Rozdział 6
Londyn 1811
Poppy
- To bardzo kosztowny przedmiot, młoda damo. - Alistair skrupulatnie studiował zegarek lorda Lancastera, obracając go w dłoniach, a ja próbowałam zachować spokój, by nie sprawiać wrażenia spiętej czy nerwowej. Samowi kazałam czekać na zewnątrz i wejść do środka, tylko gdyby ktoś go zaczepił. Miałam wyrzuty sumienia, że sprzedaję zegarek pana Lancastera, ale zima była długa, a w tym okresie ludziom brakowało pieniędzy, by płacić, częściej natomiast chorowali. Sam potrzebował ciepłej odzieży, butów i prezentu na Boże Narodzenie. Chciałam dać mu to, czego sama nie miałam. Moja mama robiła wszystko, co było w jej mocy, ale nie mogła mnie utrzymać. Już jako mała dziewczynka musiałam zarabiać na jedzenie, pracując w porcie, przebrana za chłopca. Obcięła mi włosy na krótko, złote loki natarła czarną pastą i ubierała mnie w spodnie i koszule. Zostałam wysłana do pracy w porcie, by nie trafić do domu publicznego. Mimo wspomnień, które tak wyraźnie do mnie wracały, wyprostowałam plecy.
- Otrzymałam zegarek w spadku, ale nie używam go. Złoto jest wysokiej próby.
- Może pani za niego dostać dwadzieścia funtów. - Spora kwota, byłam jednak przekonana, że jest wart znacznie więcej.
- Trzydzieści pięć - odparłam i spojrzałam panu Alistairowi prosto w oczy. - Wiem, że może pan zarobić na nim dużo więcej. - Blefowałam.
- Dwadzieścia pięć - odburknął, ale nie była to dla mnie zadowalająca propozycja.
- Trzydzieści albo pójdę z nim do konkurencji. - Nie miałam pojęcia, gdzie mogłabym się udać, ale myślałam o pomarańczach, cynamonie, wanilii, imbirze i nowej odzieży. Mężczyzna nadal trzymał zegarek w dłoni, podziwiając go. "No już, zgódź się i załatwmy resztę formalności". Miałam pieniądze z wydawnictwa, ale musiałam zachować je na czynsz i codzienne potrzeby.
- Niech będzie, trzydzieści funtów.
- Zgoda. - Kiwnęłam głową, próbując zachować spokój, kiedy liczył banknoty.
- To bardzo dużo pieniędzy. Na pewno chce pani wracać sama do domu z taką sumą? Może wypłacę pani teraz połowę, a resztę w późniejszym terminie?
- Dziękuję za troskę, ale wezmę całą kwotę. - Nie darzyłam go krztyną zaufania. Ponadto miałam w spódnicy ukrytą kieszonkę, wszytą pod podszewkę. Mówił wolno jak leniwiec, którego zdjęcie i opis widziałam kiedyś w pewnej książce. Śledziłam każdy jego ruch. Na szczęście w lombardzie nie było innych klientów. Przedmiot, który sprzedawałam, przyciągnąłby zbyt dużo uwagi, a ja wolałam spokojne życie lub przynajmniej na tyle spokojne, na ile było to możliwe. Szczególnie w świetle mojego powołania. Przeliczyłam pieniądze nieco szybciej niż on. Mojej mamie wprawdzie nie udało się uniknąć wysłania mnie do pracy, ale poza tym wszystkim, co wiedziała i co przekazała mi o ziołach i uzdrawianiu, nauczyła mnie również czytać, pisać i liczyć. Jej życie w Londynie diametralnie różniło się od tego, które prowadziła jako młoda dziewczyna w Ashford, zanim zaszła w ciążę i wyrzucono ją z domu.
- Chodź, skarbie. - Chwyciłam Sama za drobną rączkę i pospiesznie ruszyliśmy w drogę. Szłam tak szybko, że Sam musiał niemalże biec, by dotrzymać mi kroku. Skrzętnie ukryłam pieniądze, ale i tak zależało mi na tym, by jak najszybciej oddalić się z tego miejsca.
- Jesteś głodny?
- Tak, trochę. - Był przekochanym, ufnym dzieckiem, które niczym cień towarzyszyło mi we wszystkim, co robiłam. Praktycznie nigdy o nic nie prosił, a ja uwielbiałam go rozpieszczać.
- Przed Tower Bridge na rogu jest piekarnia. - Rzadko trwoniłam pieniądze, gotowałam w domu i piekłam własny chleb, ale postanowiłam, że dziś uczcimy szczęście, które się do nas uśmiechnęło. W niewielkiej piekarence sprzedawano również wyroby cukiernicze. Zamówiłam cały stos bułeczek, małą kanapkę, ciasteczka z orzechami i suszonymi owocami oraz dwa kubki gorącej czekolady. Jak na dobrze wychowanego chłopca przystało, Sam zdjął czapkę i zawiesił ją na krześle razem z płaszczem.
- Mamo, to najlepszy dzień w moim życiu - powiedział, przegryzając ciasteczka i popijając je gorącą czekoladą. Mocno dotknęły mnie te słowa, pragnęłam, by wszystkie jego dni były właśnie takie.
- Dla mnie to również najpiękniejszy dzień, zaraz po tym gdy pojawiłeś się na świecie.
- Kupimy dziś pomarańcze? - Przełknął ostatni kawałek. Spałaszował co do okruszka wszystko, co dostał.
Uwielbiał chodzić na zakupy, szczególnie jeśli zamierzaliśmy kupować pomarańcze.
- Zobaczymy, co uda nam się dostać, ale tak, mam nadzieję, że będą pomarańcze, przyprawy i prawdziwy barwnik roślinny w kolorze indygo. - Mieliśmy trochę pożółkłych ze starości rzeczy, pomyślałam więc, że mogłabym je przefarbować i dać im nowe życie.
Kiedy wyszliśmy na ulicę, zadrżeliśmy lekko z zimna, owiani chłodnym grudniowym wiatrem.
- W przyszłym tygodniu wybierzemy się do krawca i zamówimy ci nowe ubrania. Rośniesz jak na drożdżach.
- Niedługo skończę siedem lat. - Wyprostował się, a ja uniosłam jego czapkę i zmierzwiłam mu czuprynę. Moje dwudzieste pierwsze urodziny zbliżały się wielkimi krokami, rzadko jednak je świętowałam. Dwudziestego piątego grudnia najważniejsze będzie Boże Narodzenie i Sam.
Zanim po długim, spędzonym na mieście dniu dotarliśmy do domu, całkowicie się ściemniło. Kupiłam dodatkowy koszyk na zakupy; stary, który miałam ze sobą, okazał się za mały. Obydwa po brzegi wypełnione były śródziemnomorskimi owocami, ziołami, przyprawami i herbatą. Z daleka dostrzegłam wysoką, barczystą, ubraną na czarno postać w cylindrze, czekającą na zewnątrz przed schodami do sutereny. Opierała się o nasze drzwi, trzęsąc się nieco z zimna.
- Ma pan gorączkę. Wejdźmy do środka. - Nie siląc się na uprzejmości, przeszłam do konkretów.
- Nie mam nikogo innego, do kogo mógłbym się zwrócić, nie ujawniając się ani nie wywołując niepokoju i zmartwień. Gdyby moje rodzeństwo wiedziało, czym się zajmuję, nie spuszczaliby mnie z oczu. - Głos mu drżał, a ciało przeszywały dreszcze.
- Proponuję, by położył się pan do mojego łóżka i odpoczął. Rozpalę w kominku i nastawię wodę na herbatę. - Jedna rzecz nie dawała mi spokoju, więc postanowiłam to wyjaśnić.
- Co z pańską żoną, panie Lancaster, zna prawdę? - Czułam, że ciągnę go za język. - Potrzebuje pan bliskiego współpracownika, sojusznika.
- Jest tylko siostra Agnes z sierocińca.
- Ma pan romans z zakonnicą?
- Nie, źle mnie pani zrozumiała. Mogę mówić pani na ty, Poppy Parker, czy może powinienem nazywać panią Milady?
- Porozmawiamy o tym, kiedy już sprawdzę, co z pańską raną, i zbiję gorączkę. - Trudno było mi zacząć zwracać się do niego w sposób mniej oficjalny.
- Nie mam żony, jest tylko dwoje zdecydowanie zbyt ciekawskiego rodzeństwa i była kochanka. - Zmęczonym krokiem udał się do łóżka w sąsiednim pomieszczeniu.
- Aż tyle nie musiałam wiedzieć - rzuciłam, chociaż byłam stosunkowo zadowolona, dowiedziawszy się, że jest kawalerem bez zobowiązań. Nastawiłam wodę na herbatę i poirytowana pokiwałam głową. Na nic zdadzą mi się fantazje na temat pana Lancastera, Zamaskowanego Dżentelmena. Spotkaliśmy się przypadkowo, a potrzebuje mnie tylko dlatego, że nie może wezwać prawdziwego lekarza.
- Mogę prosić o pomarańczę? - Przez całe to zamieszanie wokół Lancastera prawie zapomniałam o Samie.
- Oczywiście! Nie wyrzucaj skórek, przydadzą mi się. Obetrę je, a z pozostałości wycisnę olejek.
Przygotowałam alkohol i zimne okłady oraz zaparzyłam herbatę z jeżówki, do której dodałam miód. W naczyniu obok wycisnęłam całą pomarańczę, odkładając skórkę na później. Specyfik doda mu energii i pomoże się wzmocnić.
- Pomóc panu z koszulą? - Kiwnął głową. Usiadłam na krawędzi łóżka i schłodzoną ściereczką otarłam pot z jego czoła. - Swoją drogą, ma pan wysoką gorączkę, dlaczego nie został pan w domu wczoraj wieczorem? - Odsunęłam koszulę i ponownie podziwiałam to piękne, umięśnione ciało.
- Nie mogłem odłożyć akcji - szepnął, po czym wziął głęboki oddech i jęknął gardłowo, kiedy zdejmowałam opatrunek. Rana nie krwawiła, sączyła się z niej jednak żółtawa ciecz, a okolica była opuchnięta i zaczerwieniona.
- Będzie bolało, ale muszę to oczyścić. - Mama nauczyła mnie, że alkohol pomaga w leczeniu trudno gojących się ran.
Bez ostrzeżenia polałam chore miejsce ginem. Był tani i łatwo dostępny. Mój pacjent skrzywił się z bólu i niemalże uderzył mnie opadającą głową - uchyliłam się w ostatniej chwili.
- Przepraszam - jęknął i padł łóżko. Przetarłam okolicę urazu czystą ściereczką, wtarłam w nią więcej alkoholu i polałam jeszcze odrobiną, a następnie założyłam nowy opatrunek.
- Musisz spać dzisiaj tutaj.
- O niczym innym nie marzę - odpowiedział ospałym głosem.
- Jeszcze nie teraz. Najpierw musisz wypić herbatę i sok z owoców. Nie zasypiaj, proszę. - Pomogłam mu usiąść i podałam kubek z gorącym naparem. Po raz pierwszy zwróciłam się do niego na ty. Bliskość sprawiła, że łatwiej było mi się przestawić. - Jeżeli dasz radę nie zasnąć jeszcze przez chwilę, wkrótce będę miała gotową pyszną zupę z ziemniakami, marchewką i wieprzowiną.
- Postaram się - odparł, sądząc jednak po głosie, był już daleko stąd. Gorączka pozbawiła go sił, a powieki ciążyły.
- Odpoczywaj. Obudzę cię, kiedy przyjdzie czas.
- Dziękuję, Milady. - Na jego ustach zagościł dyskretny uśmiech. Dobrze by było, gdyby nie przyzwyczaił się do nazywania mnie w ten sposób, ale w moim własnym domu, gdy byłam z nim sam na sam, sprawiało mi przyjemność, że kojarzył mnie z Milady, autorką, a nie tylko kobietą, matką i przydatną Poppy. Mogłam marzyć o tym, że to ja jestem lady Dahlią, a on Zamaskowanym Kochankiem.
Zastałam synka siedzącego przy dużym stole w kuchni, schylonego z piórem w dłoni nad kawałkiem papieru. Mebel służył nam jako miejsce do spożywania posiłków, do ich przygotowywania oraz jako biurko. Sam ćwiczył pisanie pierwszych liter alfabetu, których go nauczyłam. Ubolewałam nad tym, że nie stać mnie na zatrudnienie nauczyciela. Moje zdolności były dość ograniczone, a zależało mi na tym, by zdobył wiedzę o świecie i nauce, a nie tylko przyswoił podstawowe umiejętności.
- Czy ten pan jest bardzo chory? - zapytał ostrożnie.
- Rana się nie zagoiła i ma gorączkę. Musimy zaopiekować się nim do momentu, kiedy poczuje się lepiej.
- Lubię go, mamo. - Sam często wyglądał poważnie, ale w tej chwili w jego oczach widać było radość.
- Ja też, skarbie. Sądzę, że jest porządnym człowiekiem, znacznie wyższego stanu niż my. - Pogłaskałam Sama po włosach, mierzwiąc je nieco. Nie wiedziałam, dlaczego mu to powiedziałam. Najpewniej chciałam przypomnieć sobie samej, że lepiej zbytnio nie fascynować się panem Lancasterem. Kiedy zostałam sama z małym dzieckiem, przyrzekłam sobie, że nigdy nie będę miała nic wspólnego z mężczyznami. Czy nie było już jednak za późno? Czy aby już nie zadurzyłam się w miłym nieznajomym, zmieniającym tożsamość się pod osłoną nocy? Kiedy mnie odwiedzał, czułam się wyjątkowo. Miałam pełną świadomość, że jest w potrzebie, że przychodzi tutaj, zamiast przywołać prawdziwego lekarza, i że powinnam przestać idealizować jego wizyty. Z nożem w dłoni przystąpiłam do krojenia i siekania warzyw na wzmacniającą zupę dla nas wszystkich. Zapewne był przyzwyczajony do tego, że wszystkie posiłki serwuje służba, do steku na obiad i deserów w postaci puddingu czekoladowego lub karmelowego. Na samą myśl o takich wspaniałościach pociekła mi ślinka i pospiesznie przeanalizowałam, czy mam w domu składniki, z których udałoby mi się przyrządzić coś słodkiego. Z mleka, śmietany i wanilii mogłabym wyczarować kremowy pudding waniliowy, który w towarzystwie wiśni ze zrobionej przeze mnie latem konfitury mógłby przywołać smak gorącego letniego dnia w środku zimy.
Obydwaj mężczyźni pod moim dachem spali, a ja krzątałam się po kuchni. W końcu wypakowałam liczne skarby, które zdobyliśmy w porcie. Zioła, herbaty i przyprawy przesypałam do szklanych pojemników. Jutro muszę wycisnąć pozostałe pomarańcze. Nie wytrzymają zbyt długo, a by w pełni wykorzystać ich właściwości, od tego powinnam zacząć. Zamierzałam zająć się tym dziś wieczorem, nie przewidziałam jednak, że będę opiekować się chorym mężczyzną. Zaglądałam do niego wielokrotnie, zmieniałam mu okład i budziłam go, by podać mu napar przeciwgorączkowy.
Byłam zmęczona, więc zdjęłam i odwiesiłam sukienkę, nie ściągając halki i wełnianych rajstop - na co dzień coś niewyobrażalnego, ale odpowiadałam wyłącznie przed samą sobą. W normalnej sytuacji na noc przebrałabym się w lżejszą piżamę, nie chciałam jednak ryzykować, że Rupert nagle otworzy oczy i ujrzy mnie nagą.
Kładzenie się do łóżka z mężczyzną, którego nie znam, było oczywiście niestosowne, ale nikt nie miał prawa mnie oceniać. Już nie. Jak najostrożniej uniosłam kołdrę i położyłam się obok śpiącego pacjenta.
Po tym jak zmieniłam opatrunek, nie zakładałam mu już koszuli. Zasnął, a dzięki temu łatwiej było mi kontrolować, czy ropa nie przecieka. Powiodłam wzrokiem po jego nagim torsie. Nigdy wcześniej nie podziwiałam męskiego ciała. Kojarzyło mi się ono z przymusem i poświęciłam lata na przepracowanie odrazy, jaką czułam na myśl o tym, że każdego wieczoru przypominano mi, jak to kobiety powinny oddawać się mężczyznom. Jeżeli chcą mieć dach nad głową i nie głodować, muszą się podporządkować. Po tym jak straciłam matkę, nie miałam nikogo, kto mógłby mnie chronić. Musiałam uciekać i zacząć nowe życie.
Mogłam tylko dziękować Bogu za to, że czuwała nade mną do momentu, gdy skończyłam piętnaście lat. Miewała przyjemnych klientów, ale nie brakowało też brutalnych, odrażających kreatur i właśnie one sprawiły, że zaczęłam nienawidzić mężczyzn. Mroczne myśli prześladowały mnie w nocy. By się od nich uwolnić, zaczęłam pisać historie o romantycznej miłości. Wszechogarniającym, odwzajemnionym uczuciu łączącym mężczyznę i kobietę, którzy pragną siebie nawzajem i wciąż są siebie głodni. Z moich ust wydobyło się delikatne westchnienie. Po raz pierwszy w życiu pragnęłam mężczyzny, mężczyzny, który nigdy nie będzie mój.
Bez zastanowienia wyciągnęłam rękę, pogłaskałam go po policzku i pozwoliłam palcom kontynuować czułą podróż w stronę jego ust. Wstrzymałam oddech, ponieważ nie chciałam go obudzić. Nie mogłam jednak się powstrzymać i delikatnie musnęłam palcem jego wargi. Pod wpływem dotyku delikatnie je rozchylił, a ja przerwałam, by sprawdzić, czy śpi. Oddychał ciężko, oczy miał zamknięte. Nabrałam odwagi, uklęknęłam przy nim, a moje włosy opadły, dotykając jego klatki piersiowej. Nadal nie reagował, schyliłam się więc do jego szyi, na której złożyłam delikatny pocałunek. Mimo że nigdy wcześniej go nie całowałam, znałam jego zapach i smak. Musnęłam go wargami po raz kolejny, tym razem w podbródek. Po raz pierwszy miałam ochotę pocałować go w usta. Serce biło mi jak szalone. Czy powinnam? Mój wzrok spoczął na jego lekko otwartej buzi.
- Poppy... - Jego drżący głos sprawił, że serce podeszło mi do gardła. Pospiesznie odsunęłam się na drugą stronę łóżka.
- Przepraszam, nie chciałam. - Nakryłam się kołdrą, ściągając ją tym samym z niego. Mimowolnie spojrzałam w kierunku jego krocza, gdzie pod spodniami dostrzegłam wyraźne wybrzuszenie. Przez moje ciało przetoczyła się fala pożądania, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam. - Nie wiem, co we mnie wstąpiło.
- Nic się nie stało - odparł niskim i szorstkim głosem. - Masz coś do picia? Strasznie zaschło mi w ustach.
- Jasne, chwileczkę. - Wyskoczyłam z łóżka. Jestem skończoną idiotką. Oczywiście, że nie pożądał prostej kobiety z dzieckiem, która wychowywała się w burdelu. Moje fantazje i wypociny były dalekie od rzeczywistości.
Głupia jak but. Nieskończenie durna. Nalałam mu kubek piwa i szybko udałam się z powrotem do pokoju. Dobrze mu zrobi.
- Słuchaj. Niech pan posłucha... proszę wybaczyć. Nigdy wcześniej nie zachowałam się w ten sposób w stosunku do mężczyzny.
Usiadł i przyjął ode mnie naczynie. Uniósł brwi w zabawnym grymasie i skinął w kierunku sąsiedniego pomieszczenia, w którym spał mój syn.
- Tak, mam Sama, ale to długa historia. - Z radością oszczędziłam mu faktów, nikt nie mógł poznać prawdziwej historii mojej młodości i Sama. - Obiecuję, że to się nigdy więcej nie powtórzy.
- Gdyby nie gorączka, leżałabyś już pode mną lub siedziała na mnie, jednak ledwo co jestem w stanie unieść rękę, by utrzymać kubek. I... - Zamyślił się.
- I co? - Przysunęłam się do niego bliżej i przykryłam nas obydwoje. Zadbałam jednak o to, by dzieliło nas kilka centymetrów.
- Nie możemy być razem.
Jego słowa zabolały, w gardle czułam rosnącą gulę. Oczy mi zwilgotniały. Zamknęłam je, zamiast odpowiedzieć. Dzięki Bogu sen zmorzył mnie, zanim Rupert dostrzegł moje łzy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki