Zakochany Mikołaj - Marta Nowik

Reflow text when sidebars are open.
Mikołaj Miłosz szykował się od ponad godziny na kolejną już w tym tygodniu rozmowę o pracę. Poprzednie nie przyniosły mu nadziei na nic konkretnego i, jak sam przyznał, jedynie go rozczarowały. Zdawał sobie sprawę, że jego doświadczenie zawodowe nie mogło zaimponować ewentualnemu przyszłemu pracodawcy. Poza tym Zapiecek nie gwarantował zbyt wielkiego wyboru ofert. Ta dzisiejsza była ostatnią, którą znalazł na portalu ogłoszeniowym.
- Nazwisko? - usłyszał na powitanie.
- Miłosz.
- Miłosz?
- Miłosz.
- Tak jak Czesław Miłosz?
- Tak jak Mikołaj Miłosz.
- Czyli ma pan trzydzieści lat? - dopytywała kobieta, wpatrując się w niego uważnie. Poprawiła okulary, które za bardzo zsunęły się jej z nosa.
- I co w tym dziwnego? Pani zapewne też kiedyś tyle miała.
- Przyznam, że szukam kogoś bardziej doświadczonego i zdecydowanie nieco starszego. Kogoś, kto będzie umiał rozmawiać z ludźmi.
- Jeżeli w języku polskim, to potrafię - zapewnił. - Jeśli w chińskim albo koreańskim, odpadam.
Kobieta pokręciła głową, jakby dając do zrozumienia, że jego wiek mimo wszystko nie jest właściwy.
- Żona? Dzieci?
- Brak. Ale jest pies. Reks. Wielorasowiec. Przyjaciel. Wcześniej był Pucio.
- Pies? - zdziwiła się.
- No, ludzie czasami mają psa - uniósł się nieco.
Właśnie zdał sobie sprawę, że wciąż nie ma pojęcia, w jakim charakterze poszukują tu pracownika. Nic nie zrozumiał z treści przeczytanego wcześniej ogłoszenia. Może sprawiła to późna pora, a może zmęczenie po ostatnich nieudanych poszukiwaniach jakiejkolwiek posady. Czytał ofertę kilka razy. Odpowiedział na nią drogą elektroniczną, tak od niechcenia, aby usprawiedliwić się przed sobą, że zrobił, co w jego mocy.
Kobieta, która wcześniej przedstawiła się jako Teofila, przyglądała mu się uważnie. Poszukiwała kogoś z ikrą, a jednocześnie dozą wrażliwości. Siedzący przed nią człowiek wydawał się jej zbyt prosty. No i te jego odpowiedzi! W jaki sposób on formułuje zdania! Pokręciła głową z dezaprobatą. Przecież ci, do których by go wysłała, zupełnie by się z nim nie dogadali. A już na pewno nie zrozumieliby jego bełkotu. I ta, pożal się Boże, składnia! Z polskiego w szkole orłem nie był! Zdecydowanie!
Za nic w świecie nie zamierzała przyznać przed nim, że tak naprawdę jest jedynym kandydatem, jaki zgłosił się w odpowiedzi na zamieszczone przez nią ogłoszenie. Trochę ją to zmartwiło, ale starała się tego po sobie nie okazywać. Wciąż czekała, aż zjawi się ta właściwa jej zdaniem osoba, która ją porwie erudycją i fascynującą osobowością. Temu mężczyźnie niestety się to nie udało. Mimo wszystko kontynuowała rozmowę.
- Co pana szczególnie interesuje?
Odniosła wrażenie, że to pytanie było dla Mikołaja dość problematyczne.
- Mnie? - Grał na zwłokę. Nie miał pojęcia, co powiedzieć.
- Nikogo innego poza nami tu nie ma.
- Lubię układać puzzle.
Teofila odłożyła trzymane w dłoniach dokumenty. Popatrzyła z nieukrywanym zdziwieniem na swojego rozmówcę.
- Naprawdę? - W jej głosie usłyszał rozczarowanie, co dla niego było w ogóle niezrozumiałe.
- I jestem w tym naprawdę dobry.
- Może coś jeszcze? - Chciała mieć nadzieję, że czymś ją zaskoczy.
- Znam imiona niemal wszystkich psów w okolicy.
Kobieta załamała ręce. Nie sądziła, że będzie aż tak źle. Jedyny kandydat okazał się porażką. Jeśli do piątku nie znajdzie kogoś odpowiedniego, jej projekt może okazać się kompletną klapą.
- Czy czytał pan ostatnio coś interesującego? Coś porywającego, co warto byłoby polecić innym?
Wyraz twarzy mężczyzny wskazywał na to, że zaraz zaskoczy odpowiedzią nie tylko przesłuchującą go kobietę, ale również siebie. Nie wiedział, co ma zrobić z rękoma, więc schował je odruchowo do kieszeni.
- Ogłoszenia w internecie. Zapewniam, że to naprawdę pasjonująca lektura. Na przykład wasze. Przeczytałem je pięć razy i nadal nie mam pojęcia, o co w tej ofercie chodzi. Potraficie zaintrygować.
- Jesteśmy Agencją Świętego Mikołaja. Nadchodzą święta Bożego Narodzenia. Elfy i anioły już mamy. Wciąż brakuje nam Mikołaja.
Miłosz się zaśmiał.
- To jakiś żart?
- Mówię serio.
- Nie zrobię z siebie bałwana!
- Nie szukamy bałwana, tylko Mikołaja. Chociaż z tym pierwszym na pewno byłoby łatwiej.
- Nie będę się przebierał, aby zabawiać przedszkolaki. To wykluczone!
- Rozumiem, że woli pan w tym czasie układać puzzle? I nie jako przedszkolak, tylko jako dorosły, trzydziestoletni mężczyzna?
- Dokładnie. - Wstał, aby pokazać kobiecie, że rozmowę uważa za zakończoną. Nie polubił jej. Wydała mu się wredna i złośliwa. Poza tym za dużo chciała wiedzieć. Wścibskie babsko, pomyślał.
- Chwileczkę. Jeszcze nie zadałam pozostałych pytań. Jesteśmy dopiero w połowie.
- Może pani jest w połowie. Ale ja na pewno dodryfowałem do końca.
- Nie zapłacą panu za układanie puzzli. - Teofila próbowała panować nad sytuacją. - Ale za pracę Świętego Mikołaja i owszem.
Wysunięty argument zatrzymał urażonego mężczyznę. Usiadł z powrotem na swoje miejsce.
- A konkretnie o jakiej kwocie mówimy?
***
Mikołaj leżał na kanapie i przerzucał pilotem kanały z nadzieją, że w końcu znajdzie coś, co przykuje jego uwagę. Gdy ze stojącej obok butelki wysączył ostatnią kroplę piwa, wstał, aby udać się do kuchni po następną. Otwierając lodówkę, tradycyjnie dostrzegł tuż przy swoich nogach merdającego ogonem Reksa. Zerknął na wiszący na ścianie zegar.
- No tak, czas na kolację - powiedział do czworonoga.
Ten najwyraźniej się ucieszył, że pan nareszcie sobie o nim przypomniał.
Mikołaj sięgnął po worek z karmą. Rozsunął suwak i zamierzał nasypać do miski odpowiednią porcję.
Oho! To już ostatnia! - zdziwił się.
- Od jutra przechodzisz na dietę - zwrócił się do psa. - Mógłbyś co nieco dorzucić się do swoich posiłków. I tak ostatnio jesz zdecydowanie lepiej ode mnie. A może chciałbyś pójść do pracy i udawać Świętego Mikołaja? Tobie byłoby wszystko jedno, co ludzie powiedzą.
Reks nic nie odpowiedział. Skupił się na misce, której zawartość pochłonął w okamgnieniu.
- Co tak szybko?! Już nic więcej dzisiaj nie dostaniesz! I tak twoja pani weterynarz twierdzi, że jesteś za gruby! - przypomniał Mikołaj. Choć od ostatniej wizyty w lecznicy nieustannie wątpił, czy lekarka na pewno miała na myśli jego przyjaciela. Może pomyliła zwierzęta?
Wrócił na kanapę. Zerknął na leżące na stole rachunki.
- Same się nie zapłacą - westchnął.
Znowu trzeba coś kombinować! A było już tak dobrze... - pomyślał.
Rzeczywiście, wszystko się układało, gdy spotykał się z Jagodą. Wspólne dwa lata ustabilizowały jego kawalerskie życie. Sielankę w najmniej oczekiwanym momencie przerwało pytanie, które ni stąd, ni zowąd od pewnego czasu cisnęło mu się na usta. Nadszedł dzień, kiedy wypowiedział je w końcu na głos:
- Wyjdziesz za mnie?
Tak oto zaskoczył ją po kinowym seansie, który zakończył się o nieprzyzwoicie późnej godzinie. Może to szczęśliwy finał komedii romantycznej, a może wątek miłosny tak na niego podziałały? Mikołaj nie spodziewał się, że te słowa padną właśnie w takich okolicznościach. To był impuls, który zdumiał również jego. Dziewczyna nie była na nie przygotowana, dlatego nie odpowiedziała zupełnie nic, czym rozczarowała wymownie patrzącego na nią chłopaka. Pogardliwie prychnęła, pukając palcem w czoło.
Gdy odeszła bez słowa, długo nie mógł zrozumieć dlaczego. Chciał się z nią ożenić. Uważał, że nie jest za wcześnie na wiążące decyzje. Ona najwidoczniej myślała inaczej. Nie dała mu szansy na wytłumaczenie i jakiekolwiek wyjaśnienia. Zachowała się tak, jakby poczuła się urażona i rozczarowana relacją, która być może według niej nie rokowała dobrze na przyszłość, a jedynie wpędzała ją w lata. Po jakimś czasie wyjechała z miasteczka. Bez pożegnania, co jeszcze bardziej zraniło jego serce.
Oferta przedstawiona w Agencji Świętego Mikołaja wydała mu się co najmniej absurdalna. W Zapiecku większość mieszkańców dobrze się znała. Niemożliwe byłoby ukrycie faktu, że to właśnie on w śmiesznym przebraniu, z nienaturalnie wielkim brzuchem paraduje od domu do domu, aby roznosić świąteczne upominki.
- Większej głupoty w życiu nie słyszałem - powtarzał sobie. - Niech sami robią z siebie klaunów! Ja odpadam. Nie dla mnie szczenięce zabawy!
Kolejny raz zaczął przeglądać ogłoszenia o pracę. Rozszerzył ich zakres o dodatkowe kilkanaście kilometrów od granic miasteczka. I nic! Zupełnie nic! Jak na złość na monitorze ciągle wyświetlała mu się tylko ta jedna oferta.
Co za spam! - oburzył się. Mogliby nie denerwować ludzi takimi głupotami!
Zadzwonił telefon. Mikołaj zerknął na wyświetlacz, zanim zdecydował się odebrać. Skrzywił się, gdy zobaczył, kto dzwoni. Niedobrze! - pomyślał. Bardzo niedobrze! To był właściciel mieszkania, które wynajmował. Mikołaj domyślał się, czego może od niego chcieć. Tym razem musiał odbyć niewygodną rozmowę.
- Pamiętam o zaległej opłacie za czynsz. Niebawem ją ureguluję. Proszę jeszcze o tydzień cierpliwości - odezwał się. Doskonale pamiętał, że kilka dni temu mówił to samo. - Właśnie szukam pracy. Jak tylko ją dostanę, od razu zrobię przelew.
- Jeśli się panu nie podoba, można śmiało poszukać innego lokum. Niech się pan nad tym poważnie zastanowi. Słyszałem, że na Wesołej teraz coś wynajmują.
- Na Wesołej? Przecież tam są jedynie slumsy!
- Slumsy, nie slumsy, co za różnica? Mieszkać się da! Imprezować również. Zawsze to nowe, zapewne ciekawe doświadczenie! Wybór należy do pana! Czekam do piątku. Jeśli do tego czasu się nie rozliczymy, proszę w przyszłym tygodniu o zwrot kluczy! Szybko będę miał chętnych na pana miejsce.
- Niedługo święta! To nie jest najlepszy moment na przeprowadzkę. Sam pan rozumie. - Mikołaj próbował go jakoś podejść. Zależało mu na spokoju. Nie był przygotowany na kolejną zmianę. Nie teraz.
- To akurat zdąży pan przed Wigilią rozpakować się w nowym miejscu. - Najemca nie był cierpliwym człowiekiem. Szybko się denerwował. Zwłaszcza gdy w grę wchodziły niezapłacone w terminie rachunki.
- Coś wymyślę. Może w zamian odmaluję stancję? Mieszkanie wymaga remontu. Nie tak łatwo będzie znaleźć do niego chętnych lokatorów. Odrapane ściany tylko odstraszają. Kot poprzednich właścicieli zrobił swoje!
- Ale lokalizacja zachęca! Więc się wyrównuje!
Po rozmowie, która wcale nie skończyła się dobrze, Miłosz się zmartwił. Zdał sobie sprawę, że żarty się skończyły. Trzeba było obmyślić jakąś strategię i zacząć działać. Czasu na to miał naprawdę niewiele.
- Mikołaju, gdzie jesteś? Potrzebuję pieniędzy - próbował być zabawny.
Odpowiedziała mu jedynie głucha cisza, co mu się wcale nie podobało.
- No i co tak na mnie patrzysz? - zapytał stojącego obok Reksa. - Szykuj się! Będziesz moim reniferem!