1. CASSIE
- Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam! Niech żyje nam! - Śmieję się, słysząc, jak moi bracia śpiewają, bo to jest naprawdę urocze. - A kto? Cassie!
Rozlegają się oklaski, a ja zdmuchuję świeczki, życząc sobie, by moi bliscy byli po prostu zdrowi i szczęśliwi. Ja mam już wszystko, czego mogłabym zapragnąć.
- Chodź, młoda. - Xavier obejmuje mnie ramieniem. - Dwadzieścia jeden lat kończy się tylko raz, więc nawet dostaniesz prezent - dodaje i wszyscy wybuchamy śmiechem.
Wychodzimy na zewnątrz, a ja aż przecieram oczy ze zdumienia. Niech mnie ktoś uszczypnie, bo chyba śnię! Przed domem stoi zaparkowany piękny czarno-czerwony ścigacz. No dosłownie ósmy cud świata! Serce bije mi jak szalone i aż przebieram nogami w oczekiwaniu na moment, kiedy będę mogła przetestować mój nowy sprzęt.
- Cassie - tata podchodzi do mnie - nie byłem, co do tego przekonany, bo wiesz, że nie lubię motorów, ale namówili mnie twoi bracia. - W duchu dziękuję Drew i Xavierowi za to, że jednak czasem mnie słuchają. - Proszę, córeczko. - Wręcza mi kluczyki. - Tylko nie szalej za bardzo.
- Dziękuję! - Z radości rzucam się ojcu na szyję, choć to niespotykany gest z mojej strony. Zwykle nie okazujemy sobie uczuć w ten sposób.
- W końcu masz tego swojego brutala. - Śmieje się Xavier, gdy podchodzę do niego.
- Moja piękna Bestia. - Uśmiecham się i zerkam na to nowe cudo.
- Szybko urosłaś - mówi Drew - a jeszcze niedawno bawiłaś się lalkami.
- Kiedy to było? - prycham.
- No tak - przytakuje - Cassie i lalki.
- Słońce - mój chłopak chwyta mnie za dłoń - to dodatek do prezentu od twojego taty i braci - mówi i podaje mi dużą ozdobną torbę.
Zaglądam do niej niecierpliwie i znajduję skórzaną kurtkę i kask. Idealne.
- I jeszcze to - kontynuuje i wyciąga z kieszeni małe pudełeczko.
Cholera! Dłonie mi drżą, ale mam nadzieję, że Neil nie planuje mi się teraz oświadczyć. Jesteśmy ze sobą od kilku miesięcy. Owszem, kocham go, ale to zdecydowanie za wcześnie na ślub, choć wiem, że nasi ojcowie chętnie by już go zaplanowali. Zamiast rozmyślać nad tym, co znajduje się w środku, po prostu podnoszę wieczko i oddycham z ulgą, widząc piękny złoty łańcuszek z wisiorkiem w kształcie słońca.
- Neil - podnoszę wzrok na chłopaka - jest śliczny. Dziękuję.
- To ty jesteś śliczna. - Chłopak pomaga mi zapiąć łańcuszek, po czym delikatnie całuje mnie w usta.
- Kocham cię - szepczę.
- Ja ciebie też kocham, słońce - mówi i obejmuje mnie.
Wiem, że nietaktem byłoby, gdybym teraz opuściła gości i wsiadła na motor, dlatego grzecznie poczekam do końca imprezy, ale potem już nic ani nikt mnie nie powstrzyma.
Wszyscy wracamy do domu, gdzie odbywa się moje przyjęcie. Podoba mi się wystrój salonu w kolorach czerni i czerwieni - moich ulubionych. Chłopcy się postarali. Zrobili mi przyjęcie niespodziankę, a Neil nawet nie pisnął słowem. Brakuje tylko mojego przyjaciela. Pół roku wcześniej Liam wyjechał do pracy w Norwegii. Mimo powszechnej cyfryzacji nie mam z nim kontaktu, odkąd wyjechał. Nie ma go na żadnym portalu społecznościowym, numer telefonu jest nieaktualny i nie znam jego adresu. A! Jakieś trzy miesiące temu wysłał mi kartkę z pozdrowieniami. Liam nie ma tu już nikogo i nie mam pojęcia, jak się z nim skontaktować. Miałam cichą nadzieję, że zadzwoni do mnie dziś, ale chyba zapomniał...
- No, chodź, księżniczko! - Słyszę głos Xaviera. - Ten tort czeka już wystarczająco długo. - Oho! Odezwał się największy łasuch.
Podchodzę do brata, a on podaje mi talerzyk z kawałkiem tortu.
- Mmm... bananowy - aż oblizuję usta - uwielbiam.
- I jak, młoda? Wszystko okej? - pyta, jakby się czymś martwił.
- Tak - odpowiadam. - Dlaczego miałoby nie być okej? - Potrząsam głową.
- Po prostu pytam. - Uśmiecha się lekko. - A jak z Neilem?
Oho! Włączył mu się tryb opiekuńczy.
- Xavier, nie szalej - przewracam oczami - wszystko jest super.
Koło jedenastej powoli kończymy. Szczerze mówiąc, sama już jestem trochę zmęczona, a jeszcze nie przetestowałam mojej Bestii. Marzyłam o tym ścigaczu, ale ojciec długo nie chciał się zgodzić. Przeraża go to, że Bestyjka wyciąga prawie dwieście pięćdziesiąt na godzinę. Ojciec dziwi się, że nie jestem i nigdy nie byłam typową dziewczyną. Jako dziecko zdecydowanie wolałam się bawić samochodami, motorami i innymi pojazdami, choć wszyscy na siłę wciskali mi lalki. Po szkole przesiadywałam w garażu z Xavierem, który w tamtym czasie lubił dłubać przy motorach. To on mnie uczył wszystkiego, zaraził pasją do tych jednośladów, ale od tamtego czasu wiele się zmieniło...
Ostatnio często nocuję u Neila. Kupił nowy dom na przedmieściach, przeprowadził się dopiero dwa tygodnie temu. Oczywiście zaproponował, żebym zamieszkała z nim, a właściwie z góry założył, że się na to zgodzę, ale ja powiedziałam "nie". Kocham go i chcę z nim być, ale wspólne mieszkanie to dla mnie zbyt poważny krok. Neil nie wygląda na takiego, ale być może myśli już o założeniu rodziny. On jest ode mnie pięć lat starszy, jednak ja nie jestem na to jeszcze gotowa. Przecież mamy czas.
Neil jedzie do domu swoim autem, a ja w końcu mam okazję wsiąść na moją Bestię. Normalnie aż ciarki mnie przechodzą, gdy tylko słyszę ryk silnika. To istna rakieta! Mknę w kierunku drogi numer jedenaście, omijając centrum i całe miasto. To jest uczucie, które kocham. Adrenalina, ta prędkość i zostawianie całego świata w tyle. Neil również wybrał tę drogę, zatem szybko go doganiam. Jego ferrari wyciąga do trzystu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, więc i tak go nie prześcignę.
Parkuję na podjeździe przed jego domem chwilę po nim. Neil już czeka i podchodzi do mnie, gniewnie ściągając brwi.
- Mała - brzmi karcąco - jak będziesz tak szaleć, to osobiście odbiorę ci Bestię. - Obejmuje mnie w pasie i mocno przyciąga do siebie.
- Nie będę, obiecuję. - Podnoszę na niego wzrok.
- To co, świętujemy dalej?
- A masz dla mnie jeszcze jakąś niespodziankę? - Uśmiecham się zalotnie do chłopaka.
- Przekonaj się - mówi i puszcza do mnie oko. - Powiem ci tylko, że prędko dziś nie zaśniesz.
- Brzmi kusząco. - Unoszę się na palcach stóp i czule całuję go w usta, przesuwając dłonią po jego kroczu.
- Słoneczko - mruczy - prowokujesz.
- A ty chyba wiesz, co z tym zrobić - mówię i przejeżdżam językiem po jego wardze.
- Och ty!
Chłopak szybko bierze mnie w ramiona i wchodzimy do domu, zatrzymując się w salonie. Neil chwyta moją twarz w dłonie i patrzy mi głęboko w oczy, lekko rozchylając wargi. Powoli przysuwa swoje usta do moich i namiętnie całuje. Odsuwam się delikatnie od niego i rozpinam bluzkę. Neil uważnie mi się przygląda, seksownie oblizując usta. Zdejmuję ubrania, pozostając w samej koronkowej bieliźnie. Chłopak stoi oparty dłońmi o stolik. Jego nabrzmiały członek sprawia, że spodnie zrobiły się ciaśniejsze. Zbliżam się do niego powolnym krokiem. On spokojnie czeka, ale jest gotowy. Gotowy, by wejść we mnie i spełnić wszystkie moje erotyczne pragnienia. Chwyta mnie za pośladki, delikatnie przesuwając po nich dłońmi.
- Bardzo mnie kusisz - mruczy.
- Wiem - rzucam śmiało.
- Wykorzystam to - mruczy i przygryza mi dolną wargę.
- Bardzo na to czekam - zachęcam go.
Łapie mnie za biodra i sadza na zimnym blacie. Ściskam go mocno udami, a on pieści moją szyję, delikatnie ją kąsając. Moje ciało przechodzą rozkoszne dreszcze. Odchylam głowę, dając mu dostęp do każdego z wrażliwych miejsc.
- Och... - jęczę.
Neil przesuwa na bok moje koronkowe stringi. Spogląda na mnie z takim pożądaniem, że już robi mi się gorąco. Powoli sunie dwoma palcami po moim wzgórku łonowym, po czym wsuwa je w moją kobiecość. Sztywnieję, wydając cichy jęk. Penetruje każdy zakamarek, wbijając palce głębiej.
- Neil! - dyszę głośno.
Mocno przytulam go do siebie, a on przyspiesza zmysłową grę palców. Wsuwa je i wysuwa, a ja cała drżę. Wbijam paznokcie w jego twardy biceps, zostawiając czerwone ślady.
- Ostra jesteś. - Lekko się prostuje, nie przestając mnie penetrować.
Serce bije mi szybkim, nierównym tempem, a ja jestem tak podniecona, że aż brak mi tchu. Jego palce szaleją we mnie, doprowadzając mnie do ekstazy. Neil wie, że jestem już blisko, dlatego szybko ściąga mnie ze stołu i odwraca tyłem do siebie. Słyszę szelest rozrywanej folii i po chwili ostro wbija się we mnie, aż się podnoszę. Przyciska mnie do blatu i chwyta mocno za biodra, energicznie nabijając na siebie. Nie jestem w stanie powstrzymać nadchodzącego orgazmu i gdy pieprzy mnie mocniej i głębiej, szczytuję, wykrzykując jego imię. Neil wykonuje jeszcze kilka mocnych uderzeń, wydając tłumione jęki, i eksploduje, opadając na mnie całym swoim ciężarem.
***
Rano, gdy otwieram oczy, jestem sama w łóżku. Na samo wspomnienie naszej namiętnej nocy czuję przyjemne skurcze w podbrzuszu. Przeciągam się leniwie i podnoszę się, narzucając na siebie szlafrok. Schodzę do kuchni, wiedziona aromatem kawy.
- Dzień dobry, słońce. - Chłopak podchodzi do mnie i całuje mnie w czubek głowy.
- Hej, skarbie. - Uśmiecham się do niego. - A co tu tak pięknie pachnie? - Rozglądam się z zaciekawieniem.
- Bułeczki.
- Bułeczki? - Chyba się przesłyszałam. Neil piecze bułeczki?
- Maślane. Wiem, że lubisz - odpowiada, jakby to było zupełnie oczywiste.
- Okej - przytakuję niepewnie.
- Będą gotowe za siedem minut - dodaje.
- To ja może w tym czasie wezmę prysznic - mówię i odwracam się w kierunku łazienki.
- Dobrze, kochanie.
Neil piecze? Kurczę, on to potrafi zaskoczyć. Czego miałabym się obawiać?
Po szybkim prysznicu ubieram się w czyste ubrania - tak, mam tu kilka swoich rzeczy, głównie ubrań i kosmetyków. Gdy wchodzę do kuchni, w powietrzu unosi się zapach ciepłych bułeczek. Siadam przy stole i upijam łyk kawy, po czym odrywam kawałek bułki i wkładam go sobie do ust.
- Mmm... Pyszne - mówię, a Neil się uśmiecha.
- Słońce... - urywa na chwilę. Oho, coś się szykuje, a bułeczki miały mnie przekupić.
- Coś się stało? - pytam i podnoszę na niego wzrok.
- Będę musiał wyjechać na kilka dni do Las Vegas w interesach - wyjaśnia.
- W interesach? - Marszczę gniewnie brwi.
- Oj, słońce.
- Neil! - Gromię go wzrokiem.
Wiem, że uwielbia te wszystkie kasyna i gry, a jak już zacznie grać, to trudno mu przestać. Ma z tym problem, chociaż nie potrafi się do tego przyznać.
- Skarbie, czy mogłabyś mi zaufać? - irytuje się lekko. - Będę miał tyle roboty, że nie wiem, czy znajdę czas na sen. - Nerwowo potrząsa głową. - Zresztą, jak chcesz, możesz jechać ze mną.
- Nie mogę, pojutrze mam kolokwium.
Neil wstaje z krzesła i podchodzi do mnie, chwytając mnie za dłonie, a ja się podnoszę.
- Słońce, zmieniłem się - całuje mnie w czoło - dla ciebie. Nie zmarnuję tej szansy.
- Mam nadzieję - fukam.
Chłopak przyciąga mnie do siebie tak mocno, że czuję jego nabrzmiałego penisa, wbijającego się w moje podbrzusze.
- Neil. - Uśmiecham się.
- Skarbie, tak strasznie na mnie działasz - pomrukuje zmysłowo, całując moją szyję.
Gdy przesuwam dłonią po jego kroczu, chłopak głośno wciąga powietrze, a jego męskość robi się jeszcze twardsza.
- Mała, chyba nie zostawisz mnie tak teraz? - Przyciska moją dłoń do swojego przyrodzenia.
Uśmiecham się łobuzersko i rozpinam mu rozporek. Jego oczy wręcz błyszczą z pożądania i tylko czeka, aż się nim zajmę. Zsuwam mu lekko spodnie wraz z bokserkami i kucam przed nim. Przesuwam dłonią po całej długości penisa i podnoszę spojrzenie na Neila. Jest niesamowicie podniecony. Wzrok ma przymglony, a usta lekko rozchylone. Przysuwam się i gdy biorę jego penisa do buzi, słyszę nad sobą zmysłowe syknięcie.
- Kurwa, mała! - klnie i napręża wszystkie mięśnie.
Zaczynam ssać go, oplatając język wokół wrażliwej główki. Biorę go głębiej do buzi, przyspieszając swoje ruchy. Wiem, że Neilowi jest naprawdę dobrze, bo mruczy z zadowolenia, a jego penis napręża się coraz bardziej. Ssę go mocniej, pomagając sobie zaciśniętą dłonią.
Neil chwyta moją głowę i mocno dociska ją do swojego krocza. Opieram dłonie na jego udach, próbując się trochę odsunąć, jednak Neil w tym momencie przyspiesza. Nim zdążę zareagować, zastyga, wydając z siebie ryk, i wypełnia moje usta ciepłą cieczą. Luzuje uścisk, będąc jeszcze pod wpływem przeżytego orgazmu, a ja zrywam się i szybko biegnę do łazienki. Zwracam całą zawartość do sedesu i płuczę usta.
Zabiję go!
Mocno wkurzona wychodzę z pomieszczenia, podchodzę do chłopaka i wymierzam mu siarczysty policzek.
- Kretynie, mówiłam ci coś! - warczę gniewnie.
- Oj, słońce. - Śmieje się, podciągając spodnie.
- Miałeś tego nie robić! Wiedziałeś, że się nie zgadzam! - Dźgam go palcem w tors, bo jestem na niego naprawdę wściekła.
- Przepraszam cię - chwyta moją twarz w dłonie - ale było mi tak dobrze. Kotku, jesteś w tym świetna. - Nie odbieram tego jako komplementu. - Odwdzięczę ci się. - Przesuwa dłonie na moje pośladki.
- Pieprz się, Neil! - syczę i wyrywam się z jego objęć.
- Cassie!
- Daj mi spokój! - rzucam i wybiegam z jego domu.