Żałować czy nie żałować? Jak spoglądanie wstecz pomaga nam ruszyć naprzód - Daniel H. Pink

Kup ebooka

42.00 zł
33.60 zł (16,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZY­PISY

1. Szko­dliwe prze­ko­na­nie o ży­ciu bez żalu

[1] Po­wyż­sza re­la­cja po­wstała na pod­sta­wie dwóch bio­gra­fii Piaf (Ca­ro­lyn Burke, No re­grets: The life of Édith Piaf, Lon­dyn: A&C Black, 2012; Jean Noli, Édith Piaf: Trois ans pour mo­urir, Po­cket Pes­ses 1978) oraz wy­wiadu z Char­le­sem Du­mon­tem, prze­pro­wa­dzo­nego w 2003 r. (John Lich­field, Char­les Du­mont: Re­grets? Too few to men­tion, "The In­de­pen­dent", 9 paź­dzier­nika 2003).
[2] Ri­chard Hel­den­fels, TV ma­il­bag: What's the song in the Al­l­state com­mer­cial?, "Akron Be­acon Jo­ur­nal", 8 paź­dzier­nika 2020; Ben Wil­der, New Al­l­state com­mer­cial - ac­tors, lo­ca­tion, and mu­sic, "Out of the Wil­der­ness", 13 grud­nia 2020. Do­stęp: https://outo­fthe­wil­der­ness.me/2020/11/08/al­l­state/.
[3] Nor­man Vin­cent Pe­ale, No room for re­grets, "Gu­ide­po­sts", 10 grud­nia 2008; Ri­chard Wolf, Ruth Ba­der Gins­burg, in her 'own words', "USA To­day", 3 paź­dzier­nika 2016; Gwenda Blair, How Nor­man Vin­cent Pe­ale tau­ght Do­nald Trump to wor­ship him­self, "Po­li­tico Ma­ga­zine", 6 paź­dzier­nika 2015; Geo­rge Vec­sey, Nor­man Vin­cent Pe­ale, pre­acher of go­spel opti­mism, dies at 95, "New York Ti­mes", 26 grud­nia 1993; Linda Gre­en­ho­use, Ruth Ba­der Gins­burg, Su­preme Co­urt's fe­mi­nist icon, is dead at 87, "New York Ti­mes", 18 wrze­śnia 2020.
[4] Joyce Chen, An­ge­lina Jo­lie wrote fo­re­word to ex-hus­band Billy Bob Thorn­ton's new me­moir, "New York Da­ily News", 23 lu­tego 2012; Na­ta­lie Ro­bhe­med, La­verne Cox on bre­aking down bar­riers in Hol­ly­wood and bey­ond, "For­bes", 13 maja 2016; Ri­chard Fe­loni, Tony Rob­bins re­ve­als what he's le­ar­ned from fi­nan­cial po­wer play­ers like Carl Icahn and Ray Da­lio, "Bu­si­ness In­si­der", 18 li­sto­pada 2014; Paul El­liot, Slash: A de­cade of drugs was not mo­ney well spent, "Clas­sic Rock", 12 czerwca 2015. Nie mo­głem nie­stety zna­leźć źró­deł cy­ta­tów z Dy­lana i Tra­volty, są jed­nak po­wszech­nie przy­ta­czane i o ile mi wia­domo, au­to­rzy się ich nie wy­parli. (Zob. np., https://www.red­dit.com/r/qu­otes/com­ments/bdtnn5/i_don­t_be­lie­ve­_i­n_re­gret­s_re­gret­s_ju­st_ke­ep_you/.)
[5] https://ca­ta­log.loc.gov.
[6] Wal­ter Li­szew­ski, Eli­za­beth Kream, Sa­rah Hel­land, Amy Ca­vi­gli, Brid­get C. La­vin, An­drea Mu­rina, The de­mo­gra­phics and ra­tes of tat­too com­pli­ca­tions, re­gret, and unsafe tat­to­oing prac­ti­ces: A cross-sec­tio­nal study, "Der­ma­to­lo­gic Sur­gery" 41, nr 11 (2015): 1283-1289; Ivan Kur­niadi, Fa­rida Ta­bri, Asnawi Ma­djid, Anis Ira­wan An­war, Wi­dya Wi­dita, La­ser tat­too re­mo­val: Fun­da­men­tal prin­ci­ples and prac­ti­cal ap­pro­ach, "Der­ma­to­lo­gic The­rapy" (2020): e14418; Poll Har­ris, Tat­too ta­ke­over: Three in ten Ame­ri­cans have tat­toos, and most don't stop at just one, 10 lu­tego 2016. Do­stęp: https://bit.ly/35U­IndU; Le­igh, Harri, Tat­too re­mo­val re­ve­nue about to hit re­cord, "Le­high Val­ley Pu­blic Me­dia", 16 paź­dzier­nika 2018; Al­lied Mar­ket Re­se­arch Tat­too re­mo­val mar­ket size: In­du­stry fo­re­cast by 2027, paź­dzier­nik 2020. Do­stęp: https://www.al­lied­mar­ke­tre­se­arch.com/tat­too-re­mo­val-mar­ket; Ka­the­rine El­li­son, Get­ting his tat­too took less than 20 mi­nu­tes. Re­gret set in wi­thin ho­urs, "Wa­shing­ton Post", 31 maja 2020.
[7] Harry Mar­ko­witz, Port­fo­lio se­lec­tion, "Jo­ur­nal of Fi­nance" 7 (1952), s. 77-91; Harry M. Mar­ko­witz, Fo­un­da­tions of port­fo­lio the­ory, "Jo­ur­nal of Fi­nance" 46, nr 2 (1991), s. 469-477.
[8] M. J. C. For­ge­ard, M. E. P. Se­lig­man, Se­eing the glass half full: A re­view of the cau­ses and con­se­qu­en­ces of opti­mism, "Pra­ti­ques Psy­cho­lo­gi­ques" 18, nr 2 (2012), s. 107-120; He­ather N. Ra­smus­sen, Mi­chael F. Sche­ier, Joel B. Gre­en­ho­use, Opti­mism and phy­si­cal he­alth: A meta-ana­ly­tic re­view, "An­nals of Be­ha­vio­ral Me­di­cine" 37, nr 3 (2009), s. 239-256.
[9] Sonja Ly­ubo­mir­sky, Laura King, Ed Die­ner, The be­ne­fits of fre­qu­ent po­si­tive af­fect: Does hap­pi­ness lead to suc­cess?, "Psy­cho­lo­gi­cal Bul­le­tin" 131, nr 6 (2005), s. 803.
[10] Zob. np. Brett Q. Ford, Pho­ebe Lam, Oli­ver P. John, Iris B. Mauss, The psy­cho­lo­gi­cal he­alth be­ne­fits of ac­cep­ting ne­ga­tive emo­tions and tho­ughts: La­bo­ra­tory, diary, and lon­gi­tu­di­nal evi­dence, "Jo­ur­nal of Per­so­na­lity and So­cial Psy­cho­logy" 115, nr 6 (2018), s. 1075.
[1*] Ca­łość an­kiety oraz jej re­zul­taty są do­stępne pod ad­re­sem www.dan­pink.com/su­rvey­re­sults.

1.

SZKO­DLIWE PRZE­KO­NA­NIEO ŻY­CIU BEZ ŻALU

Dwu­dzie­stego czwar­tego paź­dzier­nika 1960 roku kom­po­zy­tor Char­les Du­mont przy­był do ele­ganc­kiego pa­ry­skiego apar­ta­mentu Édith Piaf z obawą w sercu i nu­tami w teczce. Piaf była wów­czas naj­sław­niej­szą ar­tystką es­tra­dową we Fran­cji i jedną z naj­bar­dziej zna­nych śpie­wa­czek na świe­cie. Była rów­nież dość wą­tłego zdro­wia. Cho­ciaż miała do­piero czter­dzie­ści cztery lata, na­łogi, wy­padki i w ogóle nie­ła­twe ży­cie od­ci­snęły piętno na jej or­ga­ni­zmie. Wa­żyła nie­całe czter­dzie­ści pięć ki­lo­gra­mów. Trzy mie­siące wcze­śniej była w śpiączce z po­wodu nie­wy­dol­no­ści wą­troby.

Po­mimo swej kru­cho­ści Piaf była znana z nie­prze­wi­dy­wal­nego i wy­bu­cho­wego tem­pe­ra­mentu. Uwa­żała Du­monta, jak i to­wa­rzy­szą­cego mu w trak­cie wi­zyty jego za­wo­do­wego part­nera, tek­ścia­rza Mi­chela Vau­ca­ire'a, za dru­go­rzęd­nych ar­ty­stów. Wcze­śniej tego dnia jej se­kre­tarka zo­sta­wiała im wia­do­mo­ści, pró­bu­jąc od­wo­łać spo­tka­nie. Po­cząt­kowo Piaf nie chciała się zo­ba­czyć z męż­czy­znami, ska­zu­jąc ich na nie­zręczne ocze­ki­wa­nie w sa­lo­nie. Jed­nak tuż przed uda­niem się na spo­czy­nek ar­tystka ustą­piła i po­ja­wiła się, odziana w błę­kitny szla­frok.

Po­słu­cha jed­nej pio­senki, oznaj­miła. To wszystko.

Du­mont usiadł przy pia­ni­nie Piaf. Spo­cony i zde­ner­wo­wany, za­czął grać, re­cy­tu­jąc pół­gło­sem słowa na­pi­sane przez Vau­ca­ire'a[1].

Non, rien de rien.

Non, je ne re­grette rien.

Nie, ab­so­lut­nie ni­czego.

Nie, nie ża­łuję ni­czego.

Piaf po­pro­siła Du­monta, aby za­grał pio­senkę jesz­cze raz, za­sta­na­wia­jąc się na głos, czy na­prawdę jest jego au­tor­stwa. Po­tem przy­wo­łała kil­koro przy­ja­ciół, któ­rzy byli u niej w od­wie­dzi­nach, aby wy­słu­chali utworu. Na­stęp­nie ze­brała do­mowy per­so­nel, by oni rów­nież po­słu­chali kom­po­zy­cji.

Mi­jały go­dziny. Du­mont grał swoją kom­po­zy­cję raz za ra­zem, we­dług jed­nej z re­la­cji, po­nad dwu­dzie­sto­krot­nie. Piaf za­te­le­fo­no­wała do dy­rek­tora Olym­pii, naj­lep­szej sali kon­cer­to­wej w Pa­ryżu, i ten tuż przed świ­tem przy­był, by po­słu­chać utworu.

Non, rien de rien.

Non, je ne re­grette rien.

C'est payé, ba­layé, oublié.

Je me fous du passé.

Nie, ab­so­lut­nie ni­czego.

Nie, nie ża­łuję ni­czego.

Wszystko spła­cone, po­za­mia­tane, za­po­mniane.

Nie ob­cho­dzi mnie prze­szłość.

Kilka ty­go­dni póź­niej Piaf za­śpie­wała trwa­jącą dwie mi­nuty i dzie­więt­na­ście se­kund pio­senkę w pa­ry­skiej te­le­wi­zji. W grud­niu, gdy wy­ko­nała ją jako po­ry­wa­jący fi­na­łowy nu­mer kon­certu, który po­mógł uchro­nić Olym­pię przed ban­kruc­twem, bi­so­wała dwa­dzie­ścia dwa razy. Do końca ko­lej­nego roku fani ar­tystki ku­pili po­nad mi­lion eg­zem­pla­rzy na­gra­nia Je ne re­grette rien, co spra­wiło, że z szan­so­nistki stała się ikoną.

Trzy lata póź­niej Piaf nie żyła.

W pe­wien zimny nie­dzielny po­ra­nek, w lu­tym 2016 roku, Am­ber Chase obu­dziła się w swoim miesz­ka­niu w Cal­gary, w za­chod­niej Ka­na­dzie. Jej ów­cze­sny chło­pak, a obec­nie mąż, wy­je­chał z mia­sta, dla­tego po­przed­niego wie­czoru spo­tkała się z ko­le­żan­kami. Kilka z nich spę­dziło u niej noc. Przy­ja­ciółki roz­ma­wiały i po­pi­jały drinki Mi­moza, kiedy Chase pod wpły­wem kom­bi­na­cji na­tchnie­nia i nudy za­pro­po­no­wała: "Zróbmy so­bie dzi­siaj ta­tu­aże!". Wsia­dły do auta i wy­lą­do­wały w Jo­kers Tat­too & Body Pier­cing przy au­to­stra­dzie nu­mer je­den, gdzie tam­tej­szy ar­ty­sta wy­ta­tu­ował na skó­rze Chase dwa słowa.

Ta­tuaż, na jaki tam­tego dnia zde­cy­do­wała się Chase, był nie­mal iden­tyczny z tym, który pięć lat wcze­śniej i nie­mal cztery ty­siące ki­lo­me­trów da­lej wy­brała Mi­rella Bat­ti­sta. Bat­ti­sta do­ra­stała w Bra­zy­lii, ale prze­pro­wa­dziła się do Fi­la­del­fii, by tam stu­dio­wać. Mia­sto z wy­boru przy­pa­dło jej do gu­stu. Stu­diu­jąc, pod­jęła pracę w miej­sco­wej fir­mie zaj­mu­ją­cej się księ­go­wo­ścią. Na­wią­zała mnó­stwo przy­jaźni. Za­częła na­wet na po­waż­nie spo­ty­kać się z pew­nym Fi­li­piń­czy­kiem. Wy­da­wało się, że we­zmą ślub, ale po pię­ciu la­tach zwią­zek się roz­padł. I tak, dzie­więć lat po przy­by­ciu do Sta­nów, szu­ka­jąc, jak to okre­ślała, "no­wego otwar­cia", Bat­ti­sta wró­ciła do Bra­zy­lii. Jed­nak kilka ty­go­dni przed po­wro­tem wy­ta­tu­owała so­bie za pra­wym uchem dwa słowa.

Nie wie­działa, że jej brat, Ger­manno Te­les, rok wcze­śniej zde­cy­do­wał się na nie­mal iden­tyczny ta­tuaż. Te­les od dzie­ciń­stwa fa­scy­no­wał się mo­to­cy­klami, cho­ciaż jego prze­czu­leni na punk­cie bez­pie­czeń­stwa ro­dzice - oboje le­ka­rze - nie po­dzie­lali i nie wspie­rali tej pa­sji. Mimo to chło­pak nie prze­sta­wał uczyć się o jed­no­śla­dach i od­kła­dał cen­ta­vos tak długo, aż wresz­cie ku­pił so­bie mo­to­cykl su­zuki. Uwiel­biał go. Pew­nego po­po­łu­dnia, gdy je­chał au­to­stradą nie­da­leko ro­dzin­nego mia­sta For­ta­leza, ude­rzył go z boku inny po­jazd - Te­les miał ob­ra­że­nia le­wej nogi, co mo­gło znacz­nie utrud­niać mu jazdę w przy­szło­ści. Nie­długo po­tem tuż pod ko­la­nem uszko­dzo­nej koń­czyny wy­ta­tu­ował so­bie wi­ze­ru­nek mo­to­cy­kla. Obok niego zna­la­zły się dwa słowa, któ­rych ozdobne li­tery bie­gły łu­kiem obok bli­zny.

Ta­tuaż, który tego dnia zro­bił so­bie Te­les, był nie­mal iden­tyczny z tym, jaki w 2013 roku wy­brał Bruno San­tos z Bar­ce­lony. San­tos jest dy­rek­to­rem działu HR i nie zna ani Chase, ani Bat­ti­sty, ani Te­lesa. Pew­nego po­po­łu­dnia, sfru­stro­wany pracą, wy­szedł z biura i udał się pro­sto do sa­lonu ta­tu­ażu. Wy­szedł z niego z trój­sy­la­bo­wym ha­słem uwiecz­nio­nym na pra­wym przed­ra­mie­niu.

Cztery osoby, miesz­ka­jące na trzech kon­ty­nen­tach, każda z ta­tu­ażem skła­da­ją­cym się z tych sa­mych dwóch słów:

BEZ ŻALU.

CZA­RU­JĄCA, ALE NIE­BEZ­PIECZNA ZA­SADA

Nie­które prze­ko­na­nia funk­cjo­nują dys­kret­nie, ni­czym mu­zyka w tle na­szego ist­nie­nia. Inne stają się hym­nem da­nego spo­sobu ży­cia. Nie­wiele jest ha­seł tak gło­śnych jak to, że żal jest nie­mą­dry - że sta­nowi stratę czasu szko­dliwą dla na­szego do­bro­stanu. Ten prze­kaz wy­lewa się z nie­mal każ­dego za­ka­marka na­szej kul­tury. Za­po­mnij­cie o prze­szło­ści; chwy­taj­cie przy­szłość. Uni­kaj­cie tego, co gorz­kie; roz­ko­szuj­cie się sło­dy­czą. Do­bre ży­cie sku­pia się na jed­nym celu (na­przód) i ma nie­zmienną war­tość (po­zy­tywną). Żal szko­dzi jed­nemu i dru­giemu. Za­chęca do spo­glą­da­nia wstecz i jest nie­przy­jemny - to tok­syna w krwio­biegu szczę­ścia.

Nic dziw­nego za­tem, że pio­senka Piaf po­zo­staje kla­syczną po­zy­cją, do któ­rej od­wo­łują się mu­zycy. Wśród ar­ty­stów, któ­rzy na­grali pio­senkę za­ty­tu­ło­waną No Re­grets, mo­żemy zna­leźć le­gendę jazzu Ellę Fit­zge­rald, gwiaz­dora pop Rob­biego Wil­liamsa, ka­pelę gra­jącą mu­zykę Ca­jun, Steve Ri­ley & the Ma­mou Play­boys, ame­ry­kań­skiego blu­esmana Toma Ru­sha, nową w Alei Sław mu­zyki co­un­try Em­my­lou Har­ris i ra­pera Emi­nema. Opo­wia­dają się za tą fi­lo­zo­fią za­równo marki luk­su­so­wych sa­mo­cho­dów, cze­ko­la­do­wych ba­to­ni­ków, jak i firmy ubez­pie­cze­niowe, wy­ko­rzy­stu­jąc pio­senkę Piaf w re­kla­mach te­le­wi­zyj­nych swo­ich pro­duk­tów[2].

Ja­każ może być po­waż­niej­sza de­kla­ra­cja wiary w ze­spół prze­ko­nań niż wy­pi­sa­nie jej na wła­snej skó­rze - jak w przy­padku Bruno San­tosa, który po­pro­sił, by ważne dla niego ha­sło zo­stało uwiecz­nione czar­nymi li­te­rami po­mię­dzy łok­ciem a nad­garst­kiem jego pra­wej ręki.

Je­śli nie prze­ko­nują was ty­siące wy­ta­tu­owa­nych czę­ści ciała, po­słu­chaj­cie dwojga gi­gan­tów ame­ry­kań­skiej kul­tury, któ­rych nie łą­czy płeć, re­li­gia ani po­glądy po­li­tyczne, a któ­rzy zga­dzają się co do tego "do­gmatu wiary". "Nie ża­łuj ni­czego", do­ra­dzał pio­nier po­zy­tyw­nego my­śle­nia Nor­man V. Pe­ale, który ukształ­to­wał dwu­dzie­sto­wieczne chrze­ści­jań­stwo i do­ra­dzał Ri­char­dowi Ni­xo­nowi oraz Do­nal­dowi Trum­powi. "Nie mar­nuj czasu na... żal", ra­dzi sę­dzia Ruth Ba­der Gins­burg, druga ko­bieta za­sia­da­jąca w ame­ry­kań­skim Są­dzie Naj­wyż­szym, wy­znaw­czyni ju­da­izmu, która pod ko­niec ży­cia osią­gnęła nie­mal bo­ski sta­tus wśród ame­ry­kań­skich li­be­ra­łów[3].

Albo uwierz­cie ce­le­bry­tom, je­śli wo­li­cie. "Nie wie­rzę w żal", mówi An­ge­lina Jo­lie. "Nie wie­rzę w żal", mówi Bob Dy­lan. "Nie wie­rzę w żal", mówi John Tra­volta. Oraz gwiazda trans­gen­der La­verne Cox. Oraz cho­dzący po roz­ża­rzo­nych wę­glach mistrz mo­ty­wa­cyjny Tony Rob­bins. Oraz po­trzą­sa­jący grzywą gi­ta­rzy­sta Guns N' Ro­ses, Slash[4]. Oraz za­pewne po­łowa pu­bli­ka­cji do­stęp­nych w dziale po­rad­ni­ków wa­szej lo­kal­nej księ­garni. Bi­blio­teka Kon­gresu Sta­nów Zjed­no­czo­nych ma w swo­ich zbio­rach po­nad pięć­dzie­siąt ksią­żek za­ty­tu­ło­wa­nych Bez żalu[5].

Praw­dzi­wość wy­śpie­wy­wa­nej w pio­sen­kach, ozda­bia­ją­cej skórę i wy­zna­wa­nej przez mę­dr­ców fi­lo­zo­fii ży­cia bez żalu tak bar­dzo nie wy­maga uza­sad­nie­nia, że czę­ściej stwier­dza się ją jako fakt, niż jej do­wo­dzi. Po co fun­do­wać so­bie ból, gdy mo­żemy go unik­nąć? Po co wzy­wać desz­czowe chmury, gdy mo­żemy wy­grze­wać się w pro­mie­niach po­zy­tyw­nego na­sta­wie­nia? Po co ża­ło­wać tego, co zro­bi­li­śmy wczo­raj, je­śli mo­żemy ma­rzyć o nie­ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ściach ju­tra?

Taki świa­to­po­gląd ma in­tu­icyjny sens. Wy­daje się wła­ściwy. Brzmi prze­ko­ny­wa­jąco. Ale ma też jedną dość po­ważną wadę.

Jest cał­ko­wi­cie nie­praw­dziwy.

To, co pro­po­nują prze­ciw­nicy żalu, nie sta­nowi spo­sobu na do­brze prze­żyte ży­cie. Ich pro­po­zy­cja jest - wy­bacz­cie ter­mi­no­lo­gię, ale ko­lejne słowa wy­bra­łem nie­zwy­kle sta­ran­nie - wie­rutną bzdurą.

Żal nie jest czymś nie­bez­piecz­nym czy nie­pra­wi­dło­wym, nie sta­nowi od­chy­le­nia od usta­lo­nej ścieżki ku szczę­ściu. Jest zdrowy i uni­wer­salny, to in­te­gralna część czło­wie­czeń­stwa. Żal jest rów­nież cenny. Roz­ja­śnia. Po­ucza. Prze­ży­wany od­po­wied­nio nie musi nas za­ła­my­wać; może nas pod­nieść na du­chu.

I nie są to mrzonki, ckliwe za­pew­nie­nia, które mają spra­wić, że zrobi nam się cie­pło na sercu i po­czu­jemy, że ktoś się o nas trosz­czy w tym zim­nym i okrut­nym świe­cie. To wnio­sek z pro­wa­dzo­nych przez na­ukow­ców ba­dań, które roz­po­częły się po­nad pół wieku temu.

Ta książka mówi o żalu - świ­dru­ją­cym żo­łą­dek po­czu­ciu, że te­raź­niej­szość wy­glą­da­łaby le­piej, a przy­szłość za­po­wia­da­łaby się ja­śniej, gdy­by­śmy tylko w prze­szło­ści nie do­ko­nali tak fa­tal­nego wy­boru, nie pod­jęli złej de­cy­zji lub nie za­cho­wali się tak nie­mą­drze. Mam na­dzieję, że dzięki ko­lej­nym trzy­na­stu roz­dzia­łom tej książki spoj­rzy­cie na żal w no­wym, wła­ściw­szym świe­tle i na­uczy­cie się wy­ko­rzy­sty­wać jego po­dat­ność na me­ta­mor­fozę dla wła­snego do­bra.

Nie ma po­wodu wąt­pić w szcze­rość lu­dzi, któ­rzy twier­dzą, że nie ża­łują ni­czego. Trak­tujmy ich jed­nak jak ak­to­rów od­gry­wa­ją­cych rolę - wcie­la­ją­cych się w nią wy­star­cza­jąco czę­sto i z ta­kim za­an­ga­żo­wa­niem, że za­czy­nają uwa­żać to za prawdę. Ten psy­cho­lo­giczny me­cha­nizm oszu­ki­wa­nia sa­mego sie­bie jest dość po­wszechny. Bywa wręcz do­bro­czynny. Jed­nak od­gry­wa­nie ról unie­moż­li­wia na ogół wy­ko­na­nie nie­ła­twej pracy, która ro­dzi au­ten­tyczne za­do­wo­le­nie.

Przy­wo­łajmy Piaf, speł­nioną ar­tystkę. Twier­dziła - a wręcz ob­wiesz­czała wszem i wo­bec - że nie ża­łuje ni­czego. Jed­nak szybki rzut oka na czter­dzie­ści sie­dem lat, które spę­dziła na ziemi, ujaw­nia ży­cie wy­peł­nione tra­ge­diami i pro­ble­mami. Ma­jąc sie­dem­na­ście lat, uro­dziła dziecko, które prze­ka­zała in­nym pod opiekę i które umarło, za­nim skoń­czyło trzy lata. Czy nie czuła choćby cie­nia żalu na myśl o tej śmierci? Przez pewną część ży­cia była uza­leż­niona od al­ko­holu, a przez ko­lejne lata od mor­finy. Czy nie ża­ło­wała, że uza­leż­nie­nia tłam­siły jej ta­lenty? Pro­wa­dziła, de­li­kat­nie mó­wiąc, dość burz­liwe ży­cie oso­bi­ste, na które zło­żyły się ka­ta­stro­falne mał­żeń­stwo, śmierć ko­chanka, a po­tem dru­gie mał­żeń­stwo i po­pa­da­jący przez nią w długi mąż. Czy nie zda­rzało się jej ża­ło­wać przy­naj­mniej nie­któ­rych wy­bo­rów uczu­cio­wych? Trudno wy­obra­zić so­bie Piaf na łożu śmierci ce­le­bru­jącą swoje de­cy­zje, skoro wiele z nich przy­czy­niło się do tego, że umie­rała kil­ka­dzie­siąt lat za wcze­śnie.

A może przyj­rzyjmy się na­szemu roz­sia­nemu po ca­łym świe­cie, wy­ta­tu­owa­nemu to­wa­rzy­stwu. Po­roz­ma­wiajmy z nimi chwilę, a okaże się, że ze­wnętrzna de­kla­ra­cja "Bez żalu" - to, co na po­kaz - i we­wnętrzne do­świad­cze­nie cał­ko­wi­cie się roz­cho­dzą. Na przy­kład Mi­rella Bat­ti­sta po­świę­ciła wiele lat po­waż­nej re­la­cji. Po ze­rwa­niu z part­ne­rem czuła się okrop­nie. Gdyby miała szansę na po­wtórkę, za­pewne do­ko­na­łaby in­nych wy­bo­rów. To jest żal. Jed­nak uznała fakt, że jej de­cy­zje były nie naj­lep­sze i wy­cią­gnęła z nich na­uczkę. "Każda de­cy­zja do­pro­wa­dziła mnie do miej­sca, w któ­rym obec­nie je­stem, i uczy­niła mnie tym, kim je­stem", po­wie­działa mi. To po­zy­tywne skutki żalu. I wcale nie ozna­cza to, że Bat­ti­sta wy­kre­śliła żal ze swo­jego ży­cia. (W końcu słowo to ma na za­wsze wy­pi­sane na ciele). Nie­ko­niecz­nie też żal zmi­ni­ma­li­zo­wała. Za­miast tego po­sta­no­wiła go zop­ty­ma­li­zo­wać.

Trzy­dzie­sto­pię­cio­let­nia Am­ber Chase, kiedy pew­nego wie­czoru roz­ma­wia­li­śmy przez Zooma, po­wie­działa mi: "W ży­ciu można wy­brać tyle nie­wła­ści­wych ście­żek". Jedną z nich było jej pierw­sze mał­żeń­stwo. W wieku dwu­dzie­stu pię­ciu lat wy­szła za czło­wieka, który, jak się oka­zało, "miał wiele pro­ble­mów". Zwią­zek by­wał burz­liwy i czę­sto czuła się nie­szczę­śliwa. Pew­nego dnia jej mąż znik­nął bez uprze­dze­nia. "Wsiadł do sa­mo­lotu i prze­padł [...], nie wie­dzia­łam, gdzie był przez dwa ty­go­dnie". Kiedy w końcu za­dzwo­nił, oświad­czył: "Już cię nie ko­cham. Nie wra­cam". Jej mał­żeń­stwo skoń­czyło się w mgnie­niu oka. Gdyby Chase miała szansę prze­żyć wszystko raz jesz­cze, czy wy­szłaby za tego czło­wieka? Nie ma mowy. Jed­nak tamta nie­mą­dra de­cy­zja stała się dla niej po­cząt­kiem po­dróży do szczę­śli­wego związku, w któ­rym jest obec­nie.

Zresztą ta­tuaż Chase drwi nieco z fi­lo­zo­fii, którą de­kla­ruje. Za­miast "bez żalu", głosi "bez rzalu" - przy czym w tym dru­gim sło­wie błąd po­ja­wia się spe­cjal­nie. To ukłon w stronę filmu Mil­le­ro­wie, nie­war­tej za­pa­mię­ta­nia ko­me­dii z 2013 roku, w któ­rej Ja­son Su­de­ikis gra Da­vida Clarka, drob­nego han­dla­rza ma­ri­hu­aną, który musi ze­brać fał­szywą ro­dzinę (żonę i dwoje na­sto­let­nich dzieci), by od­pra­co­wać dług u waż­nego di­lera. W jed­nej ze scen Da­vid spo­tyka Scot­tiego P., po­dej­rza­nego mło­dego chło­paka, który przy­je­chał na mo­to­cy­klu, by za­brać na randkę "córkę" Da­vida.

Scot­tie P. ma na so­bie przy­bru­dzony biały pod­ko­szu­lek od­sła­nia­jący liczne ta­tu­aże, w tym je­den bie­gnący wzdłuż oboj­czy­ków, który składa się z dru­ko­wa­nych li­ter two­rzą­cych ha­sło Bez Rzalu. Ro­dzina siada, by przez chwilę po­roz­ma­wiać z go­ściem, a Da­vid wy­py­tuje o ta­tu­aże Scot­tiego P., co pro­wa­dzi do na­stę­pu­ją­cego dia­logu:

DA­VID

(wska­zu­jąc na ta­tuaż "Bez Rzalu")

A to co za ta­tuaż?

SCOT­TIE P.

A, ten? To moje motto ży­ciowe. Bez żalu.

DA­VID

(ze scep­tycz­nym wy­ra­zem twa­rzy)

Coś ta­kiego. Ni­czego nie ża­łu­jesz?

SCOT­TIE P.

Nie...

DA­VID

Na przy­kład... ani jed­nej li­tery?

SCOT­TIE P.

Nie, nic nie przy­cho­dzi mi do głowy.

Je­śli Scot­tie P. za­cznie się kie­dyś za­sta­na­wiać nad tym, ja­kie słowa bie­gną wo­kół jego szyi, nie bę­dzie sam. Mniej wię­cej jedna na pięć osób, które de­cy­dują się na ta­tu­aże (w tym za­pewne rów­nież osoby z ta­tu­ażami o tre­ści "Bez żalu"), osta­tecz­nie ża­łuje pod­ję­tej de­cy­zji. Z tego po­wodu branża usług usu­wa­nia ta­tu­aży w sa­mych Sta­nach Zjed­no­czo­nych ge­ne­ruje przy­chody rzędu stu mi­lio­nów do­la­rów rocz­nie[6]. Jed­nak Chase nie ża­łuje, że ma ta­tuaż, być może dla­tego że pra­wie nikt go nie zo­ba­czy. Tej chłod­nej nie­dzieli w Cal­gary, w 2016 roku, zde­cy­do­wała się umie­ścić ta­tuaż na po­śladku.

PO­ZY­TYWNY PO­TEN­CJAŁ NE­GA­TYW­NYCH EMO­CJI

Na po­czątku lat pięć­dzie­sią­tych XX wieku Harry Mar­ko­witz, ab­sol­went eko­no­mii Uni­wer­sy­tetu Chi­cago, stwo­rzył kon­cep­cję na tyle pod­sta­wową, że te­raz wy­daje się oczy­wi­sta - ale jed­no­cze­śnie na tyle re­wo­lu­cyjną, że za­pew­niła mu Na­grodę No­bla[7]. Ważny po­mysł au­tor­stwa Mar­ko­witza stał się znany jako "no­wo­cze­sna teo­ria port­fe­lowa". Udało mu się roz­pra­co­wać - je­śli mogę nieco rzecz upro­ścić w imię kon­ty­nu­owa­nia opo­wie­ści - teo­rię ma­te­ma­tyczną znaj­du­jącą się u pod­staw po­wie­dze­nia "Nie wkła­daj wszyst­kich ja­jek do jed­nego ko­szyka".

Nim po­ja­wił się Mar­ko­witz, wielu in­we­sto­rów wie­rzyło, że spo­so­bem na bo­gac­two jest za­in­we­sto­wa­nie w ak­cje jed­nej lub dwóch firm z roz­wo­jo­wym po­ten­cja­łem. W efek­cie na­wet kilka ak­cji czę­sto ge­ne­ro­wało ko­lo­salny zysk. Po­staw­cie na zwy­cięz­ców, a zbi­je­cie ma­ją­tek. Wsku­tek tej stra­te­gii czę­sto ku­po­wało się nie­wy­pały. Ale, hej, w końcu na tym po­lega in­we­sto­wa­nie. Jest ry­zy­kowne. Mar­ko­witz udo­wod­nił, że in­we­sto­rzy, za­miast po­stę­po­wać zgod­nie z tą re­gułą, mogą ogra­ni­czać ry­zyko in­we­sty­cji i no­to­wać za­do­wa­la­jące zy­ski dzięki dy­wer­sy­fi­ka­cji. Za­in­we­stuj­cie w ko­szyk ak­cji za­miast w je­den ich ro­dzaj. Zwiększ­cie swoje szanse, in­we­stu­jąc w wa­chlarz branż. In­we­sto­rzy nie za­no­tują wy­so­kiego zy­sku na każ­dej ak­cji, ale w per­spek­ty­wie cza­so­wej za­ro­bią o wiele wię­cej przy znacz­nie ogra­ni­czo­nym ry­zyku. Je­śli część wa­szych oszczęd­no­ści zo­stała za­in­we­sto­wana w fun­du­sze in­dek­sowe lub ETF-y, to z po­wodu no­wo­cze­snej teo­rii port­fe­lo­wej.

Teo­ria Mar­ko­witza jest nie­zwy­kle wni­kliwa, jed­nak czę­sto za­nie­dbu­jemy sto­so­wa­nie jej w in­nych dzie­dzi­nach ży­cia. Weźmy taki przy­kład: lu­dzie dys­po­nują czymś, co można by okre­ślić port­fe­lem emo­cji. Nie­które z nich są po­zy­tywne - na przy­kład mi­łość, duma, po­dziw, inne zaś ne­ga­tywne - smu­tek, fru­stra­cja czy wstyd. Zwy­kle mamy skłon­ność do prze­ce­nia­nia pierw­szej ka­te­go­rii i umniej­sza­nia dru­giej. Zgod­nie z ra­dami in­nych oraz wła­sną in­tu­icją za­peł­niamy na­sze port­fele po­zy­tyw­nymi emo­cjami, wy­zby­wa­jąc się tych ne­ga­tyw­nych. Jed­nak ta­kie po­dej­ście do emo­cji - od­rzu­ca­nie ne­ga­tyw­nych i gro­ma­dze­nie po­zy­tyw­nych - jest tak samo nie­wła­ściwe jak po­dej­ście do in­we­sto­wa­nia, które prze­wa­żało przed po­ja­wie­niem się no­wo­cze­snej teo­rii port­fe­lo­wej.

Ow­szem, po­zy­tywne emo­cje są nie­zbędne. Bez nich by­li­by­śmy zgu­bieni. Ważne jest, aby pa­trzeć na świat opty­mi­stycz­nie, my­śleć po­zy­tyw­nie, do­strze­gać świa­tełko w ciem­no­ściach. Z opty­mi­zmem jest łą­czone lep­sze zdro­wie fi­zyczne. Emo­cje ta­kie jak ra­dość, wdzięcz­ność czy na­dzieja zna­cząco po­pra­wiają nasz do­bro­stan[8]. Po­trze­bu­jemy wielu po­zy­tyw­nych emo­cji w na­szym port­felu, które będą prze­wa­żały nad tymi ne­ga­tyw­nymi[9]. Jed­nak prze­ła­do­wa­nie na­szych in­we­sty­cji emo­cjo­nal­nych po­zy­tyw­nym na­sta­wie­niem nie­sie za sobą pewne za­gro­że­nia. Taka nie­rów­no­waga może za­kłó­cać pro­ces ucze­nia się, blo­ko­wać roz­wój i ogra­ni­czać nasz po­ten­cjał.

Dzieje się tak, po­nie­waż emo­cje ne­ga­tywne rów­nież są po­trzebne. Po­ma­gają nam prze­trwać. Strach wy­ga­nia nas z pło­ną­cego bu­dynku i spra­wia, że stą­pamy ostroż­nie, by nie na­dep­nąć na żmiję. Obrzy­dze­nie chroni nas przed tru­ci­znami i każe po­rzu­cić nie­wła­ściwe za­cho­wa­nie. Gniew ostrzega nas przed za­gro­że­niem i pro­wo­ka­cją ze strony in­nych, wy­ostrza na­sze wy­czu­cie tego, co do­bre i złe. Oczy­wi­ście zbyt dużo ne­ga­tyw­nych emo­cji ma szko­dliwy wpływ, jed­nak ich zbyt mała ilość rów­nież bywa de­struk­cyjna[10]. Part­ner cią­gle nas wy­ko­rzy­stuje; żmija wbija zęby w na­szą nogę. Wy, ja oraz wszy­scy nasi wy­pro­sto­wani dwu­nożni, ob­da­rzeni du­żym mó­zgiem bra­cia i sio­stry nie by­li­by­śmy tu­taj dzi­siaj, gdy­by­śmy od czasu do czasu, ale sys­te­ma­tycz­nie, nie po­czuli dys­kom­fortu.

A gdy już zgro­ma­dzimy w rzę­dzie wszyst­kie ne­ga­tywne emo­cje - smu­tek obok po­gardy, przy­cup­nię­tej przy po­czu­ciu winy - jedna okaże się naj­bar­dziej prze­ni­kliwa i do­tkliwa.

Żal.

Ce­lem tej książki jest od­zy­ska­nie żalu jako nie­zbęd­nej emo­cji, jak rów­nież wska­za­nie wam, jak wy­ko­rzy­stać wiele moc­nych stron żalu do po­dej­mo­wa­nia lep­szych de­cy­zji, po­prawy wy­daj­no­ści w pracy i szkole oraz nada­nia więk­szego zna­cze­nia wa­szemu ży­ciu.

Za­cznę od pro­jektu od­zy­ska­nia. W czę­ści pierw­szej - która składa się z tego roz­działu oraz trzech na­stęp­nych - po­każę, dla­czego żal ma zna­cze­nie. W mo­ich ana­li­zach wy­ko­rzy­stam w znacz­nej mie­rze ob­szerny ma­te­riał na­ukowy, który po­wstał w ostat­nich kil­ku­dzie­się­ciu la­tach. Eko­no­mi­ści oraz teo­re­tycy gier, pra­cu­jący w cie­niu Zim­nej Wojny, za­częli stu­dio­wać to za­gad­nie­nie w la­tach pięć­dzie­sią­tych XX wieku, kiedy to uni­ce­stwie­nie pla­nety za po­mocą bomby ato­mo­wej wy­da­wało się skraj­nie nie­od­po­wie­dzial­nym za­mia­rem. Wkrótce kil­koro zbun­to­wa­nych psy­cho­lo­gów, w tym le­gen­darni już Da­niel Kah­ne­man i Amos Tver­sky, zdali so­bie sprawę, że żal umoż­li­wia wgląd nie tylko w ne­go­cja­cje na szczy­cie, ale rów­nież w ludzki umysł. W la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głego wieku za­kres ba­dań uległ dal­szemu po­sze­rze­niu, gdy me­cha­ni­zmy zwią­zane z ża­lem za­częli ba­dać psy­cho­lo­go­wie spo­łeczni, roz­wo­jowi oraz ko­gni­tywni.

Sie­dem­dzie­siąt lat ba­dań można spro­wa­dzić do dwóch pro­stych, acz waż­nych kon­klu­zji.

Żal czyni nas ludźmi.

Żal czyni nas lep­szymi.

Po tym, jak od­zy­skam żal, przejdę do ujaw­nia­nia jego tre­ści. Część druga tej książki "Żal od­kryty" opiera się w znacz­nej mie­rze na dwóch roz­le­głych pro­jek­tach ba­daw­czych mo­jego au­tor­stwa. W 2020 roku, pra­cu­jąc z nie­wielką grupą spe­cja­li­stów w dzie­dzi­nie an­kiet ba­daw­czych, opra­co­wa­li­śmy i prze­pro­wa­dzi­li­śmy naj­więk­szą, ja­kiej kie­dy­kol­wiek do­ko­nano, ana­lizę ilo­ściową na­sta­wie­nia Ame­ry­ka­nów wo­bec żalu. Był to Ame­ri­can Re­gret Pro­ject (Ame­ry­kań­ski Pro­jekt Żal). Zba­da­li­śmy opi­nie i ska­te­go­ry­zo­wa­li­śmy żale 4489 osób, które wspól­nie sta­no­wiły re­pre­zen­ta­tywną próbkę ame­ry­kań­skiej po­pu­la­cji[1*]. Jed­no­cze­śnie uru­cho­mi­li­śmy stronę in­ter­ne­tową po­świę­coną świa­to­wemu ba­da­niu żalu (www.worl­dre­gret­su­rvey.com), która po­zwo­liła nam zgro­ma­dzić po­nad szes­na­ście ty­sięcy po­wo­dów do żalu, uzy­ska­nych od osób za­miesz­ku­ją­cych sto pięć kra­jów. Prze­ana­li­zo­wa­łem ze­brane od­po­wie­dzi i prze­pro­wa­dzi­łem dal­sze roz­mowy z po­nad setką osób, które po­dzie­liły się z nami opo­wie­ściami o tym, czego ża­łują. (Na wy­dzie­lo­nych stro­ni­cach tej książki, po­mię­dzy ko­lej­nymi roz­dzia­łami, ale rów­nież w jej głów­nym tek­ście za­po­zna­cie się z gło­sami uczest­ni­ków World Re­gret Su­rvey i zaj­rzy­cie w za­ka­marki ludz­kiego do­świad­cze­nia).

Te dwa nie­zwy­kle roz­le­głe ba­da­nia po­służą w dru­giej czę­ści tej książki (ko­lej­nych sie­dem roz­dzia­łów), do prze­ana­li­zo­wa­nia tego, czego lu­dzie na­prawdę ża­łują. Więk­szość ba­dań aka­de­mic­kich dzieli żale na ka­te­go­rie po­wią­zane z ludz­kim ży­ciem - na te do­ty­czące pracy, ro­dziny, zdro­wia, re­la­cji, fi­nan­sów i tak da­lej. Ja jed­nak pod tą po­wierzch­nią od­kry­łem głę­boką struk­turę żalu, która prze­kra­cza te dzie­dziny. Oka­zuje się, że nie­mal wszyst­kie na­sze żale przy­na­leżą do jed­nej z czte­rech pod­sta­wo­wych ka­te­go­rii - żale fun­da­men­talne, żale zwią­zane z od­wagą, żale mo­ralne i żale do­ty­czące re­la­cji. To wła­śnie ta głę­boka struk­tura, do­tych­czas ukryta, do­star­cza no­wych re­flek­sji na te­mat ludz­kiej kon­dy­cji, jak rów­nież wska­zuje ścieżki ku do­bremu ży­ciu.

W czę­ści trze­ciej, "Żal od­mie­niony", opi­suję, w jaki spo­sób zmie­nić ne­ga­tywną emo­cję żalu w po­zy­tywny in­stru­ment wspie­ra­jący do­sko­na­le­nie ży­cia. Na­uczy­cie się, jak na­pra­wić i prze­for­mu­ło­wać pewne żale, by zmie­nić te­raź­niej­szość. Po­zna­cie też pro­sty, trój­e­ta­powy pro­ces prze­kształ­ca­nia in­nych ża­lów w spo­sób, który przy­go­tuje was do dzia­ła­nia w przy­szło­ści. Prze­ana­li­zuję rów­nież, jak prze­wi­dy­wać żal, co sta­nowi be­ha­wio­ralne le­kar­stwo po­ma­ga­jące po­dej­mo­wać mą­drzej­sze de­cy­zje, cho­ciaż na­le­ża­łoby do­łą­czyć do niego ulotkę z ostrze­że­niem.

Koń­cząc lek­turę tej książki, zy­ska­cie nowe ro­zu­mie­nie tej na­szej naj­mniej ro­zu­mia­nej emo­cji, bę­dzie­cie też dys­po­no­wać ze­sta­wem tech­nik po­zwa­la­ją­cych spraw­niej ra­dzić so­bie w skom­pli­ko­wa­nej rze­czy­wi­sto­ści i z głęb­szą świa­do­mo­ścią tego, co was na­pę­dza i co spra­wia, że warto żyć.

.

"Ża­łuję, że za­sta­wi­łam mój flet. Uwiel­bia­łam go w szkole śred­niej, ale kiedy po­szłam na stu­dia, by­łam spłu­kana i za­sta­wi­łam go za trzy­dzie­ści do­la­rów, a po­tem ni­gdy nie mia­łam pie­nię­dzy, żeby go wy­ku­pić. Moja mama ciężko pra­co­wała, żeby za­pła­cić za ten in­stru­ment, gdy za­czy­na­łam grać w or­kie­strze, a ja go wręcz uwiel­bia­łam. Był naj­cen­niej­szą rze­czą, jaką mia­łam. Wiem, że to brzmi nie­mą­drze, bo to tylko 'rzecz', ale dla mnie zna­czył o wiele wię­cej - tro­skę mo­jej mamy i to, jak spła­cała raty za flet, na który nie było nas stać, dłu­gie go­dziny ćwi­czeń, by opa­no­wać grę, szczę­śliwe wspo­mnie­nia zwią­zane z udzia­łem w pa­ra­dach ra­zem z przy­ja­ciółmi z or­kie­stry. Jego utrata jest czymś, czego nie mogę zmie­nić, ale co ja­kiś czas po­ja­wia się w mo­ich snach".

Ko­bieta, lat 41, Ala­bama

-

"Ża­łuję, że tak się po­spie­szy­łem z mał­żeń­stwem. Do­ro­bi­łem się trójki dzieci i te­raz nie da się cof­nąć czasu, a roz­wód by je zra­nił i za­ła­mał.

Męż­czy­zna, lat 32, Izrael

-

"Kiedy by­łam mała, mama wy­sy­łała mnie do nie­wiel­kiego skle­piku po drobne spra­wunki. Czę­sto kra­dłam ba­to­nik, kiedy wła­ści­ciel nie pa­trzył. Od sześć­dzie­się­ciu lat mam wy­rzuty su­mie­nia z tego po­wodu".

Ko­bieta, lat 71, New Jer­sey

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki