Stella wyciera pobrudzone smarem ręce w zmiętą szmatkę. Przeciąga dłonią po spoconym czole i zauważa, że nie nałożyła mazi zbyt dokładnie. Wzrusza ramionami, stojąc w kanale serwisowym pod Volvo Amazonem. Dwudrzwiowe P120E z 1961 roku. Zna się na tym.
- Stella, pora zacząć weekend! - Gösta prawie na nią krzyczy. Widzi tylko jego buty robocze i kawałek znoszonego kombinezonu, który kiedyś był zielony. - Już siódma, piątek - zbliża się przesilenie, na zewnątrz świergoczą ptaki.
- Tu, w Boländerna nie ma żadnych ptaków... - Stella podnosi starego Amazona o pół metra. Kładzie łokcie na krawędzi kanału, mruży oczy i patrzy na Göstę, swojego szefa. Pod światło padające z mocnych świetlówek widzi tylko jego długą sylwetkę. Nikt nie wie, kiedy tak naprawdę powinien był przejść na emeryturę.
- Zabawne - odpowiada przeciągle Gösta. Pochyla się i ją obserwuje. - To była przenośnia, jakbyś nie załapała. Z tobą przecież nigdy nie wiadomo. A tak w ogóle, to ciężko cię odróżnić od tego kanału.
- Cha, cha - a w twoim przypadku ciężko stwierdzić, czy jesteś nagi, czy dalej masz na sobie jakieś ubrania. Stella skrobie śrubokrętem po stali otaczającej kanał i uśmiecha się do Gösty.
- Co powiedziałaś? Tu, w Uppsali mówimy standardowym szwedzkim - Gösta wybucha śmiechem i gładzi dłonią swoją łysinę. - I ostrożnie z tymi przyrządami - dodaje.
Zawsze mówi "przyrządy", zamiast "narzędzia". Jakby zajmowali się tu pacjentami. A nie zabytkowymi samochodami, które wymagają szczególnej opieki. W sumie, może Gösta ma trochę racji. Ale Stella nie ma siły tego komentować.
- Przecież nie jestem ze Szwecji. Przerabialiśmy to milion razy... - odchyla czapkę z daszkiem i drapie się po włosach.
Gösta znów zanosi się śmiechem. - No tak, natura ciągnie wilka do lasu, co nie?
- Fatalnie! - szydzi Stella. - Nigdy nie nauczysz się dialektu ze Skanii. Chyba, że miałeś na myśli coś innego? Przechyla głowę i wytrzeszcza oczy.
- Do cholery, Stella, skończ już to przedstawienie. Jeśli o mnie chodzi, mogłabyś być biała jak kreda. I tak trzeba by było cię szukać w tym kanale z reflektorem. Obydwoje chichoczą. - No dobra, pogasisz wszędzie? Kenta i Robban poszli już do domu. Pewnie będą pociągać z kielicha do poniedziałku - Gösta lekko wzdycha. - Mimo wszystko dobrze, że cię mamy.
- Mimo wszystko?