3
TERAZ
Jess
Stoi przed posterunkiem policji jak wmurowana, choć wokół niej tętni życie. Funkcjonariusze mijają ją obojętnie, nikt się nie zatrzymuje, by zapytać, o co może jej chodzić. Nabiera głębiej tchu, aby się uspokoić. Nauczyła się tak postępować za każdym razem, gdy w tyle głowy rodzi się atak paniki - a z ostatnim miała do czynienia wiele lat temu. Potem kieruje wzrok na schody prowadzące do drzwi, liczy je w pamięci, by wrócić do rzeczywistości i zapomnieć o rosnącym wciąż strachu.
Na koniec przymyka powieki i wyobraża sobie, że wchodzi do budynku, by powiedzieć komuś, kto zechce jej wysłuchać, o zdobyciu nowych dowodów w sprawie swojej matki. Zażąda, by jej wysłuchano. I żeby coś z tym zrobiono. W odróżnieniu od większości znanych jej ludzi sama nie pokłada wielkiej ufności w policji. Wie, że mundurowi to tylko ludzie i czasem nie umieją znaleźć właściwych odpowiedzi, jak na przykład w sprawie jej matki.
Jess od dawien dawna znajdowała rozwiązania każdego problemu, była kimś, kto nie przestanie działać, dopóki nie dotrze do sedna, ale to... to zupełnie inna sprawa. Niepokoi ją, że Nathaniel French zdołał ją bez trudu wytropić, by pokazać to zdjęcie. Co miał nadzieję osiągnąć, jeśli jest winny? Nie została tam wystarczająco długo, by o to zapytać; pragnienie ucieczki było zbyt przemożne, więc zwiała przy pierwszej okazji.
Wsuwa dłoń do plecaka, sprawdzając, czy to nadal tam jest. Brzydzi ją, że nie zdołała się przemóc, by to wyrzucić.
Nie zrobiła tego jednak, tak na wszelki wypadek.
Dzwoni jej komórka, sięga po nią bez wahania w desperackiej nadziei, że głos tego kogoś - kogokolwiek - pozwoli jej zachować resztkę odwagi.
- Jessica? Mówi Eliza Clark. Stoję pod twoim studiem, ale nikt mi nie otwiera. Mam nadzieję, że nie pomyliłam terminu. Czy nie umawiałyśmy się na dwunastą?
Jess wścieka się na siebie w myślach. Eliza jest jej następną klientką, a od atelier dzieli ją co najmniej dziesięć minut szybkiego truchtu.
- Tak mi przykro. Musiałam gdzieś wyskoczyć na chwilę i trochę mnie tu przetrzymali. W banku jestem. - Niby maleńkie kłamstewko, ale i tak się wzdryga. - Już wracam. Dam ci dziesięć procent zniżki za tę niedogodność.
Obrzuca wzrokiem wejście na posterunek, po czym rusza biegiem w kierunku studia.
Obsługując klienta po kliencie aż do późnego popołudnia, Jess jest zbyt zajęta, by zwracać uwagę na rosnący wciąż niepokój, który jednak nie ustępuje i uderza z pełną mocą zaraz po piątej, gdy zostaje w końcu sama. Zmierza pospiesznie do domu, kierując się na stację metra, a tętno jej spada dopiero wtedy, gdy miesza się z tłumem wypełniającym peron. Stoi pomiędzy innymi ludźmi, mając ledwie centymetry wolnej przestrzeni wokół siebie, ale w tym ścisku jej oddech w końcu się uspokaja. Tutaj zaznaje odrobiny spokoju. Zostaje na stacji, przepuszczając kilka przystających i odjeżdżających składów, każdy z nich zabiera kolejne stada ludzi, ale te niedobory są natychmiast uzupełniane nowymi pasażerami.
Do domu dociera dopiero godzinę później, jej myśli uspokajają się na tyle, że może jaśniej przeanalizować spotkanie z Nathanielem Frenchem. Te same myśli, które towarzyszyły jej nieustannie, krążąc w udręczonym umyśle niczym wirnik wentylatora. Siedząc na sofie z kieliszkiem wina w dłoni, odtwarza przebieg rozmowy, szukając szczegółów, które mogła wcześniej przeoczyć. Musi być przecież jakaś wskazówka pozwalająca ujawnić prawdziwe powody tego najścia, ale Jess nie umie jej niestety dostrzec.
Chyba że ten drań mówi prawdę.
Przymyka oczy i widzi matkę pochylającą się, by pocałować go w policzek. Wyglądają na bardzo szczęśliwych, uśmiechają się, ale nie do obiektywu, tylko do siebie. Czego to jednak dowodzi? Może to być jeszcze bardziej przekonujący dowód jego winy. Skoro coś ich łączyło, mógł mieć ważne powody, by chcieć jej śmierci. Wiadomo przecież, że większość ofiar morderstw ginie z rąk kogoś znajomego. Nie postawiono mu żadnych zarzutów tylko dlatego, że policja nie umiała znaleźć powiązań z jej matką. Nie znaleziono także żadnych dowodów na ewentualne zaburzenia psychiczne. Trafił na celownik tylko dlatego, że był podejrzany w zupełnie innej sprawie. Chodziło o napaść na jakiegoś mężczyznę. A to jednak duża różnica. Jess niczego już nie rozumie. Musi porozmawiać z ojcem.
Komórka zaczyna wibrować, na ekranie pojawia się imię Zara. Młodsza siostra jest tą osoba, do której Jess zawsze się zwraca, gdy ma do przegadania jakiś problem, ale tym razem się waha, czy odebrać. Nie zamierza obciążać Zary tą sprawą, choć wie doskonale, że siostra by jej wysłuchała. Jess dorastała z Caroliną, matką Zary, i od niepamiętnych czasów uważała się za jej córkę. Nawet teraz, długo po rozejściu się z Dannym, ta kobieta pozostała wobec niej kochająca i czuła. Właśnie dlatego ani ona, ani tym bardziej jej córka nie powinny być wciągane w tak ponure sprawy, które mogą zniszczyć budowane z taką troską więzi. Jess wiedziała o tym jak mało kto; sama wymazała przecież początkowe lata swojego życia i zapomniała o nich aż do teraz. Tylko takim sposobem mogła zaleczyć niewidzialne rany.
Mimo to zagrożenie wciąż istniało i groziło powrotem. A dzisiaj się objawiło.
- Jess? Nie cieszysz się? - Głos Zary, podniesiony i natarczywy, wypelnia jej uszy. - Powiedz, proszę, że tak właśnie jest, Gabriel tak desperacko zabiegał o spotkanie z tobą.
Gabrierl, przyjaciel Zary i Ryana, z którym umówiła się na randkę w ciemno. Tyle że zupełnie o nim zapomniała.
- Och, dziewczyno, ja...
- Tylko mi nie mów, że zmieniłaś zdanie. - Zaraz wzdycha. - Oboje z Ryanem byliśmy przekonani, że w waszym wypadku wszystko wypali. Zaufaj mi, proszę. Wiem, że mamy rację.
Ujmuje ją cień zawodu wychwytywany w głosie siostry. Zadaje sobie tak wiele trudu, by znaleźć dla niej bratnią duszę. Walczy też zacięcie z oporami Jess przed kolejnym związkiem, które są efektem rozstania z Harrisonem, jest też święcie przekonana, że je kiedyś pokona.
- Już czas - upiera się. - Rozeszliście się całe wieki temu, a ty jesteś zbyt młoda i wspaniała, by przesiadywać samotnie. Wyrwij się chociaż z domu i trochę zabaw. To nie musi być nic konkretnego. Po prostu rozerwiecie się odrobinę.
Jess ustępuje tylko ze względu na nią. Siostra już próbowała - na szczęście bezskutecznie - założyć jej konto na Tinderze, bo na tym polegał zawarty przez nie kompromis.
- To nie tak. Ja nadal chcę się z nim zobaczyć, tylko dzisiaj nie jest za dobry moment.
- Dlaczego? Co się dzieje?
To doskonałe otwarcie dla Jess, mogłaby bez trudu opowiedzieć, co takiego się wydarzyło, ale trwa przy postanowieniu, że nie obciąży siostry swoimi problemami.
- Miałam dzisiaj masę roboty. Muszę popracować nad zdjęciami z tych sesji. No i muszę zobaczyć się z tatą.
- Dlaczego? Coś mu dolega? Mów, co się dzieje. - Czasami tempo zadawania pytań jest ujmujące, a niekiedy, jak na przykład teraz, Jess za nią nie nadąża.
Jest prawdą, że ich ojciec ma problemy z zobaczeniem w Zarze dorosłej kobiety, ale nie wpływa to w żaden sposób na silne więzi, jakie łączą go z Jess. To coś unikalnego dla obojga. Są jedynymi członkami klubu, którego zasady - chyba na szczęście - mało kto rozumie, ale dla nich to po prostu cement spajający ich związek. Jess często się zastanawia, jak wyglądałyby ich relacje, gdyby matka nadal żyła.
- Tata ma się świetnie - zapewnia siostrę. - Nie widziałam się z nim od pewnego czasu i postanowiłam, że wpadnę, żeby pogadać. Możesz powiadomić o tym Gabriela? Przekaż mu, że bardzo mi przykro. Nadrobimy to innym razem.
Zara wzdycha.
- Okej. Masz szczęście, że jest taki wyluzowany i nie bierze niczego do siebie. - Wybucha śmiechem. - Szkoda, że Ryan tak bardzo się od niego różni pod tym względem. Zupełnie nie rozumiem, jak mogli zostać najlepszymi kumplami. - Znów chichocze. - Wiesz, że żartuję? Ryan zabiłby mnie, gdyby to usłyszał.
- Wiem, że kochasz go takiego, jaki jest - zapewnia ją Jess.
Tak bardzo się cieszyła, gdy Zaraz spotkała Ryana. Był taki uprzejmy i cierpliwy, może trochę za cichy i niechętny do imprezowania, ale bezwzględnie stawiał swoją dziewczynę na piedestale. Różnili się od siebie, że bardziej nie można, a mimo to coś zaskoczyło i są ze sobą do dwóch lat.
- To prawda. Kocham go bardzo. Ale wracając do tematu, powiadomię cię, kiedy Gabriel znów będzie miał czas.
Jess przysiada na skraju beżowej skórzanej sofy ojca, w jej głowie wirują skłębione myśli. Po raz kolejny dociera do niej, że dziwnie jest przebywać wśród rzeczy należących do jej taty i nie widzieć niczego, co sugerowałoby istnienie Caroliny. Po rozwodzie stworzył dla siebie dom w nowoczesnym minimalistycznym stylu, mocno kontrastującym z dekoracyjnym przepychem jego byłej żony, która pakowała bibeloty wszędzie, gdzie tylko się dało.
Danny podaje jej z szerokim uśmiechem kubek kawy. Zawsze cieszy go jej widok, nie wydaje się też poruszony tak nagłą i niezapowiedzianą wizytą. A ona, jak zwykle, nie ma serca powiedzieć mu, że kawa, którą parzy, ma okropny smak, z grzeczności przełyka ją łapczywie, by jak najmniej ją czuć.
- Powiedz mi, Jess, jak tam życie się z tobą obchodzi? - pyta tata. - Interes kwitnie?
Potakuje, siląc się na uśmiech.
- Tak, u mnie wszystko w porządku. Początek roku jest jak zwykle słabszy, ale mimo to mam sporo roboty.
Ojciec posyła jej uśmiech. Czasami Jess ma problem z uwierzeniem, że Danny ma już sześćdziesiąt dwa lata, gdyby go nie znała, mogłaby powiedzieć, że stuknęła mu dopiero pięćdziesiątka.
- Moja córeczka. Jesteś taka jak ja. Wiesz, że twarz ci jaśnieje, ilekroć wspominasz o pracy? To mnie uszczęśliwia. Zawsze powtarzałem, że jeśli robisz to, co kochasz, to dasz sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami życia.
Jess zdaje sobie sprawę, że fotografia, na której całkiem dobrze zarabia, jest także jej pasją.
- Ta prawda nie dotyczy niestety wszystkich ludzi, tato.
- Owszem, choć chciałbym, aby było inaczej.
Mimo że takie pogaduchy są całkiem miłe, Jess musi przejść do sedna.
- Wiesz, muszę z tobą o czymś porozmawiać i... zdaję sobie sprawę, że to może wydać się nieco szokujące.
Danny marszczy brwi, odstawia kubek na stolik.
- Zaniepokoiłaś mnie. Powiedz, proszę, że nie jesteś chora.
- Nie jestem.
- Chodzi o Zarę?
- Nie, ona także jest zdrowa. Jak wszyscy pozostali. - Jess nabiera tchu, przygotowując się na szok, jaki spowodują następne słowa. - Dzisiaj po południu ktoś podszedł do mnie na Camden High Street. Pewien mężczyzna. Wiedział, jak się nazywam, choć ja go z początku nie rozpoznałam. Potem wspomniał, że znał moją mamę... - Milknie na moment. - Tato, to był... Nathaniel French.
Ojciec blednie na twarzy. Potrzebuje dłuższej chwili, by się przemóc i odpowiedzieć:
- Co?
- To był on, tato. - Powtarza jego nazwisko, choć słowa ranią jej krtań, jakby były nożami. - Powiedział, że szukał mnie od dłuższego czasu, ponieważ chciał, abym wiedziała, że jest niewinny.
Szok i zaskoczenie widoczne na twarzy ojca, ustępują, gdy ogarnia go wściekłość, skóra błyskawicznie mu czerwienieje. Nigdy wcześniej nie widziała go tak zagniewanego. Patrzy na nią z powagą przez dłuższą chwilę, po czym w końcu się odzywa.
- Nic ci nie jest? Nie próbował cię skrzywdzić? Nie groził ci? Powinnaś od razu uciekać. To niebezpieczny człowiek!
Jess zapewnia go, że nic jej nie zrobił.
- Stał dwa kroki ode mnie.
Danny wzdycha.
- Okej. Powtórz dokładnie, co ci powiedział. Tylko proszę, nie zatajaj niczego.
Jess powtarza mu słowa Nathaniela Frencha, mając cały czas świadomość, że ojciec obserwuje ją uważnie. Jemu także trudno tego słuchać; przypominanie, co zrobiono jej matce, jest ostatnim, czego mu trzeba. Powinna była go ostrzec.
Milknie w końcu i czeka na jego reakcję. Moment wytchnienia pozwala jej snuć plany, co dalej się wydarzy: powie mu, że zamierza iść na policję, a on się uprze, że będzie jej towarzyszył.
Danny bierze się w końcu w garść, potem kręci głową i chwyta ją za dłoń.
- Wiedziałem, że to kwestia czasu. Robaki mogą zakopać się głęboko w ziemi, ale w końcu zawsze wypełzają. Dobrze się czujesz? Wiedziałem, że coś jest nie tak, gdy tylko cię zobaczyłem. Znam cię, Jessie.
Zapewnia go stanowczym skinieniem, że wszystko jest w najlepszym porządku, że trzeba czegoś więcej niż spotkania z Nathanielem Frenchem, by nią wstrząsnąć, i każde słowo, które wypowiada, jest prawdziwe.
- A to gnój - mamrocze ojciec. - Jakby mało złego narobił.
- To jeszcze nie wszystko, tato. On... no...
- Co, Jess? Mów, proszę.
Musi mu opowiedzieć o wszystkim. Może on zdoła poukładać elementy tej łamigłówki, gdy ujrzy pełen obraz. Musi istnieć jakieś sensowne wytłumaczenie, może matka chodziła z Nathanielem, zanim się poznali z Dannym?
- Miał zdjęcie. Byli na nim oboje, on i mama.
Mars na czole ojca jeszcze bardziej się pogłębia, co postarza go momentalnie.
- Nie rozumiem. Jakie zdjęcie? Z gazety?
Zwykle wyszczekana córka ma poważny problem z wypowiedzeniem kolejnych słów.
- Nie, to zwykła fotografia jego i mamy. Są na niej razem. Jakby byli parą. - Opisuje widziany wcześniej obraz ze wszystkimi detalami, pamięta je dokładnie, jakby wciąż miała go przed oczami. Ten obraz już nigdy się nie zatrze, jest tego pewna.
W pokoju zalega grobowa cisza.
W końcu Danny zaczyna odpowiadać, kręcąc powoli głową.
- Nie. Lori nie znała tego człowieka. To po prostu niemożliwe. Policjanci by to odkryli.
- Widziałam to zdjęcie, tato. Jego przekaz jest bardzo jasny. Nie zostało podrobione. Umiałabym to rozpoznać.
To oczywiste, że ojciec jej nie wierzy.
- To na pewno podróbka. Dzisiaj wszystko da się zrobić w tych apkach do obróbki zdjęć.
- To było najprawdziwsze zdjęcie, tato. Mama jakimś cudem znała Nathaniela Frencha. Sądzisz, że oni mogli mieć tak jakby... romans?
W odpowiedzi Danny'ego nie ma nawet odrobiny wahania.
- Nie. Wykluczone.
- Ale jedno jest pewne: znali się, i to dobrze. Nie rozumiesz? To zupełnie nowy dowód, ale nie rozumiem, dlaczego pokazał go właśnie mnie. Tak nie dowiedzie przecież swojej niewinności. Popełnił ogromny błąd, przychodząc z tym do mnie. - Nawet wypowiadając te słowa, zastanawia się nad tym, czy Nathaniel French przychodziłby do niej, gdyby był naprawdę winny. Mogła przecież doprowadzić do ponownego otwarcia sprawy. Udało mu się wywinąć od odpowiedzialności, przynajmniej z punktu widzenia prawa, i nie spędził w celi więcej niż kilka dni. Jess oddala od siebie te myśli. Z czasem zrozumie, o co mogło mu chodzić. - Musimy iść na policję. Chcę to zrobić teraz, dlatego wolałam cię uprzedzić. Sama zrobię to z rozkoszą, ale zastanawiam się, czy nie zechciałbyś mi towarzyszyć.
Spogląda na nią, kręcąc zdecydowanie głową.
- Nie.
To jedno słowo - tak proste i jednoznaczne - wytrąca ją z równowagi. Była przekonana, że ojciec pójdzie z nią. Może to dla niego zbyt trudne.
- Okej, rozumiem. To zbyt bolesne dla ciebie. W takim razie zadzwonię później i powiem ci, jak zareagowali na to doniesienie.
- Nie, Jess. Chciałem powiedzieć, że żadne z nas tam nie pójdzie.
- Co? Dlaczego?
- Nie wsadzili go za to wtedy, skąd więc myśl, że zrobią to teraz? Wiem, że chcieli to zrobić, ale wyszło na to, że nie mają dowodów. Nie mogę znieść myśli, że znów będziemy musieli przez to wszystko przechodzić. - Wstaje. - Nie chcę mieć go ponownie w naszym życiu, Jess. Zamknąłem tę sprawę i tobie radzę to samo. To bardzo niebezpieczny człowiek.
Nieco później Jess siedzi w swoim samochodzie przed mieszkaniem siostry w Kingston. Zara jest na treningu, ale powinna lada moment wrócić, a siłownia, w której ćwiczy, znajduje się dosłownie za rogiem. Jess mogłaby wejść - w domu jest przecież Ryan, który z pewnością pozwoliłby jej poczekać w salonie, gdyby wiedział, że przyjechała - lecz woli pobyć tutaj sama, potrzebuje tego, by zebrać myśli, poukładać sobie wydarzenia dnia we w miarę sensowny ciąg, zanim porozmawia z siostrą.
Na pomysł zwierzenia się Zarze wpadła po tym, jak ojciec wykazał ogromną niechęć do szukania odpowiedzi poza wspomnieniem, że Nathaniel jest niebezpiecznym człowiekiem. Danny jest także jej ojcem, zatem ta sprawa dotyczy także jej, choć urodziła się dużo później.
Jess nigdy wcześniej nie widziała, by coś odpuścił; szczycił się przecież tym, że doprowadza wszystkie sprawy do końca. Z drugiej strony powinna zrozumieć jego punkt widzenia: w końcu to on cierpiał najbardziej po zamordowaniu matki i choćby dlatego nie chciał otwierać ponownie zabliźnionych dawno ran.
Podskakuje, gdy ktoś stuka palcem w okno. Chyba naprawdę znajduje się na krawędzi.
Widzi za szybą rozpromienioną Zarę nadal ubraną w dres z siłowni. Na głowie ma opaskę, która przytrzymuje długie włosy z dala od twarzy.
- Dlaczego siedzisz w samochodzie? Ryan nie otworzył ci drzwi? Dziwne, nie wspominał, że chce gdzieś wyjść. - Zatroskana sięga po telefon.
- Nie, nawet nie zapukałam do was. Nie chciałam mu przeszkadzać.
Zara przewraca oczami.
- W czym? W graniu na Xboksie? Zrobiłabyś mu przysługę. - Wybucha śmiechem i te okruchy realności okazują się najlepszym lekarstwem na koszmar, w którym pogrąża się Jess. - Wyłaź, wariatko - ponagla ją siostra. - Nie podoba mi się sama myśl, że sterczysz tutaj. Wciąż leje jak z cebra. - Jess nie ma siły na przekonywanie, że siedząc w samochodzie, nie za bardzo zmokła. Pozwala za to Zarze wyciągnąć się z Golfa. - No chodźże - napiera siostra. - Zaraz ci opowiem, co mówił Gabriel. - Nagle marszy brwi. - Swoją drogą to ciekawe, że sama o to nie zapytałaś. Czekaj. Nadal chcesz się z nim spotkać, prawda? Powiedziałaś, że przesuwasz to w czasie, a nie że odwołujesz.
- Okej, teraz to naprawdę moknę - odpowiada Jess. - Nie, tu nie chodzi o Gabriela. Możemy już iść do ciebie?
Lubi przebywać w mieszkaniu Zary. Tutaj ciepło bije z każdego kąta, a kobiecy dotyk czuje się wszędzie, za to śladów Ryana nie znajdziesz wiele, chyba z wyjątkiem jego Xboksa. Może mają zbyt wiele sztucznych i do tego mocno różowych kwiatów jak na gust Jess, ale i tak jest pełna podziwu dla talentów dekoratorskich siostry i dla tego, jak wiele wysiłku wkłada w urządzenie domu. Tego dnia jednak daleko jej do dobrego samopoczucia.
Ryan zaraz po podaniu kawy oświadcza, że musi na chwilę wyjść.
- Mam nadzieję, że nie obrazisz się, że tak szybko znikam? Problem w tym, że jestem już spóźniony.
- Zarezerwował sobie kort do squasha - wyjaśnia Zara.
Jess czuje ulgę; łatwiej będzie porozmawiać z siostrą, gdy zostaną same.
- Widziałaś się z tatą? - Pierwsze pytanie zostaje zadane, ledwie drzwi zamkną się za Ryanem. - Tylko mi nie mów, że zachorował. Nie zataiłabyś tego przede mną, prawda? Nie mamy przed sobą żadnych sekretów, pamiętasz?
Jess potakuje.
- Daję słowo, że nie chodzi o stan zdrowia taty. Nic mu nie dolega. - Przynajmniej fizycznie, chciałaby dodać. - Słuchaj, nie chciałam cię obciążać takimi sprawami, a w każdym razie jeszcze nie teraz, ale coś się dzisiaj wydarzyło i szczerze powiedziawszy, zaniepokoiła mnie reakcja taty.
- Mów dalej.
Dalsza część książki dostępna w wersjipełnej