Zakochaj się we mnie - Michalina Kowolik

Kup ebooka

45.90 zł
36.72 zł (25,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

SOUNDTRACK

PODZIĘKOWANIA

1

MUSTANG

- Cholera jasna - klnę pod nosem, wbiegając szybko na chodnik.

Kierowca czarnego bmw naciska na klakson, a ja zatrzymuję się na sekundę i pokazuję mu środkowy palec, po czym ruszam dalej przed siebie. Nie mam chwili do stracenia. Jestem zdyszana, spocona i najpewniej nieprzyjemnie pachnę, ale kto by się tym przejmował w takiej sytuacji? Skręcam w ulicę Gruzełki i pierwsze, co ukazuje się moim oczom, to świecący się w słońcu czerwony mustang.

Robi mi się słabo, ale nie na widok tej pięknej maszyny, którą wcześniej widziałam tylko w filmach ani nie z powodu wysokiego szatyna o dużych niebieskich oczach i kilkudniowym zaroście. W innej sytuacji nie tylko zmiękłyby mi nogi na widok takiego faceta.

W innej sytuacji...

Przywołuję się do porządku i zaczynam się nerwowo rozglądać.

Tola.

Gdzie jest Tola?

I nagle ją dostrzegam. Siedzi w mustangu na miejscu pasażera. Szybko podbiegam do niej, uderzając przy tym właściciela czerwonego samochodu łokciem w ramię, ale w ogóle się tym nie przejmuję. Tola ma zapuchnięte oczy od ciągłego płaczu i czerwony jak u klowna nos. Na mój widok od razu zeskakuje z fotela i się do mnie przytula.

- Już dobrze, aniołku. - Głaszczę ją po kasztanowych włosach, które rano zaplotłam w warkocz. - Na szczęście nic się nie stało.

- Prze... Prze... przepraszam. - Tola łka i dostaje następnego ataku płaczu.

- Posłuchaj. - Odsuwam ją od siebie i unoszę jej brodę tak, aby spojrzała mi prosto w oczy. - Najważniejsze, że tobie nic się nie stało, rozumiesz? Z resztą sobie jakoś poradzimy.

- Ale...

Jeszcze pół godziny temu siedziałam w banku i słuchałam, jak młoda kobieta ubrana w czarną garsonkę tłumaczy mi warunki spłaty kredytu. Myślałam, że już nic gorszego mnie dzisiaj nie spotka.

Myliłam się.

Gdy podpisałam ostatni dokument skazujący mnie na porażkę, rozdzwonił się mój telefon. A gdy odebrałam, usłyszałam coś o stłuczce, Toli i o tym, że nic jej nie jest. Później już tylko biegłam ile tylko sił w nogach i dziękowałam Bogu za to, że Tola zapamiętała mój numer telefonu, dlatego teraz mogłam od razu znaleźć się przy niej i pomóc najlepiej, jak tylko potrafiłam.

- Przepraszam bardzo. - Słyszę za sobą głos tego samego mężczyzny, który powiadomił mnie o wypadku.

Odsuwam od siebie wciąż płaczącą Tolę i wstaję.

- Naprawdę nic takiego się nie stało - mówi nieznajomy, cały czas się uśmiechając. - Na całe szczęście ucierpiała tylko hulajnoga.

Wskazuje dłonią leżącą na zielonym poboczu hulajnogę. Jest skrzywiona, a przednie koło złamane na pół.

Zakrywam usta dłonią. Teraz już wszystko rozumiem. Wiem, dlaczego Tola tak płacze.

- Hulajnoga musiała zjechać z podjazdu wprost pod mój samochód, gdy dziewczynka z kimś rozmawiała - tłumaczy szatyn.

Zauważam, że ma piękne białe zęby, a gdy się uśmiecha, robią mu się dołeczki wokół ust.

Okrążam samochód, aby zobaczyć uszkodzenia. Ile kosztuje taki mustang? Sto tysięcy, a może i więcej?

Ile więc będzie kosztowała jakaś mała rysa?

Kurwa!

Na przednim zderzaku widać czarny lakier hulajnogi Toli, a wokół niego jest małe wgniecenie.

- Prawdą jest, że rozmawiałem akurat przez telefon, więc poniekąd też ponoszę winę za to, co się stało.

- Słucham?! - Czerwienieję na twarzy. - Czyli gdyby pan nie rozmawiał przez telefon, to pewnie wyhamowałby pan, tak?

- Bardzo możliwe - przyznaje nieznajomy, cały czas nie tracąc z twarzy swojego cholernie seksownego uśmiechu. - Jestem w stanie zapłacić za hulajnogę.

- Co?! - podnoszę głos. - Nie chcę od pana żadnych pieniędzy! Za kogo pan mnie ma?!

Co za dupek!

- Chwileczkę.

Nieznajomy podchodzi do mnie i delikatnie dotyka mojego ramienia. Jego dłoń jest ciepła i szorstka zarazem, a ten dotyk pobudza do życia każdą komórkę mojego ciała.

- Źle mnie pani zrozumiała.

- Źle?! - warczę.

- Tak, źle.

- Nie chcę jałmużny! Nie chcę litości! Przez cały czas dawałam sobie razem z Tolą radę, to i teraz dam!

Jakoś uzbieram pieniądze na jej nową hulajnogę. Nie będzie łatwo, ale uda mi się. Kupię jej hulajnogę, nawet jeśli będzie to oznaczać tydzień bez jedzenia - tylko dla mnie oczywiście.

- Niech mnie pani posłucha...

Przystojny szatyn nie kończy, gdyż zatrzymuje się przy nas zielone audi Szczepana.

Zadzwoniłam do niego, biegnąc do Toli, a on pomimo tego, że był właśnie w pracy, przyjechał.

Szczepan Mazur jest jedyną osobą, na którą zawsze, ale to zawsze mogę liczyć.

Tola od razu podbiega do Szczepana, a on bierze ją na ręce jak dwulatkę, a nie wyrośniętą dziesięciolatkę. Z Tolą na rękach podchodzi do szatyna i podaje mu rękę.

- Szczepan Mazur.

- Maks Jasiński.

Ściskają sobie dłonie, mierząc się wzrokiem. Mój przyjaciel jest wysokim blondynem, zawsze dobrze i gustownie ubranym. Teraz ma na sobie czarne dżinsy i białą koszulę z krótkimi rękawami, a na stopach szare adidasy.

Szczepan stawia Tolę na ziemię i odwraca się do mnie.

- Idźcie do samochodu. Ja się wszystkim zajmę - mówi.

Robię tak, jak prosi mój przyjaciel. Siadam z Tolą na tylnym siedzeniu audi i zamykam drzwi. Już po kilku sekundach czuję, jak po karku spływa mi struga potu. Na dworze panuje skwar, a nadchodzące tygodnie zapowiadają się nadzwyczaj słonecznie.

Tola się nie odzywa, ale przestaje płakać, co uznaję za sukces. Nie wiem, jak doszło do tego nieszczęsnego wypadku, ale jednego jestem pewna - dla Toli ta hulajnoga była wszystkim, o czym marzyła przez ostatni rok, i z całą pewnością jeszcze przez długi czas będzie się o to obwiniać.

Po dziesięciu minutach Szczepan żegna się z Maksem Jakimśtam, wrzuca do bagażnika zniszczoną hulajnogę, wsiada do samochodu, odpala silnik i rusza.

Gdy zatrzymuje się na czerwonym świetle, odwraca się do nas i mówi:

- Nie martw się, aniołku, kupimy nową hulajnogę. - Puszcza jej oczko.

- Nie rób jej nadziei! - warczę, z nerwów zgrzytając zębami. - Dobrze wiesz, że nas nie stać.

- Facet okazał się w porządku i dał pieniądze...

Samochód za nami trąbi. Szczepan wrzuca bieg i rusza.

Po przejechaniu dwóch ulic jesteśmy na miejscu. Mieszkamy w szarym starym bloku, którego nie lubię. Wchodzimy do trzypokojowego mieszkania znajdującego się na pierwszym piętrze.

Tola od razu biegnie do swojego różowego pokoju i trzaska drzwiami. Ja idę do kuchni, ściągam plecak i rzucam go na mały drewniany stół.

- Nie chcę słyszeć o żadnych pieniądzach od tamtego faceta, rozumiesz?! - Piorunuję wzrokiem Szczepana stojącego w progu kuchni.

Ma potargane przez wiatr włosy, niebieskie oczy i wąskie usta.

- Przestań, Mania! Nie możesz każdego, kto ma pieniądze, uważać za podłego dupka! Ten koleś pomimo tego, że jeździ mustangiem, okazał się w porządku. Przyznał, że rozmawiał przez telefon i nie bardzo wie, jak doszło do wypadku.

- Gówno mnie to obchodzi! - Rzucam jabłkiem w Szczepana. - Wezmę nadgodziny i kupię Toli nową hulajnogę!

- Mania! - krzyczy, a naprawdę rzadko mu się to zdarza. - Przełknij swoją dumę i pomyśl o Toli!

- Cały czas o niej myślę. Wszystko, co robię, robię właśnie dla niej... - Głos mi się załamuje.

Siadam na drewnianym krześle i ocieram łzę, która spływa mi po policzku.

- Wiem o tym. - Szczepan siada przy mnie i zamyka moją dłoń w swojej.

Dzięki temu małemu gestowi robi mi się lżej na sercu.

- Byłam dzisiaj w banku - wyrzucam szybko, wiedząc, że muszę to w końcu powiedzieć.

- Jak bardzo jest źle? - Szczepan marszczy ciemne brwi.

- Jest gorzej niż źle.

- Więcej niż trzydzieści?

Przeczesuję palcami kasztanowe włosy, które sięgają mi ramion, i kiwam głową.

- Siedemdziesiąt dwa tysiące trzysta - mówię.

- O ja pierdolę! I co... I co teraz? - jąka się.

Szczepan z reguły nie klnie, ale ta informacja nawet jego zwala z nóg.

- Nic. - Wzruszam ramionami. - Przez najbliższe dziesięć... albo piętnaście lat będę urabiać się po łokcie, aby spłacić dług nieżyjącego ojca.

- To...

- Niesprawiedliwe? Tak, wiem.

Podnoszę się i nastawiam wodę w czajniku elektrycznym. Wyjmuję z szafki dwa kubki i wsypuję do nich po miarce kawy. Sama nie wiem, skąd mam w sobie siłę, aby stać na nogach, ale z drugiej strony co dałyby mi położenie się do łóżka i płacz w poduszkę? Nic.

Znalazłam się w czarnej dziurze i muszę coś zrobić, aby z niej wyjść. Dla Toli. Dla tych jej niebieskich oczu, teraźniejszych i przyszłych marzeń, dla startu w dorosłość, którego ja nigdy nie miałam. Ona zasługuje na wszystko, co najlepsze.