Rozdział drugi
Violet
Podeszłam do drzwi i chyba po raz setny dzisiejszego dnia otworzyłam je, by móc trzasnąć nimi z całych sił.
- Violet! - krzyknął z dołu ojciec. - Uspokój się, cały dom drży w posadach przez twoje fochy. Jak tak dalej pójdzie, to nie wyjdziesz nawet do Harmony.
- I bardzo dobrze! - wrzasnęłam, wychylając się za poręcz schodów. - Wiesz, jak mi zależało na tej imprezie! A do Harmony muszę iść, jakbyś zapomniał, bo czeka nas projekt z literatury.
Może i byłam dziecinna, ale wróciłam do pokoju, głośno krzycząc i tupiąc nogami. Tak dawałam upust swoim emocjom. Mój ojciec był troskliwy i chorobliwie nadopiekuńczy, a ja miałam tego dość. Dobrze, że miałam Harmony. To ona podsunęła mi pomysł, który właśnie realizowałam z naprawdę niezłym skutkiem. Odkąd mama umarła, ojciec trząsł się nade mną. Nie mógł pogodzić się z faktem, że już dawno przestałam być dzieckiem. Bardzo go kochałam. Był troskliwy i opiekuńczy, ale ta jego obawa o mnie dawała mi nieźle w kość. Mydliłam mu oczy, bo gdyby nie to, to do tej pory byłabym dziewicą i nietykalną córeczką trenera Adamsa. Niestety wiele potencjalnych randek i tak przechodziło mi koło nosa, bo przecież każdy facet z drużyny wiedział, kim jestem. Najskuteczniejszym sposobem na to, by w końcu móc się wyrwać na jakąś imprezę, było udawanie, że odbywa się w innym terminie. Zatem jeśli chciałam wyjść w weekend, prosiłam ojca o zgodę na wyjście za tydzień lub za parę dni, dzięki czemu mogłam się zabawić, mówiąc, że idę się uczyć, co nie wzbudzało jego podejrzeń. Wystarczyło jeszcze dobrze odegrać rolę wkurzonej do granic możliwości Violet i ojciec nie miał o niczym pojęcia. Tym razem jednak miałam dość tego, że za każdym razem muszę wymyślać jakieś chore akcje. Nie robiłam przecież nic złego. Byłam zwyczajną dziewczyną, która raz na jakiś czas chce się zabawić z rówieśnikami, a nie wywłoką przechodzącą z łóżka do łóżka czy upijającą się do nieprzytomności. Miałam prawo do chwili dla siebie, a nie chciałam przy tym okłamywać ojca na każdym kroku. Zasługiwałam na trochę wolności. Być może gdyby sam znalazł drugą połowę, nie kontrolowałby mnie aż tak bardzo. Miałam już tego serdecznie dość. Wiedziałam, jak zrobić mu na złość i tym razem nie zamierzałam być grzeczną córeczką trenera Adamsa. O nie! W końcu chciałam zacząć żyć i cieszyć się młodością. Wiedziałam, że go naprawdę zaboli, kiedy zacznę się spotykać z którymś z jego zawodników. Gdy został głównym trenerem na uniwersytecie w Massachusetts, kazał mi się trzymać z dala od futbolistów. Oczywiście jako grzeczna córeczka od razu go posłuchałam. Dziś na imprezie postanowiłam jednak mu pokazać, że nie będzie mną rządził. Zamierzałam uwieść najbardziej rozwiązłego z graczy. Na nikogo ojciec nie narzekał przy niedzielnych obiadkach tak bardzo, jak na Tylera MacKenziego, i to on miał być moim celem. Tyler, szykuj się! Twoja cnota jest zagrożona. Zaśmiałam się głośno, bo kto jak kto, ale on do cnotliwych nie należał. Wiedziałam dokładnie, jakie zdanie o nim miał mój ojciec: bawidamek i łamacz serc, który nie przepuści żadnej dziewczynie. Nie stronił od zakrapianych imprez i myślał, że talent wystarczy, by odnieść sukces. Miałam tylko nadzieję, że bzyknie mnie szybciej, niż pomyśli, że narazi się mojemu ojcu.
Jak zwykle mogłam liczyć na przyjaciółkę. Nie minęło pół godziny, a Harmony zaparkowała zielonego mustanga pod naszym domem, głośno trąbiąc. Od kampusu dzieliło nas jakieś pięć minut spacerkiem, ale żeby tata łyknął przynętę, nie mogłyśmy przecież wyjść wystrojone jak na imprezę. Na szczęście miałam już u niej niezłą kolekcję ubrań, a jej rodzice byli bardzo spoko. Ich podejście było inne niż ojca, mimo że tak jak i on uczyli na naszym uniwerku. Być może właśnie dlatego rozumiałyśmy się bez słów.
Tak bardzo dziękowałam Bogu za Harmony! Była cudowną przyjaciółką, zawsze obok, gdy jej potrzebowałam. Ludzie często błędnie ją oceniali. Patrzyli na nią przez pryzmat wyglądu. Była piękną, wręcz zjawiskową blondynką o niebieskich jak niebo oczach. Z powodzeniem mogłaby być modelką, ale ona wolała naukę, tak jak i ja. Większość osób myślała, że jest zimna i wyrachowana, jednak była najsłodszą osobą, jaką znałam. Normalne, że jak ktoś był dla niej niemiły, potrafiła się odgryźć, ale sama nigdy dla nikogo taka nie była. Widziałam, że często cierpiała z powodu takiego stanu rzeczy. Ludzie tak szybko oceniają drugiego człowieka, wcale go nie znając. Z prędkością światła potrafią zranić i zrównać go z ziemią. Wystarczy, że jesteś inny od wymyślonych przez nich samych "standardów normalności", a już stoisz na straconej pozycji. Być może dlatego tak doskonale się rozumiałyśmy? Ja co prawda byłam szufladkowana z zupełnie innych powodów, ale potrafiłam zrozumieć, co ona czuje. Rówieśnicy często mnie wyśmiewali, choć nie byłam brzydka czy gruba. Ot, zwykła dziewczyna wtapiająca się w tłum. Jednak dla nich byłam prymuską, córeczką trenera, która pewnie z każdą skargą lata do tatusia. Nieraz obrywało mi się tylko za to, że mój ojciec pracował w naszym liceum. Małomiasteczkowa społeczność miała w zwyczaju szufladkować ludzi. Cieszyłam się jak głupia, że na studiach poznam nowych ludzi, nowe dziewczyny, które być może nie będą na mnie patrzeć w taki sposób. Nie myliłam się. Znalazłam małe grono sprawdzonych znajomych, których nie interesowało, kto jest moim ojcem. Ludzie na studiach mieli swoje życie, swoje problemy, i w większości mnie nie zauważali. Wyjątkiem byli chłopcy z drużyny ojca, bo dostali zakaz umawiania się ze mną. Oczywiście nie dosłownie. Mój ojciec nie był tak bezpośredni, ale wiedzieli, że lepiej z nim nie zadzierać, i skrzętnie schodzili mi z drogi. Dziś chciałam to zmienić. Musiałam to zmienić. Oczywiście, brałam pod uwagę, że Tyler nie będzie jednak chciał mnie zaliczyć. W końcu nie byłam w typie dziewczyn, z jakimi go widywałam. On sam był cholernie gorący, doskonale o tym wiedział i wykorzystywał to do woli. Będę musiała nieźle się natrudzić, by zrealizować swój plan. Oczywiście Harmony wcale nie była nim zachwycona. To chyba nawet za mało powiedziane, bo jak tylko zdradziłam jej szczegóły planu w drodze na imprezę, niemal wpadła w histerię. Dobrze, że była świetnym kierowcą.
- Ty chyba oszalałaś! - krzyknęła, waląc rękoma w kierownicę.
- Dlaczego? Przecież to doskonały pomysł. Ojciec jak nic będzie wściekły.
- No właśnie, będzie. - Spojrzała na mnie, mrużąc oczy. - To kiepski pomysł. Przecież robiąc mu na złość i bzykając się z Tylerem, sama sobie zaszkodzisz. To chodząca choroba weneryczna. Nie wiadomo, ile lasek zaliczył.
- Przesadzasz. Przecież nie jest głupi. Na pewno się zabezpiecza. Zresztą i tak nie wiadomo, czy będzie chciał zaliczyć i mnie. - Utkwiłam wzrok w swoich zaciśniętych dłoniach, jak zawsze gdy zaczynałam się denerwować. - No wiesz, on jest ciachem, a ja zwykłą szarą dziewczyną, której nikt nie zauważa.
- Trzymajcie mnie, bo nie ręczę za siebie! - Harmony gwałtowanie nacisnęła pedał hamulca, przez co niemal walnęłam głową w przednią szybę. Spojrzałam na nią zszokowana, nie bardzo nie wiedząc, o co jej chodzi. - Dziewczyno, nie masz w domu lustra? Za każdym razem to samo! Przestań robić z siebie jakieś brzydkie kaczątko, Violet. Jesteś piękna, jak możesz tego nie dostrzegać?
- Stwierdzam fakt. Widzisz mnie inaczej, bo się przyjaźnimy i nawet w pewnym stopniu ci wierzę. To znaczy tobie wydaję się piękna, bo mnie znasz, ale to nie znaczy, że inni mnie tak postrzegają. Nieważne. Nie chcę na ten temat rozmawiać. - Spróbowałam uciąć temat. - Dziś chcę się dobrze zabawić. Udowodnić ojcu, że nie może mi rozkazywać i nie będzie układał mi życia. Dość tego. Muszę mu w końcu pokazać, że tak nie można. Choćbym w ramach buntu miała przespać się z całą drużyną...
- No to teraz to cię poniosło. - Harmony weszła mi w słowo.
- To była przenośnia. - Zaśmiałam się, by choć trochę rozluźnić napiętą atmosferę. - Wystarczy mi Tyler. Mój ojciec naprawdę go nie znosi
- No dobrze. - Harmony niechętnie ruszyła. - Jak sobie chcesz. Jeśli naprawdę uważasz, że to dobry pomysł, nie będę cię pouczać, ale musisz wiedzieć, że czuję, że wynikną z tego same problemy. Mam nadzieję, że nie zakochasz się w tym bawidamku.
- Spokojnie. - Odwróciłam się w jej stronę i spojrzałam na jej pełną skupienia twarz. - Znasz mnie nie od dziś. Tyler na pewno nie zawróci mi w głowie. To będzie jednorazowy numerek. Nic, po czym nie mogłabym wrócić do porządku dziennego. Harmony, nie zachowuj się jak mój ojciec. Pozwól mi popełniać własne błędy i wyciągać wnioski. Nie obronicie mnie przed całym złem tego świata.
- Oczywiście - burknęła, nie odrywając wzroku od drogi. - Powiedzmy, że ci wierzę i nie zakochasz się w nim, ale co ci z tego, że się z nim prześpisz?
- Jak to co? Mój ojciec w końcu zrozumie, że nie jestem małą dziewczynką. Mam prawo do wolności i nieważne, jak bardzo on stara się mnie kontrolować. Nie może mnie tak traktować. Następnym razem dobrze się zastanowi, nim znów będzie starał się mnie chronić na wyrost.
Podjechałyśmy pod dom mojej przyjaciółki i szybko ruszyłyśmy do drzwi. W głowie miałyśmy już tylko nadchodzącą imprezę bractwa. Byłam podekscytowana jak nigdy. Uprawiałam już seks i wiedziałam, z czym to się wiąże, ale słuchy, które krążyły na temat Tylera i jego, hmm, powiedzmy: łóżkowych umiejętności, mocno mnie onieśmielały. Miałam nadzieję, że dam radę wykonać mój plan do końca. Paraliżował mnie strach, ale nie zamierzałam rezygnować, o nie.
- Nad czym tak dumasz? - Harmony wychyliła się z łazienki i popatrzyła na mnie podejrzliwie.
- A w sumie o niczym - odparłam. - Myślałam, co dziś założyć.
- Załóż coś seksownego, co wyrwie Tylera z butów. - Harmony wyszła z łazienki i usiadła na łóżku obok mnie.
- Taki mam plan, ale naprawdę nie bardzo wiem, co to może być. Jakieś pomysły? - Spojrzałam na nią z nadzieją.
- Zobaczmy... - Stanęła przy szafie i z impetem ją otworzyła. Jej oczy momentalnie się zaświeciły i szybko zdjęła z wieszaka coś, co przypominało sukienkę. - O Boziu! - krzyknęła. - Musisz ją przymierzyć. Wiem, że należy do mnie, ale uwierz mi, będziesz wyglądała obłędnie.
- Harmony... - Pokiwałam głową. - Przecież nic, co pasuje na ciebie, nie będzie dobre dla mnie. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale moje cycki są niemal trzy razy większe niż twoje, a o biodrach również można powiedzieć to samo.
- Przesadzasz - rzuciła i pociągnęła mnie za rękę, zmuszając, bym wstała z łóżka. - Nie marudź, tylko przymierz.
- Wiem, że nie odpuścisz - westchnęłam i wzięłam z jej ręki czarną sukienkę. - Daj mi chwilę, zaraz wracam - dodałam, choć przecież nie było opcji, by pasowała.
Byłam cholernie zdziwiona, gdy okazało się, że dobrze na mnie leży. Opinała moje ciało niczym druga skóra, a ja po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czułam się dobrze w tym, co na sobie miałam. Dość spory dekolt podkreślał moje duże piersi, ale nie w ordynarny sposób: wyglądało to wszystko naprawdę przyzwoicie. Ba, mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że wyglądałam seksownie i właśnie tak się czułam. Uchyliłam drzwi łazienki i niepewnie wyjrzałam na zewnątrz, obawiając się trochę reakcji przyjaciółki.
- O kurde! - Aż zagwizdała z zachwytu, kiedy mnie zobaczyła. - Właśnie tego było ci trzeba. Tak myślałam, ta sukienka jest szyta na ciebie. Wyglądasz obłędnie, a Tyler aż się zagotuje, kiedy cię zobaczy.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się do niej. Jej opinia była dla mnie istotna. Zazwyczaj olewałam to, co kto o mnie mówił lub myślał, ale nie Harmony. Ona była dla mnie bardzo ważna i jej zdanie bardzo się dla mnie liczyło. - Myślałam, że nie popierasz tego, co zamierzam zrobić.
- Nie popieram - przyznała, ciągnąc mnie za rękę i zmuszając, bym usiadła przy toaletce - ale to nie znaczy, że nie będę cię wspierać. Skoro uważasz, że nie ma innego wyjścia i naprawdę tego chcesz, nie będę cię oceniać.
- Wiesz, że bardzo cię kocham - odparłam wzruszona. Była prawdziwą przyjaciółką.
- Wiem, a teraz cisza, bo trzeba cię zrobić na bóstwo. Do tej kiecki potrzebny ci makijaż z efektem wow, więc pozwól mi działać.
Nie musiała powtarzać dwa razy. Z chęcią oddałam się w jej sprawne ręce. Kto jak kto, ale Harmony była mistrzynią makijażu i wiedziałam, że dziś wieczorem będę lśniła niczym gwiazda. Nie było mowy, że Tyler MacKenzie mi się oprze.