Rozdział drugi
Babcia bez litości wyciągnęła ją z łóżka wraz z wybiciem dziewiątej. Gdy Karola z jękiem zerknęła na wyświetlacz telefonu, uzmysłowiła sobie, że przespała niecałe dwie godziny.
- Przecież zaprosiłaś gości dopiero na wieczór - wymamrotała, wchodząc w piżamie do kuchni. Usiłowała rozczesać palcami wronie gniazdo na głowie, ziewając przy tym na potęgę.
- A przygotowania? Myślisz, że wszystko zdążę zrobić sama? - Pani Arendt zerknęła na nią nieprzychylnie, nie przerywając mieszania jajecznicy. Karolina wciągnęła nosem boski zapach. - Jak ty wyglądasz? Ile razy mam powtarzać, że piżama nie jest odpowiednim strojem porannym. Idź się umyć i przebrać, nim zasiądziesz do śniadania!
Karola zdusiła w zarodku rodzące się w jej piersi westchnienie i podreptała do łazienki. Może zimny prysznic chociaż trochę ją otrzeźwi?
Faktycznie, umyta czuła się gotowa stawić czoła śniadaniu, ale dalej wściekle chciało jej się spać. Taca z przygotowanym posiłkiem czekała na kuchennym stole, więc Karola, nie zwlekając, zaniosła ją do jadalni, gdzie swoje miejsce zajęła już babcia, niecierpliwie bębniąc palcami w stół.
- Mogłaś się trochę pośpieszyć. Zaraz do reszty wystygnie i będzie niesmaczna. Wcale nie doceniasz mojego wysiłku... - gderała, podczas gdy wnuczka rozstawiała przed nią talerzyki i napełniała filiżanki herbatą z imbryka.
- Przecież pomogłabym ci w przygotowaniach... - Karola wróciła do interesującego ją tematu. - Myślałam, że dasz mi pospać przynajmniej do południa, żebym wieczorem wyglądała jak człowiek.
- Chcę zrobić zakupy rano. Nie zamierzam tracić kilku godzin, stojąc w kolejkach z powodu śpiącej królewny. A po powrocie ktoś musi posprzątać, nim przyjdą goście. Nie chcę, żeby Marylka odniosła wrażenie, że żyjemy w chlewie.
Dziewczyna wsunęła do ust widelec pełen jajecznicy i aby nie wypalić czegoś, co na pewno nie spodoba się babci, zaczęła pracowicie przeżuwać. Coś czuła, że czeka ją ciężki dzień, a najlepsze, co mogła zrobić, to bez dyskusji poddać się rozkazom staruszki. Z doświadczenia wiedziała, że babcia tak czy inaczej postawi na swoim.
Na zakupach spędziły dwie dłużące się Karoli godziny, podczas których na polecenie pani Arendt przebierała w stosach jarzyn, szukając tych najokazalszych i najładniejszych, sprawdzała daty przydatności do spożycia kolejnych produktów i głośno odczytywała ich skład, nim zyskały aprobatę starszej pani lub zostały przez nią odstawione na półkę. Kiedy obładowana siatkami Karola stanęła nareszcie przed drzwiami mieszkania, pot spływał z niej hektolitrami. Gdy już udało jej się rozpakować zakupy i uciec z kuchni, niestraszne jej były generalne porządki. Co prawda babcia na pewno sprawdzi, czy Karola posprzątała według jej wyśrubowanych wytycznych, ale na razie była zbyt zajęta gotowaniem, żeby patrzeć wnuczce na ręce. Pozbawiona dozoru dziewczyna nawet nuciła pod nosem, opróżniając półki z bibelotów babci i ścierając kurze zarówno z nich, jak i z mebli.
Po kilku godzinach mieszkanie lśniło, a Karola, wyginając się, rozmasowywała bolący krzyż. Babcia przeprowadziła inspekcję i umiarkowanie zadowolona poleciła wnuczce jeszcze posprzątać w kuchni, zanim się przebierze w coś elegantszego. Sama natomiast zniknęła w sypialni, aby zażyć drzemki przed zapowiedzianą wizytą. Karolina postanowiła zjeść coś na szybko, umyć naczynia i udać się w jej ślady, ponieważ goście zostali zaproszeni na dwudziestą. Dopiero dochodziła siedemnasta, tak więc miała nadzieję, że uda jej się złapać przynajmniej dwie godziny snu. Jej złudzenia szybko rozwiała jednak wisząca na lodówce kartka z kolejnymi zadaniami do wykonania, między innymi odpowiednią dekoracją stołu oraz potraw. Ostatecznie wykończona padła na łóżko zaledwie na piętnaście minut, nim jej zaróżowiona po drzemce Nemezis, szarpiąc ją za ramię, zarządziła, aby dziewczyna zrobiła się na bóstwo i przypomniała sobie podstawy savoir-vivre'u, żeby nie przynieść wstydu rodzinie.
Karoli cudem udało się zamaskować wory pod oczami i nadać bladej twarzy jakiś koloryt za pomocą różu. Zastanawiała się tylko, czy uda jej się powstrzymać ziewanie. Nie wątpiła, że czeka ją długi i nudny wieczór.
- Idź, otwórz. I pamiętaj o uśmiechu - poleciła babcia, gdy odezwał się dzwonek.
W ostatniej chwili wrzuciła do szafki na buty przydeptane kapcie i włożyła szpilki. Twarz przystroiła w wyćwiczony uśmiech, wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi. Tak jak przypuszczała: kryli się za nimi kobieta w wieku babci i mężczyzna dzierżący przed sobą bukiet kwiatów. Karolina odebrała od nich płaszcze i wskazała im drogę do jadalni, gdzie czekała już gospodyni.
- Marylko, to właśnie moja wnuczka Karolinka - pani Arendt dokonała prezentacji zaraz po tym, jak zaproszeni weszli do pokoju.
Karola uśmiechnęła się miło i uścisnęła dłoń staruszki.
- Mój syn Zbyszek.
Mężczyzna wręczył jej bukiet różowych róż, mamrocząc pod nosem coś w rodzaju: "Miło mi poznać", po czym z ulgą rozsiadł się na krześle. Karola, nie czekając na rozkaz babci, wyciągnęła z witryny kryształowy wazon i pobiegła do kuchni, aby napełnić go wodą. Gdy kwiaty zajęły honorowe miejsce na komodzie, zaczęła znosić z kuchni kolejne półmiski, najpierw z przystawkami, potem z podgrzanym daniem głównym, wdzięczna, że może zająć się czymś, co odwlecze chwilę, kiedy będzie musiała usiąść naprzeciw gościa i uczestniczyć w niemrawo toczącej się konwersacji.
Babcia tym razem naprawdę przesadziła.
Nie można wykluczyć, że mężczyzna należał do wartych poznania osobników płci przeciwnej, ale przecież nie dla niej. Na oko oceniła, że mógłby być jej ojcem. Musiał już dawno przekroczyć czterdziestkę, skoro był synem przyjaciółki babci. Nie wyglądał zupełnie źle, ale nie można go było zaliczyć do przystojniaków. Ot, przeciętny facet w okularkach z zaczątkami łysiny i sporą wartością dodaną w okolicach pasa. Obserwując, w jakim tempie kolejne potrawy znikają z jego talerza, Karolina uznała, że mieli przynajmniej jedną wspólną pasję. Jedzenie!
- Czym pan się zajmuje?
Karoli ledwo udało się stłumić parsknięcie śmiechem. Babcia zapytała tak, jakby wcześniej nie przestudiowała skrupulatnie przebiegu jego kariery zawodowej. Gdyby było inaczej, nie przekroczyłby progu jej mieszkania.
- Programowaniem - powiedział cicho, nim ponownie wbił widelec w kawałek indyka i podniósł go do ust.
- O! To fascynujące! - oznajmiła gospodyni, nachylając się w stronę gościa. - Może mógłby pan mi trochę przybliżyć swoją pracę? Wcale się na tym nie znam, a to zajęcie z takimi perspektywami, nieprawdaż, Karolinko?
Karola, tak jak od niej oczekiwano, uśmiechnęła się i przytaknęła. Wkrótce w eter poszybowały javy, skrypty i litery z dodatkowymi plusami. Właśnie podnosiła dłoń, by dyskretnie zamaskować ziewanie, gdy zmroziło ją spojrzenie babci. Z ukrywanym znudzeniem wysłuchała więc monologu gościa, nie odrywając od niego spojrzenia.
- Karolinka nie może się pochwalić aż takimi kompetencjami, jak to kobieta, oczywiście. Ale zna dwa języki obce i na pewno nie przyniesie wstydu podczas żadnego spotkania towarzyskiego.
Karolinka zgrzytnęła zębami, słysząc wtręt babci. I znowu zajęła się liczeniem, aby czegoś nie powiedzieć. Absolutnie nie sądziła, że ze względu na płeć jest mniej inteligentna niż siedzący naprzeciw facet.
- Niestety nie robi się coraz młodsza - ubolewała nadal staruszka - i potrzebuje odpowiedniego mężczyzny u boku. Taka z niej kruszyna... - mówiąc to, rzuciła Zbyszkowi wyczekujące spojrzenie.
Ten na szczęście nie odrywał wzroku od zawartości talerza, ponieważ w przeciwnym wypadku zobaczyłby, jak zaczerwieniona z wściekłości Karola po prostu sztyletuje swoją babcię spojrzeniem. Ta jednak wcale nie patrzyła na wnuczkę.
- Faktycznie, pora, aby dziewczyna się ustatkowała, zwłaszcza że nie zajmuje się niczym ważnym - zawtórowała przyjaciółce Marylka. - W jej wieku już dawno byłam matką.
Karola zacisnęła dłonie w pięści pod stołem i wbiła paznokcie w skórę dłoni. Liczenie do setki właśnie przestało pomagać.
- Nie pracujesz?
Miała wrażenie, że mężczyzna zaczął na nią patrzeć nieco protekcjonalnie. Właśnie otwierała usta, aby wyjaśnić to i owo, kiedy ponownie ubiegła ją babcia.
- Owszem, Karolinka coś tam robi poza domem, ale to tylko do czasu zamążpójścia. Potem w pełni poświęci się mężowi i dzieciom. To porządna dziewczyna, a nie jakaś tam feministka. Moja córka dobrze ją wychowała.
Babcia w jednym zdaniu zrobiła z niej polującą na faceta idiotkę, której jedynym marzeniem jest zostanie kurą domową. Nigdy wcześniej podczas tych aranżowanych randek w ciemno staruszka nie posunęła się aż tak daleko. Na szczęście rodzice wracają za dwa miesiące i mamie może uda się spacyfikować babcię. Albo Karolina naprawdę oszaleje!
Goście przeszli do salonu, aby tam raczyć się kawą i ciastem, a Karola szybko sprzątała w jadalni. Gdy ponownie dołączyła do zgromadzonych, z przerażeniem zobaczyła w rękach babci album rodzinny. Na dodatek obie starsze panie rozsiadły się w fotelach, skazując dziewczynę na zajęcie miejsca na niewielkiej dwuosobowej sofie obok siedzącego w swobodnej pozie Zbyszka. Niechętnie usiadła obok, czując, jak jego udo zaczyna napierać na jej nogę. Nie miała gdzie uciec przed niechcianym dotykiem.
- Karolinka wdała się w rodzinę męża. - Pani Arendt przewracała kolejne kartki albumu w poszukiwaniu zdjęć wnuczki. - O, tutaj!
Zaprezentowała zdjęcie Karoli jako niemowlaka leżącego nago w walizce z opaską z kwiatkiem na blond włoskach. Każde kolejne wywoływało coraz głośniejsze zachwyty Marylki.
- Byłaś śliczna jako dziecko. Jak laleczka...
Nic dziwnego. Wszystkie kompromitujące ją fotografie pochodziły właśnie z odwiedzin u babci, podczas których ta stroiła wnuczkę w różowe sukienki z koronkami lub tiulami. Karolina najchętniej wrzuciłaby wszystkie te zdjęcia do ogniska.
- Na pewno urodzi równie ładne dzieci.
Marylka podsunęła prawie pod nos syna jedno ze zdjęć przedstawiających Karolę jako nastolatkę. Pamiętała, że babcia zmusiła ją wtedy do włożenia okropnej kiecki i zabrała do fotografa. Miała wrażenie, że wszyscy na ulicy się z niej nabijają. Dzień później, wściekła, cichaczem wróciła do zaskoczonych rodziców, oznajmiając im, że wróci do babci tylko po własnym trupie. Ponieważ rodzice mieli właśnie wyjechać, a Bartek szwendał się z kumplami po Polsce, zaproszenie mamy Majki spadło im jak z nieba.
- Piękna pamiątka - skomentował Zbyszek, zerkając na zarumienioną z upokorzenia Karolę.
- Album zawiera rodzinne zdjęcia nawet sprzed stu lat - pochwaliła się gospodyni, jednocześnie wyciągając po niego rękę.
Przyjaciółka jakby nie dostrzegła gestu pani Arendt i przesunęła album bliżej syna.
- Naprawdę? - Marylka otworzyła album na pierwszej stronie i nim pani Arendt zdążyła zaprotestować, zaczęła chciwie go przeglądać.
- A to co? - Marylka zatrzymała się na jednej z pierwszych kart i wskazała Zbyszkowi jedno ze zdjęć. - Patrz, takie stare zdjęcie, jaka szkoda, że się zniszczyło...
Karola zaciekawiona przechyliła głowę i zerknęła na fotografię. Wiedziała, oczywiście, że dziadkowie przechowują taką w albumie, ale przeglądanie rodzinnych fotek zawsze ją nudziło. Na czarno-białym zdjęciu uwieczniono trzy osoby - mężczyznę, kobietę i dziecko. Niestety fotografia została nadpalona w jednym z rogów. Karolę zawsze trochę dziwiło, że uszkodzone w ten sposób zdjęcie nie zostało wyrzucone, tylko ktoś zdecydował się je zatrzymać. Nawet kiedyś pytała o to prababcię, która wyjaśniła, że w czasie wojny większość ich rodzinnych pamiątek uległa zniszczeniu. Gładziła przy tym to zdjęcie ze łzami w oczach.
- Czasem ci, których kochamy, odchodzą, a nam zostaje tylko taka podniszczona fotografia. I wspomnienia, które wraz z upływem lat zacierają się coraz bardziej. W ich miejsce pojawia się żal, że kiedyś nie postąpiło się inaczej, nie wypowiedziało się w porę pewnych słów. Człowiek stara się wtedy zachować choćby taki wizerunek, aby na stare lata móc powspominać to, co było dobre.
Teraz skupiła się na słowach babci, ciekawa, czy dowie się o fotografii czegoś więcej.
- To zdjęcie przedstawia mojego teścia za młodu, zostało zrobione przed jego ślubem - zwięźle wyjaśniła pani Arendt. - Z tego, co wiem, to jedyna fotografia z jego dużo młodszą siostrą. Matka mojego męża znalazła ją, kiedy po śmierci swojej teściowej porządkowała rodzinne dokumenty, i wtedy postanowiła wkleić ją do albumu.
Babci nareszcie udało się odzyskać album, który szybko zamknęła. Podała go Karolinie i poprosiła o odłożenie na miejsce. Karola była pewna, że Krystyna Arendt nie zamierzała pokazywać gościom starych rodzinnych fotografii, ponieważ zaciskała usta w znanym wnuczce grymasie niezadowolenia. Karola wstała i z ulgą odłożyła album na komodę, po czym niechętnie wróciła na miejsce.
Usiłowała sobie przypomnieć, czy ktoś kiedyś wspominał jej o siostrze pradziadka, ale trafiła na pustkę. Na pewno nie utrzymywali kontaktu z tą częścią rodziny. Zaintrygowało ją to jednak na tyle, żeby przy najbliższej okazji wypytać babcię o zdjęcie.
Wizyta trwała jeszcze pół godziny. Nim jednak goście opuścili mieszkanie, obie starsze panie umówiły młodych na randkę w najbliższy czwartek. Babcia chciała w piątek, ale Karola przypomniała sobie, że idzie na noc do pracy. Żegnając gości, obiecywała sobie, że jeśli randka się nie uda, pod koniec spotkania delikatnie pozbawi Zbyszka ewentualnych złudzeń. Może i według babci sprawiał sympatyczne wrażenie, ale dużo starszy kawaler nadal mieszkający z rodzicami zdecydowanie nie nadawał się na partnera dla niej. Zgadzała się też z Majką, że bez względu na stan zdrowia babci musi w końcu ukrócić jej matrymonialne zapędy.
W czwartek siedziała więc w kawiarni ubrana w różowy kostium, którego zakup wymusiła na niej babcia. Zanim zresztą Karola wyszła, ku jej wściekłości Krystyna Arendt dokładnie zlustrowała jej wygląd. Tak jak wcześniej przypuszczała, okazało się, że nic ich ze Zbyszkiem nie łączy. Mężczyzna przy bliższym poznaniu okazał się zamkniętym w sobie samotnikiem, zainteresowanym jedynie nowymi programami i wirtualną rzeczywistością. Źle się czuł w otoczeniu innych ludzi, więc połowę spotkania spędził, klikając w swój tablet i zbywając Karolę półsłówkami.
- Sądzę, że nie pasujemy do siebie - oznajmiła cicho, gdy nie odpowiedział na jej pytanie o ostatnio obejrzany film.
- Dlaczego nie? - zainteresował się nagle, podnosząc wzrok znad urządzenia. - Zarabiam dość, aby móc cię utrzymywać i zapewnić ci wygodne życie. Mama ma rację, że powinienem założyć rodzinę, a ty nawet mi się podobasz. To, co naprawdę łączy ludzi, to możliwość wzajemnego zaspokajania swoich potrzeb. Twoja babcia podczas wizyty dokładnie przecież wyjaśniła, czego szukasz u faceta, i uważam, że uczciwie stawiasz sprawę. Mogę cię na przykład zapewnić, że zaoszczędziłem dość, aby kupić mieszkanie, które sobie wybierzesz. Albo nawet dom.
Karola domyślała się, jakich głupot nagadała babcia pod jej nieobecność. I zdawała sobie sprawę, że wybuch wściekłości czy awantura nie powstrzyma staruszki w przyszłości. Karolina patrzyła na Zbyszka i po raz pierwszy w życiu nie wiedziała, jak zareagować. Poza tym... Czy on jej się właśnie oświadczył? A może proponował jej coś zupełnie innego? Najwyższa pora zakończyć tę tragifarsę!
- Czy ty w ogóle zrozumiałeś sens moich słów? Właśnie doszłam do wniosku, że nie mamy ze sobą absolutnie nic wspólnego, nasze spotkanie okazało się katastrofą, a ty mi proponujesz wspólne mieszkanie?
Wzruszył ramionami, nareszcie odkładając tablet.
- Dlaczego nie? Nie jestem ekspertem od randek, więc wolałbym pominąć ten etap. Nie lubię gierek, tylko jasne sytuacje. Myślałem, że po to właśnie się spotkaliśmy, żeby ustalić kwestie praktyczne. Przejść do konkretów, zwłaszcza że oboje wiemy, jaki jest cel naszego spotkania. Wiem, że kobiety lubią utrzymywać pozory, więc nie protestowałem, kiedy wypytywałaś o te nieistotne rzeczy.
Karola uznała, że Zbyszek za bardzo wszedł w system zero-jedynkowy. Ich postrzeganie świata najwyraźniej znajdowało się na przeciwległych krańcach spektrum, ale postanowiła objaśnić mu po raz ostatni, co sobie ceni i do jakich wartości dąży. A pogoń za mamoną znajduje się na samym dole jej priorytetów, wbrew temu, co on sądzi.
- To wyjaśnij mi, bo ja chyba czegoś nie zrozumiałam. Myślałam, że spotkałam się z tobą, aby cię lepiej poznać i zdecydować...
- Przecież najważniejsze już wiesz - zdziwił się. - Ja też się dowiedziałem, że potrafisz prowadzić dom tak, żebym był zadowolony. Poza tym jesteś reprezentacyjna, potrafisz odpowiednio się ubrać i zgrabnie się wypowiadać, więc nie narobisz mi wstydu podczas spotkań towarzyskich. - Tu obrzucił jej sylwetkę spojrzeniem pełnym uznania. - Twoja babcia opowiadała w sobotę, czego pragniesz od życia, a ty nie protestowałaś. Uznałem, że zanim zaczniemy załatwiać formalności, pozostało nam sprawdzić już tylko jedno... A widzimy się tutaj, ponieważ przy członkach naszych rodzin nie wypadało mi zaproponować spotkania w pokoju hotelowym. Termin uzgodnimy dzisiaj. Naprawdę wolę w ten sposób, bez tych wszystkich podchodów. Prosta transakcja. Ty, jak większość kobiet, potrzebujesz faceta z kasą, a ja chętnej partnerki do łóżka.
Wystarczy!
Mieszkanie z wiecznie niezadowoloną i wymagającą babcią miało swoje plusy. Dzięki codziennemu ćwiczeniu opanowania potrafiła zachować spokój w pracy. Teraz też udało jej się powstrzymać od podjęcia od jakiś nierozważnych kroków. Chociaż miała ochotę rozpętać karczemną awanturę.
- Może po prostu zamów sobie prostytutkę. Taniej ci wyjdzie - zaproponowała.
- Nie interesuje mnie przechodzony towar - oznajmił poważnie. Niestety najwyraźniej nie pojmował gryzącej go w nos ironii. - Lepsze są studentki, ale również na krótszą metę. Moja żona musi spełniać wyższe standardy. Nie potrzebuję dobrej jedynie do łóżka, bezmózgiej laleczki, która zamiast iść do normalnej roboty, obiera drogę na skróty. Ty, co prawda, też odrobinę podpadasz pod tę kategorię i jak na mój gust jesteś odrobinę za stara, ale masz sporo zalet, które to rekompensują. Na przykład zdecydowanie doceniam dobrą kuchnię.
Coraz bardziej zdegustowana Karola postanowiła zakończyć spotkanie. Nieliczne pozytywne uczucia, które wykiełkowały podczas ich pierwszego spotkania, gdzieś się rozpłynęły. Zbyszek okazał się typem, którego szczerze nie znosiła. Takim, który uważał, że wolno mu traktować kobiety przedmiotowo czy protekcjonalnie tylko dlatego, iż ma pieniądze. Przywołała kelnerkę.
- Poprosimy o rachunek - zawahała się i sprostowała. - O dwa rachunki. Zapłacę za siebie kartą.
Kobieta wystukała na terminalu odpowiednią kwotę, a Karola przyłożyła kartę do czytnika. Zbyszek przyglądał się jej w osłupieniu. Wstała.
- Zdecydowałam, że nie chcę mieć z tobą do czynienia. Nie dzwoń do mnie.
- Nie dostałem jeszcze twojego numeru...
- Tym lepiej - mruknęła i nie oglądając się za siebie, opuściła kawiarnię.