Od Redakcji
Oddawany do rąk czytelników tom 14 naszego rocznika jako pierwszy został wydany bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze strony Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Decyzję o nieuwzględnieniu naszego odwołania podjął osobiście minister Piotr Gliński. Zakwestionowanie poziomu naukowego i społecznej roli periodyku wydawanego w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, miejscu pracy pana ministra, należy uznać za szczególnie przykre. Chodzi przecież o jedno z niewielu pism naukowych zajmujących się historią drugiej wojny światowej i jedyne zorientowane przede wszystkim na tematykę prześladowań i eksterminacji 3 mln żydowskich obywateli RP. Rocznik "Zagłada Żydów. Studia i Materiały" nie służy prezentacji takich czy innych poglądów politycznych i prywatnych opinii, lecz jest wydawnictwem akademickim, miejscem prezentacji efektów podejmowanych współcześnie badań i debaty naukowej, rozpoznawalnym w kraju i poza jego granicami. Od lat publikują na naszych łamach zarówno czołowi znawcy tej problematyki reprezentujący różne dziedziny nauki, jak i przedstawiciele młodego pokolenia badaczy czy wreszcie pracownicy muzeów i regionaliści. Decyzja o odmowie finansowania istniejącego od kilkunastu lat czasopisma, powstałego z inicjatywy pracowników kilku instytutów Polskiej Akademii Nauk i innych ośrodków badawczych, nie jest aktem odizolowanym, lecz fragmentem szeroko zakrojonych działań na rzecz ograniczania debaty naukowej pod hasłem państwowej "polityki historycznej". W 2018 r. mieliśmy do czynienia z licznymi przypadkami takich działań, by przywołać choćby sprawę nowelizacji ustawy o IPN, która pokazała, w jaki sposób władze wyobrażają sobie dyskusję nad historią Zagłady. Szerzej o tej sytuacji piszemy wewnątrz numeru.
Redakcja pragnie podziękować za wszystkie wyrazy solidarności i wsparcia. Słowa podziękowania kierujemy do dyrektora Instytutu Filozofii i Socjologii PAN prof. dr. hab. Andrzeja Rycharda, który nie tylko interweniował w sprawie odmowy dotacji, lecz także stale wspiera nasze działania. Dziękujemy wszystkim, którzy wyrazili chęć przyjścia pismu z pomocą, zarówno koleżankom i kolegom ze społeczności akademickiej, jak i czytelnikom. Od wielu lat otrzymujemy dotację od Stowarzyszenia ŻIH. W tym roku dołączyły do niego Fundacja Agory, Conference on Jewish Material Claims Against Germany i Taube Philanthropies. W dramatycznych sytuacjach zawsze mogliśmy i wciąż możemy liczyć na pomoc prywatnych darczyńców. Smutne, że pismo naukowe zajmujące się ważnymi z punktu widzenia historii Polski zagadnieniami nie zasługuje na niewielkie choćby wsparcie ze strony powołanych do tego instytucji państwowych. Mamy jednak nadzieję na zmianę tej sytuacji.
Numer ukazuje się w roku ważnych rocznic - 75. rocznicy powstania w warszawskim getcie oraz 50. rocznicy Marca 1968.
Wokół pierwszego z tych wydarzeń osnuty jest tekst jednego z najważniejszych żyjących badaczy Zagłady - Yehudy Bauera, który z jednej strony przypomina historię powstania i podsumowuje najnowsze ustalenia historyków, z drugiej zaś umieszcza zryw warszawskich Żydów w kontekście relacji i odniesień polsko-żydowskich. Autor omawia ponadto procesy instrumentalizacji pamięci o powstaniu i wykorzystywania jej do doraźnych celów zarówno w Izraelu, jak i w Polsce.
Rocznica Marca 1968 jest okazją do przypomnienia nie tylko tych dramatycznych wydarzeń sprzed pół wieku, lecz także problematyki przemocy antyżydowskiej w Drugiej RP i w pierwszych latach powojennych. Do "wydarzeń marcowych" nawiązuje tekst Marcina Kuli, natomiast do mechanizmów przemocy antyżydowskiej w bezpośredni sposób odnoszą się dwa artykuły zamieszczone w dziale "Studia". W pierwszym z nich (Zanim stał się Przytyk. Ruch narodowy a geneza zajść antyżydowskich w województwie kieleckim w latach 1931-1935) Kamil Kijek pokazuje, czym była odmiana polskiego faszyzmu i jak długofalowe działania polityczne doprowadziły w omawianym okresie do pogromów. Rzetelnie udokumentowane studium dowodzi, czym skutkuje promowanie idei narodowych w połączeniu z "socjotechniką przemocy". Przemoc antyżydowską w powojennej Polsce ukazuje z kolei artykuł Adama Kopciowskiego, który śledzi, jak omawiane zjawisko znalazło odzwierciedlenie w księgach pamięci, tworzonych przez środowiska ocalałych z Zagłady. Autor nie tylko przedstawia czytelnikom szeroki wybór nieznanego, a bardzo ciekawego materiału, lecz także poświęca uwagę krytyce ksiąg jako źródła historycznego. Jako rewers artykułu Kopciowskiego można potraktować sprawozdanie z przebiegu audiencji prezesa Światowego Kongresu Żydów Josepha Tenenbauma u prymasa Augusta Hlonda 3 czerwca 1946 r., sporządzone przez dyrektora Biura dla Spraw Żydowskich przy MSZ Olgierda Górkę (publikowane w opracowaniu Joanny Tokarskiej-Bakir w dziale "Materiały"). Ten krótki dokument uwidacznia skalę niezrozumienia problemu przemocy antyżydowskiej przez przywódców polskiego Kościoła i sposób postrzegania przez nich ocalałych Żydów.
Na uwagę zasługują także pozostałe artykuły zamieszczone w dziale "Studia". Barbara Engelking podejmuje niełatwą i wywołującą kontrowersje tematykę działalności komunistów w okupowanej Warszawie, koncentrując się na opisie zasięgu i funkcjonowania komunistycznej sieci pomocy dla ukrywających się Żydów. Artykuł, ukazujący wyjątkowość tej sieci na tle innych inicjatyw pomocowych, jest w znacznej mierze oparty na niewykorzystywanych dotychczas w badaniach nad Zagładą materiałach źródłowych, w tym relacjach składanych po wojnie dla Zakładu Historii Partii. Z kolei Dariusz Libionka opisuje działania i zaniechania Polski Podziemnej wobec zjawiska szmalcownictwa w okupowanej Warszawie, pokazując złożoność tej problematyki. Autor skupia się na stopniu rozpracowania szmalcowników przez różne struktury konspiracyjne oraz rozważa osiągnięcia i ograniczenia konspiracyjnego wymiaru sprawiedliwości. W kolejnym artykule Krzysztof Persak omawia przebieg, zakres i rezultaty prac archeologiczno-ekshumacyjnych w Jedwabnem w 2011 r. oraz wypływające z nich wnioski, prostując tym samym nieścisłe informacje i fałszywe konkluzje funkcjonujące w obiegu publicznym. Szczególnej uwadze Czytelników polecamy także studium Luizy Nader, w którym dogłębnie analizuje ona prace plastyczne Felicjana Szczęsnego Kowarskiego, Krzysztofa Henisza, Aleksandra Świdwińskiego i Mieczysława Wejmana dotyczące Zagłady, stawiając pytania o status artysty jako świadka. Autorka, przybliżając prace plastyczne nieznane szerszemu odbiorcy, wychodzi od zmysłu wzroku (patrzenia) i artystycznego imperatywu wizualnego zapisu Zagłady, aby w nowatorski sposób określić specyfikę takiego świadkowania.
W dziale "Materiały" pragniemy zwrócić uwagę na poruszający tekst Trzy wizyty w Auschwitz w opracowaniu Moniki Adamczyk-Garbowskiej. Jest to prezentacja relacji odwiedzających powojenną Polskę żydowskich wysłanników: Josepha Tenenbauma, Jakowa Pata i Mordechaja Canina. Ich oczami patrzymy na gruzy żydowskiego życia w Polsce, na popioły wokół obozów zagłady i "gorączkę złota", która ogarnęła część Polaków.
Z dużym zainteresowaniem powinien się spotkać artykuł Krzysztofa Czubaszka, którego bohaterem jest autor jednego z najbardziej wstrząsających polskich zapisów dotyczących Zagłady. W poprzednim tomie naszego rocznika opublikowaliśmy pozbawioną ingerencji cenzorskich pierwotną wersję tekstu nauczyciela z Łukowa "Stanisława Żemińskiego", którego losy pozostawały nieznane. Okazało się, że autor - Stanisław Żemis - nie tylko przeżył wojnę, lecz był znanym działaczem społecznym, a przez pewien czas pełnił funkcję prezydenta Siedlec.
Last but not least zapraszamy Czytelników do lektury działu "Punkty widzenia" i refleksji wokół poruszanych w nim tematów jako komentarza do aktualnej sytuacji w Polsce. Tekst Macieja Janowskiego Polskie obozy śmierci i polskie dobre imię stanowi glosę do tegorocznej nowelizacji ustawy o IPN i punktuje spustoszenia, jakie poczyniła ona w polskim życiu politycznym i społecznym. Pozostałe głosy - Andrzeja Ledera i Stanisława Obirka - przynoszą głęboką analizę przekonań i postaw polskiego społeczeństwa. Z różnych perspektyw i przybliżeń odpowiadają na pytanie, dlaczego Polakom tak trudno porzucić hegemoniczną opowieść o własnej historii oraz doznanych krzywdach i zmierzyć się z pamięcią o Zagładzie.
Najchętniej dedykowalibyśmy te głosy twórcom polskiej "polityki historycznej", gdyby nie pewność, że po nasze pismo nie sięgną.
Kamil Kijek
Uniwersytet Wrocławski
orcid.org/0000-0002-9296-4485
kamil.kijek@gmail.com
Zanim stał się Przytyk. Ruch narodowy a geneza zajść antyżydowskich w wojewódzkie kieleckim w latach 1931-19351
Streszczenie
Artykuł jest przeglądem przyczyn przemocy antyżydowskiej, która przetoczyła się przez prowincjonalne miasta i wsie centralnej Polski (w województwie kieleckim) w latach 1935-1937 i obejmowała znany pogrom w Przytyku w 1936 r. Autor na podstawie analizy aktywności politycznej Stronnictwa Narodowego i jego radykalnego skrzydła "młodych" w latach 1931-1935 pokazuje ich rolę we wprowadzaniu na polskiej wsi specyficznej kultury politycznej, zawierającej przemoc antyżydowską, radykalny nowoczesny antysemityzm, faszyzm i militaryzm; wszystko to stało się kluczowym kontekstem wydarzeń, do których doszło w następnych latach.
Słowa kluczowe
agitacja, przemoc antyżydowska, antysemityzm, prowincja, faszyzm, Druga Rzeczpospolita, województwo kieleckie, Stronnictwo Narodowe, nacjonalizm, przemoc polityczna, Przytyk, sanacja, socjotechnika
Abstract
This article is a revision of causes of anti-Jewish violence that swept through the provincial towns and villages in Central Poland (in Kielce Voievodship) in the years 1935-1937 and included well known pogrom in Przytyk in 1936. By studying political activity of the National Party (Stronnictwo Narodowe) and its 'young' radical members in the years 1931-1935, it shows their role in implementation of specific political culture of anti-Jewish violence, radical modernist anti-Semitism, fascism and militarism in the Polish countryside, that all became crucial context of events that took place in the subseqent years.
Key words
agitation, anti-Jewish violence, anti-Semitism, countryside, fascism, Interwar Poland, Kielce region, National Party, nationalism, political violence, Przytyk, Sanation, sociotechnique
Wstęp
Historykom i opinii publicznej znanych jest kilka głośnych wypadków pogromów bądź aktów zbiorowej przemocy antyżydowskiej, które przetoczyły się przez Polskę w latach 1935-19372. Kilku z nich, jak tych w Odrzywole (między 20 a 27 listopada 1935 r.), Przytyku (9 marca 1936 r.) czy Częstochowie (między 19 a 21 czerwca 1937 r.), dokonano w ówczesnych granicach województwa kieleckiego. Najczęściej przywoływaną i uznawaną za najważniejszą bezpośrednią przyczyną tych zajść jest wielki kryzys, który szczególnie silnie dotknął polską wieś. Miał się on nałożyć na tradycyjne antagonizmy chrześcijańsko-żydowskie. Antysemicka agitacja uprawiana w tym okresie pojawia się w miarodajnych studiach tego problemu jedynie jako jeden z kontekstów lub wtórny czynnik wybuchu fali antyżydowskiej przemocy. W literaturze przedmiotu za kluczowy element tego rodzaju agitacji na polskiej prowincji w pierwszej połowie lat trzydziestych uznaje się zazwyczaj bojkot ekonomiczny handlu żydowskiego3.
Celem tego artykułu jest uzupełnienie i miejscami zrewidowanie dotychczasowych ustaleń, proponuję bowiem nowe spojrzenie na genezę aktów kolektywnej przemocy antyżydowskiej bądź pogromów dokonywanych na terenie województwa kieleckiego, przy uwzględnieniu szerszej perspektywy czasowej. W Odrzywole, Przytyku, Częstochowie i innych miejscowościach to nie mogący stanowić etykietę bardzo różnych poglądów i postaw bliżej nieokreślony "antysemityzm", lecz pewna odmiana skrajnej antysemickiej ideologii, propagowana przez konkretne środowiska, okazuje się kluczowym elementem, który wprawił w ruch całą sekwencję innych czynników, co ostatecznie doprowadziło do aktów antyżydowskiej przemocy. Do tej sekwencji należały niewątpliwie dramatyczne skutki wielkiego kryzysu 1929 r., zetnicyzowanie struktury społeczno-zawodowej na prowincji, tradycyjne antagonizmy chłopsko-żydowskie, autorytaryzm, korupcja i bezwład rządów sanacji. Nie zadziałały one jednak spontanicznie, ale zostały uruchomione w wyniku zaplanowanego i konsekwentnego działania politycznego części środowisk nacjonalistycznych, znajdujących się w opozycji do ówczesnej władzy. Radykalna część obozu narodowodemokratycznego, tzw. młodzi, osiągnęła sukces w postaci rozpropagowania na prowincji kieleckiej przekonania o Żydach jako złu i wrogu absolutnym, za pomocą określonych środków socjotechnicznych. Przemoc stanowiła owych środków najważniejszy element.
W latach 1931-1935 środowisko "młodych" wraz z częścią innych lokalnych działaczy ruchu narodowego podjęło próbę zaszczepienia na terenach wiejskich wcześniej obecnej raczej w miejskiej kulturze politycznej ideologii nie tradycyjnego, lecz modernistycznego antysemityzmu, w jego najbardziej radykalnej odkupicielskiej i chimerycznej wersji (łączącej różnorakie elementy tradycyjne i nowoczesne, często ze sobą sprzeczne). W tej odmianie ideologii antysemickiej Żydzi stanowili wszechstronne i absolutne zagrożenie (jako dążący do zniszczenia chrześcijańskiego świata kapitaliści, liberałowie z jednej strony, komuniści z drugiej), byli wrogiem nie tylko kulturowym i politycznym, ale i rasowym, wreszcie ich usunięcie uznawano za konieczny warunek przemiany teraźniejszego zdegenerowanego świata4.
Radykalizacja obozu narodowego w okresie Drugiej Rzeczypospolitej, której ważnym etapem było powstanie w grudniu 1926 r. Obozu Wielkiej Polski, jego rozwiązanie w latach 1932-1933 i utworzenie rok później Obozu Narodowo-Radykalnego, doczekała się licznych analiz historycznych5. Proces ten miał bezpośredni wpływ na falę przemocy antyżydowskiej występującej od początku lat trzydziestych na polskich uniwersytetach i dokonywanej główne przez studenckich narodowych radykałów z Ruchu Młodych OWP, m.in. wchodzącej w jego skład Młodzieży Wszechpolskiej6. Rozwiązanie przez władze w latach 1932-1933 Obozu Wielkiej Polski i włączenie jego struktur, w tym Ruchu Młodych (RM OWP), do Stronnictwa Narodowego nie tylko nie złagodziło radykalizmu członków tego pierwszego, lecz wzmocniło nurt radykalny w samym stronnictwie. Na jego osłabienie w głównej partii obozu narodowego nie wpłynęło w znaczący sposób również powstanie w 1934 r. rozłamowego Obozu Narodowo-Radykalnego, a później jego podział na ONR "ABC", Ruch Narodowo-Radykalny "Falanga", ponadto zaś innych, drobnych, organizacji. W opisanych dalej wypadkach zachodzących w województwie kieleckim rozłamowe ugrupowania ruchu narodowego zajmowały marginalną pozycję, a działacze głównego nurtu wyraźnie manifestowali, że ich postawa wobec Żydów jest nie mniej bezkompromisowa od tej reprezentowanej przez niedawnych towarzyszy. Mający istotne znamiona ideowe faszyzmu prawicowy radykalizm odegrał w analizowanych tutaj prowincjonalnych wydarzeniach kluczową rolę. Znaczenie miały również wypadki rozgrywające się wówczas na uniwersytetach, poczynając od tych wileńskich, które nastąpiły między 9 a 12 listopada 1931 r.7 Zabity w ich trakcie kamieniem rzuconym przez Żyda student Stanisław Wacławski stał się dla narodowych radykałów ikoną, symbolem bohaterskiej walki z żydowskim zagrożeniem8; mitologię stworzoną wokół tego zagrożenia upowszechniali oni także na kieleckiej prowincji. Była ona tylko jedną z części składowych skrajnych wersji nacjonalizmu i antysemityzmu, które środowisko "młodych" wywodzących się z RM OWP wprowadziło do wnętrza Stronnictwa Narodowego, zajmowało bowiem coraz ważniejsze miejsce w organach partii na szczeblu centralnym i prowincjonalnym, m.in. w województwie kieleckim. Podnoszenie wątku żydowskiego miało zasadnicze znaczenie dla wzrostu siły "młodych" i wciągnięcia w ich szeregi dużej rzeszy nowych chłopskich działaczy. Narodowi radykałowie wykorzystali więc rozpoczętą na przełomie 1929 i 1930 r. nową skierowaną na wieś kampanię agitacyjną Stronnictwa Narodowego. W jej ramach rozpropagowali jedną z najostrzejszych wersji odkupicielskiego antysemityzmu, przedstawiając Żydów jako absolutne zło. W głoszonej przez środowisko "młodych" walce z żydowskim zagrożeniem bojkot ekonomiczny był tylko jednym z elementów, nierozerwalnie związanym z innymi, przede wszystkim z przemocą werbalną i fizyczną. Do niej "młodzi" zarówno bez ogródek zachęcali, jak też ją inicjowali i w niej uczestniczyli. Przemoc była nie tylko środkiem jako takim, lecz także zabiegiem socjotechnicznym pozwalającym tłumaczyć świat w kategoriach absolutnego konfliktu polsko-żydowskiego czy chrześcijańsko-żydowskiego. Zarazem terror wobec Żydów, ich wypędzenie z niszy ekonomicznej zajmowanej na polskiej prowincji nie stanowiły jedynie celu samego w sobie. Przy okazji działań antyżydowskich uderzano w obóz władzy, próbując podważyć jego legitymizację i obalić rządy sanacji.
Wzrost pozycji "młodych", kampania ruchu narodowego na prowicji kieleckiej i odkupicielski antysemityzm w latach 1930-1933
Od przełomu 1929 i 1930 r. poszukiwanie poparcia na wsi było ważnym elementem politycznej kontrofensywy ruchu narodowego9. Ten kierunek agitacji uzasadniał m.in. wybuch wielkiego kryzysu w 1929 r., ponieważ jego skutki szczególnie długo odczuwano na terenach wiejskich. Konieczność większego otwarcia się ruchu na środowiska chłopskie wiązała się również z porażką Stronnictwa Narodowego w wyborach do sejmu w 1930 r. Nowa kampania agitacyjna, ukierunkowana na prowincję, została podjęta także w województwie kieleckim. Krytyka polityki rolnej sanacji, z jaką występowano na spotkaniach i wiecach SN na tym terenie, w początkowym okresie najczęściej była pozbawiona wątków żydowskich10. Pojawiły się w niej na mocy decyzji centralnych władz partii w Warszawie. 26 listopada 1931 r. Rada Naczelna Stronnictwa Narodowego wydała uchwałę, którą przesłano do wszystkich powiatowych i okręgowych zarządów partii. Jej odbiorcom zwrócono uwagę, że treść tego dokumentu, dotyczącego nowej partyjnej strategii gospodarczej, należy promować na prowincji w postaci jak najprostszych, chwytliwych haseł. Głównym obiektem tychże, co stanowiło bardzo istotną zmianę w agitacji stronnictwa, stali się Żydzi. Od tej pory tzw. polityka żydowska była zasadniczym elementem postulatów gospodarczych partii odnoszących się do sytuacji ekonomicznej polskiej wsi. Już na wstępie uchwała głosiła:
Przewodnią ideą programu gospodarczego jest jego narodowy charakter, przeciwstawiający się zarówno międzynarodowej finansjerze, jak i międzynarodowemu socjalizmowi. Należy silnie podkreślić, że faktycznymi kierownikami obu tych międzynarodówek są żydzi. Walka z ich wpływami jest pracą na rzecz utrwalenia naszej własnej samodzielności11.
W przytoczonym fragmencie, tak jak w całej uchwale, zwraca uwagę jednoznacznie chimeryczny charakter zagrożenia ze strony Żydów, stoją oni bowiem za oddziaływaniem dwóch sprzecznych (międzynarodowa finansjera i socjalizm) złowrogich sił. W dalszej części dokumentu stwierdzono, że Żydzi de facto kierują również rządzącą w Polsce sanacją. Oficjalnie ogłoszono tam też politykę walki o "polski handel", prowadzoną m.in. przez wspieranie powołanej specjalnie do zwalczania handlu żydowskiego Ligi Zielonej Wstążki. Co istotne, wątki żydowskie pojawiły się w dwóch pierwszych punktach programu Stronnictwa Narodowego, a to podkreślało ich wagę12. Wszystkie wymienione idee dotyczące chimeryczności żydowskiego zagrożenia, związków między Żydami a obozem rządzącym, wreszcie hasło i praktyka bojkotu stały się kluczowymi elementami polityki ruchu narodowego w województwie kieleckim w kolejnych latach.
Ważnym celem kampanii ruchu narodowego na prowincji był wzrost liczebności jego członków i sympatyków. W listopadzie 1932 r. w Drzewicy w powiecie opoczyńskim na spotkaniu senatora Stefana Sołtyka ze zwolennikami ruchu narodowego 80 procent z 200 jego uczestników stanowili chłopi. Rok wcześniej włościanie stanowili 90 procent uczestników liczącego 250 osób powiatowego zebrania SN w Radomiu13. W kwietniu 1932 r. na dużym, skupiającym 400 członków ugrupowania, powiatowym zebraniu w tym samym mieście przemawiający na nim Sołtyk podkreślił, że SN powinno przede wszystkim starać się o zdobywanie poparcia wśród ludności chłopskiej14. Pod koniec 1931 r. w agitowaniu potencjalnych nowych działaczy i sympatyków ruchu we wsiach i miasteczkach powiatu opoczyńskiego wyróżniał się członek OWP Władysław Dowbor, przyszły założyciel ONR15. Wtedy też ruszyła na tym terenie akcja antyżydowska, wspierana przez organizację Rozwój, wcześniej aktywną w dużych miastach, specjalizującą się w propagowaniu bojkotu ekonomicznego Żydów. W latach 1931-1932 nowa kampania narodowców zyskała poparcie istotnej części, zwłaszcza najmłodszego pokolenia, miejscowego duchowieństwa katolickiego. W niektórych powiatach województwa kieleckiego to bardziej radykalne OWP i związany z nią Rozwój, a nie SN stanowiły dominujący element ruchu narodowego16.
Posłużenie się wątkami żydowskimi w celu wyjaśnienia przyczyn kryzysu ekonomicznego polskiej wsi, a także umieszczenie ich w centrum propozycji rozwiązania tego kryzysu nie ograniczało się do młodych radykałów z Obozu Wielkiej Polski. Pod koniec 1931 i na początku 1932 r. realizację haseł "swój do swego", "numerus clausus" wobec Żydów nie tylko w edukacji, ale i na rynku pracy głosili m.in. poseł Stronnictwa Narodowego Karol Wierczak (jeden z przywódców tej partii w województwie kieleckim), radomski senator Stefan Sołtyk, wreszcie czołowy ekonomiczny ekspert endecji Roman Rybarski17. Choć głównym adresatem nowego kierunku agitacji ekonomicznej ruchu narodowego byli chłopi, hasła bojkotu ekonomicznego Żydów kierowano również do mieszkańców miast województwa kieleckiego. Pojawiły się one na przykład na spotkaniu innego posła, ks. Adama Błaszczyka, z rzemieślnikami i kupcami w Kielcach 10 stycznia 1932 r.18 Starsi posłowie SN i "młodzi" z OWP zgadzali się co do kierunku nowej kampanii agitacyjnej ruchu narodowego i skierowania jej na wieś. Uznawali bojkot ekonomiczny Żydów z jednej strony za kluczowy "cel sam w sobie", z drugiej za ważny element budowania poparcia wśród chłopów. Z czasem mocno odróżnić (momentami też poróżnić) miały ich metody realizacji tego bojkotu.
Nowatorskim zabiegiem socjotechnicznym, w posługiwaniu się którym szczególnie celowali "młodzi" (wielu z nich studiowało i należało do Młodzieży Wszechpolskiej), było propagowanie na prowincji najważniejszych elementów radykalnej odmiany antysemityzmu miejskiego. Wznowione na wielu uczelniach kraju jesienią 1931 r. ataki na Żydów szybko znalazły odbicie także w województwie kieleckim. Zabity w wyniku tragicznych wydarzeń wileńskich w listopadzie tegoż roku Stanisław Wacławski prawie od razu stał się ważnym elementem antyżydowskiej kampanii młodych radykałów jako męczennik walki z żydowskim zagrożeniem. W powiecie opoczyńskim już pod koniec listopada Stronnictwo Narodowe próbowało zorganizować antyżydowską demonstrację przy okazji "mszy za duszę Wacławskiego"19. Od 1933 r. właśnie ten powiat znalazł się w awangardzie działań na rzecz najradykalniejszej, odkupicielskiej i chimerycznej wersji antysemityzmu oraz jej propagowania na kieleckiej prowincji. Niebagatelną rolę odgrywał kolportowany również poza terenem powiatu opatowski "Biuletyn Zarządu Stronnictwa Narodowego" (wydawany nie w Opatowie, lecz w Ostrowcu). Za wynik żydowskich machinacji uznawano w nim na przykład funkcjonowanie w kraju prasy brukowej (tzw. dwugroszowej) i kultury popularnej nieniosącej ze sobą ideowego przekazu ruchu narodowego20. W innym numerze biuletynu pisano o Żydach jako o prawdziwych władcach Polski stojących za plecami sanacji i wykorzystujących państwowe siły bezpieczeństwa, by przemocą narzucać Polakom swoje rządy21. Te same wątki uporczywie kontynuowano w kolejnych numerach biuletynu22. Na uwagę zasługują nie tylko głoszone w nich treści, lecz także skrajnie brutalny język w odniesieniu do Żydów, pełny takich terminów, jak "ścierwa", "zbrodniarze" czy "złodzieje"23. Również z ulotek kolportowanych wtedy przez SN w powiecie opatowskim przebijał ten sam radykalny chimeryczny antysemityzm, przedstawiający Żydów z jednej strony jako światowych kapitalistów, z drugiej jako działających ma miejscu "pasożytów" (których miało być w Polsce 4 mln), zajmujących miejsca na wyższych uczelniach, przejmujących warsztaty, fabryki i pola, skazujących miliony chrześcijan na śmierć głodową, kolaborujących z Niemcami w okresie wielkiej wojny (w celu utworzenia pod ich protektorarem żydowskiego parapaństwa, "Judeopolinii"), jako zdrajców strzelających Polakom w plecy podczas wojny polsko-bolszewickiej, morderców polskich studentów Wacławskiego i Grotkowskiego24, komunistów, których zwycięstwo przyniesie niechybną śmierć narodowi polskiemu, wreszcie bezpośrednich sprawców nędzy polskich chłopów. Usunięcie Żydów z polskiej wsi było jedynym remedium na skutki wielkiego kryzysu25. Należy zwrócić szczególną uwagę na szerszy kontekst ideologiczny, w którym pojawiało się hasło bojkotu antyżydowskiego. Kontekst ten bynajmniej nie ograniczał się do sfery gospodarczej, Żydzi nie byli w nim jedynie rywalem ekonomicznym, lecz czymś więcej, złem absolutnym, śmiertelnym wrogiem. Tego rodzaju wizję Żydów starali się zaszczepić chłopom głównie młodzi działacze ruchu narodowego, często będący studentami, wyznający radykalną, miejską, nowoczesną formę antysemityzmu. Zarazem próbowali się ustawić w roli przewodników chłopów w ich walce z Żydami.
Innym ważnym novum, które do głównego nurtu ideowego ruchu narodowego wprowadzali jego młodzi działacze, był nacisk na militaryzm i przemoc jako środki nieodzowne w realizacji rewolucji narodowej. Symptomatyczny jest zapis ze spotkania delegatów powiatowych Stronnictwa Narodowego okręgu kieleckiego z 1 maja 1932 r. Nowi chłopscy członkowie OWP naciskali na miejscowego przywódcę SN, posła Karola Wierczaka, w sprawie broni i mundurów, w które ich zdaniem powinni zostać zapatrzeni26. W 1932 r. doszło do pierwszych wystąpień narodowej młodzieży przeciw Żydom na terenie województwa kieleckiego, w samych Kielcach i Dąbrowie Górniczej. Komentując je, lider SN w Zagłębiu miał powiedzieć, "że wystąpienia młodzieży spowodowane zostały przez SN dlatego, aby wykazać społeczeństwu, iż obecny rząd większą opieką otacza żydów niż innych obywateli"27. Nie odżegnał się więc od uczestnictwa swojej partii w ekscesach, lecz wręcz sugerował, że stała ona za młodzieżą atakującą Żydów. Przyznał też, iż przemoc antyżydowska była traktowana przez jego środowisko również jako element walki z sanacją, by przetestować determinację jej lokalnych przedstawicieli, a w wypadku gdyby stanęli oni w obronie ładu i porządku, skompromitować ich jako "obrońców Żydów".
Wartości ideowe wyznawane przez "młodych", takie jak militaryzm, kult siły, a nawet sama przemoc, nie budziły zaniepokojenia starszych działaczy stronnictwa. Problem dla nich stanowiła natomiast kontrola nad rosnącymi w siłę i coraz bardziej radykalizującymi się "młodymi", których wyróżniał nie tylko radykalizm, lecz niezależność wobec starszych elit partyjnych. Wyrazem świadomości politycznej "młodych" na terenie województwa kieleckiego jest wspomniany biuletyn Opatowskiego Zarządu Powiatowego SN. W przeciwieństwie do częstochowskiej "Gazety Narodowej", "Gazety Radomskiej" i narodowej prasy ogólnopolskiej był on wydawany nielegalnie, nie podlegał więc cenzurze, a jego wydawcy i autorzy mogli pisać wprost o tym, co naprawdę myśleli. W biuletynie pisano o walce z bojówkami sanacyjnymi i komunistycznymi jako sposobie "wyrabiania w sobie mocnych charakterów, odwagi i tężyzny fizycznej" (zdanie to miało być zainspirowane sejmową wypowiedzią ówczesnego ogólnopolskiego lidera "młodych" Tadeusza Bieleckiego)28. W biuletynie przemoc wobec sanacji połączono z radykalnym antysemityzmem i wezwaniem do przemocy antyżydowskiej.
Zarówno w województwie kieleckim, jak i na terenie całego kraju relacje między "młodymi", skupionymi głównie wokół Ruchu Młodych OWP, a "starymi", dokładnie mówiąc elitami Stronnictwa Narodowego, zmieniły się po delegalizacji OWP w latach 1932-1933 (najpierw w poszczególnych województwach, potem w całym państwie)29. W województwie kieleckim OWP zostało zdelegalizowane już w 1932 r.30 Władze stronnictwa zaraz potem podjęły decyzję o włączaniu "młodych" z OWP w szeregi dorosłej partii. Jak się szybko okazało, nie oznaczało to wcale, że "starzy" mogli teraz rozciągnąć ściślejszą kontrolę nad "młodymi". Jak podkreślał w grudniu 1932 r. na spotkaniu z członkami właśnie rozwiązanego OWP jego lokalny kielecki lider Henryk Przybylski, "nic się nie zmieniło". Owszem, mieli oni wstępować do SN, ale zachowując wewnętrzną spójność organizacyjną, własną ideologię oraz jej zewnętrzne manifestacje, choćby w postaci tzw. mieczyków Chrobrego wpinanych w klapy marynarek. Nadrzędną zasadą "młodych" miała być dalej "walka" z mniejszościami narodowymi, które "uczyniły z Polski swój dom zajezdny". Największym wrogiem niezmiennie pozostawali Żydzi31. Impuls do zachowania wewnętrznej spójności ideowo-organizacyjnej "młodych" i ich autonomii w ramach SN szedł z samej góry, od byłych warszawskich liderów RM OWP. Nawoływał do tego m.in. Jan Zdzitowiecki w przedrukowanej przez częstochowską "Gazetę Narodową" odezwie "Ruch Młodych". Również dla niego wyróżnikiem grupy, której patronował, miał być jej radykalizm w walce z "żydowską chorobą"32. Przez cały rok 1933, a także w latach następnych "młodzi" umacniali swoją autonomiczną pozycję w szeregach dorosłej partii politycznej. Ich autonomię potwierdził na przykład lokalny zjazd działaczy SN w Radomiu w kwietniu tegoż roku. Przypieczętowano na nim włączenie dawnych działaczy RM OWP do SN, odrębne funkcjonowanie wywodzących się z nich Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego oraz ich podporządkowanie wewnętrznej "zmilitaryzowanej dyscyplinie"33. W tym samym czasie w różnych miejscach województwa kieleckiego dochodziło już do ostrych kłótni między dawnymi działaczami OWP a lokalnymi elitami SN. Ci pierwsi, organizujący się w Sekcjach Młodych stronnictwa, odmawiali tym drugim prawa do nadzoru nad swoimi poczynaniami, powołując się na ostatnie rozkazy warszawskiego kierownictwa OWP. Te były sprzeczne z dyrektywami Zarządu Głównego stronnictwa, które wyczulały zarządy okręgowe partii na "niedopuszczenie do usamodzielnienia się i ewentualnych wystąpień członków sekcji młodzieży". Obawiano się oczywiście niekontrolowanych antyrządowych wystąpień "młodych", które mogły grozić atakiem obozu sanacji i państwowych sił bezpieczeństwa na samą partię34. Niezamierzonym skutkiem ubocznym represyjnej polityki sanacyjnych władz okazało się to, że rozwiązanie OWP nie złagodziło, ale - wręcz przeciwnie - wzmocniło radykalizm całego ruchu narodowego. Wywołana decyzją władz integracja w ramach Stronnictwa Narodowego i włączenie doń młodych radykałów z OWP wprowadziło skrajne wątki ideologiczne do dorosłej partii politycznej. Dodatkowo utrzymane przez "młodych" poczucie własnej odrębności zarówno ideowej, jak i organizacyjnej pozwalało łatwiej realizować radykalne pomysły. Członkostwo w legalnej, największej z opozycyjnych partii politycznej dawało lepszą ochronę przed represjami władz. Z czasem "młodzi" zamiast stać się poddanymi kontroli, zaczęli zmieniać stronnictwo. Proces ten był szczególnie widoczny właśnie w województwie kieleckim i miał kluczowe znaczenie dla wzbierającej tam przemocy antyżydowskiej.
Przykład faszyzmu, rewolucja narodowa i socjotechnika przemocy w latach 1933-1935
W historiografii dość rozpowszechniony jest pogląd o zasadniczej odrębności polskiego międzywojennego integralnego nacjonalizmu od włoskiego faszyzmu, a tym bardziej od niemieckiego narodowego socjalizmu. Bezpośrednie inspiracje i naśladownictwo tych ruchów przypisuje się zazwyczaj jedynie młodym rozłamowcom, założycielom i działaczom ONR, a później ONR "ABC", RNR "Falanga" czy Polskiej Partii Narodowo-Socjalistycznej. Często wskazuje się na dystans, jaki nawet najradykalniejsi polscy narodowcy utrzymywali wobec niemieckiej odmiany faszyzmu (inaczej niż np. włoskiej), zwłaszcza po 1933 r.35 Owszem, pogląd czołowych ideologów ruchu narodowego na politykę Mussoliniego i Hitlera w latach 1933-1939 ewoluował, a entuzjazm dla niektórych (nie wszystkich) idei tego ostatniego osłabł w ostatnich latach Drugiej RP, kiedy to rosło zagrożenie Polski ze strony nazistowskich Niemiec. Wielu polskim narodowcom rzeczywiście przeszkadzały np. neopogańskie wątki w nazizmie i takiż charakter jego antysemityzmu. Czym innym jednak były rozważania teoretyczne, różnice ideowe i niuanse, narastająca wrogość między dwoma krajami, a czym innym praktyka społeczna nacjonalistycznego antysemityzmu w Polsce lat trzydziestych36. Ówczesne polskie inicjatywy antysemickie często były inspirowane wiadomościami płynącymi z hitlerowskich Niemiec. Niektórzy politycy ruchu narodowego dopominali się o skopiowanie w Polsce nazistowskich rozwiązań, niezależnie od tego, że same Niemcy narodowcy postrzegali w kategoriach rosnącego zagrożenia dla państwa. Co istotne, tego rodzaju wpływy narodowosocjalistycznego antysemityzmu nie ograniczały się do "młodych" (zarówno tych, którzy zostali w SN, jak i tych, którzy po 1934 r. działali poza tą partii), lecz występowały także wśród "starych". Jeśli chodzi o województwo kieleckie, szczególnie symptomatyczne były poglądy miejscowego lidera, posła na sejm z ramienia SN i księdza katolickiego Adama Błaszczyka. Jako osoba duchowna nie odrzucał on "materialistycznego", "rasistowskiego" czy też "neopogańskiego" charakteru antysemityzmu hitlerowskich Niemiec. Wręcz przeciwnie, podczas zjazdu powiatowego SN w Jędrzejowie 2 kwietnia 1933 r. podawał go jako wzór dla polityki wobec mniejszości żydowskiej w Polsce37. 18 kwietnia na przykład hitlerowskich postulatów w ograniczaniu praw ludności żydowskiej powoływał się Stefan Sołtyk38. Te lokalne wypowiedzi znajdowały oparcie w oficjalnym komunikacie Stronnictwa Narodowego z 1 kwietnia 1933 r. dotyczącym "wojny żydowsko-niemieckiej", popierającym postawę Hitlera wobec tzw. światowej konspiracji żydowskiej i "żydowskiego państwa anonimowego". Zdaniem władz stronnictwa nie było dla Polski alternatywy. Mogła albo podążyć drogą Niemiec, albo Rosji, w której Żydzi wymordowali jakoby 2 mln Rosjan, zniszczyli ich kulturę i narzucili im swoje panowanie. Do tego samego mieli dążyć w Polsce za pośrednictwem sterowanej przez siebie sanacji. Podobne treści powtórzono w kolejnym, majowym, komunikacie stronnictwa; ponadto była tam mowa o "młodych", którzy "wydali walkę nieubłaganą żydom i ich pachołkom - sanacji"39. Należy podkreślić, że tego rodzaju apokaliptyczny język antysemickiej propagandy w ustach przedstawicieli najwyższego kierownictwa partyjnego sam w sobie miał potencjał zachęcający do antyżydowskiej przemocy.
Współcześni badacze międzywojennego faszyzmu (jako zjawiska ogólnoeuropejskiego, nieograniczającego się do Włoch, z których wziął nazwę) zwracają uwagę, że był on pewną formą prawicowego radykalnego modernizmu (i występował obok radykalnych politycznych modernizmów lewicowych, z komunizmem na czele). Ideowo i organizacyjnie bardzo zróżnicowane ruchy, działające nie tylko w takich państwach, jak Niemcy, Włochy, Rumunia czy Węgry, lecz także we Francji i w Wielkiej Brytanii, łączyła modernistyczna wiara w rewolucję narodową, będącą swoistym początkiem "nowego świata", poprzedzoną burzeniem świata starego i rozprawą z wrogami nowego. Ten ostatni miał być "oczyszczony" z patologii dotychczasowej nowoczesności. Odwołując się więc do przeszłości, europejskie faszyzmy zarazem były ruchami skrajnie modernistycznymi, dążyły bowiem do nowoczesności alternatywnej, radykalnie innej od tej, przeciw której działały. Za inne wspólne cechy różnych europejskich ugrupowań faszystowskich należy też uznać skrajny militaryzm, kult przemocy, przekonanie o jej nieodzowności i oczyszczającej roli, jaką ma ona odegrać w modernistycznej rewolucji narodowej40. Jeśli zatem brać pod uwagę tych kilka wymienionych centralnych punktów ideologii europejskiego faszyzmu, na gruncie polskim faszystowska była nie tylko ideologia powstałego w 1934 r. ONR, późniejszych ONR "ABC", RNR "Falanga" czy Polskiej Partii Narodowo-Socjalistycznej, lecz także ideologia Ruchu Młodych OWP i powstałych po jego likwidacji Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego. Rzymski salut używany w RM OWP już od 1927 r.41, popularny później również w SM SN, wyrażał inny wspólny ugrupowaniom faszystowskim aspekt - jego wewnętrzną karność, hierarchiczność i militaryzm. Skrajnie modernistyczny, przepojony futuryzmem i przemocą charakter miała też najważniejsza pieśń tych środowisk, słynny Hymn Młodych:
Polsce niesiem odrodzenie
Depcząc podłość, fałsz i brud
W nas mocarne wiosny tchnienie
W nas jest przyszłość, z nami lud!
Naprzód idziem w skier powodzi
Niechaj wroga przemoc drży
Już zwycięstwa dzień nadchodzi
Wielkiej Polski moc to my! (bis)42
Słowa te jednoznacznie sugerowały, że ów nowy wspaniały świat nie mógł po prostu nadejść, lecz musiał zostać wywalczony w wyniku konfrontacji z jego nieprzejednanymi wrogami. Tymi zaś byli Żydzi, stojący za wszystkimi negatywnymi aspektami współczesności.
Tego rodzaju radykalnie modernistyczna ideologia faszystowska zrodziła się w miejskich, inteligenckich środowiskach ruchu narodowego. W latach trzydziestych zaczęto ją propagować również na kieleckiej prowincji. W tym samym czasie dyrektywy liderów "młodych" z Warszawy kierowane do lokalnych działaczy tego środowiska z województwa kieleckiego mówiły o "podniesieniu najdalej posuniętych granic stopnia bojowości". W celu owego podniesienia Częstochowę, a potem powiaty radomski i włoszczowski odwiedziła specjalna delegacja pięciu poznańskich studentów. Charakterystyczne jest połączenie w ich agitacji wątków militarystycznych z radykalnym antysemityzmem i zapowiedziami obalenia rządów sanacji. Młodych chłopów zachęcano, by wstąpili do Sekcji Młodych SN, przywołując możliwość podjęcia walki z sanacją i Żydami43. W sprawozdaniach lokalnych władz administracyjnych i policyjnych już w 1933 r. podkreślano, że tego rodzaju kampania prowadzona na prowincji głównie przez "młodych", byłych działaczy OWP, odnosiła sukcesy, szczególnie wśród wiejskiej młodzieży44. Wszystkie te elementy ideowe, skrajny antysemityzm, militaryzm, odkupicielski charakter przemocy mającej przynieść rewolucję narodową i nowy lepszy świat poprzez obalenie sanacyjnej dyktatury, stawiające "młodych" obok innych europejskich ruchów faszystowskich, odegrały ogromną rolę latem 1933 r. w Częstochowie.
W lipcu 1933 r. częstochowscy liderzy "młodych" dyskutowali na temat zakupu broni, która miała być użyta w rychło zbliżającej się rewolucji narodowej. Częstochowska "grupa bojowa" SN, złożona z młodych radykalnych działaczy z dzielnic Zawodzie i Ostatni Grosz, szkoliła się z "zakresu walk ulicznych i ćwiczeń wojskowych". Po jednym ze spotkań grupy, 15 lipca 1933 r., jej młodzi przywódcy Stanisław Deska i Florian Markowski wezwali zebranych do ataku na Żydów. Tego samego wieczoru doszło do pobicia kilku Żydów w częstochowskim parku Staszica. Przy aresztowanych po tych zajściach Stanisławie Desce i Florianie Markowskim znaleziono broń i ulotki OWP. Podejrzewano ich również o przygotowywanie rozruchów antyżydowskich planowanych w rocznicę śmierci Stanisława Wacławskiego. Co istotne, w tym samym raporcie zwracano uwagę na wzrost liczebny oraz odrębną tożsamość ideową i organizacyjną Sekcji Młodych SN, w których ramach działała organizacja bojowa45. W tym właśnie momencie do owej socjotechniki przemocy, tj. w przygotowania do rewolucji narodowej, propagowanie radykalnej wersji ideologii narodowej wyrażanej przez przemoc antyżydowską, postrzeganą jako wstęp do wystąpień antyrządowych, włączyli się krajowi przywódcy "młodych". Lider powiatowego wydziału młodzieżowego Stronnictwa Narodowego Stefan Niebudek (który w styczniu 1935 r. awansował do Zarządu Głównego SN w Warszawie46) wraz z instruktorem powiatowym partiii Stanisławem Siwczykiem udał się w połowie lipca 1933 r. na kurs do Poznania. Była to swoista rewizyta po wspomnianej wcześniej wizycie poznańskich studentów. Niebudek i Swiczyk mieli przejść "specjalne szkolenie odnośnie [do] zorganizowania w powiecie wystąpień antyżydowskich". Na spotkaniach w lokalach SN w Częstochowie i na terenie powiatu mówiono podobno o "oczyszczaniu miasta z Żydów". Ponownie posłużono się przykładem polityki hitlerowskich Niemiec. Akcję antyżydowską postrzegano jako wstęp do akcji antyrządowej47. Wydaje się, że lokalne grono i część warszawskiego środowiska młodych radykałów, inaczej niż starzy, bardziej doświadczeni liderzy Stronnictwa Narodowego, latem 1933 r. rzeczywiście uwierzyli w słabość obozu sanacyjnego i możliwość rychłej "narodowej rewolucji"48. Niewątpliwie wywarł na nich wrażenie również bieg wydarzeń w Berlinie. Instrukcje dotyczące organizowania wystąpień antyżydowskich w powiecie częstochowskim za pośrednictwem specjalnie wtajemniczonych i wybranych członków SM SN miały przyjść z Warszawy. Pod koniec lipca na terenie tego powiatu lokalni działacze "młodych", dawni członkowie OWP z Władysławem Pacholczykiem i Władysławem Kędzierskim na czele, rozrzucali kierowane do chłopów ulotki, zachęcające ich do walki z Żydami49. Możliwe, że warszawscy liderzy "młodych" chcieli uczynić z wystąpień antyżydowskich w województwie kieleckim formę testu determinacji sanacyjnych władz i ich zdolności do reakcji. Gdyby okazały one słabość, nie przystąpiły do przeciwdziałania, a zajścia antyżydowskie przerodziłyby się w szersze zamieszki przeciwko władzy, istniałaby szansa przekształcenia ich w upragnioną rewolucję narodową. Na terenie województwa (nie tylko w powiecie częstochowskim) rzeczywiście organizowano narodowe bojówki, zbierano broń, bito Żydów, a także powszechnie posługiwano się na zebraniach partyjnych, wiecach i w ulotkach frazami takimi jak "klika sanacyjno-żydowska"50. Tezę o próbie wcielenia w życie wstępnej fazy rewolucji narodowej uprawdopodabnia także pismo rozesłane przez wojewodę kieleckiego do wszystkich starostów grodzkich i powiatowych; podsumowywał w nim raporty lokalnych służb bezpieczeństwa dotyczące nowych metod działań Stronnictwa Narodowego, a raczej wchodzących w jego skład młodych radykałów, którym w kilku lokalnych ośrodkach udało się zdominować partię. Od końca czerwca władze bezpieczeństwa obserwowały wzmożoną akcję agitacyjno-propagandową narodowców, która od lipca nabrała szczególnego "roznamiętnienia", "przechodząc w formy ścisłej konspiracji o bojowym nastroju i nastawieniu". Wybitną rolę odgrywali w niej studenci z większych ośrodków akademickich, przyjeżdżający na Kielecczyznę w charakterze instruktorów i prelegentów51.
Co charakterystyczne, tego rodzaju aktywność odnotowano szczególnie w tych powiatach, gdzie, jak zaznaczałem, "młodzi" już od 1931 r. zajmowali kluczowe pozycje w ruchu narodowym. Stałym motywem propagandy w powiatach opoczyńskim i opatowskim była "walka z żydami i rządem", tym drugim przede wszystkim jako poplecznikiem tych pierwszych. W Kielcach i Częstochowie walka ta przybrała formę bicia Żydów52. Należy ją uznać za socjotechnikę przemocy, ponieważ wykorzystując kryzys i trudną sytuację materialną społeczeństwa, do ataków zachęcano również niezwiązanych jeszcze z ruchem narodowym chłopów i robotników. To przemoc stała się głównym narzędziem propagowania radykalnego nacjonalizmu i antysemityzmu. W ulotkach kierowanych do robotników pisano o sanacji jako o sługach Żydów "niewolących prawdziwych Polaków", o milionach Żydów "odbierających chleb Polakom". Kończyły się one wezwaniem: "Bić żydów i ich parobków: sanację i komunę!", połączonym z hasłami: "Niech żyje rewolucja narodowa!", "Niech żyje Wielka Polska!". Ulotki rozrzucane na wsi zaczynały się od zdań: "Jesteśmy w niewoli. Panami naszymi Żydzi". Dalej wspominano o "Żydach wysysających naszą krew", "opasłych Żydach tuczących się z naszych podatków". Również w tych ulotkach w służbie Żydów mieli pozostawać zarówno sanacja, jak i komuniści. Na końcu padało wezwanie do wygnania z Polski "ciemięzców"53. Władze zwracały uwagę na tego rodzaju treści nie tyle z powodu ich antyżydowskiego wydźwięku, ile na podejrzenie, że "młodzi" przygotowują siłowe obalenie rządów sanacji. Kluczową rolę w tych działanich miał odgrywać częstochowski działacz, młody prawnik Stefan Niebudek, który 19 lipca 1933 r. na zebraniu kierowników podległych mu placówek powiatowych miał im nakazać oczekiwanie na "godzinę 12", gdy rozpocznie się rewolta. W powiecie częstochowskim kontynuowano też bojowe przygotowanie młodych działaczy. Podzielono ich na kompanie, plutony i sekcje, ćwiczono m.in. różne warianty walk ulicznych. Ponownie najważniejszym testem ich sprawności bojowej, zanim podjęłyby ewentualną konfrontację ze zdezorganizowanymi siłami bezpieczeństwa, miały być ataki na Żydów: "Aby ułatwić sobie zadanie w celu wyrobienia u członków zdecydowania, agresywności i hartu woli, wydział powiatowy i grodzki "Młodych" przy SN w Częstochowie postanowił urządzać codziennie, gdzie tylko się da, napady na żydów"54.
Te ostatnie były omawiane na wszystkich spotkaniach w miejskich placówkach stronnictwa w ostatnich dnia lipca i na początku sierpnia. Co ważne, brali w nich udział krajowi przywódcy "młodych" i posłowie parlamentarni, Jan Rembeliński i Tadeusz Bielecki. Także na tych spotkaniach posługiwano się przykładami z działań partii faszystowskich z Włoch, Rumunii i Niemiec55. Bardzo podobne nawoływania do rewolucji narodowej, do której wstępem miały być ataki na Żydów, pojawiały się również w Kielcach. 10 lipca na jednym z tamtejszych spotkań stronnictwa student z Wilna Rzepecki mówił o "rozwijającym się na całym świecie nacjonalizmie i o pogromach żydowskich, że kwestia żydowska jest obecnie paląca [...], antysemityzm rozwija się nie tylko w Polsce, ale i w innych państwach z niezmierną siłą. Żydzi wprowadzają socjalizm, masonerię i komunizm, w ten sposób dążą do zniszczenia narodów moralnie i materialnie, aby następnie zawładnąć światem"56.
Sam bojkot ekonomiczny nie był wystarczającym narzędziem w walce z tego typu zagrożeniem. Dlatego też, jak zebranych informował inny uczestnik spotkania, anominowy student z Warszawy, Zarząd Główny Młodych Stronnictwa Narodowego miał polecić "organizację ekscesów żydowskich na prowincji" w czasie wakacji letnich 1933 r.57 Jego przemówienie zostało w tym momencie przerwane przez sekretarza miejscowego okręgowego Zarządy SN Henryka Przybylskiego. Nie zaprzeczył on słowom warszawskiego studenta, wyraził jednak obawę o obecność na sali konfidentów, których (o czym świadczy sam raport z omawianego spotkania) w szeregach SN miała policja. Zdaniem Przybylskiego o tego rodzaju sprawach należy dyskutować w ściślejszym, bardziej zaufanym gronie58. Ataki na Żydów miały być omawiane na zebraniu kieleckich liderów "młodych" w mieszkaniu Przybylskiego tydzień później. Dwa dni po nim odbyło się kolejne spotkanie, po którym jego uczestnicy udali się do parku miejskiego i pobili tam kilku Żydów. Wszyscy aresztowani przez policję okazali się dawnymi członkami Ruchu Młodych OWP, a w momencie aresztowania należeli do Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego59. W połowie sierpnia Urząd Śledczy Komendy Powiatowej Policji w Częstochowie na podstawie doniesień trzech działających w środowisku "młodych" informatorów podejrzewał miejscowych radykałów o próbę zamachu na samego Józefa Piłsudskiego60.
Prawdziwości tej ostatniej informacji ani tego, czy nie była ona po prostu policyjną prowokacją, nie sposób obecnie zweryfikować. Niezaprzeczalnym faktem jest to, co z tych wszystkich rzekomych lub prawdziwych planów "młodych" zostało zrealizowane - czyli przemoc antyżydowska. Należy zwrócić tutaj uwagę na radykalny, wręcz eschatologiczny charakter antysemickiego przekazu rozpowszechnianych ulotek. Już sam obraz Żyda jako wroga absolutnego, zagrażającego ze wszystkich (nawet pozornie wykluczających się, jak sanacja i komunizm) stron, był zachętą do ataku. Co więcej, do przemocy wzywano wprost, a część członków Sekcji Młodych SN ją oprócz tego praktykowała. Przemoc była zatem nierozerwalnie związana z "ekonomiczną walką" z Żydami.
Trzeba podkreślić, że ówczesne działania środowisk młodych radykałów stały w sprzeczności z czerwcową uchwałą Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego. Wprawdzie mówiono w niej o sanacyjnej polityce "rozbijania polskiego narodu" i "wzmacniania Żydów", podawano przykład Niemiec jako państwa w przeciwieństwie do Polski niszczącego u siebie "rozkładowe czynniki", niemniej bezpośrednią walkę z rządem w ówczesnej sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej uznawała za szkodliwą61. Latem 1933 r. "młodzi" działali więc na terenie województwa kieleckiego wbrew dyrektywom części elit Stronnictwa Narodowego, w wielu miejscach wygrywając z nimi wewnętrzną rywalizację. W Częstochowie całkowicie zdominowali dorosłą partię, co skutkowało w tym mieście wzmożoną antyżydowską przemocą. "Rewolucja młodych", mająca zarówno antyżydowski, jak i antyrządowy charakter, w jakimś stopniu była też wyzwaniem rzuconym bardziej umiarkowanym elitom nacjonalistycznym. Wyzwanie to wyszło głównie z szeregów dawnego Ruchu Młodych Obozu Wielkiej Polski. Dowodzą tego również dalsze wypadki.
Na początku sierpnia 1933 r. Zarząd Okręgowy Stronnictwa Narodowego rozwiązał oddzielne struktury "młodych" na terenie województwa kieleckiego. Szczególnie interesujące było uzasadnienie tego drastycznego kroku: "za nieumiejętną działalność i doprowadzenie do kompromitacji Stronnictwa Narodowego, gdyż do ekscesów antyżydowskich powinni podchodzić nie jako młodzież narodowa, a młodzież katolicka"62.
Kręgi przywódcze stronnictwa obawiały się prowadzonej pod tym kątem inwigilacji ze strony policji, co potwierdza też opisany wcześniej incydent, gdy wypowiedź warszawskiego studenta została przerwana przez Henryka Przybylskiego (który wówczas już przechodził do umiarkowanego skrzydła SN). Ta decyzja jest znaczącym świadectwem stosunku bardziej umiarkowanych elit stronnictwa do ataków na Żydów. Wobec samej przemocy nie miały one większych zastrzeżeń. Niepokoiły się jedynie, czy otwarte jej organizowanie przez "młodych" nie okaże się pretekstem dla władz do zaatakowania, a może nawet delegalizacji stronnictwa, tak jak wcześniej się stało w wypadku OWP. Przytoczne zdanie zawierało sugestię, że owszem, można nadal inspirować ataki na Żydów, ale w taki sposób, by nie udało się ich bezpośrednio powiązać ze Stronnictwem Narodowym. Początkowo "młodzi" nie zastosowali się do tego polecenia, co więcej, wsparci przez swoich ogólnopolskich liderów, w Częstochowie rzucili mu otwarte wyzwanie63.
13 i 14 sierpnia 1933 r. odwiedził Częstochowę jeden z czołowych działaczy "młodych", były sekretarz Romana Dmowskiego, syn ważnego polityka i intelektualisty ruchu narodowego Bogdana, Wojciech Wasiutyński64. Według policyjnych informatorów miał odbyć kilka rozmów z kierownikami wydziału młodzieżowego powiatowej organizacji SN i młodymi przywódcami poszczególnych placówek miejskich, m.in. Janem Rutkowskim, Jeremiaszem Stysińskim, Edwardem Glińskim i Ryszardem Szczęsnym. Przekazał im informację, jakoby sam Roman Dmowski wybrał Częstochowę jako miejsce pierwszego wystąpienia "młodych". Miało być ono swoistym "przeglądem sił bojowych" przed planowanymi w listopadzie 1933 r. (w drugą rocznicę śmierci Stanisława Wacławskiego) ogólnopolskimi wystąpieniami antyżydowskimi. Skuteczność wystąpień i reakcja na nie władzy pozwoliłyby sprawdzić z jednej strony potencjał młodych narodowców do podjęcia w niedalekiej przyszłości próby generalnego "przewrotu społecznego", z drugiej zaś gotowość rządzących do czynnego przeciwstawienia się takim działaniom. Akcja częstochowska miała w zamierzeniu ściśle zakonspirowany charakter. Skład rozmówców Wasiutyńskiego wyraźnie wskazuje, że konspiracja ta dotyczyła wyłącznie kręgu młodych radykałów, wyłączeni byli z niej starsi posłowie i lokalni liderzy SN. Nie przypadkiem zaplanowano ją w Częstochowie, bastionie "młodych" w województwie kieleckim. Pierwszym krokiem w tej zarazem antyżydowskiej i antyrządowej akcji miało być zasztyletowanie żydowskiego dziennikarza prosanacyjnego "Słowa Częstochowskiego", Dawida Altmana. Ten, mimo że wcześniej został już raz pobity, w swoich publikacjach nie przestał atakować ruchu narodowego. Miała więc go spotkać za to kara. Wykonanie rozkazu przypadło informatorowi Wydziału Śledczego, którego imienia w raporcie nie podano65. Rozkaz wydano 13 lub 14 sierpnia, policja wiedziała o nim prawie od razu. 17 sierpnia o planie ataku na Altmana informował starostę grodzkiego komendant miejscowej policji. Mimo że miejscowe władze wiedziały o ataku, najwyraźniej nie zrobiły nic, by mu zapobiec. Być może nie chciały zdekonspirować swojego informatora, a w przyszłości zamierzały posłużyć się niesubordynacją i bezprawnym działaniem "młodych" do ataku na całe Stronnictwo Narodowe. Ataku na dziennikarza dokonano już 18 sierpnia, następnego dnia po tym jak o jego planie donosił staroście grodzkiemu komendant częstochowskiej policji. Altman został ugodzony nożem, na miejscu zdarzenia złapano Floriana Markowskiego, członka Stronnictwa Narodowego, jednego z liderów częstochowskich bojówek, już wcześniej zatrzymywanego za napaści na Żydów. Przyznał się on do ataku przeprowadzonego na rozkaz lokalnych i warszawskich przywódców "młodych". Na podstawie jego pierwszych zeznań złożonych w śledztwie aresztowano 41 członków Stronnictwa Narodowego66. Szesnastu z nich z braku dowodów wypuszczono, w areszcie śledczym znalazło się 25, w większości lokalnych, liderów "młodych", m.in. Stefan Niebudek, Witold Domański, Piotr Kozerski, Honoriusz Szaniecki, Ryszard Szczęsny, Edmund Gliński, Stanisław Deska, Euzebiusz Leitner67.
Sama próba zabójstwa Altmana i wcześniejsze wielokrotne ataki na Żydów nie były policyjną prowokacją (wydaje się nią zaś policyjne dopuszczenie do ataku na Altmana), co potwierdzają też dokumenty wytworzone przez samych działaczy Stronnictwa Narodowego. 23 sierpnia biuletyn SN powiatu Opatów, wychodzący, jak wzmiankowałem, nielegalnie, a więc poza kontrolą cenzury, pisał o aresztowaniach działaczy partii, "powodem aresztowania [których] było prowokacyjne zachowanie współpracownika gazety sanacyjnej "Słowo" żyda Altmana", i jego "szkalowanie narodu polskiego", za co "spotkała go zasłużona kara"68. Tym samym "młodzi" przyznawali się przed swoimi sympatykami do wyroku wydanego w ich środowisku na żydowskiego dziennikarza. Uznali, że robiąc to nie za pośrednictwem oficjalnej prasy, lecz biuletynu kolportowanego w konspiracji, nie zaszkodzą aresztowanym kolegom. Subtelniej, choć z tą samą intencją pisano o tym w oficjalnych organach prasowych. Pod koniec sierpnia lokalny tygodnik Stronnictwa Narodowego "Gazeta Narodowa" zaczął informować o aresztowaniach związanych ze sprawą Altmana (posługując się głównie przedrukami z najważniejszych tytułów narodowych, takich jak "Gazeta Warszawska" czy "Myśl Narodowa"). Redaktorzy "Gazety" musieli uważać na ostrą cenzurę, a także na to, by nie dostarczyć prokuraturze dowodów przeciwko lokalnym i ogólnopolskim liderom "młodych", które pozwoliłyby ich oskarżyć o podżeganie do zabójstwa Altmana. Tym bardziej przekonujący jest sposób, w jaki komunikowali się oni ze swoimi czytelnikami, jednoznacznie sugerując, że akcja antyżydowska w Częstochowie była dziełem stronnictwa. 27 sierpnia 1933 r. w stałej rubryce "Ruchu Młodych" pisano o "masowych aresztowaniach, rewizjach", dotykających w Częstochowie młodych narodowców za ich "ofiarność, poświęcenie, którzy w walce o Wielką Polskę nie szczędzą ofiar i sił"69. 3 września "Gazeta Narodowa", za "Gazetą Warszawską", informowała o "doskonałym stanie ducha" aresztowanych70. Najmocniejszego dowodu na bezpośredni udział działaczy Stronnictwa Narodowego w letnich ekscesach antyżydowskich w Częstochowie (choć oczywiście broniąc ich przed sądowym zarzutem o udział w próbie zabójstwa Altmana) dostarczył jeden z ogólnopolskich liderów młodych narodowców, Jan Rembeliński71. W artykule opublikowanym 25 września w "ABC", a przedrukowanym niecały tydzień później w "Gazecie Narodowej", pisał o "bohaterskich więźniach", przystępujących codziennie do komunii, młodych ideowcach, aresztowanych za patriotyczny zapał i "odruchowe przywiązanie do obrony przed żywiołem obcym i wrogim, który zalewem swojego kramarstwa dosięgnął już poświęconych murów Jasnej Góry"72. Zwróćmy uwagę, że tenże Rembeliński został wspomniany w jednym z cytowanych wcześniej dokumentów jako jeden z warszawskich liderów "młodych" wizytujących Częstochowę na przełomie lipca i sierpnia 1933 r., by na spotkaniach SN dyskutować m.in. o przykładzie Niemiec i eskalacji przemocy antyżydowskiej.
Po masowych aresztowaniach miejscowych działaczy ruchu narodowego sytuacja się uspokoiła. Nie zmieniło się to również po szybkim wypuszczeniu z aresztu prawie wszystkich oskarżonych w sprawie Altmana - już kilka tygodni po ich zatrzymaniu. Ostatni bezpośredni sprawca, Florian Markowski, opuścił areszt na przełomie 1933 i 1934 r.73 Dla spadku przemocy w Częstochowie i okolicach kluczowe znaczenie miała na pewno interwencja warszawskich przywódców Stronnictwa Narodowego, starających się uniknąć niebezpieczeństwa delegalizacji partii. Krytyczni wobec nieodpowiedzialnych działań "młodych", starsi liderzy stronnictwa nie potępiali głośno wybranych przez nich metod działania74. W zgłoszonej 11 grudnia 1933 r. interpelacji w sprawie Altmana i częstochowskich aresztowań działaczy SN posłowie ruchu narodowego nie wspomnieli po prostu w ogóle o fali przemocy antyżydowskiej. Skupili się natomiast na samym ugodzeniu nożem żydowskiego dziennikarza, dowodząc, że Florian Markowski działał z powodu "osobistego zatargu" i żaden ze współoskarżonych nie miał z tą sprawą nic wspólnego. Związków innych oskarżonych z działaniami Markowskiego policja istotnie nie dowiodła. Najważniejsze okazało się w tym wypadku wycofanie zeznań przez głównego oskarżonego. To na ich podstawie wszak aresztowano Stefana Niebudka oraz 40 innych liderów i lokalnych działaczy stronnictwa. Gdy Markowski je wycofał, pozostałych aresztowanych szybko zwolniono75. Skoro zaś Markowskiego wypuszczono zaledwie kilka miesięcy po próbie dokonania zabójstwa, można domniemywać, że to on był policyjnym informatorem76. Spadek skali bezpośredniej fizycznej przemocy wobec Żydów, co nastąpiło bezpośrednio po aresztowaniach w sprawie Altmana, nie oznaczał jednak ochłodzenia temperatury antyżydowskiej propagandy. Na spotkaniach Stronnictwa Narodowego w województwie kieleckim Żydzi nadal pozostawali w centrum uwagi jako "rozsadnicy demoralizacji" i grupa "ciągle działająca na szkodę Polski", która w rzeczywistości włada krajem. Dalej kolportowano ulotki wzywające do bojkotu77. Co istotne, jesienią 1933 r., gdy w województwie kieleckim spadał poziom bezpośredniej przemocy antyżydowskiej, wybuchła ona w województwie krakowskim. Mieli w tym swój udział m.in. młodzi narodowcy z Opatowa, działający tym razem z dala od swoich miejsc zamieszkania78.
Rozwój Stronnictwa Narodowego w województwie kieleckim został wyhamowany w drugiej połowie 1933 r. W następnym roku partia wróciła już na tory wzrostu liczebnego, zwłaszcza wśród młodzieży i ludności wiejskiej79. Stało się to mimo toczącego ją konfliktu, w którego wyniku część radykalnych "młodych", m.in. dawnych członków RM OWP, dokonała rozłamu w partii i w kwietniu 1934 r. założyła Obóz Narodowo-Radykalny. W styczniu tegoż roku ogłoszono automatyczne włączanie w szeregi Sekcji Młodych SN dawnych członków RM OWP, zarazem poddając sekcje ścisłej kontroli zarządów okręgowych, które miały mianować ich kierowników80. W czerwcu 1934 r. lokalne władze sanacyjne podejrzewały Stefana Niebudka o chęć wyjścia z SN i wyprowadzenia z niego byłych działaczy OWP z województwa kieleckiego w celu wstąpienia do ONR. Częstochowski lider szybko uciął te podejrzenia, dając zarazem wyraz swoim skrajnym przekonaniom. Niebudek na jednym ze spotkań z "młodymi" przyznał wprost, że jego poglądy w wielu punktach są zbieżne z tymi prezentowanymi przez ONR. Uznał jednak, że o wiele bezpieczniej i skuteczniej można je propagować pod szyldem legalnej partii politycznej, jaką w przeciwieństwie do rozłamowego ugrupowania było Stronnictwo Narodowe81. Jak pokazały słowa Niebudka, a przede wszystkim późniejsze wydarzenia, zwłaszcza te z lat 1935-1937, próby poddania Sekcji Młodych SN kontroli kierownictwa partyjnego się nie powiodły. Co więcej, powstanie ONR nie oznaczało, że w SN nie pozostały radykalne elementy, które w tzw. kwestii żydowskiej więcej z rozłamowcami łączyło, niż dzieliło. "Myśl Narodowa", wychodzący w Warszawie najważniejszy intelektualny organ prasowy ruchu narodowego, w opublikowanym 20 maja 1934 r. artykule Dlaczego pozostaliśmy? potępiła założycieli ONR za spowodowanie rozłamu w ruchu mimo braku różnic ideowych. Autor artykułu zarzucał m.in. dawnym kolegom: "Wystąpiliście w chwili, gdy wszystkie międzynarodowe moce żydostwa i masonerii skoncentrowały swój atak na obóz narodowy jako głównego, jedynego wroga"82.
Podobieństwo idei i działań między ONR a "młodymi", którzy zostali w SN, było widoczne również w województwie kieleckim. Raporty władz z 1934 r. podkreślały "bojowe nastawienie" "młodych" z Częstochowy. Złożone z nich grupy samoobrony były gotowe do konfrontacji z policją, jeśliby jej funkcjonariusze próbowali rozbić spotkanie Stronnictwa Narodowego. Podczas organizowanych tam kursów na nowych członków Sekcji Młodych koncentrowano się na kwestii żydowskiej i rządach sanacji, zajmujących się jakoby głównie obroną Żydów. Podkreślano, że tylko zwiększenie udziału młodzieży w szeregach partii "pozwoli rozprawić się z żydami", podjąć z nimi "zdecydowaną i bezwględną walkę"83. 7 czerwca 1934 r. odbyła się "poufna konferencja" najważniejszych członków SN z obszaru województwa. Zreferowano na niej ustalenia posiedzenia radomskiej Rady Okręgowej partii z 4 kwietnia, na którym podjęto decyzję o "przygotowaniach do wystąpień antyżydowskich". Miało to polegać na werbunku "bojowych elementów". Pisano o nich: "osobnicy ci mają prowokować bójki z Żydami, do których przede wszystkim należy wciągać ludność wiejską przez prowadzenie na targach agitacji [...], ponieważ aresztowani będą w większości chrześcijanie, wskutek czego nastąpi rozgoryczenie społeczeństwa polskiego i wrogie ustosunkowanie się do czynników rządowych za obronę Żydów"84.
W 1934 r. ostatecznie wypracowano scenariusz, który próbowano zrealizować w następnych latach, a próby te były kluczowym kontekstem tragicznych w skutkach starć chłopów z policją w Odrzywole w listopadzie 1935 r., a także pogromu w Przytyku w marcu roku kolejnego. Atakom na Żydów towarzyszyło propagowanie radykalnie nacjonalistycznej ideologii wśród szerszych mas społecznych i miały się one stać swoistym przygotowaniem do obalenia rządów sanacji. Starcia z Żydami powodowałyby bowiem interwencje władz, aresztowania i ofiary, co uprawdopodobniałoby główny przekaz ideowy narodowców, że władze służą żydowskim interesom. Na tym polegał rdzeń socjotechniki przemocy zastosowanej przez działaczy ruchu narodowego w województwie kieleckim.
Dynamiczny wzrost Stronnictwa Narodowego na tym terenie postępował również w 1935 r. W pisanych wówczas dla MSW sprawozdaniach sytuacyjnych wojewoda kielecki podkreślał lepszą niż u konkurencji politycznej organizację i dynamizm działań ruchu narodowego. Jego rosnące sukcesy na wsi zbiegły się z kryzysem i wewnętrznym rozbiciem największego rywala politycznego na kieleckiej prowincji, Stronnictwa Ludowego, a także marazmem ogarniającym sanacyjny Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem. W miastach narodowcy kierowali propagandę przede wszystkim do warstw robotniczych. Ich celem było wyciąganie spod wpływów zdominowanych przez PPS związków zawodowych. Stronnictwo Narodowe próbowało agitować robotników również za pośrednictwem własnego związku, Pracy Polskiej85. We wrześniu 1935 r. przedstawiciele władzy pisali o całkowitym już rozpadzie BBWR w niektórych miejscowościach województwa kieleckiego86. Ciężar działań SN niewątpliwie został wówczas przeniesiony z miast na wieś i tam właśnie zimą, wiosną i latem 1935 r. wpływy partii rosły najdynamiczniej. Partia odnotowała znaczący wzrost liczby nowych chłopskich członków zwłaszcza w powiatach: radomskim, zawierciańskim, opoczyńskim i częstochowskim, gdzie w niektórych wsiach zyskała rzeczywiście masowe poparcie87. We wzmożonej agitacji i w rekrutacji nowych członków ciągle największą rolę odgrywały radykalne treści antyżydowskie. Ponownie przywoływano przykład skuteczności hitlerowskiej "walki z żydami"88. 30 czerwca 1935 r. w zebraniu miejskiej komórki SN w Częstochowie uczestniczyło rekordowe 600 osób. 29 czerwca na zebraniu powiatowego koła w Opocznie stawiło się 400 członków partii. 25 sierpnia w Miedźnie w uroczystości wręczenia nowego proporca lokalnej komórce SN wzięło udział 700 osób. W październiku poświęcenie sztandaru organizacji radomskiej partii obserwowało 3000 jej działaczy. W grudniu spośród 5000 ulotek antyżydowskich, które sprowadzono do powiatu koneckiego, aby rozdać je miejscowej ludności, 4000 było adresowanych do mieszkańców wsi89. Tylko w listopadzie 1935 r., kiedy rozegrały się głośne wypadki w Odrzywole, Stronnictwo Narodowe otworzyło na terenie województwa 28 nowych komórek, z czego aż 19 w powiecie radomskim, który kilka miesięcy później stał się areną dramatu w Przytyku90.
W 1935 r. obsesja antyżydowska w Stronnictwie Narodowym nie ustawała. Dowodzi tego "Program kursu dla kandydatów" do Sekcji Młodych SN, ogłoszony w styczniu. "Problem żydowski" został w nim ściśle powiązany z bolszewizmem. Na kursie nowi członkowie partii mieli się uczyć o:
charakterystyce żydów / związku narodowo-religijnym w celu zawładnięcia światem / niemożliwości [ich] asymilacji [...] / żydach jako państwie w państwie. Szkodliwości żydów w życiu polityczno-społecznym narodów / demoralizowanie społeczeństw, rozkład życia rodzinnego, narodowego i religijnego, szerzenie waśni klasowych, zaśmiecanie kultury, paczenie linii rozwojowej narodów Żydzi w życiu gospodarczym / nieprodukcyjność, łańcuch pośrednictwa, nieuczciwa konkurencja, lichwa, paserstwo, nieuczciwość podatkowa, handel żywym towarem, kokaina itp. / Hasła żydowskie: "postęp", "braterstwo międzynarodowe", humanitaryzm, kapitał. Tajne związki / sidłanie i przekupywanie ludzi, ukryte cele. / Walka z żydostwem jako samoobrona narodowa91.
Zasilającym w 1935 r. szeregi ruchu narodowego młodym chłopom w województwie kieleckim przekazywano właśnie tego rodzaju ideologię.
Podobnie jak w 1933 r., również dwa lata później ciągle dawał o sobie znać konflikt między "starymi" a "młodymi" dotyczący metod działania SN na terenie województwa. Ponownie ważną rolę odgrywał w nich Florian Markowski, który nie tylko "starym", lecz także "młodym" inteligentom zarzucał dystansowanie się od młodzieży robotniczej w ruchu narodowym, przenoszenie na nią całego ryzyka związanego z noszeniem mundurów (za co, tak jak za noszenie przypiętych do nich mieczyków Chrobrego groziło aresztowanie) i "akcji w terenie"92. Na spotkaniach w województwie kieleckim część "młodych" burzliwie manifestowała swój sprzeciw wobec postulatów niektórych "starych" (m.in. zawartych w sejmowym wystąpieniu Stanisława Grabskiego, na które się podczas tych spotkań powoływano), postulujących przejściowe złagodzenie antyżydowskiego kursu93. Pozycję miejscowych radykałów niewątpliwie bardzo wzmocnił awans Stefana Niebudka do prezydium Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego w Warszawie w styczniu 1935 r.94 W lutym to jego autorytet wymusił na lokalnych władzach SN zostawienie w szeregach partii Floriana Markowskiego, ostro ją atakującego za brak wystarczającego radykalizmu w działaniu. O postawie Niebudka przesądziła popularność Markowskiego wśród młodzieży95.
W lutym 1935 r. młodzi działacze stronnictwa zamazywali smołą żydowskie szyldy w Słomnikach96. W kwietniu, przed okresem wzmożonych wielkanocnych zakupów, akcja bojkotu ekonomicznego ponownie została wzmocniona o nawoływanie do przemocy. Kolportowane wówczas ulotki zawierały takie hasła, jak: "Rodacy, nie kupujcie u żyda", "Precz z żydami", "Bojkot - bić żydów po wsiach". Jako kolportujących tego rodzaju ulotki władze identyfikowały studentów przyjeżdżających w tym celu na prowincję z miast uniwersyteckich97. W czerwcu wojewoda uzasadniał ciągle rosnącą na terenie jego jurysdykcji popularność SN działaniami "młodych" oraz ich radykalnymi hasłami walki z sanacją i Żydami. Występowanie przeciw tym ostatnim coraz częściej miało charakter ulicznej przemocy. Towarzyszyły jej ulotki z takimi hasłami, jak: "Polska dla Polaków, a nie dla żydów. Precz z żydami. Czas skończyć z żydami", "Dokąd żydzi w Polsce, dotąd bieda ludu. Bić żydów". W powiecie opoczyńskim na rozkaz Władysława Pacholczyka do tego rodzaju pogromowej agitacji próbowano wykorzystać procesję Bożego Ciała98. W lipcu 1935 r. na zebraniu kół śródmiejskich Częstochowy Ryszard Szczęsny, skazany już za uczestnictwo w atakach na Żydów w 1933 r., powiedział do zebranych: "mamy teraz w Polsce ciepło, mamy gorąco, mieliśmy czas siewu, teraz mamy czas żniwa, a czekamy na młóckę"99. Ową młócką miała być rewolucja narodowa, poprzedzona jednoczesnym atakiem na Żydów i na władze sanacyjne. Młodych radykałów do zdecydowanego działania, na które tak długo czekali i przed którym z trudem byli powstrzymywani również przez własne elity, niewątpliwie zachęcała też śmierć Józefa Piłsudskiego 12 maja 1935 r. Wielu narodowców oczekiwało szybkiego rozpadu sanacyjnego obozu władzy.
Po śmierci Piłsudskiego "młodzi" coraz bardziej rwali się do działania wbrew bardziej ostrożnym "starym". W Kieleckiem rychłą konieczość zejścia ruchu narodowego do konspiracji, przygotowań do walki i angażowania w nią również miejscowego kleru katolickiego na spotkaniach partii propagował zastępujący Stefana Niebudka w roli miejscowego przywódcy "młodych" Władysław Pacholczyk100. W jednym z zebrań uczestniczył należący do grona ogólnopolskich liderów środowiska młodych narodowych radykałów Jan Matłachowski. Na częstochowskich spotkaniach SN z przełomu maja i czerwca 1935 r. "młodzi" atakowali za "tchórzostwo" i "marazm" ostrożniejszą część kierownictwa partii, w tym "radykała" z 1933 r., a ówcześnie "umiarkowanego" Henryka Przybylskiego101. Również w czerwcu 1935 r., tym razem w Kielcach, zdaniem wojewody mieli oni przejąć władzę w Zarządzie Miejskim SN102. W powiecie opoczyńskim na zjeździe powiatowym SN 29 czerwca stawiło się 400 działaczy partii, którym przewodził mu Władysław Pacholczyk, orkiestra grała Hymn Młodych; tam także "młodzi" zdominowali partię. Na zakończenie zjazdu Pacholczyk uroczyście zadeklarował dalszą nieprzejednaną walkę z "żydami i sanacją"103. Pozycję radykałów niewątpliwie wzmocniły działania samej sanacji, która manipulując ordynacją wyborczą, właściwie wykluczyła możliwość uczestnictwa opozycji w wyborach sejmowych 1935 r. Na ogólne wzmocnienie ruchu narodowego w województwie niewątpliwie duży wpływ miały takie zjawiska, jak klientelizm, korupcja wśród lokalnych sanacyjnych elit, bezwład struktur BBWR, o czym raportowali w owym czasie również przedstawiciele władz104. Wszystko to przyczyniło się do wzrostu znaczenia w Stronnictwie Narodowym sił stojących na gruncie pozaparlamentarnej walki politycznej. W województwie kieleckim działacze stronnictwa latem 1935 r. byli żywo zaangażowani w działalność na rzecz bojkotu wyborów105. W sierpniu 1935 r. wojewoda kielecki odnotowywał znaczne nasilenie "nastrojów bojowych" w częstochowskiej organizacji SN, gdyż jej kierownicy zapowiadali "rychłe nadejście rewolucji narodowej", a działalność stronnictwa miała wykraczać "poza dotychczas notowaną normę"106. Ponownie więc wewnętrzne tarcia w ruchu narodowym dotyczyły momentu, gdy codzienna przemoc, głównie antyżydowska, miała szansę przekształcić się w ogólną zmianę władzy w kraju.
Nadejście kolejnej fali przemocy antyżydowskiej w drugiej połowie 1935 i w 1936 r., gdy doszło m.in. do starć chłopów z policją w Odrzywole, zajść i pogromu w Przytyku, a także mniejszych i większych podobnych wydarzeń w innych miejscowościach województwa kieleckiego, było wynikiem oddziaływania wielu czynników. Kluczowy był opisany w artykule, zachodzący na przestrzeni kilku lat, proces radykalizacji całego ruchu narodowego. Prowadził on do wewnętrznych tarć, a nawet rozłamów, skutkował też spadkiem kontroli elit partyjnych Stronnictwa Narodowego nad prowincjonalnymi dołami. Paradoksalnie jednak ten stan przyczyniał się do wzrostu siły liczebnej stronnictwa na kieleckiej prowincji. Nowi, przeważnie chłopscy członkowie ruchu byli bowiem rekrutowani głównie przez młodych radykałów. Wpływ na eskalację napięcia wywierały zarazem działania władz. Aresztowania lokalnych liderów, również tych organizujących przemoc, prowadziły do osłabienia koordynacji między ośrodkami i dalszej decentralizacji ruchu narodowego107. Stwarzało to pole do niekonsultowanych i nieustalanych z warszawskimi władzami oddolnych działań. Takie niewątpliwie zostały podjęte w Odrzywole. Przynajmniej od sierpnia 1935 r. na spotkaniach w lokalach SN w różnych częściach województwa kieleckiego ponownie na czoło wysunęły się hasła "walki z Żydami"108. Po raz kolejny "młodzi" podjęli próbę zorganizowania szerokich masowych wystąpień antyrządowych, które miały się zacząć od wystąpień antyżydowskich. Jak pisał wojewoda kielecki w raporcie dotyczącym sytuacji politycznej na jego terenie w sierpniu 1935 r.:
Kierownicy poszczególnych jednostek organizacyjnych SN w Częstochowie w czasie prowadzonych między sobą poufnych rozmów wyobrażają sobie wywołanie przewrotu jako masowe wystąpienia na ulicę, którym policja nie będzie w stanie zapobiec. Wojsko uprzednio zostanie zaagitowane w drodze kolportażu odpowiednich ulotek, redagowanych w duchu antyżydowskim. Wystąpienia te zmierzać będą do zmuszenia prezydenta RP do rozwiązania Sejmu i Senatu i oddania rządów w ręce obozu narodowego109.
Nie ma dowodów, że akcja ta miała zasięg ogólnopolski, ani nawet że obejmowała ogół członków Stronnictwa Narodowego w województwie kieleckim. Źródła sugerują, że w wyniku opisanej wcześniej fragmentaryzacji ruchu, wewnętrznych tarć i ogólnej radykalizacji nastrojów (m.in. po śmierci Józefa Piłsudskiego, wobec przygotowań obozu rządzącego do jawnie niedemokratycznych wyborów parlamentarnych na jesieni 1935 r.), akcję tę podjęła na własną rękę część lokalnych działaczy "młodych" (inni lokalni politycy SN wypowiadali się wówczas przeciw "akcji ulicznej", ponieważ "sprawa jeszcze dostatecznie nie dojrzała"110). To, że miała ona realne poważne skutki, należy przypisać sile tego środowiska w województwie kieleckim. Właśnie jego działania odegrały kluczową rolę podczas głośnych wypadków przemocy antyżydowskiej na tym terenie w latach 1935-1937.
Głośne wydarzenia, do jakich doszło w Odrzywole czy Przytyku, niewątpliwie zaskoczyły polską opinię publiczną. Na szczególne podkreślenie zasługuje jedna, zasadnicza przyczyna tego zaskoczenia. Przynajmniej do zajść w Odrzywole w listopadzie 1935 r. (choć także później) sanacyjne władze bardzo ostro cenzurowały i konfiskowały prasowe doniesienia o przemocy antyżydowskiej111. Częściowo stąd właśnie bierze się dotychczasowe słabe rozpoznanie tego problemu w literaturze naukowej, gdyż autorzy opierają się w tym wypadku najczęściej na doniesieniach prasowych.
Zakończenie
Opisane w artykule wystąpienia antyżydowskie i antyrządowe, a także leżąca u ich podłoża praca organizacyjna i agitacja, były wynikiem nowej strategii politycznej Stronnictwa Narodowego, przyjętej na początku lat trzydziestych. Jej centralnym elementem był bojkot ekonomiczny mniejszości żydowskiej. W wykonaniu środowiska "młodych", które zdominowało tę akcję w województwie kieleckim, przymiotnik "ekonomiczny" należy raczej umieścić w cudzysłowie. W rzeczywistości bojkot stał się częścią polityki przemocy, zarówno tej werbalnej, gospodarczej, jak i w końcu fizycznej. Nie każdy atak na Żydów w województwie kieleckim w latach 1931-1935 (a także później) został dokładnie zaplanowany. Ale również te nieplanowane były efektem realizacji pewnego ogólnego planu, nazwanego przeze mnie w tekście "socjotechniką przemocy", wdrażanego w życie przez środowisko "młodych". Kryzys ekonomiczny, skorumpowany, niedemokratyczny system społeczno-polityczny budowany przez rządy sanacji, wreszcie tradycyjne antagonizmy chłopsko-żydowskie również odegrały ważną rolę, przyczyniając się do sukcesu tejże socjotechniki. Same w sobie jej jednak nie wyjaśniają. Stało bowiem za nią długofalowe działanie narodowych radykałów.
Działanie to nie było jedynie lokalną, kielecką inicjatywą. Nazwiska takich ogólnopolskich działaczy ruchu narodowego, jak Jan Rembeliński, Stefan Niebudek i Tadeusz Bielecki, wskazują, że opisywane wydarzenia stanowiły część ogólnej, zachodzącej w skali całego kraju, "rewolucji młodych". Była ona skierowana głównie przeciwko Żydom, a w dalszej kolejności przeciwko dzierżącej autorytarne rządy w kraju sanacji. Innym istotnym aspektem tej rewolucji była jednak próba przejęcia sterów w ruchu narodowym z rąk bardziej umiarkowanych działaczy, tzw. starych. Opisane wypadki pokazują, że działania młodych radykałów miały duże znaczenie nie tylko w przestrzeni wielkich miast, w kontekście zajść antyżydowskich na uniwersytetach, rywalizacji Obozu Wielkiej Polski i Stronnictwa Narodowego w głównych ośrodkach, rozłamu w ruchu narodowym i powstania w jego wyniku małych radykalnych grup. W centrum "rewolucji młodych" znajdowała się również prowincja. W jej połączeniu z miejską polityką i ideologią kluczową rolę odegrali studency radykałowie, krążący między ośrodkami uniwersyteckimi a wsiami i miasteczkami województwa kieleckiego.
W swojej rewolucji "młodzi" bazowali na nowym kierunku polityki ruchu narodowego, wykorzystując skutki wielkiego kryzysu, by pozyskać nowych zwolenników na polskiej wsi. W województwie kieleckim młodym radykałom udało się przejąć lub przynajmniej zdominować wiejską kampanię agitacyjną i tym samym wzmocnić własną pozycję w Stronnictwie Narodowym. Dokonali tego głównie przez stosowanie socjotechniki przemocy. To przemoc była najważniejszym narzędziem promowania i na kieleckiej prowincji idei narodowo-radykalnych połączonych ze skrajną, odkupicielską wersją antysemityzmu. W kampanii "młodych" Żydzi byli atakowani równocześnie zarówno fizycznie, jak i retorycznie, jako absolutny, śmiertelny wróg. Wszelkie ich kontrdziałania, szczególnie polegające na współpracy z władzami i wywołujące interwencje tych ostatnich w obronie porządku publicznego, były przedstawiane jako potwierdzenie żydowskiej potęgi i kontrolowania przez nią rządów sanacji. W ten sposób równocześnie stosowane przemoc oraz agitacja antysemicka i antyrządowa nabierały cech samospełniającego się proroctwa. Kolejne akty przemocy i kolejne interwencje władz przekonywały coraz większe rzesze niezwiązanych wcześniej z ruchem narodowym mieszkańców wsi, że "młodzi" mają rację, i przyciągało nowych członków lub zwolenników. Jak wykazałem, tego rodzaju polityka spotkała się z ambiwalentną postawą bardziej umiarkowanych elit ruchu narodowego. Bały się one, że "młodzi" dadzą władzy pretekst do bezkompromisowej reakcji w postaci zdelegalizowania partii lub innych form ostrych represji wobec Stronnictwa Narodowego. Wielu "starych" uważało po prostu, inaczej niż "młodzi", że sytuacja nie dojrzała jeszcze do rewolucji narodowej, że wciąż nie są gotowi do przejęcia władzy w państwie. Mimo to nie kontestowali nigdy samej przemocy antyżydowskiej ani będącego jej podstawą radykalnego, odkupicielskiego antysemityzmu, demonizującego Żydów. Posługiwano się nim nie tylko jako ważnym środkiem służącym w walce z sanacją. Usunięcie Żydów z Polski nie było celem instrumentalnym, lecz celem nadrzędnym, oznaczało bowiem w ich oczach usunięcie z Polski śmiertelnego wroga.
W świetle zaprezentowanego materiału archiwalnego i prasowego, a także tego, co pisali inni badacze przywołani w bibliografii, należy jednoznacznie odrzucić stwierdzenia części historyków, np. Wojciecha Muszyńskiego, o antysemityzmie ruchu narodowego "niewynikającym z nienawiści na tle rasowym lub religijnym", lecz będącym niczym innym jak polityką popierania interesów chrześcijańskiej ludności w sferze handlu czy edukacji. Zdaniem Muszyńskiego, "postawy antyżydowskie młodego pokolenia narodowców mimo radykalnej retoryki miały w zasadzie charakter propagandowy, werbalny i koncentrowały się na różnego rodzaju deklaracjach i hasłach"112. To nieprawda. Tego typu "obiektywizowanie" przemocy antyżydowskiej, do której w rzeczywistości czynnie zachęcano i którą organizowano, jest niczym innym jak obroną antysemityzmu panującego w ruchu narodowym.
Sukces "młodych", który niewątpliwie osiągnęli na prowincji, był zarazem sukcesem polskiej odmiany faszyzmu. O jej istnieniu świadczą opisane w artykule elementy ideologii i praktyki działań politycznych radykalnego skrzydła ruchu narodowego, z jego radykalnym modernizmem, pragnieniem budowy nowego świata i odnowy polskiego narodu na drodze rewolucji przez przemoc, militaryzm i wreszcie radykalny antysemityzm, na czele. Połączenie tych wszystkich elementów w działaniach "młodych" sprawiło, że w przeciwieństwie do "starych" należy ich uznać za środowisko jednoznacznie noszące cechy faszystowskie. Nawet jeśli tego rodzaju odmiana polskiego faszyzmu różniła się od odmian niemieckiej, włoskiej, rumuńskiej, węgierskiej i pozostałych europejskich (każda miała przecież swoje wyjątkowe elementy), nie powinno to przesłaniać wszystkich istotnych punktów stycznych między polską wersją a innymi jego odmianami.
Działania "młodych" w żadnym wypadku nie były jedynym czynnikiem stojącym za pogromami lub innymi zbiorowymi aktami przemocy antyżydowskiej (bądź między chrześcijanami a Żydami) dokonywanymi w latach trzydziestych. Niewątpliwie jednak sprawnie zrealizowana przez to środowisko socjotechnika przemocy miała moc sprawczą, gdyż uruchomiła oddziaływanie innych czynników, takich jak bieda, kryzys ekonomiczny, społeczno-polityczna anomia wsi, tradycyjne antagonizmy chrześcijańsko-żydowskie, postawy władz i środowisk żydowskich, co uczyniło je zespolonymi ze sobą elementami pewnej konfiguracji, której wynikiem były zajścia antyżydowskie. Efekt ten wyraźnie uwidocznił się podczas zajść antyżydowskich w Odrzywole między 20 a 29 listopada 1935 r., Przytyku 9 marca 1936 r. i Częstochowie 19-21 czerwca 1937 r.113 Na gruntowne przebadanie pod kątem przedstawionej dokumentacji archiwalnej i wypływających z niej wniosków czekają nadal zarówno inne zajścia na terenie województwa kieleckiego114, jak i w bardzo wielu innych miejscach kraju115. Ciągle wielkim pytaniem badawczym pozostaje problem wpływu agitacji i polityki przemocy antyżydowskiej w latach trzydziestych na to, do czego dochodziło podczas Zagłady.
BIBLIORAFIA
Źródła archiwalne
Archiwum Akt Nowych (AAN)
Ministerstwo Sraw Wewnętrznych 1918-1939
Urząd Wojewódzki Kielecki
Archiwum Państwowe w Kielcach (AP Kielce)
Urząd Wojewódzki Kielecki I
Prasa
"Gazeta Narodowa" (Częstochowa) 1933
"Myśl Narodowa" 1934
Literatura przedmiotu
Aleksiun Natalia, Christian Corpses for Christians! Dissecting the Anti-Semitism behind the Cadaver Afair of the Second Polish Republic, "East European Politics and Societies", sierpień 2011, t. 25, nr 3.
Aleksiun Natalia, Jewish Students and Christian Corpses in Interwar Poland: Playing with the Language of Blood Libel, "Jewish History" 2012, t. 26.
Aleksiun Natalia, Studenci z pałkami: rozruchy antyżydowskie na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie [w:] Pogromy Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX w. Studia przypadków (do 1939 r.), red. Kamil Kijek, Artur Markowski, Konrad Zieliński, Warszawa: Wydawnictwo IH PAN, 2019 (w przygotowaniu).
Cała Alina, Żyd - wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła, Warszawa: ŻIH i Wydawnictwo Nisza, 2012.
Friedländer Saul, Nazi Germany and the Jews: The Years of Persecution, 1933-1939, New York: Harper Perennial, 1997.
Gontarczyk Piotr, Pogrom? Zajścia polsko-żydowskie w Przytyku 9 marca 1936 r. Mity, fakty, dokumenty, Biała Podlaska: Rekonkwista, Pruszków: Rachocki i S-ka, 2000.
Griffin Roger, Modernism and Fascism. The Sense of the Beginning under Mussolini and Hitler, Basingstoke: Palgrave Macmillan, 2007.
Hagen William W., Before the 'Final Solution': Toward a comparative analysis of political anti-Semitism in interwar Germany and Poland, "Journal of Modern History" 1996, t. 68, nr 2.
Heller Cellia S., On the Edge of Destruction. Jews of Poland Between the Two World Wars, New York: Columbia University Press, 1977.
Heller Daniel K., Jabotinsky's Children: Polish Jews and the Rise of Right-Wing Zionism, Princeton: Princeton University Press, 2017.
Kaczmarek Zygmunt, Obóz Wielkiej Polski. Geneza i działalność społeczno-polityczna w latach 1926-1933, Poznań: Wydawnictwo AR, 1980.
Katz Jacob, From Prejudice to the Destruction: Antisemitism, 1700-1933, Cambridge, MA: Harvard University Press, 1980.
Kawalec Krzysztof, Narodowa Demokracja wobec faszyzmu 1922-1939. Ze studiów nad dziejami myśli politycznej obozu narodowego, Warszawa: PIW, 1989.
Kijek Kamil, Pogrom, którego nie było, tragedia, która przyszła w zamian. Zajścia w Odrzywole, 20-29 listopada 1935 r. [w:] Pogromy Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX w. Studia przypadków (do 1939 r.), red. Kamil Kijek, Artur Markowski, Konrad Zieliński, Warszawa: Wydawnictwo IH PAN, 2019 (w przygotowaniu).
Kłys Anna, Tajemnica Pana Cukra. Polsko-żydowska wojna przed wojną, Warszawa: Wielka Litera, 2015.
Krzywiec Grzegorz, Between "Realpolitik" and redemption: Roman Dmowski's solution to the Jewish question [w:] Antisemitism in an Era of Transition: Continuities and impact in post-communist Poland and Hungary, red. Francois Guesnet, Gwen Jones, New York: Peter Lang, 2014.
Langmuir Gavin I., Toward a Definition of Antisemitism, Berkeley: University of California Press, 1990.
Laqueur Walter, Fascism: A reader's guide: analyses, interpretations, bibliography, Berkeley: University of California Press, 1978.
Laqueur Walter, Faszyzm. Wczoraj, dziś, jutro, tłum. Bożena Stokłosa, Warszawa: Da Capo, 1998.
Marcus Joseph, Social and Political History of the Jews in Poland, 1919-1939, Berlin-New York-Amsterdam: Mouton Publishers, 1983.
Melzer Emanuel, No Way Out: The politics of Polish Jewry 1935-1939, Cincinnati: Hebrew Union College Press, 1997.
Michlic Joanna B., Poland's Threatening Other. The Image of the Jew from 1880 to present, Lincoln-London: University of Nebraska Press [wyd. polskie: Obcy jako zagrożenie. Obraz Żyda w Polsce od roku 1880 do czasów obecnych, Warszawa: ŻIH, 2015].
Mosse George L., The Crisis of German Ideology: Intellectual origins of the Third Reich, New York: H. Fertig, 1981.
Muszyński Wojciech Jerzy, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny w latach 1934-1944. Od studenckiej rewolty do konspiracji niepodległościowej, Warszawa: IPN, 2011.
Natkowska Monika, Numerus clausus, getto ławkowe, numerus nullus, "paragraf aryjski". Antysemityzm na Uniwersytecie Warszawskim 1931-1939, Warszawa: ŻIH, 1999.
Payne Stanley G., Fascism. Comparision and Definition, Madison: University of Wisconsin Press, 1980.
Payne Stanley G., A History of Fascism, 1914-1945, Madison: University of Wisconsin Press, 1995.
Rudnicki Szymon, Obóz Narodowo-Radykalny. Geneza i działalność, Warszawa: Czytelnik, 1985.
Rudnicki Szymon, From 'Numerus Clausus' to 'Numerus Nullus', "Polin" 1987, t. 2.
Shandler Jeffrey, Awakening Lives. Autobiographies of Jewish Youth in Poland before the Holocaust, New Haven-London: Yale University Press, 2003.
Shavit Yaacov, Fire and water: Ze'ev Jabotinsky and the Revisionist movement, "Studies in Zionism" 1981, t. 4.
Terej Jerzy J., Rzeczywistość i polityka. Ze studiów nad dziejami najnowszymi Narodowej Demokracji, Warszawa: Książka i Wiedza, 1979.
Trębacz Michał, "Pod murami Jasnej Góry". Pogrom w Częstochowie 19-21 czerwca 1937 r. [w:] Pogromy Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX w. Studia przypadków (do 1939 r.), red. Kamil Kijek, Artur Markowski, Konrad Zieliński, Warszawa: Wydawnictwo IH PAN, 2019 (w przygotowaniu).
Wapiński Roman, Narodowa Demokracja 1893-1939. Ze studiów nad dziejami myśli nacjonalistycznej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1980.
Wapiński Roman, Pokolenia Drugiej Rzeczypospolitej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1991.
Zaremba Marcin, Wielka trwoga. Polska 1944-1947. Ludowa reakcja na kryzys, Kraków: Znak, Warszawa: ISP PAN, 2012.
Żyndul Jolanta, Zajścia antyżydowskie w Polsce w latach 1935-1937, Warszawa: Fundacja im. Kazimierza Kelles-Krauza i Agencja Scholar, 1994.
1 Artykuł powstał na podstawie badań sfinansowanych przez Narodowy Program Rozwoju Humanistyki w ramach projektu badawczego "Pogromy. Kolektywna przemoc antyżydowska na ziemiach polskich w XIX i XX wieku. Historia. Pamięć. Tożsamość", nr. rej. 12H 12 0140 81.
Dziękuję dr Natalii Aleksiun i dr. Michałowi Trębaczowi za lekturę i krytyczne uwagi do tekstu.
2 Zob. np. Emanuel Melzer, No Way Out: The politics of Polish Jewry 1935-1939, Cincinnati: Hebrew Union College Press, 1997, s. 53-70; Jolanta Żyndul, Zajścia antyżydowskie w Polsce w latach 1935-1937, Warszawa: Fundacja im. Kazimierza Kelles-Krauza i Agencja Scholar, 1994.
3 Melzer, No Way Out: The politics of Polish Jewry..., s. 55-57; Alina Cała, Żyd - wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła, Warszawa: ŻIH i Wydawnictwo Nisza, 2012, s. 369-373; Joanna B. Michlic, Poland's Threatening Other. The Image of the Jew from 1880 to present, Lincoln-London: University of Nebraska Press, s. 115, 121-122 [wyd. polskie: Obcy jako zagrożenie. Obraz Żyda w Polsce od roku 1880 do czasów obecnych, Warszawa: ŻIH, 2015]; Joseph Marcus, Social and Political History of the Jews in Poland, 1919-1939, Berlin-New York-Amsterdam: Mouton Publishers, 1983, s. 359; Cellia S. Heller, On the Edge of Destruction. Jews of Poland Between the Two World Wars, New York: Columbia University Press, 1977, s. 115-118; Roman Wapiński, Narodowa Demokracja 1893-1939. Ze studiów nad dziejami myśli nacjonalistycznej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1980, s. 308.
4 Na temat definicji tego rodzaju odmian nowoczesnego antysemityzmu zob. Jacob Katz, From Prejudice to the Destruction: Antisemitism, 1700-1933, Cambridge, MA: Harvard University Press, 1980; George L. Mosse, The Crisis of German Ideology: Intellectual origins of the Third Reich, New York: H. Fertig, 1981; Gavin I. Langmuir, Toward a Definition of Antisemitism, Berkeley: University of California Press, 1990, i w szczególności: Saul Friedländer, Nazi Germany and the Jews: The Years of Persecution, 1933-1939, New York: Harper Perennial, 1997, s. 73-122. Na temat jego wcieleń obecnych w Polsce okresu międzywojennego zob. zwłaszcza Grzegorz Krzywiec, Between "Realpolitik" and redemption: Roman Dmowski's solution to the Jewish question [w:] Antisemitism in an Era of Transition: Continuities and impact in post-communist Poland and Hungary, red. Francois Guesnet, Gwen Jones, New York: Peter Lang, 2014, s. 69-90; Marcin Zaremba, Wielka trwoga. Polska 1944-1947. Ludowa reakcja na kryzys, Kraków: Znak, Warszawa: ISP PAN, 2012, s. 71-92.
5 Zygmunt Kaczmarek, Obóz Wielkiej Polski. Geneza i działalność społeczno-polityczna w latach 1926-1933, Poznań: Wydawnictwo AR, 1980; Szymon Rudnicki, Obóz Narodowo-Radykalny. Geneza i działalność, Warszawa: Czytelnik, 1985; Wojciech Jerzy Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny w latach 1934-1944. Od studenckiej rewolty do konspiracji niepodległościowej, Warszawa: IPN, 2011, s. 30-40; Roman Wapiński, Pokolenia Drugiej Rzeczypospolitej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1991, s. 283-286, 298-300; idem, Narodowa Demokracja 1893-1939. Ze studiów nad dziejami myśli nacjonalistycznej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1980, s. 268-288; Jerzy J. Terej, Rzeczywistość i polityka. Ze studiów nad dziejami najnowszymi Narodowej Demokracji, Warszawa: Książka i Wiedza, 1979, s. 9-112.
6 Na temat przemocy antyżydowskiej, postulatów i działań na rzecz ograniczenia liczby studentów żydowskich na uniwersytetach w okresie międzywojennym zob. Monika Natkowska, Numerus clausus, getto ławkowe, numerus nullus, "paragraf aryjski". Antysemityzm na Uniwersytecie Warszawskim 1931-1939, Warszawa: ŻIH, 1999; Szymon Rudnicki, From 'Numerus Clausus' to 'Numerus Nullus', "Polin" 1987, t. 2, s. 247-252; Melzer, No Way Out: The politics of Polish Jewry..., s. 71-80; Natalia Aleksiun, Jewish Students and Christian Corpses in Interwar Poland: Playing with the Language of Blood Libel, "Jewish History" 2012, t. 26, s. 327-342; eadem, Christian Corpses for Christians! Dissecting the Anti-Semitism behind the Cadaver Afair of the Second Polish Republic, "East European Politics and Societies", sierpień 2011, t. 25, nr 3, s. 393-409.
7 Natalia Aleksiun, Studenci z pałkami: rozruchy antyżydowskie na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie [w:] Pogromy Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX w. Studia przypadków (do 1939 r.), red. Kamil Kijek, Artur Markowski, Konrad Zieliński, Warszawa: Wydawnictwo IH PAN, 2019 (w przygotowaniu).
8 Zob. np. Wapiński, Narodowa Demokracja..., s. 291.
9 Kaczmarek, Obóz Wielkiej Polski..., s. 50-51, 57-59; Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 36.
10 Archiwum Państwowe w Kielcach (dalej AP Kielce), zespół 100, Urząd Wojewódzki Kielecki I (dalej UWK), 20494, k. 84-86, 223, 316, 360.
11 Ibidem, k. 506.
12 Ibidem.
13 AP Kielce, UWK I (100), 20494, Pismo starosty powiatowego radomskiego do wojewody kieleckiego w sprawie Zjazdu Powiatowego Komitetu Stronnictwa Narodowego, 25 III 1930 r., k. 223; ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego opoczyńskiego ze zgromadzenia publicznego Stronnictwa Narodowego w osadzie Drzewica, 7 XI 932 r., k. 622.
14 Ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego radomskiego z zebrania Stronnictwa Narodowego w Radomiu, 4 IV 1932 r., k. 548.
15 Na temat Władysława Dowbora zob. Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 66, 72, 130, 159.
16 AP Kielce, UWK I (100), 20494, Sprawozdanie starosty powiatowego opatowskiego na temat stanu organizacyjnego i aktywności Stronnictwa Narodowego, 5 XII 1931 r., k. 476-479.
17 Ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego będzińskiego ze spotkania Stronnictwa Narodowego w Będzinie, 2 XII 1931 r., k. 481, ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego radomskiego z zebrania Stronnictwa Narodowego w Radomiu, 4 IV 1932 r., k. 548.
18 Ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego kieleckiego ze spotkania z ks. Adamem Błaszczykiem w Kielcach, 10 I 1932 r., k. 521.
19 Ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego opatowskiego na temat stanu organizacyjnego i aktywności Stronnictwa Narodowego, 5 XII 1931 r., k. 475.
20 Ibidem, "Biuletyn Zarządu Stronnictwa Narodowego na powiat Opatowski", nr 6, 8 II 1933, k. 53.
21 Ibidem, "Biuletyn Zarządu Stronnictwa Narodowego na powiat Opatowski", nr 8, 22 II 1933, k. 89.
22 AP Kielce, UWK I (100), 20495, "Biuletyn Zarządu Stronnictwa Narodowego na powiat Opatowski", nr 19, 17 V 1933, k. 300; ibidem, "Biuletyn Zarządu Stronnictwa Narodowego na powiat Opatowski", nr 20, 24 V 1933, k. 302.
23 Ibidem, "Biuletyn Zarządu Stronnictwa Narodowego na powiat Opatowski", nr 24, 21 VI 1933, k. 325.
24 Jan Grotkowski był studentem weterynarii i korporantem na uniwersytecie we Lwowie; zginął 26 XI 1932 r. w bójce z grupą żydowskich rzemieślników. Jego śmierć dała impuls do dużych zajść antyżydowskich we Lwowie w dniu następnym.
25 AP Kielce, UWK I (100), 20495, Odpisy ulotek Stronnictwa Narodowego, k. 132-133, 295; ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego olkuskiego ze zgromadzenia publicznego Stronnictwa Narodowego w Żarnowcu i Łanach Wielkich, 20 VI 1933 r., k. 303.
26 AP Kielce, UWK I (100), 20494, Sprawozdanie starosty powiatowego kieleckiego ze spotkania delegatów Stronnictwa Narodowego w Kielcach, 9 V 1932 r., k. 572.
27 Ibidem, Sprawozdanie informacyjne Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach dla MSW, 14 XII 1932 r., k. 638.
28 Ibidem.
29 Bezpośrednim pretekstem do rozwiązania OWP w konkretnych województwach, a potem do jego delegalizacji na terenie całego kraju były krwawe starcia jego młodych działaczy z policją i coraz częstsze ataki na Żydów (Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 41; Wapiński, Narodowa Demokracja..., s. 291).
30 Wapiński, Narodowa Demokracja..., s. 291.
31 AP Kielce, UWK I (100), 20494, Raport Powiatowej Komendy Powiatowej Policji w Kielcach, 9 XII 1932 r.; ibidem, Sprawozdanie Wydziału Bezpieczeństwa Urządu Wojewódzkiego Kieleckiego dla MSW, 14 XII 1932 r., k. 636. Na podstawie materiału źródłowego, jakim dysponuję, nie sposób stwierdzić, czy Przybylski rzeczywiście tak myślał i przeciwstawiał się wówczas fizycznej przemocy. Później na pewno stępił swój osobisty radykalizm i w 1936 r. znajdował się bliżej bardziej ostrożnych "starych" niż dawnych kolegów z OWP, z którego szeregów sam się wywodził. Istotniejsze jest to, że jego apelu z końca 1932 r. większość lub duża część "młodych" w terenie po prostu nie posłuchała.
32 AP Kielce, UWK I (100), 20495, Odpis odezwy Jana Zdzitowieckiego "Ruch Młodych", k. 40.
33 Ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego radomskiego ze zjazdu Delegatów Stronnictwa Narodowego, byłych członków OWP w Radomiu, 18 IV 1933 r., k. 126.
34 Ibidem, Sprawozdanie Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach dla MSW dotyczące działalności Stronnictwa Narodowego i OWP, 5 IV 1933 r., k. 128.
35 Zob. np. Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 31, 35, 43-45; Krzysztof Kawalec, Narodowa Demokracja wobec faszyzmu 1922-1939. Ze studiów nad dziejami myśli politycznej obozu narodowego, Warszawa: PIW, 1989, s. 168-189. Inny pogląd w tej sprawie prezentuje Szymon Rudnicki, wskazując na popularność idei faszystowskich w centrum polskiego ruchu narodowego zarówno przed 1933 r., jak i później, także po powstaniu ONR (idem, Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 11, 13-21, 26-28, 33, 55-56, 59, 145-147, 185, 188-191, 209, 218, 240-248, 287-288, 293, 307, 331).
36 Na ten temat zob. też William W. Hagen, Before the 'Final Solution': Toward a comparative analysis of political anti-Semitism in interwar Germany and Poland, "Journal of Modern History" 1996, t. 68, nr 2, s. 351-381.
37 AP Kielce, UWK I (100), 20495, Raport starszego posterunkowego Włodzimierza Gromy na temat powiatowego zjazdu Stronnictwa Narodowego, 6 IV 1933 r., k. 121.
38 Ibidem.
39 Archiwum Akt Nowych (dalej AAN), zespół 9, Ministerstwo Sraw Wewnętrznych 1918-1939 (dalej MSW), 866, k. 4-5.
40 Na temat modernistycznych aspektów faszyzmu zob. przede wszystkim: Roger Griffin, Modernism and Fascism. The Sense of the Beginning under Mussolini and Hitler, Basingstoke: Palgrave Macmillan, 2007; Walter Laqueur, Faszyzm. Wczoraj, dziś, jutro, tłum. Bożena Stokłosa, Warszawa: Da Capo, 1998; idem, Fascism: A reader's guide: analyses, interpretations, bibliography, Berkeley: University of California Press, 1978; Stanley G. Payne, A History of Fascism, 1914-1945, Madison: University of Wisconsin Press, 1995; idem, Fascism. Comparision and Definition, Madison: University of Wisconsin Press, 1980.
41 Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 35. Wojciech Muszyński posługuje się argumentem rzeczywistej popularności prawicowego, syjonistyczno-rewizjonistycznego Betaru wśród młodzieży żydowskiej, pisze o jego militaryzmie, korzystaniu z elementów faszystowskiej kultury politycznej, a także o aktach przemocy dokonywanych przez Żydów wobec chrześcijan, co ma uzasadniać tezę, że faszyzm nie mógł cechować środowiska młodych narodowców. Nie ma żadnych logicznych przesłanek, dla których wpływ faszyzmu na jedno z antagonistycznych środowisk miałby wykluczać jego wpływ na drugie. Inną oczywistą różnicą, której nie chce zauważyć Muszyński, jest ta między nienawiścią do wszystkich Żydów, opartą na radykalnej antysemickiej wizji, a wrogością do narodowych demokratów ze strony radykałów żydowskich, zarazem manifestujących głęboki polski patriotyzm, kult Józefa Piłsudskiego i uwielbienie dla polskiej historii walk narodowowyzwoleńczych (ibidem, s. 150). Na temat wpływu faszystowskiej ideologii i kultury politycznej na Betar zob. Yaacov Shavit, Fire and water: Ze'ev Jabotinsky and the Revisionist movement, "Studies in Zionism" 1981, t. 4, s. 215-236; Daniel K. Heller, Jabotinsky's Children: Polish Jews and the Rise of Right-Wing Zionism, Princeton: Princeton University Press, 2017.
42 "Hymn Młodych" OWP w postaci ulotek był dystrybuowany na kieleckiej prowincji przynajmniej od 1933 r. (np. AP Kielce, UWK I [100], 20495, k. 134).
43 AP Kielce, UWK I (100), 20495, Sprawozdanie starosty grodzkiego częstochowskiego na temat działalności "młodych narodowców" w Częstochowie, 17 VII 1933 r., k. 331.
44 Zob. np. ibidem, Pismo starosty radomskiego do wojewody kieleckiego, 5 V 1933 r., k. 108.
45 Ibidem, Notatka informacyjna starosty grodzkiego częstochowskiego na temat działalności "młodych" Stronnictwa Narodowego, 17 VII 1933 r., k. 332-333.
46 Zob. AAN, Urząd Wojewódzki Kielecki (dalej UWK), 1378, 267/II, t. 13, k. 391. Później Niebudek awansował na stanowisko sekretarza ZG SN. Choć zdystansował się od rozłamu, w którego wyniku część "młodych" założyła ONR, w Stronnictwie Narodowym obok Tadeusza Bieleckiego należał do elity tzw. maksymalistów, najradykalniejszej frakcji partii, funkcjonującej w niej po rozłamie 1934 r. (Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 174; Terej, Rzeczywistość i polityka..., s. 27).
47 AP Kielce, UWK I (100), 20495, Notatka informacyjna starosty grodzkiego częstochowskiego na temat działalności "młodych" Stronnictwa Narodowego, 17 VII 1933 r., k. 334-335.
48 Ibidem, Pismo starosty powiatowego opatowskiego do Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach na temat akcji antyżydowskiej Stronnictwa Narodowego, 22 VII 1933 r., k. 342.
49 Ibidem, Pismo Komendy Powiatowej Policji w Opocznie do Urzędu Śledczego Komendy Wojewódzkiej w sprawie działalności Władysława Pacholczyka i kolportażu ulotek antyżydowskich, b.d., k. 353.
50 Ibidem, Sprawozdanie Urzędu Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach dla wojewody kieleckiego w sprawie odczytu w lokalu Stronnictwa Narodowego w Ostrowcu, 25 VII 1933 r., k. 348; ibidem, Pismo Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach do MSW w sprawie działalności wywrotowej Stronnictwa Narodowego na terenie województwa, 30 VII 1933, k. 354-360.
51 Ibidem, Pismo wojewody kieleckiego do wszystkich starostów powiatowych i grodzkich, 30 VII 1933 r., k. 363.
52 Ibidem.
53 Ibidem, k. 364. Zob. też AP Kielce, UWK I (100), 20495, Raport wojewódzkiego wydziału bezpieczeństwa dla MSW, 30 VII 1933 r., k. 369-371, a także identyczne treści zamieszczone "Biuletynie Zarządu Stronnictwa Narodowego na powiat Opatowski", nr 28, 19 VII 1933, k. 382; "Biuletyn Zarządu Stronnictwa Narodowego na powiat Opatowski", nr 32, 16 VIII 1933, k. 408.
54 AP Kielce, UWK I (100), 20495, Notatka informacyjna starosty grodzkiego częstochowskiego na temat działalności "młodych" Stronnictwa Narodowego, 30 VII 1933 r., k. 372-373, 376.
55 Ibidem, Notatka informacyjna starosty grodzkiego częstochowskiego na temat działalności "młodych" Stronnictwa Narodowego, 4 VIII 1933 r., k. 378-379.
56 Ibidem, Pismo starosty powiatowego kieleckiego do wojewody w sprawie zebrania "młodych" Stronnictwa Narodowego w Kielcach, 18 VII 1933 r., k. 464.
57 Wakacyjna praca "w terenie", czyli najczęściej w miejscach, z których pochodzili, należała do obowiązków członków najważniejszej studenckiech organizacji ruchu narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej.
58 AP Kielce, UWK I (100), 20495, Pismo starosty powiatowego kieleckiego do wojewody w sprawie zebrania "młodych" Stronnictwa Narodowego w Kielcach, 18 VII 1933 r., k. 464.
59 Ibidem, Sprawozdanie Urzędu Śledczego Komendy Wojewódzkiej w Kielcach dla wojewódzkiego wydziału bezpieczeństwa w sprawie zebrania "młodych" Stronnictwa Narodowego, 20 VII 1933 r., k. 465.
60 Ibidem, Pismo komendanta Policji Powiatowej do starosty grodzkiego w Częstochowie w sprawie "zamachu, względnie ekscesów", 14 VIII 1933 r., k. 384-385.
61 Ibidem, Odpis uchwały Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego, 11 VI 1933 r., k. 350.
62 Ibidem, Informacja Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach na temat uchwały Zarządu Okręgowego Stronnictwa Narodowego, 3 VIII 1933 r., k. 399.
63 Wydaje się, że stosowanie się do tych zaleceń odegrało pewną rolę bezpośrednio przed atakiem i podczas zajść w Przytyku, w lutym i marcu 1936 r.
64 W cytowanym dokumencie błędnie podano jego imię jako "Wacław". W kolejnych dokumentach występuje już jako Wojciech.
65 AP Kielce, UWK I (100), 20495, Pismo komendanta powiatowego policji w Częstochowie do starosty grodzkiego w Częstochowie, 17 VIII 1933 r., k. 409.
66 Ibidem, Pismo urzędu śledczego komendy policji w Częstochowie do wojewódzkiego wydziału bezpieczeństwa, 18 VIII 1933 r., 1933 r., k. 411. Zob. też ibidem, Telefonogram Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach do MSW, 19 VIII 1933 r., k. 415, a także inne dokumenty w tej sprawie, k. 416-420.
67 Ibidem, Pismo komendanta powiatowego policji w Częstochowie do wydziału bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego w sprawie usiłowania zabójstwa Dawida Altmana, 23 VIII 1933 r., k. 421.
68 Ibidem, "Biuletyn Zarządu Stronnictwa Narodowego na powiat Opatowski", nr 33, 23 VIII 1933, k. 429.
69 "Gazeta Narodowa" (Częstochowa), 28 VIII 1933, nr 50, s. 3.
70 "Gazeta Narodowa" (Częstochowa), 3 IX 1933, nr 51, s. 3.
71 Jan Rembeliński, prawnik i publicysta, pierwszy prezes Młodzieży Wszechpolskiej w latach 1922-1923, znajdował się w grupie działaczy Młodzieży Wszechpolskiej, która latem 1926 r. spotkała się z Romanem Dmowskim, by go namówić do podjęcia radykalnych działań po przewrocie majowym, i cała wstąpiła do OWP. Po powstaniu tej organizacji obok Tadeusza Bieleckiego przewodził Wydziałowi Wychowawczemu Ruchu Młodych OWP, działał też w rozwiązanej przez władze w 1927 r. Straży Narodowej OWP. Do 1936 r. należał do radykalnego skrzydła Stronnictwa Narodowego, po czym przez Związek Młodych Narodowców przeszedł na stronę sanacji (Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 30, 34, 45, 51, 63).
72 "Gazeta Narodowa" (Częstochowa), 1 X 1933, nr 58, s. 3.
73 Nie jest mi znana dokładna data zwolnienia Floriana Markowskiego z aresztu. Już w lutym 1934 r. był jednym z głównych mówców na jednym z częstochowskich wieców SN (AP Kielce, UWK I [100], 20496, Pismo starosty powiatowego częstochowskiego do wojewody w sprawie zebrania Stronnictwa Narodowego w Częstochowie, 12 II 1934 r., k. 43).
74 Świadczą o tym też późniejsze kariery uczestników częstochowskich wydarzeń z lata 1933 r. Stefan Niebudek dwa lata potem awansował do Zarządu Głównego SN. Witold Domański zasiadał obok Tadeusza Bieleckiego w Zarządzie Głównym Sekcji Młodych stronnictwa, by już w 1935 r. przejść do ONR (Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 61, 121-122). Euzebiusz Leitner dalej działał w lokalnym środowisku narodowym, będąc jednym z głównych uczestników przemocy antyżydowskiej podczas zajść w Częstochowie w czerwcu 1937 r. (Michał Trębacz, "Pod murami Jasnej Góry". Pogrom w Częstochowie 19-21 czerwca 1937 r. [w:] Pogromy Żydów na ziemiach polskich...).
75 AP Kielce, UWK I, 20495, Interpelacja posłów Stronnictwa Narodowego w sprawie Dawida Altmana, 11 XII 1933 r., k. 528.
76 Kilkumiesięczny areszt nie przeszkodził mu zresztą w dalszej radykalnej działalności politycznej i "specjalizowaniu" się w przemocy antyżydowskiej. Na przykład podczas spotkania działaczy Stronnictwa Narodowego w Częstochowie 2 X 1935 r. Florian Markowski wygłosił płomienną przemowę, w której skrytykował kunktatorstwo "starej ND-cji", wzywając młodych działaczy narodowych do natychmiastowego radykalnego czynu (AAN, UWK 1378, 267/II, t. 13, k. 1020; zob. też AP Kielce, UWK I [100], 20496, Przemówienie Markowskiego na wiecu SN w Częstochowie w lutym 1934 r., k. 43).
77 Zob. np. AP Kielce, UWK I (100), 20495, Pismo starosty powiatowego kieleckiego do Urzędu Wojewódzkiego w sprawie zebrania Stronnictwa Narodowego w Kielcach, 18 XI 1933 r., k. 510; ibidem, Sprawozdanie starosty grodzkiego radomskiego na temat zebrania Stronnictwa Narodowego w Radomiu, [data dzienna dokumetu nieczytelna] XII 1933 r., k. 540.
78 Ibidem, Informacje Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego Krakowskiego na temat śledztwa w sprawie zajść antyżydowskich w wojewódzkie krakowskim, 4 X oraz 24 XI 1933 r., k. 517-523.
79 AP Kielce, UWK I (100), 20496, Pismo Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego Kieleckiego do MSW odnośnie [do] interpelacji Klubu Narodowego w sprawie zajść w Częstochowie, [brak daty dziennej] II 1934 r., k. 74.
80 Ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego będzińskiego na temat działalności Stronnictwa Narodowego, 11 I 1934 r., k. 2.
81 Ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego będzińskiego na temat działalności Stronnictwa Narodowego, 6 VI 1934 r., k. 227.
82 "Myśl Narodowa", 20 V 1934, nr 21, s. 5.
83 AP Kielce, UWK I (100), 20496, Pismo starosty grodzkiego częstochowskiego do wojewody w sprawie rozwiązania rozwiązania spotkania Stronnictwa Narodowego, 17 II 1934 r., k. 56; ibidem, Pismo starosty grodzkiego częstochowskiego do wojewody na temat spotkania "młodych" Stronnictwa Narodowego, 15 II 1934 r., k. 69.
84 Ibidem, Sprawozdanie starosty powiatowego koneckiego dla wojewódzkiego urzędu bezpieczeństwa na temat działalności Stronnictwa Narodowego, 14 VI 1934 r., k. 187.
85 AAN, UWK 1378, 267/II, t. 13, Miesięczne sprawozdania sytuacyjne wojewody kieleckiego, k. 212-213, 390, 394, 401, 659, 222, 269, 307-308, 311-313, 802, 1045-1047.
86 Ibidem, k. 1025.
87 Ibidem, k. 226-227, 301-302, 699-700, 1054.
88 Ibidem, k. 223, 395.
89 Ibidem, k. 155, 223, 226, 1007, 1018.
90 Ibidem, k. 150.
91 AAN, MSW 9, 866, k. 8. Zob. też "Wytyczne przemówień w sprawie ordynacji wyborczej" z 3 VIII 1935 r., w których podkreślano niemożliwość jakiejkolwiek asymilacji Żydów, a także zgłaszano postulat pozbawienia Żydów wszelkich praw politycznych w państwie, kopiując rozwiązania niemieckie (ibidem, k. 18), oraz "Instrukcje dla kandydatów na członków średniego szczebla Stronnictwa Narodowego" (ibidem, k. 30).
92 AAN, UWK 1378, 267/II, t. 13, k. 812-814.
93 Ibidem, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za styczeń 1935 r., k. 815.
94 Ibidem, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za luty 1935 r., k. 391. Po wyjeździe do Warszawy Niebudek nadal miał wpływ na środowisko "młodych" w Częstochowie - przez mianowanego na swoje miejsce kierownika organizacji powiatowej SN, najbliższego współpracownika, Władysława Pacholczyka (ibidem, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za czerwiec 1935 r., k. 225).
95 Ibidem, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za luty 1935 r., k. 396.
96 Ibidem, k. 401.
97 AAN, UWK 1378, 267/II, t. 13, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za kwiecień 1935 r., k. 702.
98 Ibidem, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za czerwiec 1935 r., k. 220-222.
99 Ibidem, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za lipiec 1935 r., k. 294.
100 Pacholczyk był nauczycielem gimnazjalnym, wybijającym się działaczem RM OWP w powiecie opoczyńskim już w 1929 r., gdy zasłużył się rozszerzeniem wpływów organizacji wśród lokalnych harcerzy i lokalnym ruchu spółdzielczym. W lipcu 1933 r. m.in. w Odrzywole i wsiach powiatu opoczyńskiego rozrzucał ulotki wzywające do ataku na Żydów. W maju 1935 r. został liderem częstochowskiej organizacji SN, w której ramach organizował dalsze zajścia antyżydowskie. W lipcu aresztowany i po raz pierwszy wysłany do "miejsca odosobnienia" w Berezie Kartuskiej. Wysłano go tam wraz z działaczami ONR, ponieważ mimo że pozostał on członkiem SN, władze identyfikowały go jako przedstawiciela najradykalniejszego skrzydła starszej partii. Ponownie trafił do Berezy po aresztowaniu w październiku 1935 r. Po powrocie z Berezy w kwietniu 1936, a więc bezpośrednio po zajściach przytyckich, zaktywizował słabnące w powiatach radomskim i opoczyńskim Stronnictwo Narodowe (zob. AP Kielce, UWK I, 20494, k. 84-86, 454; AP Kielce, UWK I, 20495, k. 371; AAN, UWK 1378, 267/II, t. 13, k. 219, 221, 223, 226, 430-431, 663, 1007, 1017; AAN, UWK 1378, 267/II, t. 14, k. 65-67, 86-87; Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 89-90). Jako wyjątkowo wrogiego żydowskim uczniom nauczyciela zapamiętał go jego ortodoksyjny uczeń z Opoczna (Jeffrey Shandler, Awakening Lives. Autobiographies of Jewish Youth in Poland before the Holocaust, New Haven-London: Yale University Press, 2003, s. 236; zapis nazwiska jako "Fachalczyk" jest błędną transkrypcją z jidysz nazwiska Pacholczyk, wynikającą z braku oznaczenia w jidyszowym oryginale liter "pej" i "alef" znakami diakrytycznymi).
101 AAN, UWK 1378, 267/II, t. 13, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za maj 1935 r., k. 663-664.
102 Ibidem, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za czerwiec 1935 r., k. 220.
103 Ibidem, k. 226.
104 Zob. np. AAN, UWK 1378, 267/II, t. 13, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za lipiec 1935 r., k. 296.
105 Zob. np. ibidem, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za czerwiec 1935 r., k. 288-289, 298, 300-301; ibidem, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za sierpień 1935 r., k. 1051.
106 Ibidem, k. 1040, zob. też k. 1053.
107 We wrześniu 1935 r. aresztowano kilkudziesięciu częstochowskich działaczy "młodych", niektórych za plany zorganizowania zamieszek antyżydowskich, w tym zaangażowanego w opisane wydarzenia 1933 r. Euzebiusza Leitnera. Szybko ich jednak z aresztu wypuszczono (AAN, UWK 1378, 267/II, t. 13, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za październik 1935 r., k. 1035). W październiku Władysław Pacholczyk został aresztowany i skierowany do Berezy Kartuskiej. Rozpędzenie manifestacji "młodych" w Radomiu, do którego doszło w tym samym czasie, miało im przysporzyć zwolenników i jeszcze bardziej zradykalizować ich postawy (ibidem, k. 1007). Aresztowanie liderów stworzyło pustkę, którą we wschodniej części powiatu, tam gdzie leżał Odrzywół, wypełnili nowi liderzy. Ich działania sprawiły, że bojkot antyżydowski nabrał w tej części powiatu szczególnej intensywności (ibidem, k. 1017).
108 AAN, UWK 1378, 267/II, t. 13, Miesięczne sprawozdanie sytuacyjne wojewody kieleckiego za sierpień 1935 r., k. 1049.
109 Ibidem.
110 Ibidem.
111 Na temat konfiskat prasy polskiej i żydowskiej donoszącej o wypadkach przemocy antyżydowskiej latem 1935 r. zob. ibidem, k. 1044.
112 Muszyński, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny..., s. 149.
113 Na temat nowych ustaleń co do przyczyn i przebiegu zajść w Odrzywole i Częstochowie zob. Kamil Kijek, Pogrom, którego nie było, tragedia, która przyszła w zamian. Zajścia w Odrzywole, 20-29 listopada 1935 r. [w:] Pogromy Żydów na ziemiach polskich...; Trębacz, "Pod murami Jasnej Góry". Pogrom w Częstochowie... W świetle zaprezentowanego materiału gruntownej rewizji wymagają ustalenia Piotra Gontarczyka poczynione odnośnie do zajść i pogromu w Przytyku (idem, Pogrom? Zajścia polsko-żydowskie w Przytyku 9 marca 1936 r. Mity, fakty, dokumenty, Biała Podlaska: Rekonkwista, Pruszków: Rachocki i S-ka, 2000).
114 Lista innych zajść na terenie województwa, opierająca się głównie na materiale prasowym, znajduje się w doskonałej, mającej charakter reportażu literackiego, a nie pracy naukowej książce Anny Kłys Tajemnica Pana Cukra. Polsko-żydowska wojna przed wojną (Warszawa: Wielka Litera, 2015).
115 Zob. np. Żyndul, Zajścia antyżydowskie w Polsce...
Orel Beilinson
Uniwersytet Telawiwski
Alexander Prusin (1955-2018)1
Alexander Prusin przyszedł na świat w 1955 r. we Lwowie jako syn Wiktora i Witii. Po wyjeździe na Zachód obronił doktorat na Uniwersytecie w Toronto, a następnie rozpoczął pracę w Instytucie Techniki Górniczej w Nowym Meksyku, gdzie wykładał przez ostatnie 17 lat. Był wybitnym uczonym, który słynął z dogłębnych i rozległych badań nad jednym z najkrwawszych okresów w historii Europy, czyli połową XX w.
Głównymi obszarami zainteresowań Prusina były nacjonalizm, przemoc i Zagłada w Galicji Wschodniej. Opublikował liczne artykuły na temat różnych aspektów sytuacji etnicznej w dwudziestowiecznej Galicji: pisał o tamtejszych Żydach, mordach popełnianych na Polakach przez OUN-UPA, zbrodniach wojennych, kolaboracji i przemocy. Wydawał również książki. Swoje pierwsze dzieło, zatytułowane Nationalizing a Borderland: War, Ethnicity, and Anti-Jewish Violence in East Galicia, 1914-1920, oparł na rozprawie doktorskiej, której promotorem był Piotr Wróbel. W typowy dla siebie skrupulatny sposób potraktował różne wielonarodowe źródła. Starał się zrozumieć "dynamikę i mechanizmy prześladowań Żydów w Galicji Wschodniej podczas wojny", "zrekonstruować miejscową dynamikę konfliktu etnicznego" i zobaczyć, jak te zagadnienia wpasowywały się w szersze ramy narodowe, w których zaistniały. Nie rozpatrywał antysemityzmu jako zjawiska oddzielnego, niemal ahistorycznego, lecz utrzymywał, że prowadzona z jednej strony przez rosyjskich, z drugiej zaś przez polskich urzędników polityka, polegająca na usuwaniu Żydów z życia Galicji, wykazywała podobieństwo właśnie z uwagi na lokalny kontekst.
Jego druga książka, zatytułowana The 'Lands Between': Conflict in the East European Borderlands, 1870-1992, ukazała się, gdy jego zainteresowania skupiały się bardziej na latach dwudziestych niż czterdziestych. Książka poszerzająca granice chronologiczne pierwszego dzieła Prusina stanowi wyraz jego niezaspokojonego pragnienia, by wyjaśniać zjawiska o dużej skali na podstawie dobrej znajomości dostępnego materiału źródłowego. Prusin nie zamierzał bynajmniej się ograniczać do pogłębionej analizy jedynie wybranych źródeł. Wręcz odwrotnie, był badaczem, który rzucał światło na szerszy kontekst, wykorzystując najbogatsze spektrum dostępnych źródeł. Bazując na źródłach pierwotnych i wtórnych napisanych po angielsku, niemiecku, rosyjsku, ukraińsku, białorusku i polsku, Prusin starał się wytłumaczyć, jak państwa i ci, którzy działali w ich imieniu, stosowali przemoc, gdy usiłowali budować narody aż do fiaska eksperymentu komunistycznego, a co być może bardziej zaskakujące - dlaczego różne grupy wspólnie brały udział w aktach przemocy takich jak Zagłada. Tym szlachetnym wysiłkiem przyczynił się do intelektualnych poszukiwań odpowiedzi na podobne pytania przez analizę makrohistoryczną, obejmującą przyczynki poczynione m.in. przez Timothy'ego Snydera i Marka Mazowera.
Pod koniec kariery Prusin odszedł od tak rozległych zagadnień. Ostatni okres pracy poświęcił Serbii. W książce Serbia under the Swastika, która ukazała się w 2017 r., długą bibliografię źródeł w językach wschodnio- i zachodniosłowiańskich zastąpiły źródła serbskie. Oczytany zarówno w jugosłowiańskiej, jak i postjugosłowiańskiej historiografii oraz posiłkując się gruntowną wiedzą na temat bardziej tradycyjnych scenerii badań nad drugą wojną światową w Europie Wschodniej, Prusin chciał nie tyle odmienić nasze rozumienie historii Serbii podczas wojny, ile opowiedzieć tę historię tak, by związać ją ściślej z prowadzonymi wtedy badaniami nad Europą okupowaną przez nazistów. Jako pierwsze kompletne opracowanie na ten temat po angielsku książka ta pozostanie bezcenną lekturą dla historyków Bałkanów, drugiej wojny światowej i ogólnie Europy.
Prusin pozostawił nam więc wyniki wielu rzetelnych badań przypominających drabinę, której każdy szczebel podawał w wątpliwość jego wcześniejsze prace. W pierwszej książce, opartej na rozprawie doktorskiej, zakwestionował sposób, w jaki postrzegano antyżydowskie nastroje i przemoc. Następnie rzucił sobie i nam wyzwanie, szukając wyjaśnienia zjawisk o szerszych parametrach czasowych i przestrzennych. W ostatniej książce odwrócił się od makrohistorii i wkroczył na nowy teren geograficzny - Bałkany. Zajmował się w życiu naukowym mnóstwem innych kwestii, z których najbardziej ekstremalny przykład stanowi temat sowieckiego orientalizmu, omówiony w artykule z 2003 r. Choć takich projektów pobocznych, jak nazwaliby je niektórzy, było bez liku, przez wszystkie te lata niezmiennie fascynowała go druga wojna światowa w Kijowie i innych częściach Ukrainy i Polski.
W listopadzie 2018 r., niestety już pośmiertnie, opublikowano jego ostatnie dzieło. Książka Justice Behind the Iron Curtain: Nazis on Trial in Communist Poland, napisana wspólnie z Gabrielem Finderem, stanowi kulminację zainteresowania Prusina zbrodniami wojennymi. Obaj autorzy analizują w niej - po raz pierwszy w historii - jak Polska rozliczyła się z okupacją hitlerowską jako państwo komunistyczne. Możemy sobie jedynie wyobrazić, jakie granice Prusin jeszcze by przekroczył, gdyby nadal był z nami.
Prusin stanowił zatem wzór do naśladowania dla innych badaczy, próbujących wykazać się podobną erudycją, dogłębną znajomością źródeł i przenikliwym, analitycznym podejściem o zmiennej optyce: ze skali makro na mikro, z Ukrainy i Polski na Serbię, z lat dwudziestych na lata czterdzieste XX w., z przemocy na rozliczenia z przeszłością. Prusin poważnie traktował własną rolę wzorca do naśladowania. Choć zatrudnienie w Instytucie Techniki Górniczej w Nowym Meksyku nie dawało zbyt wielu okazji do promowania prac na studiach podyplomowych, Prusin był nieformalnym mentorem i doradcą młodych badaczy w całym kraju i na całym świecie. Czytanie i ocenianie wstępnych wersji tekstów, dyskusje na Skypie i przekazywanie wielu innych szczodrych informacji zwrotnych stanowiły tylko część zadań, jakich chętnie się podejmował w środowisku badawczym.
W Instytucie w Nowym Meksyku Prusin wykładał na multidyscyplinarnej katedrze CLASS (komunikacja, sztuki liberalne i nauki społeczne). W rezultacie stał się czołowym europeistą - prowadził kursy o średniowiecznej Europie, Bliskim Wschodzie, historii cywilizacji do 1500 r. oraz różnych innych tematach bliższych zakresowi jego wiedzy i zainteresowań. Do nauczania podchodził poważnie. Dzięki pracy wykładowcy mógł dać wyraz szerokim horyzontom myślowym i rozległej wiedzy. Jednocześnie okazał się dla swoich studentów ważną postacią na uczelni. Był zaiste surowy, lecz sprawiedliwy, wymagający, lecz życzliwy, a także śmiertelnie poważny, jednocześnie wykazując się typowo rosyjskim poczuciem humoru.
Prusina przeżyła jego żona Elena, lwowianka, będąca tematem wielu anegdot i opowieści, które pokazywały, jak wielkim uczuciem ją darzył. Jego przyjaciołom i współpracownikom będzie brakowało jego dobrego serca, doskonałego warsztatu badawczego i życzliwego mentorstwa.
Z języka angielskiego przełożyła Anna Brzostowska
1 Archiwum Akt Nowych (dalej AAN), 1581/R-126, "Technika warszawska PPR 1942-1944", Relacja Jana Tarłowskiego, k. 27.
2 Ibidem.
3 Ibidem, k. 28.
4 Emanuel Ringelblum szacował liczbę Żydów ukrywających się po aryjskiej stronie Warszawy w okresie po powstaniu w getcie na 15 tys. osób, Israel Gutman na 15-20 tys., Havi Dreifuss zaś szacuje ich liczbę przed powstaniem warszawskim na 10 tys. osób (eadem, Changing Perspectives on Polish-Jewish Relations during the Holocaust, Jerusalem: Yad Vashem, 2012, s. 47). Dużo wyższe liczby (28 tys.) podaje Gunnar S. Paulsson (idem, Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy 1940-1945, tłum. Elżbieta Olender-Dmowska, Kraków: Znak i Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN, 2009).
5 Tekst niniejszy powstał w ramach projektu badawczego Narodowego Centrum Nauki nr 2016/21/B/HS3/00577, "Ukrywanie się w Warszawie po "aryjskiej stronie", 1940-1945". W ramach projektu przygotowuję także na podstawie wszelkich dostępnych źródeł bazę danych z informacjami o ukrywających się Żydach.
6 USC Shoah Foundation, Visual History Archive (dalej USC, VHA), 17181, Wywiad z Mieczysławem Kowalikiem-Kowadło.
7 USC VHA, 29246, Wywiad z Ryszardem Nazarewiczem.
8 W czasie okupacji działała w sztabie GL i AL, była łączniczką por. Teodora Naumienki (USC, VHA, 29014, Relacja Krystyny Arciuch). Aresztowano ją w 1949 r., właśnie w związku ze sprawą Naumienki. Siedziała pięć lat (w tym trzy w separatce), bez nakazu aresztowania (Robert Spałek, Komuniści przeciwko komunistom. Poszukiwanie wroga wewnętrznego w kierownictwie partii komunistycznej w Polsce w latach 1948-1956, Poznań: Zysk i S-ka, 2014, s. 190-194).
9 Zob. jej biogram w: Konspiracyjny Związek Walki Młodych w Warszawie, konsultacja naukowa Bogdan Hillebrandt, Warszawa: Warszawska Komisja Historyczna Stowarzyszenia "Pokolenia", 2008, z. 1, s. 138-140; por. wspomnienia Haliny Balickiej-Kozłowskiej, u której Hanka Szapiro pomieszkiwała (USC, VHA, 25555).
10 Od października 1942 r. przewodnicząca Zarządu Związku Walki Młodych, w powstaniu warszawskim walczyła w Batalionie im. Czwartaków AL na Starym Mieście, skąd przeszła kanałami na Żoliborz, a we wrześniu przepłynęła Wisłę i dotarła z meldunkiem od dowództwa AL do PKWN w Lublinie (Konspiracyjny Związek Walki Młodych w Warszawie, s. 42).
11 Ta ostatnia, działaczka Spartakusa i PPR, miała dowodzić piątką bojową w powstaniu w getcie, ale zbiegiem okoliczności została zatrzymana przez Niemców 19 kwietnia i wysłano ją do Poniatowa. Uciekła stamtąd i wróciła do Warszawy, nie nawiązała jednak kontaktu z partią. Włożyła mnóstwo wysiłku, by odnaleźć jedyną osobę, co do której miała przekonanie, że jest w stanie jej pomóc - Klimę Fuswerk, ukrywającą się Żydówkę. I tak się stało, przez Klimę i jej kontakty Stefa uzyskała pomoc "Żegoty" i przeżyła. Po wojnie została w Polsce, była aktorką, występowała w wielu teatrach, także w Teatrze Żydowskim. W wywiadzie nagrywanym w 1995 r. mówi o swoim żalu, że była taka naiwna, wierząc w socjalizm i komunizm, a najlepiej zrobili ci, którzy wyemigrowali z Polski zaraz po wojnie (USC, VHA, 4286, Wywiad ze Stefanią Staszewską-Balbin).
12 Jak podaje Ryszard Nazarewicz, w styczniu 1936 r. KPP liczyła 17 302 członków, z tego 3817 przebywało w ZSRR. Po stalinowskiej czystce przetrwało nie więcej niż 100, w tym nikt z aktywu kierowniczego (idem, Armii Ludowej dylematy i dramaty, Warszawa: Oficyna Drukarska, 1998, s. 13). Z kolei Zbigniew Szczygielski podaje, że (według jego własnych szacunków) w 1936 r. KPP liczyła 13,9 tys. członków (idem, Członkowie KPP 1918-1939 w świetle badań ankietowych, Warszawa: Książka i Wiedza, 1989, s. 21).
13 AAN, 1581/R-285, "Działalność organizacji przedpepeperowskich, Grupy Inicjatywnej, powstanie PPR", Relacja Andrzeja Webera, k. 38.
14 Ibidem, Relacja Jerzego Albrechta, k. 2-4.
15 AAN, 1581/R-124, "Organizacja Młodzieży Socjalistycznej "Spartakus" w latach 1935-1941", Relacja Tadeusza Sołtana, k. 4.
16 Ibidem, Relacja Anny Duracz (zwanej dalej "Anulą"), k. 24. Ta Anna Duracz po mężu Walczak, ur. 1923, była córką Teodora Duracza i jego drugiej żony, Romany z domu Zelcer. Do września 1942 r. przebywała w getcie, 27 II 1943 r. aresztowana w konspiracyjnej drukarni PPR przy ul. Grzybowskiej 23/25, została z matką (aresztowaną 12 marca) wysłana do Auschwitz; obie przeżyły. Jak wspomina Anula Duracz, biblioteka organizacyjna była dobrze wyposażona: swoje księgozbiory przekazali Spartakusowi wyjeżdżający na wschód Wiktor Alter z CK Bundu oraz Hanka Szapiro, która w sierpniu 1940 r., "wyprowadzając się z mieszkania przy ul. 3 Maja - scedowała [bibliotekę] na potrzeby organizacji" (ibidem, k. 32).
17 Ibidem, k. 33.
18 "W roku 1941 przed swoim rozwiązaniem organizacja "Spartakus" liczyła około 200 ludzi - wśród tych ludzi większość młodzieży żydowskiej" - mówi Anna Duracz (zwana dalej "Anitą") w relacji nagranej w 1971 r. dla Yad Vashem. Ta Anna Duracz, z domu Henia Mączkowska, to żona Jerzego, synowa Teodora Duracza (Archiwum Yad Vashem [dalej AYV], O.3/3586, Relacja Anity Duracz, s. 5). Anita Duracz została aresztowana po wojnie w 1949 r. w związku z jej kontaktami z Noelem Fieldem, siedziała 2,5 roku w ciężkim śledztwie (ibidem, s. 58-61; Spałek, Komuniści przeciwko komunistom..., s. 680-686).
19 AAN, 1581/R-124, "Organizacja Młodzieży Socjalistycznej "Spartakus" w latach 1935-1941", Relacja Anuli Duracz, k. 63. Autorka mieszkała wówczas przy ul. Elektoralnej 5.
20 Ibidem, Relacja Stefanii Staszewskiej, k. 5.
21 Ibidem, Relacja Anuli Duracz nr 2, k. 5.
22 Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego (dalej AŻIH), 301/2295, Relacja Kazimiery Kagan. Związek Walki Wyzwoleńczej powstał w Warszawie we wrześniu 1941 r. z połączenia kilku konspiracyjnych grup komunistycznych (m.in. "Życie", "Sierp i Młot", Towarzystwo Przyjacio?ł ZSRR, ZWM), jego organami prasowymi były "Biuletyn Radiowy" oraz dwutygodnik polityczny "Zwycie?z?ymy". Związana z ZWW była m.in. Hanka Szapiro (Sawicka), przed wojną działaczka Spartakusa. ZWW został w 1942 r. wchłonięty przez PPR.
23 "Grupa "Sierp i Młot" liczyła od 700 do 800 członków, grupa Chaima, tzn. "Towarzystwo Przyjaciół ZSRR", liczyła 400 członków. [...] Robotniczo-Chłopska Organizacja Bojowa [...] w ghecie miała tylko 250 ludzi" - ocenia Jakub Józef Korc, komunista aktywnie działający w getcie (AAN, 1582, Zbiór akt osobowych działaczy ruchu robotniczego, 2366, Wacław Jabłoński [Jakub Józef Korc], "Wspomnienia opowiedziane przez tow. Jabłońskiego w dniu 13 III 1947 r.").
24 "Wraz z powstaniem partii wszyscyśmy, byli członkowie Spartakusa z tej i tamtej strony muru - już w styczniu 1942 znaleźli się w jej szeregach" - wspomina Anula Duracz (AAN, 1581/R-124, Relacja nr 2, k. 8).
25 Piotr Wróbel, Woko?ł problemu rezydentury NKWD w getcie warszawskim, "Pamie?c? i Sprawiedliwos?c?" 2005, nr 4, s. 206.
26 AYV, O.3/3586, Relacja Anity Duracz, s. 10. Prawdopodobnie znalazł się w getcie ze względu na semicki wygląd.
27 Wróbel, Woko?ł problemu rezydentury NKWD w getcie warszawskim, s. 206.
28 United States Holocaust Memorial Museum (dalej USHMM), 2004.331.1, Wiera Sierpinska Papers, Stanisław Sierpiński, "Pogaduszki", mps.
29 AYV, O.3/3405, Relacja Stanisława Sierpińskiego.
30 AAN, 1582, Zbiór akt osobowych działaczy ruchu robotniczego, 2366, Wacław Jabłoński [Jakub Józef Korc], "Wspomnienia opowiedziane przez tow. Jabłońskiego w dniu 13 III 1947 r.", k. 4.
31 Studium Polski Podziemnej w Londynie, PRM 76/1, Kraj, Sprawozdania, meldunki, komunikaty, Teka nr 76/1/42, Obecna sytuacja w ruchu komunistycznym (lipiec 1942), k. 72.
32 AAN, 1582, Zbiór akt osobowych działaczy ruchu robotniczego, 3018, Henryk Kotlicki, "Z dokumentem dla "nicht Deutsche" w kieszeni", mps, k. 5.
33 Ibidem.
34 Ibidem, k. 6.
35 Ten interesujący wątek to temat na osobne opracowanie - poruszające nie tylko kontekst historyczno-polityczny relacji o Zagładzie, mechanizmy pamięci i konformizmu (a może strachu?), lecz także rozczarowań ideowych. Zjawisko to jest zapewne szersze i nie dotyczy wyłącznie Żydów związanych z lewicą. Dalszych badań wymaga obserwacja, że wywiady składane w Polsce, szczególnie w latach 1944-1989, są ogólnie mniej krytyczne wobec Polski i Polaków niż relacje późniejsze lub złożone poza Polską.
36 AYV, O.3/3586, Relacja Anity Duracz, s. 10.
37 "Myśmy z matką nie umarły z głodu, ale byłyśmy na granicy" - mówi w wywiadzie Stefania Szochur (Staszewska-Balbin), zob. USC, VHA, 4286.
38 AAN, 1582, Zbiór akt osobowych działaczy ruchu robotniczego, 2002, Akta Ireny Szczypiorskiej. "Początkowo przynosił różne kosztowności dla żony od jej rodziców z getta, a dopiero później zaczął złotem handlować na szerszą skalę i obracał się w podejrzanym środowisku" - wspomina Irena Szczypiorska (ibidem, "Z pamiętnika okupacyjnego", k. 106).
39 "Każdy członek Polskiej Partii Robotniczej - żołnierzem Gwardii Ludowej" - taką uchwałę przyjęto na "zebraniu założycielskim PPR 5 stycznia 1942 r. w mieszkaniu towarzysza Juliusza Rydygiera przy Krasińskiego 18" - wspomina Franciszek Łęczycki (idem, W szeregach walki o niepodległą i sprawiedliwą [w:] Wspomnienia warszawskich peperowców 1939-1944, Warszawa: Książka i Wiedza, 1963, s. 47).
40 Tak podaje Piotr Wróbel za Bernardem Markiem, Wacławem Poterańskim i Wacławem Jabłońskim (idem, Woko?ł problemu rezydentury NKWD w getcie warszawskim, s. 207).
41 Władysław Bartoszewski, 1859 dni Warszawy, Kraków: Znak, 1984, s. 296-297.
42 AYV, O.3/3586, Relacja Anity Duracz, s. 13.
43 Izolda Kowalska-Kiryluk "Krystyna", W warszawskiej organizacji [w:] Wspomnienia warszawskich peperowców..., s. 371.
44 AYV, O.3/3405, Relacja Stanisława Sierpińskiego. Więcej o Emmie opowiada on w "Pogaduszkach". Emma Fiebig (Fibich) była niezwykłą osobą, Niemką z pochodzenia, która w czasie wojny podpisała volkslistę i ratowała wielu Żydów w getcie, wyprowadzała ich, załatwiała papiery aryjskie. Za fałszowanie dokumentów i pomaganie Żydom została aresztowana w 1943 r. i skazana na 5 lat ciężkiego więzienia. Gdy po wojnie wszczęto śledztwo w związku z podpisaniem przez nią volkslisty, wielu świadków podkreślało bezinteresowność i odwagę Emmy. Śledztwo umorzono (zob. Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej [dalej AIPN], GK 453/235). W 1986 r. została odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
45 AIPN, 0298/929, "Dot. Narbutta Ignacego", Relacja Ignacego Robb-Narbutta, k. 69.
46 USC, VHA, 40114, Wywiad z Haliną Jarosławski.
47 Daniel Krakowski, muzyk, grający przed wojną na altówce w orkiestrze Filharmonii Warszawskiej, a w getcie w orkiestrze na koncertach w Feminie; zginął.
48 USC, VHA, 4011, Wywiad z Haliną Jarosławski.
49 AYV, O.3/3586, Relacja Anity Duracz, s. 16-17 i 25.
50 Ibidem, s. 35. Według relacji męża Anity Duracz, Jerzego, Lewartowski miał dzwonić bezpośrednio z Umschlagplatzu i po tej rozmowie popełnił samobójstwo (AYV, O.3/3587, s. 53).
51 Stanisława Sowińska "Barbara", Lata walki, Warszawa: Książka i Wiedza, 1962, s. 21.
52 AŻIH, 302/201, Pamiętnik Racheli Kleiner, s. 55-56.
53 AYV, O.3/3586, Relacja Anity Duracz, s. 22.
54 Ibidem, s. 23.
55 Ibidem, s. 29. "Potrzeba ludzi w partii" mówi coś o tym, jak nieliczne musiały być wówczas zasoby kadrowe PPR. Oszacowanie liczby działaczy komunistycznych w okupowanej Warszawie jest niezwykle trudne, jeśli w ogóle możliwe. Piotr Gontarczyk pisze, że "aparat centralny partii liczył w ro?z?nych okresach ok. 50 do l00 oso?b" (idem, Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy (1941-1944), Warszawa: Fronda, 2006, s. 99).
Yehuda Bauer
Yad Vashem, Israeli Academy of Sciences
Powstanie w getcie warszawskim. Nowe spojrzenie
Streszczenie
Artykuł zawiera zarówno przypomnienie historii powstania w getcie warszawskim, jak i nową próbę reinterpretacji jego znaczenia. O ile rola Żydowskiej Organizacji Bojowej i Żydowskiego Związku Wojskowego (a także ruchów politycznych, które za nimi stały) zostały już gruntownie zbadane, o tyle brakuje studiów nad udziałem ludności cywilnej. Autor dokonuje także obszernego przeglądu sytuacji politycznej w getcie przed powstaniem oraz analizuje charakter kontaktów między podziemiem żydowskim a polskim kierownictwem ruchu oporu po aryjskiej stronie miasta. Na koniec zaś analizuje, w jaki sposób historyczne dziedzictwo powstania w getcie jest wykorzystywane i nadużywane zarówno w Polsce, jak i w Izraelu.
Słowa kluczowe
getto, powstanie, Żydowska Organizacja Bojowa, AK, Polska, Warszawa
Abstract
The article is both a reexamination of the history of the uprising in the Warsaw ghetto as well as a novel attempt at the reinterpretation of its meaning. While the role of the Jewish Fighting Organization and of the Jewish Military Union (as well as the political movements which stood behind them) is a matter of well-established record, the essential participation of the civilian population has been underreported. The article provides also an extensive overview of the political situation inside the ghetto prior to the Uprising and the nature of contacts between the Jewish underground and the Polish resistance leadership on the 'Aryan' side of the city. Finally, the article looks at various ways in which the historical legacy of the Uprising has been used and abused, both in Poland and Israel.
Key words
ghetto, uprising, Jewish Fighting Organization, Home Army, Poland, Warsaw
Wydawać by się mogło, że niewiele nowego da się powiedzieć o powstaniu w getcie warszawskim, które wybuchło 19 kwietnia 1943 r. Z kolei kwestia daty końcowej powstania do jasnych nie należy, ponieważ w ruinach całkowicie zburzonego getta utrzymywały się pojedyncze ogniska oporu, wiele dni po tym jak dowódca sił niemieckich Jürgen Stroop poinformował 16 maja o stłumieniu buntu. We wrześniu krążyła niesprawdzona pogłoska o kilku uzbrojonych Żydach bądź jednym bojowniku. Rozproszone punkty oporu istniały, jak się wydaje, jeszcze w czerwcu następnego roku.
Nie twierdzę, że udało mi się ustalić coś nowego, staram się jednak dokonać ogólnej interpretacji pierwszego, jakkolwiek by patrzeć, miejskiego powstania przeciw nazistowskim Niemcom w czasie drugiej wojny światowej. Było to zarazem powstanie ludowe, pierwsze tego typu podczas wojny, w którym wzięła udział nieuzbrojona ludność cywilna, w pełni popierająca zbrojny sprzeciw, ukrywająca się w bunkrach do śmierci bądź przymusowej deportacji. Staram się spojrzeć na powstanie, łącząc perspektywy - a raczej perspektywę - żydowskich powstańców z kwestiami stosunków polsko-żydowskich oraz polityki Trzeciej Rzeszy.
Przebieg powstania w generalnym ujęciu jest w miarę jasny. Istniały dwie konspiracyjne organizacje żydowskie: liczniejsza Żydowska Organizacja Bojowa pod przywództwem Mordechaja Anielewicza oraz Żydowski Związek Wojskowy, kierowany przez Pawła Frenkla (znane są dwie formy tego nazwiska: Frenkel i Frenkl). W getcie przebywało wówczas około 60 tys. Żydów (wielkość sporna). Brakowało broni i z tego powodu szeregi powstańców były nieliczne, poza tym nie mieli oni przeszkolenia ani doświadczenia wojskowego. Początkowo historycy piszący o tych wydarzeniach wspominali o 750 członkach ŻOB działających w 22 lub 23 grupach. ŻZW z kolei miał liczyć 250 bojowców. Nowsze badania mówią o znacznie mniejszej liczebności obu organizacji. ŻOB liczyła 200-300 członków, a ŻZW skupiał ich 100-200. Do walki przyłączyły się też pojedyncze osoby i grupki, również w szeregach ŻZW, ale o nich mamy jedynie rozproszone i niesprawdzone informacje. Nie budzi kontrowersji fakt, że Niemców zaskoczył zdecydowany opór ŻOB, jaki napotkali, wkraczając do getta w przeddzień święta Pesach, 19 kwietnia, i musieli się wycofać. ŻZW skoncentrował swe siły (prawdopodobnie około 80 bojowców) w okolicach placu Muranowskiego. Organizacja ta była lepiej uzbrojona niż ŻOB. Na dachu najwyższego budynku na placu Muranowskim członkowie ŻZW zatknęli biało-czerwoną chorągiew i niebiesko-białą flagę żydowską, nie tyle ze względów ideologicznych, ile zapewne dlatego że mieli nadzieję na pomoc ze strony Armii Krajowej. Walki toczyły się na trzech wydzielonych obszarach getta, gdzie ówcześnie skoncentrowano Żydów. Pomiędzy tymi obszarami istniały stosunkowo duże niezamieszkane przestrzenie, których mieszkańców deportowano lub zabito podczas akcji deportacyjnych z 1942 r. Bojowcy ŻOB szybko przemieszczali się z jednej strefy walk do drugiej, korzystając z połączeń między poszczególnymi domami. Niekompetentnego dowódcę sił niemieckich Ferdinanda von Sammern-Frankenegga zastąpił bezwzględny i skuteczny Stroop. Siły niemieckie liczyły kilka tysięcy Niemców, między innymi esesmanów, ponadto zaś składały się na nie oddziały pomocnicze policji złożone z Ukraińców, Litwinów i Łotyszy. Polska policja kolaborująca z Niemcami, tzw. granatowa, patrolowała stronę aryjską, wyłapując Żydów.
Otwarte walki trwały trzy-cztery dni. Zanim nastał 23 kwietnia, Niemcy znaleźli sposób na zniwelowanie przewagi, jaką dysponowali powstańcy, wykorzystujący najwyższe piętra budynków. Początkowo na chybił trafił, a później systematycznie podpalali poszczególne budynki, w rezultacie paląc żywcem mieszkańców, ukrywających się w piwnicach (bunkrach) lub na górnych piętrach, bądź zmuszali ich w ten sposób do poddania się wrogowi, który później prowadził ich na punkt zborny (Umschlagplatz), skąd dokonywano deportacji. Większość trafiła do obozów pracy przymusowej w Poniatowej i Trawnikach na Lubelszczyźnie (gdzie zostali zamordowani na początku listopada 1943 r., w ramach akcji "Erntefest").
ŻZW toczył zacięte boje na placu Muranowskim, by następnie (zapewne 22 kwietnia) wycofać się podziemnym tunelem do budynku położonego poza murami getta. Zdradził ich Polak - kolaborant, i zginęli z rąk żołnierzy jednego z oddziałów niemieckich. Inny oddział ŻZW wydostał się do podwarszawskich lasów, gdzie jego członkowie zostali zabici zapewne w wyniku zdrady innego Polaka. Z bojowników ŻZW nie ocalał nikt.
Nowsze badania podważają nie tylko liczbę bojowników, lecz także inne składowe opowieści o tych wydarzeniach. Najważniejszym elementem narracji o powstaniu byli nieuzbrojeni mieszkańcy getta oraz ich los w czasie walk i po ich zakończeniu. Co się tyczy ŻOB, wątpliwe wydaje się, by od chwili wybuchu pożarów dowództwo organizacji konsekwentnie planowało kolejne posunięcia, przy czym oddziały walczące w pobliżu siedziby dowództwa wykonywałyby jego rozkazy. Niewielkie oddziały operujące w trzech głównych częściach getta były nierzadko zdane na własne siły, tocząc boje z przeważającymi siłami niemieckimi. Za dnia teren kontrolowali Niemcy, a nocą oddziały ŻOB (oraz dwa niewielkie oddziały ŻZW) odpowiadały ogniem w takim zakresie, w jakim było to możliwe. Żydzi dysponowali jedynie bronią krótką, która nie była zbyt przydatna w walce ze znacznie lepiej uzbrojonymi Niemcami. Niemniej bojowcy ŻOB dalej walczyli. 8 maja został wykryty bunkier udostępniony przez przestępców, w którym mieściło się dowództwo organizacji. Niemcy użyli gazu łzawiącego, być może też trującego. Większość bojowników zginęła, w tym Anielewicz i niektórzy członkowie dowództwa, część odebrała sobie życie, by nie wpaść w ręce wroga. Innym udało się uciec.
Po upadku centralnego dowództwa oddziały ŻOB nie zaprzestały walki. Wkrótce zostały zdziesiątkowane, brakowało im żywności i w miarę bezpiecznych kryjówek. 16 maja Niemcy wysadzili w powietrze Wielką Synagogę, ogłaszając, że getto przestało istnieć. Według danych niemieckich aresztowano i deportowano około 56 tys. Żydów. Jeszcze podczas toczących się walk niektórym udało się przedostać na stronę aryjską. Kilka tysięcy uciekło przed wybuchem powstania, po zakończeniu wielkiej akcji deportacyjnej trwającej od 22 lipca do 21 września 1942 r.
Naturalnie niewielu uczestników walk ocalało. Jak wspominałem, z walczących na placu Muranowskim członków ŻZW nie przeżył nikt. Grupa bojowników ŻOB licząca około 40 osób z dowództwa ŻOB (w tym Cywia Lubetkin, Eliezer Geller i Marek Edelman) uratowała się dzięki Szymonowi Ratajzerowi "Kazikowi" (po wojnie Symcha Rotem), członkowi ŻOB, który skontaktował się z polskimi kanalarzami i z ich pomocą (w pewnym momencie zmuszając ich do działania) przeprowadził kanałami dwie grupy na stronę aryjską do punktu, skąd jedną grupę ciężarówką przewieziono do podwarszawskiego lasu; druga grupa zginęła przy próbie wydostania się z kanału.
Z wojskowego (w pewnym sensie) punktu widzenia kluczowym problemem powstańców był brak broni, co dotyczyło szczególnie ŻOB. Icchak Cukierman "Antek", uważany za zastępcę Anielewicza, został wysłany 13 kwietnia (tj. tydzień przed wybuchem powstania) na stronę aryjską, po tym jak jego poprzednika Arie Wilnera "Jurka" odbito z aresztu Gestapo, gdzie był poddawany torturom, i rannego przerzucono do getta. "Antek" próbował pozyskać broń, ale wielokrotnie spotkał się z odmową. Ostatecznie Armia Krajowa przekazała ŻOB około 90 sztuk broni krótkiej oraz instrukcję budowy granatów ręcznych i min. Wiadomo, że w owym czasie warszawska AK dysponowała dość pokaźnym arsenałem zgromadzonym w różnych kryjówkach, ale dowództwo zdecydowało się na udzielenie Żydom jedynie symbolicznej pomocy. Z dokumentów AK wynika, że jej dowódcy wątpili w zdolność Żydów do stawienia zorganizowanego oporu; w aktach można znaleźć odzwierciedlenie stereotypu tchórzliwego Żyda, niezdolnego do bohaterskich czynów. Ponadto podejrzliwość budziły doniesienia - prawdziwe, jak się okazało - że w ŻOB są komuniści. Najpoważniejszą troską AK była jednak obawa o to, że zaangażowanie sił polskich na większą skalę po stronie żydowskiej mogłoby wywołać przedwczesne polskie powstanie, które nie miałoby najmniejszych szans i spowodowałoby ogromne ofiary wśród Polaków. Zdaniem AK bojownicy żydowscy powinni byli wyjść z getta i walczyć w lasach. Wszelako ŻOB stawiała sobie za cel walkę żydowską z udziałem i dla ludności getta. Ze względu na to, że ludność polska była nastawiona antysemicko, organizacja zwróciła się do polskich komunistów, którzy w marcu 1943 r. utworzyli własne podziemne oddziały zbrojne (ich początki są datowane na wcześniejszy okres) - Gwardię Ludową (na początku 1944 r. zmieniła nazwę na Armia Ludowa). Była to formacja słaba, marnie uzbrojona i nie mogła udzielić poważniejszej pomocy. Głównie z obawy przed oskarżeniami o antysemityzm ze strony państw zachodnich oraz pod wpływem pewnych nacisków rządu na uchodźstwie, jak też ze względu na to, że w AK znajdowali się działacze podziemnych organizacji socjalistycznych i demokratycznych, znacznie życzliwiej nastawionych do Żydów, kilka oddziałów AK podjęło próbę ataku na Niemców przy murze otaczającym getto. Te heroiczne starania okazały się bezskuteczne i nie miały wpływu na bieg wydarzeń. AK poniosła straty, ale nie osiągnęła wytyczonych celów.
Nie wiadomo, ilu Żydów niebiorących udziału w walce zdołało się przedostać na stronę aryjską przed wybuchem powstania i po rozpoczęciu walk. Gunnar Paulsson szacuje ich liczbę na 28 tys. Wszyscy pozostali historycy podają liczbę znacznie mniejszą. Bez wątpienia na aryjską stronę Warszawy uciekły tysiące. Wielu (co najmniej 4 tys.) udzielono wsparcia - pośrednio lub bezpośrednio przez "Żegotę". Piszę o tym dalej.
Podstawowe pytanie brzmi: Kto i kiedy formował żydowskie oddziały zbrojne? Odpowiedź jest stosunkowo prosta, dostępne są bowiem wyniki szczegółowych badań dotyczących historii wewnątrzżydowskiego życia politycznego w getcie warszawskim. W straszliwych warunkach, jakie stworzyli Niemcy, można wyróżnić kilka nurtów zorganizowanych bądź spontanicznych reakcji Żydów. Najmniejszą żydowską partią polityczną w przedwojennej Warszawie był Bund (Algemejner Jidyszer Arbeterbund), ugrupowanie socjalistyczne, antysyjonistyczne i antyreligijne, które podczas okupacji nadal działało (nielegalnie) w getcie. Bund dysponował zarówno strukturami partyjnymi, jak i czynną organizacją młodzieżową. Według założeń ideologicznych organizacji przyszłość Żydów polskich miała zależeć od ich współpracy z polskimi socjalistami, by wspólnie doprowadzić do powstania socjalistycznej Polski, w której Żydzi mieliby autonomię kulturalną i prawo do własnego języka, jidysz. Przekonania te bundowcy żywili również w getcie, a gdy zorientowali się, że Niemcy planują eksterminację Żydów, utrzymywali, że będą walczyć wyłącznie ramię w ramię z polskimi socjalistami. Przed wojną Polska Partia Socjalistyczna zdobywała zazwyczaj około 12 procent głosów.
Drugą poważną siłę polityczną stanowili syjoniści, podzieleni na kilka wrogich wobec siebie nurtów. Najważniejsze z nich to Ogólni Syjoniści (liberałowie) i socjaldemokraci z Poalej Syjon (syjoniści socjaliści). Ortodoksyjni syjoniści mieli własne ugrupowanie Mizrachi (Wschód). Na prawicy konkurowali z nimi rewizjoniści, ugrupowanie gotowych prowadzić walkę zbrojną konserwatystów, którzy w 1935 r. odłączyli się od głównego nurtu światowego syjonizmu, by utworzyć własną organizację o globalnym zasięgu. Istniały też pomniejsze partie, m.in. radykalnie socjalistyczna Poalej Syjon-Lewica. Wszystkie te ugrupowania dysponowały aktywnymi strukturami politycznymi i kadrami przywódczymi, ale w warunkach getta ich nadrzędnym celem było przetrwanie. Z tego powodu ich członkowie skupiali się wokół kuchni ludowych, które częściowo utrzymywał Judenrat, kierowany przez Adama Czerniakowa. Czerniaków był człowiekiem uczciwym, próbował zwalczać korupcję, przeznaczał też skąpe środki, jakimi dysponował, na kuchnie ludowe dla ludzi żyjących na skraju śmierci głodowej. Wiele kuchni utrzymywał jednak nie Judenrat, lecz warszawski oddział American Joint Distribution Committee (Joint), kierowany przez Icchaka Gitermana. Joint pozyskiwał i uruchamiał fundusze nawet po odcięciu wszystkich kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi, obiecując ludziom mającym jeszcze pieniądze zwrot pożyczonych środków w dolarach po zakończeniu wojny. Emanuel Ringelblum utworzył natomiast komitet złożony z przedstawicieli wielu partii, który nadzorował społeczną działalność Jointu, w tym kuchni ludowych. Komitet Ringelbluma okazał się istną wylęgarnią inicjatyw politycznych, w tym kształcenia dzieci, po części przez Niemców dozwolonego, głównie jednak zakazanego. Jednym z najważniejszych problemów było zapewnienie bytu około jednej trzeciej mieszkańców getta - uchodźcom deportowanym z okolic Warszawy. Ludzie ci nie mieli ani kapitału, ani majątku, ani rezerw pieniężnych. Znaleźli się w sytuacji właściwie beznadziejnej i to oni właśnie w pierwszej kolejności umierali z głodu oraz towarzyszących mu chorób, przede wszystkim tyfusu.
Niezwykle istotnym elementem życia w getcie były ruchy młodzieżowe - bundowskie i syjonistyczne. Działające przed wojną religijne ruchy młodzieżowe, syjonistyczne i ortodoksyjne (stowarzyszenia młodych badaczy Talmudu) właściwie uległy dezintegracji, z wyjątkiem grup kontynuujących badania nad Torą. Wśród syjonistycznych ruchów młodzieżowych afiliowanych przy ugrupowaniach lewicowych (przeważnie powiązanych z organizacjami kibucowymi w Palestynie) dominowały: Dror (Wolność) - lewicowy ruch socjaldemokratyczny, oraz bardziej elitarny radykalnie socjalistyczny Ha-Szomer Ha-Cair (Młody Strażnik). Ponadto istniały pomniejsze grupy, takie jak Akiba (bardziej liberalne ugrupowanie lewicowe o tradycyjnych przekonaniach, które przyjęło jako nazwę imię mędrca z II w.), liberalno-lewicowa Ha-Noar Ha-Cijoni i Gordonia - umiarkowane ugrupowanie socjaldemokratyczne, odnoszące się w nazwie do Arona Dawida Gordona, jednego z pionierów syjonizmu. Rewizjoniści mieli własny pokaźny ruch młodzieżowy, Betar (od ośrodka oporu żydowskiego wobec Rzymian), który nie działał publicznie, choćby nielegalnie, tak jak inne organizacje (ukazał się tylko jeden numer podziemnego wydawnictwa). Owe ruchy młodzieżowe liczyły ogółem kilka tysięcy członków, wydawały stosunkowo wiele nielegalnych gazet i pism; Dror prowadził tajną szkołę średnią, organizującą egzaminy i wystawiającą świadectwa - a to wszystko w nadziei, że przeżyją getto i emigrują do Palestyny bądź włączą się w budowę socjalistycznej Polski (bundowski Cukunft).
Do początku 1942 r. owe organizacje żydowskie, szczególnie zaś ruchy młodzieżowe koncentrowały się na działalności edukacyjnej, której celem było wzmacnianie morale w niewyobrażalnie trudnych warunkach panujących w getcie, tak by przygotować swoich adeptów do realizacji założonych celów politycznych i społecznych po zwycięstwie, w które nigdy nie wątpili. Większość organizacji politycznych skupiających dorosłych zazwyczaj uczestniczyła w działalności judenratów (było ich dużo w różnych częściach Generalnego Gubernatorstwa, a na ich czele stało wielu ludzi powiązanych jeszcze przed wojną z syjonistami, choć w Judenracie warszawskim zabrakło przedstawicieli ugrupowań syjonistycznych, mimo że niektórzy jego członkowie mieli takie poglądy. Przedstawiciel Bundu w Judenracie dość szybko złożył rezygnację, a w całym GG był tylko jeden judenrat kierowany przez członków tej partii - w Piotrkowie Trybunalskim). Deportowano ich do Auschwitz stosunkowo wcześnie za stawianie oporu (niezbrojnego). W mniejszych radach żydowskich występowali pojedynczy członkowie Bundu. Organizacje młodzieżowe odmówiły wszelkiego udziału w judenratach, w tym oczywiście w warszawskim. Nie udało się uniknąć pewnych kontaktów utrzymywanych ze względów pragmatycznych, ale uważały rady za narzędzie w rękach okupanta, nawet gdy ich przewodniczący - podobnie jak Czerniaków w Warszawie - robili wszystko, co w ich mocy, by chronić Żydów przed brutalnością Niemców.
Najważniejsza zmiana w polityce tych organizacji młodzieżowych, skupiających się na przyszłości w ramach działalności edukacyjnej, przy jednoczesnych usilnych staraniach, by chronić swych członków przed głodem i chorobami, przyszła w lutym 1942 r.
Masowa eksterminacja na terytorium przedwojennej Polski rozpoczęła się latem 1941 r. na Litwie oraz na pozostałych obszarach Kresów Wschodnich (dzisiaj zachodnia Białoruś i zachodnia Ukraina), zaanektowanych przez ZSRR w latach 1939-1940. Tysiące Żydów wileńskich zamordowano w większości w Ponarach, przedmieściu w lesie, dokąd przed wojną jeździli na wypoczynek mieszkańcy Wilna. Dla pozostałych Żydów utworzono getto, powołano Judenrat, na którego czele stanął ostatecznie Jakub Gens, były oficer armii litewskiej, należący do rewizjonistycznego skrzydła syjonistów. Sytuacja w getcie ustabilizowała się dopiero późną jesienią, tymczasem zaś Niemcy oraz ich litewscy kolaboranci wymordowali dalsze tysiące Żydów.
Do końca 1941 r. warszawskie organizacje młodzieżowe nie zdawały sobie zbyt dobrze sprawy z tego, co się dzieje. Później z Wilna do Warszawy przedostało się kilku członków młodzieżowych ruchów syjonistycznych; udało im się to głównie dzięki działaniom polskich harcerzy, katolików, którzy z nieznanego powodu zawiązali bliską przyjaźń z członkami ateistycznej, radykalnej socjalistycznej organizacji syjonistycznej Ha-Szomer Ha-Cair. Jedna z naczelnych Związku Harcerstwa Polskiego, Irena Adamowicz, pochodząca z rodziny arystokratycznej, głęboko wierząca katoliczka, pojechała na Litwę, w Wilnie i Kownie spotkała się z przywódcami organizacji młodzieżowych, a po powrocie do Warszawy zdała kolegom sprawozdanie. Heniek (Henryk) Grabowski, również z katolickiego harcerstwa, postąpił podobnie jak Adamowicz. Oboje przywieźli wieści druzgocące - stało się jasne, że Niemcy zamierzają wymordować większość, a być może wszystkich Żydów. W tym samym czasie członkini Dror Frumka Płotnicka udała się na Kresy, a jej relacja potwierdziła te doniesienia. Ostateczny cios zadało sprawozdanie Jakuba Grojnowskiego (właśc. Szlama Ber Winer), który w styczniu 1942 r. zdołał uciec z ośrodka zagłady w Chełmnie nad Nerem i poinformował o mordowaniu przez gazowanie. Raport Grojnowskiego dotarł najpierw do rabina w pobliżu miasteczka, a następnie do Warszawy, do członków Judenratu, którzy odrzucili go jako nieprawdopodobny. Trafił również w ręce młodych działaczy syjonistycznych, ci zaś uznali go za wiarygodny.
Podziemna prasa organizacji młodzieżowych opublikowała relację Grojnowskiego 8 lutego 1942 r. W lutym i marcu relację tę wielokrotnie przedrukowano bądź zacytowano fragmenty w kilku pismach podziemnych wydawanych przez różne ruchy młodzieżowe. W tym czasie doszło do reorientacji w działalności tych ruchów. Praca edukacyjna i wzmacnianie morale traciły sens, skoro Żydzi i tak byli przeznaczeni na śmierć. Za jedyną właściwą reakcję uznano zbrojny opór, choćby beznadziejny. Część organizacji młodzieżowych, przede wszystkim radykalnie socjalistyczna Ha-Szomer Ha-Cair, ciążyła ku pacyfizmowi, aczkolwiek przyznawała, że osiedla żydowskie w Palestynie mogą potrzebować ochrony zbrojnej, jeśli zajdzie taka konieczność. W getcie jednak tego rodzaju quasi-pacyfistyczne względy były czymś całkowicie nierealistycznym. Co więcej, walka zbrojna, jaką prowadził Związek Radziecki, stała się dla socjalistycznych organizacji młodych syjonistów promykiem nadziei. Problem stanowiły odpowiednie przygotowanie oraz - przede wszystkim - dostęp do broni. W getcie broni nie było, a magazyny broni AK okazały się dla Żydów niedostępne, nawet jeśli byli oni lojalnymi zwolennikami Polskiego Państwa Podziemnego, a nie syjonistami.
Polscy komuniści dopiero zaczynali tworzyć oddziały zbrojne. W getcie istniało bardzo nieliczne, ale doskonale zorganizowane podziemie komunistyczne. Dotarli tam dwaj komunistyczni organizatorzy: Andrzej Szmidt (właśc. Pinkus Kartin) i Józef Lewartowski (właśc. Aron Finkelstein). Spotkali się z przywódcami Dror i Ha-Szomer Ha-Cair, Mordechajem Anielewiczem i Icchakiem Cukiermanem "Antkiem". Wspólnie utworzyli Blok Antyfaszystowski w celu podjęcia przygotowań do powstania. Udało im się przeszmuglować do getta (jeden!) pistolet i skonstruować kilka granatów ręcznych. Był to szczyt ich osiągnięć. Widocznie GL nie była zainteresowana albo nie była zdolna zrobić czegokolwiek ponad to. 18 kwietnia 1942 r. Gestapo przystąpiło do działania, jak się wydaje na skutek doniesień jednego lub więcej polskich agentów, aresztując i zabijając ponad 50 Żydów, w tym Szmidta (choć nie wiadomo, czy znalazł się na liście wytypowanych do zabicia, czy został zamordowany osobno). Był to koniec Bloku Antyfaszystowskiego i na pewien czas również kontaktów ruchów młodzieżowych z GL.
Syjonistyczne organizacje młodzieżowe były zdezorientowane, ponieważ najważniejszy problem - zdobycia broni - pozostawał nierozwiązany. Ciągłe dyskusje zakończyły się zawarciem sojuszu, najpierw nieformalnego; podjęto też decyzję o tworzeniu zbrojnego podziemia. Początkowo, jak się wydaje, rozważano pomysł przekonania podziemnych ugrupowań politycznych działających w getcie do wyjścia z taką inicjatywą, do której następnie przyłączyłyby się ruchy młodzieżowe. Niczego konkretnego jednak nie udało się osiągnąć przed rozpoczęciem wielkiej akcji deportacyjnej z getta do obozu zagłady w Treblince 22 lipca 1942 r.
Następnego dnia Czerniaków popełnił samobójstwo, policja żydowska zaś podporządkowała się niemieckim rozkazom i pod groźbą deportowania funkcjonariuszy wraz z rodzinami została zmuszona do współpracy w organizowaniu obław na mieszkańców getta. 28 lipca odbyło się spotkanie przedstawicieli wszystkich partii politycznych z wyjątkiem komunistów i prawicowych rewizjonistów. W trakcie ożywionej dyskusji, szczegółowo zrelacjonowanej przez kilku jej uczestników, stało się jasne, że owo forum nie podejmie oporu. Ze ściśle religijnego punktu widzenia cokolwiek miałoby się wydarzyć, to dopust Boży, a ludzie nie powinni się woli Bożej sprzeciwiać. Przedstawiciele Bundu powtórzyli z kolei, że będą działać tylko wspólnie ze swymi polskimi sojusznikami - socjalistami. Intelektualiści reprezentujący liberalnych syjonistów argumentowali, że deportowana zostanie jedynie część mieszkańców getta, natomiast opór skończy się deportacją wszystkich. Zorganizowanego zbrojnego oporu domagali się tylko przedstawiciele młodzieżówek socjalistycznych i niewielkie ugrupowanie Poalej Syjon-Lewica.
Po tym spotkaniu w samym środku masowych wywózek i towarzyszących im makabrycznych scen lewicowe ruchy młodzieżowe (Dror, Ha-Szomer Ha-Cair, Akiba, a wkrótce także Ha-Noar Ha-Cijoni i Gordonia) utworzyły Żydowską Organizację Bojową. Działo się to, jak wspomniałem, w dniach wielkiej akcji deportacyjnej. Niemcy oraz ich ukraińscy, litewscy i łotewscy poplecznicy ze skrajnym okrucieństwem wypędzali bezbronnych Żydów z mieszkań, na ulicy zabito kilka tysięcy ludzi, a pozostałych pędzono na Umschlagplatz, załadowywano do wagonów, przewożono do Treblinki, tam zaś gazowano. Informacje o procesie eksterminacji ostatecznie dotarły do Warszawy w sierpniu dzięki pewnemu członkowi Bundu, który zdołał wrócić z Treblinki. ŻOB nie miała broni. Wysłała na stronę aryjską dwóch emisariuszy, którzy mieli nawiązać kontakt z AK. Głównym negocjatorem był Arie Wilner z Ha-Szomer Ha-Cair. Większość prób dotarcia do przedstawicieli polskiej podziemnej armii zakończyła się niepowodzeniem. Dowództwo AK i kierownictwo Delegatury Rządu RP na Kraj, najwyższego podziemnego organu władzy w kraju, były doskonale poinformowane o prowadzonej w Treblince eksterminacji przez członków AK pracujących na stacji kolejowej Treblinka. Nie zdecydowały się jednak - przynajmniej w tym momencie - wezwać Polaków do udzielania Żydom pomocy, nie podjęto prób ataku na linię kolejową z Warszawy do Treblinki. Większość deportowanych i zamordowanych Żydów nie otrzymała żadnej pomocy od bardzo popularnego i dobrze zorganizowanego podziemia. Dopiero po zakończeniu deportacji Wilnerowi udało się w końcu nawiązać kontakt z przedstawicielami AK, przede wszystkim z osobą odpowiedzialną za referat do spraw żydowskich w AK, Henrykiem Wolińskim, człowiekiem życzliwym i gotowym do współpracy. Jednak nawet jemu nie udało się uzyskać niczego więcej ponad symboliczną pomoc. Komendant główny AK gen. Stefan Rowecki "Grot" dopiero 2 stycznia 1943 r. poinformował o sprawie rząd na uchodźstwie w Londynie, w formie skargi, że najróżniejsi Żydzi, w tym komuniści, zwracają się doń, "domagając się broni". Dokładnie rzecz biorąc, uzyskano dziesięć sztuk broni krótkiej, w tym trzy uszkodzone. W owym czasie, wiosną 1943 r., wysłannik Armii Krajowej do Stanów Zjednoczonych stwierdził, że AK dysponuje 25 tys. karabinów, 6 tys. rewolwerów i znacznym arsenałem innej broni.
W czasie wielkiej akcji deportacyjnej AK nie udzieliła Żydom żadnej pomocy, mimo że zarówno AK, jak i cywilne władze podziemne świetnie zdawały sobie sprawę, że mordowane są setki tysięcy nominalnie polskich obywateli, a ludzie ci nie mają broni, której mogliby użyć w obronie własnej. Analizując te fakty, należy uwzględnić stosunek społeczeństwa polskiego, szczególnie podziemia, zarówno jego skrzydła cywilnego, jak i wojskowego, do Żydów. W dwudziestoleciu międzywojennym w Polsce powszechnie występowały postawy antysemityckie. Szczególnie po śmierci faktycznego władcy Polski, marszałka Józefa Piłsudskiego (1935 r.), główne ugrupowania polityczne - partia rządząca (OZN) oraz główna partia opozycyjna, Stronnictwo Narodowe (endecja) - miały charakter otwarcie antysemicki i opowiadały się za masową emigracją Żydów z Polski, na dobrą sprawę w dowolne miejsce. Podzielony ruch ludowy starał się realizować jeszcze bardziej niejednoznaczną politykę. Jeden nurt opowiadał się za antysemickimi rozwiązaniami tego, co sam uważał za "problem żydowski", natomiast nurt drugi, kierowany przez przyszłego premiera Stanisława Mikołajczyka, był nastawiony wobec Żydów bardziej przyjaźnie. Poza niewielkim Stronnictwem Demokratycznym tylko socjaliści (PPS) opowiadali się za równością dla Żydów i większość godziła się na jakiś rodzaj koalicji z Bundem.
W warunkach brutalnej okupacji niemieckiej, po katastrofalnej klęsce Wojska Polskiego, utworzono Polskie Państwo Podziemne, a z czasem sformowano struktury wojskowe, które popierała większość Polaków. Skrzydło wojskowe PPP, kierowane przez pułkownika (później generała) Stefana Roweckiego, składało regularne raporty rządowi londyńskiemu, który próbował kontrolować siły zbrojne w kraju - Związek Walki Zbrojnej/Armię Krajową, co naturalnie było niezwykle trudne. Zarówno AK, jak i kierownictwo cywilne w zasadzie składały się z czterech segmentów politycznych, lojalnych wobec różnych partii, mających różne światopoglądy. Prawicowe Stronnictwo Narodowe wraz z popierającym je Polskim Stronnictwem Ludowym niewątpliwie stanowiły większość. Wpływy niewielkiego Stronnictwa Demokratycznego były ograniczone, podobnie jak Polskiej Partii Socjalistycznej. Realia te odzwierciedlają meldunki "Grota" wysyłane do Londynu. Ani AK, ani Delegatura na dobrą sprawę nie traktowały Żydów jak równoprawnych obywateli, lecz jako cudzoziemców, element obcy, mimo że - formalnie rzecz biorąc - byli oni naturalnie obywatelami Rzeczypospolitej. Stosunek ten przejawiał się zarówno w korespondencji z Londynem, jak i w ogromnej większości prasy podziemnej.
Większość rządu londyńskiego opowiadała się za przyszłą demokratyczną Polską, opartą na równych prawach dla wszystkich obywateli, w tym pełni praw dla mniejszości etnicznych, przede wszystkim Żydów. Dla większości przebywających na uchodźstwie polityków o poglądach nacjonalistycznych głównym argumentem na rzecz deklarowania równego statusu dla Żydów było założenie, że Żydzi cieszą się poparciem rządów alianckich i światowej opinii publicznej. W 1940 i 1941 r. za równymi prawami opowiadał się premier Władysław Sikorski, szczególnie zaś minister pracy i opieki społecznej Jan Stańczyk z PPS.
Armia Krajowa sprzeciwiała się takiemu stanowisku, a jej dowódca, Rowecki, wielokrotnie powtarzał swoje zastrzeżenia. Musiał bowiem zmagać się z ludnością, w większości nastawioną antysemicko. W latach 1939-1941 większość Żydów Niemcy przesiedlili przymusowo do gett, rabując przy tym ich mienie, a jednocześnie coraz więcej Polaków przejmowało żydowskie domy, mieszkania, meble, pieniądze - ogólnie rzecz biorąc żydowską własność. Ludność ta nie była zbyt chętna zrezygnować z tego wszystkiego w przyszłej niepodległej Polsce. Był to dodatkowy czynnik, który oprócz istniejącego już dawniej antysemityzmu wywoływał opór wobec liberalnych enuncjacji przedstawicieli władz RP na uchodźstwie. Jan Karski (właśc. Kozielewski), emisariusz AK, już w 1940 r. informował, że antysemickie nastawienie Polaków "w pewnym stopniu zbliżyło ich do Niemców". Jedna z najbardziej bezpośrednich wypowiedzi Roweckiego (bynajmniej nie jedyna) znalazła się w radiogramie (nr 354) do Londynu z 25 września 1941 r. Uskarżając się na oświadczenia wydawane w Londynie, w których obiecywano Żydom równy status w powojennej Polsce, "Grot" pisał o tym, że przeważająca większość społeczeństwa ma nastawienie antysemickie i na skutek takich oświadczeń słabnie poparcie dla władz emigracyjnych.
W pierwszej fazie deportacji ŻOB zaakceptował jako swego przywódcę 29-letniego Józefa Kapłana z Ha-Szomer Ha-Cair, mającego już pewne doświadczenie w poruszaniu się po meandrach polityki wewnątrzżydowskiej. Osobą odpowiedzialną za akty oporu - waham się przez nazwaniem ich "działaniami wojskowymi" - został Szmuel Bresław z tego samego ruchu. Z niemałym trudem udało się zakupić i przeszmuglować do getta około pięciu sztuk broni krótkiej i pewną liczbę granatów. Wydrukowano, rozprowadzono i rozklejono ulotki i plakaty wzywające ludzi, by nie zgłaszali się do deportacji, lecz by się ukrywali i w miarę możliwości stawiali opór. Znienawidzonych funkcjonariuszy policji żydowskiej atakowano. Uszkodzono część mienia niemieckiego. Pewną liczbę grup wysłano poza getto, aby tworzyły oddziały partyzanckie, szczególnie w okolicach Hrubieszowa, mimo że najwięcej energii kierowano na organizację oporu w samym getcie. Wysłane z getta grupy albo zostały aresztowane, albo ostatecznie je zdziesiątkowano.
Nie istnieje wiele wiarygodnych dokumentów dotyczących rewizjonistów i ruchu Betar. Z wyjątkiem być może jednej osoby nie ocalał żaden z ostatnich bojowników ŻZW. Ponadto między dorosłymi członkami partii rewizjonistów a Betarem panowało napięcie. Przywódca rewizjonistów Dawid Wdowiński ocalał, ale o działalności Betaru nie wiedział zbyt dużo. Wiadomo jednak, że prawdopodobnie na początku wielkiej akcji deportacyjnej Betar podjął strategiczną decyzję, by wysłać jak najwięcej swoich członków we wspomniane już okolice Hrubieszowa - tam, dokąd trafiały także grupy innych ruchów młodzieżowych. Oznaczało to, że szeregi warszawskiego Betaru zostały ogołocone. Tragedia polegała na tym, że podobnie jak w wypadku innych ruchów jego członkowie zostali zdemaskowani, zdradzeni lub po prostu wpadli w ręce Niemców. Nikt nie przeżył. Tak jak pozostałe ruchy podczas deportacji Betar w getcie nie miał broni.
Pewien członek Ha-Noar Ha-Cijoni, którego wysłano do Hrubieszowa, wpadł w ręce Niemców, poddany torturom wyjawił kryjówkę Józefa Kapłana - szop OBW, którego pracownicy mieli być chronieni przed deportacją ze względu na znaczenie wykonywanej przez nich pracy. Rankiem 3 września 1942 r. samochód z gestapowcami i zdrajcą podjechał pod szop i Kapłan został aresztowany. Przewieziono go na Pawiak, gdzie go torturowano i zabito. Niedawno zgromadzony skąpy arsenał znajdował się właśnie w szopie OBW. Zdecydowano, że pewna dziewczyna wyjdzie na zewnątrz z bronią ukrytą w koszu z papierami, dostarczy ją Bresławowi, który czekał w pobliskim budynku. Przypadek sprawił, że pojawił się niemiecki patrol, zatrzymał dziewczynę i zaczął przeszukiwać kosz. Bresław obserwował ulicę ze swej kryjówki. Zorientowawszy się, co się dzieje, chwycił nóż, wybiegł z budynku i został aresztowany. Jego również zawieziono na Pawiak i zabito. Dziewczyna także zginęła, a broń wpadła w ręce niemieckie. Wszystko było stracone.
W jednym z ostatnich dni wielkiej akcji deportacyjnej, 12 września 1942 r., niedobitki dwóch głównych składowych ŻOB (Dror i Ha-Szomer Ha-Cair), spotkały się na poddaszu jednego z budynków. Niemal wszyscy zabierający głos przyznawali, że to koniec. Podziemie poniosło klęskę. Ów żałosny i skąpy arsenał wpadł w ręce wroga. Dwóch przywódców - Kapłana i Bresława - zabito. Jedynym rozwiązaniem było wyjść następnego dnia na ulicę, rzucić się na Niemców z gołymi rękami i zginąć. Byłaby to przynajmniej śmierć honorowa, która dowiodłaby, że młodzi syjoniści nie oddadzą życia, nie stawiwszy oporu. Wszystko skończone. Powstania w getcie nie będzie. Wszyscy zginą. Takie panowało przekonanie.
Kilka godzin później, w nocy, dały się słyszeć inne głosy - szczególnie Cukiermana i Wilnera. Z czasem przyłączyli się inni spośród zebranych - jak się wydaje, żona "Antka" Cywia Lubetkin opowiedziała się za samobójczą walką, wywiązała się długa i trudna dyskusja, która zakończyła się decyzją, by zacząć wszystko od nowa - zdobyć broń, organizować opór, nie poddawać się. Owej nocy narodził się bunt w getcie warszawskim, zaraz po tym jak niemal doń nie doszło. Od tego nocnego spotkania, które okazało się momentem zwrotnym, ŻOB zaczęła nabierać charakteru organizacji rzeczywistego oporu.
Okres między zakończeniem wielkiej akcji deportacyjnej (21 września 1942 r.) a pierwszym starciem podziemia zbrojnego z Niemcami (18 stycznia 1943 r.) oraz między tą datą a niemieckim atakiem na getto (19 kwietnia 1943 r.) i początkiem powstania ma decydujące znaczenie dla zrozumienia buntu. Wilner starał się, jak mógł, by zdobyć broń, ale rezultaty były mizerne. Zakupiono trochę broni, między innymi od żołnierzy włoskich. Nawiązano kontakt z GL, co należało ukrywać przed radykalnie antykomunistyczną AK, ale GL sama miała niewiele uzbrojenia, była formacją nieliczną w Warszawie (gdzie indziej też). Pozyskaną broń trzeba było przeszmuglować do getta, które teraz składało się z trzech obszarów skupionych wokół szopów prowadzonych za zgodą SS przez niemieckich prywatnych przedsiębiorców. Niemcy dążyli do zmniejszenia liczby ludności w getcie, przeważnie przenosząc Żydów do obozów pracy przymusowej na Lubelszczyźnie. Pod koniec 1942 r., a szczególnie po wizycie Heinricha Himmlera w getcie (9 stycznia 1943 r.) podjęto decyzję o deportacji do obozów pracy 8 tys. osób. Oficjalnie liczba Żydów, którzy mieli pozwolenie na mieszkanie i pracę w getcie, wynosiła 40 tys., przy czym de facto przebywało tam znacznie więcej ludzi.
Dzienniki zwykłych ludzi z getta świadczą o tym, że poważnie zastanawiano się nad tym, co się stało, i nad tym, co robić dalej - podczas deportacji należało stawić zdecydowany opór, ludzie powinni byli zorientować się wcześniej, że deportacja oznacza śmierć. Wielu starało się uciec na stronę aryjską. Istnieją różne szacunki, ale można, jak sądzę, przyjąć, że realistyczna liczba uciekinierów z getta (większość przed wybuchem powstania, a część w jego trakcie) wyniosła około 20 tys. Mniej więcej od października 1942 r. polsko-żydowska organizacja podziemna o kryptonimie "Żegota", stanowiąca część cywilnego skrzydła PPP, udzieliła pomocy wielu uciekinierom - około 4 tys., a być może większej liczbie. Nie ulega wątpliwości, że aby ukrywać tak wielu ludzi, jeszcze więcej Polaków musiało być gotowych się narażać, ponieważ niejeden Polak mógł wydać Żydów - czy to dla majątku, czy z innych względów. Nie jest możliwe skwantyfikowanie tych postaw i czynów. Niektórzy zaczynali od udzielania pomocy, by później zdradzić uciekinierów; inni zaczynali od otwartego przejawiania antysemityzmu, by później Żydów ratować. Ogólnie rzecz ujmując, nie ulega wątpliwości, że ratujący z pobudek altruistycznych bądź ideowych stanowili nieliczną mniejszość, natomiast zagrożenie ze strony Polaków lub podających się za Polaków było wszechobecne. W rzeczywistości groziło niewielkie bezpośrednie niebezpieczeństwo ze strony Niemców, ponieważ zwykle nie rozpoznawali oni Żydów, podczas gdy Polacy zazwyczaj umieli to robić, toteż największe zagrożenie stanowili polscy sąsiedzi, dozorcy itp.
Jeśli chodzi o ŻZW, najwięcej trudności przy rekonstruowaniu dziejów formacji organizowanej przez Betar sprawia to, że nikt nie ocalał. Z nielicznych dostępnych materiałów wynika, iż mniej więcej w październiku 1942 r. Betar zaczął tworzyć grupę ruchu oporu, która odmówiła przyłączenia się do ŻOB. Tła tej odmowy nie da się ustalić na podstawie dokumentów, ponieważ odnośne dokumenty się nie zachowały. Między tymi dwoma ugrupowaniami istniały znaczne różnice. ŻOB była w zasadzie sojuszem ugrupowań politycznych, głównie ruchów młodzieżowych reprezentujących wszystkie orientacje ideologiczne i polityczne - od komunistów po bundystów i rozmaite ugrupowania syjonistyczne, głównie lewicowe. Praktycznie nie istniały ugrupowania o orientacji religijnej - czy to syjonistycznej, czy niesyjonistycznej - ani nie podejmowano prób ich utworzenia. Co się tyczy Betaru, to jego dorosłe skrzydło - partia rewizjonistów - w 1935 r. opuściło Światową Organizację Syjonistyczną, opowiadając się za orientacją radykalnie prawicowo-syjonistyczną. Skrzydło młodzieżowe - Betar - było jeszcze bardziej radykalne. Środki zdobywano w taki sam sposób, jak ŻOB - zbierając pieniądze od żydowskich szmuglerów i nielicznych przebywających w getcie bogaczy, przy czym nierzadko uciekano się do przymusu. Betar otrzymał broń od Korpusu Bezpieczeństwa - organizacji, o której niewiele wiadomo - funkcjonującego na obrzeżach AK, ale niewchodzącego w jej skład. AK podejrzewała, że KB oraz jej bliski sojusznik - ugrupowanie PLAN - utrzymywał kontakt również z Niemcami. W każdym razie za pośrednictwem żydowskich sanitariuszy AK sprzedała broń Betarowi, działającemu pod nazwą ŻZW. Jak się wydaje, ŻZW dysponował karabinami i bronią krótką. Dowódcą ŻZW był Paweł Frenkel, charyzmatyczny młody człowiek zbliżony wiekiem do przywódców ŻOB. Historyk getta Emanuel Ringelblum odwiedził przed powstaniem dowództwo ŻZW i pozostawił jedyny opis Frenkla i jego grupy. Zapewne Frenkel odegrał przed Ringelblumem pewne przedstawienie, ale było w nim sporo prawdy. Według Dariusza Libionki i Lawrence'a Weinbauma w okolicy placu Muranowskiego znajdowało się około 80 bojowników ŻZW, którzy dzielnie walczyli przez trzy-cztery dni do momentu, gdy wycofali się tunelem na stronę aryjską. O ich dalszych tragicznych losach była już mowa.
Jednym z ważniejszych działań ŻZW, które uzyskało wymiar symboliczny, było - jak wspominałem - wywieszenie dwóch flag na placu Muranowskim: biało-czerwonej polskiej i niebiesko-białej żydowskiej. Jako że nikt nie ocalał, nie znamy motywacji wykonawców tego symbolicznego aktu. Przed wojną rewizjoniści i Betar utrzymywali bliskie stosunki z tymi czynnikami we władzach RP, które popierały dążenia syjonistów do masowej emigracji z Polski do Palestyny, gdyż celem polskiej polityki wobec Żydów było pozbycie się jak największej ich liczby przez emigrację. Władze RP chętnie więc witały i wspierały tajne operacje zbrojne przeciw Brytyjczykom, których celem było zmuszenie bądź przekonanie władz brytyjskich do zezwolenia na masową imigrację do Palestyny. Dlatego też rewizjoniści i Betar widzieli w Polsce sojusznika w walce o żydowską Palestynę (z tego samego powodu władze RP wspomagały również syjonistyczną organizację Hagana [Obrona]). Pod względem ideologicznym można zatem dostrzec pewien związek z flagami wywieszonymi w Warszawie. Możliwe jednak, że wywieszenie polskiej flagi oznaczało skierowane do AK żądanie wydania powstańcom broni - w końcu Żydzi byli obywatelami RP.
Oprócz wspomnianych bojowników ŻZW działających w okolicach placu Muranowskiego w getcie walczyły dwa niewielkie oddziały ŻZW, można więc przyjąć, że siły tej organizacji liczyły 100-120 ludzi. Te dwa mniejsze oddziały dołączyły prawdopodobnie do bojowników ŻOB, po tym jak trzon sił ŻZW wycofał się z getta. Naturalnie ani w kwietniu, ani tym bardziej w maju, po zdemaskowaniu bunkra dowództwa ŻOB, nie było już można prowadzić zorganizowanych walk kierowanych przez jeden ośrodek. Opór stawiali jednak nie tylko bojownicy w zorganizowanych grupach. Nocą do walki włączali się pojedynczy ludzie, którym udało się zdobyć broń. O nich nie wiemy właściwie nic poza tym, że istnieli.
Analiza materiałów dotyczących buntu wskazuje, że nasze wyobrażenie o typie organizacji i walk nie są do końca ścisłe. Aby zyskać pomoc Armii Krajowej, przedstawiciele ŻOB zaprezentowali organizację w takim świetle, by przekonać AK do udzielenia jej w jak największym zakresie. Ukazali ŻOB jako organizację czysto wojskową o ściśle hierarchicznej strukturze, pod dowództwem Mordechaja Anielewicza, złożoną z 22 oddziałów uporządkowanych według afiliacji politycznej. Nie mamy dziś wątpliwości, że obraz ten był przesadzony. Większość oddziałów ŻOB istotnie odzwierciedlała stojące za nimi organizacje młodzieżowe i partie polityczne, samą ŻOB zaś kierował komitet, co było dość typowe dla organizacji młodzieżowej. Stojący na jego czele Anielewicz - niewątpliwie przywódca charyzmatyczny - był w rzeczywistości primus inter pares, a decyzje podejmował cały komitet. Kluczową rolę odgrywała w nim Cywia Lubetkin z Dror, partnerka i przyszła żona Cukiermana, którego - jak wiemy - w getcie nie było. Lubetkin również była osobą charyzmatyczną i przebojową. Pozostali członkowie komitetu odpowiadali za poszczególne sektory getta. W trakcie walk zmieniała się struktura oddziałów, niektóre znikały, pojawiały się nowe, ich członkowie przybywali i odpływali, a w miarę upływu czasu w tych samych oddziałach można było spotkać ludzi z różnych organizacji i partii. Sześć dni przed wybuchem powstania komitet ŻOB podjął decyzję, by Cukierman przeszedł na stronę aryjską w celu zdobycia broni. Ze względów wewnętrznych niektórym sekcjom przydzielono nowych dowódców. Ponadto konieczne stało się powołanie osoby odpowiedzialnej za całość. Tego samego dnia, 13 kwietnia, na dowódcę ŻOB wybrano i powołano Anielewicza.
* * *
Ostatecznie Niemcy powstanie stłumili. Ale w pewnym sensie powstańcy nie zostali pokonani. Powstanie zamierało, a wraz z wygaszaniem walk Żydzi próbowali się ukrywać w ruinach, ale nie chcieli sami poddać się Niemcom.
Na czym polega znaczenie powstania w getcie warszawskim? Z żydowskiego punktu widzenia stało się ono symbolem dumy narodowej i oporu, szczególnie że ŻOB nie zakładała, iż jej członkowie przeżyją, pierwotnym celem była bowiem inna śmierć od tej, jaką szykowali Żydom Niemcy. Dopiero po odkryciu 8 maja 1943 r. bunkra dowództwa ŻOB przy ul. Miłej 18 narodził się pomysł zbiorowej ucieczki kanałami i kontynuacji walki poza gettem. Uzasadnienie ideologiczne brzmiało: dopóki w getcie są Żydzi, dopóty na członkach ŻOB ciąży odpowiedzialność, by pozostać na miejscu, walczyć z nimi i za nich. Ale z chwilą, gdy Niemcy właściwie "oczyścili" getto z Żydów bądź zamordowali ich na miejscu, nie było już powodu pozostawać dłużej w ruinach. Jak się wydaje, ŻZW miał inny pogląd: walczyć tak długo, jak się da, a następnie wycofać się i kontynuować walkę poza gettem. Trzy lub cztery dni po wybuchu powstania, gdy w getcie przebywała nadal większość Żydów, bojownicy ŻZW wyszli na aryjską stronę. Po 22-23 kwietnia powstanie trwało, ale było to już powstanie ŻOB.
Po wojnie społeczeństwo żydowskie (w większości izraelskie) kształtowało pamięć o powstaniu zgodnie z realiami powojennymi, całkowicie odmiennymi od sytuacji historycznej lat 1942-1943. Stało się ono symbolem udziału Żydów w walce z nazistowskimi Niemcami; nierzadko uważano je za najważniejszy żydowski wkład w tę walkę. W Izraelu różne ugrupowania próbowały przypisać sobie zasługi w powstaniu. ŻOB była ugrupowaniem zdominowanym przez lewicę, a główne organizacje miały charakter socjalistyczny i syjonistyczny, co bardzo odpowiadało lewicowej opozycji wobec izraelskich rządów lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Kolejne rządy musiały powstanie uznać, a jednocześnie pomniejszać (w miarę możliwości) rolę biorących w nim udział lewicowych ugrupowań. Konieczne było ukrywanie udziału bundystów i komunistów. Fakt, że w powstaniu nie brali udziału religijni syjoniści i religijni ortodoksi (niesyjoniści), kamuflowano, akcentując treści religijne, które bez najmniejszych podstaw historycznych nakładano na tę narrację. Większość, a właściwie wszyscy uczestnicy powstania nie praktykowali lub byli ateistami. Podkreślanie aspektów religijnych stało się regułą w upamiętnianiu powstania w diasporze. Rosnące w siłę prawicowe ugrupowania w Izraelu rozpaczliwie poszukiwały materiałów gloryfikujących ŻZW, a gdy takie się nie znalazły - tworzono je. Za najważniejszą siłę walczącą w powstaniu uznano ŻZW, symbolem powstania stały się dwie flagi na placu Muranowskim; wymyślono też dowódcę - Moryca Apfelbauma, który nigdy nie istniał. W końcu odkryto faktycznego dowódcę - Pawła Frenkla. Walka polityczna o pamięć trwa nadal i jedynym wyjściem z tej sytuacji jest powrót do faktów, jeśli tylko można je ustalić. W chwili, gdy piszę te słowa, żyje jeszcze jeden członek ścisłego kierownictwa ŻOB, prawdziwy bohater - Symcha Rotem, Szymon Ratajzer "Kazik" - ten od kanałów.
Innym, zupełnie oczywistym i nadużywanym aspektem powstania jest to, w jaki sposób politycy (przede wszystkim izraelscy, choć nie tylko) przekształcają pamięć o powstaniu w slogany polityczne i ideologiczne, aby uzasadnić takie czy inne posunięcia polityczne. Dotyczy to nie tylko powstania w getcie warszawskim, lecz pamięci Zagłady w ogóle. Każdy wróg staje się nazistą, każdy opór wobec realnego bądź wyimaginowanego zagrożenia jest traktowany jak powtórzenie heroicznego aktu powstania. Lekcja, jaką wywodzi się z powstania - jeśli w ogóle możemy o takiej mówić - brzmi: Izrael czy też naród żydowski musi być silny, a powstańcy z getta warszawskiego to wzór właściwego postępowania. Dowodzi to całkowitego niezrozumienia tego, co się naprawdę wydarzyło - jak gdyby bez powstania Izrael byłby słaby, a Żydzi byliby tchórzami.
Istnieją oczywiście paralele między takim deformowaniem historii i innych przypadków ludobójstwa, ponieważ traumy spowodowane masowymi mordami wywołują dość podobne reakcje. Najbardziej zbliżonym przypadkiem byłby bunt kilku położonych nad Morzem Śródziemnym wiosek ormiańskich przeciwko wojskom tureckim, które w 1915 r. przybyły, aby wymordować ich mieszkańców. Wszelako ormiańskich rebeliantów uratowały okręty francuskie i ocaleli. Pozostałe akty oporu ze strony Ormian zostały stłumione i właściwie nie dostali oni pomocy z zewnątrz. Ponadto Turcy osmańscy nie zamierzali wymordować wszystkich bez wyjątku Ormian, niezależnie od miejsca zamieszkania, natomiast Niemcy planowali wymordować wszystkich Żydów. Reakcja polityków żydowskich/izraelskich jest przykładem typowym dla zespołu stresu pourazowego, co jest tyleż zrozumiałe, co niewłaściwie lokowane.
Powstanie dało również początek innemu mitowi - polskiemu mitowi ogromnego wsparcia udzielanego Żydom przez polskie podziemie (AK) oraz powszechnego współczucia ludności polskiej. Jak już wykazałem, jest to kolejny wymysł - przypadek historii, która nigdy się nie wydarzyła. Rzecz nie w tym, że w Warszawie nie było zbyt wielu Polaków niosących Żydom pomoc. Tysiące Żydów ukrywało się przecież po aryjskiej stronie miasta liczącego zapewne mniej niż milion mieszkańców. Powstały polskie i polsko-żydowskie organizacje udzielające pomocy i pomagające się ukrywać. Wszelako z dostępnych dokumentów nie wynika, że społeczeństwo polskie (jeśli w warunkach terroru i okupacji można mówić o istnieniu społeczeństwa) w swej masie wspierało Żydów, a w szczególności powstańców. Armia Krajowa, przede wszystkim Kedyw, podjęła kilka prób wybicia otworów w murach getta, co umożliwiłoby Żydom ucieczkę. Wszystkie te próby skończyły się niepowodzeniem, a Polacy ponieśli też pewne straty. Z Niemcami kolaborowała polska policja granatowa, wspólnie udaremniając te próby, w tym jedną podjętą przez GL. Pozostaje do wyjaśnienia, czy te zbrojne działania wynikały ze względów politycznych, związanych z deklaracjami rządu londyńskiego, w których obiecywano Żydom równy status i równe prawa po wojnie. Wszelako większość ludności polskiej nie popierała Polaków ukrywających Żydów, a antysemickie głosy dały się słyszeć nawet wówczas, gdy getto stało w płomieniach. Naturalnie już post factum chwalono opór, jaki Żydzi stawili. Jednocześnie AK obawiała się, że Polacy mogą zostać wciągnięci w powstanie, a przedwczesna polska insurekcja skończyłaby się masowym mordem Polaków oraz klęską podziemnej armii. Wyrażono więc podziw dla żydowskiego oporu - "wreszcie", powiadali niektórzy, ale dlaczego Żydzi tak długo zwlekali - a jednocześnie nie udzielono bojowcom pomocy na większą skalę, aby do ich zrywu nie przyłączyło się polskie podziemie zbrojne.
Politykę prowadzoną przez Niemców można na pierwszy rzut oka uznać za wynik liniowego rozwoju wydarzeń zmierzających ku całkowitej zagładzie. Rzeczywiście taki był ostateczny rezultat, ale wiodła doń kręta droga. Jak zauważył wielki historyk tej epoki, Karl Albert Schleunes, getto warszawskie miało być miejscem koncentracji Żydów przed deportacją - początkowo na Madagaskar, później do radzieckiej Arktyki, w każdym razie od listopada 1940 r. na "Wschód". Wydawało się, że im mniej Żydów, tym lepiej, przy czym niemieccy urzędnicy spierali się o to, czy należy ich zdziesiątkować, czy też przeciwnie - użyć ich w Polsce w roli niewolniczej siły roboczej. Po inwazji Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 r. ostatecznie zapadła decyzja o wymordowaniu wszystkich polskich Żydów, równolegle z masową eksterminacją prowadzoną na okupowanym terytorium Związku Radzieckiego. Pierwszy ośrodek zagłady w Chełmnie nad Nerem, gdzie masowe zabijanie rozpoczęto 8 grudnia 1941 r., był zapewne inicjatywą lokalną, ale wkrótce w dystrykcie lubelskim zaczęły się przygotowania do utworzenia pierwszego obozu zagłady na terenie Generalnego Gubernatorstwa - w Bełżcu, gdzie stosowano metody wypracowane w niemieckim programie eksterminacji chorych psychicznie (T4). Bełżec zaczął działać w marcu, gdy trafili tam na śmierć Żydzi lubelscy, a następnie Żydzi z regionów południowo-wschodnich. Potem powstały jeszcze dwa obozy natychmiastowej zagłady - w Sobiborze i Treblince. Wtedy zapadła decyzja wymordowania Żydów warszawskich, stanowiąca część generalnego planu eksterminowania wszystkich Żydów polskich. Niemal we wszystkich przypadkach ludobójstwa Niemcy działali etapami, przez pewien czas eksploatując żydowską niewolniczą siłę roboczą, by w końcu porzucić wszelkie względy ekonomiczne na rzecz systematycznej eksterminacji. To właśnie wydarzyło się w Warszawie. Szopy wykorzystujące niewolniczą siłę roboczą, zarządzane przez niemieckich przedsiębiorców, mogły działać przed wielką akcją deportacyjną, a także po jej zakończeniu, natomiast zostały zamknięte w czasie ostatecznej likwidacji getta (aczkolwiek, jak wspominałem, części pracowników zachowano jeszcze na kilka miesięcy życie w obozach na Lubelszczyźnie).
W trakcie najnowszych badań odkryto dzienniki i zapiski mieszkańców getta z okresu sprzed powstania oraz tworzone w jego trakcie bądź w ukryciu na stronie aryjskiej po zakończeniu walk. Okazało się między innymi, że słynne "lodowate" (eiskalt) podejście morderców do ich ofiar jest mitem. Sposób, w jaki wielu Niemców (nie wszyscy) traktowali swoje żydowskie ofiary, nie był eiskalt, lecz był pełen osobistego sadyzmu i bezgranicznej brutalności. Niektórzy obserwatorzy pisali, że takie podejście było "niewyobrażalne", "niemieszczące się w granicach ludzkiego doświadczenia", "wyjątkowe w swym nieludzkim charakterze" itp. Moim zdaniem nie mieliśmy do czynienia z żadnym z nich. Niestety, było to zachowanie bardzo ludzkie. Przez całą historię sceny takie jak te, które znamy z Zagłady i z getta warszawskiego, powtarzają się raz za razem. Problemem nie jest to, że Niemcy byli nieludzcy, ale to, że właśnie byli ludzcy. Niemniej wypada mieć nadzieję, że materiały te staną się częścią powszechnie znanej narracji i zostaną z nich wyciągnięte pewne wnioski.
Żydzi byli ofiarami, a później w miarę możliwości powodowanymi żądzą odwetu bojownikami. Niektórzy spośród tych, którzy uszli z tego piekła z życiem, próbowali się mścić. Inni - przeciwnie. Polskie sądy skazały część sprawców na śmierć. Egzekucja Stroopa nie pomściła nikogo i niczego - żadna kara nie odpłaci za koszmar. Jednak polski sąd, Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy, uczynił coś ważnego. Starał się przyczynić do ograniczenia bezkarności, pokazać, że nie należy oczekiwać, iż zwykli ludzie będą mieszkali na tej samej planecie co taka kreatura jak Stroop. Ów polski sąd nie pomścił Żydów, ale w wyroku zawarł przesłanie ważne dla tego promyka nadziei, że getto warszawskie i powstanie żydowskie nie zostaną zapomniane.
Barbara Engelking
Instytut Filozofii i Socjologii PAN
orcid.org/0000-0001-8361-4427
bengelking@gmail.com
Żydzi i komuniści w okupowanej Warszawie
Streszczenie
W artykule zostało opisane ukrywanie się w okresie okupacji w Warszawie Żydów komunistów związanych ze środowiskiem nielegalnej PPR. Komuniści tworzyli ekskluzywną sieć pomocy, mającą istotne zasoby: możliwość uzyskania fałszywych papierów, źródeł utrzymania, mieszkania, okazję do walki z Niemcami oraz poczucie sensu. Ta sieć pomocowa nie powstała po to, by pomagać Żydom, pomagano raczej "przy okazji" towarzyszom partyjnym i ich rodzinom.
Słowa kluczowe
Zagłada, Żydzi, PPR, ukrywanie się, Warszawa
Abstract
This article describes how Jewish communists associated with the milieu of the illegal Polish Workers' Party were hiding in occupied Warsaw. The communists created an exclusive help network, which had substantial assets: opportunities for obtaining false papers, means of subsistence, and accommodation. It also gave one a chance to participate in the struggle against the Germans and a sense of meaning. The help network was not established for the purpose of helping the Jews - the Jews and their families were aided as party members, somewhat incidentally.
Key words
Holocaust, Jews, PPR, hiding, Warsaw
Wprowadzenie
2 stycznia 1943 r. Tadek Gąsiorowski i Janek Tarłowski składali numer 12 "Głosu Warszawy" na Dolnym Mokotowie, przy ul. Włoskiej 5, w pokoju wynajętym u pana Miętkiewicza. Do gazety dołączono ulotkę z informacjami o obozie zagłady w Treblince: "pierwsze relacje naocznych świadków, uciekinierów i ludzi mieszkających w okolicach Treblinki o tym, że tam jest obóz śmierci, że oni tam są mordowani"1. Chłopcy z Polskiej Partii Robotniczej nie wiedzieli, że w sąsiednim pokoju na Włoskiej ukrywa się Żydówka, do której przychodzili szmalcownicy po okup. Tego dnia dziewczyny nie było, szantażyści weszli więc do pokoju drukarzy. Jeden z gości miał kapelusik z piórkiem, skórzany płaszcz, obaj mówili po polsku. Zobaczyli na stole kaszty z czcionkami, niedokładnie przykryte serwetą. Zainteresowali się: ""tu macie drukarnię? A co wy tu składacie"? "Co nam dadzą, to składamy". "Ile wam za to płacą?" "Panie, co nam płacą, grosze nam płacą...""2. Gość chciał zobaczyć to, co właśnie złożyli, przeczytał ulotkę o Treblince i stwierdził: ""ja sam mam żonę Polkę, ja rozumiem, ja nie mam nic przeciwko konspiracji, ale najważniejsze to, żeby te wszy, [...] tych Żydów stąd wykurzyć, i wy jeżeli nam pomożecie, to my nie będziemy wam przeszkadzać, wy możecie tutaj dalej składać, [...] wy nam tylko przygotujcie za każdym razem numer, żebyśmy mogli wziąć, i będziemy tu do was przychodzić". "Ależ naturalnie, zawsze odłożymy najładniejszy numerek dla pana szanownego". [...] Rozstaliśmy się jak przyjaciele"3. Tego samego dnia skład gazety przeniesiono w inne miejsce; co się stało z ukrywającą się kobietą - nie wiadomo. Zacytowana anegdota wprowadza w samo centrum opisywanych w tym tekście wydarzeń: ukrywających się Żydów i ich kontaktów lub zaangażowania w konspirację PPR. Co także ważne w przytoczonej historii, to klimat ówczesnej Warszawy, gdzie trudniej było przetrwać Żydom niż działaczom antyniemieckiego podziemia.
Po aryjskiej stronie Warszawy w okresie okupacji hitlerowskiej ukrywały się tysiące Żydów4. Niektórzy dostawali pomoc od organizacji konspiracyjnych, inni radzili sobie sami, wszyscy zaś narażeni byli na denuncjację czy szantaż. Ukrywając się, korzystali z kontaktów i znajomości, zasobów finansowych i społecznych; o przeżyciu mógł zdecydować przypadek, o śmierci - ludzkie zło lub pechowy zbieg okoliczności. Prawie wszyscy przez rozmaite powiązania i kontakty tworzyli niejawną sieć, a właściwie jedną z wielu konspiracyjnych siatek oplatających miasto. Na te sieci można spojrzeć z wielu rozmaitych perspektyw, czy to badając je według wymagań analizy sieciowej, czy też z perspektywy strukturalnej (pomoc zorganizowana, indywidualna, samopomoc żydowska lub sieć niszczycielska). Inspirując się opisem więzi społecznych, możemy podzielić także sieci pomocowe, na naturalne (wspólne pochodzenie, pokrewieństwo), stanowione (narzucone przez prawo, społeczeństwo, zorganizowane) albo zrzeszeniowe (tworzone na zasadzie dobrowolności przez ludzi należących do organizacji społecznych). W takiej perspektywie naturalne sieci pomocy tworzą członkowie rodzin, przyjaciele, mieszkańcy jakiegoś miasta pomagający sobie wzajemnie. Sieci stanowione to te współorganizowane przez "Żegotę", Żydowski Komitet Narodowy i Bund. Sieć zrzeszeniową tworzą zaś ludzie, których łączy wspólnota światopoglądowa czy ideologiczna, którzy dobrowolnie ze sobą współpracują, by udzielać Żydom wsparcia. W tym artykule5 skupiam się na jednej z takich sieci - siatce komunistycznej, pomagającej w czasie okupacji Żydom w Warszawie. Była to ekskluzywna sieć pomocowa, stworzona przez ludzi podzielających te same idee, ale ich celem nie było na pierwszym miejscu pomaganie Żydom. Nieśli pomoc tym, którzy byli pośrednio lub bezpośrednio związani z komunistami, umożliwiając im dostęp do zasobów sieci: fałszywych dokumentów, broni, mieszkań, partyzantki, ponadto zaś, a może przede wszystkim, dając im poczucie sensu i wspólnoty.
Podjęcie tematu odnoszącego się do PPR utrudnia jej podwójne zmistyfikowanie: w okresie PRL historia partii była zniekształcana przez propagandę i ideologię, a od 1989 r. o komunistach wypada mówić wyłącznie źle. Mnie interesuje tutaj wyłącznie epizod funkcjonowania partii w czasie okupacji w kontekście jej powiązań z Żydami w Warszawie. Wielu wątków dotyczących komunistów w ogóle nie poruszam, nie wchodzę w zagadnienia wywiadów, infiltracji partii, agentury NKWD - dla mnie istotni są Żydzi znajdujący się w orbicie PPR, nie zaś oceny moralne, polityczne czy ideologiczne. W tym niedługim tekście nie zamierzam także poruszać spraw natury ogólniejszej - kwestii stosunku kierownictwa PPR do "sprawy żydowskiej", zagadnień tożsamości członków partii i jej przywódców, nie rozwijam również wątku pomocy komunistów dla powstania w getcie warszawskim - to temat wielokrotnie już opisywany i na różne sposoby eksploatowany.
Interesują mnie życie codzienne, praca, źródła utrzymania ukrywających się Żydów, a odtwarzam je, korzystając przede wszystkim z relacji uczestników wydarzeń - nagranych lub spisanych wywiadów z tymi, którzy znaleźli się w zasięgu oddziaływania sieci komunistycznej bądź też aktywnie ją współtworzyli. Oprócz relacji z Yad Vashem i Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz nagrań z Visual History Archive, prowadzonego przez Shoah Foundation na University of South California, wykorzystuję także - chyba po raz pierwszy w kontekście Zagłady - nagrania i relacje z Zakładu Historii Partii, znajdujące się obecnie w Archiwum Akt Nowych.
Pierwszoplanowi bohaterowie artykułu to kilkanaście osób, które z pewnością nie są reprezentatywne dla tego środowiska; nie tylko przeżyli, lecz także pozostawili relacje. Bohaterowie dalszego planu korzystali z sieci komunistycznej jednorazowo, np. Mieczysław Kowadło6, którego szkolną sympatią była Hanka Rozenberg; z jej powodu chadzał na zebrania kółek lewicowych. To właśnie Hanka i jej mąż Jerzy Morawski pomogli Mietkowi i jego rodzinie wyjść z getta w sierpniu 1942 r. Od nich dostali papiery i pierwszy adres, a potem radzili sobie sami: wynajęli pokój i Mietek utrzymywał siebie i żonę z korepetycji oraz roznoszenia po kawiarniach wypiekanych w domach ciast. Inni Żydzi trafili do konspiracji komunistycznej po trosze na skutek zbiegu okoliczności, jak Ryszard Raps (Nazarewicz7), który wspomina, że po przyjeździe do Warszawy w 1941 r. jego matka wynajęła pokój w mieszkaniu, gdzie jej sąsiadką była przedwojenna komunistka Krystyna Hejman (Arciuch8). Od niej Nazarewicz dostał pierwsze podziemne gazetki i przez nią trafił do PPR.
Jednak większość Żydów, którzy znaleźli się w orbicie komunistycznej sieci pomocy, nie trafiła do niej przypadkowo - mieli wcześniejsze, przedwojenne związki z działalnością lewicową. Niektórzy w ogóle nie poszli do getta, pozostając od początku okupacji po stronie aryjskiej - np. przedwojenne działaczki KPP (wspomniana Krystyna Hejman [Arciuch] czy Bela Frisz [Helena Kozłowska]) lub organizacji młodzieżowych, jak Hanka Szapiro (Sawicka)9 czy Hanna Rozenberg (Morawska)10. Inne Żydówki związane z młodzieżowymi organizacjami lewicowymi, które wyszły z getta na stronę aryjską i działały w komunistycznym podziemiu, to m.in. Anna Duracz (zwana Anulą), Henia Mączkowska (Anita Duracz), Henia Krakowska (Halina Jarosławska), Fajga Danielak (Helena Wolińska "Lena") czy Stefa Szochur11. Latem i jesienią 1941 r. do Warszawy przyjechało wielu Żydów, którzy początkowo znajdowali się w strefie okupacji sowieckiej. Wśród nich byli także przedwojenni lewicowcy i komuniści, m.in. Klara Kaufman (Wacława Grudzińska), Pola Goldwag (Maria Krych), Necha Zalcman (Stanisława Sowińska), Ignacy Rotfarb (Robb-Narbutt) czy Henryk Kotlicki. Opisując ich wzajemne powiązania, skupię się na historiach wybranych osób. Pozwoli to przedstawić życie codzienne Żydów znajdujących się w okupowanej Warszawie w orbicie sieci PPR. Ta sieć opierała się na ludziach, powiązaniach i możliwościach partii, a swoim zasięgiem obejmowała nie tylko żydowskich towarzyszy partyjnych, lecz także ich rodziny oraz znajomych i przyjaciół.
Komuniści w getcie warszawskim
Przed wojną ruch komunistyczny w Polsce liczył kilkanaście tysięcy członków i sympatyków12. Całe kierownictwo Komunistycznej Partii Polski oraz co najmniej kilka tysięcy działaczy zginęło w czasie wielkiej czystki w ZSRR w latach 1937-1938. Na polecenie Kominternu KPP rozwiązano w 1938 r., a jej członkowie mieli zakaz działalności politycznej. Na początku okupacji niemieckiej ruch komunistyczny w Polsce praktycznie nie istniał, a komuniści - szczególnie po ataku Sowietów z 17 września 1939 r. - byli skrajnie niepopularni. "W tym okresie komuniści polscy byli właściwie odosobnieni i dopiero z upływem czasu nastroje antyradzieckie zaczęły się zmniejszać"13 - przyznawał po latach jeden z działaczy. "W kraju istniała kompletna luka polityczna - dodawał inny - większość aktywu komunistycznego znalazła się na terenie Związku Radzieckiego, a te nikłe grupy, które pozostały w kraju, podlegały także kompletnej dezorganizacji14. Jedną z takich "nikłych grup" była organizacja Spartakus, na której przykładzie zamierzam prześledzić, jak wcześniejsze więzi stawały się w okresie okupacji sieciami pomocy. Można je odtworzyć, gdyż istnieje kilka relacji żydowskich działaczy Spartakusa, zawierających opisy ich osobistych losów oraz dziejów organizacji w okupowanej Warszawie.
Spartakus był nielegalną (niezarejestrowaną) szkolną organizacją młodzieży socjalistycznej w Warszawie. Utworzony w 1935 r. z inicjatywy Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej i Czerwonego Harcerstwa, związany nieformalnie z Polską Partią Socjalistyczną, od 1937 r. kierowany przez Ładysława Buczyńskiego ("Kazika Dębiaka"); wydawał (od lutego 1938 r.) pismo "Strzały". Spartakus działał w środowisku inteligenckim, w warszawskich szkołach średnich, m.in. w męskich - im. Reytana, Staszica, Reya, Batorego (należał do niego i publikował w "Strzałach" uczeń tej szkoły, Krzysztof Kamil Baczyński), oraz żeńskich - im. Słowackiego, Kaleckiej, Wareckiej. Wiosną 1937 r. liczył około 200 członków15. Spartakus początkowo kładł nacisk na pracę samokształceniową oraz ideowo-wychowawczą, z biegiem czasu jednak - szczególnie gdy po rozwiązaniu KPP w 1938 r. w jego szeregach pojawiła się młodzież komunistyczna - stawał się organizacją coraz bardziej polityczną i coraz radykalniej lewicową.
Od jesieni 1939 r. spartakusowcy podjęli działalność konspiracyjną - na zbiórkach kół "młodzież zajmowała się samokształceniem, dyskutowaniem o przeczytanych lekturach"16, pracą ideologiczną, kolportażem pisma "Strzały", które zaczęto ponownie wydawać pod koniec listopada (ukazało się około 15 numerów, każdy w nakładzie 100-300 egzemplarzy17; żaden się nie zachował). Pracę kontynuowano również po zamknięciu getta - tam bowiem znalazła się większość członków Spartakusa18. Przychodzili do nich towarzysze z aryjskiej strony; przynosili bibułę, książki, informacje i pomoc żywnościową: "przez pewien czas po odcięciu getta podchodzili oni (Kazik Dębiak, Janek Fajge, Janek Dobrzyński) w ustalone dni pod mur odcinający plac Bankowy od Elektoralnej [...] i szybko przerzucali chleb i inne produkty żywnościowe" - wspomina Anula Duracz19.
Spartakus został rozwiązany wiosną 1941 r. Powodem takiej decyzji stała się kwestia ideologiczna: skoro stał się organizacją de facto komunistyczną, to powinien przestrzegać kominternowskiego zakazu zorganizowanej działalności komunistów w Polsce, w przeciwnym wypadku jego członkowie mogliby zostać uznani za prowokatorów. Z dzisiejszego punktu widzenia taka decyzja może się wydawać dziwaczna, nawet nieco śmieszna, pozwala jednak zrozumieć mechanizmy hierarchii i podporządkowania właściwe środowiskom partyjnym. Rozwiązanie Spartakusa było ciosem dla młodzieży, "rzeczą niesłychanie bolesną. Z organizacją tą bowiem byliśmy związani nie tylko rozumowo, ale i uczuciowo. "Spartakus" był dla nas wówczas czymś ważniejszym nawet od rodziny"20. Formalne rozwiązanie organizacji nie miało jednak większego wpływu na dalszą integrację środowiska - kontynuowano pracę samokształceniową, a przede wszystkim rozwijano - niezbędną w warunkach getta - samopomoc. Spartakusowcy zorganizowali wspólną kuchnię w mieszkaniu Stefy Szochur przy ul. Szczęśliwej 11. Zbierano tam składkowe produkty żywnościowe "i poprzez stałe dyżury zapewniliśmy funkcjonowanie kuchni"21.
Ruch lewicowy w okupowanej Warszawie został zasilony od jesieni 1941 r. przez działaczy przyjeżdżających z terenu wcześniejszej okupacji sowieckiej. Jednocześnie narastała potrzeba zbrojnej walki z Niemcami oraz współpracy z innymi środowiskami lewicowymi z obu stron muru. Środowisko Spartakusa nawiązało kontakty z szomrami (z grupą Heńka Arbuza, który przyjechał z Białegostoku) i innymi lewicowcami, m.in. z Kazią Kagan i Niutą Tajtelbaum, należących do Związku Walki Wyzwoleńczej22, czy Ignacem Fajlem, drukarzem i działaczem związków zawodowych.
Sytuację niewielkich organizacji lewicowych23 zmieniło powstanie w pierwszych dniach stycznia 1942 r. PPR. Partia - silniejsza, nawiązująca do tradycji KPP, posiadająca lepsze zaplecze organizacyjne i finansowe, a przede wszystkim błogosławieństwo Moskwy oraz przysłanych stamtąd działaczy i agentów - wchłonęła mniejsze organizacje24.
Utworzenie PPR w getcie warszawskim wiąże się z osobami Pinkusa Kartina ("Andrzej Szmidt") i Józefa Lewartowskiego (Aron Finkelstein, "Stary"). Kartin, weteran z Hiszpanii, był wśród skoczków spadochronowych przysłanych z Moskwy w grupie inicjatywnej 28 grudnia 1941 r. Już "15 lub 16 stycznia 1942 r. odbyło sie? [w getcie] spotkanie, podczas którego grupka aktywistów komunistycznych zadeklarowała akces ich organizacji do PPR"25. Lewartowski, także weteran ruchu, były członek kierownictwa KPP, przybył do getta z Białegostoku. Nie była to dla niego decyzja z wyboru - "został przysłany do getta właściwie trochę jak na zesłanie. Był to wśród działaczy PPR-u, byłych kominternowców, najwybitniejszy człowiek spośród tego garnituru ludzi, którymi dysponował PPR poza gettem"26. Niemniej, z wyboru czy też z nawyku posłuszeństwa, Lewartowski stanął na czele Komitetu Dzielnicowego, a obaj z Kartinem aktywnie organizowali partię i "PPR rosła szybciej w getcie niż poza nim. W marcu 1942 r. powstał Komitet Dzielnicowy Getta. Do partii przystępowali radykalni członkowie Poale Syjon i Haszomer Hacair"27. Formowano kolejne komórki: "14 kwietnia 1942 r. w mieszkaniu Ady Bałaban, pielęgniarki z TOZ-u na Pawiej, odbyło się zebranie organizacyjne, które prowadził Janek Dreier. [...] Na zebraniu był Zygmunt Kawa, weterynarz, dr Ukraińczykowa, ginekolog, stara, przedwojenna komunistka, Helena Rabinowicz [...]. Powstała komórka lekarska"28. Jej członkiem, a jednocześnie przywódcą piątki bojowej był dr Wigdor Margulies (Stanisław Sierpiński). "W krótkim czasie były już trzy plutony sanitarne i przyłączył się do nas pluton sanitarny "Haszomer Hacair". To szło bardzo szybko, to rosło i [...] gettowa organizacja peperowska była o wiele liczniejsza niż po stronie aryjskiej"29. Jakub Józef Korc (Wacław Jabłoński) wspomina, że "w kwietniu 1942 roku partia liczyła na terenie ghetta 20 komórek, po 5 osób w każdej komórce"30.
Aktywność PPR w okupowanej Polsce, a w szczególności w getcie warszawskim, nie umknęła uwadze przedstawicieli Delegatury; w notatce zatytułowanej Obecna sytuacja w ruchu komunistycznym (lipiec 42), wysłanej do Londynu, czytamy: "Ghetto, stanowia?ce oddzielna? jednostke? organizacyjna?, nie przedstawia w danej chwili zorganizowanej siły z uwagi na kilkakrotne przeprowadzenie w ostatnich czasach na wielka? skale? represyj przez władze niemieckie, niemniej jednak jest ono siedliskiem szeregu prac organizacyjno-politycznych, tam bowiem przewaz?nie przebywaja? ro?z?ni polityczni i wojskowi emisariusze sowieccy, tam drukuje sie? wydawnictwa partyjne, stamta?d wychodza? spod pio?ra ukrywaja?cych sie? działaczy ro?z?ne polityczne elaboraty. Totez? dzie?ki zorganizowanej sieci mie?dzy ghettem a pozostałymi dzielnicami istnieje stała ła?cznos?c?"31.
Dzięki tej łączności do getta docierała prasa komunistyczna, biuletyny radiowe; prowadzono szkolenie sanitarne i wojskowe (mieli do dyspozycji jeden zepsuty pistolet). Jednym z łączników utrzymujących kontakty między działaczami po dwóch stronach muru był przedwojenny komunista, więzień Berezy, Henryk Kotlicki, który jesienią 1939 r. znalazł się w Białymstoku. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej utknął w Baranowiczach, gdzie spotkał kolegów komunistów, Wiesława Sobierajskiego i Jakuba Drehera. Wyrobili sobie nowe dowody osobiste ("wtedy wystarczyło dwóch świadków dla uzyskania dokumentów, więc nawzajem świadczyliśmy za siebie i w ten sposób zdobyliśmy "ausweisy""32) i zatrudnili się w niemieckiej firmie, pracującej dla Luftwaffe. Pod koniec 1942 r. pojechali do Warszawy na urlop i do Baranowicz już nie wrócili. Nawiązali kontakt z PPR i, jak wspomina Kotlicki: "Spotkaliśmy się z Franciszkiem Wawrzyniakiem "Fają" i z Marianem Spychalskim. Spychalski wciągnął Sobierajskiego do "wojskówki", a mnie "Faja" wziął do "cywilnej" roboty partyjnej. Pierwszą moją robotą było kontaktowanie Komitetu Warszawskiego z dzielnicą w getcie"33. Kotlicki swoją niemiecką przepustkę "własnoręcznie uzupełnił adnotacją, że ma prawo wejścia do zamkniętych obszarów gettowych - przechodził więc spokojnie na podstawie tego dokumentu strzeżone bramy getta [...] kilka razy tygodniowo z najrozmaitszymi poleceniami partyjnymi"34.
Mimo głoszonych ideałów równości i braterstwa wśród komunistów nie brakowało antysemityzmu, a także pokus wykorzystywania sytuacji. Informacji na ten temat nie sposób jednak znaleźć w zbieranych po wojnie przez Centralny Komitet Żydów w Polsce relacjach byłych członków PPR, brak ich również w nagrywanych przez Zakład Historii Partii przekazach lewicowych działaczy żydowskich35. Na szczęście mamy do dyspozycji relacje składane poza Polską, szczególnie wyjątkowe wspomnienia Heni Mączkowskiej (Anity Duracz) oraz jej męża Jerzego Duracza, nagrane w 1971 r. w Jerozolimie. Stanowią one ważne uzupełnienie bezkrytycznych nieraz relacji składanych dla Zakładu Historii Partii czy niekiedy bardzo ogólnych wspomnień nagrywanych dla Visual History Archive w latach dziewięćdziesiątych. Obydwoje wyrażają się też krytycznie pod adresem partii, co pozwala odtworzyć bardziej realistyczny obraz działań PPR w kontekście polsko-żydowskim. Anita Duracz opowiada, że "stosunek do partii w getcie był obciążony ze strony partii z zewnątrz rodzajem tradycyjnego myślenia o pewnych przesłankach antysemickich. Wyrażało się to [...] w tym, że mianowicie uważano, że w getcie jeszcze istnieje jakaś liczba plutokracji żydowskiej, że [...] getto powinno było partii dać pieniądze"36. W kontekście tego, co wiadomo o życiu znajdujących się na granicy śmierci głodowej działaczy37 w getcie, oczekiwania te wydają się absurdalne, niemniej mówią wiele o stereotypach i mentalności tamtych czasów. Niektórzy działacze, być może wykorzystując kontakty partyjne, handlowali z gettem, przy czym mieli zapewne na względzie nie tylko interesy kolektywu, ale i własne zyski. Jedną z takich osób był wspomniany wcześniej sekretarz Komitetu Warszawskiego PPR Franciszek Wawrzyniak ps. "Faja", którego Niemcy aresztowali latem 1942 r. w związku z handlem złotem38.
W getcie powstały piątki Gwardii Ludowej39, chociaż początkowo nie dysponowały żadną bronią. W maju 1942 r. miało być tam dziesięć takich piątek40. Jednocześnie działalność PPR w getcie praktycznie wówczas ustała - 20 maja Gestapo w trakcie przekazywania na stronę aryjską maszyny drukarskiej aresztowało i zamordowało działaczy komunistycznych: Samuela Meretika ("Adama"), Pinkusa Kartina ("Adama Szmidta") i Dawida Włoskę41. Początek wysiedlenia - 22 lipca 1942 r. - "zastał ludzi PPR niezorganizowanych, w rozsypce, często pozbawionych kontaktów partyjnych wszelkich szczebli"42. Więzi partyjne między gettem a stroną aryjską były osłabione z jednej strony aresztowaniami w getcie, a z drugiej - wpadką "Fai" po stronie aryjskiej. Członkowie PPR wspominają, że "latem i jesienią [1942 r.] organizacją warszawską wstrząsnęły masowe aresztowania. Wskutek aresztowań rozbity został aparat centralny i częściowo zerwane sieci organizacyjne"43.
W okresie wielkiej akcji deportacyjnej komuniści nie mogli wobec tego liczyć na zorganizowaną pomoc po aryjskiej stronie. Niektórzy organizowali wyjście z getta na własną rękę, przy pomocy prywatnych, pozapartyjnych znajomości - np. dr. Wigdora Marguliesa (Stanisława Sierpińskiego) 17 sierpnia wyprowadziła Emma Fiebig, pielęgniarka, która pracowała razem z nim przed wojną w szpitalu "Zofiówka" w Otwocku44. Pracującego latem 1942 r. w szopie Toebbensa Ignacego Rotfarba (Robb-Narbutta) wyprowadziła pani Komornicka; jak relacjonował: "żona profesora o bardzo zachowawczych poglądach, która poświęciła swą energię ratownictwu Żydów. Przeprowadziła mnie przez mur i zatrzymała u siebie. Potem poszła po matkę, żonę i brata. Matka odmówiła czasowo wyjścia. Żona wyszła. Gdy p. Komornicka wróciła jeszcze raz do getta, brata już nie było, a matka zginęła"45.
Część młodzieży komunistycznej po stracie rodzin utworzyła latem komunę przy ul. Nowolipie 23, niektórzy pracowali w znajdującym się vis a vis szopie Schultza. Usiłowali nawiązać kontakt z towarzyszami po drugiej stronie, wysłali dwie łączniczki poza getto, ale żadna z nich nie wróciła. Być może jedną z nich była Henia Krakowska (Halina Jarosławska), która wspomina: "żyję dzięki temu, że od partii dostałam rozkaz opuszczenia getta i nawiązania kontaktu ze stroną aryjską - gdyby nie, to bym pojechała ze wszystkimi. Nawet się dobrze nie pożegnałam z rodziną, kiedy opuszczałam getto, nieświadoma tego, że już nie wrócę"46. I dalej opowiada, jak 26 sierpnia 1942 r. do bramy na cmentarzu, przez który miała się wydostać z getta, odprowadzali ją brat47 oraz Józef Lewartowski; ten drugi dał jej 50 zł i trzy adresy po stronie aryjskiej, gdzie miała się udać. Niestety, "po aryjskiej stronie nie było nikogo, to był okres wsypy "Fai", mieszkania były zapieczętowane, zostałam bez niczego, bez adresów, kontaktów - w jednej sukience"48. Henia nie wróciła do getta, nie udało jej się wykonać polecenia.
Pod koniec sierpnia PPR-owcy wysłali kolejne trzy łączniczki pod pewien stary adres partyjny na Woli, licząc, że uda im się znaleźć kontakt do partyzantki. Niestety, na początku września poznali dramatyczny finał wyprawy. Anita Duracz wspomina: "dotarł do nas list, przemycony jakąś drogą, od Elzy "Długiej Krysi", późniejszej łączniczki Mołojca, od Małgosi Zalcstejn i Zosi Jamajki. [...] Po dotarciu do [...] lokalu dziewczynki zostały wyprowadzone, niby dla jakiegoś kontaktu, do parku na Woli i wszystkie trzy zgwałcone, i pozostawione same sobie. [...] Było to tragiczne. Był to cios najgłębszy - uprzytomniliśmy sobie po raz pierwszy do końca, że jesteśmy odcięci, sparaliżowani i zdani tylko na własne siły, a właściwie na własną, pełną bezradność. [...] Mimo wszystko nie umieliśmy sobie wytłumaczyć, dlaczego partia z zewnątrz nie znajduje żadnego sposobu, żeby jakimiś drogami do nas dotrzeć, żeby coś przekazać. Jeszcze działały jakieś telefony w getcie, jeszcze Josif Lewartowski miał jakiś telefon, jeszcze inni ludzie mieli na zewnątrz jakieś drogi kontaktowe, z których można było skorzystać"49.
Przywódcy PPR - i konspiracji innych nurtów, a także wszyscy Żydzi w getcie - byli przygnębieni i załamani sytuacją. Niektórzy wpadli w ręce Niemców (jak Josef Kapłan i inni z kierownictwa ŻOB 3 września 1942 r.), wielu zginęło w Treblince, inni popełnili samobójstwo (jak członek PPR Zygmunt Gotlib "Zyga", wraz z żoną). PPR nie pomogła nawet Lewartowskiemu: "kiedy w obliczu wzięcia przez Niemców ukrywający się już, zagrożony wzięciem na Umschlagplatz, Josif Lewartowski zadzwonił na ostatni dostępny mu jeszcze kontaktowy numer telefoniczny do KC partii, podany mu na wypadek jakiejś ostateczności, pytając kierownictwo poza gettem, co ma robić - [...] prosząc o [...] pomoc w ucieczce do dalszej działalności - był on człowiekiem, jak wiadomo, chromym, ułomnym - miał uzyskać odpowiedź z tamtej strony: "Masz się starać prywatną drogą o prywatne kontakty". Nazajutrz Josif Lewartowski został wzięty na Umschlagplatz"50.
Mimo poczucia osamotnienia, zawodu i rozczarowania do towarzyszy po drugiej stronie muru postanowiono wysłać kolejnych łączników; na zebraniu odbyło się losowanie osoby, która ma wyjść w poszukiwaniu kontaktów, i 24 września Henia Mączkowska (Anita Duracz) opuściła getto.
Po stronie aryjskiej
Wyjście z getta technicznie nie stanowiło problemu, trzeba było jednak mieć dokąd pójść, a nawiązanie kontaktu z ukrywającymi się i zmieniającymi adresy ludźmi z konspiracji nie było łatwe. Poszukiwanie kontaktu z partią dotyczyło nie tylko Żydów, którzy latem 1942 r. wyszli z getta, lecz także innych działaczy, starych komunistów, szukających dojścia do nowo powstałej PPR. Stanisława Sowińska (Necha Zalcman) wspomina, jak przyjechawszy z Baranowicz do Warszawy na początku 1942 r., zaopatrzona przez Henryka Kotlickiego w adres na Grochowie, miała tam czekać na kontakt z organizacją. Oczekiwanie się przeciągało, autorka i jej mąż nie mieli z czego żyć, głodowali. Przypadkiem spotkali w tramwaju przedwojenną towarzyszkę z Łodzi, Czesławę Szymańską (Celkę Libhaber, "Celinę"), która miała dobrą posadę służącej i najpierw ich nakarmiła, a następnie zaprowadziła do "Stachy", dysponującej właściwymi kontaktami. Szmuglerka "Stacha" miała wielkie serce i nie przestrzegała żadnych zasad konspiracyjnych, okazało się bowiem, że jej mieszkanie na Marymoncie "było istnym schroniskiem, prawdziwym domem dla każdego gwardzisty przyjeżdżającego ze sprawozdaniem do Warszawy, dla łączników, dla partyzantów radzieckich - uciekinierów z niewoli niemieckiej, dla Żydów zbiegłych z getta i poszukujących kontaktu z organizacją bojową. Dom jej był archiwum, arsenałem, drukarnią, hotelem i zajazdem. Każdy, kto szukał schronienia, znajdował u "Stachy" przytułek i opiekę"51. Tam udało się Sowińskiej nawiązać kontakt z partią; wynajęli z mężem pokoik przy Nowogrodzkiej 31.
Był to jeden z dwóch adresów, który dostała Rachela Kleiner, gdy wraz z Lolą Hocherman, koleżanką z przedwojennej celi więziennej, wyszły z getta jesienią 1942 r. Zjawiły się niespodziewanie u Sowińskiej ("Natalii"), ku jej wyraźnemu niezadowoleniu. Zacytuję fragment wspomnień Racheli Kleiner wraz ze skreśleniami dokonanymi na maszynopisie, pod którymi kryją się prawdziwe uczucia. Rachela pisze: "Gdy [Sowińska] zobaczyła, że przyszli goście o podejrzanych twarzach, nie mogła wprost opanować gniewu zapanować nad swym niepokojem. [...] Mieszkanie było zawalone bibułą, a tu zjawiają się jeszcze goście którym z oczu patrzy ich zakazany los. [...] W czasie tej rozmowy jak na złość przyszło dwoje towarzyszy żydowskich - małżeństwo z Otwocka, prosili o pomoc. Porcja gniewu skierowana pod ich adresem była zdwojona. [...] Zarzucali Natalii brak współczucia i po prostu okrucieństwo, bo oto wreszcie szczęśliwie dobrnęli do jedynego mieszkania, w którym spodziewali się pomocy ze strony towarzyszy partyjnych, a wyrzucają ich na ulicę, jak psów. I oni też mieli swoją tragiczną rację"52.
Kontakt z partią nie był łatwy, szczególnie po okresie wpadek i aresztowań, tj. latem-jesienią 1942 r., kiedy miał największe znaczenie dla wielu działaczy wychodzących z getta. Henia Mączkowska (Anita Duracz), wysłana poza mury, została zaraz za bramą napadnięta przez grupę szmalcowników: "kazali mi się rozebrać, obdarli mnie ze wszystkiego. [...] Wyszłam z jedną teczką, na sobie miałam dwa sweterki i płaszcz. Wpakowali mnie do ubikacji, która była w podwórzu domu, kazali się rozebrać. Chcieli mi odebrać także płaszcz, zostawiwszy w samej koszuli. Ubłagałam ich, żeby mi płaszcz zostawili"53. Henia znalazła początkowo schronienie u znajomych ojca, państwa Markowskich na Woli, i natychmiast zaczęła szukać kontaktu z partią. "Miałam kilka dawnych adresów i dawnych telefonów. Gdziekolwiek pukałam albo dokądkolwiek usiłowałam dzwonić, nie uzyskiwałam odpowiedzi. Drzwi były zatrzaśnięte, [...] zastałam zapieczętowane przez gestapo mieszkania"54. Miało to związek z wcześniej opisaną wpadką "Fai", po której PPR musiała zlikwidować wiele lokali konspiracyjnych i zmienić adresy. Po trzech tygodniach przez dawnych przyjaciół ze Spartakusa Henia odnalazła "Kazika Dębiaka", a za jego pośrednictwem spotkała się z Franciszkiem Jóźwiakiem "Witoldem", dowódcą GL. Dostała od niego "zakaz powracania do getta i przydział zajęcia się sprawą zorganizowania kontaktu z gettem i dostarczania broni, kiedy stanie się to możliwe, a także działalności dla potrzeb Sztabu Głównego - po aresztowaniu Fai była gwałtowna potrzeba ludzi w partii poza gettem"55.
Kilka dni później Henia (Anita) spotkała na przystanku tramwajowym na rogu Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich Halinę Jarosławską (Henię Krakowską), która wyszła z getta miesiąc przed nią i nadal rozpaczliwie szukała kontaktu z partią. Pomieszkiwała u znajomej brata, polskiej żony żydowskiego skrzypka, u której ukrywał się także młodszy brat Haliny, Samek - przy wychodzeniu z getta szmalcownicy ograbili go ze wszystkiego, łącznie z saksofonem, stanowiącym źródło utrzymania; dotarł do siostry na Hipoteczną w samych kalesonach56. Racheli Kleiner mimo zaczepienia u Sowińskiej nie udało się nawiązać kontaktu z partyzantką: "nie jest to proste dla tych, którym "przestępstwo" leży na twarzy"57. Wraz z Lolą wyjechały do getta w Ostrowcu Świętokrzyskim; uciekły stamtąd w czasie wysiedlenia i przeżyły wojnę na robotach w Niemczech.
Nie chcę poświęcać wiele miejsca zagadnieniu pomocy PPR dla Żydów w czasie powstania w getcie - to temat stosunkowo dobrze znany, opisany w wielu artykułach, pamiętnikach i wspomnieniach58. O kontaktach z komunistami szczegółowo pisze także Icchak Cukierman, wówczas przedstawiciel ŻOB po stronie aryjskiej59. Przypomnę jedynie, że ŻOB utrzymywała kontakty zarówno z AK, jak i GL i obie te organizacje pomagały walczącemu gettu od zewnątrz - atakując niemieckie posterunki i usiłując zburzyć miejscami mur60. Jerzy Duracz, członek "specgrupy" GL, wspomina, że nie mogli dostarczyć do getta broni, gdyż sami niemal jej nie mieli, ale gdy 19 kwietnia 1943 r. dowiedzieli się, że "kierownictwo ŻOB-u prosi o likwidację karabinu maszynowego przy ulicy Bonifraterskiej", zgłosili się wszyscy na ochotnika. W akcji wzięło udział pięć osób, m.in. "Jacek" (Franciszek Bartoszek, dowódca grupy), "Tadek" (Zygmunt Bobowski), Niuta Tajtelbaum ("Wanda Witwicka") oraz sam Duracz. "Jacek" obrzucił gniazdo karabinu granatami, a pozostali strzelali, zabijając lub raniąc niemiecką obsługę karabinu i ochraniających ich granatowych policjantów61. Komuniści pomogli również przy ewakuacji powstańców z getta, wyprowadzając dwie grupy - 24 kwietnia oraz 10 maja. W tej drugiej akcji uczestniczył Franciszek Łęczycki, który wspomina: "10 maja w godzinach porannych zlikwidowaliśmy żandarma niemieckiego i granatowego policjanta, którzy mieli swój posterunek przy wyjściu z kanału przy ul. Prostej. W ten sposób mogliśmy z kanału wydostać grupę powstańców getta, którą "dołem" przeprowadzili nasi gwardziści. Bojowcy byli skrajnie wyczerpani i zataczali się, odurzeni świeżym powietrzem. Wsadziliśmy ich do przygotowanego przez nas samochodu przykrytego brezentem, który wywiózł ich do Puszczy Kampinoskiej"62. Większość powstańców zginęła później, wydana przez Polaków lub w walkach partyzanckich.
Życie codzienne w sieci
Po opisaniu genezy części warszawskiego żydowskiego środowiska komunistycznego oraz losów niektórych działaczy czas przyjrzeć się codziennemu funkcjonowaniu sieci partyjnej, z której zasobów i pomocy korzystali ukrywający się Żydzi. Była to, jak zaznaczyłam, ekskluzywna sieć, mająca pewne wyjątkowe cechy.
Po pierwsze, wielu znajdujących się w jej zasięgu Żydów nie ukrywało się wyłącznie jako Żydzi, ale jako konspiratorzy, razem z innymi. Należeli do prześladowanej mniejszości politycznej, nie etnicznej. Miało to znaczenie psychologiczne - nie byli wykluczeni, izolowani, odseparowani od swojego środowiska, przeciwnie - działali w grupie o silnym poczuciu wspólnoty, o podobnych poglądach, spojonej więzami ideologicznymi i światopoglądowymi, sprawdzonymi przyjaźniami, a nierzadko relacjami partnerskimi czy małżeńskimi.
Po drugie, w ramach sieci komunistycznej Żydzi aktywnie brali udział w walce z Niemcami, co dla wielu miało istotne znaczenie: potrzeba zemsty po utracie bliskich, w obliczu masowej eksterminacji stanowiła niejednokrotnie dodatkową motywację do walki, marzenie o "pójściu do partyzantki" było niemal powszechne wśród młodych Żydów w gettach.
Po trzecie, środowisko komunistyczne miało doświadczenie w konspirowaniu (konspirowało od 1919 r.). Władysław Bieńkowski wspominał, że "komuniści mieli wrodzony instynkt konspiracyjny - konspirowali się także przed polskim społeczeństwem. [...] Komuniści na ogół konspirowali się o wiele lepiej niż AK-owcy, [którzy] niemal paradowali, manifestowali swoje organizacyjne powiązania na przykład strojem: oficer AK nosił zwykle wysokie buty"63.
Na życie codzienne w zasięgu sieci komunistycznej składało się kilka spraw zasadniczych dla bieżącego funkcjonowania, takich jak dach nad głową, dokumenty czy źródła utrzymania; przyjrzyjmy się im bliżej.
Mieszkanie, przydzielone przez organizację lub wynajęte prywatnie (np. z ogłoszenia), bywało często jednocześnie składem bibuły, miejscem nielegalnych spotkań, dawało zagrożonym czy "spalonym" działaczom możliwość noclegu. Zasady konspiracji wymagały, by nie łączyć kilku działań w jednym miejscu, lecz rozkładać zagrożenia, zamiast je kumulować, ale w praktyce okazywało się to często niemożliwe. Kleopatra Pawłowska, Polka związana z komunistami oraz pomagająca Żydom, wspomina: "miałam trudności z powiązaniem dwóch tak różnych spraw. Wszystko to były sprawy bardzo nielegalne, zarówno przechowywanie u siebie Żydów, jak i spotkania lewicowych działaczy ruchu podziemnego. To nie zgadzało się ze sobą, więc jakoś musiałam lawirować, żeby to pogodzić"64. Podobnie i inni "jakoś lawirowali" - we wspomnieniach i relacjach znajdujemy informacje o nagromadzeniu działań pod jednym adresem - jak u Stanisławy Sowińskiej lub "Stasi" na Marymoncie czy u Henryka Kotlickiego: "lokal, w którym mieszkał wraz z żoną65 na ulicy Chocimskiej 27, był taką metą, przez którą wielu, wielu ludzi, uciekających z getta albo towarzyszy działających poza gettem, przeszło - ukrywając się"66. Jerzy Duracz w relacji nagranej dla Yad Vashem w 1972 r. dodaje: "dom Kotlickich był jakby azylem dla ludzi narażonych podwójnie: przez swoje pochodzenie narodowe i przez działalność w ruchu oporu. [...] Oprócz Niuty [Tajtelbaum] w tym mieszkaniu znajdowali się bardzo często, nocując lub zaglądając towarzysko, ludzie z getta przebywający po stronie aryjskiej [...]; ten dom był jedynym miejscem, gdzie można było [...] po godzinie policyjnej stworzyć sobie złudzenie przyjacielskiej, spokojnej przystani, normalnego życia w warunkach konspiracyjnych, aczkolwiek wszyscy zdawali sobie sprawę, że jesteśmy na wulkanie. [...] Dom ten dawał atmosferę braterstwa. [...] Sypialiśmy na podłodze pokotem, jeden obok drugiego, jedliśmy z jednej miski i właściwie tworzyliśmy wspólnotę jakby rodzinną. Wspólnotę ludzi, których jednoczy cel wspólny, jedna sprawa i poczucie wewnętrznej solidarności"67.
Henryk Kotlicki wspomina, że mieszkanie przy Chocimskiej znalazła dla niego (i Wacława Sobierajskiego, z którym przyjechał z Baranowicz) Maria Adamkowska, nauczycielka, odznaczona w 1963 r. medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Nie tylko przechowała ona kilkoro Żydów w swoim mieszkaniu, ale "była nieoceniona w każdym przedsięwzięciu, czy to należało znaleźć locum dla ukrywających się towarzyszy, czy mieszkanie na konferencję lub na spotkanie partyjne"68. Pani Adamkowska "przez swoich znajomych wyszukała [...] mieszkanie na Chocimskiej. Właścicielka mieszkania, Irena Pulczyńska, przeniosła się z mężem i dziećmi do swego ojca [...]. Mieszkanie to stało się wkrótce przejściowym schronieniem dla wielu towarzyszy, a właściciele mieszkania, kiedy w czasie odwiedzin zastawali stale nowe twarze, podejrzewali, że zarabiamy na ich mieszkaniu, biorąc ludzi na noclegi. Lecz po pewnym czasie zorientowali się w sytuacji i aprobowali ją"69.
Gustaw Alef-Bolkowiak relacjonuje, że mieszkanie Kotlickiego znajdowało się "w oficynie, na czwartym piętrze. Składało się z dwóch pokoi w układzie amfiladowym, małego korytarzyka i kuchenki. Dziwne to było mieszkanie - pełno w nim blankietów, kenkart, metryk, świadectw ślubu i zgonu, odcinków meldunkowych, pieczęci i różnego rodzaju papieru. Znajdował się tam również i mały arsenalik broni - kilka pistoletów, granaty i amunicja, które służyły członkom centralnej grupy specjalnej Gwardii Ludowej (oddział im. Waryńskiego) do wykonywania akcji bojowych. [...] Chocimska 27 była terenem spotkań wielu działaczy PPR i partyzantów. Dla gwardzistów drzwi tego prawdziwie partyzanckiego mieszkania zawsze stały otworem. Wystarczyło zapukać w umówiony sposób: trzy szybko po sobie następujące uderzenia, potem krótka przerwa i znów dwa uderzenia, aby drzwi się otwarły"70. Co może się wydawać dziwne - w tym mieszkaniu, gdzie lekceważono wszelkie zasady konspiracji - nie było ani jednej wpadki. Co prawda późną wiosną (lub wczesnym latem) 1944 r. zjawili się Niemcy, ale chyba mieli niedokładne informacje, gdyż poszli do sąsiadki, ta zaś "pary z ust nie puściła i z rezygnacją przyjęła bicie, demolowanie mieszkania w czasie brutalnej rewizji. Rano uprzedziła nas o niebezpieczeństwie"71. U Kotlickiego poza nielegalną kontrabandą i bronią znajdowało się wówczas wielu gości: "prócz mojej matki, żony, jej sióstr i mojej bratowej [...] mieszkali wtedy u nas Duraczowie [...] i jeszcze kilka osób"72. Mieszkanie udało się następnego dnia opróżnić, a pani Pulczyńska, "gdy się dowiedziała, że nie mamy dokąd się wyprowadzić, zabrała nas do Zielonki, gdzie mieszkała jej rodzina"73.
Zasad konspiracji nie udawało się przestrzegać nie tylko dlatego, że popyt na bezpieczne mieszkania w Warszawie był generowany przez wszelkie odłamy podziemia, a na rynku wynajmu lokali panował ożywiony ruch (świadczy o tym chociażby liczba codziennych ogłoszeń w "Nowym Kurierze Warszawskim"), lecz także z powodu ograniczonych ludzkich możliwości organizacyjnych i czasowych. Najzwyczajniej nie dawało się rozciągnąć czasu i przestrzeni tak, by dostosować je do zasad bezpieczeństwa, jakie powinny obowiązywać w nielegalnej działalności. Ważniejsze od nich okazywały się też postawy moralne: "dostaliśmy od Sztabu Głównego zakaz przyjmowania ludzi niemających nic wspólnego z naszą funkcją konspiracyjną - pisze Stanisława Sowińska. - Ale jak odmawiać schronienia ludziom uciekającym przed śmiercią?"74.
W lokalu partyjnym mieszkali również przez pewien czas Duraczowie. Anita wspomina starania o pomoc dla jej ojca i stryja: "Myśmy mieszkali wówczas w lokalu konspiracyjnym, gdzie był skład broni do naprawy. Z pełnym zakazem sprowadzania kogokolwiek do tego mieszkania. Zresztą było to mieszkanie parterowe, gdzie z okien wszystko było widać [przy ul. Siennickiej na Grochowie]. [...] Dozorca zaglądał i widział wszystko [...] - słowem, tam nie było możliwości przechowania ani ojca, ani stryja, ani nikogo w ogóle. W ostatecznej desperacji mąż poszedł do Jóźwiaka i wręcz zagroził, że jeżeli w sposób odpowiedzialny75 nie da łącznika, który zawiezie ich do partyzantki tam, gdzie można bezpiecznie przekazać dwóch towarzyszy żydowskich, którzy chcą brać udział w walce, i zabezpieczyć ich dostanie się do takiego oddziału - to nie mając innego wyjścia, zastrzelimy siebie nawzajem, ojca i stryja. "Witold" przyrzekł nam załatwienie sprawy"76. Ojciec i stryj przyłączyli się do oddziału Chila Grynszpana77; obydwaj przeżyli wojnę.
Kolejną zasadniczą sprawą dla funkcjonowania po stronie aryjskiej była kwestia dokumentów. Czasami podstawą do ich wyrobienia mogła być prawdziwa metryka osoby zmarłej - np. Henia Krakowska dostała od Anity Duracz metrykę przedwojennej służącej i przeżyła wojnę jako urodzona w Kutnie Natalia Wiśniewska78. Klara Kaufman dostała metrykę po zmarłej w dzieciństwie Wacławie Adamkiewicz, siostrzenicy Włodzimierza Zawadzkiego, komunisty, za którego siostra Klary wyszła przed wojną79.
Czyste blankiety można było dostać np. od znajomego pracującego w magistracie80 albo - bardziej nietypowo - od partyzantów. Wigdor Margulies (Stanisław Sierpiński) wspomina działania podejmowane w terenie: "napadaliśmy na gminy, niszczyliśmy spisy bydła kontyngentowego, kenkarty i inne dokumenty, znalazłem też blankiety przedwojennych dowodów osobistych. [...] Zostawiłem sobie kilka blankietów, które po powrocie dałem Wolańskiemu, który sobie i mnie zrobił przedwojenne dowody osobiste"81.
Najważniejszym źródłem dokumentów w podziemiu okazały się jednak komórki produkujące fałszywe papiery na własne potrzeby. Największą wartość miały prawdziwe kenkarty wyrobione na podstawie fałszywych metryk. Potrzebne były także innego rodzaju dokumenty, o czym wspomina szefowa PPR-owskiej "paszportówki": "zaopatrywaliśmy danego towarzysza nie w jeden poszczególny dokument, a w cały komplet dokumentów - to było pewniejsze, gdy trzeba się było wylegitymować. [...] Komplet taki składał się z kenkarty, karty pracy, metryki ślubu, metryki urodzenia, a nawet aktu zgonu kogoś z rodziny. [...] Takie komplety składały się z sześciu-siedmiu, a niekiedy nawet z dziesięciu poszczególnych dokumentów wystawianych na jedno nazwisko. [...] Poza tym bardzo często dla tego samego towarzysza robiliśmy coraz to nowe dokumenty, ponieważ zmieniał on nazwisko, gdyż albo lokal, na którym był, stawał się niepewny, albo zmieniał on pracę itp."82. Jakość tak sporządzonych papierów pozwala wyobrazić sobie, jakie znaczenie - ze względów bezpieczeństwa - miał dla ukrywających się Żydów dostęp do siatki konspiracyjnej. Co za różnica między sfabrykowanym przez "centralną paszportówkę" kompletem dokumentów a kiepsko podrobionym ausweisem czy całkowicie lipną metryką kupionymi za duże kwoty przez "cywilnego" Żyda ukrywającego się po stronie aryjskiej!
Jedną z osób zatrudnionych przez jakiś czas w komunistycznej "paszportówce"83 był Henryk Kotlicki; opisał on szczegółowo, jak wiele staranności wymagała produkcja lewych dokumentów: "Trzeba było znaleźć wzór oryginalnej metryki z takich okolic, z których trudno byłoby sprawdzić, czy była tam wydana, czy nie. Udało mi się zdobyć taką metrykę. Pochodziła ona z okolic Wileńszczyzny [...], była wykorzystywana chyba pięciokrotnie. Na podstawie oryginału wydrukowaliśmy blankiety, a pieczątkę parafii i podpis księdza podrabiało się. Resztę danych wypisywało się według potrzeby. Zdobyłem także [...] oryginalną metrykę pisaną starym rosyjskim językiem, wydaną na Syberii. Była ona potrzebna dla jakiegoś starszego towarzysza. [...] także ten wzór został wykorzystany [...] jeszcze kilkakrotnie. [...] raz czy dwa razy miałem zamówienie nie tylko na metrykę, ale i na świadectwo ślubu. Chodziło widocznie o komplet dokumentów dla wyrobienia dowodu dla mężatki. Jeżeli zaś chodzi o dowody pracy, to kilka [...] udało mi się dostać z Warsztatu Mechanicznego znajdującego się na ul. Wroniej. [...] kontakt ten zdobyłem przez panią Adamkowską"84. Maria Adamkowska okazała się także pomocna w sprawach meldunków: była administratorką domu na Wroniej, prowadziła księgi meldunkowe, co pozwalało jej meldować (często bez wiedzy lokatorów) dodatkowych mieszkańców. Meldunek wraz z metryką stanowił podstawę do uzyskania ausweisu, natomiast dowód wymeldowania był niezbędny do zameldowania w kolejnym miejscu85.
Kotlicki zajmował się również produkcją innych dokumentów: legitymacji lekarskich i przepustek, przy których produkcji wykorzystywał na wzór własną przepustkę z Baranowicz. Jak wspomina, sporządził na zamówienie trzy komplety takich dokumentów. "Były to bardzo wygodne do legitymowania się dokumenty, zwłaszcza że w Warszawie tak dobrze nieznane"86. Brak czujności w kwestii fałszywych legitymacji mógł się skończyć tragicznie, stał się też przyczyną wpadki Cesi Libhaber (Czesławy Szymańskiej), o czym opowiedziała Jadwiga Mijalowa: "przedłużanie niektórych dokumentów było czasami bardzo skomplikowane, bo raz to były przylepiane jakieś znaczki, które w zależności od miesiąca były innego koloru, lub w inny sposób drukowane, to druk wklęsły, to wypukły, a poza tym zmieniali kolor tuszu - trzeba więc było ciągle śledzić zachodzące zmiany87. [...] Wpadka Celiny Szymańskiej nastąpiła właśnie na skutek tego, że nie wiedzieliśmy na czas o zmianie. Celina zresztą bardzo mądrze się tłumaczyła, mówiąc, że przepustkę kupiła na Kercelaku, że jedzie na handel, no i dlatego skończyło się to dla niej tylko obozem"88.
Henryk Kotlicki wspomina, że "przez znajomego, b[yłego] sędziego Zygmunta Kaczyńskiego, załatwiał prawdziwe kenkarty nie dla partii"89 - przypuszczam, że dla członków swojej rodziny lub innych Żydów niezwiązanych z PPR. W nagraniu dla Zakładu Historii Partii Zofia i Czesław Strzeleccy wspominają, że wyprodukowali około 10 tys. kompletów dokumentów - z pewnością więcej, niż było potrzebne dla partii, nawet jeśli część z tych dokumentów powstała na potrzeby partyzantki, na zamówienie z Krakowa czy innych miast90. Część fałszywych dokumentów, jak można się domyślać, przeznaczono na sprzedaż (co być może stanowiło jedno ze źródeł partyjnego dochodu) - zapotrzebowanie na nie w czasie okupacji było ogromne. Ponadto handel papierami niewątpliwie odbywał się bez wiedzy władz konspiracyjnych, jako źródło ubocznych zysków poszczególnych osób.
Kolejny problem życia codziennego stanowiła kwestia źródeł utrzymania. Własne źródła utrzymania miał Henryk Kotlicki, który pisze: "W okresie okupacji nie pracowałem zawodowo, nie otrzymywałem też żadnej pensji z partii. Trochę handlowałem, a poza tym mój brat, który był internowany w Szwajcarii, przysyłał mi co miesiąc zegarki, które sprzedawałem. Opiekowałem się bowiem jego żoną oraz naszą matką"91. Musiało mu się dość dobrze powodzić, tak przynajmniej postrzegali go biedujący towarzysze. "Czasem ktoś z zasobniejszych znajomych - wspomina Stanisława Sowińska - najczęściej Kotlicki Heniek - dzielił się z nami pieniędzmi; udawaliśmy się wtedy do jadłodajni na Nowogrodzką 5, na trzecie piętro, którą prowadziły siostry zakonne, zdaje się szarytki. Obiady były tam stosunkowo tanie, można było kupić pół porcji zupy i kawałek chleba"92.
Doktor Wigdor Margulies (Stanisław Sierpiński) podejmował różne aktywności zarobkowe - po wyjściu z getta jesienią 1942 r. zaczął handlować: "starzyznę skupowałem od Szwarców. Spółka nasza długo nie trwała, bo zarobione pieniądze przepijaliśmy. [...] W grudniu spotkałem Borysa Szereszewskiego, magazyniera z Zofiówki"93, ten zaś wciągnął Marguliesa w trwający kilka miesięcy handel chlebem, który przywozili z Miedzeszyna do Warszawy. W marcu 1943 r. dr Margulies został wysłany do partyzantów, by prowadzić szkolenia medyczne.
Wspomniany Mieczysław Kowalik-Kowadło utrzymywał się z korepetycji i roznoszenia ciast. Ciasto roznosiła także Janina Neudingowa94, wspierana przez niewielką środowiskową sieć pomocy psychologów i pedagogów, uczniów prof. Stefana Baleya. Romana Duraczowa "w okresie okupacji, aby utrzymać rodzinę, zajmowała się roznoszeniem pieczywa po sklepach"95. Natomiast Krystyna Arciuch, prowadząc wózek z dzieckiem, przy okazji handlowała piernikami: "na wierzchu były pierniki, a pod spodem był taki duży kosz i w tym było do cholery tego wszystkiego naładowane, i z tym dzieciakiem, ona się nie bała łapanek, tak że ona już później tym kolportażem na całego się zajmowała i jeździła po całym mieście"96.
Wacława Grudzińska, która jesienią 1941 r. wróciła do Warszawy, znalazła pracę jako gosposia u nieco antysemickiej rodziny na Żoliborzu, czytującej "Biuletyn Informacyjny"97. Odeszła stamtąd, gdy zaangażowała się w pracę partyjną - została sekretarzem PPR na Bródnie, a następnie na Woli. W rozmowie ze mną powiedziała, że kto mógł sam się utrzymać, nie dostawał od partii pieniędzy. Natomiast partia pomagała tym, którzy potrzebowali funduszy na utrzymanie. Ona sama zarabiała nabijaniem papierosów u sąsiada po godzinie policyjnej - dostawała 50 gr za sto sztuk oraz duży talerz zupy. Cały dzień była zajęta robotą partyjną i nie mogłaby podjąć żadnej innej pracy. Od PPR dostawała bilet miesięczny98. Halina Jarosławska nie miała żadnych źródeł utrzymania - dostawała od jesieni 1942 r. "żołd - 800 zł miesięcznie, można było na buraczanej marmeladzie przeżyć"99. Stanisława Sowińska dostawała 600 zł miesięcznie, "co wydawało mi się ogromną sumą"100, a Jerzy Duracz z żoną dostawali 500 zł101. Partia pomagała tym działaczom, którzy nie mogli sami się utrzymać, dawała też jakieś fundusze dla ich ukrywających się bliskich, np. dla ojca i stryja Anity Duracz, którzy przez jakiś czas ukrywali się w Warszawie, zanim udało się ich wysłać do partyzantki102. Żydzi otrzymywali też pomoc z innych źródeł: "pomoc dla tow[arzyszy] żydowskich organizował w PPR m.in. Anatol Matywiecki "Nastek", oficer sztabu głównego AL, dawny aplikant [Teodora] Duracza, który miał kontakt z [Dawidem] Guzikiem, od którego otrzymywał pieniądze na ten cel pochodzące od bliżej nieustalonych organizacji żydowskich (Joint?)"103.
Sprawy finansowe samej PPR to osobny wątek, interesujący mnie jedynie o tyle, o ile wiąże się z Żydami po stronie aryjskiej. Pieniądze dla partii zdobywały grupy specjalne ("specgrupy"), dokonując ekspropriacji ("eksów")104. Przeprowadzanie "eksów" poza zdobywaniem pieniędzy na działalność organizacyjną stanowiło zarazem źródło demoralizacji i pokusę indywidualnego bogacenia się; w jednym ze sprawozdań GL znajduje się następująca informacja: "Werbunek tow[arzyszy] Baśki, Edwarda i Huberta do "specgrupy" odbywał się w ten sposób, że roztaczano przed nimi wspaniałe obrazy dobrobytu, wręcz luksusowego zbytku, zapewniano ich, że przy małym wysiłku (ok. 4 godzin dziennie) zarobią znacznie więcej niż przy normalnej pracy zawodowej. Obiecywano im 1000-1500 zł miesięcznie, wiele nowych i pięknych ubrań"105.
Trudna w początkowym okresie sytuacja finansowa Komitetu Warszawskiego PPR poprawiła się po 30 listopada 1942 r., kiedy to dokonano poważnego "eksu" w warszawskim banku Komunalnej Kasy Oszcze?dnos?ciowej. W napadzie "specgrupy" brała udział m.in. Stanisława Sowińska; zrabowano wówczas około miliona złotych: "cała Warszawa mówi o tej wspaniałej akcji. Cała Warszawa cieszy się, śmieje się z Niemców, którzy zebrali milion złotych i musieli oddać go podziemnej organizacji"106. Udział w akcjach "specgrupy" brali także Jerzy Duracz i Janina Forbert, która wspomina, że uczestniczyła w interesujących wydarzeniach, takich jak ograbienie bogatego Niemca i dwóch banków czy zabicie jednego niebezpiecznego Niemca. Poza tym poprosiła kolegów z podziemia, by załatwili pewnego szmalcownika, który prześladował jej matkę, i koledzy go "zlikwidowali"107.
Kolejny wątek dotyczący życia codziennego, to pytanie, czym właściwie zajmowali się Żydzi w PPR. Na czym polegała robota partyjna? W zasadzie wszyscy robili wszystko - przerzucano ich z miejsca na miejsce, od jednego zadania do drugiego, tam, gdzie akurat brakowało rąk do pracy albo były pilne polecenia do wykonania. Było to oczywiście sprzeczne z zasadami konspiracji108, ale działaczy PPR było zbyt niewielu jak na ambicje i potrzeby partii. Była już mowa o pracy w "paszportówce", gdzie przez jakiś czas pracował Henryk Kotlicki. Następnie organizował on wydział informacyjny (wywiad) PPR: "Zbierałem informacje i przekazywałem tow. Lodze-Sowińskiemu. [...] On mi powiedział - zorganizuj Informację, więc ją zorganizowałem"109.
O pracy w Informacji więcej i bardziej krytycznie napisała Stanisława Sowińska: "We wrześniu 1942 roku zostałam przydzielona przez szefa Sztabu Głównego GL Jóźwiaka do Zygmunta Mołojca jako sekretarka kierowanego przez niego Oddziału Informacji. Ten Oddział liczył zaledwie kilku informatorów, których znałam wyłącznie z pseudonimów, meldunki - nieliczne, jakie dostarczali, chyba bezpośrednio Zygmuntowi, nie miały specjalnego znaczenia. Przepisywałam je na maszynie w czterech egzemplarzach"110.
W sztabie GL pracowały także Zofia Kestelman (Szyszko-Bardach)111 i Krystyna Arciuch112, natomiast z Jóźwiakiem pracowały Lena Wolińska i Wacława Grudzińska. Podjęły działalność "jako kierujące łączniczkami - wysyłało się dziewczyny (było ich przeciętnie 3-4): jechały w teren albo z ustną sprawą, albo z szyfrem"113. Wiele tych łączniczek zginęło, należały również do sieci komunistycznej, ale pozostają na dalszym planie, często anonimowe. Wzmianki o nich pojawiają się czasem we wspomnieniach, np. o Jachecie Binsztok ("Janinie Królikowskiej"), która w getcie "brała udział we wszystkich grupach lewicowych, [...] zajmowała się dostarczaniem dokumentów dla Żydów z ramienia PPR. [...] Po likwidacji getta aktywnie współpracowała jako łączniczka GL. [...] Prowokator oddał ją w ręce gestapo [...] na dworcu w Kielcach, gdzie znaleziono przy niej broń oraz szyfrowaną korespondencję. Zamordowana została przez gestapo w czerwcu 1943 r."114.
Najwięcej Żydów związanych z siecią komunistyczną - jak się wydaje - przewinęło się przez partyjną "technikę", czyli zajmowało się drukowaniem i kolportażem prasy konspiracyjnej. Od początku niemieckiej okupacji w Warszawie ukazywała się konspiracyjna prasa lewicowa różnych orientacji, a w jej organizowanie, wydawanie i kolportaż ("Biuletyn Radiowy", "Zwycie?z?ymy", "Trybuna Wolnos?ci" czy "Głos Warszawy") były zaangażowane Hanka Szapiro i Bela Frisz (Helena Kozłowska)115, Zosia Jamajka pracowała jesienią 1942 r. w drukarni "Gwardzisty", a po wpadce znalazła się na Pawiaku116. Była to jedna z kilku poważnych wsyp PPR-owskich drukarni, największa nastąpiła 18 lutego 1943 r. - wówczas przy ul. Grzybowskiej 23/25 aresztowano kilkanaście osób (dwie na miejscu połknęły cyjanek)117. Z kolei 26 listopada Gestapo "zlikwidowało drukarnię "Reflektor" przy ul. Nowiniarskiej nr 14, aresztując jej kierownika Marczaka Ludomira oraz 14 żydów, pracowników drukarni"118. Nie udało się ustalić ich nazwisk.
Praca przy opublikowaniu jednego numeru pisma (nakład wynosił, zależnie od tytułu, od kilkuset do kilku tysięcy egzemplarzy) trwała dwa dni i trzy noce bez przerwy, a w skład zespołu wchodzili "1 zecer, 1 smarownik, 1 wałkowacz i 1 nakładaczka"119. Drukarnie zmieniały często lokalizację, przenoszono je z miejsca na miejsce, np. od maja 1942 do wrzes?nia 1943 r. drukarnię "Trybuny Wolności" przenoszono dziewięciokrotnie120.
Janek Tarłowski i Tadek Gąsiorowski, którzy - jak była mowa na początku artykułu - przygotowywali skład "Głosu Warszawy" przy ul. Włoskiej, zanosili go później "na Belwederską, parę domów dalej i tam [...] były Hanka Lanota [Chana Rozenberg] i Krysia Stalińska. Krysia przynosiła papier, Hanka jako Żydówka nie wychodziła w ogóle z mieszkania"121. Hanka i Krysia w baraczku na posesji Belwederska 12 drukowały "wałkiem, prymitywnym sposobem"122 nielegalną prasę. Nie trwało to długo, gdyż wkrótce po spaleniu Włoskiej spaliła się także Belwederska; Hanka tułała się po różnych miejscach bez przydziału, a potem pojechała do partyzantki. W "technice" pracowała też przez pewien okres Henia Krakowska (drukowała "Gwardzistę")123, a kurierką rozwożącą bibułę była krótko Perla Goldwag (wówczas Maria Kowalewska, później Maria Krych)124.
Przy okazji zbierania informacji o "technice" PPR trafiłam na wspomnienia o kilkorgu Żydach "drugiego planu", pracujących w nielegalnych drukarniach. Informacje te są wyjątkowo cenne, gdyż pozwalają poszerzyć pole widzenia i zasięg sieci o tych, którzy być może nie przeżyli, oraz o tych, którzy nie zostawili relacji. Jedną z nich była pani Heler, pracująca jako nakładaczka w konspiracyjnej drukarni, a przywieziona z Sambora do Warszawy przez Stanisława Januszkiewicza125. Dwóch kolejnych to chłopcy żydowscy, stale zamknięci na Rakowieckiej, gdzie drukowano "Trybunę Wolności": "w ogóle nie wychodzili, byli uratowani z getta i ponieważ nie mieli tzw. warunków, żeby się poruszać po mieście, pracowali w zamknięciu, pięknie zresztą pracowali"126. Na Grochowskiej mieszkał Zygmunt Gerszon z matką i dwojgiem żydowskich dzieci, które uratował z "obozu pod Warszawą". Jednocześnie drukowano tam plakaty i odezwy. Dzieci, 6-letni Paweł i 7-letnia Ewa, nie wychodziły w ogóle z domu. "Ten mały Pawełek nauczył się rozkładać czcionki, rozbierał składy i odpowiednio wkładał do kaset. Dziewczynka również pracowała"127. Na początku 1944 r., po jakiejś wpadce - wspomina Maria Turlejska - przeniesiono jedną z drukarń "na Górczewską 15, gdzie mieszkali towarzysze zbiegli z ghetta. Nazwisk ich nie znam, nosili pseudonimy "Janek" i "Marysia" - obydwoje zginęli w czasie powstania. Janek był z zawodu zecerem i on to właśnie ukończył skład 1-go numeru "Rady Narodowej""128.
Niektóre Żydówki pracowały jako łączniczki, np. pierwszą pracą Heni Krakowskiej (Haliny Jarosławskiej) po wyjściu z getta było utrzymywanie kontaktu między sztabem głównym w Warszawie a sztabem lubelskim, przewoziła też jeńców rosyjskich, uciekinierów z obozów do partyzantki129. Zapewne właśnie w partyzantce ratowało się i walczyło najwięcej Żydów związanych z PPR i jej siecią; nie zajmuję się tu jednak tym zagadnieniem, jako że nie dotyczy ono ukrywania się na terenie Warszawy. Jedynie kilkoro spośród bohaterów niniejszego artykułu miało kontakt z partyzantką: jesienią 1942 r. do oddziału udały się Kazimiera Kagan i Lena Wolińska, ale wróciły z lasu po dwóch tygodniach130. Po wpadce drukarni na Belwederskiej wiosną 1943 r. do partyzantki w okolicach Wyszkowa trafiła też Hanka Lanota. Jak wspomina, w oddziale dowodzonym przez "Janka Białego" było wielu Żydów, kobiet i mężczyzn. Napadali na Niemców, wykolejali pociągi, zajmowali się zwykłą partyzancką pracą. Spotkali również oddział złożony ze zbiegłych jeńców sowieckich, do którego jako oficer oświatowy została przydzielona znajoma Hanki, także uciekinierka z warszawskiego getta, Irena Szenberg (Tarłowska). W rozmowie ze mną w marcu 1990 r. Irena Tarłowska mówiła, że "partyzantka to jest straszne miejsce, a już szczególne okropne dla dziewczyny, w dodatku takiej, która "nie ma przydziału", czyli nie idzie do partyzantki ze swoim chłopcem"131. A propos oddziału, do którego ją przydzielono, powiedziała: "Wszyscy, moz?e z wyja?tkiem dowo?dcy, byli po prostu zwykłymi bandziorami. Zbiegli z obozu, utworzyli oddział i zajmowali sie? rozbojem. [...] A przy okazji dowiedziałam sie? strasznych rzeczy, bo oni mieli na sumieniu zabicie kilku zamoz?nych Z?ydo?w"132. Po śmierci dowódcy kazano jej wracać do Warszawy. Hanka Lanota w wypadku z bronią została postrzelona w stopę i również wróciła do miasta. Po jej wyjeździe oddział został wydany Niemcom przez leśniczego; wszyscy zginęli133. Od wiosny 1943 r. przez 14 miesięcy w partyzantce w Lasach Parczewskich przebywała Perla Goldwag (Maria Krych) - i ona bardzo źle wspomina ten okres134. Ignacy Robb-Narbutt, oficer operacyjny w Sztabie GL, w liście do Komitetu Centralnego PPR z 21 grudnia 1943 r., po spędzeniu kilku miesięcy w lesie, pisał: "Jak oceniam GL? U góry nieład, w sensie wojskowo-taktycznym. W średnich i dolnych ogniwach aparatu ofiarność i bohaterstwo"135.
Niezależnie od tego, czym się zajmowali - najistotniejsze było to, że Żydzi w konspiracji komunistycznej mieli pracę, która dawała im (wówczas) poczucie sensu, wartości, sprawczości, przede wszystkim zaś byli zajęci od rana do wieczora. Podkreślała to Wacława Grudzińska: "ja miałam tyle [na głowie], trzeba było tyle pamiętać, że ja zapominałam, że trzeba jeszcze pamiętać o pochodzeniu - albo byłam z literaturą, albo byłam z bronią, albo musiałam pamiętać, że o godzinie tej z tym - nic nie notowano - to wszystko było w głowie, nie starczało mi miejsca na lęk. Mnie się zdaje, że dzięki temu mi się udało przeżyć - bo nie miałam czasu myśleć o sobie, bo musiałam o tej godzinie to, o tamtej to - i pilnować, żeby nie stać zbyt długo na ulicy - myśmy się spotykali na ulicy, trzeba było być punktualnym, szybko załatwić i iść dalej. Więc jak się kładłam wieczorem, to układałam plan na następny dzień - i gdzie tu zmieścić jeszcze myślenie o sobie jako Żydówce..."136.
Kolejna kwestia, którą chcę poruszyć, to sprawa bezpieczeństwa. W jakiej mierze siatka komunistyczna dawała Żydom bezpieczeństwo, w jakiej zaś oni sami stanowili zagrożenie dla bezpieczeństwa sieci? Myślę, że jeśli chodzi o poczucie własnego bezpieczeństwa, to świadomość, iż środowisko komunistyczne nie stanowi zagrożenia i nie zostanie się tu przez nikogo wydanym jako Żyd, była bardzo silna. W żadnej relacji nie spotkałam się z sytuacją, gdy pochodzenie stałoby się powodem do wydania towarzysza. Oczywiście nie można wykluczyć, że takie zjawisko występowało; przecież źródła, na których się opieram, przedstawiają tylko fragment tamtej rzeczywistości. Zaletą każdej sieci konspiracyjnej jest jednak to, że ludzie są ostrożni, nie chcą za dużo o sobie nawzajem wiedzieć. Maria Krych powiedziała, iż "mało kto wiedział, że jestem Żydówką - nie ujawniało się takich rzeczy, to była konspiracja, w razie gdyby wpadło się w ręce gestapo, lepiej było nie wiedzieć"137. Podobnie w rozmowie ze mną Wacława Grudzińska kładła akcent na to, że w podziemiu ludzie nie chcieli wiedzieć za dużo o innych i nie zadawano pytań, "na ten temat [pochodzenia] się nie rozmawiało"138.
Oczywiście Żydzi w sieci komunistycznej, podobnie jak wielu Żydów po stronie aryjskiej, stosowało rozmaite rodzaje kamuflażu. Henia Krakowska relacjonowała: "musiałam się nauczyć pacierza, mrugania powiekami tak jak Polki, które nie mają takiego "kosmicznego" spojrzenia jak ja"139. Kazimiera Kagan wspomina, że po wyjściu z getta czekała w ukryciu na kenkartę: "trudno bowiem było bez jakichkolwiek dokumentów przy moim exterieure aktywnie pracować"140. W środowisku komunistycznym sprawa dobrych papierów nie stanowiła problemu, a te sporządzone przez "paszportówkę" nawet osobom z nie dość aryjskim wyglądem dodawały pewności siebie. Sprawa wyglądu była zresztą kwestią względną, zapewne związaną z obrazem samego siebie i złożonymi procesami psychologicznymi. Na przykład Wigdor Margulies uważał, że ma całkowicie "aryjski" wygląd: "bardzo często ludzie nie wiedzieli, że jestem Żydem. Ponieważ miałem "b[ardzo] dobry" wygląd"141 - pisze we wspomnieniach. Natomiast eskortujący go do oddziału partyzanckiego Ryszard Nazarewicz wspomina, że dr Sierpiński miał bardzo zły wygląd - dlatego Nazarewicz przewoził go z Warszawy do Radomska nocnym pociągiem142.
"To nie było zagadnienie wyglądu, ale zachowania się"143 - stwierdziła Wacława Grudzińska. Widocznie przynależność do środowiska komunistycznego, poczucie sensu, a może przede wszystkim to, że byli bardzo zajęci, powodowały, że było relatywnie niewiele przypadków szantażu; możliwe także, że ze względu na specyfikę grupy, której relacjami dysponuję, po prostu nie wiem, do ilu takich sytuacji w rzeczywistości doszło w tym środowisku. Znalazłam zaledwie kilka wzmianek: przy wychodzeniu z getta podobnie jak Henia Mączkowska została ograbiona Irena Szenberg (Tarłowska). Miała ona później jeszcze dwukrotnie kontakt ze szmalcownikami - jeden złapał ją w tramwaju (wykupiła się za 500 zł, które "nosiła przy sobie na wszelki wypadek"); za trzecim razem do mieszkania, w którym ukrywało się wielu Żydów, "przyszło dwóch policjantów, ale ponieważ nic nie mieliśmy, zgodzili się przyjść za parę dni na umówione spotkanie. A tam już czekali chłopcy z AL"144. Czasami wystarczał refleks i pewność siebie, jak u Cesi Libhaber, która była "bezczelnie odważna i zaczepiona przez szmalcownika w Warszawie typowym tekstem: "Ty chyba jesteś Żydóweczka", odpowiedziała: "Może, bo mam ojca nieznanego nazwiska"". Cesia patrzyła prosto w oczy, była wygadana, "nie zakrywała twarzy, choć miała niezbyt dobry wygląd"145.
Do jakiego stopnia szmalcownicy kierowali się wyłącznie powierzchownością, świadczy to, że nieraz zatrzymywali ludzi losowo, także takich, którzy nie byli Żydami. Zofia Strzelecka, szefowa "paszportówki", została zatrzymana trzykrotnie: dwa razy, gdy szła ulicą z Polą Milską (szwagierką Henryka Kotlickiego, Żydówką): raz na Emilii Plater - szmalcownik pozwolił odejść Poli, nie podejrzewając jej, natomiast Zofię wylegitymował; za drugim razem zostały otoczone na Żelaznej przez agresywną "gromadę dzieciaków, chłopców w wieku 8-12 lat", również oni jedynie Zofię podejrzewali o żydowskość. Trzeci wypadek zdarzył się na Ogrodowej, kiedy Zofię zatrzymał policjant w cywilu i po wylegitymowaniu jej stwierdził, że "z taką twarzą nie chodzi się po ulicy"146.
Żydzi w sieci partyjnej mieli zapewne większe poczucie bezpieczeństwa niż wielu ukrywających się w Warszawie w innych okolicznościach. Natomiast sami Żydzi stanowili zewnętrzne zagrożenie dla partyjnej sieci konspiracyjnej. Według opowieści Jerzego Duracza w partii dyskutowano o tym, że wszystkie łączniczki "Witolda" są Żydówkami, co stwarza potencjalne zagrożenie147. Jedną z takich niebezpiecznych sytuacji zapamiętała jego żona, która jesienią 1942 r. na spotkanie z Franciszkiem Jóźwiakiem i Jankiem Wyszyńskim148 przyciągnęła za sobą szmalcowników. Do mieszkania na Żelaznej wtargnął policjant granatowy z grupą szantażystów. "W Janku Wyszyńskim nie rozpoznano Żyda, mnie natomiast chcieli zaraz zabrać na gestapo" - wspomina Anita. "We mnie była determinacja śmierci. Ja czułam się odpowiedzialna za los szefa Sztabu Głównego, którego naraziłam swoją osobą". Anita została w mieszkaniu jako zakładniczka, a Jóźwiak po godzinie przywiózł pieniądze i ją wykupił. Szmalcownicy odeszli, został policjant, "którego upił dokumentnie Janek Wyszyński jakąś wódką [...], tenże policjant jeszcze nas potem, dla bezpieczeństwa, przed godziną policyjną odprowadził"149.
Zdarzały się też wpadki zagrażające funkcjonowaniu drukarni: tę na Ceglanej trzeba było po dwóch tygodniach przenieść gdzie indziej. "Przyczyną tego było aresztowanie nakładaczki "Zosi". Była ona z pochodzenia Żydówką i ze względu na swój semicki wygląd otrzymała polecenie niewydalania się z mieszkania. Nie bardzo go jednak przestrzegała i pewnego razu została zatrzymana na ulicy przez granatowych policjantów i aresztowana. [...] W związku z aresztowaniem "Zosi" uznaliśmy, że drukarnia jest spalona"150. Czesław Mankiewicz dodaje, że "później za znaczną sumę pieniężną - pochodzącą wprost z "eksu" na KKO - "Zosia" została zwolniona"151. Nie udało mi się ustalić jej nazwiska.
Nic dziwnego, że niektórzy komuniści, jak wspomina Anita Duracz, nie byli zbyt chętni do pomagania Żydom152, "uważano, że właściwie nie bardzo należy pomagać uciekającym, ratującym się towarzyszom żydowskim, bo oni grożą lokalom partyjnym, bo kierowanie ich do partyzantki byłoby czymś w rodzaju zażydzenia partyzantki, czyli depopularyzacji jej u okolicznej ludności chłopskiej"153. Jerzy Duracz zaznacza, że w okresie powstania w getcie "Gomułka był nastawiony dość negatywnie do wybierania towarzyszy z ghetta na tzw. stronę aryjską, uzasadniając to tym, że większa ilość towarzyszy żydowskich w organizacji partyjnej i w Gwardii Ludowej stwarzać będzie podwójne zagrożenie w stosunku do okupanta. [...] "Witold" stał na stanowisku ratowania w większym zakresie towarzyszy żydowskich. Uważał, że należy tych z gorszym wyglądem i mniejszymi możliwościami poruszania się przekazywać do partyzantki leśnej, natomiast towarzyszy mających warunki do poruszania się po Warszawie zatrzymać na miejscu"154.
Anita Duracz zasadniczo ocenia działania PPR w sprawie pomagania Żydom krytycznie - uważa, że można było zrobić więcej, wyciągnąć z getta więcej osób. Tymczasem wyprowadzano przede wszystkim (czy może wyłącznie?) tych, którzy byli niezbędni do roboty partyjnej: "od czasu mojego wyjścia nawet w wypadku, kiedy chodziło o niezmiernie celowe, pragmatyczne wyprowadzenie jakiegoś towarzysza z getta dla celów działalności czy walki na zewnątrz, nie udało mi się spowodować takiej decyzji, z wyjątkiem jednego wypadku. Kiedy zabrakło drukarza, mogłam spowodować wyprowadzenie z getta Ignaca Fajla, który był z zawodu drukarzem. W wielu, wielu innych wypadkach nikogo z towarzyszy uratować mi się za pośrednictwem partii nie udało"155.
Przytoczone przez Anitę Duracz opinie towarzyszy partyjnych są smutnym potwierdzeniem, że zdawali sobie oni doskonale sprawę z wysokiego poziomu antysemityzmu w polskim społeczeństwie. Postępowali więc z punktu widzenia interesu partii pragmatycznie, nawet jeżeli dziś oceniamy to jako nieludzkie.
Zakończenie
Komunistyczna sieć pomocowa zakończyła działalność w zasadzie w okresie powstania warszawskiego. Ponad 100 członków AL, w tym całe dowództwo, zginęło 26 sierpnia 1944 r. pod gruzami zbombardowanego domu na Starym Mieście, przy ul. Freta 16. Po dziewięciu godzinach spod gruzów wyciągnięto trzy żywe osoby, w tym Janinę Forbert156. Komuniści i Żydzi w czasie powstania to temat na zupełnie inny tekst157, nie rozwijam tu tego wątku.
Przedstawiłam w tym artykule działania konspiracji komunistycznej w kontekście pomocy udzielanej Żydom w okupowanej Warszawie. Opisałam ekskluzywną sieć zrzeszeniową, jaką stanowiła siatka pomocy Żydom stworzona w okupowanej Warszawie przez działaczy komunistycznych (polskich i żydowskich). "Stworzona" jest słowem nieadekwatnym, nie powstała ona - np. w przeciwieństwie do sieci "Żegoty" - specjalnie w celu ratowania Żydów. Była to siatka konspiracyjna, w której skład wchodzili także Żydzi, przedwojenni członkowie lub sympatycy KPP oraz komuniści z młodszego pokolenia. W równym (a może większym) stopniu ukrywali się oni jako członkowie ruchu oporu, a nie jako Żydzi. Poniekąd przy okazji z zasobów tej sieci konspiracyjnej korzystali inni Żydzi - rodziny, przyjaciele czy znajomi działaczy. Przedstawiony przeze mnie obraz z pewnością nie jest pełny i reprezentatywny dla całego komunistycznego środowiska: wizerunek opisanej przeze mnie sieci powstał głównie na podstawie relacji osób, które przeżyły, ponadto zaś były w znakomitej większości przedstawicielami inteligencji, a przecież do partii należeli także robotnicy158. W wypadku Żydów była to ponadto niemal wyłącznie inteligencja zasymilowana.
Warto przypomnieć wyjątkowe cechy tej sieci: należący do niej Żydzi ukrywali się, podobnie jak ich towarzysze przede wszystkim w związku z nielegalną działalnością, nie zaś z pochodzeniem; brali udział w walce z wrogiem, ponadto środowisko to znało się na konspirowaniu. W okupowanej Warszawie, gdzie operowało wiele rozmaitych konspiracji i z różnych powodów ukrywały się rzesze ludzi, miało to niebagatelne znaczenie. Co nie znaczy, że znający zasady komuniści tworzyli kompetentną i szczelną konspirację; z braku kadr, z powodu brawury czy głupoty, a także działań agentów dochodziło do wsyp i wpadek. Niektórym Żydom, którzy przy takich okazjach trafili do rąk Niemców, udało się jednak - także dzięki dobrym papierom, które posiadali - przeżyć w obozach koncentracyjnych jako Polakom.
Oprócz pozytywnych aspektów sieć PPR-owska miała istotne ograniczenia. Jednym z nich była elitarność tej sieci - z jej wsparcia mogli korzystać tylko nieliczni. Konspiracja komunistyczna pomagała nie tyle Żydom, ile żydowskim towarzyszom. Oczywiście jej możliwości (zasoby ludzkie i finansowe) były bez porównania mniejsze niż ŻKN, Bundu czy "Żegoty"159. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, jak wielu Żydów obejmowała sieć komunistyczna. Jak wielu z nich przeżyło? Całkowicie intuicyjnie uznałabym, że w jej zasięgu znajdowało się kilkuset Żydów. Mam nadzieję, że dalsze badania pozwolą uzyskać nowe informacje i ustalić bardziej precyzyjne dane. Innego rodzaju barierą w sieci PPR było to, że znajdowała się w zasięgu przede wszystkim młodych i zasymilowanych Żydów, takich, którzy mogli w jakiś sposób być dla partii przydatni.
Ta sieć zrzeszeniowa, powstała na bazie ludzi, których łączyła ideologia, wspólnota światopoglądu, stała się wsparciem dla pewnej liczby Żydów po aryjskiej stronie Warszawy. Większość Żydów włączonych w tę sieć brała aktywnie udział w antyniemieckiej konspiracji, walcząc na różne sposoby z okupantem. Ich energia, zaangażowanie, odwaga i kreatywność przeciwstawiają się stereotypowi aktywnego Polaka pomagającego biernemu, siedzącemu za szafą Żydowi. "Przeżyłam dzięki partii - powiedziała w rozmowie ze mną Irena Tarłowska. - Ona mnie wyciągnęła z getta, dała zajęcie, pracę, dzięki której nie zwariowałam. Mogłam walczyć z wrogiem, czułam się potrzebna"160.
BIBLIOGRAFIA
Źródła archiwalne
Archiwum Akt Nowych (AAN)
191/XXI-1, Gwardia Ludowa, Obwód I Warszawski, "Raport w sprawie aresztowania tow. Huberta"
202/II-44, Delegatura Rządu na Kraj
1581/R-100, "Centralna technika PPR"
1581/R-124, Organizacja Młodzieży Socjalistycznej "Spartakus" w latach 1935-1941
1581/R-126, "Technika warszawska PPR 1942-1944"
1581/R-236, "Centralna paszportówka PPR"
1581/R-285, "Działalność organizacji przedpepeperowskich, Grupy Inicjatywnej, powstanie PPR"
1582, Zbiór akt osobowych działaczy ruchu robotniczego
2795/411, Akta Ryszarda Nazarewicza, "Sprawy żydowskie"
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (AIPN)
Zespół Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich
0298/415, Robb-Narbutt Ignacy
0298/929 "Dot. Narbutta Ignacego", Relacja Ignacego Robb-Narbutta
Archiwum Instytutu Yad Vashem (AYV)
O.3, Relacje
Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego (AŻIH)
301, Relacje Żydów Ocalałych z Zagłady
302, Pamiętniki Żydów Ocalałych z Zagłady
USC Shoah Foundation, Visual History Archive (USC, VHA)
Archiwum United States Holocaust Memorial Musuem (USHMM)
2004.331.1., Wiera Sierpinska papers
Archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie (SPP)
PRM 76/1, Kraj, sprawozdania, meldunki, komunikaty
Archiwum własne autorki
Literatura przedmiotu
Alef-Bolkowiak Gustaw, Gorące dni, wyd. 3, Warszawa: Wydawnictwo MON, 1971.
Bartoszewski Władysław, 1859 dni Warszawy, Kraków: Znak, 1984.
Borzęcki Oskar, Brygada Korwina w szeregach ZWZ-AK w latach 1941-1943, "Dzieje Najnowsze" 2015, nr 3.
Cukierman Icchak, "Antek", Nadmiar pamięci (siedem owych lat). Wspomnienia 1939-1946, tłum. Zoja Perelmuter, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2000.
Domańska Aleksandra, Ulica cioci Oli. Z dziejów rewolucjonistki Warszawa: Krytyka Polityczna, 2013.
Dreifuss Havi, Changing Perspectives on Polish-Jewish Relations during the Holocaust, Jerusalem: Yad Vashem, 2012.
Edelman Marek, Getto walczy. Udział Bundu w obronie getta warszawskiego, Łódź: CK Bund, 1945.
Engelking Barbara, Ocaleni z Holocaustu, Warszawa: Cyklady, 1993.
Engelking Barbara, Dariusz Libionka, Żydzi w powstańczej Warszawie, Warszawa: Centrum Badań nad Zagładą Żydów, 2010.
Gontarczyk Piotr, Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy (1941-1944), Warszawa: Fronda, 2006.
Grupińska Anka, Odczytanie Listy. Opowieści o powstańcach żydowskich, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2003.
Hillebrandt Bogdan, "Trybuna Wolności" - centralny organ PPR w okresie okupacji (zarys informacyjny), "Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego" 1964, nr 3.
Konspiracyjny Związek Walki Młodych w Warszawie, konsultacja naukowa Bogdan Hillebrandt, Warszawa: Warszawska Komisja Historyczna Stowarzyszenia "Pokolenia", 2008, z. 1.
Kowalska-Kiryluk Izolda "Krystyna", W warszawskiej organizacji [w:] Wspomnienia warszawskich peperowców 1939-1944, Warszawa: Książka i Wiedza, 1963.
Libionka Dariusz, Weinbaum Laurence, Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze. Wokół Żydowskiego Związku Wojskowego, Warszawa: Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, 2012.
Lubetkin Cywia, Zagłada i powstanie, tłum. Maria Krych, Warszawa: Książka i Wiedza, 1999.
Łęczycki Franciszek, W szeregach walki o niepodległą i sprawiedliwą [w:] Wspomnienia warszawskich peperowców 1939-1944, Warszawa: Książka i Wiedza, 1963.
Mark Bernard, Poterański Wacław, Jabłoński Wacław, Woko?ł problemu rezydentury NKWD w getcie warszawskim, "Pamie?c? i Sprawiedliwos?c?" 2005, nr 4.
Najberg Leon, Ostatni powstańcy getta, Warszawa: ŻIH, 1993.
Nazarewicz Ryszard, Armii Ludowej dylematy i dramaty, Warszawa: Oficyna Drukarska, 1998.
Paulsson Gunnar S., Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy 1940-1945, tłum. Elżbieta Olender-Dmowska, Kraków: Znak i Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN, 2009.
Sowińska Stanisława "Barbara", Lata walki, Warszawa: Książka i Wiedza, 1962.
Spałek Robert, Komuniści przeciwko komunistom. Poszukiwanie wroga wewnętrznego w kierownictwie partii komunistycznej w Polsce w latach 1948-1956, Poznań: Zysk i S-ka, 2014.
Strzembosz Tomasz, Akcje zbrojne podziemnej Warszawy 1939-1945, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1983.
Szczygielski Zbigniew, Członkowie KPP 1918-1939 w świetle badań ankietowych, Warszawa: Książka i Wiedza, 1989.
Temkin-Bermanowa Basia, Dziennik z podziemia, Warszawa: ŻIH i Twój Styl, 2000.
Wróbel Piotr, Woko?ł problemu rezydentury NKWD w getcie warszawskim, "Pamie?c? i Sprawiedliwos?c?" 2005, nr 4.
Urynowicz Marcin, Zorganizowana i indywidualna pomoc Polaków dla ludności żydowskiej eksterminowanej przez okupanta niemieckiego w okresie drugiej wojny światowej [w:] Polacy i Żydzi pod okupacją niemiecką 1939-1945. Studia i materiały, red. Andrzej Żbikowski, Warszawa: IPN, 2006.