- 1 -
Światła na niebie
Księżyc świecił raźno zza chmury, gdy z ciemnej norki wynurzył się jasny łebek. Króliczek poruszył noskiem, nadstawił oklapnięte uszy.
Już od rana wyczuwał w powietrzu napięcie, które rozchodziło się po Górze Astromagów jak kręgi na zmąconej kamieniem tafli jeziora i wprawiało jego drobne ciałko w drżenie. Po zachodzie słońca wrażenie jeszcze się nasiliło. Króliczek potarł łapką pyszczek, potrząsnął uszami. Nie, to nie był dobry dzień dla małego, strachliwego zwierzaczka. Wolał te zwyczajne, ciche godziny, gdy w spokoju podgryzał kawałki sałaty lub spał skulony w odnóżce tunelu, przytulony do braci i sióstr.
Wyskoczył z norki, wspiął się na tylne nogi i węszył.
Czuł się dziwnie. Futerko go swędziało, jakby oblazły go mrówki, więc przez chwilę pieczołowicie je czyścił.
Wtem przerwał i stanął słupka. Coś tu było nie tak. I to jeszcze bardziej nie tak, niż do tej pory.
Intuicja nakazywała mu wskoczyć do norki i udawać, że go nie ma, ale już drugi raz w ciągu tego dnia nie zamierzał jej posłuchać. Tak jak wtedy, gdy za ich ogrodzenie weszła ta głośna istotka z włosami pachnącymi suchą trawą.
Och, z jaką ochotą wskoczyłby jej teraz na kolana! Gdyby była obok, chyba nie czułby takiego niepokoju, jak teraz.
Pokicał wokół, przystanął, wibrysy czujnie mu zadrgały.
I nagle w ciemności nocy rozległ się potężny huk. Ziemia zadrżała pod łapkami króliczka. Jednocześnie na niebie rozbłysły różnobarwne światła.
Z jego norki i pozostałych tuneli poniosło się rytmiczne tap-tap-tap małych stóp. Rodzina króliczka drżała z trwogi i tupała ostrzegawczo, ale mimo przerażenia do niej nie dołączył.
Błyszczącymi oczyma śledził eksplodujące na niebie rozmazane plamy. Gdy jego nozdrzy dosięgnął drażniący zapach siarki, przetarł pyszczek łapką.
W końcu huk ucichł, zapadła cisza, a z oddali napłynęły kojące dźwięki melodii w sam raz do tańca. Króliczek zasłuchał się, a nawet... trochę pokołysał? Co też się z nim dzisiaj dzieje?
Niedługo potem drzwi prowadzące do Wieży Astromagów otworzyły się i obok ogrodzenia przemknęły dwie postacie. Światło księżyca srebrzyło się w jasnych włosach mniejszej z nich. Króliczek przyskoczył do siatki i wsparł się łapkami o metalowe oczko. Powęszył.
A potem wrócił do norki, znalazł właściwy korytarz i zaczął kopać. Tak szybko przebierał łapkami, jakby od tego zależało jego życie.