczyć, widziałam to w jej oczach.
- Jesteś niepoważna. Ta kobieta nic dla mnie nie znaczy.
Zrobiło mi się przykro. Z powodu jego egoistycznego zachowania oraz tego, że ja pewnie też nic dla niego nie znaczę. Jestem kolejną laską do dymania. Seks z nim był nieziemski, ale życie przy nim uciekało mi przez palce. Wiedziałam już, że nie ma szans na normalny związek. Jeśli cokolwiek do niego poczułam przez te ostatnie trzy dni, właśnie minęło. Prócz przyjemności fizycznej nie mogłam na nic więcej liczyć.
- Jako kobiecie jest mi bardzo przykro. Ona nie jest niczemu winna. W zasadzie to ty jesteś skończonym draniem, bawiąc się nami. Wcześniej nią, teraz mną.
- Chwila, moment. Ty też? Przecież mówiłem ci, żebyś się we mnie nie zakochiwała. - Jego mina była spanikowana.
- Nie zakochałam się w tobie. A nawet jeśli tak by się stało, zakończyłabym to od razu. Nie jestem głupia, układ to układ. Ciekawa jestem tylko, dlaczego ty taki jesteś? Czy coś się wydarzyło w twoim życiu, sprawiając, że stałeś się dupkiem?
Nie odpowiedział mi nic. Wyciągnął do mnie rękę, ciągnąc w swoją stronę. Posadził mnie sobie na kolanach i zaczął całować. Powoli, namiętnie. Jakby chciał rozkoszować się każdym dotknięciem języka. Gdy temperatura między nami zaczęła rosnąć, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Położył mnie na łóżku, a sam zaczął się rozbierać. Czy wspomniałam, że był w garniturze? Jak ja uwielbiałam go w garniturze. Elegancki i seksowny sprawiał, że na sam widok robiłam się mokra. Zostając w odpiętych spodniach i bez koszuli, zajął się mną. Najpierw powoli zaczął odpinać moją bluzkę. Guziczek po guziczku. Później spódnica, aż jego oczom ukazałam się w samej bieliźnie. Komplet od Victoria's Secret założyłam dziś celowo. Jego dłonie dotykały koronki moich pończoch, a usta całowały moją szyję. Powoli odpinał klamerki pasa.
- Jesteś taka seksowna w tym, jednak dziś chciałbym cię bez niczego - powiedział.
- To mnie rozbierz. - Uśmiechnęłam się.
Jak powiedziałam, tak uczynił. Zdjął ze mnie po kolei prawą, później lewą pończochę, pas oraz majtki, a na koniec stanik. Leżałam goła na łóżku, czekając na to, co ma mi do ofiarowania. On najpierw podszedł do laptopa i włączył muzykę. Robienie tego przy muzyce było dla niego ważne. Kiedy usłyszałam Trust, poczułam, że będzie ciekawie. Wrócił do mnie, jednak zanim zaczął cokolwiek robić, podniósł z podłogi swój krawat i związał nim moje ręce. Wtedy rozebrał się do końca. Jego kutas stał na baczność. A ze mnie ciekło. Byłam podniecona i to bardzo. Nie potrzebowałam żadnej gry wstępnej. Byłam gotowa na przyjęcie go w całości. Jednak on się nie śpieszył. Położył się obok mnie i znowu zaczął delikatnie całować moje usta, muskał moje wargi. Czułam się jak na torturach. Moje ciało wiło się i wyginało w łuk. Jak najprędzej chciałam poczuć go w sobie. Przez skrępowane ręce nie mogłam go dotknąć, ani wziąć tego, na co miałam ochotę. Delikatnie zaczął dotykać moich piersi, jeszcze delikatniej przyszczypując stojące sutki. Nie było mowy o szybkim numerku.
- Torturujesz mnie - powiedziałam, dysząc.
- To za ten brak zaufania.
Ach, a więc to kara. Był sfrustrowany moim zachowaniem, więc teraz mścił się w sposób dobrze mu znany. Cierpiałam katusze. Jego ręce zaczęły delikatnie mnie dotykać. Z piersi schodził coraz niżej, a kiedy był w moim kroczu, jęknął razem ze mną.
- Jesteś taka mokra. Czyżbyś tęskniła za mną?
Tęskniłam i to bardzo. Moje ciało domagało się go w wiadomy sposób. Kiedy całował wewnętrzne części moich ud, nie wytrzymałam. Orgazm był silny jak nigdy przedtem. Krzycząc jego imię, byłam w stanie tylko zdać się na jego dotyk. Litościwy pan był dla mnie na tyle łaskaw, iż w końcu wsadził we mnie swój palec, ruszając nim w środku po wrażliwych ściankach mojej kobiecości. Drugą ręką dotknął mojej piersi, a ustami przygryzł sutek po przeciwnej stronie. Właśnie wtedy zaczął nadchodzić kolejny orgazm. Gdy fala mojego uniesienia minęła, odwrócił mnie na brzuch, biorąc od tyłu. Wciąż powoli i delikatnie. Jego nabrzmiałe jądra uderzały o moją łechtaczkę, sprawiając mi przyjemność. Wsuwał swojego penisa wolno, ale głęboko, zanurzając go po sam czubek. Znowu stawałam nad przepaścią. Słysząc mój zmieniający się oddech, wyszedł ze mnie, dając mi klapsa. Zostawił mnie klęczącą na kolanach, z rękoma wyciągniętymi przed siebie. Obszedł łóżko dookoła, a gdy podniosłam wzrok, jego kutas był przed moimi oczami.
- Weź go do buzi - rozkazał, a ja otworzyłam posłusznie usta. Czułam na nim cierpki smak swojej pochwy. Jednak po chwili nie odczuwałam już nic oprócz ciepła, jakie dawał. Nie mogłam go dotknąć, więc to on, trzymając za moją głowę, nadawał rytm. Swoje palce wplótł w moje włosy, delikatnie za nie ciągnąc. Ruszał się coraz szybciej i coraz głębiej. Doskonale wiedziałam, co się za chwilę stanie. Wtedy zesztywniał jeszcze bardziej, wpuszczając do mych ust swoją słodkawą spermę. Z racji tego, w jakiej byłam sytuacji, pierwszy raz w życiu połknęłam całą zawartość ust.
- Kurwa! Lauren, jesteś niesamowita. Jeszcze żadna mi tak nie obciągnęła. Zasłużyłaś na nagrodę. - Mówiąc ostatnie słowa, odwiązał krawat z moich rąk. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyciągnął prezerwatywę. Szybko rozrywając folię, wyjął zabezpieczenie i założył na siebie. Leżałam na plecach. William położył się na mnie i raz jeszcze tego wieczora wszedł do środka. Swoimi nogami objęłam go w pasie, a ręce położyłam na mocnych i silnych ramionach. Było cudownie. Spełnienie osiągnęliśmy w tym samym czasie. Jednak zanim wyszedł, minęła jeszcze dłuższa chwila. Po prostu leżał, całując mnie tak namiętnie, jak tylko potrafił. Gdy poszedł do łazienki, modliłam się, aby przypadkiem nikogo nie spotkał na swojej drodze. Nim wrócił, usnęłam. Obudziłam się w środku nocy mile zaskoczona, że William śpi obok mnie. Wtuliłam się w jego pierś i znowu zasnęłam.
***
Czas, który spędzałam z Williamem, był wspaniały. Czułam, że jest osobą, dzięki której zaczęłam czuć się pewnie i bezpiecznie. Nigdy nie nazywał mnie "kochaniem" ani "skarbem", ale wciąż "kotek" lub określając moją urodę - "piękna", "ślicznotka". Nie mogłam mieć mu tego za złe, w końcu łączyło nas tylko łóżko. Chociaż nie było to jedyne miejsce, które wykorzystywaliśmy. W mieszkaniu Willa do dyspozycji mieliśmy każdą przestrzeń, u mnie poszliśmy o krok dalej, robiąc to pod prysznicem. Ten mężczyzna był wulkanem testosteronu, przy nim przestałam chodzić na siłownię. Dla niego szybki numerek składał się z minimum dwóch dojść, a swoje orgazmy osiągałam w takie sposoby, o jakich wcześniej nie miałam pojęcia. Tak jak powiedział, raz na jakiś czas wychodziliśmy do restauracji na kolację, jak normalna para. Zwykle rozmawialiśmy o pracy, znajomych bądź jakichś zainteresowaniach. Nigdy żadne z nas nie poruszyło tematów osobistych. Will nie wiedział, że moi rodzice nie żyją, że jestem zupełnie inną osobą niż siedem lat temu. Nie pytał też o moją siostrę. Nigdy nie wzięłam go ze sobą na żadne rodzinne spotkanie. A gdy zbliżać się miał chrzest Irene, nawet do głowy mi nie przyszło, by mu o tym powiedzieć. Był trochę jak zmyślony przyjaciel. Istniał tylko w moim świecie. Jednak to, przed czym tak się wzbraniałam, stało się. Musiałabym być ślepa albo innej orientacji, żeby nie ulec takiemu mężczyźnie. Nie była to jednak miłość, jakiej można by się spodziewać. Po prostu było mi z nim idealnie. Uwielbiałam jego dotyk, a także to, jak na mnie patrzył. Wciąż powtarzał:
- Utonąłem w tych czekoladowych oczach.
Kiedy mówił to swoim niskim, gardłowym głosem, rozpływałam się cała, a gdy tylko zaczynał dobierać się do mnie, nim byłam naga, moje podniecenie wylewało się ze mnie. Zawsze było mi go mało, byłam gotowa i otwarta na nowości, których mnie uczył. Dzięki niemu poznałam swoje ciało i seksualność. Nigdy nie dawał mi odczuć wstydu. Nie bałam się, kiedy krępował moje ciało, zazwyczaj wykorzystując swój krawat, choć raz, nie wiem, skąd to biorąc, przygotował łańcuchy, które miały za zadanie unieruchomić mi ręce oraz nogi. Myślę, że wszystko, co robił, było przemyślane tak, abym nie uciekła z krzykiem. Jeśli chodzi o sprawianie bólu, ograniczał się tylko do klapsów i ciągnięcia za włosy, zawsze w momencie najwyższego podniecenia. Lubiłam jednak odpłacać tym samym. Kiedy wstawał z łóżka lub gdy leżał na brzuchu, smagałam jego tyłek. Robiąc to po raz pierwszy, zdziwiłam się, jaką przyjemność mi to sprawiło. W czasie seksu wbijałam w niego swoje paznokcie, a palce, które wkładał do moich ust, gryzłam, dopóki nie jęknął. Każdy stosunek był dla mnie wyjątkowy, nigdy nie dawał mi powodu, abym mogła poczuć, że czegoś mi brak. Ale gdy pewnego razu oboje przesadziliśmy z alkoholem, co dla mnie nie powinno mieć miejsca, jak dzicy rzuciliśmy się na siebie. Ten seks był zupełnie inny niż dotychczas. William miał nieobecny wzrok, jakby kierował się pierwotnym instynktem. Słowa, jakie mówił, również świadczyły o tym, że mój kochanek gdzieś się zagubił. Był wulgarny i bezpośredni. Kiedy nazwał mnie swoją suką, w głowie zapaliło mi się pomarańczowe światło. Jednak doszłam, robiąc to dla niego, i w orgazmie wykrzykiwałam jego imię. Niestety kiedy on szczytował, był w stanie wychrypieć tylko:
- Aleks!
Zesztywniałam cała. Wiedząc, że tamtej nocy ograniczy się tylko do jednego razu, wyszłam do łazienki, by zmyć łzy, które ciekły po moich policzkach. Nie było mnie dłuższą chwilę, czym się nawet nie zainteresował. Teraz już wiem, że to dlatego, iż po prostu usnął. Wróciłam do jego łóżka, czując ból i złość. William spał jak niewinne dziecko. Na drugi dzień nie miałam odwagi poruszyć tematu, a on chyba nie był po prostu świadomy tego, co zaszło poprzedniej nocy.
Dni uciekały jeden po drugim. Był tydzień, w którym codziennie po wyjściu z pracy widziałam zaparkowanego Forda Mustanga i jego przystojnego właściciela. Raz siedział w środku, raz czekał oparty o niego, a innym razem wszedł do środka, by mnie odebrać. Nigdy nie umawialiśmy się, że przyjedzie. Wychodziłam, a on po prostu był. Dlatego gdy któregoś dnia wyskoczyłam z budynku i zobaczyłam brak jego obecności, poczułam ukłucie w klatce piersiowej. Przez cały dzień nie zadzwonił, ani nie napisał. Liczyłam, że to z racji natłoku pracy nie pomyślał o mnie. Nie chciałam nawet myśleć, że może być jakiś inny powód. Wróciłam do domu. Wzięłam prysznic, a na kolację zamówiłam pizzę. Nie mając żadnych wyrzutów, bo i tak wiedziałam, że z Willem spalę kalorie. Byłam sama w mieszkaniu. Hope coraz więcej czasu spędzała z Lucasem. Czułam, że jeszcze chwila i pokaże mi świecący brylant na palcu. Razem z nią cieszyłam się jej szczęściem. Gdy siedziałam tak w salonie na kanapie, myśląc o związku mojej najlepszej przyjaciółki, mój telefon zakomunikował nadejście wiadomości. Mając nadzieję, że to od Williama, sięgnęłam po niego z prędkością światła. Boże, nawet nie chcę sobie wyobrażać swojej miny, kiedy zobaczyłam wiadomość MMS od Erin. Zdjęcie było zrobione z ukrycia. Tego byłam pewna. Na pierwszym planie widniał nikt inny niż William i jego była. Aleksandra. Siedzieli w restauracji, tej samej, do której zabierał mnie. Niby nic. Dwoje ludzi siedzących bez trzymania za ręce, bez czułych nachyleń tak, jak było z nami. Ale jednak bolało. Po co się z nią spotkał? Czy cały czas to robił? Czy może to ona znowu naciskała na chwilę uwagi? Nie byłam w stanie normalnie myśleć. Wybrałam jego numer. Pomimo iż obiecałam sobie, że tego dnia nie odezwę się pierwsza. Nie odrzucił, ani nie odebrał połączenia. Po prostu nic. Kiedy usłyszałam jego głos na sekretarce, spanikowałam. Rozłączyłam się po sygnale, nie nagrywając wiadomości. Wtedy moja silna wola mnie opuściła. Wypiłam dwie butelki wina i byłam kompletnie pijana. Chcąc rozładować smutek i gniew, zrobiłam swoją jednoosobową imprezę. Muzyka dudniła z głośników, a ja, trzymając kieliszek w dłoni, tańczyłam po całym mieszkaniu. Nawet nie wiem kiedy i w jaki sposób, ale w drzwiach stanął William.
- Bez zaproszenia nie wpuszczam - wybełkotałam.
Z tego, co pamiętam, był zły. Jego mina świadczyła o zażenowaniu i rozczarowaniu. Ściszył muzykę, a kieliszek z winem wyrwał mi z ręki.
- Myślałem, że się nie upijasz - powiedział.
- Ja też myślałam, że... Zresztą nieważne. Nie byłeś zaproszony, więc idź sobie.
- Nie zostawię cię w takim stanie.
- A w jakim mnie zostawisz? - Łzy zaczęły napływać mi do oczu.
- O czym ty mówisz? Jesteś pijana. Chodź. Położę cię do łóżka.
- Wiesz co? Wal się, Loens! Sama trafię do łóżka, a ty wracaj, skąd przyszedłeś.
Kac moralny na drugi dzień nie był litościwy. Zadzwoniłam rano do Elizabeth, prosząc o dzień wolny z powodu złapanego "wirusa". Mój żołądek buntował się po tym, jaką dawkę alkoholu mu zaserwowałam. Zamknięta cały dzień w swojej sypialni, nie miałam ochoty na kontakty ze współlokatorkami. Na przemian śpiąc i czytając książkę - tak spędziłam ten dzień. William oczywiście domagał się kontaktu, ale gdy mu napisałam, że jeśli kiedykolwiek jeszcze chce mnie zobaczyć, ten dzień musi odpuścić. I przestał. Czułam się, jakby ktoś mnie zjadł i wypluł. Kolejnego dnia wróciłam do żywych. Chociaż myślami wciąż byłam przy Willu, nie odzywałam się do niego. Przed oczami cały czas miałam zdjęcie, które przesłała mi Erin. Pewnego dnia, gdy zbliżał się weekend, w porze lunchu kurier przyniósł bukiet róż. Wiedziałam, od kogo są. Zawsze przysyłał róże. Jakby był jakiś ukryty sens w tym gatunku.
Proszę, spotkaj się ze mną. Porozmawiajmy.
Oczywiście bilecik nie był podpisany. Anonimowość to jego drugie imię. Moje serce zmiękło. Tęskniłam za nim. Wysłałam mu krótką wiadomość. O osiemnastej pod instytutem. Odpowiedź przyszła w mgnieniu oka. Będę.
Punktualnie o osiemnastej chwyciłam za torebkę i wyszłam z budynku. Oczywiście Will już czekał. Na mój widok jego oczy zapłonęły. Moje z pewnością też.
- Witaj - powiedział pierwszy.
Czułam się, jakby było to nasze pierwsze spotkanie. Denerwowałam się i drżał mi głos.
- Witaj, Williamie. Przejdźmy się. - Był zdziwiony. Zapewne liczył, że pojedziemy do niego lub do mnie. Ja natomiast potrzebowałam neutralnego gruntu. Usiedliśmy na ławce w Central Parku. Wieczór robił się przyjemny.
- Dziękuję za kwiaty. Piękne jak zawsze.
- Ty jesteś jeszcze piękniejsza.
- Znam swoją wartość. Dlatego ustąpię miejsca. - Mówiłam łagodnie, starając się nie wpadać w panikę.
- O czym ty mówisz?
- Będziesz miał więcej czasu na spotkania z Aleksandrą. - Ściągnął brwi i popatrzył na mnie tymi zielonymi oczami.
- Wiedziałem, że Erin ci powie. Posłuchaj, spotkałem się z nią jako z dawną znajomą. Miałaś rację, mówiąc, że źle ją potraktowałem. Umówiliśmy się, że będziemy się przyjaźnić.
- Ty i te twoje umowy. Nie musisz mi się tłumaczyć. Ale nie mam zamiaru uczestniczyć w trójkącie.
- Nie ma żadnego trójkąta! Nic mnie z nią nie łączy.
- Wiesz, może bym uwierzyła, gdyby nie to, że pieprząc mnie, powiedziałeś jej imię. - Z jego twarzy odpłynęła krew.
- To jest niemożliwe. Pamiętałbym takie rzeczy.
- Nie tylko mnie zdarzy się upić. Ty pokazałeś mi swoje oblicze, którego wolałam nie znać. Skoro brakuje ci jej, to wróćcie do siebie. Mną się nie przejmuj, poradzę sobie.
- Kurwa, Lauren, skończ! Nie wrócę do Aleksandry, choćby na kolanach mnie błagała.
Moje serce zadrgało. Poczułam małe zwycięstwo. W parku zostaliśmy jeszcze przez chwilę. Później każde z nas wróciło do siebie. Nie miałam ochoty ulegać mu od razu. Niech pocierpi jeszcze jeden dzień - pomyślałam, a kolejnego jakby nigdy nic znowu czekał na mnie po pracy.
Gdy nadeszła sobota, wszyscy razem wybraliśmy się do klubu, w którym się poznaliśmy. Całą szóstką zajęliśmy jedną z lóż dla VIP-ów. Włożyłam swoją króciutką sukienkę w kolorze oczu Willa. Pod nią miałam czarną, koronkową bieliznę, która od razu została odkryta przez mojego partnera.
- Już się nie mogę doczekać, kiedy dobiorę się do twoich majteczek - szeptał do mojego ucha.
- To się jeszcze okaże, panie Loens - droczyłam się.
Razem z dziewczynami tańczyłyśmy w swoim towarzystwie, a kiedy tylko ktoś się zbliżał, nasza ochrona podrywała się z miejsca.
Będąc przy Willu, zapominałam o wszystkich zmartwieniach. Nie myślałam nawet o Aleksandrze. Cieszyłam się, że to mnie wybrał w tym momencie. Przy wolniejszych kawałkach wiłam swoje ciało wokół niego. Wicked Game była idealną piosenką, oddającą to, co się miedzy nami działo. Postanowiłam zachować trzeźwy umysł i nie przesadzać tej nocy z alkoholem. To sprawiło, iż po długiej nieobecności Willa w moim ciele byłam napalona jak nastolatka. Widząc, jak przyjaciele dobrze się bawią, manipulowałam swoimi gestami tak, że w końcu William groźnym głosem powiedział:
- Dosyć, idź, pożegnaj się z przyjaciółkami i jedziemy do mnie. - Kiedy nakierował moją dłoń na swoje krocze, czułam, jak jego kutas pulsuje z podniecenia.
Tego chciałam. Podziękowaliśmy wszystkim za wspaniały wieczór i nim wybiła północ, byliśmy już w sypialni Willa. Myślałam, że będzie chciał zerwać ze mnie sukienkę, jednak gdy tylko przekroczyliśmy próg jego mieszkania, złagodniał. Nalał nam po kieliszku wina, a ze swojego iPoda, podłączonego do głośników, puścił muzykę idealną na wieczór we dwoje. Zanim przeszliśmy do działań, William zrobił mi cudowny masaż. Byłam odprężona i spokojna.
To ja pierwsza zaczęłam go rozbierać. Siadając na nim, powolutku odpinałam jego koszulę, guziczek po guziczku odsłaniałam jego ciało. Pod dłonią czułam delikatne łaskotanie włosków, a napięte mięśnie domagały się dotyku. Dziś ja miałam kontrolę. Kiedy on był już gotów, stanęłam przed nim, zrzucając z siebie sukienkę. Na widok ubranej mnie tylko w koronkę wydał z siebie jęknięcie. Znowu na niego siadłam. Czułam, jak jego penis chce wbić się we mnie, więc odginając tylko majteczki, zatopiłam go w sobie. Powoli poruszałam się w górę i w dół. Lewą ręką objął mnie w talii, prawą kładąc na plecach. Trzymał mnie mocno, pozwalając, abym jako pierwsza osiągnęła spełnienie. Długo czekać nie musiałam. Gdy tylko dreszcze ekstazy minęły, zeszłam z niego, kładąc się na łóżku. Zdjął resztę, którą miałam na sobie, i nakrył mnie swoim ciałem. Jak zawsze jego ruchy były mocniejsze. Leżąc bokiem, czułam go za swoimi plecami. Moją nogę uniósł do góry, sprawiając sobie lepsze dojście. Gdy tylko wyszedł, zobaczyłam, jak ściąga z siebie zużytą prezerwatywę. Pomyślałam, że to nie w stylu Williama. Tak też było.
- Chodź - powiedział, wyciągając do mnie rękę.
Podeszliśmy do wanny, wokół której porozstawiane były zapachowe świece.
- Wejdź do środka. - Posłusznie wykonywałam wszystkie rozkazy. Położyłam się w lekko zimnej wannie i czekałam. Najpierw oblał mnie olejkiem, który wmasował w moje ciało, następnie puścił wodę. Zanim zanurzyłam się po piersi, zapalił świece i poszedł po kolejne kieliszki wina.
- A podobno nie jesteś romantyczny. - Zaśmiałam się.
- To zależy dla kogo. Ty zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
Czasami wahałam się, czy nie powiedzieć mu jednak o swoich uczuciach. Może on też mnie pokochał? Spędzaliśmy dużo czasu razem, znaliśmy się już dosyć dobrze, no i dogadywaliśmy się w łóżku. Wszystkie ważne punkty zostały chyba odhaczone. Co jeszcze mogłabym zrobić, aby mieć go na własność?
- Jesteś urocza, kiedy myślisz tak intensywnie. - Wyrwał mnie z zamyślenia.
- Dajesz mi dużo do myślenia. Nie dołączysz do mnie?
- Za chwilę.
Wziął ode mnie w połowie pusty kieliszek i odstawił obok swojego. Kucając za moją głową, znowu zaczął masować mój kark. Myślałam, że jestem zrelaksowana, lecz dopiero wtedy napięcie zaczęło ze mnie schodzić. Dłońmi dotykał mojego ciała. Gdy zbliżał się do dolnych części ciała, zaczęłam wyginać się w łuk. Pomimo dwóch wcześniejszych orgazmów wciąż chciałam więcej.
- Chodź do mnie - wyszeptałam.
- Dobrze. Skoro nalegasz. - Uśmiechnął się szelmowsko.
Gdy wszedł do wanny, poziom wody podniósł się na tyle, że kiedy siadłam znowu na niego, woda rozlewała się po podłodze. Tym razem, robiąc to od tyłu, jedną ręką drażnił moje sutki, drugą łechtaczkę. Kiedy składał pocałunki na moich plecach, nie wytrzymałam. Zaczynałam opadać z sił. Leżeliśmy w wodzie, dopóki całkowicie nie wystygła. Cały czas dotykając swoich rąk, cieszyliśmy się swoją bliskością.
- Jesteś niemożliwy. Wciąż mam na ciebie ochotę. - Odważyłam się to powiedzieć. - Moje podniecenie mija, ustępując miejsca kolejnemu.
- Moja nienasycona - powiedział, składając pocałunek na moich ustach. - Ale namówisz mnie jeszcze tylko na jeden raz. Musimy się wyspać. Przygotowałem dla nas małą wycieczkę jutro.
- Lubię niespodzianki.
Wziął mnie na ręce, zanosząc do łóżka. Nie zauważyłam kiedy, ale rozłożył duży ręcznik, na którym mnie położył. Wytarłam się z wody, a gdy i on był gotowy, sięgnął po kolejną prezerwatywę z nocnego stolika. Ten raz był jego. Szybki, mocny, od tyłu.
Wbijał się całą swoją wielkością. Wystawiając posłusznie swój tyłek do góry, ręce wyciągnęłam do przodu w pokłonie. Tym razem nie dałam już rady. Mocny seks nie jest moim ulubionym. Jednak to jemu chciałam dać tę przyjemność, więc kiedy dochodził, cieszyłam się, że to dzięki mnie.
- Jesteś wspaniała - mówił, całując moje usta.
- Gdzie moja piżamka? - Zaśmiałam się.
- Sprawdź pod poduszką.
Po stronie, na której zwykle sypiam, znalazłam naszą ulubioną koszulę. Włożyłam ją i zatopiłam się w jego ramionach. Głaskał mnie po skroni, szepcząc co jakiś czas miłe słówko. Kochałam go i w głębi serca wiedziałam, że i on kocha mnie. Na swój sposób, ale kocha.
Kolejny dzień mogłabym zaliczyć do tych, o których człowiek wolałby nie pamiętać. Kiedy się obudziłam, a raczej to Will obudził mnie swoimi pocałunkami, czułam się dziwnie. Niepewnie i rozkojarzona. Możliwe, że to przez jakiś sen, jednak nie pamiętałam, aby cokolwiek mi się śniło.
- Idę wziąć szybki prysznic. Ty sobie jeszcze poleż, a później łazienka jest twoja - powiedział i zniknął za rogiem.
Leżałam i zastanawiałam się, co takiego przygotował dla nas ten mężczyzna zagadka.
Nagle jego telefon zawibrował. Nigdy nie dotykałam jego telefonu, ale wiadomość była od nikogo innego niż Aleks. Byłam przekonana, iż William ma blokadę na odcisk palca, przynajmniej ja taką miałam. Mój szok, rozczarowanie oraz wściekłość skumulowały się w jedno. Wysłała mu swoje zdjęcie, jednak nietypowe. Ubrana w seksowną bieliznę, była na łóżku w pozycji, w jakiej ostatni raz tej nocy Will osiągał orgazm. Na oczach miała aksamitną opaskę, a w ustach knebel. Doskonale wiedziałam, kto zrobił to zdjęcie. Za jej ciałem było lustro. Twarzy nie było widać, jednak mężczyzna miał dobrze znane mi ciało. Dołączona wiadomość mówiła tylko: Tęsknię. Miałam ochotę zwymiotować. W pośpiechu ubrałam sukienkę, a bieliznę zgarnęłam do torebki. Nim wyszłam, na jego playliście zostawiłam piosenkę Million Reasons. Znalazłam mały skrawek kartki, na której udało mi się tylko napisać:
Jadę na swoją wycieczkę. Nawet nie waż się mnie szukać.
Wyszłam po cichu. Schodząc po schodach, napisałam krótką wiadomość do Luizy. Musiałam szybko dostać się do siebie, by przebrać się i zabrać kilka rzeczy. Ponieważ wyłączyłam telefon, aby nie widzieć połączeń od Willa, na blacie wyspy zostawiłam wiadomość dla przyjaciółek.
"Lecę do Carolina Beach. Jak będę na miejscu, zadzwonię.
L. Xxx".
Moja walizka nie była duża. Można by powiedzieć, że bagaż podręczny. Lekkie sukienki nie zajmowały dużo miejsca.
Kiedy pojechałam do siostry po klucze od domku na plaży, poprosiłam, aby zrobiła mi szybką rezerwację na najbliższy lot. Cały czas byłam opanowana. Nie uroniłam ani jednej łzy. Na pytania Luizy, co się stało, powiedziałam tylko, że potrzebuję wakacji.
- A co z pracą? - Kurde. O tym nie pomyślałam.
- Coś wymyślę. - Miałam nadzieję, że Elizabeth będzie wyrozumiała.
Przed południem Josh zawiózł mnie na lotnisko. Mając niewielką torbę, klucze oraz bilet, w tamtym momencie nie potrzebowałam niczego więcej. Poprosiłam szwagra, by uważał na Willa.
Gdyby o mnie pytał, miał powiedzieć, że jestem w Europie u brata. Wiedziałam, że tam nie będzie mnie szukał.
- Czy on cię skrzywdził? - zapytał.
- Nie. Ja sama się skrzywdziłam - powiedziałam, całując Josha w policzek. - Dziękuję. Zadzwonię, jak będę na miejscu.
Pomachałam podczas odprawy i zniknęłam w głębi lotniska. Po niecałych dwóch godzinach wysiadłam w Wilmington International Airport.
Tak zakończyłam związek oparty na seksie, z mężczyzną, którego wolałabym nigdy nie poznać.