Zakon Maltański - Gabriel Leśniewski

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 2

Dziecko końca

- Nie przypominaj mi o jej śmierci mamo. - rzekła Irina. - To bolesne wspomnienie, dla mnie nie była tylko przyjaciółką.

- Wiem. - Sowietka powoli odwróciła się do drzwi. - Na koniec powiem ci coś interesującego... dla Welesa... syna Polski... nie jest ona tylko siostrą.

Otworzyła drzwi i wyszła.

...

- Braciszku...

Weles spojrzał na siostrę.

- To już. - domyślił się.

- Boli... niemiłosiernie boli! - krzyknęła. - Pomóż mi, błagam.

Weles natychmiast znalazł się przy niej.

Położył dłonie na jej brzuchu i zamknął oczy.

Czuł to.

Nie życie.

Nie śmierć.

Coś pomiędzy.

Coś, czego nawet on - bóg zaświatów i magii - nie potrafił nazwać bez lęku.

- Cholera... - wyszeptał.

Marzanna spojrzała na niego z przerażeniem.

- Co?

Weles otworzył oczy powoli.

Nie odpowiedział od razu.

Bo pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę nie wiedział, czy powinien mówić prawdę.

- To dziecko... - powiedział w końcu. - Ono nie chce się narodzić.

Zapadła martwa cisza.

- Jak to nie chce? - wyszeptała.

- Bo ono już wie, czym jest świat. - odparł cicho. - I nie chce do niego przyjść.

Za oknem rozległ się grzmot.

Nie była to zwykła burza.

Perun wiedział.

A gdzieś daleko, na Malcie, Chrystus przygotowywał swoją krucjatę.

I wszystko zaczynało się jednocześnie.

- Sprowadziłeś na świat zagładę. - usłyszeli.

Weles poznał ten głos natychmiast.

- Nie mieszaj się do tego! - ostrzegł. - Albo znowu skrzyżuję z tobą ostrza.

Dobiegł ich gromki śmiech.

- W tej postaci nic mi nie zrobisz. - zadrwił Perun. - A ona... nie tylko złamała regułę, ona jest pierwotną anomalią!

- Zamknij się Perunie! - krzyknął Weles.

- To wszystko przez nią.

- STUL PYSK! - ryknął Weles po starosłowiańsku. - NIC NIE ZROBIŁA!

Jego głos nie był już głosem człowieka.

Ani nawet boga.

Był rykiem istoty starszej od królestw, starszej od chrztu, starszej od pamięci ludzi.

Komnata zadrżała.

Marzanna spojrzała na niego z mieszaniną bólu i czegoś jeszcze.

Miłości.

Tej starej, trudnej, zakazanej.

Perun jednak nie milkł.

- Zawsze to samo.

Bronisz jej, jakbyś mógł oszukać los.

Jakbyś nie pamiętał, czym byliście zanim przyszli ludzie i nadali wam inne imiona.

Weles powoli wstał.

Jego oczy pociemniały.

- Pamiętam wszystko. - powiedział cicho. - I właśnie dlatego cię nienawidzę.

Grzmot odpowiedział natychmiast.

- Nienawidzisz mnie, bo przypominam ci prawdę. - odparł Perun. - Ona nigdy nie była tylko twoją siostrą.

Zapadła cisza.

Nawet Marzanna przestała oddychać na moment.

Weles nie odwrócił wzroku.

- Nie wypowiadaj jej imienia w ten sposób.

Perun zaśmiał się znowu.

- Za późno.

Dziecko już to wie.

W tej samej chwili Marzanna krzyknęła.

Nie z bólu.

Z przerażenia.

Bo coś w niej odpowiedziało.

Coś starego.

Głodnego.

Świadomego.

Weles rzucił się ku niej.

- Marzanno!

Spojrzała na niego ze łzami w oczach.

- Ono... ono słyszy.

Za oknem niebo pękło od pioruna.

A Perun wyszeptał ostatnie słowa, już bez drwiny.

- Witaj, dziecko końca.

- Jeszcze jedno słowo...

- Wel... błagam... nie rób tego... nie walcz z nim... nie zostawiaj mnie... samej...

Weles zacisnął pięści.

Przez moment bił się z myślami.

- Nie mogę pozwolić by tobą pomiatał.

Zamknął oczy.

Milda weszła jak na wezwanie.

- Zostanę z nią. - powiedziała. - Ty idź.

- Nie pałasz do mnie nienawiścią? - spytała Morena.

- Jestem jego żoną, ale wiem, że go miłujesz. - Milda położyła dłoń na jej brzuchu. - Wszystko będzie dobrze.

- Welesie... nie zostawiaj... mnie.

Bóg zaświatów uklęknął przy niej.