ROZDZIAŁ 2
Mikkel
Osiem miesięcy wcześniej
Długimi krokami przemierzałem hotelowy korytarz. Miałem czterdzieści pięć minut. Dokładnie za trzy kwadranse musiałem odebrać Livę z treningu piłki nożnej. W przelocie wypiąłem spinki z mankietów koszuli i włożyłem je do kieszeni spodni. Poluzowałem krawat, zdjąłem go przez głowę, starannie go poskładałem i wetknąłem do drugiej kieszeni. Lewą ręką wyjąłem kartę, odblokowałem nią drzwi do pokoju i wszedłem do środka. Z powodu zasuniętych zasłon wewnątrz panował półmrok, chociaż na dworze świeciło słońce. Z głośnika rozbrzmiewały przytłumione dźwięki Fever Peggy Lee. Zamknąłem za sobą drzwi. Na myśl o czekającym mnie rendez-vous, o tej chwili zapomnienia w codzienności wypełnionej spotkaniami i zobowiązaniami, przez większość dnia chodziłem ze sztywnym fiutem. Teraz poczułem, że coraz bardziej rosnę w spodniach, które przyjemnie mnie opinały. Od ostatniego razu upłynęło zbyt dużo czasu. Z uśmiechem pomyślałem, że koniecznie muszę rozładować tkwiące we mnie napięcie - a wraz z nim coś więcej. Mój mózg nie dawał mi jednak odpocząć, nawet w tym momencie nie mogłem zapomnieć o spoczywających w aktówce dokumentach, ale szybko skupiłem uwagę na czymś innym.
- Proszę, proszę, kogo tutaj mamy... - odezwał się z sypialni zmysłowy, kuszący głos.
- Bardzo mi przykro, że przychodzę tak późno. Spotkanie strasznie się przedłużyło. - Zdążyłem już rozpiąć koszulę, którą wyciągnąłem ze spodni i powiesiłem starannie na krześle. - Chodź i pomóż mi z resztą. - Przerwałem na chwilę i zacząłem mu się przyglądać. - Wyglądasz fantastycznie... Tęskniłem za tym, żeby cię poczuć.
Po kilku dalszych krokach stanąłem u brzegu łóżka. Z niecierpliwości rozpiąłem pasek i guzik u spodni.
- Łapy precz, on należy do mnie.
Opuściłem ręce, oblizałem wargi, po czym podniosłem dłoń i położyłem ją na głowie Simona.
- Weźmiesz mnie w usta? I zrobisz mi dobrze? - spytałem cichym głosem. Tak bardzo tego potrzebowałem.
- Nie musisz dwa razy prosić. - Wsunął dłoń w moje czarne bokserki i ściągnął je razem ze spodniami. Wyskoczył z nich mój kutas, na którego główce widać było przeźroczyste kropelki.
- Teraz, Simon, teraz - jęknąłem. - Muszę cię poczuć w tej chwili. Mam nadzieję, że jesteś gotowy na szybkie i ostre rżnięcie.
Jego usta zamknęły się wokół mnie. Spuściłem powieki. Kiedy się z nim kochałem, zawsze miałem w głowie obraz kogoś innego. Jake prześladował mnie niczym życiowa klątwa. Dziesięć długich lat nie było w stanie wymazać tych wspomnień.
- Pokaż mi, do czego są zdolne twoje grzeszne usta - zachęcałem Simona, którego ruchy nabrały prędkości. Kontrolowałem je dłonią spoczywającą na jego potylicy.
Spotykaliśmy się w ten sposób od trzech miesięcy i nadchodził czas, żeby zakończyć tę znajomość. Trzy miesiące stanowiły dla mnie absolutne maksimum, ale ponieważ pochłonęła mnie bez reszty perspektywa fuzji z australijską firmą, nie miałem głowy do pożegnania się z Simonem i znalezienia sobie kogoś nowego. Jeszcze się do mnie nie przywiązał tak jak niektórzy. Kiedy do tego dochodziło, rozstawałem się z nimi natychmiast. Zwykle pomagało zapłacenie im okrągłej sumki. Byłem ich sugar daddym. Brzmiało to odstręczająco, ale prawda była taka, że mogłem im zaproponować jedynie swoje ciało i pieniądze.
- Och, jeszcze, jeszcze. Właśnie tego potrzebowałem. Robisz laskę jak zawodowiec. -Lubiłem prawić mu komplementy, nabierał wtedy jeszcze większego zapału. Mimo to zatrzymałem go w pół ruchu, nie chciałem dojść w jego ustach. Wypuścił mojego penisa i spojrzał na mnie brązowymi oczami spod długich rzęs. Simon miał dwadzieścia pięć lat, studiował w Aarhus medycynę i był nieziemski w te klocki.
- Jesteś gotowy? - W drodze do hotelu musiałem mu napisać, że jeśli mamy zdążyć, musi sam zadbać o grę wstępną. Nie miałem dziś na nią czasu.
- Tak, Mikkel, jestem na ciebie gotowy. Przez cały dzień cieszyłem się na to spotkanie. Odpuściłem sobie wszystkie wykłady.
Zaśmiałem się z tej uwagi. Na szafce nocnej dostrzegłem dildo. Simon odwrócił się i zrobił mi miejsce na łóżku. Byliśmy prawie równego wzrostu. Napiął mięśnie pleców i wyprężył jędrne pośladki. Nachyliłem się nad nim.
- Szkoda, że siebie nie widzisz... Na pewno możemy zaczynać?
- Naprawdę? Po prostu mnie weź. Ostro.
Ująłem swojego sztywnego kutasa, który z całą pewnością był gotowy, i nałożyłem prezerwatywę. Rozsunąłem dłońmi pośladki Simona i wszedłem w niego, nie napotykając żadnego oporu. Poczułem, jak zacieśnia się wokół mnie. Zajęczał, poddając mi się, od czego urosłem jeszcze bardziej.
- Dotykaj się, Simon. Zajmij się swoim twardym fiutem. Chcę cię usłyszeć.
- O kurwa, nie przestawaj. Zaraz dojdę - wydyszał ochryple.
Moje ruchy nabrały prędkości. Trzymałem go mocno za biodra, pieprząc go z całej siły. Orgazm nadszedł bez zapowiedzi. Zrobiłem jeszcze kilka ruchów, wytryskując do prezerwatywy. Simon doszedł gwałtownymi szarpnięciami, podczas gdy ja wciąż w nim pulsowałem. Gdy byłem pewny, że jego orgazm wybrzmiał do końca, wysunąłem się z niego i zdjąłem kondom, który zawiązałem i wyrzuciłem do kosza na śmieci.
- Czego się napijesz? - Ponownie włożyłem bokserki i odwróciłem się w stronę Simona leżącego w rozgrzebanej pościeli. Zmierzwione po seksie włosy sterczały mu na wszystkie strony, gdy zmierzył moje ciało spojrzeniem pełnym podziwu. Musiałem to zakończyć, ale nie dzisiaj i nie teraz, tuż po seksie.
- Najchętniej zimnej coli. Zostaniesz i...
- Niestety nie - przerwałem, podając mu puszkę. - Muszę odebrać Livę i zrobić kolację. Dziś zostaję z nią sam.
Simon nakrył się kołdrą i pił colę, podczas gdy ja się ubierałem. Zwykle w takich sytuacjach brałem prysznic w hotelu, ale tym razem musiałem się bez tego obyć, jeśli nie chciałem się spóźnić. Tine umówiła się na wieczór, a ja obiecałem Livie, że upieczemy własną pizzę. Córka przepadała za wspólnym przyrządzaniem posiłków i pizzą, na szczęście nienależącą do trudnych dań.
Muzyka w tle zmieniła się na You Don't Own Me Brenny Whitaker. Słowa zabrzmiały bardzo wymownie. Usiadłem na brzegu łóżka i położyłem dłoń na policzku Simona.
- Przelałem pieniądze - powiedziałem.
Rozliczałem się zawsze przed naszymi spotkaniami. Dzięki temu czułem się lepiej z tym, co robię, i łatwiej mi było wyłączyć uczucia.
- Wiesz, że forsa nic dla mnie nie znaczy i że chciałbym się z tobą spotykać bez względu na wszystko? - Simon usiadł na łóżku i zbliżył się do mnie, ale ja się odsunąłem. Był atrakcyjnym mężczyzną, wcześniej zdarzało nam się całować, dzisiaj jednak nie mogłem.
- Tak, ale znaczy coś dla mnie - odparłem.
Simon z westchnieniem opadł na łóżko.
Wstałem, spiąłem mankiety koszuli spinkami i ruszyłem do wyjścia.
- Muszę lecieć.
- Kiedy znów się spotkamy? Niedługo skończą mi się wykłady. Podczas sesji będę mógł się z tobą widywać także za dnia. Daj tylko znać. - Trudno się było oprzeć jego błagalnemu spojrzeniu, ale na mnie ono nie działało.
- Sprawdzę w kalendarzu i dam znać, okej? Mamy pilną sprawę w biurze, która najprawdopodobniej zajmie około tygodnia.
Rzuciłem to jakby od niechcenia, chociaż nie mogłem zapomnieć rozmowy mojej i Tine z tego samego dnia. Zostało nam do przedyskutowania wiele kwestii, jednak najpierw miałem zapoznać się z wręczonymi mi przez nią dokumentami. Termin złożenia oferty upływał w przyszły poniedziałek. Gdybyśmy się na to zdecydowali, czekało nas przygotowanie wszystkich materiałów i zwołanie nadzwyczajnego zebrania zarządu. Na myśl o tym serce zabiło mi żywiej w piersi.
- Mikkel, rozumiem, że łączy nas... - Simon pokazał ręką najpierw na mnie, potem na siebie. - ...całkowicie niezobowiązująca relacja, ale jesteś zajebistym facetem i totalnie zwariowałem na twoim punkcie.
- Nie mogę dać ci więcej. - Patrzyłem mu prosto w oczy, chcąc się upewnić, że się rozumiemy. W przeciwnym razie zamierzałem rozstać się z nim tu i teraz.
- Nie proszę cię o więcej, chcę tylko, żebyś wiedział, że liczysz się dla mnie tylko ty.
Czyli jednak koniec.
- Okej. Napiszę do ciebie - odpowiedziałem krótko. - Pokój jest opłacony do jutra.
***
Zanim uruchomiłem silnik, siedziałem przez dłuższą chwilę w samochodzie stojącym w podziemnym parkingu.
Próbowałem zapomnieć, stłumić uczucia, skupić się na firmie, Livie, Tine i na naszym wspólnym życiu rodzinnym. Od dziesięciu lat usiłowałem to zakończyć, zmusić się do tego, ale uniemożliwiały mi to ciągłe przebłyski wspomnień. Udawałem, że wszystko jest w porządku. Chociaż nie było. Żyłem tylko połowicznie - i przestało mi to wystarczać.
"Pozwoliłeś mi odejść, tak po prostu, a ja wszystko ci oddałem - i oddałbym ci całe swoje życie. Kurwa, Jake". Poczułem łzę cisnącą mi się do oka, ale powstrzymałem ją, uruchomiłem silnik i pojechałem okrężną drogą do Risskov. Nie zostało mi dużo czasu na ochłonięcie po spotkaniu z Simonem, podczas którego moje myśli zderzyły się z potrzebami ciała.
***
Pizze piekły się w piekarniku. Włożyłem do lodówki drugie śniadanie Livy, które przygotowałem na następny dzień. Zegarek pokazywał, że do kolacji zostało dziewiętnaście minut. Nalałem sobie kieliszek różowego wina z otworzonej wczoraj butelki i wziąłem go ze sobą na taras. Z naszego domu rozciągał się widok na Zatokę Aarhus. Taras znajdował się powyżej zielonego terenu przypominającego park. Zamieszkaliśmy w tej willi jeszcze przed narodzinami Livy, a teraz ode mnie zależało, czy tutaj zostaniemy. Tine uwielbiała Aarhus tak samo jak ja i uważaliśmy miasto za swoje miejsce na ziemi. Miałem najlepszą żonę na świecie, ale dłużej nie mogliśmy tak żyć. Obydwoje wiedzieliśmy, że nadejdzie ten dzień, mimo że nigdy nie rozmawialiśmy o żadnej konkretnej dacie. Było to nieuniknione - dokumenty rozwodowe zostały podpisane kilka miesięcy wcześniej i Tine nie musiała już tu mieszkać.
- Ta-tooo, pomożesz mi? - Liva klapnęła obok mnie na siedzisku balkonowej sofy.
- Oczywiście, skarbeńku. W czym? - Odłożyłem czytany właśnie przeze mnie dokument.
- Możesz mi przeczytać te słowa?
- Puchar turniejowy - przeczytałem wolno, wyraźnie wymawiając każdą sylabę.
Liva, która niedługo miała ukończyć dziewięć lat, była zagorzałą piłkarką nożną. Chodziła na treningi dwa razy w tygodniu, a kiedy razem ze szkołą wybierali się do biblioteki, zawsze wracała do domu z książkami na ten temat.
- Dziękuję, tato. - Zmierzwiła mi włosy i mnie pocałowała.
- Proszę bardzo. Kocham cię, moja mała myszko.
- Ja też cię kocham. Kiedy będziemy jedli? Jestem głodna jak wilk.
- Za chwilę. Możesz mi pomóc nakryć stół. Zjemy na tarasie?
- No pewnie. - Zmarszczyła brwi. - A kiedy wróci mama?
- Późno, będziesz już wtedy spała. - Teraz ja zmierzwiłem jej włosy na czubku głowy. Miały kolor blond, jak u matki, i sięgały jej do ramion.
Tak naprawdę nie wiedziałem, czy Tine dziś wróci. Umówiliśmy się, że zawsze może tutaj przenocować, kiedy wypadnie moja kolej, żeby zająć się córką, i do tej pory zawsze to robiła. Obydwoje uważaliśmy za ważne, żeby mimo umowy, którą zawarliśmy między sobą, nasza codzienność aż tak bardzo nie odbiegała od tego, jak wyglądała przed rozwodem.
- Okej. - Liva zeskoczyła z sofy i pobiegła do kuchni.
- Jutro, może też pojutrze, zaopiekuje się tobą babcia. Ja i mama będziemy mieli wtedy bardzo dużo pracy.
Tine była dyrektorką finansową w Glocal Construction, a ja - dyrektorem generalnym. Zajmowałem to stanowisko od kilku lat, odkąd ojciec przeszedł na emeryturę. Liva przepadała za dziadkiem, a ja go tolerowałem - ze względu na nią - i starałem się trzymać emocje na wodzy. Wyłącznie ja ponosiłem winę za to, że postanowiłem ulec pod naciskiem ojca, i nie chciałem, żeby ktokolwiek inny poniósł tego konsekwencje. Teraz jednak już nie żył. Nikomu się z tego nie zwierzyłem, ale gdy matka zadzwoniła z informacją o jego śmierci, poczułem przede wszystkim ogromną ulgę. Pomyślałem, że nareszcie jestem wolny. Ja i on pozostawaliśmy w napiętych relacjach, bo ojciec nie akceptował mnie takim, jakim jestem. Teraz mogłem przestać odgrywać komedię, właśnie tego chciała Tine, pytanie tylko, czy byłem na to gotowy. W razie naszej przeprowadzki na drugą półkulę matka na szczęście nie zostałaby sama. Niedaleko niej mieszkały moja siostra Camilla i jej żona.
Na blacie kuchennym zaświecił się mój telefon.
Thomas: Masz czas na rundkę squasha jutro przed pracą? Poza tym Line pyta, czy przyjdziecie w niedzielę na brunch.
Nasza dawna paczka wraz z całą zgrają dzieci spotykała się raz w miesiącu, na zmianę u kogoś z naszego grona. Line i Thomas mieli dwóch pięcioletnich bliźniaków i oczekiwali narodzin kolejnego potomka. Katrine i Jaspar dochowali się trzech córek, spośród których najstarsza miała już jedenaście lat. No i my mieliśmy Livę. Kiedy spotykaliśmy się wszyscy razem, powstawało niezłe zamieszanie. Na szczęście raz na tydzień Thomasowi i mnie udawało się wymknąć na trening albo mecz squasha bez żon i dzieciaków.
Ja: Tak, jeśli Tine wróci na wieczór, ale będę to wiedział dopiero później. Znasz naszą umowę. Do której mogę dać Ci znać?
Moi przyjaciele przepadali za Tine, chociaż moja relacja z nią odbiegała od normy. Wiedzieli też o naszej umowie i ją akceptowali, mimo że trudno im było nas zrozumieć.
Thomas: Pisz o każdej porze. Jeśli zasnę, przeczytam wiadomość rano.
Ja: Super. Wszystko w porządku?
Thomas: Tak jak to zwykle bywa z dwoma niesfornymi pięciolatkami w domu... i ciężarną żoną.
Ja: Jak Line się czuje?
Thomas: Dobrze, ale jest megazmęczona, a chłopcy dają jej wycisk.
Ja: Wyobrażam sobie.
Thomas: Dobra, spadam na kolację. Pamiętaj, żeby dać znać, okej?
Ja: Okej, okej. Napiszę później, żebyś wiedział, na czym stoisz.
Odłożyłem telefon.
Piekarnik zapikał. Wyjąłem z niego dwie gorące pizze - z peperoni i ananasem dla Livy, dla mnie z prosciutto i świeżymi pomidorami. Nalałem córce dużą szklankę mleka. Mnie musiała wystarczyć woda, nie mogłem sobie pozwolić na więcej niż właśnie wypity kieliszek wina, skoro wieczorem czekała mnie praca. Od pogrzebu ojca Tine sugerowała, że warto by się przyjrzeć bliżej tej możliwości, aż dzisiaj przestawiła mi ją w szczegółach.
Podczas posiłku Liva paplała o wszystkim i niczym, podczas gdy ja pogrążyłem się w myślach. Gdy w jej potoku słów raz na jakiś czas pojawiało się pytanie, z ledwością udawało mi się udzielić właściwej odpowiedzi.
- Tato, ty wcale nie słuchasz! - Popatrzyła na mnie z wyraźną pretensją.
- Rzeczywiście, przepraszam. Mam dziś naprawdę dużo spraw na głowie. Słonko, jeśli skończyłaś, to idziemy się kąpać.
- Słonko? - Zmarszczyła nos. - Wcześniej tego nie słyszałam.
- No tak, przecież jesteś moim słoneczkiem.
- A ty moim! - odpowiedziała ze śmiechem. - Ta-tooo...
- Mhm... - Wstawiłem swój talerz do zmywarki i wytarłem ściereczką stół kuchenny.
- Mama mnie zapytała, czy chciałabym się przeprowadzić do innego kraju.
Aha, naprawdę? Kiedy Tine coś sobie postanowiła, nic nie było w stanie jej zatrzymać.
- I co odpowiedziałaś?
- Że to zależy od tego, czy bylibyście tam oboje. Nie chcę mieszkać daleko od ciebie. - Warga lekko jej zadrżała.
Przykucnąłem naprzeciwko niej.
- Chodź tutaj, skarbeńku. Ja i mama nie wyjedziemy daleko od siebie. Jesteś dla nas wszystkim. Nawet jeśli nie będziemy małżeństwem, na zawsze zostaniemy twoimi rodzicami.
- Ale ty nie możesz wyjechać. - Zaczęła płakać.
- Nie wyjadę. Nie o to mamie chodziło.
- Powie... powiedziała to samo co ty - czknęła Liva.
"Przynajmniej tyle" - pomyślałem, bo już zdążyłem się rozgniewać na Tine.
- Mama na pewno ci powiedziała, że mamy możliwość wyjechać do Australii - wszyscy troje. Zastanawiamy się, czy nie kupić tam pewnej firmy, i jeśli się to uda, mieszkalibyśmy tam na kilka lat.
- Ty i mama? - Liva patrzyła na mnie swoimi zielonymi oczami. Odziedziczyła je po mnie, natomiast jasne włosy miała bez wątpienia po Tine.
- Ty, ja i mama. Potrzebuję twojej mamy. Potrafi dużo lepiej liczyć niż ja.
Twarz Livy rozjaśniła się w szerokim uśmiechu.
- Ja też mogę ci pomóc.
- To świetnie. Potrzebuję pomocy we wszystkim, ale teraz musisz się wykąpać. Pora kłaść się spać.
- Będę musiała zmienić szkołę?
- Tak, bo Australia leży na drugiej półkuli. Pokażę ci na mapie.
- A jeśli nikt nie będzie chciał się ze mną zaprzyjaźnić? Oni tam mówią po angielsku, prawda? - Łzy nie przestawały spływać po jej twarzy.
Wytarłem je dłonią.
- Poznasz tam wielu nowych przyjaciół, a z tymi z Danii będziesz mogła rozmawiać przez FaceTime. Angielskiego też na pewno się nauczysz, zresztą pomożemy ci w tym. Zaraz przyniosę chusteczkę i iPada, na którym pokażę ci Australię.
- Nawet trochę się cieszę na ten wyjazd, ale musisz mi obiecać, że obydwoje tam będziecie. - Liva przytuliła się do mnie.
Mocno ją uściskałem. Wstałem dopiero po dłuższej chwili.
- A teraz patrz: tutaj jest Dania. - Powiększyłem mapę i pokazałem jej nasz kraj. Potem wróciłem do poprzednich ustawień, przesunąłem palcem w prawo i podałem Livie tablet. - A oto Australia.
- Czy są tam kangury i misie koala?
- Tak, ale nie na ulicach. - Zmierzwiłem jej włosy.
- Poczytasz mi na dobranoc?
- Oczywiście. Tę książkę o piłce nożnej?
Liva w odpowiedzi przewróciła oczami. Zaśmiałem się.
- Ale najpierw kąpiel! - dodałem.
- Czy w Australii można grać w piłkę nożną? - zapytała już w drodze do łazienki.
- Jestem pewien, że tak.
Czy to naprawdę możliwe, że wszystko poszło tak łatwo? Że Liva będzie szczęśliwa, jeśli tylko będzie miała nas przy sobie? Po tej pierwszej reakcji z pewnością pojawi się kolejna, ale córka lubiła przygody. Nie wiedziałem tylko, czy to najwłaściwszy sposób na spotkanie z Jakiem po tych wszystkich latach. Lepiej byłoby powoli i spokojnie odnowić z nim kontakt, a nie nagle się tam zjawiać. Ujawnienie planów zakupu innego przedsiębiorstwa było jednak niezgodne z prawem, poza tym nie wiadomo, czybym się nie wycofał, gdyby się okazało, że Jake ma rodzinę albo że nie jest mną zainteresowany.
Liva śpiewała w łazience radosną piosenkę. Słyszałem ją przez ścianę, gdy wyjmowałem z szafy w jej pokoju czystą piżamę.