Zależność - Łukasz Suskiewicz

Kup ebooka

21.00 zł
16.80 zł (15,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1.

Mójkuzyn Olek miał żonę i syna, i wszyscy mówili, że gdyby nie pił,byłby taki szczęśliwy, bo ma taką piękną i miłą żonę, i takiegoładnego i inteligentnego syna, chociaż moja matka uważała, że żona isyn mojego kuzyna mogliby trochę schudnąć. Szczególnie syn,kontynuowała moja matka, mimo że nikt jej o nic nie pytał, mógłbyschudnąć, bo taki młody chłopak nie powinien mieć takiego brzucha,takich ud, ani takiego tyłka jak dwa worki ziemniaków.

Takw ogóle, ciągnęła moja matka, chociaż ślepy by zauważył, że żona isyn mojego kuzyna są niezadowoleni, jeśli chłopak nie weźmie się wgarść i nie schudnie, może mieć problemy ze znalezieniem dziewczyny,może już zawsze być sam.

Jakadziewczyna, pytała retorycznie moja matka, chciałaby chłopaka z takimbrzuchem i tyłkiem?

Czyon w ogóle uprawia jakieś sporty? Chłopak, radziła moja matka,powinien codziennie grać w piłkę, powinien biegać, chodzić na basen,powinien jeść tylko białko zwierzęce, warzywa i owoce.

Oczywiście,jak zastrzegała natychmiast moja matka, mówi to tylko dlatego, żechce dla nich jak najlepiej, mówi to, żeby pomóc, żeby wyrazić swojąopinię. Nie ma przecież niczego złego na myśli, dodawała. No, ale żechłopak jest gruby, chyba każdy widzi. Rzeczy, twierdziła moja matka,trzeba nazywać po imieniu, bo jeśli nie nazywa się ich po imieniu,zakłamuje się rzeczywistość, wszystko się wypacza i później już nicsię nie widzi, tylko własne kłamstwa.

Jeślizwracałem jej uwagę, że nie jest stosowne mówić komuś, a szczególniemłodemu chłopakowi, iż ma nadwagę, obrażała się i mówiła: no, chybażartujesz, przecież nie mówiłam niczego złego, mówiłam prawdę. Niemogę przecież kłamać. Nie mogę mówić, że chłopak wygląda ładnie iszczupło, kiedy ma taki brzuch i tyłek.

Niebędę kłamała, powtarzała. Nie oczekuj tego ode mnie. Już taka jestem,że mówię prawdę, chociaż zawsze obraca się to przeciwko mnie. Zawszedostaję po głowie za prawdomówność, twierdziła moja matka, chociażnie przypominałem sobie, aby kiedykolwiek dostała po głowie.

Prawdęmówiła też w restauracjach, kiedy jej coś nie smakowało, mówiła o tymkelnerom, mówiła: to jest okropne, tego nie można jeść, proszęspróbować, to jest niedogotowane/rozgotowane/prawie surowe/spalone.

Kiedymówiłem: mamo!, odpowiadała: no, co?, przecież nie będę udawała, żemi smakuje... jest okropne... TAKA JEST PRAWDA. Po czym zwracała siędo kelnera: może pan to już zabrać... SKOŃCZYŁAM...

Wrestauracjach niezadowolona była z różnych rzeczy, nie tylko zjedzenia, bo jedzenie - czy tego chciała, czy nie -czasami bywało dobre, albo nawet bardzo dobre, i wtedy nie mogłapowiedzieć, że jest okropne, wtedy mogła powiedzieć jedynie, że nienajlepiej przyprawione, albo mogłoby byćcieplejsze/zimniejsze/inaczej podane, talerze czasami bywaływyszczerbione, a noże nieostre, a herbatę, którą zamówiła, podaliprzed jedzeniem, podczas gdy ona lubi po jedzeniu (czego kelnerpowinien był się domyślić), i zawsze, mówiła moja matka, gdy podająherbatę, rozlewają ją na spodeczek, tak że kiedy podnosi ją do ust,zachlapuje sobie ubranie, i czego moja matka była pewna: ci kelnerzyrobili to specjalnie. Specjalnie rozlewali herbatę, by obserwować jakklienci (jelenie) zalewają sobie ubranie. Nie, mojej matce nic sięnie podobało. Kiedy jedzenie było dobre, inne rzeczy okazywały siępsuć jej posiłek, okazywały się, niezależnie od miejsca i czasu,niedoskonałe, bywało za zimno, za ciepło, towarzystwo przy stolikuobok rozmawiało za głośno, wulgarnie, głupio, prostacko, muzyka byłazbyt głośna albo niestosowna (można od tego wycia zwariować -twierdziła moja matka). Powariowali chyba, zauważała, z tąklimatyzacją, z pewnością gdy tylko wyjdzie, rozboli ją gardło,przecież jest tutaj jak w lodówce, i będzie musiała kupować leki,nikt o tym nie myśli, że połowa klientów po takim pseudoobiedziezachoruje na gardło, że połowa klientów prosto po jedzeniu pójdzie doapteki po leki, za które słono zapłacą, bo leki w tym kraju,twierdziła moja matka, są stanowczo za drogie, ceny leków w tym krajubalansują, zdaniem mojej matki, na granicy rozboju. Twierdziłajeszcze, że kelnerzy są nadęci, niemili i trzaskają talerzami.

Gdyznajdowała włos w jedzeniu, wyciągała go demonstracyjnie ikomentowała, aby inni słyszeli, że można się porzygać, kiedy znajdujesię coś takiego, że coś takiego to najohydniejsza rzecz, jaką możnaznaleźć na talerzu, a restauracja, która dopuszcza do czegoś takiego,powinna zostać zamknięta. Gdzie, pytała retorycznie moja matka, zanimjeszcze spróbowała jedzenia, jest sanepid?

Nigdynie zostawiała napiwków, bo była niezadowolona i - jakwyjaśniała - i tak już tu nigdy nie przyjdzie, więc nie musizostawiać napiwku, nie widzi żadnego powodu, aby zostawiać napiwek,skoro zmarzła od klimatyzacji, a kelner, który na ten napiwek liczy,zachowywał się niemiło. Nie będzie, mówiła, zostawiać napiwku komuś,kto specjalnie rozlał herbatę, aby się ubrudziła.

Zaco, pytała retorycznie, ma zostawiać napiwek, za włosa, którym prawiesię udławiła? Kiedy płaciła, czekała aż kelner przyniesie resztę,nawet jeśli była symboliczna.

Mójkuzyn Olek miał żonę i syna, o których moja matka mówiła, że sąbiedni i kiedy na nich patrzy, chce jej się płakać, bo mogliby byćtacy szczęśliwi, a nie są, co więcej, jak zauważała moja matka,szczęśliwi już nigdy nie będą, bo nie mogą, bo przy tym, co mają wdomu, przy tym co mają z moim kuzynem Olkiem, nikt nie byłbyszczęśliwy, i ona myśli, że syn mojego kuzyna dlatego tyle je i nieuprawia sportu, i tylko siedzi w domu i gra na komputerze, ponieważjest nieszczęśliwy, że gdyby mój kuzyn był inny, i nie pił tyle, ilepije, jego rodzina byłaby szczęśliwa, i jego syn, i żona nie jedlibytyle, ile jedzą, tylko jedliby mniej, bo jego rodzina ma wszystko, bybyć szczęśliwa, poza tym, że mój kuzyn pije, a właściwie nie pijecały czas, tylko pije ciągami, znika, i nie ma go tydzień, dwa, wczasie których chla na umór, dopóki ma pieniądze, stawia innympijakom, rozpija różne męty, które nie zasługują na to, żeby podawaćim rękę, a co dopiero na to, żeby fundować im alkohole, ale mój kuzynOlek dopóki ma pieniądze, funduje, a kiedy kończą mu się pieniądze,pożycza, i uchlewa się (jak świnia, dodawała moja matka) na melinach,gdzie pije, w ocenie mojej matki, z najgorszym elementem, stacza sięna dno, stacza się w takie bagno, w taki muł, że już bardziejobrzydliwego bagna i mułu być nie może, że to bagno i ten muł, wktóre stacza się mój kuzyn, jest zaprzeczeniem człowieczeństwa, wjakie żaden przyzwoity człowiek nie może się stoczyć.

Mojamatka jest tym zdegustowana także dlatego, że mój kuzyn Olek to jejchrześniak, trzymała go do chrztu, kiedy miał roczek, i czuje się ztego powodu zobowiązana, chciałaby mu pomóc, ale nie wie jak, jakmożna pomóc, jeśli ktoś nie chce, żeby mu pomóc, jak można pomóckomuś, kto stacza się w takie bagno i w taki muł, w jakie stacza sięmój kuzyn. Czy z takiego bagna można w ogóle kogoś wyciągnąć? Mojamatka zauważa, że stacza się coraz bardziej, bo jeszcze kilka lattemu znikał na dzień lub dwa, po których mimo wszystko dochodził dosiebie, chorował, rzygał przez cały dzień, jednak dochodził dosiebie, a teraz znika na tydzień, po którym, jak wraca, musi drugitydzień chorować, bo kto wytrzymałby coś takiego, kto mógłbybezkarnie chlać przez tydzień na umór, nie ma takich ludzi, uważamoja matka, i wspomina, jakiego najadła się wstydu, kiedy spotkałaOlka na ulicy, w środku dnia, pijanego do nieprzytomności, siedzącegona chodniku, opartego o fasadę kamienicy, jednej z tych kamienic,które ostały się przy głównym deptaku, więc mogę sobie wyobrazić,twierdziła moja matka, jaki czuła wstyd, bo było to ścisłe centrummiasta, a w dodatku w godzinach popołudniowych, kiedy wszyscy wracaliz pracy, i jest pewna, że bardzo wielu go rozpoznało, bardzo wielupoznało, że to Olek, mój kuzyn, a jej chrześniak, i pomyślało takżeźle o nas, że mamy w rodzinie kogoś takiego, kogoś, kto siedzi nabruku, nieprzytomny z upojenia, Bóg tylko raczy wiedzieć,iludniowego, i ten ktoś (mój kuzyn) nie jest świadectwem tylko swoim,ale jest też świadectwem twoim, zauważała moja matka, wskazując namnie palcem, i niestety, dodawała z autentycznym rozżaleniem, takżejej, mojej matki, jego chrzestnej, i wszyscy będą pamiętali, że toTWÓJ KUZYN, A JEJ CHRZEŚNIAK, siedział pijany na głównym trotuarzemiasta, i dywagowała, czy można było zrobić coś więcej, czy ona albojej siostra (matka mojego kuzyna) mogły zrobić coś, aby ustrzec goprzed tym, co go spotkało, czy mogły zrobić coś, co powstrzymałoby good siedzenia na chodniku.

Kiedymoja matka dostrzegła Olka siedzącego na chodniku, w pierwszymodruchu chciała przejść na drugą stronę, chciała ominąć tę dziwnąpostać ze zwisającą głową, owiniętą płaszczem zbyt drogim, aby mógłbyć płaszczem bezdomnego, jednak sama nie wie dlaczego tego niezrobiła (pewnie z dobroci serca, wyjaśniała), tylko podeszła domojego kuzyna, który, jak skonstatowała, spał, i szarpała go zaramię, i mówiła: Olek, Oluś, obudź się, idź do domu, wyśpij się,odpocznij, i wówczas stało się to, czego moja matka przewidzieć niemogła, czego nikt normalny, w ocenie mojej matki, przewidzieć niemógł, ponieważ mój kuzyn popatrzył na nią wzrokiem, jak to ujęła,nieprzytomnym, i w pierwszej chwili nawet się uśmiechnął, przezchwilę pokazując żółte od nikotyny zęby, jednak zaraz po tym zacząłbluzgać, zaczął wykrzykiwać słowa, które sprawiły, że wszyscypatrzyli na niego i na nią. Jeśli do tej pory byli tacy, którzy niezwracali uwagi na pijaka, siedzącego przy murze, i na elegancką paniąw średnim wieku, szarpiącą go za ramię i szepczącą mu do ucha iusiłującą głaskać go po włosach, to teraz zwracali, ponieważ pijakwrzeszczał do eleganckiej pani, odtrącając jej rękę: wypierdalaj, tystara kurwo, wypierdalaj, stara szmato, odpierdol się ode mnie, ipowiedz tej drugiej kurwie, żeby też się ode mnie odpierdoliła, razna zawsze.

Wówczasmoja matka, nie bardzo wiedząc, co w takiej sytuacji może zrobićinnego, zakryła usta dłonią, demonstrując, że jest tym, co słyszy,tak samo oburzona jak inni, a nawet, jak twierdziła, oburzonabardziej od innych, oburzona, jak się wyraziła, bezgranicznie, aktóre to oburzenie w jej ocenie dystansowało ją od mojego kuzyna.Następnie odwróciła się i dopadła taksówki, by odjechać jak najdalejod tego miejsca, gdzie znajdował się mój (nienormalny, jak uważała potym zdarzeniu moja matka) kuzyn, najlepiej gdzieś do innego kraju,albo na inny kontynent, a ostatnie co zauważyła, było to, iż mójkuzyn Olek rechotał (jak wariat, twierdziła moja matka), i ostatnie,co pomyślała moja matka, zanim ukryła się w taksówce, w której gotowabyła zapłacić wszystko, co miała, byleby natychmiast oddalić się odtego miejsca, było: o Boże, o Boże, o Boże.

Mojamatka, która powinna była o tej historii jak najszybciej zapomnieć,która powinna była tej historii nikomu nie opowiadać, która powinnazachować tę historię wyłącznie dla siebie, wyciągnąć z niej wnioski,jednak nie przekazywać jej dalej, wykorzystać ją, jak to się mówi,dla własnego użytku. Jeszcze tego dnia zadzwoniła do każdego, do kogomogła, zadzwoniła do swojej siostry (matki mojego kuzyna) i do żonymojego kuzyna, które z pewnością znały już tę historię, które zpewnością już tę historię wielokrotnie przeżywały, i niekonieczniechciały przeżywać ponownie, zadzwoniła też do mnie i do mojego brata,niezrażona, ani nieznudzona tym, że opowiada to samo po raz piąty,szósty, siódmy i opowiadała, jak z dobroci serca zatrzymała się przyOlku i co ją w związku z tym spotkało, doszukując się istotyopowieści w przykrościach, jakich zaznała, a w szczególności wwulgaryzmach, jakimi została obrzucona, i które teraz, w rozmowachtelefonicznych, powtarzała, jak zauważyłem, z gniewem.

Kiedyjuż wysłuchałem, co matka miała mi do opowiedzenia, kiedy jużwysłuchałem komentarzy, jakie w związku z tym jej się nasuwały, ikiedy już opowiedziała mi, jak opowiadała o tym wydarzeniu innymosobom, i jak bardzo jest tym wszystkim zdenerwowana i poruszona, ijak bardzo niewzruszone i niezdenerwowane pozostawały osoby, którymową historię opowiadała, co dodatkowo denerwowało i poruszało mojąmatkę, zadzwonił mój brat, by opowiedzieć mi o tym, co usłyszał odmatki, i jeszcze raz musiałem wysłuchać tego samego, z tym że bratkładł nacisk na alkoholizm naszego kuzyna, i na to, że Olek stoczyłsię niżej niż ktokolwiek, kogo znał.

Mójbrat, który był lekarzem, tak samo jak Olek, często powtarzał, żenasz kuzyn przekroczył pewną granicę, że już niżej stoczyć się niemożna, że to już jest dno, poniżej którego nie ma nic, że tak niskoupadają tylko ci, którzy nienawidzą samych siebie. Taki alkoholizm,uważał mój brat, to jest autoagresja, i mój brat nie rozumiał, skądona wzięła się u Olka, który nie miał żadnych powodów, by nienawidzićsamego siebie.

Takna marginesie, dodawał mój brat, nasz kuzyn nie ma specjalizacji, bezktórej, tak naprawdę, nie może leczyć, bez której nie jest lekarzem,tylko absolwentem studiów medycznych, kimś, kto może trzymać hakipodczas operacji, nic więcej.

Wkolejnym tygodniu Olek przestał pić, o czym dowiedziałem się wrozmowie telefonicznej od mojej matki, która powtarzała mi to, czegodowiedziała się od swojej siostry (matki Olka). Olek, mówiła mojamatka, kiedy przestaje pić, pracuje, pracuje, zapewne ze względówekspiacyjnych, więcej niż człowiek powinien pracować, bierze dyżuryza wszystkich, którym nie pasuje pracować nocami, a zawsze znajdą siętacy, którym nie pasuje pracować nocami, którzy nocami wolą spać wewłasnych łóżkach niż pracować, użerać się z ludźmi, wypijać tyle kaw,że jelita zaczynają wariować, zawsze znajdą się tacy, którzy woląpracować dniami niż nocami. Tak że wszystkie noce mój kuzyn spędzał wszpitalu, pracował każdej nocy, a za dnia, jeśli to było możliwe,przyjmował każdą pracę, jaką chciano mu zlecić, więc wyglądało totak, jak referowała moja matka, że praktycznie cały czas spędzał wpracy, co, w ocenie mojej matki, nie jest zdrowe, człowiek, mówiłamoja matka, nie powinien tak pracować, człowiek musi mieć coś więcejniż pracę, szczególnie jeśli ma rodzinę, nie może być robotem, cotyra od świtu do nocy, i niczego poza pracą nie widzi, to się niemoże dobrze skończyć, utrzymywała moja matka, takie sytuacje nigdynie zmierzają w dobrym kierunku, zawsze zmierzają do czegoś złego, dojakiegoś nieszczęścia, jeśli ktoś dzieli swoje życie tylko na pracę ina picie, ktoś, kto połowę swojego życia spędza z kobietami i zmężczyznami, z którymi nie powinien się nawet witać, którym niepowinien nawet podawać ręki, a co dopiero pić z nimi wódki, a drugąpołowę z ludźmi nieszczęśliwymi, z ludźmi chorymi i umierającymi,obserwując ich cierpienia i dogasanie, musi w pewnym momencie zderzyćsię z tym czymś, przed czym ucieka, bo nie można przez całe życieuciekać.

Jeśliktoś pracuje tyle, ile pracował mój kuzyn, wieszczyła moja matka,musi w pewnym momencie eksplodować, musi wrócić w najlepszym wypadkudo picia, albo do czegoś jeszcze gorszego.

Pozatym, dodawała moja matka, widziała Olka w domu babci, tydzień po tym,jak zbluzgał ją na ulicy, i to, co zobaczyła, utwierdziło ją wfatalizmie, o którym mi mówiła, utwierdziło ją w przekonaniu, że tozmierza do czegoś złego. Życie mojego kuzyna Olka, uważała mojamatka, jej chrześniaka, nie może dobrze się skończyć, takie miałaprzeczucie, mój kuzyn Olek, twierdziła, jest w takim momencie, że jużsię wykoleił, ale jeszcze nie upadł, jednak lada moment upadnie zhukiem, tego moja matka była pewna.

Widziałago w domu babci, do którego chodziła codziennie, i do którego mójkuzyn też chodził codziennie, by tam robić wszystko to, czego innirobić nie chcieli, przynosić węgiel, myć podłogi, wybierać popiół zkaflowego pieca, a także myć babcię, która od dziesięciu lat leżała włóżku, i która nie mogła zadbać o siebie, mogła rozmawiać owszystkim, mogła opowiedzieć o tym, co było w trakcie wojny, i cobyło po wojnie, i o Żydach, o których mówiła Żydki, i którzy, co byłowięcej niż pewne, wszyscy już nie żyli, a także o wszelkichkrzywdach, jakie spotkały ją ze strony rodziny trzydzieści latwcześniej, jednak nie mogła sama iść do toalety. Dlatego mój kuzynOlek, jeśli właśnie nie pił, przychodził do niej codziennie, i myłstarą kobietę, rozbierał ją do naga, zanosił na rękach do wanny,gdzie mył jej piersi, plecy, uda, włosy, które były już białe irzadkie, i których lepiej było nie czesać, by nie wypadły zupełnie,za co moja matka, jak sama przyznawała, była mu wdzięczna, bo niebyła to miła praca, i tacy wrażliwcy jak ona nie mogli jej wykonywać.

Chociaż,zaznaczała moja matka, Olek to w końcu lekarz, jaki z niego lekarz,taki lekarz, ale jednak studia medyczne skończył, zauważała mojamatka, więc jest mu łatwiej myć niedołężną staruszkę niż jej (mojejmatce), która lekarzem nie jest. Leczyć się u niego, mówiła mojamatka, nie życzyłaby wrogowi, ale zadbać o higienę starszej osobyumiał, mógłby pracować na oddziale paliatywnym, mógłby zajmować sięumierającymi ludźmi, kiedy sami nie mogą się już sobą zająć. Mógłby,mówiła moja matka, podawać im placebo. Niczego innego lepiej, aby niepodawał, ale placebo mógłby.

Wtrakcie jednej z wizyt u babci moja matka zobaczyła Olka, a później,tego samego wieczoru, zadzwoniła do mnie, i tak jak zawsze niezapytała, czy mogę w tym momencie rozmawiać, czy nie przerwała miczegoś, co wolałbym kontynuować, niż rozmawiać o moim kuzynie, czyprzypadkiem nie mam gościa (na przykład: kobiety), czy w ogóle chcęrozmawiać o moim kuzynie Olku, jej chrześniaku, czy interesuje mniecodzienna analiza jego upadku, jego końca, który, jak prognozowałamoja matka, był bliższy, niż wszyscy przypuszczali i który musiałskończyć się jakąś tragedią, o czym moja matka była przekonana.

Więczamiast zapytać mnie o cokolwiek, co dotyczyłoby mnie, co dotyczyłobymojej pracy albo moich zainteresowań, opowiadała mi o Olku, który gdynie pił, starał się odpracować to, co przepił, który sam na siebienakładał karę za to, że pił, i który gdy nie pił, udawał dobregoojca, wnuka, męża, bo, jak twierdziła moja matka, wszyscy pijacy, gdynie piją, udają dobrych ojców, wnuków, mężów, wszyscy pijacy, gdy niepiją, udają dobrych ludzi, bo gdyby nie udawali dobrych ludzi,udusiłyby ich wyrzuty sumienia, twierdziła moja matka, która napijakach i na pijackich wyrzutach sumienia znała się, jak twierdziła,doskonale, ponieważ wytrzymała prawie czterdzieści lat z naszymojcem, więc wie na ten temat wszystko, moja matka przez samo tylkodoświadczenie, jakiego nabyła przy moim ojcu, mogłaby napisać opijakach książkę.

w serii KWADRATukazały się:

"2008", "2011", "2014"- antologie współczesnych polskich opowiadań

Marcin Bałczewski"Eva Morales de Nacho Lima", "Malone"

Waldemar Bawołek"To co obok"

Kostia Berezin(Paweł Laufer) "ButyMesjasza"

Dariusz Bitner"Książka"

Roman Ciepliński"Diabelski młyn"

Tomasz Dalasiński"Nieopowiadania"

Krzysztof Gedroyć"Przygody K"

Andrzej Grodecki"Iluzje"

Brygida Helbig"Anioły i świnie. W Berlinie!!", "Enerdowce i inneludzie"

Lech M. Jakób"Ciemna materia"

Bogusław Kierc"Bazgroły dla składacza modeli latających"

Wojciech Klęczar"Wielopole"

BogusławaLatawiec "Ciemnia"

Ryszard Lenc"Chimera"

Artur DanielLiskowacki "Capcarap","Eine kleine", "Mariasz", "Skerco"

Miłka O. Malzahn"Fronasz", "Kosmos w Ritzu"

AgnieszkaMasłowiecka "Pyszneciało", "Splątanie"

Jarosław Maślanek"Ferma ciał"

Dariusz Muszer"Homepage Boga", "Niebieski", "Wolnośćpachnie wanilią"

KrzysztofNiewrzęda "Czasprzeprowadzki", "Poszukiwanie całości", "Secondlife", "Wariant do sprawdzenia", "Zamęt"

Ewa ElżbietaNowakowska "Aperona moście"

Paweł Orzeł"Arkusz [^pi^gmalion]", "Nic a nic","Ostatnie myśli (sen nie przyjdzie)"

Paweł Przywara"Zgrzewka Pandory"

Krystyna Sakowicz"Księga ocalonych snów", "Praobrazy"

Alan Sasinowski"Pełna kontrola", "Rupieć", "Szczeryfacet"

Grzegorz Strumyk"Kra", "Nierozpoznani"

Łukasz Suskiewicz"Egri bikaver", "Mikroelementy" ,"Zależności"

Leszek Szaruga"Dane elementarne", "Podróż mego życia","Zdjęcie"

Izabela Szolc"Śmierć w hotelu Haffner"

Łukasz Szopa"Kawa w samo południe"

AndrzejTurczyński "BrulionyStarej Ziemi", "Brzemię", "Koncert muzykidawnej", "Zgorszenie", "Żywioły"

Anatol Ulman"Cigi de Montbazon i Robalium Platona"

Emilia Walczak"Hey, Jude!"

Miłosz Waligórski"Kto to widział"

Maciej Wasilewski"Jednodniowyspacer po dwudziestu kilku głowach", "Rozmowy młodejPolski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś"

Bartosz Wójcik"Christiania. Historie z tamtej strony dobra"

GrzegorzWróblewski "NowaKolonia"

Maciej Wróblewski"Historie Jakuba Blottona z widokiem na Toruń"

Tadeusz Zubiński "Rzymska wojna"