ROZDZIAŁ 5
W milczeniu pospieszyli do samochodów. Gdy obrazy martwych i rannych młodych ludzi pojawiły w ich głowach, wszystko inne straciło znaczenie. Sonja widziała już oczami wyobraźni spanikowanych rodziców szukających swoich dzieci, słyszała ich krzyki dochodzące ze wszystkich stron. Uzbrojony mężczyzna wtargnął na teren szkoły średniej zaledwie tydzień po powrocie uczniów z wakacji. To był koszmar.
- Cholera! - krzyknął Navid, wyjeżdżając z parkingu komisariatu policji na hamulcu ręcznym. Wciąż przeczesywał dłonią włosy i wyglądało na to, że z trudem koncentruje się na prowadzeniu samochodu.
Za oknem krajobraz jakby się rozmył. Ulice, które Sonja tak dobrze znała, nagle stały się obce. Zgłoszenia napływające przez radio rozdzierały serce. Przerażona młodzież zamknięta w klasach wołała o pomoc i prosiła o sanitariuszy dla rannych kolegów. Nauczyciele robili, co mogli, aby zachować spokój, choć ton ich głosu zdradzał strach, jaki odczuwali. Informacji było niewiele, a niepewność sprawiała, że inspektorka obawiała się najgorszego.
Nie było wiadomo, czy sprawca nadal znajduje się w budynku, więc potraktowano to zdarzenie jako wciąż trwające zagrożenie życia.
Navid mocno trzymał kierownicę. Jego koszulka z krótkimi rękawami odsłaniała wytatuowane ramiona.
- Przechodziłaś już przez coś takiego? - zapytał, rzucając Sonji szybkie spojrzenie. Kiedy nie odpowiedziała, kontynuował: - Ja też nie. Teraz nie można dać się ponieść emocjom.
Ljung pomyślała, że jest w tym całkiem dobra, gdyż ćwiczyła tę umiejętność przez wiele lat.
Było tuż po dziesiątej, gdy skręcili w Lövs?ngarvägen, gdzie zobaczyli szkołę Mariaskolan, przed którą stało wiele radiowozów i karetek. Niebieskie światła odbijały się od białej fasady budynku.
W mieście robiło się coraz cieplej, ale na boisku szkolnym, które jeszcze kilka chwil temu było pogrążone w ciszy, lekko wiało. Ciężko było sobie teraz wyobrazić, że to miejsce z bramkami do piłki nożnej, obręczami do koszykówki i ławkami pokrytymi graffiti kiedyś było puste i spokojne.
W oddali, nad miastem górowały wielopiętrowe budynki dzielnicy Kungsmarken, zdające się wszystko obserwować.
Jak można się było spodziewać, w miejscu zdarzenia panował chaos i poczucie bezradności. Zszokowani uczniowie siedzieli na ziemi, płacząc, inni biegali w poszukiwaniu swoich przyjaciół. Kobieta w średnim wieku próbowała uspokoić spanikowaną młodzież. Nie potrafiła powstrzymać łez spływających po policzkach białych jak kreda, gdy przytulała nastolatków. Na boisku szkolnym nieustannie odzywały się irytujące sygnały telefonów komórkowych, potęgując poczucie katastrofy.
W trawie za ławkami leżała nastolatka z obficie krwawiącą raną ramienia. Krzyczała i próbowała wstać, podczas gdy ratownicy medyczni starali się ją przytrzymać.
Sonja założyła kamizelkę ochronną i wzięła głęboki oddech. Musiała odciąć się od krzyków i płaczu, aby móc skoncentrować się na swoim zadaniu. Tak właśnie działała w trudnych sytuacjach. Słyszała wtedy w sobie wewnętrzny głos, który przynosił spokój i zapewniał ją, że to właściwe zachowanie.
Teraz skupiła się na Mortenie, który instruował policjantów szykujących się do wejścia do budynku. Inspektorka napotkała jego spojrzenie i zauważyła, że ją obserwuje. Zrozumiała wtedy, że nowy szef chce się upewnić, jak ona się trzyma. To był jej pierwszy dzień w tej pracy, więc Morten nie miał pojęcia, jak ona reaguje w sytuacjach stresowych.
- Przestępca może nadal znajdować się w budynku, więc wiecie, co robić. Mamy informacje, że jest uzbrojony w miecz i musimy być przygotowani na wszystko.
Kamizelka, którą założyła Sonja, wydawała się ciężka, więc inspektorka lekko szarpnęła za kołnierz, żeby ją poprawić. Musiała czuć się swobodnie w czasie akcji.
- Według tego, co mi doniesiono, w szkole może znajdować się jeszcze kilku uczniów - kontynuował Morten.
Zaciekawieni ludzie zebrali się tuż poza kordonem, wielu z wyciągniętymi telefonami. Część policjantów robiła, co mogła, aby skłonić gapiów do rozejścia się.
- Czy wszyscy są gotowi?
Navidowi trudno było ustać w miejscu. Kołysał się w przód i w tył, kopiąc kamienie na ziemi.
- Trzymamy się razem - szepnął, gdy zbliżali się do wejścia.
Cisza, która ich powitała, gdy weszli do środka, zaskoczyła nawet Ljung. Było tak cicho, że słyszała własny oddech. Kamienne schody w holu szkoły średniej były skąpane w promieniach słońca. Wzdłuż boków budynku biegły dwa korytarze. Drzwi do sekretariatu były szeroko otwarte, a po podłodze toczyła się powoli rozbita doniczka. Ziemia się rozsypała, a kwiaty połamały.
Sonja wpatrywała się w zielone szafki i wyobrażała sobie szmer znużonej młodzieży w drodze na zajęcia, zbierającej się na parapetach, by poplotkować o weekendzie i nadchodzących planach.
Wraz z Navidem i kilkoma innymi policjantami została przydzielona do zabezpieczenia zachodniego korytarza. Na podłodze widać było wyraźnie ciemne plamy krwi. Pod jednym z dużych okien leżał chłopiec i jęczał cicho. Z bronią niczym tarczą przed sobą, Navid dotarł do niego jako pierwszy. Każda osoba mogła być teoretycznie niebezpieczna.
- Jesteśmy z policji. Możesz podnieść ręce, żebyśmy mogli je zobaczyć?
Chłopiec uniósł jedną dłoń, cały się trzęsąc.
- Nie mogę ruszać lewą, ale nic nie zrobiłem. Upadłem, gdy próbowałem uciekać - powiedział cienkim głosem, patrząc z przerażeniem na Navida, a potem na Sonję.
Gdy inspektorka zobaczyła, że chłopak nie jest uzbrojony, uśmiechnęła się.
- Nie musisz się bać. Moi koledzy ci pomogą. Myślisz, że dasz radę wstać?
Jęknął z bólu, gdy podnosił się na nogi. Gdy Ljung popatrzyła na nienaturalnie skręcony nadgarstek, stwierdziła, że jest złamany.
- Pobiegł tamtędy, ale to było już dawno temu - wyjąkał chłopak, wskazując na zielony znak wyjścia awaryjnego, który intensywnie świecił.
Na chwiejnych nogach uczeń dostał się z pomocą do drzwi wejściowych, gdzie czekali ratownicy medyczni.
Korytarz, z którego można było wejść w sumie do pięciu sal lekcyjnych, wydawał się nie mieć końca, a w każdym zakamarku mogło czaić się niebezpieczeństwo.
Policjanci dotarli do przedostatniego pomieszczenia, gdy usłyszeli, jak ktoś biegnie po drugiej stronie drzwi. Kroki odbijały się echem w ciszy. Sonja wstrzymała oddech i ku swojemu przerażeniu zobaczyła, jak pistolet trzęsie się w jej dłoni.
- Policja! - krzyknął Navid.
Choć wydawał się spokojny, jego głos drżał. W tym momencie kroki zatrzymały się.
Puls dudnił w uszach inspektorki, gdy pchnęła drzwi. Wśród przewróconych ławek i krzeseł stał młody mężczyzna. Był zwrócony w stronę okna i wyglądało na to, że trzyma coś w dłoni. Telefon komórkowy, który leżał przed tablicą, nieustannie się świecił, bo cały czas ktoś dzwonił lub wysyłał wiadomości.
- Podnieś ręce, żebym je widziała! - rozkazała Sonja.
Chłopak stał bez ruchu. Czy to był sprawca? Czy zamierzał uciec przez okno? Umysł Ljung pracował na najwyższych obrotach, przyprawiając ją o zawrót głowy.
- Pokaż ręce!
Jego ciężki oddech zagłuszało jedynie tykaniem ściennego zegara. Gdy powoli się odwrócił, Sonja napotkała jego spanikowane spojrzenie. Ciemna plama na koszuli chłopaka stawała się coraz większa. W dłoni trzymał telefon.
- Przepraszam - odezwał się. - Właśnie miałem zadzwonić do mamy. Chyba jestem ranny, zamachnął się na mnie mieczem.
Navid zrobił kilka kroków do przodu, a młody mężczyzna stał nadal bez ruchu, pozwalając policjantowi na rewizję osobistą.
- Upewnię się tylko, że nie masz przy sobie żadnej broni - wyjaśnił Navid. - Potem będziesz mógł zadzwonić do mamy.
Kolega lekko skinął głową w stronę Sonji, a ona zwróciła się do jednego z policjantów, który również był w pomieszczeniu.
- Zostań tu z nim, dopóki nie dowiemy się czegoś więcej - poprosiła.
Ze szkolnego dziedzińca dobiegały krzyki, przypominając o chaosie panującym na zewnątrz.
Teraz policjantom pozostała do sprawdzenia tylko jedna klasa. Potem mogli zgłosić Mortenowi, że zachodnia część jest bezpieczna.
Za zamkniętymi drzwiami usłyszeli słaby sygnał dzwonka, który zdawał się nie ustawać. Sonja zawołała głośno, że są z policji, i zapytała, czy ktoś jest w środku.
Policjanci stali przez chwilę, czekając, ale słyszeli tylko dźwięk telefonu. Inspektorka napotkała spojrzenie Navida i zobaczyła, że ten też czuje strach. Kiedy otworzyła drzwi sali, jej serce biło tak mocno, że była pewna, że słychać je przez kamizelkę.
Na podłodze tuż za drzwiami leżała kobieta. Miała szeroko otwarte oczy i wyglądała, jakby patrzyła prosto na Sonję. Blada skóra smukłych rąk wystających z bluzki z krótkim rękawem była poplamiona krwią. Na jednej stopie brakowało buta. Nie było wiadomo, czy kobieta próbowała uciekać, ale wyglądało na to, że śmierć musiała nastąpić stosunkowo szybko. Nie można było oderwać wzroku od jej poszarpanej klatki piersiowej, z której wystawały wnętrzności. Inspektorka chciała się odwrócić, ale zmusiła się do patrzenia.
Skąd wzięła się ta wściekłość, która sprawiła, że kobieta doświadczyła takich obrażeń? Sonja wiele w życiu przeszła, ale nigdy nie widziała czegoś takiego.
Kiedy Navid poinformował szefa, że zabezpieczyli korytarz, Ljung się pochyliła. Do paska spodni kobiety przyczepiony był identyfikator. Gunilla Ekberg, nauczycielka matematyki. Zdjęcie twarzy uśmiechającej się do aparatu było teraz prawie całkowicie pokryte krwią.
Chociaż pomieszczenie sprawiało wrażenie jasnego i przewiewnego, ciężka atmosfera spowodowała, że policjanci czuli, iż brakuje im powietrza. W tej sali również wszystkie sprzęty były poprzewracane, a na podłodze walały się ołówki i podręczniki do matematyki.
Sonja spojrzała na plakat w ramce z przodu klasy. Bądź miły. Zawsze.
Te słowa stanowiły niezwykłą ironię losu w obliczu tego, co tu się właśnie wydarzyło.
Inspektorka podskoczyła, gdy telefon w kieszeni kobiety ponownie wydał z siebie irytujący sygnał. Skrzywiła się na myśl o tym, że ktoś z bliskich Gunilli dzwoni, by upewnić się, że nic jej nie jest. Przez wiele lat pracy w policji Sonja opanowała strategie radzenia sobie z krwią i innymi makabrycznymi obrazami, ale myśl o gasnącym życiu wciąż sprawiała, że robiło jej się słabo.
- Ktoś naprawdę chciał ją zabić - powiedział Navid, odrywając wzrok od zmasakrowanego ciała. Nawet nie zauważył, że ma na policzku krew. Prawdopodobnie pobrudził się, gdy dokonywał rewizji chłopaka, którego znaleźli w poprzedniej sali. Kiedy przyłożył dłoń do twarzy i zdał sobie sprawę, że jego palce są czerwone, zaczął gorączkowo pocierać skórę.
Kroki z korytarza stały się wyraźniejsze i gdy Sonja się odwróciła, zobaczyła biegnącą Iris, a tuż za nią Mortena.
- O mój Boże! - wykrzyknęła policjantka, cofając się. Widząc desperackie próby Navida, by usunąć krew z twarzy, wyciągnęła rękę, by mu pomóc.
- Już dobrze - powiedziała cicho, po czym zwróciła się do Sonji. - Wszystko w porządku?
Ljung skinęła tylko głową, starając się ukryć burzę emocji, która w niej szalała. Kiedy Iris poklepała ją po ramieniu, inspektorka zrozumiała, że koleżanka ją przejrzała.
Morten potrzebował chwili, by się pozbierać. Stał w milczeniu, obserwując otoczenie, po czym zwrócił się do nich.
- Budynek został zabezpieczony. Sprawcy nie znaleziono - zaczął, nie odrywając wzroku od martwej kobiety. - Teraz musimy sprowadzić tu medyka sądowego i techników kryminalistycznych.
Mówił niskim głosem, a równocześnie pochylał się, by obejrzeć z bliska ciało. Jego życzliwe spojrzenie zmieniło się teraz, gdy dokonywał inspekcji klatki piersiowej.
- Jak wygląda sytuacja? - zapytała Sonja, obawiając się odpowiedzi, którą mogła otrzymać.
Morten przeczesał dłonią brodę i ciężko westchnął.
- Wielu rannych, ale wydaje się, że nie ma już sytuacji zagrażających życiu. Priorytetem jest teraz znalezienie sprawcy, aby nie zaatakował w innych miejscach. Dla bezpieczeństwa podjęto decyzję o zamknięciu wszystkich szkół. Sonja i Navid, idźcie na boisko szkolne i zobaczcie, jakie informacje uda wam się zdobyć.
Ljung skinęła głową z wdzięcznością. Potrzeba świeżego powietrza stała się trudna do zignorowania.