Wrodzony talent
- I patrz pan, przez tego szczeniaka musiałem robotę rzucić, ogolić się w piątek, świąteczne ubranie włożyć i teraz tyle godzin siedzę w sądzie - mówił pan Roman Golonka do znajomego, spotkanego w przytulnej sali sądu grodzkiego na Długiej, rzucając jednocześnie groźne, ale nie pozbawione ojcowskiej dumy spojrzenie na siedzącego obok swego 11-letniego syna.
- A co on takiego uskutecznił? - zainteresował się znajomy.
- Nie uwierzyłby pan, panie Kowalik, jakbym panu powiedział. Sakpalto od swojego kolegi ze szkoły kupił za złotówkie, a później Żydowi sprzedał za dychę.
Tamten drugi, jak przyszedł ze szkoły do figury, lanie od ojca dostał i wszystko wysypał, a teraz ja mam taki wstyd i ciąganie do sądu!
Pan Kowalik popatrzył chwilę z sympatią na młodego Golonkę i rzekł:
- No, no, to smykałkie handlowe posiada pański syn. Powinieneś go pan na bankiera kształcić, skoro jeżeli w tem kierunku uzdolnienie posiada. Pętak, że gołem okiem go nie widać, a już przyzwoicie zarobić potrafił.
- I co z tego, kiedy cały czysty zysk na chałwę i kaliflorek przetrącił?
- Nic nie szkodzi, młodziak jeszcze jest i zabawić się potrzebuje, ale jak z tego wyrośnie, będziesz pan miał z dziecka pociechę. I po mojemu nie masz pan racji chłopcu dokuczać, bo wstydu panu nie zrobił. Ukraść nie ukradł, tylko kupił za gotówkie. Że tanio dał, to jego głowa w tem.
Frajera w kuper bić, jak się daje, to pierwsze przykazanie w handlującem fachu.
Będą z niego ludzie, już ja to panu mówię, ja, człowiek w szkołach kształcony.
Naukowa wiedza nas poucza, że wszystkie historyczne faceci już w małoletnim wieku wykazywali zdolność w swojem kieronku.
Weź pan na przykład takiego Napoleona. Dzieciak jeszcze był, a już, kiedy inne chłopaki w szkole w kukso czyli też klipę podgrywali, on tylko chodził i kompinował, komu by tu mordę zbić na moje uszanowanie, drugie śniadanie odebrać i pokątnie samemu wsunąć. I wiesz pan, jak się wyrobił?
Gienierał-gubernatorem się został, a później za cesarza go obrali i całemu światy knoty dawał, jak chciał.
- No, tak jest, ale podobnież źle skończył, do mamra go w końcu zamkli.
- Bo za duże wymagania miał. Pieniądze zrobił, parę domów posiadał i wilje na prowincji, a wszystko było mu mało...
Zresztą cholera z Napoleonem, nie o to mnie się rozchodzi. Pański Heniek nie wojskowe powołanie odczuwa, tylko kupieckie, totyż tylko przykładowo o Napoleonie zaznaczyłem, że od młodości już się zamiłowanie w człowieku pokazuje.
To samo było z tem powieściopisarzem, któren na Krakowskiem Przedmieściu na pomniku stoi, Mickiewicz się nazywa. Ten znowuż w szkołach wiersze układał, a później do takiej forsy na książkach doszedł, że życzę sobie i panu, żebyśmy jedne część tego mieli.
- Faktycznie, ale tyż zbankretował i teraz jego książki po pięćdziesiąt groszy w koszach sprzedają.
- Księgarnie przestali być interesem, nie będę się z panem sprzeczał, ale Heniek niekoniecznie musi książkami handlować.
Obrał sobie męskie garderobę, niech pracuje w tej branży i nie trzeba mu przeszkadzać.
Zupełnie przekonany pan Golonka z dumną miną podszedł wraz z synem do sędziowskiego stołu, gdyż akurat wywołano jego sprawę.
Młody handlowiec stanął przy pulpicie dla oskarżonych wraz ze swym wspólnikiem, panem Mojżeszem Jagódką, lat sześćdziesiąt dwa, któremu sprzedał palto kolegi.
Niestety do rozprawy nie doszło z powodu niestawienia się dwu świadków. A szkoda! Warto by było się przekonać, czy sądy popierają młode talenty?