Zamach na papieża - Ferdinando Imposimato, Sandro Provvisionato


Reflow text when sidebars are open.
Jest to książka o charakterze śledczym, która podejmuje szczegółowy opis - także na podstawie niepublikowanej dokumentacji - wątków jednej z największych intryg współczesnej historii, która miała swą kulminację w dniu 13 maja 1981 roku, kiedy to Turek Mehmet Ali Agca strzelił do Jana Pawła II na placu św. Piotra. Prawdziwa szpiegowska opowieść, która, wychodząc od zagadkowej osobowości Agcy, politycznego ekstremisty w pełnym wymiarze, znajduje wyjaśnienie w spiskowaniu tajnych służb co najmniej trzech krajów Europy Wschodniej.
Od tamtego dnia minęło trzydzieści lat i świat jest dziś całkiem odmienny. Wówczas Związek Radziecki nie poszedł jeszcze w rozsypkę i utrzymywał kontrolę nad krajami bloku wschodniego, przeciwstawiając się zdecydowanie krajom Zachodu. Udzielając swego poparcia "Solidarności", polski papież groził zachwianiem, w imię wolności i samostanowienia narodów, równowagi politycznej i wpływów ustanowionych w Jałcie.
Śledztwo dotyczące zamachu pozostawiło za sobą niezliczone "czarne dziury", wątpliwości i znaki zapytania, zarówno w odniesieniu do sprzecznych wynurzeń Agcy, jak i woli samej ofiary napaści z bronią w ręku, papieża, a w rezultacie także Watykanu, który stał się w tamtych latach schronieniem dla szpiegów ze Wschodu. W epoce pokojowego współistnienia i Ostpolitik nikomu nie odpowiadało to, aby na jaw wyszła prawda o faktach. A prawda faktów, znowu w sprzeczności z prawdą ustaloną sądownie, polega na tym, iż Jan Paweł II nie padł ofiarą przestępczego działania samotnego szaleńca i ekstremisty, ale autentycznego spisku, uknutego przez Związek Radziecki i wprowadzonego w czyn przez Bułgarię, przy współudziale tureckiej mafii i z wykorzystaniem tajnych służb bloku wschodniego. Spisku, który z całym prawdopodobieństwem przewidywał także wyeliminowanie polskiego przywódcy związkowego, Lecha Wałęsy.
W celu wykrycia istoty zamachu na życie Jana Pawła II, przeprowadzone zostały trzy śledztwa i cztery procesy sądowe. Jeśli wyniki postępowań sądowych przyniosły rozczarowanie, nie można przypisać tego złej woli śledczych, ale grubej barierze zmowy milczenia i kłamstwom, wobec których musieli stanąć. To był mur wzniesiony ze straszliwych gróźb i ustawicznych prób skierowania śledztwa na manowce, w których jeszcze raz tajne służby włoskie, in primis SISMI, służby wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, okazały się sprzymierzeńcem ich instytucjonalnych przeciwników - tajnych służb europejskich krajów wschodnich.
Książka niniejsza, wychodząc od żarliwego zaangażowania funkcjonariusza wymiaru sprawiedliwości, Ferdinanda Imposimato, który osobiście śledził przebieg śledztwa, a po odejściu z sądownictwa ani na chwilę nie zaprzestał badania tej sprawy już jako adwokat, a potem historyk, stawia sobie ambitny cel odtworzenia całego spisku, którego rozświetlanie rozpoczyna się od godziny 17.17 w dniu 13 maja 1981 roku, od chwili, w której padły strzały na placu św. Piotra. Spisku, który rozwijał się w ciągu siedemnastu lat, aby po porwaniu młodej kobiety, Emanueli Orlandi, znaleźć, jak się wydaje, swoje zakończenie 4 maja 1998 roku, w zamordowaniu członków papieskiej Gwardii Szwajcarskiej, do którego doszło w zamkniętym obrębie świętych murów Watykanu.
Nie było rzeczą łatwą prześledzić bieg wydarzeń w okresie tych siedemnastu lat, również dlatego, że Watykan rozpostarł nad wszystkimi ich aspektami gęstą zasłonę zapomnienia. Ustalenie prawdy okazało się drogą z przeszkodami stawianymi nie tylko sędziom, którym w niemałej liczbie przypadków odmówiono pomocy sądowej, ale także historykom, którzy nie mają dostępu do przechowywanych w Watykanie dokumentów odnoszących się do tych faktów.
Na szczęście dziś, oprócz dokumentów sądu w Rzymie i parlamentarnych komisji śledczych, można korzystać z tego, co pozostało z berlińskich archiwów STASI, politycznej policji byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, które zostały szczegółowo skonsultowane. Ponadto wielce przydatna okazała się korespondencja między bułgarskim ministrem Dimitarem Stojanowem a wschodnioniemieckim ministrem Erichem Mielke, a także protokoły spotkań, jakie odbyły się w październiku 1983 roku w Berlinie między przedstawicielami tajnych służb bułgarskich i funkcjonariuszami STASI. Dochodzą do tego zeznania kilku byłych wysokich oficerów tych osławionych, doskonale poinformowanych tajnych służb bloku wschodniego. Jednak ich relacja zatrzymuje się na progu tego, co mogłoby narazić ich na postawienie w stan oskarżenia, nie tylko i nie tyle w odniesieniu do zamachu na papieża, ile do wstrząsającego losu, jaki spotkał Emanuelę Orlandi, prawdziwie niewinną ofiarę tej niedokończonej ciągle historii.
ŚRODA JAK WSZYSTKIE INNE
Plac św. Piotra, 13 maja 1981 roku, święto Matki Bożej Fatimskiej, godzina 16.45. Jak w każdą wiosenną środę, na placu ograniczonym kolumnami Berniniego zbiera się tłum, aby na świeżym powietrzu uczestniczyć w audiencji generalnej papieża. Po lewej stronie bazyliki ubrany na biało Jan Paweł II wsiada do odkrytego, terenowego auta, mając u boku swego sekretarza Stanisława Dziwisza oraz osobistego kamerdynera Angelo Gugela. Obok małego pojazdu, z zamiarem ruszenia za nim pieszo, stoi też Alois Estermann, przyszły dowódca papieskiej Gwardii Szwajcarskiej, który zostanie zamordowany siedemnaście lat później.
Dla papieża, a także dla strażników, którzy powinni go ochraniać, środa ta nie różni się niczym od innych. Wszędzie naokoło panuje absolutny spokój. Jest to zwykła chwila katechezy, bardzo ważna dla pielgrzymów z całego świata. Auto, prowadzone przez papieskiego kierowcę Sebastiana Baglioniego, przebywa około dziesięciu metrów i dociera do Łuku Dzwonów. Papież stoi wyprostowany. Samochód wjeżdża na plac św. Piotra, aby rozpocząć dwa zwyczajowe okrążenia korytarzem oznaczonym barierkami. Podczas przejazdu z tłumu podnoszą się jak zwykle radosne okrzyki. Słychać chóralne wołania: "Viva il papa", "Niech żyje Jan Paweł II".
Auto ociera się niemal o barierki, tak aby papież mógł pozdrowić z bliska wiernych, którzy przechylają się nad nimi, i uścisnąć ich dłonie. Po okrążeniu lewej strony rusza korytarzem po stronie prawej. Na wysokości wielkiej Spiżowej Bramy, w pobliżu ruchomej placówki pocztowej, papież pochyla się w stronę małej dziewczynki, żeby ją uścisnąć. W tym momencie znajduje się kilka metrów od jakiegoś mężczyzny. Jest to Mehmet Ali Agca, ubrany w szarą marynarkę i białą koszulę, który czyha koło jednej z barierek. Zza paska od spodni wystaje mu rękojeść browninga kalibru 9 mm.
Jest godzina 17.17. Agca wyciąga pistolet, mierzy do papieża i strzela. Ranny w brzuch Jan Paweł II osuwa się w ramiona księdza Stanisława, podczas gdy w powietrze unoszą się setki gołębi. Tłum ogarnia chwilowe rozprzężenie. Wielu wiernych ucieka z krzykiem.
Kierowca zdaje sobie sprawę, że powinien ruszyć z rannym papieżem w kierunku sanitarki. Jak zwykle, w pobliżu oczekuje taki pojazd, wyposażony w urządzenia do reanimacji. Ranny zostaje do niego błyskawicznie przeniesiony i o godzinie 17.29 karetka rusza w kierunku polikliniki Gemelli. Papież wielokrotnie dawał do zrozumienia, że w razie konieczności chce, aby przewożono go do szpitala jak zwykłego obywatela. W karetce, oprócz księdza Stanisława, jest też doktor Renato Buzzonetti, kierownik służb medycznych Watykanu i osobisty lekarz papieża, wraz z sanitariuszem. Pochylony nad Janem Pawłem II ksiądz Stanisław słyszy, że wymówił on kilka słów przypominających modlitwę. Pomimo godziny szczytu, przejazd trwa zaledwie osiem minut.
Jan Paweł II, który pięć dni później ukończy sześćdziesiąty pierwszy rok życia, zostaje umieszczony na oddziale reanimacyjnym, a stamtąd przewieziony niezwłocznie na salę operacyjną. Jest ranny w brzuch i traci dużo krwi. Po chwili ogólnego zamieszania dostojny pacjent zostaje przewieziony na dziesiąte piętro. Niebezpiecznie spada u niego ciśnienie tętnicze krwi, puls jest już prawie niewyczuwalny. Jego ogólny stan jest niemal rozpaczliwy. Natychmiast zostaje przygotowana sala operacyjna. W czasie przewożenia ksiądz Stanisław udziela papieżowi ostatniego namaszczenia. Tymczasem zjawia się profesor Francesco Crucitti, jeden z głównych chirurgów kliniki Gemelli.
W szpitalu Santo Spirito zostają umieszczone dwie zagraniczne turystki, które także odniosły rany. Są to dwie Amerykanki, sześćdziesięcioletnia Anne Ordre, ranna dość poważnie w pierś, oraz dwudziestojednoletnia Rose Hall, która ma zranione ramię.
ZATRZYMANIE AGCY
Mehmet Ali Agca zostaje zatrzymany tego samego popołudnia na placu św. Piotra, kilka chwil po oddaniu strzałów do Jana Pawła II. Jego schwytanie okazuje się sprawą niewiarygodnie łatwą. Tuż po rzuceniu się do ucieczki przytrzymuje go za lewą rękę zakonnica, w życiu świeckim Lucia Giudici, która woła do niego: "Dlaczego to zrobiłeś?". Mężczyzna, wciąż uzbrojony w pistolet, odkrzykuje w jej stronę: "Nie ja, nie ja", a potem się jej wyrywa. W tym momencie próbują go obezwładnić Domenico Straniero, wierny obecny na placu, który chwyta go za prawe ramię, oraz karabinier Piermaria Nati i funkcjonariusze policji Pasquale Navarra i Luigi Zumbo, którzy ze służbowymi pistoletami w dłoni starają się przeszkodzić mu w ucieczce. Ale Agca biegnie nadal w kierunku via della Conciliazione, aż w końcu, otoczony, zatrzymuje się i woła: "I only, I only" (Tylko ja, tylko ja), odrzuciwszy przedtem broń, która wpada pod kempingową przyczepkę poczty watykańskiej stojącą za kolumnami Berniniego. Pistolet odnajduje tam karabinier Antonio Di Gianvittorio, który przekazuje go policjantom z komisariatu Borgo, do którego zostaje przewieziony Agca. Stróże porządku i niektórzy wierni reagują z przykładną odwagą i szybkością, jednak mimo to istnieje duże prawdopodobieństwo, że dwom lub trzem innym terrorystom udaje się zniknąć. Jeśli jednak wydaje się, że dokładnie znamy przebieg schwytania Agcy, inaczej będzie to wyglądało w rekonstrukcji dynamiki zdarzeń, którą przeanalizujemy szczegółowo na dalszych stronicach.
Pierwsza oficjalna wiadomość o zamachu zostaje ogłoszona o godzinie 17.45 przez Radio Watykańskie, w programie w języku francuskim. Zostaje ustalone, że do zamachu doszło o godzinie 17.17. Podczas gdy Agca zostaje przewieziony z pomieszczeń komisariatu Borgo przy piazza Cavour do Kwestury (Komendy Policji w Rzymie), policyjne patrole samochodowe pełniące służbę w okolicy zostają powiadomione o tym, że natychmiast po strzałach widziano innego młodego mężczyznę, przypuszczalnie dwudziestopięcioletniego, ubranego w ciemną kurtkę, który uciekał z placu w kierunku via della Conciliazione. Był to ten sam mężczyzna uciekający z pistoletem w dłoni, który został unieśmiertelniony na zdjęciu, które obiegło cały świat.1 Natomiast inny sygnał mówił o mężczyźnie okołotrzydziestoletnim, z wąsami, w ciemnym garniturze, który trzymał w ręku teczkę. Także on pobiegł w tym samym kierunku, co tamten.
Tego dnia w Prokuraturze Rzymskiej dyżur pełni zastępca prokuratora Gloria Attanasio, ale tym, który jako pierwszy dociera na plac św. Piotra i bierze śledztwo w swoje ręce, jest jej kolega Domenico Sica. Natychmiast po przewiezieniu do Kwestury, zamachowiec podaje swoje dokładne dane: zapewnia, że ma dwadzieścia trzy lata i urodził się w Turcji.2
Pierwszym szczególnym faktem jest to, że w błyskawicznym tempie - w niecałe dwie godziny - informacje na temat zamachowca nie tylko docierają do opinii publicznej, ale odznaczają się skrajną precyzją. Już o godzinie 20.01 tego samego dnia, 13 maja 1981 roku - zamach na papieża miał miejsce o 17.17, pierwsza wiadomość agencyjna pojawia się o 17.33 - agencja prasowa ANSA pisze:
Zamachowiec, który oddał dziś strzały do Jana Pawła II, groził mu śmiercią przed podróżą, którą papież odbył do Turcji pod koniec roku 1979. 26 listopada tego roku turecka agencja prasowa Anatolia podała wiadomość, że w liście do dziennika "Milliyet" Ali Agca oświadczył, iż uciekł z wojskowego więzienia Kartal po to, "żeby zamordować papieża" w czasie jego pobytu w Stambule. Według agencji Anatolia człowiek ten w lutym 1979 roku zabił dziennikarza Abdi Ipekciego, redaktora naczelnego "Milliyet".
Równie zaskakujące jest to, że niedługo potem, o godzinie 20.05, zacznie się mówić o Agcy jako o samotnym zamachowcu. Oto, co ponadto pisze o tym ANSA:
"Jeśli chodzi o nas, to zamachowiec działał w pojedynkę". Oświadczył to reporterom zgromadzonym w Kwesturze jeden z funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Według docierających informacji, obecność Ali Agcy we Włoszech sygnalizowana była siedem dni temu. Informacja o tym pochodziła od tureckiej policji, która rozesłała ją do wszystkich sekcji Interpolu na świecie.
O godzinie 21.22, to znaczy, praktycznie biorąc, cztery godziny po zamachu, wciąż dzięki agencji ANSA, wiadomo już także, że Mehmet Ali Agca był poszukiwany przez policję włoską. Podjęła ona takie kroki po przekazaniu przez ambasadę turecką w Rzymie włoskiemu ministerstwu sprawiedliwości sygnału o możliwości przybycia do Włoch młodego mężczyzny, oskarżonego o morderstwo w jego ojczystym kraju, oraz prośby o jego ujęcie. Nota w tej sprawie została następnie przekazana do ministerstwa spraw wewnętrznych, które wszczęło poszukiwania w całym kraju. I wszystko to działo się w czasie, gdy, jak to zobaczymy, Agca wjeżdżał do Włoch i je opuszczał wedle swego upodobania.
Śledztwo w sprawie przemieszczania się zamachowca prowadzone jest równie błyskawicznie. O godzinie 22.01 ANSA jest także w stanie zapewnić, że:
Według informacji uzyskanych od śledczych, którzy nadal przesłuchują go w kwesturze, Mehmet Ali Agca zatrzymał się w pensjonacie Isa w pobliżu piazza Cavour. Jego pokój został przeszukany przez policję. Znaleziono w nim paszport i małą walizkę, które przewieziono do kwestury i przekazano śledczym. Wśród kartek znalezionych w kieszeniach Turka - ich odcyfrowaniem zajmuje się tłumacz - miała się znaleźć napisana ręcznie ulotka, w której Mehmet Ali Agca brał na siebie dokonanie zamachu na papieża.
Od początku wiadomo było, że Agca posiadał paszport wydany w roku 1980 na nazwisko Faruk Ozgun, urodzony w roku 1953 w Nevsehir; że przyleciał do Włoch na mediolańskie lotnisko Malpensa 9 kwietnia czarterowym lotem z Palma di Maiorca; że 9 kwietnia nocował w pokoju nr 215 w hotelu Posta w Perugii; że następnego dnia zapisał się na Uniwersytet dla Obcokrajowców w Perugii, wnosząc trzymiesięczną opłatę za kurs języka włoskiego, i tego samego dnia uczestniczył w lekcji, a następnie zniknął.
W sumie, już w kilka godzin po tym wydarzeniu, zamach na papieża zdaje się nie przedstawiać żadnej tajemnicy - działający samotnie turecki zabójca zranił papieża. Wszystko jasne? Wręcz przeciwnie.
BŁYSKAWICZNY PROCES
Zaledwie sześćdziesiąt osiem dni później rozpoczyna się w Rzymie, w rekordowym tempie, proces przeciwko Ali Agcy. Jeśli dwa miesiące z niewielkim okładem wystarczyły, aby potwierdzić prawdę, która objawiła się w aż nazbyt jasnej postaci kilka godzin po oddaniu strzałów na placu św. Piotra, to co najmniej dwa elementy zamachu pozostały w cieniu: jego motyw oraz liczba wystrzelonych pocisków, to drugie w sytuacji, gdy - jak skądinąd zapewnia sam zamachowiec - wobec trzech trafionych celów (papieża i dwóch amerykańskich turystek) miał wystrzelić tylko dwa razy. Jeśli Agca naprawdę działał samotnie, dlaczego to zrobił? Czy ten Turek nie pomyślał o żadnego rodzaju osłonie? Czy chodzi o czyn szaleńca, czy też o działanie terrorysty?
Mimo wszystko, już od pierwszego przesłuchania w dniu 13 maja 1981 roku, Agca zachowuje się niczym wezbrana rzeka i spontanicznie opowiada, że był w Bułgarii, wymienia też wszystkie etapy podróży, jakie odbył po ucieczce z Turcji, ponieważ był tam poszukiwany za zabójstwo szefa "Milliyet".
O godzinie 17.05 9 czerwca, dwadzieścia osiem dni po nieudanym zamachu na życie papieża, Turek stara się przekonać prokuratora Achille Gallucciego i zastępcę prokuratora Domenico Sica, opisując im za pomocą świadomie zagmatwanych wypowiedzi, motywację swego czynu. W protokole przesłuchania widnieją jego słowa:
Czuję się zmuszony do zamordowania papieża, żeby zaprotestować przeciwko milczeniu o zbrodniach na świecie i śmierci tysięcy niewinnych ludzi zabitych przez zbrodniczych imperialistów z Ameryki i Związku Sowieckiego w różnych krajach świata, od Afganistanu po Salwador, lub też przez totalitarne, zbrodnicze państwa, które idą ich śladem.
Jeśli chodzi o liczbę oddanych strzałów, Agca zawsze podtrzymywał swoje oświadczenie, począwszy od godziny 23.00 tegoż 13 maja, gdy, przesłuchiwany także przez Gallucciego i Sica, oświadczył:
Oddałem dwa strzały. Strzeliłem raz po wycelowaniu w osobę papieża, którego zamierzałem trafić. Oddałem drugi strzał, ponieważ ogarnął mnie paniczny strach. Użytą przeze mnie broń kupiłem w Bułgarii. Byłem poszukiwany przez turecki rząd i mogła mi ewentualnie posłużyć do obrony.
W procesie, który rozpoczął się 20 lipca przed Sądem Przysięgłych w Rzymie, w sali imienia Vittorio Occorsio, wyrok jest już ustalony - dożywocie. W związku z tym, iż w świetle włoskiego prawa osoba papieża jest uznawana za głowę państwa, prawo przewiduje dożywotnie pozbawienie wolności, mimo iż Agca faktycznie nie dokonał zabójstwa. Zamachowiec nie może też liczyć na to, że jakaś okoliczność łagodząca skłoni sędziów do wydania wyroku w granicach trzydziestu lat więzienia. Ponadto Turek, z taką samą stanowczością, jaką okazał w zamachu na życie Jana Pawła II, uparcie odrzucał propozycję poddania się badaniu psychiatrycznemu, które, w przypadku stwierdzenia u niego zaburzeń osobowości, mogłoby pomóc mu uniknąć wyroku skazującego na długoletnie więzienie. W trakcie przesłuchań Agca utrzymywał stale: "Działałem z całą świadomością. Nie jest mi potrzebne ani badanie psychiatryczne, ani obrońca z wyboru". Z tego powodu w czasie procesu będzie mu pomagał obrońca z urzędu, Pietro D'Ovidio, "książę" rzymskiej palestry.
Sądowi przewodniczy Severino Santiapichi, członkiem składu orzekającego jest sędzia Nino Abbate, a oskarżycielem publicznym Nicol? Amato - trzej bardzo doświadczeni prawnicy. Wszyscy uczestniczyli w najsłynniejszych procesach stolicy, pierwsi dwaj jako członkowie składu orzekającego, trzeci jako prokurator, a w roku 1982 spotkają się także w pierwszym procesie w sprawie Aldo Moro.
Salę sądową zapełnia kilkuset specjalnych wysłanników gazet z całego świata. A na ławie oskarżonych zasiada samotnie Agca, oskarżony o usiłowanie zabójstwa papieża (oraz Anne Ordre i Rose Hall, dwójka amerykańskich turystek zranionych podczas zamachu), a także o posiadanie i nielegalne noszenie broni palnej oraz o inne drobniejsze przestępstwa.
Hipotezy, że 13 maja, w dniu oddania strzałów do papieża, Agca nie działał samotnie, nie poparły żadne wyniki śledztwa. Jego domniemany wspólnik, mężczyzna sfotografowany od tyłu podczas ucieczki z placu św. Piotra - któremu sporządzono także portret pamięciowy i który jedynie stopniowo będzie zajmował miejsce w doniesieniach prasowych jako drugi zamachowiec obecny na placu - nie został wytropiony ani nawet zidentyfikowany. Skądinąd, istnienie drugiego zamachowca doprowadziłoby do odrzucenia poglądu, który w tym momencie zdaje się być tezą oficjalną: że był to czyn szaleńca. Tę wygodną hipotezę potwierdza sam Agca. Po cóż więc wychodzić poza nią w poszukiwaniu jego pomocników i wspólników?
CZYN ZAPALEŃCA
Podczas pierwszego z trzech posiedzeń sądu oskarżony Mehmet Ali Agca, wezwany przez przewodniczącego składu orzekającego Severina Santiapichi do zajęcia miejsca przy pulpicie dla świadków, około kwadransa mówi po turecku, zatrzymując się po każdym zdaniu, aby umożliwić tłumaczowi jego przełożenie. Nie odpowiada jednak na pytania sędziów i ogranicza się do odmówienia włoskiemu wymiarowi sprawiedliwości prawa do sądzenia go za czyn popełniony w innym państwie. Agca ujawnia też, że był poddawany torturom w więzieniu Rebibbia, grożąc, że na znak protestu rozpocznie głodówkę.
Przewodniczącemu składu orzekającego pozostaje tylko polecenie odczytania zeznań Agcy, jakie złożył on podczas przesłuchań w śledztwie. W protokołach zamachowiec twierdzi, że jego czyn nie miał żadnej motywacji politycznej, wyklucza też, że mógłby być faszystą, komunistą lub religijnym fanatykiem, określa się natomiast mianem "międzynarodowego terrorysty" zdecydowanego pomóc swoim towarzyszom należącym do wszelkich ras, bez różnicy, czy są "czerwoni", czy "czarni".
Nie miał we Włoszech kontaktów ani znajomości, a zresztą - podkreśla z naciskiem - uprawianie terroryzmu jest w tym kraju rzeczą bardzo łatwą, jak tego dowodzi fakt, iż kilkakrotnie bez żadnych trudności przybywał do Włoch i je opuszczał. Sam podjął decyzję, żeby dokonać zamachu na papieża, nikt nie popychał go do tego czynu. Mimo wszystko nie miał zamiaru go zabić. Zapewnia: "Gdybym tego chciał, mógłbym to zrobić z najwyższą łatwością, wystrzeliwując wszystkie pociski, jakie miałem do dyspozycji".
Następnie Agca opisuje z drobiazgową precyzją różne zmiany miejsca swego pobytu na Bliskim Wschodzie, w Europie i w północnej Afryce, po ucieczce z więzienia w Stambule. Doszło do niej w czerwcu 1979 roku, pięć miesięcy po zatrzymaniu go z powodu mordu na Ipekcim, dokonanym 1 lutego tego samego roku.
Po przesłuchaniu około piętnastu świadków, w większej części osób obecnych na placu św. Piotra tamtego popołudnia 13 maja, odebrano zeznania agentów i funkcjonariuszy policji oraz właściciela i kilku pracowników Pensjone Isa, hotelu przy via Cicerone, w którym Agca zatrzymał się na dwa dni przed zamachem.
Szczególną uwagę sąd poświęcił zeznaniu pierwszego świadka, siostry Lucii, zakonnicy z religijnego instytutu w Grottaferrata, która widziała, jak stojący przed nią Agca unosi nad głowę pistolet, aby oddać z niego dwa strzały, jeden po drugim. Siostra Lucia pobiegła za terrorystą, gdy ten rzucił się do ucieczki w kierunku otaczającej plac kolumnady: "Dogoniłam go w chwili, gdy jakiś inny pan [Domenico Straniero, przyp. aut.] chwycił go za ramię, i również próbowałam go unieruchomić. Zaczął się wyrywać i wtedy krzyknęłam do niego: 'Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego to zrobiłeś?' Ale on powtarzał w kółko: 'Nie ja, nie ja'". Siostra kategorycznie wyklucza, jakoby widziała w pobliżu terrorysty inną uzbrojoną osobę.
Przesłuchany został także Martino Siciliani, proboszcz z Perugii, który przyprowadził na plac św. Piotra grupę około stu dzieci. Ksiądz ten zapamiętał, że około pół godziny przed zamachem jakiś młodzieniec o rysach twarzy bardzo przypominających fizjonomię Agcy prosił go po angielsku o wskazanie kierunku, z którego miał nadjechać papież.
O obecności w Rzymie Mehmeta Ali Agcy w dniach bezpośrednio poprzedzających zamach mówią natomiast pracownicy pensjonatu Isa. Jego właściciel, Maurizio Paganelli, potwierdza, że mężczyzna ten przybył do hotelu rankiem 11 maja, przedstawiając się jako Faruk Ozgun, i że poprzednio nocował tu 19 i 30 stycznia. Według tego świadka terrorysta w czasie swego pobytu nie dzwonił do nikogo oraz miał ze sobą tylko skórzaną teczkę i dwie małe walizki. Uzupełnia jednak swoje zeznanie o ważny szczegół: rezerwacja pokoju została dokonana telefonicznie 10 maja, na dzień przed przybyciem Agcy, przez osobę, która mówiła poprawnie po włosku. Inne szczegóły dotyczące pobytu Agcy w pensjonacie podali jego nocny portier, Cesare de Cesare, oraz kobieta zatrudniona przy sprzątaniu trzeciego piętra, Mara Crespina, i siostra właściciela pensjonatu, Adriana Paganelli. Wszyscy oni potwierdzili, że terrorysta wychodził rankiem i wracał do swego pokoju w porze kolacji, i że wypowiedział zaledwie kilka słów, wysławiając się z trudem po angielsku albo bardzo niepoprawnie po włosku.
W dniu 21 lipca 1981 roku, w trakcie drugiego posiedzenia sądu, Agcy nie było na sali sądowej. Oskarżony powiadomił sąd przysięgłych z celi więzienia Rebibbia, że nie chce uczestniczyć w rozprawie na znak protestu przeciwko sposobowi, w jaki traktowany jest w więzieniu, a także dlatego, że nie uznaje włoskiego wymiaru sprawiedliwości. W swej mowie oskarżycielskiej prokurator Nicol? Amato kładzie nacisk na fanatyzm oskarżonego i cechującą go żądzę wywierania przemocy, wykluczając hipotezę o międzynarodowym spisku. Według Amato hipoteza ta byłaby "owocem nieświadomego pragnienia kogoś, kto, przywykłszy już do rozlewu krwi, wyobraża sobie bezustannie, że za najbardziej haniebną zbrodnią musi stać coś jeszcze bardziej przerażającego".
Przyjmując za pewnik, że zranienie Jana Pawła II było jedynie skutkiem czynu zapaleńca, Amato ogranicza się do przeanalizowania czysto psychologicznych motywów, które mogły popchnąć Agcę do dokonania zamachu. Zdaniem oskarżyciela publicznego, swoim czynem:
Agca chciał odegrać rolę ważnej osoby, która przejdzie do historii, negatywnego bohatera, czerpiącego swą ponurą chwałę z wielkości ofiary. Agca zdaje się być człowiekiem spokojnym, chłodnym, obojętnym i panującym nad sobą, który po popełnieniu krwawego czynu był przekonany, że papież zginął lub że będzie musiał umrzeć, i także teraz, stojąc przed swoimi sędziami, nie ukrywa swojej prawdziwej natury.
"Historia potwierdzi - wyjaśnia Imposimato - że ta mowa oskarżycielska miała w sobie mało realizmu. Agca nie był sam, nie był egzaltowanym szaleńcem, ale działał pod wpływem precyzyjnego impulsu politycznego. Ale toczący się proces odznacza się pośpiechem i minimalizowaniem wagi szczegółów, być może z powodu dezinformacji organizowanej przez kogoś, kto obawia się prawdy o spisku."
Prokurator Amato kończy swą mowę oskarżycielską żądaniem dla Agcy kary dożywotniego pozbawienia wolności. Zostanie ono zaspokojone dzień później, 22 lipca 1981 roku.
W dniu 24 września 1981 roku, także w tym przypadku w rekordowym tempie, dociera uzasadnienie wyroku skazującego na dożywocie Agcę, który tymczasem postanowił nie składać apelacji, dzięki czemu sentencja wyroku uprawomocnia się w niezmienionej postaci.
W odróżnieniu od oskarżyciela publicznego Nicol? Amato nie wydaje się, aby przewodniczący składu orzekającego Severino Santiapichi oraz sędzia Nino Abbate wierzyli w tezę o "samotnym wilku": Agcę można by potraktować raczej jako "widoczny element spisku, którego zarysy są niestety nieokreślone, ale który jest raczej rozgałęziony i groźny, uknuty przez tajne siły stawiające sobie prostackie, szczególne cele, których nawet władze Turcji nie są w stanie wyjaśnić w zrozumiały sposób".
I właśnie z tego powodu wyrok kończy się wezwaniem skierowanym do śledczych, aby kontynuowali dochodzenie w celu odsłonięcia "wszelkich spisków, jakie jeszcze pozostają w cieniu, kryjąc się za czynem Agcy".
ULTRAPRAWICOWY "CYNGIEL", ABY SKIEROWAĆ ŚLEDZTWO NA FAŁSZYWY TROP
Natychmiast po ogłoszeniu wyroku zostają podjęte na nowo czynności śledcze w celu wyjaśnienia i pogłębienia wątków spisku, które Agca na razie ukrywa. Nowe śledztwo zostaje powierzone najpierw zastępcy prokuratora generalnego Nicol? Amato, temu samemu, który był oskarżycielem publicznym w procesie przeciwko Turkowi. Niemal natychmiast zastąpił go Antonio Albano, natomiast czynności śledcze zostają powierzone innemu sędziemu, którym jest Ilario Martella.
Pierwszy problem polega na ustaleniu pełnego kontekstu wydarzeń związanych z zamachem na papieża, przede wszystkim w odniesieniu do postaci jego wykonawcy. W latach zaburzeń i aktów przemocy, które poprzedzają wojskowy zamach stanu generała Ahmeta Kenana Evrena w Turcji (wrzesień 1980), Ali Agca działał w skrajnie prawicowych organizacjach mających historyczne związki z turecką mafią i innymi ekstremistycznymi ruchami o charakterze ultranacjonalistycznym. Na dwa lata przed zamachem stanu został członkiem grup partyzanckich. Uczestniczył w kursie szkoleniowym w Bejrucie, a w roku 1978 zaczął się wiązać ze skrajnie prawicową organizacją Szare Wilki3, mimo iż nie podzielał ani jej nacjonalistycznej ideologii, ani metod politycznego działania. Nie ulega wątpliwości, że poczuł się radykalnym ekstremistą, który nie uczestniczy w sporach, ale pozostaje w stałej opozycji do władzy, nie rozróżniając lewicy od prawicy. Dla niego ważne jest, żeby się przeciwstawiać. Świadczy o tym fakt, że po opuszczeniu rodzinnego miasta Malatya mieszka w Stambule razem z dwoma innymi ekstremistycznymi działaczami - Oralem Celikiem i Yalcinem Ozbeyem. Pierwszy z nich jest zdecydowanym eksponentem skrajnej prawicy, podczas gdy Ozbey nie ukrywa swej przynależności do lewicowej organizacji terrorystycznej.
1 lutego 1979 roku Agca popełnia swe pierwsze morderstwo w imieniu tej samej polityczno-mafijnej organizacji, która miała go zatrudnić przeciwko papieżowi: zabija Abdi Ipekciego, dyrektora "Milliyet", tureckiego dziennika zajmującego wyraźnie prozachodnie stanowisko, popierającego wejście Turcji do sojuszu północnoatlantyckiego, zdecydowanego wroga tureckiej mafii i związków tej potężnej organizacji z polityką, które są symbolem Turcji archaicznej, przeciwstawiającej się unowocześnieniu tego kraju.
"Ale Agca - kontynuuje swą opowieść Imposimato - nie był jedynym uczestnikiem zamachu na Ipekciego. Wraz z nim, opowie sędziemu Martelli sam Agca w maju 1982 roku, działali jego stali przyjaciele, Oral Celik, również pochodzący z miasta Malatya, oraz Yalcin Ozbey, a także Mehmet Sener, student o przekonaniach lewicowo-rewolucyjnych, który zdobywa broń, i Yavuz Ceylan, inny członek rewolucyjnej lewicy tureckiej. Sener przekazuje im przeznaczoną do akcji broń w domu studenta w Stambule. Podczas gdy Agca, Celik i Ozbey mają za zadanie przygotować zasadzkę na Ipekciego, Ceylan będzie stał na czatach. Do dziennikarza strzela Agca. I go zabija".
Agca spędza w bezpiecznym miejscu kilka miesięcy po zamachu na Ipekciego, dopóki turecka policja nie zatrzyma go 25 czerwca 1979 roku w kawiarni w Stambule, gdzie gra on w karty. Poddany uciążliwym przesłuchaniom milczy i bierze na siebie jedyną i wyłączną odpowiedzialność za zabójstwo. Okazuje się twardzielem, który nie zdradza swoich towarzyszy: jest gotów samotnie przyjąć nieuchronny wyrok śmierci. W czasie przebywania w najlepiej strzeżonym więzieniu Kartal w Stambule Agca zostaje skierowany do zakładu medycyny sądowej w celu poddania się badaniom diagnostycznym, gdzie na własną prośbę otrzymuje zgodę na przebywanie razem z Atillą Serpilem, groźnym terrorystą, działaczem lewicowo-rewolucyjnej organizacji Tikko.
Imposimato opowiada: "Osadzeni i strażnicy więzienni traktują go z szacunkiem. Agca uważany jest za bohatera, ponieważ milczał i wziął na siebie całą odpowiedzialność za zbrodniczy zamach. Jak się wydaje, wszyscy wiedzą, że jego pobyt w Kartal będzie trwał krótko. W istocie, jak sądzę, ktoś zauważył już tego chłodnego i bezkompromisowego killera. Turecka organizacja mafijna, historycznie powiązana w swych interesach z tajnymi służbami tureckimi, a także bułgarskimi, przygotowuje jego uwolnienie. Obietnica złożona Agcy przed zamachem zostanie dotrzymana. Agca jest osobą zbyt cenną, aby pozwolić na to, by gnił w więzieniu. Przede wszystkim ten Turek - który, jak widzieliśmy, wywodzi się pod względem politycznym ze skrajnej prawicy - może być właściwym człowiekiem, który z góry oddali od siebie podejrzenia o 'czerwone motywy' jakiejkolwiek akcji terrorystycznej, której będzie patronował europejski blok wschodni, kierując ewentualnie uwagę na motywy islamskie. A nie może być lepszej okazji, żeby zacząć wystawiać go 'na szerszy widok', niż wizyta papieża w Turcji zaplanowana na 27 i 28 listopada 1979 roku. Rozumowanie tajnych służb krajów komunistycznych, na czele z KGB, polega na tym, że od początku należy podsuwać trop islamski i faszystowski".
"ZABIJĘ PAPIEŻA KRZYŻOWCA"
23 listopada 1979 roku - do przybycia do Turcji Jana Pawła II brakuje zaledwie czterech dni - Agca ucieka z więzienia Kartal. Nie chodzi tu o "ucieczkę o północy", jak w filmie pod takim tytułem. Przypomina ona bardziej spacerek niż brawurowe wydostanie się poza więzienne mury, jakiego można by się spodziewać. Strażnicy zostali przekupieni i niemal przeprowadzają go przez główną bramę więzienia. Po odzyskaniu wolności pomocy i gościny udzielił mu Abdullah Catli, jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci wśród tureckich Szarych Wilków. Dwa dni po ucieczce Agca przesyła do dziennika "Milliyet" własnoręcznie napisany list, grożąc zamachem na "papieża krzyżowca".
"List, wydrukowany na pierwszej stronicy 'Milliyet' - wyjaśnia Imposimato - zawiera ostrą analizę polityczną i posługuje się terminologią zbyt wyrafinowaną, aby mógł zostać opracowany przez kogoś z najbliższego otoczenia Agcy. Na podstawie zdobytej później wiedzy możemy snuć przypuszczenia, że chodziło tu o coś w rodzaju sprytnej inscenizacji, mającej na celu przygotowanie prawdziwego zamachu na papieża, do którego nie dojdzie jednak pod koniec roku 1979 w Turcji, ale półtora roku później we Włoszech. Celem listu jest oddalenie przyszłych podejrzeń od Związku Radzieckiego i szerzej, od krajów bloku wschodniego". Oto kilka jego fragmentów:
Zachodni imperialiści, obawiający się, że Turcja wraz z bratnimi krajami islamskimi stanie się potęgą polityczno-wojskową i gospodarczą na Bliskim Wschodzie, wysyłają do Turcji wodza wypraw krzyżowych Jana Pawła II, przebranego za religijnego przywódcę. Jeśli ta wizyta, pozbawiona sensu zarówno z uwagi na moment, jak i znaczenie, nie zostanie odwołana, bez wątpienia zabiję papieża-przywódcę. Jest to jedyny powód mojej ucieczki z więzienia.
"Skądinąd - dodaje Imposimato - to kierowanie na fałszywy trop jest tak precyzyjne, że również dziennik 'Milliyet' pisze o inspirowanym przez islam spisku nazistowsko-faszystowskim przeciwko papieżowi. Te tak zręcznie skonstruowane poszlaki prowadzą jednoznacznie w kierunku przeciwnym niż jakikolwiek "czerwony trop". Jest rzeczą niewątpliwą, że list Agcy uruchomi mechanizm, który doprowadzi Turka do oddania strzałów na placu św. Piotra. W istocie, natychmiast po wydrukowaniu listu Agcy, szef Szarych Wilków w Niemczech, Musa Serdar Celebi, spotyka się we Frankfurcie z Bekirem Çelenkiem, szefem mafii powiązanym z tajnymi służbami bułgarskimi. Çelenk mówi Celebiemu, że za zabicie papieża rząd bułgarski gotów jest zapłacić organizacji Szarych Wilków trzy miliony marek niemieckich, równowartość około trzech miliardów dawnych lirów włoskich. Oraz udostępnić kryjówkę w Warnie dla ludzi poszukiwanych przez turecki wymiar sprawiedliwości. Nieodzownym warunkiem przekazania tej sumy jest to, aby odpowiedzialność za czyn spadła wyłącznie na Ali Agcę. Dokładnie te słowa Celebi przekaże Agcy. Ze swej strony, Celebi zainteresowany jest wynagrodzeniem swojej organizacji. I zadowolony, że może znaleźć w Bułgarii azyl dla tureckich uciekinierów politycznych".
KRĘTE ŚCIEŻKI AGCY PRZED ZAMACHEM
Z pewnością prowadzącym śledztwo niełatwo było odtworzyć w możliwie najbardziej szczegółowy sposób niewiarygodnie krętą drogę, jaką Agca przebył przed zamachem na placu św. Piotra w Rzymie. Wiele okoliczności wymienionych przez Turka w jego zeznaniach z roku 1982 przed sędzią Martella znajduje potwierdzenie w rejestrach hoteli Europy, Azji i Afryki, w których figuruje on pod fałszywymi nazwiskami, takimi jak Joginder Singh i Faruk Ozgun, podczas gdy czasami tego rodzaju weryfikacja nie była możliwa. Brakuje potwierdzenia niektórych zeznań. W niektórych fragmentach jest rzeczą oczywistą, że Agca przypisuje sobie niemożliwe wyczyny. Tak więc jeszcze dziś, jeśli dobrze przyjrzeć się sprawie, w tej bardzo skomplikowanej mozaice przeskoków między Azją, Europą i Afryką, obok dokładnych, udokumentowanych potwierdzeń brakuje też kilku fragmentów układanki. A z pewnością - zwłaszcza jeśli chodzi o powody niektórych zmian miejsca pobytu - są stwierdzenia przesadne.
Po wydostaniu się z więzienia Agca pozostaje przez pewien czas w Turcji, potem przenosi się do Iranu, gdzie - według jego zeznań - miał się włączyć do odrzuconych później rosyjskich planów zamordowania Chomeiniego. Jego przemieszczeniami stale kieruje dwóch działaczy skrajnej prawicy, Celik i Catli, z pomocą tureckiego mafiosa Abuzera Ugurlu, który zapewnia im kontakty i fałszywe paszporty.
W maju 1980 roku Agca jest znowu w Turcji i wraz z Ugurlu planuje nowy potajemny wyjazd za granicę, tym razem do Bułgarii. W istocie bowiem Agca nie może pozostać w swoim kraju: nie tylko wisi nad nim wyrok śmierci, ale jego nazwisko figuruje na liście trzydziestu terrorystów, na widok których turecki rząd każe otwierać ogień bez ostrzeżenia.
W dniu 1 lipca 1980 roku Agca opuszcza Stambuł, żeby udać się w kierunku Sofii autem prowadzonym przez nieodłącznego Celika, który towarzyszy mu aż do granicy z Bułgarią. Przed wyjazdem Ugurlu zapewnił Agcę, że jego dobry przyjaciel Mustafa Eof, Bułgar pochodzenia tureckiego, pomoże mu urządzić sobie spokojny pobyt w Sofii, bez niepokojenia żadnymi kontrolami. Jednocześnie gwarantuje mu, że tajne służby bułgarskie będą miały na niego życzliwe oko. W każdym razie, w razie jakiejkolwiek potrzeby będzie mógł zwrócić się do dwóch krajanów - szefa mafii Bekira Çelenka i Omera Mersana, tureckiego kupca zamieszkałego w Monachium. Podczas gdy Mersan jest już w Sofii, poinformowany o jego przyjeździe, Çelenk ma przyjechać kilka dni później.
Dziś jeszcze niewytłumaczalne wydaje się to, w jaki sposób polityczny ekstremista, który niedawno uciekł z więzienia i jest w swoim kraju skazany na śmierć - a więc musiał znaleźć się w "czarnej księdze" Interpolu i policji różnych krajów - mógł przekraczać, także wielokrotnie, dziesiątki granic, nie zwróciwszy na siebie nawet uwagi. Niewątpliwie Agca był bardzo dobrze chronionym killerem.
DŁUGI POBYT W SOFII
Terrorysta przybywa do Sofii 2 lipca 1980 roku. Pozostanie tu do 30 sierpnia. "Agca był oczarowany Sofią - opowiada Imposimato - miastem pełnym róż. Publiczne ogrody są tu dobrze utrzymane, mają oczka wodne otoczone drzewami. Ludzie są otwarci, uczynni i uprzejmi. Ale za pozorami pogodnego miasta kryje się potworny reżim. Uciemiężona ludność znajduje się pod władzą żelaznej dyktatury kierowanej przez Todora Żiwkowa".
Do 15 lipca Agca mieszka w hotelu Witosza (Hotel Central Park - przyp. tłum.), gdzie zajmuje pokój 911. "W sofijskim hotelu Witosza - ciągnie Imposimato - mieszkają też terroryści, których ściśle kontrolują tajne służby bułgarskie, w szczególności Darzhavna Sigurnost (DS). Znanym bywalcem hotelu jest Syryjczyk Hammoud Karim, który wejdzie następnie w intensywne relacje z Agcą. Pokoje w Witoszy pozostają pod nadzorem, a telefony są na stałym podsłuchu. Agca nawiązuje stąd kontakt z Celikiem, który dołączy do niego później w Sofii, oraz z Ali Batmanem, wiceprezesem stowarzyszenia tureckich idealistów, jednym z szefów Szarych Wilków w Niemczech".
"Musimy zadać sobie następujące pytanie: co Ali Agca robi przez cały ten czas w Bułgarii? Dziś wiemy już wiele o kontaktach, jakie Agca nawiązuje w Sofii. Wiemy też, że właśnie w tym okresie w Sofii planowane są z błogosławieństwem KGB różne zamachy na północnoafrykańskich przywódców, takich jak Burgiba, prezydent Republiki Tunezyjskiej, lub na europejskich, na przykład na premiera Malty Dom Mintoffa. Wszystkie te projekty zostają z różnych powodów odłożone, pokazują jednak, że w tym historycznym okresie Sofia jest prawdziwym terrorystycznym centrum radzieckiego państwa, które korzysta ze współpracy z mafią turecką. Układ tureckich mafiosów z władzami Bułgarii przewiduje korzystanie z terytorium tego państwa do przemytu broni, narkotyków i papierosów, oraz do wszelkich innych rodzajów nielegalnego handlu między Zachodem i Bliskim Wschodem. W zamian mafia przekazuje Bułgarom część swoich dochodów. I zobowiązuje się przeprowadzać zamachy w Europie i na Bliskim Wschodzie, wykorzystując siatkę Szarych Wilków, którzy mają swoje bazy nie tylko w Turcji, ale także w większych miastach europejskich. Bułgaria jest głównym narzędziem w planach destabilizacji przygotowanych przez Związek Radziecki".
I faktycznie, to właśnie w Sofii Agca poznaje - jak widzieliśmy - liczącego się terrorystę syryjskiej lewicy, Hammouda Karima, który ma w Bułgarii wielkie wpływy. Jest on związany z grupą Abu Nidala i przewiduje dla Agcy zamachy, które jednak, także w tym przypadku, nie zostaną dokonane. Aby wzmocnić swoje relacje z Turkiem, Karim przekazuje mu trzy tysiące dolarów i fałszywy paszport na nazwisko Hussein Kahf.
Jednak głównym "referentem" Agcy w Sofii pozostaje mafijny szef Bekir Çelenk, który zapewnia mu pieniądze i dodatkowe kontakty z bułgarską bezpieką. Çelenk jest osobą wpływową - to on umożliwił Agcy ucieczkę z więzienia Kartal i to on poznaje go z Todorem Ajwazowem, funkcjonariuszem ambasady bułgarskiej w Rzymie, akredytowanym w charakterze eksperta od międzynarodowego terroryzmu, który przedstawia mu się pod fałszywym nazwiskiem "Sotir Kolev".
Przebywając w Bułgarii, Agca udaje się na szkolenie do Burgas, miejscowości położonej nad Morzem Czarnym. Po prawie dwóch miesiącach wypełnionych spotkaniami, uzgodnieniami i kursami obejmującymi ćwiczenia i programy logistyczne, nadchodzi dla Agcy pora na wyjazd do Europy Zachodniej - celem ostatecznym jest Rzym. Przedtem jednak, 30 sierpnia, Agca wraca do Turcji. Na granicy spotyka się z Celikiem i Catlim. Ten drugi wręcza mu fałszywy paszport na nazwisko Faruk Ozgun. Dokument otrzymuje pieczęć z datą przekroczenia granicy 30 sierpnia 1980 roku, tak jakby był to dzień jego wjazdu do Bułgarii, oraz datą 31 sierpnia 1980 roku, potwierdzającą wyjazd do Jugosławii. Te dwie pieczątki mają świadczyć, że istotnie, Agca przebywał w Bułgarii, ale był tam tylko tranzytem w drodze z Turcji do Jugosławii, bez zatrzymywania się w Sofii czy w innych miastach. Bułgarzy wiedzą, że tak wydłużony pobyt Agcy w Sofii byłby dowodem przeciwko nim.
Z BELGRADU DO RZYMU
Rankiem 31 sierpnia 1980 roku Agca, zaopatrzony w nowy paszport (stary zostaje zniszczony), podejmuje wędrówkę po Europie. Pierwszym jej etapem jest Belgrad, gdzie dociera pociągiem, aby natychmiast wyruszyć w kierunku Niemiec. Kręty szlak prowadzi go najpierw do Berlina Wschodniego, potem na zachód do Bad Wurzach, Stuttgartu, Frankfurtu n/Menem i Peine w Dolnej Saksonii. Dziennik "La Repubblica" pisze:
Sygnalizowany jako osoba stanowiąca zagrożenie, która podróżuje z zamiarem zabicia papieża. Tajne służby niemieckie nie odnajdują go, podaje rzecznik Bonn. A "Die Welt" komentuje: przypadek ten rzuca światło na poważne luki we współpracy tajnych służb zachodnioniemieckich.4
Z Niemiec Agca leci do Paryża, gdzie pozostaje tylko przez kilka dni, w sam raz, aby spotkać się ze skrajnie prawicowym intelektualistą tureckim Atillą Gurbuzem. 9 września przybywa do Zurychu, gdzie goszczą go przedstawiciele tureckiej mafii i stronnicy Szarych Wilków. Od 24 do 27 października 1980 roku przebywa w Lucernie, gdzie dowiaduje się, że jest poszukiwany także przez policję szwajcarską za zamordowanie Ipekciego. Ucieka więc do Włoch, do Como, skąd robi krótki wypad do Mediolanu. 26 listopada przybywa do Rzymu, żeby nawiązać kontakt z funkcjonariuszem ambasady bułgarskiej Jelio Kolewem Wasilewem. Spotyka się z nim w restauracji Picadilly na piazza Barberini. Bułgarski dyplomata prosi go o wzięcie udziału w zamachu na życie polskiego działacza związkowego Lecha Wałęsy. Ten sam Wasilew przedstawia Agcy, wymieniając jedynie nazwisko Tomow lub Iwan Tomow, inną kluczową osobę spisku przeciwko Wałęsie, Iwana Tomowa Donczewa.
Tymczasem Bułgarzy chcieliby jednak wplątać Agcę w inny morderczy projekt. Wasilew poleca Agcy udać się do Tunezji w celu zamordowania prezydenta republiki Habiba Burgiby. Turek leci do Tunezji 28 września 1980 roku, ale prędko uświadamia sobie, że sytuacja jest niebezpieczna z powodu bardzo ścisłych barier, jakie chronią tunezyjskiego prezydenta. Także ten projekt zostaje dołączony do innych, które zostaną później zaniechane.
12 grudnia 1980 roku Agca wsiada na statek Boccaccio, schodzi na ląd w Palermo i zatrzymuje się na noc 14 grudnia 1980 roku w hotelu Liguria. Interpol odnajdzie dokładne, udokumentowane ślady wszystkich tych pobytów.
Po powrocie do Rzymu Agca spotyka się z Ajwazowem i składa mu pełny raport z nieudanej misji w Tunezji. Następnie Ajwazow przedstawia Agcy Bułgara pod rzekomym nazwiskiem "Bayramic", pod którym kryje się Siergiej Iwanow Antonow, szef rzymskiego biura bułgarskich linii lotniczych Balkan Air. Ajwazow wielokrotnie gości Agcę w swoim rzymskim mieszkaniu przy via Galiani 16, gdzie Turek spotyka znowu Antonowa i Donczewa. To w tym lokalu omawiane są zamachy na Wałęsę i na papieża.
W następnych miesiącach Agca przemieszcza się między Rzymem, Mediolanem, Wiedniem i różnymi miastami szwajcarskimi, żeby uściślić ze swymi przyjaciółmi szczegóły zamachu. 9 maja w Mediolanie otrzymuje w depozyt pistolet, z którego odda strzały do papieża.
PISTOLET AGCY
Według tego, co w rok po zamachu Turek miał powiedzieć sędziemu Martelli, jego pistolet należał do zapasu czterech sztuk broni krótkiej zakupionej w Wiedniu przez Orala Celika. Były to cztery pistolety Browning produkcji belgijskiej kalibru 9 mm z magazynkiem na czternaście pocisków, zakupione za kwotę 60 000 szylingów austriackich.5
Imposimato opowiada: "Z przesłuchania Abdullaha Catli w paryskim więzieniu Santé we wrześniu 1985 roku dowiedziałem się wiele o przemieszczaniu się pistoletu, a z całym prawdopodobieństwem także innego, który miał się ostatecznie znaleźć w rękach Orala Celika. Catli powiedział, że zakupił je na przełomie lutego i marca 1981 roku za 8000 franków szwajcarskich przesłanych mu przez Agcę. Również Catli oddał je na przechowanie na krótki czas Cihatowi Turkoglu, tureckiemu krawcowi, który pracował w Wiedniu i był szefem Szarych Wilków w Austrii. Przy przekazywaniu broni Turkoglu jest obecny także Agca, dzięki czemu krawiec zapamiętuje jego fizjonomię".
"Następnie Agca jedzie do Zurychu, zabierając ze sobą jeden z browningów powierzonych krawcowi Turkoglu, ten, którego użyje do zamachu. W pierwszych dniach kwietnia udaje się do Dulliken, do domu Omera Bagci, znanego mu jako 'Guler'. I właśnie jemu powierza na przechowanie pakunek zawierający pistolet. Bagci będzie utrzymywał z początku - ale nie jest to wiarygodne z racji medialnej popularności Turka z Malatyi po zabiciu Ipekciego - że nie znał prawdziwej tożsamości Agcy. Ze Szwajcarii Agca wraca do Włoch. Wieczorem 9 maja Bagci zwróci Agcy broń w Mediolanie".
Tak więc, jak widzieliśmy, jeśli to Bagci jest ostatnim człowiekiem, przez którego ręce przeszedł użyty w zamachu pistolet, zanim znalazł się w rękach Agcy, to tym, który go zakupił, jest inny Turek, Abdullah Catli. Zeznaje on przed prokuratorem francuskim w paryskim więzieniu Santé, w ramach międzynarodowego śledztwa:
Chronologia wydarzeń wygląda następująco. Najpierw było przesłanie przez Agcę pieniędzy do Wiednia. Potem ja zakupiłem broń, a następnie do Wiednia przyjechał Agca. Chodzi właśnie o egzemplarze broni, które powierzyłem Turkoglu [...]. Możliwe, że to ja poszedłem do Turkoglu, żeby poprosić go o przechowanie zakupionych przeze mnie sztuk broni, które potem zostały przekazane Agcy i Celikowi.
W zasadzie, na placu św. Piotra Agca będzie strzelał z browninga zakupionego przez Catliego. Tymczasem (jak o tym zapewni Agca w trakcie procesu poświęconego "ścieżce bułgarskiej") Celik, który także otrzymał jeden z czterech egzemplarzy, nie zawiózł go do Włoch. Jemu Ajwazow miał przekazać pistolet typu Walter.
25 kwietnia 1981 roku, na dwa tygodnie przed zamachem, Agca udaje się do Palma di Maiorca samolotem, który wystartował z lotniska Malpensa. Była to nader tajemnicza podróż, usprawiedliwiona być może tym, iż konieczne było, aby nie pozostawić we Włoszech śladów ostatnich przygotowawczych rozmów telefonicznych. Celebi daje mu wolną drogę, zapewniając, że wszystko zostało już zrobione: Çelenk wpłacił uzgodnioną kwotę, z której skorzystają zarówno Agca, jak i Celik, ale także Catli i Sener. Çelenk przyrzeka też Celebiemu dostawę broni dla Szarych Wilków w Niemczech. Z Palma di Maiorca Agca telefonuje też do Bułgarii i dowiaduje się od Karima, który przebywa w Sofii, że Ajwazow wrócił do Rzymu. Karim informuje go, że po zamachu znajdzie schronienie w którejś ambasadzie, bułgarskiej, kubańskiej albo syryjskiej.
9 maja 1981 roku, gdy brakuje już tylko czterech dni do zamachu na papieża, Agca leci z Palma di Maiorca do Mediolanu, gdzie spotyka się znowu z Omerem Bagcim. Otrzymawszy poprzedniego wieczoru telefon od Agcy, Bagci wyruszył z Dulliken samochodem razem z Ozdemirem Vahdettinem. Tu przekazuje Agcy pistolet Browning. Zaraz potem obaj wracają do Szwajcarii.
OSTATNIE PRZYGOTOWANIA
Trzy poprzedzające zamach dni spiskowcy poświęcają na ostatnie przygotowania. Agca, mając już przy sobie broń, wraca do Rzymu. Czeka go także przeprowadzenie wizji lokalnej na placu św. Piotra i wzdłuż trasy ucieczki, którą będzie musiał pokonać po zamachu. Oral Celik, którego Agca określa mianem "braterskiego przyjaciela", przyjeżdża do Rzymu 8 maja i zatrzymuje się u Antonowa, w jego mieszkaniu przy via Pola. Zgodnie z umowami zawartymi w Sofii, w wykonaniu zaplanowanej akcji musi wziąć udział zarówno Agca, jak i Celik. Będzie też pewien "cyngiel" w fazie osłaniania odwrotu. Agca i Celik mają oddać strzały do papieża. Gdy Agca odda co najmniej pięć strzałów, żeby zabić papieża, Celik ma też rzucić zastraszające bomby hukowe.
Jak to zostało ustalone, rankiem 10 maja Agca i Celik spotykają się na piazza Indipendenza i stamtąd udają do pobliskiego hotelu YMCA, do którego tymczasem przybył także Ajwazow. W pokoju, który zarezerwował on dla Agcy, badają we trójkę kilka przyniesionych przez Ajwazowa zdjęć. Przedstawiają one papieża w odkrytym aucie podczas objazdu placu Berniniego, a także w trakcie przemawiania z balkonu. Na innym zdjęciu papież wyjeżdża z Watykanu autem marki Mercedes. Około godziny 16 tego samego 10 maja wszyscy trzej są jeszcze w komplecie i udają się na plac św. Piotra na pierwszą wizję lokalną. Wieczorem tego dnia spotykają się w mieszkaniu Antonowa, przy via Pola 29, gdzie zjawia się też Wasilew. Tak więc przy via Pola obecni są Agca, Ajwazow, Wasilew, Antonow i Celik. Razem analizują plan zamachu w jego najdrobniejszych szczegółach.
"Należy dobrze pamiętać - precyzuje Imposimato - że właśnie przy tej okazji Agca widzi żonę Antonowa Rossicę, oraz ich córkę Annę. Przez całe spotkanie Rossica pozostaje na zewnątrz, ale wchodzi do pokoju, w którym odbywa się zebranie, żeby podać gościom herbatę. Jest to ważny szczegół, którego Agca nie mógł wymyślić w swoich zeznaniach przed sędzią Martella. Przy tej okazji Wasilew mówi Celikowi i Agcy: "O zamachu wiedzą służby francuskie i rumuńskie. Trzeba się pospieszyć. Został przygotowany ciężarowy TIR, który jutro przyjedzie z Sofii. Ma on dyplomatyczne tablice rejestracyjne i zabierze was do Bułgarii, do Warny".
Spotkanie kończy się o północy. Ajwazow i Wasilew odwożą Agcę do hotelu samochodem Fiat 128 z dyplomatycznymi tablicami, który jest zarejestrowany na pierwszego z nich. Wczesnym rankiem 11 maja Celik spotyka się z Agcą w pobliżu dworca Termini. Razem wymieniają tysiąc franków szwajcarskich na włoskie liry w oddziale Banca Commerciale Italiana przy largo Santa Susanna. Istnieje film, który to potwierdza. "Jest to dodatkowy dowód - podkreśla Imposimato - obciążający Celika i przemawiający za wiarygodnością Agcy. Z banku obaj udają się do hotelu YMCA. Zgodnie z ustaleniami poczynionymi w mieszkaniu Antonowa, Ajwazow podjeżdża tu po nich i zawozi ich do pensjonatu Isa przy via Cicerone, odległego o kilkaset metrów od placu św. Piotra".
Wszystko dopracowane jest z absolutną precyzją. Ajwazow dzwonił już do pensjonatu Isa, żeby zarezerwować tylko na dwie doby pokój dla Agcy. Niedługo potem, około południa, Agca spotyka się znowu z Celikiem, Wasilewem i Ajwazowem w barze na piazza della Repubblica, w pobliżu biura węgierskich linii lotniczych. Tym razem jest też Antonow, który pozostaje z nimi tylko przez godzinę, po czym zostawia ich ze słowami: "Wracam do biura Balkan Air. Poniedziałek jest dniem przylotów".
11 maja 1981 roku po południu Agca wraca na plac św. Piotra na następną wizję lokalną, wciąż w towarzystwie Celika i Ajwazowa. Już na placu Ajwazow żegna się z dwoma kompanami, ponieważ musi wrócić do ambasady. Wieczorem 11 maja Celik wraca samotnie do mieszkania Antonowa. Agca woli zostać w pensjonacie Isa. Rankiem 12 maja Agca, Ajwazow, Wasilew i Celik spotykają się na piazza della Repubblica, także niedaleko biura węgierskich linii lotniczych. Cała czwórka udaje się niebieską alfą romeo 2000, wynajętą w biurze Hertz i prowadzoną przez Ajwazowa, znowu na plac św. Piotra, aby rozejrzeć się po nim po raz ostatni. Wasilew i Ajwazow udzielają dwóm Turkom dokładnych wskazówek dotyczących pozycji, jakie powinni zająć na placu, wyjaśniając im, że muszą absolutnie unikać wychodzenia poza barierki, które będą ograniczać trasę przejazdu papieskiego auta, gdyż w przeciwnym razie mogliby zablokować sobie drogę ucieczki z placu. Zdaniem Wasilewa i Ajwazowa, którzy obmyślili strategię całej operacji, Celik powinien stanąć w odległości dwudziestu metrów od Agcy, po lewej stronie placu (patrząc w kierunku bazyliki), z zadaniem odpalenia natychmiast po zamachu zastraszających bomb hukowych. Wywołają one panikę wśród zgromadzonego tłumu, ułatwiając im ucieczkę. Agca ma oddać najwyżej pięć, ale co najmniej trzy strzały, aby mieć pewność, że zabił papieża. W trakcie wizji lokalnej Wasilew wyjaśnia dwóm zamachowcom, że następnego dnia, czyli 13 maja, wrócą na plac św. Piotra tą samą alfą romeo, ale prowadzoną przez Antonowa, który dowiezie ich jednak tylko do via della Conciliazione.
"Wizja lokalna przeprowadzona 12 maja - przypomina Imposimato - trwała od godziny czternastej do piętnastej. Jest rzeczą zaskakującą, że nikt z ochrony, która działa stale na placu św. Piotra, nie zwrócił uwagi na czterech obcokrajowców, którzy wracali tu z takim uporem. Zakończywszy oględziny, cała czwórka odjeżdża tym samym autem prowadzonym przez Wasilewa. Celik i Agca wysiadają w pobliżu dworca Termini, natomiast Ajwazow i Wasilew wracają do ambasady".
Wieczorem 12 maja czterej mężczyźni, do których dołącza Antonow, spotykają się znowu na "roboczej kolacji" w restauracji położonej w okolicy via Torino.
O godzinie 13.00 w dniu 13 maja 1981 roku Agca wsiada do autobusu i spotyka się na piazza della Repubblica z Celikiem i Ajwazowem, którzy dotarli tam autem Alfa Romeo 2000 prowadzonym przez Antonowa. Zjadają razem obiad w restauracji przy via Barberini, w pobliżu biura izraelskich linii lotniczych i Banca Nazionale del Lavoro. Następnie cała czwórka udaje się samochodem w kierunku via Nomentana i parkuje niedaleko via Pola. Antonow wysiada, idzie do mieszkania i wraca po kwadransie, niosąc walizeczkę z dwoma pistoletami typu Walter, kalibru 7.65 mm. Jeden z nich przekazuje Celikowi, a drugi zatrzymuje przy sobie. W walizeczce znajdują się też dwie bomby hukowe dla Celika. Agca jest już uzbrojony w pistolet Browning kalibru 9 mm, który otrzymał cztery dni wcześniej w Mediolanie od Omera Bagciego. Auto Antonowa rusza dalej i dowozi czterech mężczyzn na via della Conciliazione, aby zatrzymać się i zaparkować na wysokości ambasady kanadyjskiej. O godzinie 15.00 spiskowcy dokonują kolejnych oględzin placu św. Piotra i wchodzą w obręb barierek. I znowu nikt nie zwraca na nich uwagi. Następnie wracają tą samą drogą i idą, żeby wypić po kawie w jednym z barów przy via della Conciliazione.
Do zamachu pozostało już tylko kilkanaście minut.
TRZY CZY CZTERY STRZAŁY?
"Sprawa dokładnej liczby strzałów z pistoletu oddanych na placu św. Piotra tego dnia - zauważa Imposimato - skazana jest na to, aby pozostać zagadką. Tuż po schwytaniu Agca zeznał, że do czternastostrzałowego magazynka swego browninga włożył dwanaście pocisków, z których wystrzelił tylko dwa. Okoliczność to została następnie potwierdzona, gdyż istotnie, w magazynku jego pistoletu brakowało dwóch pocisków. Ale moim zdaniem zostały oddane z pewnością trzy strzały. I rzeczywiście, jest wielu wiernych z placu św. Piotra, którzy zapewniają, że wyraźnie słyszeli trzy strzały. Jednak inni mówią o czterech. Po latach jeden z watykańskich urzędników zatrudnionych w Sekretariacie Stanu powie mi z przekonaniem: "Słyszałem cztery strzały".
"Także ksiądz Stanisław Dziwisz słyszał cztery strzały, ale powie o tym dopiero dwadzieścia lat później. O trzech strzałach będzie mówić jedna z kobiet, która została zraniona kilka metrów od papieskiego pojazdu. Jedna z nich porusza się, korzystając z fotelu na kółkach. Nazywa się Rose Hall, urodziła się na Jamajce i jest obywatelką Stanów Zjednoczonych. Po zranieniu upadła na ziemię i z początku zapewniała, że usłyszała wyraźnie jeszcze dwa strzały. Jednak później powie sędziemu Martelli, że nie pamięta żadnego strzału. Jej matka, która stała obok niej, usłyszała natomiast w sumie cztery strzały. Druga z kobiet - Amerykanka Anne Ordre - została trafiona w brodawkę sutkową. Pani Ordre twierdziła, że słyszała cztery strzały, ale potem poprawiła się, mówiąc, że było ich trzy. W sumie, co najmniej osiemnaście osób słyszało trzy strzały. Okolicznością komplikującą dokładne ustalenie, ile strzałów oddano tego dnia, jest to, że sądowniczym władzom włoskim nie został przekazany pocisk, który trafił papieża w brzuch. 13 maja 1982 roku, dokładnie w rok po zamachu, Jan Paweł II przekazał go w darze Matce Bożej Fatimskiej. Dziś ten pocisk jest osadzony w koronie Maryi Panny".
Pewne jest zatem, że tylko jeden pocisk dosięgnął papieża. Trafił w brzuch. Inny pocisk zranił go w prawy łokieć i w palec wskazujący lewej dłoni. Pocisk ten zostanie odnaleziony na podłodze papieskiego auta, pomiędzy miejscami zajmowanymi przez papieża i przez księdza Stanisława Dziwisza. Ewentualny trzeci pocisk - ten, który zranił dwie turystki - nie został odnaleziony. W kilka chwil po zamachu została odnaleziona broń użyta przez Agcę, z której zostały z pewnością oddane dwa strzały. Trzeci strzał był zatem oddany przez innego zamachowca. Nie można też całkowicie wykluczyć, że papież został trafiony z dwóch różnych broni.
"W rzeczywistości - wyjaśnia Imposimato - ekspertyza balistyczna i medyczno-prawna nie były zbyt użyteczne z uwagi na zawarte w nich wyraźne sprzeczności i na niezgodność z niektórymi zeznaniami. Ekspertyza komisyjna, którą podpisał Silvio Merli, profesor zwyczajny medycyny sądowej w rzymskim uniwersytecie "La Sapienza", oraz major karabinierów Roberto Cangialosi, biegły w dziedzinie balistyki, zawiera konkluzję, że tego dnia na placu św. Piotra zostały oddane tylko dwa strzały, które dosięgły zarówno papieża, jak i dwie kobiety".
Do innego wniosku doszedł natomiast sędzia śledczy Ilario Martella po zbadaniu zeznań zebranych w Stanach Zjednoczonych dzięki przesłuchaniu różnych osób obecnych owego fatalnego 13 maja 1981 roku na placu św. Piotra. Na przykład amerykański fotograf Lowell Newton oświadczył z "absolutną pewnością", że słyszał "trzy strzały z broni palnej oddane szybko jeden po drugim". Natychmiast po ich oddaniu Newton zauważył "dwa obłoczki dymu w pewnym punkcie placu św. Piotra. Oraz młodego mężczyznę, który wydostał się z tłumu z pistoletem w dłoni i szybko przebiegł obok mnie". Zrobił mu zdjęcie. Natomiast inna turystka, Margareth Griffin, słyszała aż cztery strzały.
"Moim zdaniem - dodaje Imposimato - na bardziej dokładną rekonstrukcję dynamiki zdarzenia, niż to, co wynika z ekspertyzy Cangialosiego i Merliego, pozwala taśma filmowa ze ścieżką dźwiękową ukazująca Agcę w chwili, gdy trzyma w dłoni pistolet i oddaje dwa strzały w kierunku papieża. Film pozwala usłyszeć wyraźnie dwie detonacje. Moje rozumowanie wygląda zatem następująco: według zebranych zeznań świadków (prawie żaden ze świadków nie mówi o dwóch strzałach, ale wspominają o co najmniej trzech) oraz badań medyczno-prawnych zranionych osób, z pewnością były trzy strzały. Wraz z ustaleniem, że Agca oddał tylko dwa strzały, staje się sprawą oczywistą, że trzeci strzał został oddany przez drugiego terrorystę obecnego na placu św. Piotra. Jeśli chodzi o kolejność ich oddawania, jestem skłonny uznać, że drugi terrorysta, po szybkiej wymianie porozumiewawczego spojrzenia z Agcą, stojąc po jego lewej stronie (gdy się patrzy w kierunku bazyliki św. Piotra), oddał pierwszy strzał, raniąc Rose Hall. Agca - jak to wynika z filmowego dokumentu - oddał kolejne dwa, które dosięgły papieża i Anne Ordre. Rekonstrukcja ta jest w pełni zgodna ze szczegółowym zeznaniem, jakie złożyła Theresa Choirniere, matka pani Hall, która usłyszała najpierw jeden strzał - ten, który zranił jej córkę - i zaraz potem następne dwa, w wyniku których papież osunął się na siedzenie auta. W moim przekonaniu, tylko ekspertyza balistyczna pocisku podarowanego w dniu 13 maja 1982 roku przez papieża Matce Bożej Fatimskiej mogłaby, w postaci dowodu naukowego, ostatecznie rozwiązać zagadkę, z której broni papież został ranny, stwierdzając, czy pocisk ten został wystrzelony z browninga przejętego od Agcy, czy z innego pistoletu.
UCIEKAJĄCY MĘŻCZYZNA
Tymczasem na placu św. Piotra panuje zamieszanie. Agca znalazł się w rękach policji, oblężony przez rozwścieczony tłum. Jego wspólnik zdołał dotrzeć biegiem do via della Conciliazione.
"Jest to młody, w przybliżeniu dwudziestopięcioletni mężczyzna, ma czarne włosy, szarą kurtkę i buty na gumie, jest odwrócony plecami do miejsca zamachu i unieśmiertelniony na zdjęciu zrobionym podczas ucieczki", mówi Imposimato. "Moim zdaniem, mimo iż nie zostało to dowiedzione, mężczyzna, który kieruje się w stronę ambasady kanadyjskiej z pistoletem w dłoni, to Oral Celik, poszukiwany przez turecką policję za morderstwo i napad z bronią w ręku, a także za wspólnictwo w ucieczce Agcy z więzienia Kartal po zabójstwie Ipekciego. Został on sfotografowany przez Amerykanina Lowella Newtona, który, stojąc blisko fontanny Berniniego, był obecny w strefie strzelaniny. Newton widział jego twarz, gdy biegł w jego kierunku. Poczuł pokusę sfotografowania go w chwili, gdy mężczyzna biegł obok niego, ale zabrakło mu odwagi: przeraził go pistolet w dłoni Celika. Zaczekał, aż mężczyzna będzie plecami do niego, i zrobił dwa zdjęcia. Także panie Ordre i Hall rozpoznają przed Martellą uciekającego mężczyznę jako Orala Celika, na dwóch zdjęciach zrobionych przez Newtona".
"Według mnie - dodaje Imposimato - na pytanie dotyczące tego, ilu zabójców strzelało na placu św. Piotra, jest tylko jedna odpowiedź: strzelało dwóch mężczyzn". Biegli napiszą:
Zamachowiec został zidentyfikowany na zdjęciu zrobionym na chwilę przed oddaniem strzałów, po rodzaju fryzury [...]. Analiza tego zdjęcia i następnych pokazuje, bezpośrednio na lewo od niego, innego młodego mężczyznę, którego, podobnie jak i zamachowca, nie ma wśród obecnych na kolejnych zdjęciach.6
Sąd przysięgłych napisze podczas procesu z roku 1986:
Podczas prezentacji materiału filmowego zostały dostrzeżone, na tle furgonu pocztowego, głowy dwóch osób, które przemieszczają się szybko, niemal wyprzedzając papieski pojazd, aby przesunąć się w kierunku miejsca, w którym znajdował się zamachowiec.
"Reasumując: terroryści obecni na placu św. Piotra po południu 13 maja 1981 roku - mówi Imposimato - to z pewnością Ali Agca i Oral Celik. Oprócz nich wydaje się pewna obecność Antonowa: pewien fotograf amator robi mu zdjęcie w chwili, gdy patrzy on na papieża osuwającego się pod strzałami swoich katów.7 Nie mogę wykluczyć, że wśród spiskowców obecny był także "Akif", trzeci wspólnik, o którym Agca wspomina po raz pierwszy podczas posiedzenia sądu w dniu 19 czerwca 1985 roku, a który mógłby zostać zidentyfikowany jako Sedat Sirri Kadem. Jednak oprócz zeznań Agcy brakuje w tej sprawie niezbitych dowodów".