Zagłoba Swatem - Henryk Sienkiewicz

Kup ebooka

8.49 zł
6.96 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena II

Ciż i ZAREMBA , przeskakuje próg.

Buch! nieprawda! o wilku mowa, a wilk tuż.

ZOSIA ( przerażona)

Jezus, Marja!

CYPRJAN

A co? nie mówiłem, że hultaj? Zawołaj tylko po imieniu, a on jest.

ZOSIA

Dla Boga! Waćpan tutaj? tak niespodzianie?

ZAREMBA

Ba! ojciec waćpanny zakazał mi przestępować progów tutejszych, więc je przeskakuję.

ZOSIA

Co będzie, jak tatuś, albo krewne waćpana tu zobaczą?

ZAREMBA ( porywa jej rączki i całuje)

Miód! specjał... jak Boga kocham! Na krewniaczki mam sposób, a ojciec mnie nie zobaczy. Widziałem go na stawie, ościami szczupaki bije. Noc późna, śpią wszyscy, prócz nas. Ba! ja już dwie noce nie śpię. Zośka! złoto moje, jak mi Bóg miły, tak nie mogę żyć bez ciebie!

CYPRJAN

Chyba do tego, co macie sobie do powiedzenia, świadkowie zbyteczni, to też idę do mego alkierza.

ZAREMBA ( rzuca się na kolana)

Zośka! Kochasz ty mnie?

ZOSIA

Nie śmiem powiedzieć... ale, chyba... kocham...

ZAREMBA

O, moje ty złoto, mój skarbie. I mnie śmiałości brak. Łatwiej o uczynek, niż o słowo.

(całuje ją, Zosia się wyrywa, on ją trzyma)

To przez nieśmiałość, Zośka, przez nieśmiałość, jak Boga kocham! Chcesz, to cię przeproszę. W nogi, w ręce, jak chcesz...

ZOSIA

Nie chcę, nie...

ZAREMBA

Bo jakoż cię przekonać? Wierzysz ty mi?

ZOSIA

Waćpanu może swawola, a mnie łzy i wstyd.

ZAREMBA

Miłuję cię z całej duszy, we dnie i w nocy, na piechotę i konno! Amen!

ZOSIA

Właśnie słyszałam, że każden żołnierz płochy i niestały.

ZAREMBA

Ra ta ta ta ta! Nieprawda!

(uderza po szabli)

Żołnierz ze stalą ma do czynienia, więc musi stale wszystko czynić. Amory żołnierskie też jak stal.

ZOSIA

Waćpan na wszystko znajdziesz odpowiedź, a mnie smutno.

ZAREMBA

Nietylko odpowiedź, ale i sposób... Smutków ja nie kocham, jeno ciebie - i przeto pótym szukał, pókim nie znalazł.

ZOSIA

Co waćpan zamierzasz?

ZAREMBA

Przyrzeknij mi tylko, że, choćby tu sąd ostateczny nastał, choćby nie wiem co zaszło, ty się nie zlękniesz, nie stracisz serca. Zaufaj mi!

ZOSIA

Przecie siłą nie będziesz mnie waćpan brał?

ZAREMBA

Nie, nie! sam ojciec mi cię odda.

ZOSIA

Dlaczego ma oddać? kiedy?

ZAREMBA

Kiedy? dziś! Ale przyrzecz mi, że się nie zlękniesz, nie stracisz serca! Powtarzam, choćby tu piekło, choćbyś słyszała: Allah! Allah! - nie bój się!

ZOSIA

Jużem się zlękła, aż mi w głowie szumi. Co waćpan chcesz uczynić?

ZAREMBA

Wesele chcę uczynić. Wesele z tobą, Zosiu! Niech mnie kule biją! Wiwat pani Zarembina! Zdrowie moje! żywot mój!

ZOSIA

Na miłość Boską, nie krzycz waść! Krewne posłyszą, albo służba.

ZAREMBA

Zamknijże mi buzią gębę, bo krzyknę jak tatar: Allah! allah!

Scena I

Scena przedstawia dworek szlachecki. W środku w głębi, jak również z prawej i lewej drzwi, po prawej na froncie okno, po lewej stolik i otomana.

ZOSIA ( przędzie przy kołowrotku)

Ot, dola moja nieszczęsna! Chyba mi oczy wypłakać! Tatuś się zacięli i ani słychać o panu Zarembie nie chcą. Dni moje popłyną w smutku i ciągnąć się będą we łzach, jak ta nić lniana. O Boże mój! zacóż cierpię tak srodze!?

CYPRJAN ( stary żołnierz, wchodzi)

Co ci Zosiu? Znowu płakałaś?

ZOSIA ( kryjąc smutek)

A nieprawda, zdaje się waści.

CYPRJAN
Daremnie symulujesz. Wiem ja nawet tego smutku przyczynę. To pan Jan Zaremba, towarzysz lekkiego znaku, wcisnął się do serduszka - i z tej to przyczyny oczki łezki ronią.
ZOSIA

Co począć, panie Cyprjanie? Niech waćpan poradzi.

CYPRJAN ( filuternie)

A może i co obmyślę.

ZOSIA ( z prośbą)

Obmyśl waćpan, obmyśl, bo inaczej tego nie przeżyję. Gdy tylko wspomnę ojcu o panu Zarembie, wpada w gniew okrutny, tupie nogami i przekleństwem grozi: "Nie chcę żołnierza, - powiada - pijaka, warchoła, powsinogi! Będzie mi do domu kompanów z obozu zapraszał i w rok posag przehula. Pierwej mi włosy na dłoni wyrosną, nim cię oddam panu Zarembie".

CYPRJAN

Coprawda, pana Zaremby ta zaciekłość nie przestrasza. Na jarmarku w Niechanowie coram publico oświadczył:

( Zosia zasłoniła sobie ze wstydu ręką oczy, ale patrzy przez szpary).

"Pierwej mi na dłoni włosy wyrosną, nim się Zośki zrzeknę. Wszystko furda, nie dziś, to jutro Zośka będzie moją".

ZOSIA ( radośnie, zapominając się)

Naprawdę tak powiedział?

CYPRJAN

A ty płakać przestałaś?

ZOSIA ( znów trwożnie)

Ale tatuś się zaciął.

CYPRJAN

Ot, jak zwykle, palestrant. Może nietyle osobista niechęć ku panu Janowi, ile raczej dawna przyjaźń dla kolegi Młynika, również palestranta. A po nieboszczyku Młyniku pozostał syn, który w pojęciu ojca jakby stworzony dla ciebie.

ZOSIA ( rzucając się)

Nie chcę Krupnika, nie! Raczej do klasztoru pójdę!

CYPRJAN

Coprawda, ma ojciec twój i pewien rankor do rodu Zarembów. Posłuchaj, opowiem ci, jako to było. Ojciec twój, nim się z twoją matką ożenił, chciał brać pannę Kuleszankę na Podlasiu, w której okrutnie był rozmiłowan. Ba! cóż z tego, kiedy był i drugi zalotnik, towarzysz pancerny, brat tego właśnie Zaremby, który się w tobie kocha. Naszym palestrantom nie nowina szabla, ale twój ojciec był bojaźliwego serca, zdrowia nie miał, siły nijakiej, chowały go od dzieciństwa niewiasty - i po prawdzie... nie z szabli wyrósł wasz ród, jeno z kancelarji. Juści tak, bo twój dziad był sekretarzem u księdza prymasa i za jego protekcją indygenat otrzymał... że to po łacinie ekspedite umiał, co podobno w Holandji, skąd pochodził, zwykła rzecz. Ten Zaremba tedy, który był frant i wielce do szabli wartki, bardzo sobie twego ojca lekceważył i na pośmiewisko go wystawił. Gadają, że go w smole umoczył, a potem w pierzu utarzał. No! - nie wiem, co dalej było, ale to wiem, że Kuleszankę wziął... a twój ojciec dopiero w cztery roki później z twoją matką się ożenił.

ZOSIA

Jak to można winić jednego za drugiego! Ratujcie mnie, panie Cyprjanie, wyście mi jedni przyjacielem, bo Weronika i Marcjanna - obie za panem Młynikiem.

CYPRJAN

Jako-że inaczej ma być? Młynik im grodeturu na spódnice przywiózł i powiedział, że wyglądają na jego siostry. A Zaremba - zawsze szałaput i wietrznik. Ujrzawszy je pierwszy raz, zaraz do mnie: "Cóż to za muchomory?" A one to słyszały i tego mu nie darują, chociaż się wypierał, że powiedział nie "muchomory" tylko "dwa amory". A znów wieczorem puścił im nietoperza do izby. No, hultaj to on jest, ten twój Zaremba.