Zamachowiec. Człowiek, który postanowił zmienić historię Rzeszy - dr Rafał Janik

Kup ebooka

34.90 zł
28.97 zł (29,67 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

KSIĄŻKI WY­DAW­NIC­TWA MA­KLER­SKA.PL

Wła­daca fi­nan­sów. Fan­ta­syczny prze­wod­nik po fi­nan­sach oso­bi­stych Mi­chał Mo­ko­łaj­czyk

Książka o in­we­sto­wa­niu, tom 0 Ra­fał Ja­nik

Dość John C. Bo­gle

In­we­sto­wa­nie in­dek­sowe. In­stru­menty fi­nan­sowe typu ETN i ETC To­masz Mi­zio­łek

Krok po kroku. O wol­no­ści fi­nan­so­wej i do­stat­nim, speł­nio­nym ży­ciu JL Col­lins

Lek­cje hi­sto­rii Ariel Du­rant, Will Du­rant

Wy­cena firmy Aswath Da­mo­da­ran

Twój mózg, twoje pie­nią­dze Ja­son Zweig

Mi­strzo­wie ryn­ków fi­nan­so­wych Jack D. Schwa­ger

Spe­ku­la­cja in­tu­icyjna Cur­tis M. Fa­ith

Książka o in­we­sto­wa­niu, tom 1 Ra­fał Ja­nik

Książka o in­we­sto­wa­niu, tom 2 Ra­fał Ja­nik

Kiedy pie­niądz umiera Adam Fer­gus­son

Psy­cho­lo­gia giełdy An­dré Ko­sto­lany

Giełda. Po­czą­tek To­masz Trela

Za­rzą­dza­nie wiel­ko­ścią po­zy­cji Tom Basso

Ana­liza price ac­tion: od­wroty Al Bro­oks

Nie­zwy­kłe złu­dze­nia i sza­leń­stwa tłu­mów Char­les Mac­kay

Tra­der Vic Vic­tor Spe­ran­deo

Zwy­kłe ak­cje, nie­zwy­kłe zy­ski Phi­lip A. Fi­sher

Naj­waż­niej­sza rzecz Ho­ward Marks

Za­wód in­we­stor gieł­dowy. Nowe uję­cie dr Ale­xan­der El­der

Świece ja­poń­skie i ana­liza wy­kre­sów ce­no­wych Steve Ni­son

Ana­liza tech­niczna ryn­ków fi­nan­so­wych John J. Mur­phy

Se­krety tra­dingu krót­ko­ter­mi­no­wego Larry Wil­liams

Ana­liza price ac­tion: trendy Al Bro­oks

Day tra­ding Joe Ross

In­side bar Ma­ciej Go­liń­ski

Psy­cho­lo­gia sku­tecz­nego tra­dingu Steve Ward

Geo­me­tria Fi­bo­nac­ciego. Nowe uję­cie Pa­weł Da­nie­le­wicz

Ar­ty­ści ryn­ków Mi­chael McCar­thy

WEJŚĆ! - za­wo­łał Jür­gen Hol­zmann, pre­zes Banku Rze­szy Nie­miec­kiej.

Po chwili do­szedł go od­głos na­ci­ska­nej klamki, a ma­sywne dę­bowe drzwi za­częły się po­woli otwie­rać. Po­chy­lony nad biur­kiem Hol­zmann, który z ra­cji po­do­bień­stwa do Świę­tego Mi­ko­łaja prze­zy­wany był przez pod­wład­nych "Klau­sem", wy­pro­sto­wał się, aby le­piej wi­dzieć wcho­dzą­cego. W drzwiach po­ja­wił się prze­cięt­nej po­stury męż­czy­zna, na oko trzy­dzie­sto­letni, o twa­rzy po­dłuż­nej, bez śladu za­ro­stu. Ubrany był w szary płaszcz, tego sa­mego ko­loru spodnie oraz sfa­ty­go­wane buty. Na gło­wie miał ka­pe­lusz, któ­rego wbrew obo­wią­zu­ją­cemu zwy­cza­jowi nie zdjął. "Tak ni­sko upa­dło już to miej­sce, że byle łach­myta może wejść tu pro­sto z ulicy?" - za­sta­no­wił się Hol­zmann, ale zde­cy­do­wał się za­cho­wać te prze­my­śle­nia dla sie­bie.

- Słu­cham - po­wie­dział za­miast tego oschle.

- Przy­sze­dłem roz­wią­zać naj­więk­szy pro­blem Re­pu­bliki - od­parł tam­ten, po czym z kie­szeni płasz­cza wy­cią­gnął pi­sto­let i wy­ce­lo­wał nim pro­sto w głowę Hol­zmanna.

Greta Klo­ster w tym roku ob­cho­dziła pięć­dzie­siąte uro­dziny. Była drob­nej bu­dowy blon­dynką o ty­powo ger­mań­skiej uro­dzie. Nie li­cząc krót­kiej przy­gody w urzę­dzie dziel­nicy Tem­pel­hof, całe do­ro­słe ży­cie prze­pra­co­wała w jed­nej in­sty­tu­cji - Banku Rze­szy Nie­miec­kiej. Po­cząt­kowo jako sta­żystka w dziale ko­re­spon­den­cji, póź­niej re­cep­cjo­nistka w de­par­ta­men­cie emi­sji pie­nią­dza, aż w końcu jako oso­bi­sta asy­stentka Jür­gena Hol­zmanna. Klo­ster za­słu­żyła na ten awans przede wszyst­kim dzięki swo­jej nie­za­wod­no­ści. W ciągu ostat­nich dzie­się­ciu lat nie opu­ściła ani jed­nego dnia pracy i choć zda­rzało się jej po­peł­niać błędy, to przez ten czas wy­ro­biła so­bie opi­nię pra­cow­nika, na któ­rym można za­wsze po­le­gać.

Tego je­sien­nego po­ranka ko­bieta szła przez ber­liń­ską dziel­nicę Mitte w kie­runku gma­chu Re­ichs­banku przy Jäger­strasse. Tym ra­zem nie dane jej było wejść do środka głów­nymi drzwiami, gdyż drogę za­blo­ko­wała grupa pro­te­stu­ją­cych. "Wolna Nad­re­nia! Wolna Ruhra!" - gło­siły trans­pa­renty. Wi­dząc je, Klo­ster po­krę­ciła tylko z za­że­no­wa­niem głową. Zbrojna in­ter­wen­cja w Nad­re­nii i Za­głę­biu Ruhry, po­mi­ja­jąc już samą jej abs­trak­cyj­ność, była ra­czej te­ma­tem dla Mi­ni­ster­stwa Spraw Za­gra­nicz­nych i Re­ich­swehry, a nie dla banku cen­tral­nego. "Jak niby Hol­zmann i jego lu­dzie mie­liby przy­czy­nić się do oswo­bo­dze­nia oku­po­wa­nych te­re­nów? Bo chyba nie po­przez druk ko­lej­nych bi­lio­nów ma­rek?" - po­my­ślała.

Po­nie­waż pro­te­sty pod sie­dzibą banku zda­rzały się w ostat­nim cza­sie re­gu­lar­nie, ko­bieta zdą­żyła już wy­pra­co­wać spo­sób po­stę­po­wa­nia w ta­kich sy­tu­acjach. Za­miast prze­ci­skać się przez tłum, co przy jej po­stu­rze mo­gło oka­zać się ry­zy­kowne, co­fała się o kil­ka­dzie­siąt me­trów, na­stęp­nie skrę­cała w boczną uliczkę i do­sta­wała się do gma­chu drzwiami tech­nicz­nymi. Po­iry­to­wana i spóź­niona Klo­ster we­szła do środka, a na­stęp­nie wdra­pała się po scho­dach na trze­cią, naj­wyż­szą kon­dy­gna­cję bu­dynku. Szyb­kim kro­kiem prze­mie­rzyła długi ko­ry­tarz, na któ­rego końcu mie­ścił się ga­bi­net "Klausa", a zna­la­zł­szy się pod nim, na­parła mocno na drzwi, by za­mel­do­wać się u pre­zesa.

Za­miast na­po­tkać próż­nię, drzwi z im­pe­tem ude­rzyły w plecy męż­czy­zny, który wła­śnie przy­mie­rzał się do od­da­nia strzału. Siła ude­rze­nia była na tyle duża, że ten stra­cił rów­no­wagę i w nie­kon­tro­lo­wany spo­sób upadł na pod­łogę. Trzy­many w ręku pi­sto­let, wy­słu­żony lu­ger, wy­padł mu z ręki i wśli­zgnął się pod ma­sywną szafę sto­jącą w rogu. Jür­gen Hol­zmann był szko­lony na wy­pa­dek tego typu sy­tu­acji. Czym in­nym jest jed­nak aran­żo­wany tre­ning, a czym in­nym praw­dziwe za­gro­że­nie. Stąd za­miast, tak jak go uczono, paść na pod­łogę, jed­no­cze­śnie wci­ska­jąc przy­cisk alar­mowy, stał bez ru­chu ni­czym mar­mu­rowy po­sąg.

- PO­MOCY!!! RA­TUNKU!!!

Na za­ist­niałą sy­tu­ację jako pierw­sza za­re­ago­wała se­kre­tarka, acz­kol­wiek nie można po­wie­dzieć, aby była to prze­my­ślana i opa­no­wana re­ak­cja. Ko­bieta za­częła po pro­stu wrzesz­czeć tak gło­śno, jak tylko po­tra­fiła.

Gdyby za­bójca oka­zał się pro­fe­sjo­na­li­stą, wo­ła­nie Grety Klo­ster w naj­mniej­szym stop­niu nie prze­szko­dzi­łoby mu w wy­ko­na­niu za­da­nia. Zwy­czaj­nie wstałby z pod­łogi, wy­jął za­pa­sowy pi­sto­let, a po­tem po­słałby kulkę w stronę Hol­zmanna i zli­kwi­do­wał przy oka­zji jego krzy­kliwą se­kre­tarkę. Jed­nak za­bójca eks­per­tem w swoim fa­chu ewi­dent­nie nie był. Po upadku po­zbie­rał się wpraw­dzie cał­kiem szybko, ale za­miast do­koń­czyć dzieła, za­czął z wy­raź­nym za­kło­po­ta­niem roz­glą­dać się po po­miesz­cze­niu. Jego próby zna­le­zie­nia broni zo­stały po chwili bez­par­do­nowo prze­rwane wraz z po­ja­wie­niem się ochrony. Dwóch ro­słych męż­czyzn rzu­ciło się na za­ma­chowca, po­wa­la­jąc go na zie­mię w ułamku se­kundy.

Główna sie­dziba Re­ichs­banku przy Jäger­strasse 34-36 w Ber­li­nieRe­ichs­bank peł­nił rolę banku cen­tral­nego Re­pu­bliki We­imar­skiej przez cały okres jej ist­nie­nia, czyli w la­tach 1918-1933. Jako je­dyny miał prawo do le­gal­nego emi­to­wa­nia mo­net i bank­no­tów, z czego ko­rzy­stał na bez­pre­ce­den­sową w hi­sto­rii świata skalę. Neo­kla­syczny bu­dy­nek, w któ­rym znaj­do­wała się główna sie­dziba banku, szczę­śli­wie prze­trwał ob­lę­że­nie Ber­lina w 1945 roku. W cza­sach NRD był wy­ko­rzy­sty­wany przez różne in­sty­tu­cje rzą­dowe. Po zjed­no­cze­niu Nie­miec bu­dy­nek zo­stał grun­tow­nie zmo­der­ni­zo­wany, a obec­nie jest wy­ko­rzy­sty­wany przez Fe­de­ralne Mi­ni­ster­stwo Fi­nan­sów (niem. Bun­des­fi­nan­zmi­ni­ste­rium).

Po roz­pa­dzie Ce­sar­stwa Au­stro-Wę­gier­skiego Uni­wer­sy­tet Wie­deń­ski mocno pod­upadł. W po­rów­na­niu do okresu przed­wo­jen­nego liczba stu­den­tów skur­czyła się o bli­sko po­łowę. Wielu kie­run­ków w ogóle nie uru­cho­miono, a na tych, które ru­szyły, za­ję­cia od­by­wały się nie­re­gu­lar­nie. Na­wet wy­dział me­dyczny no­bli­sty Ro­berta Báránya prze­ży­wał po­ważne pro­blemy. Uczelni nie było stać na sfi­nan­so­wa­nie za­kupu od­czyn­ni­ków i na­rzę­dzi la­bo­ra­to­ryj­nych, przez co na­uka w du­żej mie­rze ogra­ni­czała się do za­jęć teo­re­tycz­nych. Na ca­łym uni­wer­sy­te­cie było tylko jedno miej­sce, które pro­spe­ro­wało na przed­wo­jen­nym po­zio­mie - wy­dział eko­no­miczny. Jego względna za­moż­ność wy­ni­kała ze ści­słej współ­pracy z Mi­ni­ster­stwem Skarbu. Ofi­cjal­nym źró­dłem do­cho­dów były granty na roz­wój "au­striac­kiej my­śli eko­no­micz­nej". Nie­ofi­cjal­nie wy­dział za­ra­biał pie­nią­dze, do­ra­dza­jąc re­sor­towi w za­kre­sie alo­ka­cji pań­stwo­wych re­zerw wa­lu­to­wych.

Jed­nak od sa­mego po­czątku nie była to współ­praca ide­alna. Pro­fe­sor Hol­ger Schmitz, kie­row­nik wy­działu i czło­wiek, który wy­kształ­ce­nie od­bie­rał od sa­mego Carla Men­gera, mu­siał re­gu­lar­nie wy­słu­chi­wać obiek­cji na te­mat pro­po­no­wa­nych in­we­sty­cji. Szcze­gól­nie dużo za­strze­żeń wzbu­dzała de­cy­zja, aby więk­szość po­sia­da­nych re­zerw prze­zna­czyć na kupno ak­cji bry­tyj­skich, fran­cu­skich i nie­miec­kich spółek prze­my­sło­wych.

- Hol­ger, nie po­doba mi się, co zro­bi­łeś - wy­pa­lił Klaus Vo­gel, wi­ce­mi­ni­ster skarbu, pod­czas jed­nej z ta­kich dys­ku­sji.

- Pa­nie mi­ni­strze - roz­po­czął pro­fe­sor, mimo że z Vo­glem za­zwy­czaj mó­wili so­bie na "ty" - dy­wer­sy­fi­ka­cja to jedna z pod­sta­wo­wych za­sad za­rzą­dza­nia ry­zy­kiem.

- Wy­bacz, ale ja wi­dzę to zu­peł­nie ina­czej - od­pa­ro­wał wi­ce­mi­ni­ster. - Ta twoja "dy­wer-coś-tam" to wy­łącz­nie pro­sze­nie się o kło­poty. Czy nie za­sta­na­wia­łeś się, co bę­dzie, je­śli któ­ryś z kra­jów, gdzie trzy­mamy pie­nią­dze, zban­kru­tuje albo wy­buch­nie w nim wojna? Czy na­prawdę mu­simy ry­zy­ko­wać, za­miast trzy­mać wszystko bez­piecz­nie u nas? - do­py­ty­wał urzęd­nik.

Kilka lat póź­niej słowa mi­ni­stra Vo­gla miały oka­zać się pro­ro­cze, z tą róż­nicą, że to Au­stria sta­nęła na kra­wę­dzi ban­kruc­twa. Jako prze­grany w pierw­szej woj­nie świa­to­wej kraj zo­stał nie tylko ob­cią­żony dra­koń­skimi sank­cjami eko­no­micz­nymi, lecz także mu­siał po­go­dzić się z utratą znacz­nej czę­ści swo­ich te­ry­to­riów. W za­ist­nia­łej sy­tu­acji de­cy­zja o ulo­ko­wa­niu au­striac­kich re­zerw wa­lu­to­wych poza gra­ni­cami oka­zała się zba­wienna. Dzięki niej Au­stria na­dal mo­gła li­czyć na do­chody w po­staci dy­wi­dend, bę­dą­cych wów­czas dla pań­stwo­wej kasy na wagę złota. Schmitz, któ­remu wcze­śniej za­rzu­cano non­sza­lan­cję, a wręcz głu­potę eko­no­miczną, nie­mal z dnia na dzień zy­skał opi­nię ge­niu­sza, który uchro­nił go­spo­darkę kraju przed cał­ko­witą za­pa­ścią.

Ni­ski bru­net z cha­rak­te­ry­stycz­nym czar­nym wą­sem prze­ma­wiał w po­bliżu pa­łacu w Ra­ty­zbo­nie. Zro­zu­mie­nie jego słów mocno utrud­niały cha­otyczny spo­sób mó­wie­nia oraz silny au­striacki ak­cent. Ogólne prze­sła­nie było jed­nak kla­rowne: Ba­war­czycy po­winni prze­jąć od­po­wie­dzial­ność za losy Re­pu­bliki We­imar­skiej, co rów­nało się usu­nię­ciu obec­nej wła­dzy z pre­zy­den­tem Eber­tem na czele, od­bu­do­wie ar­mii oraz od­bi­ciu te­re­nów oku­po­wa­nych przez Fran­cję i Bel­gię. Sta­no­wi­sko utra­cić po­wi­nien także pre­zes banku cen­tral­nego. W oce­nie prze­ma­wia­ją­cego to on był głów­nym wi­no­wajcą upadku nie­miec­kiej marki i idą­cej za tym dra­ma­tycz­nej sy­tu­acji eko­no­micz­nej kraju.

- Jür­gen Hol­zmann musi od­po­wie­dzieć za swoje czyny!

- Tak jest! - wy­krzyk­nęła en­tu­zja­stycz­nie grupa zwo­len­ni­ków mówcy li­cząca około pię­ciu­set osób.

- Marka musi po­now­nie stać się silna!

- Tak jest! - pa­dła apro­bata.

- Niech wrócą czasy Świę­tej Rze­szy Nie­miec­kiej! - krzyk­nął Adolf Hi­tler.

- Niech żyje Rze­sza! - za­grzmiał roz­en­tu­zja­zmo­wany tłum, po czym roz­le­gły się wie­lo­mi­nu­towe okla­ski.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki