Wstęp: W krainie kamienia, krwi i marzeń
Wyobraź sobie, że stoisz na krawędzi klifu, a u twych stóp wzburzony Atlantyk rozbija się o skały, na których od ośmiuset lat stoi zamek - tak dramatycznie zawieszony między niebem a wodą, że wydaje się, iż lada chwila runie w otchłań. Wyobraź sobie, że wchodzisz do komnaty, gdzie ściany pamiętają bratobójczą zbrodnię na ołtarzu, a przewodnik szeptem opowiada o duchach, które do dziś błąkają się po korytarzach. Wyobraź sobie wreszcie, że siedzisz przy długim, dębowym stole, przy blasku świec, słuchając irlandzkich pieśni i zajadając się pieczenią, którą podają ci aktorzy w strojach z epoki, uśmiechający się pod wąsem, jakbyś był gościem samego króla.
Ta książka, którą trzymasz w dłoniach, jest zaproszeniem do takiej właśnie podróży. Podróży przez dwadzieścia kamiennych opowieści, które razem składają się na historię Irlandii - skomplikowaną, tragiczną, ale i niezwykle piękną.
Jestem historykiem z wykształcenia i podróżnikiem z zamiłowania. Przez lata przemierzałem Zieloną Wyspę wzdłuż i wszerz, wstępując do setek zamków - od tych sławnych, obleganych przez turystów, po te zapomniane, ledwo wystające spod warstwy bluszczu i ziemi. I choć każdy z nich ma swój niepowtarzalny urok, te dwadzieścia, które wybrałem do tej książki, to prawdziwe perły w koronie irlandzkiego dziedzictwa. Każdy jest inny. Każdy opowiada własną historię. I każdy, na swój sposób, zapada w pamięć na zawsze.
Bo czym właściwie jest zamek? Dla jednych to tylko sterty kamieni, pomnik minionej epoki, atrakcja turystyczna godna odhaczenia w przewodniku. Dla mnie - i mam nadzieję, że po lekturze tej książki także dla Ciebie - zamek to coś znacznie więcej. To kamienna kronika, w której zapisano losy ludzi, którzy w tych murach żyli, kochali, zdradzali, walczyli i umierali. To miejsce, gdzie historia przestaje być suchym zapisem w podręczniku, a staje się namacalna, niemal fizycznie wyczuwalna pod palcami.
Wędrując po tych stronach, przekonasz się, jak niezwykła jest to opowieść. Odkryjesz Dublin Castle, który przez siedemset lat był synonimem brytyjskiego panowania, by w końcu stać się sercem irlandzkiej państwowości. Zajrzysz do Trim Castle, największej normańskiej fortecy w kraju, której surowe mury posłużyły za plan filmowego Bravehearta. Zanurzysz się w mroczną atmosferę Leap Castle, uznawanego za najbardziej nawiedzone miejsce w Irlandii, gdzie pod Krwawą Kaplicą wciąż spoczywają kości ofiar wrzuconych do lochu zapomnienia. I westchniesz nad romantyczną historią Kylemore Abbey - zamku, który powstał jako prezent miłosny, a dziś jest opactwem benedyktynek.
Ta książka nie jest zwykłym przewodnikiem. Nie znajdziesz w niej suchych dat i nużących opisów architektonicznych detali (choć i one się pojawią, gdy będą potrzebne). To raczej zbiór opowieści - o ludziach, którzy te zamki budowali, o tych, którzy w nich mieszkali, o legendach, które narosły wokół nich przez stulecia, i o duchach, które do dziś podobno nawiedzają ich korytarze. To próba uchwycenia ducha miejsca - tego czegoś nieuchwytnego, co sprawia, że nawet najbardziej sceptyczny turysta, stając na murach Dunluce czy Rock of Cashel, czuje dreszcz na plecach.
Pisząc tę książkę, starałem się oddać głos zarówno historykom, jak i gawędziarzom. Cytowałem kroniki i listy, ale też przytaczałem ludowe podania i anegdoty, które przewodnicy szepczą turystom przy kominku. Bo Irlandia to kraj, gdzie granica między faktem a legendą jest zawsze płynna, i gdzie nawet najbardziej nieprawdopodobna historia może okazać się prawdziwa - albo przynajmniej stać się prawdziwą dla tych, którzy w nią uwierzą.
Czy po przeczytaniu tej książki będziesz chciał odwiedzić te wszystkie miejsca? Mam taką nadzieję. Ale nawet jeśli nie, mam nadzieję, że choć na chwilę przeniesiesz się w ten niezwykły świat - świat normańskich rycerzy i gaelickich wodzów, angielskich arystokratów i irlandzkich buntowników, świętych mnichów i bezbożnych duchów. Świat, w którym kamienie naprawdę mówią, a historia wciąż żyje.
Zapraszam Cię w tę podróż. Będzie długa, momentami mroczna, innym razem wzruszająca, ale na pewno niezapomniana. Bo zamki Irlandii to nie tylko zabytki. To zwierciadła, w których odbija się dusza tej niezwykłej wyspy.
Rozdział 5: Blarney Castle
Dom słynnego "Kamienia Wymowności". Opowieść o tym, dlaczego miliony ludzi całują zimny wapień, by zyskać dar przekonywania
Prolog: Pocałunek na skraju przepaści
Wyobraźmy sobie scenę: u stóp potężnej, średniowiecznej wieży gromadzi się tłum. Ludzie z wszystkich zakątków świata - Amerykanie z flagami na plecakach, Australijczycy w kapeluszach z szerokim rondem, Japończycy z aparatami, Niemcy w wygodnych butach trekkingowych, Polacy z mapami w dłoniach. Wszyscy czekają cierpliwie w długiej, wijącej się kolejce, która prowadzi wąskimi, krętymi kamiennymi schodami na sam szczyt zamku. Gdy w końcu docierają na platformę widokową, okazuje się, że cel ich podróży nie jest ani spektakularny, ani szczególnie piękny. To zwykły, szary, wapienny blok, wmurowany w parapet, na wysokości ponad dwudziestu metrów nad ziemią.
Źródło mapy: OpenStreetMap.org
Aby go dosięgnąć, trzeba dokonać aktu pozornie szalonego: położyć się na plecach, chwycić żelazne poręcze i wychylić się w dół, w pustkę, głową w dół, by złączyć swoje usta z zimnym, wilgotnym kamieniem. Asystent trzyma nas za nogi, byśmy nie runęli w przepaść. I w tym momencie, w tej absurdalnej, akrobatycznej pozie, stajemy się częścią tradycji starszej niż większość państw świata, rytuału, który co roku przyciąga setki tysięcy ludzi do małego miasteczka Blarney, kilka kilometrów od Cork.
Witamy w Blarney Castle - miejscu, gdzie magia spotyka się z turystyką masową, gdzie polityczna intryga splata się z geologią, a gdzie legendy mają się lepiej niż w jakimkolwiek innym zakątku Zielonej Wyspy.
Część I: Zanim powstał kamień - McCarthowie i ich królestwo
Zanim jednak przejdziemy do samego kamienia, musimy poznać ludzi, którzy zbudowali dla niego dom. Historia Blarney Castle to przede wszystkim historia rodu McCarthy (irlandzkie Mac Cárthaigh), jednego z najpotężniejszych klanów średniowiecznej Irlandii. Władali oni królestwem Desmond (południowy Munster) i przez stulecia stawiali opór zarówno normańskim najeźdźcom, jak i angielskiej koronie.
Pierwsza fortyfikacja w tym miejscu powstała znacznie wcześniej, bo około 1200 roku, i była prawdopodobnie drewnianą konstrukcją myśliwską. Około 1210 roku zastąpiono ją prostą kamienną budowlą. Ale to, co widzimy dziś, to dzieło jednego człowieka - Cormaca Láidira (Mocnego) MacCarthy'ego, władcy Muskerty, który w 1446 roku wzniósł obecną, potężną wieżę mieszkalną.
Cormac był nie tylko wojownikiem, ale i wizjonerem. Jego zamek, choć dziś częściowo w ruinie, musiał być w XV wieku imponującą budowlą - symbolem potęgi rodu, który nie zamierzał uginać się przed obcą władzą. Mury miejscami osiągają grubość ponad pięciu metrów. To forteca zaprojektowana nie tylko do obrony, ale i do demonstracji siły.
McCarthowie byli również mecenasami kultury. To na ich dworze w Blarney działała szkoła bardów (filidh), przyciągająca poetów i muzyków z całej Irlandii. W tych murach układano pieśni pochwalne na cześć wodzów, snuto opowieści o dawnych bohaterach i pielęgnowano gaelicką tradycję w czasach, gdy angielska kultura zaczynała dominować na wschodzie wyspy. Jak ujmuje to jedno ze źródeł, "w 1600 roku Blarney stało się znane jako "dwór poezji" (Court of Poetry), gdzie poeci zbierali się, by recytować swoje dzieła". Ten literacki, poetycki rodowód miejsca jest nie bez znaczenia dla historii kamienia, który miał obdarzać darem wymowy.
Część II: Skąd się wziął Kamień? - Korzenie legendy
Pochodzenie Blarney Stone owiane jest mgłą tajemnicy, a legend na ten temat jest tyle, ilu przewodników w Cork. To właśnie ta wielość wersji, wzajemnie się wykluczających, a jednak równie fascynujących, stanowi o niezwykłej aurze tego miejsca.
Legenda szkocka (i najbardziej znana): Najpopularniejsza opowieść sięga roku 1314 i bitwy pod Bannockburn, w której szkocki król Robert the Bruce pokonał Anglików, zapewniając Szkocji niepodległość na kolejne stulecia. Wersja ta głosi, że Cormac MacCarthy, przodek budowniczego zamku, wysłał na pomoc Bruce'owi 4000 swoich wojowników. Wdzięczny król Szkotów miał podzielić się z irlandzkim sojusznikiem największym skarbem - legendarnym Kamieniem ze Scone (znanym też jako Kamień Przeznaczenia), na którym od wieków koronowano szkockich monarchów. Połowa kamienia trafiła do Irlandii i została wmurowana w mury Blarney Castle.
Problem w tym, że Kamień ze Scone, choć owiany legendą, nigdy nie był opisywany jako źródło elokwencji, a raczej jako symbol władzy królewskiej. Co więcej, geolodzy z Uniwersytetu w Glasgow w 2014 roku przebadali próbki kamienia i orzekli jednoznacznie: to nie szkocki kamień, lecz lokalny wapień pochodzący z okolic Cork, mający około 330 milionów lat. Mimo to, legenda ma się dobrze i to ona najczęściej powtarzana jest turystom.
Legenda irlandzka (i starsza): Inna, być może bardziej autentyczna historia, sięga głębiej w irlandzką mitologię. Mówi ona, że kamień ten to w rzeczywistości Lia Fáil - Kamień Przeznaczenia, na którym koronowano starożytnych irlandzkich królów. Według podań, kamień ten miał magiczną moc: ryczał z radości, gdy stawał na nim prawowity władca Irlandii. Z czasem miał zostać przeniesiony z Tara do Munsteru, a ostatecznie trafić do Blarney.
Legenda biblijna: Najbardziej fantastyczne wersje sięgają Starego Testamentu. Według jednej z nich, jest to ten sam kamień, z którego Mojżesz wyprowadził wodę na pustyni, uderzając w niego laską. Inna głosi, że był to kamień, który służył Jakubowi za podgłówek, gdy śnił o drabinie sięgającej nieba, a później został przywieziony do Irlandii przez proroka Jeremiasza.
Legenda celtycka: Jest też opowieść o bogini Clíodhnie, patronce Munsteru. Cormac MacCarthy, uwikłany w proces sądowy, miał zwrócić się do niej o pomoc. Ta kazała mu pocałować pierwszy kamień, jaki napotka rankiem w drodze na sąd. Cormac tak uczynił i wygrał sprawę, oczarowując sędziów swoją wymową. Kamień ten wmurował później w blanki zamku.
Niezależnie od tego, która wersja jest prawdziwa, wszystkie one łączą się w jednym: kamień ten ma niezwykłą moc. A jak to z kamieniami bywa - ich moc nie zależy od geologicznego pochodzenia, ale od wiary, jaką obdarzają je ludzie.
Część III: Królowa, która dała nam słowo "blarney"
Sama nazwa "blarney" na określenie pochlebstwa, czczej gadaniny czy umiejętności mówienia rzeczy miłych, ale niekoniecznie prawdziwych, weszła do języka angielskiego za sprawą królowej Elżbiety I.
Oto tło historyczne: w XVI wieku angielska korona, umacniając swą władzę w Irlandii, starała się zmusić gaelickich wodzów do uznania zwierzchnictwa królowej i oddania swych ziem w lenno. Jednym z nich był Dermot MacCarthy, władca Blarney. Królowa wysłała do niego hrabiego Leicester, by ten doprowadził do formalnego poddania się McCarthiego i przekazania zamku królewskiemu garnizonowi.
Za każdym razem, gdy hrabia przybywał do Blarney, MacCarthy witał go z otwartymi ramionami, organizował wystawne uczty, obsypywał go komplementami, zapewniał o swej dozgonnej lojalności wobec królowej i... znajdował kolejny powód, by odłożyć formalny akt poddania. To "jutro", "za tydzień", "gdy tylko skończą się żniwa" ciągnęło się miesiącami, a potem latami.
Hrabia Leicester, zniecierpliwiony, wracał do Londynu z pustymi rękami i składał królowej raporty, w których opisywał kolejne wymówki McCarthiego. W końcu Elżbieta, słuchając tych usprawiedliwień, miała wykrzyknąć z irytacją: "Dość tego! To wszystko to tylko blarney! On nigdy niczego nie zrobi, będzie tylko mówił i mówił!".
I tak oto nazwisko irlandzkiego rodu, dzięki talentowi do wymijających odpowiedzi i uroczych pochlebstw, na stałe weszło do języka angielskiego. Jak trafnie ujął to irlandzki polityk John O'Connor Power: "Blarney to coś więcej niż zwykłe pochlebstwo. To pochlebstwo osłodzone humorem i doprawione dowcipem".
Część IV: Krwawe dzieje - Cromwell i upadek McCarthych